dokowski
17.12.04, 22:55
... i emocjonujący.
Wiele sportów ma dobrze przemyślane przepisy, często wręcz doprowadzone do
perfekcji pod każdym niemal względem, w trosce o to, aby gra była fair,
rywalizacja emocjonująca dla widzów, a zarobki sportowców wysokie. Na tym tle
biatlon prezentuje się tak, jakby przepisy zostały ułożone przez wyjątkowych
tępaków. Ale, do rzeczy! Oto moja propozycja (ciekawe czy jest jakieś lepsze
miejsce, w którym tego rodzaju pomysły się zamieszcza):
W biegu biatlonistów powinno brać udział tylko tylu zawodników ile jest
stanowisk strzeleckich.
Start do biegu powinien mieć miejsce tuż przed strzelnicą. Zawodnicy
startowaliby prawie jednocześnie, każdy z miejsca naprzeciwko swojego
stanowiska strzeleckiego. Pierwszy startowałby zawodnik z pierwszego
stanowiska, ułamek sekundy po nim zawodnik z drugiego stanowiska itd. To
opóźnienie ułamka sekundy wynika faktu, że zawodnik z pierwszego stanowiska
ma do przebiegnięcia trasę o metr (a może półtora?) dłuższą niż zawodnik z
drugiego stanowiska.
Bieg biatlonowy zaczynałby się więc od strzelania, a kończyłby się długim
pościgiem, byłoby więcej emocji finiszowych. Emocje byłyby od początku, bo
zawodnicy od razu by się ścigali.
Mimo startu wspólnego zawodnicy nie krzywdziliby się w tłoku, ponieważ
pierwsze strzelanie od razu wymusiłoby na nich wygodne ustawienie się do
biegu.
Poza tym postuluję strzelanie do skutku. Żadnych karnych rund, które powodują
zamieszanie, widz nie widzi bezpośredniej walki, emocje natychmiast opadają i
zaczyna wiać nudą. Niech dobierają naboje w nieograniczonej ilości, kto nie
umie strzelać, niech nie kończy zawodów, niech zajmie się bieganiem bez
karabinu – po co te bezsensowne karne rundy?!
Gdyby wdrożyć mój pomysł, wyścig biatlonowy od początku do końca byłby
wyścigiem emocjonującym i czytelnym dla widza, który miałby cały czas
czołówkę przed oczami i widziałby jak na dłoni kto i o ile kogo wyprzedza,
tak jak w lekkoatletyce w biegu np. na 10 km.