Gość: yeti
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.04.04, 08:21
Pozwalam sobie skopiować artykuł z Newsweeka o Żurawskim. Jest moim zdaniem
interesujący tak dla kibiców jak i innych piłkarzy.pzdr.
-------------------------------------------
Maciej Żurawski. Pieniądze to nie wszystko
Pieniądze to nie wszystko
Maciej Żurawski, największa gwiazda naszej piłkarskiej ligi, zdobył w Polsce
już wszystko, ale nie chce jechać na Zachód.
Kiedy Żurawski zaczął grać dla Wisły Kraków i przez kilka miesięcy nie mógł
dojść do formy, pod Wawelem rozpętała się burza. Dziennikarze pytali szefów
klubu: po co go kupiliście. A koledzy z zespołu napisali na treningowej piłce
Żurawskiego: "2 mln marek" (tyle zapłacił za niego właściciel klubu). Dziś -
po prawie pięciu latach - napastnik Wisły jest najlepszym piłkarzem ligi. Po
pierwszych meczach piłkarskiej wiosny widać, że siła mistrzów Polski zależy
od siły Żurawskiego. Czy tak wielki wpływ będzie miał także na grę
reprezentacji? Najbliższy pojedynek kadry już w środę.
W ligowych meczach Żurawski trafia do bramki częściej niż Andrij Szewczenko
czy Ronaldo. Ale nie przewróciło mu się w głowie. Gra w Krakowie, choć od
dawna mógł zarabiać kilka razy więcej w Anglii lub Rosji. Wciąż cierpliwie
czeka w Wiśle na Ligę Mistrzów, choć krakowski klub od lat nie może się do
niej dostać. I zamiast rwać sobie włosy z głowy, że marnuje się w
prowincjonalnej lidze i na kiepskich stadionach, grając ze Świtem Nowy Dwór,
a nie Valencią, robi swoje. I nie cierpi na obsesję Zachodu.
Niejeden piłkarz na jego miejscu już dawno zamieniłby najlepszy polski klub
na zachodni, choćby przeciętny. Nawet gdyby miał tam siedzieć na ławce
rezerwowych. Wszystko po to, by zamiast miliona złotych rocznie zarabiać
milion euro. Tymczasem Żurawski się uparł. Najpierw nie chciał wyjeżdżać
nigdzie, teraz mówi, że nie wyjedzie byle gdzie. Nie chce grać na Wschodzie,
bo nie znosi chłodu. Nie interesuje go liga niemiecka, bo jej nie lubi. Ale
marzy na przykład o Barcelonie.
Kariera Żurawskiego została starannie zaplanowana przez jego ojca Andrzeja,
byłego piłkarza, dziś trenera młodzieży, od 40 lat związanego z Wartą Poznań.
Maciej, gdy tylko zaczął chodzić, szwendał się wokół boiska uczepiony nogi
taty. Treningi rozpoczął w wieku sześciu lat. W szkole trafił do klasy
pływackiej, bo to najlepszy ogólnorozwojowy sport dla dzieci.
- Miał niezwykłą koordynację ruchów, wiedziałem że ma talent - wspomina
Andrzej Żurawski. Gdy Maciej miał 14 lat, po raz pierwszy trafił do
reprezentacji. Cztery lata później zadebiutował w I lidze. A w 1997 r. w
Lechu Poznań. Szybko stał się najbardziej wszechstronnym polskim
napastnikiem.
Po dwóch latach w Lechu trafił do Krakowa. Nikt wówczas nie przypuszczał -
nawet on sam - że tak długo grać będzie w Polsce. W Krakowie wciąż nie ma
własnego kąta, z żoną Moniką wynajmuje mieszkanie, jakby wpadł tam tylko na
chwilę. Kontrakt z Wisłą negocjował ojciec. Nie dość że wytargował doskonałe
honoraria, to jeszcze zawarł w kontrakcie punkty gwarantujące systematyczne
zwiększanie dochodów. Dziś Żurawski zarabia około 250 tysięcy euro i jest
najlepiej opłacanym piłkarzem w Polsce. Ktoś powie, że to jest właśnie
odpowiedź na pytanie, dlaczego nie wyjechał na Zachód. Ale tam piłkarz tej
klasy mógłby zarobić znacznie więcej. Jerzy Kopa, znany menager, uważa, że
Maciej w Niemczech lub Anglii mógłby otrzymać cztery, pięć, a nawet 10 razy
więcej niż w Krakowie. Czego więc brakuje Żurawskiemu, by spakować walizki?
Odwagi, determinacji, odrobiny pazerności? Przecież we wrześniu skończy 28
lat, zostało mu najwyżej cztery, pięć lat gry. A czasu na transfer jeszcze
mniej. Jeśli nie wyjedzie w tym roku, może już nie wyjedzie nigdy. Który
zachodni klub zapłaci 5 mln euro (tyle chce Wisła) za prawie 30 - letniego
gracza? Gdy w zeszłym tygodniu spędzaliśmy z Żurawskim pół niedzieli,
usłyszeliśmy, iż nie wyklucza nawet tego, że nigdy nie zagra w zachodnim
klubie. I wcale nie wyglądał na osobę, która traci coś ważnego. Raczej na
taką, dla której pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. To rzadkość w
piłkarskim świecie. Upływającym czasem wcale się nie przejmuje. Pieniądze
rozsądnie inwestuje w nieruchomości, a żona zajmuje się wynajmowaniem
mieszkań. Kupił działkę w podpoznańskich Chybach - drogiej i prestiżowej
okolicy, gdzie planuje zbudować dom. Swoje nogi ubezpieczył w trzech firmach.
Ponieważ na boisku jest wzorem, czasem zdarza mu się zaszaleć w prywatnym
życiu.
Na ciuchy wydaje więcej niż żona. Ale nie nosi drogich garniturów, jak T.
Hajto. Kupuje luźne ubrania firm Prada i Dolce&Gabbana. Jeździ Hondą S2000 za
187 tys. Zł. To kabriolet, który do setki rozpędza się w sześć sekund.
Uwielbia motory - miał ich już sześć. Marzy o wielkiej podróży po Stanach
Zjednoczonych, ale na co dzień tęskni za Poznaniem. Często wpada na weekend
do swego mieszkania na poznańskim Naramowicach. Jest zakoczony, gdy biorą go
za Krakusa. Jak choćby w listopadzie, gdy odbierał nagrodę Stołecznego
Królewskiego Miasta Krakowa dla zasłużonych postaci. Dołączył do
wcześniejszych laureatów: m.in. Wisławy Szymborskiej i Tadeusza Różewicza.
Ale najważniejszy wciąż jest futbol. Zazwyczaj dość długo przyzwyczajam się
do nowego miejsca. - W Krakowie moja aklimatyzacja trwała 1,5 roku. Ile mogła
trwać w obcym kraju? Nie wiadomo - mówi Żurawski. Napastnik Wisły chce grać,
a nie siedzieć na ławce za wiadomo, jakie pieniądze. W Krakowie jest liderem.
Jak zdarzy się słabsza forma - trener cierpliwie czeka, aż zacznie grać
lepiej. A na Zachodzie można zagrać trzy słabe mecze i wylecieć ze składu na
kilka miesięcy.
- Pewnie, że mógłbym zarobić więcej. Ale jak sobie pomyślę, że w Polsce wiele
osób nie ma pracy, innym nie starcza na czynsz, a potem spojrzę na siebie, to
widzę szczęściarza - mówi Maciek.
- Warto zadać sobie kilka pytań. Ile w życiu potrzebujemy? I za jaką cenę
gotowi jesteśmy walczyć o więcej? Przecież mam już pieniądze, które
zabezpieczają mnie na przyszłość. Mam pracę, którą lubię. Po zakończeniu
kariery nie będę sobie pluł w brodę, że mogłem być bogatszy.
Żurawski nie wierzy, by ktoś wyłożył za niego 5 mln euro. Ale nie rozpacza.
Chce zdobyć z Wisłą mistrzostwo kraju, a później awansować do Ligi Mistrzów.
I jeśli to osiągnie - kolejny rok spędzi pod Wawelem. I być może naprawdę
nigdy nie wyjedzie z Polski. A jeśli wystąpi na stadionie Barcelony, to
raczej znów jako gość, a nie gospodarz