Gość: ?
IP: *.zone9.bethere.co.uk
30.10.11, 15:59
Dla mnie postulaty kibiców Lechii, żeby zwolnić Kafarskiego, bo "Lechia to oni" są śmieszne. "Lechia to my" - ja pamiętam, gdzie jeszcze kilka lat temu była Lechia Gdańsk, jak się tułała po niższych ligach. Pamiętam, jak na stadion przy Traugutta w niższych ligach przychodziła garstka kibiców, a frekwencja zaczęła się zwiększać dopiero po awansie do I ligi (dawna II liga). Zresztą od jakiegoś czasu na Traugutta i tak przychodziło mało kibiców, nieco ponad 5-6 tysięcy. Skoro ci ludzie mówią, że Lechia to oni, to niech stworzą od podstaw własny klub, niech zrezygnują z gry na nowoczesnej PGE Arenie, niech wracają na stary stadion i niech grają w 5 lidze z klubami z wiosek, których liczba mieszkańców jest mniejsza od liczby kibiców na meczach Lechii. Man United, Man City, Liverpool, Real, Barcelona, PSG mają bogatych sponsorów, radę nadzorczą, zarządy. Ja nie słyszałem, żeby w PSG zwolnili Leonardo, bo go nie lubią kibice. Fani klubów angielskich też prostestowali, gdy ich kluby przejmowali Amerykanie, ale teraz cieszą się, że mają koniunkturę (patrz choćby United). A w Polsce zaściankowość - grupa kilkuset kolesi myśli, że klub to tylko i wyłącznie oni. Bzdura. Frekwencja we Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Warszawie czy Gdańsku pokazuje, że tacy ludzie wcale nie mają monopolu na kibicowanie i nikt nie będzie rozpaczał, gdy na mecz nie przyjdzie kilkuset rozkrzyczanych kolesi. W zamian przyjdzie kilkanaście tysięcy normalnych, spokojnych ludzi. Jak we Wrocławiu, gdzie na Oporowską chodziło 8 tysięcy, a na otwarcie nowego stadionu ponad 40 tysięcy. Tacy ludzie jak od "Lechia to my" uważają się za zbawicieli polskiej piłki, a tak naprawdę tylko jej szkodzą, bo psują wizerunek kibiców i odstraszają normalnych ludzi od stadionów.