Forum Sport Sport
ZMIEŃ

      Moja recepta na awans: reformy!!!

    08.06.02, 19:06
    Polscy pilkarze przegrywają z Koreą. Wielu zawiedzonych kibiców, smutek,
    czasami nawet rozpacz. A przecież było tak pięknie: awans z pierwszego miejsca
    w grupie - najszybciej z Europy. Futbol na tak, ogromne zaintersowanie piłką (a
    raczej reprezentacją). Awans do drugiej rundy MŚ? Żaden problem, Koreańczycy są
    do ogrania, nawet im ściany nie pomogą, o USA nie mówiąc, trzeba bęzdie się
    skoncentrować na walce z Portugalią o pierwsze miejsce w grupie. Tak było po
    losowaniu grup MŚ w grudniu: ogólnonarodowa euforia i pragnienie powtórzenia
    sukcesów z lat 70-tych. Nieliczni byli umiarkowanymi optymistami, ale jednak
    optymistami.
    Stawiałem i stawiam na porażkę. I to najlepiej jak najbardziej druzgocącą: bez
    punktu, bez gola - scenariusz ten dalej możliwy do spełnienia. I to nie
    dlatego, że wolę aby w drugiej rundzie zagrali skośnoocy, lecz z tego powodu by
    ludzie z góry zobaczyli, w jak fatalnym stanie jest polski sport. Nie bójmy się
    tego słowa: awans polskich piłkarzy był zbiegiem nieprawdopodobnie szczęśliwych
    dla nas okoliczności, a nie tym, że nagle po 16 latach przerwy mamy grupę
    wybitnie zdolnych, mogących rywalizować z najlepszymi piłkarzy. Nie było
    żadnych racjonalnych przesłanek, aby sądzić, że Polska nagle stała się
    futbolową potęgą (a tak próbują nam wmówić niektórzy ludzie, ale o nich
    później) - przecież większość Panów grających pod szyldem "Polska reprezentacja
    piłki nożnej" przez 16lat przegrywala z kretesem wszystkie eliminacje do ME czy
    MŚ. Więc pytam się: gdzie tu logika? Czy naprawde w ciągu kilku miesięcy
    kadencji J.Engela mogliśmy się piłkarsko odrodzić, tak żeby zadziwiać cały
    świat? NIE!!!
    Po jednym meczu trudno wyciągnać daleko idące wnioski, lecz moim zdaniem Panu
    E. nie pomoga nasze rady w stylu: czy Koźmiński, aby napewno zagrał tam gdzie
    powinien? Czemu nie Wichniarek? itd. Panu E. nic nie pomoże, nawet rady
    najznakomitszych autorytetów piłkarskich, bo żródło klęski polskiej
    reprezentacji leży zupełnie gdzie indziej, niż na środku pomocy. Główną
    przyczyną niepowodzeń naszych futbolistów (i nie tylko ich, tu można wymieniać
    koszykarzy, siatkarzy, w zasadzie nie istniejący polski tenis itd.) jest
    opłakany stan sportu polskiego.
    Uważam, że trzeba zacząć wszystko od początku tzn. przeprowadzić daleko idące
    reformy w całym rodzimym sporcie. Od lat był on zaniedbywany przez kolejne
    rządy. Milczenie trzeba przerwać: nigdy nie osiągniemy sukcesów na miarę
    naszych oczekiwań bez odpowiednich zmian w dosłownie wszystkich strukturach i
    systemach pracy polskich klubów sportowych. To wstyd, aby 40mln naród w
    sportach drużynowych (bo tutaj zapaść polskiego sportu jest najbardziej
    widzona) praktycznie nie istniał. Sporty indywidualne jeszcze jako tako trwają,
    gdyż sami zawodnicy z własnej kieszeni sponsorują siebie i dbają o swoje
    przygotowania.
    Przestarzały system szkolenia nigdy nie pomoże nam osiągnąć sukcesów na miarę
    oczekiwań. Nikt mi nie powie, że Polska jest krajem bez talentów, w którym
    sport odgrywa mało istotną rolę. Zdolną młodzież zapewniam mamy. Świadczą
    zresztą o tym wyniki na juniorskich imprezach Mistrzostw Europy czy Mistrzostw
    Świata.
    Problem leży także we właściwej promocji sportu. Nie będę ukrywał, że niektóre
    dyscypliny są niesprawiedliwie dyskryminowane przez media. Oczywiście piłka
    nożna to sport nr jeden. Podobną pozycję ma koszykówka, siatkówka, niedawno
    status najbardziej popularnego sportu zimowego uzyskały skoki narciarskie. Ale
    czemu w TV czy gazetach tak mało uwagi poświęca się lekkoatletyce czy tenisowi?
    Nie mówiąc już o całkowicie ignorowanym hokeju czy konkurencjach narciarskich
    (klasycznych czy alpejskich). Zgoda, w telewizji wszystkiego nie da się
    pokazać, zresztą możemy sobie wybrać stację i oglądać do woli nawet zawody
    curlingowe w Jamajce, ale chodzi mi o popularyzację sportów w innych środkach
    masowego przekazu. Dużo się pisze w gazetach o sukcesach zagranicznych
    sportowców (wręcz za dużo), a nie zachęca się do czynnego uprawiania sportu
    narodu. Należałoby zmienić tą mentalność, bo my Polacy narzekamy że dostajemy
    lanie od Anglików w gałę, albo Francuzów w kosza, lecz nie podejmujemy żadnych
    działań idących w kierunku poprawienia jakości tych dyscyplin. Wielką rolę w
    zmianę tego nastawienia odgrywają więc media.
    Kolejnym ważnym czynnikiem decydującym o popularyzacji sportu i jego rozkwitu
    jest cała infrastruktura obiektów sportowych. To naprawdę bardzo smutne, że w
    Polsce nie ma ani jednego porządnego, a przede wszystkim nowoczesnego stadionu.
    Są natomiast małe, dosyć śmieszne zmodernizowane „stadioniki” (lecz i tych
    mało). Moim zdaniem nie ma większego sensu remontowanie starych, wybudowanych
    jeszcze w architekturze znajomego socjalizmu obiektów. Po pierwsze są
    one ..stare i nie praktyczne, tzn. w dzisiejszych czasach przez pojęcie
    stadion , rozumie się także kompleks restauracji, sklepików, barów, kin, czy
    nawet sal wystawowych. To oczywiście wszyscy wiedzą, że na nowoczesnym
    stadionie można spędzić cały dzień jak w centrum miasta, a ewentualna impreza
    sportowa na nim się odbywająca jest tylko dodatkiem do np. zakupów. To tak
    jakbyśmy mieli ochotę na pójście do restauracji, a następnie udanie się na
    spektakl w teatrze. Te obiekty sprzed kilkudziesięciu lat takich wymagań nie
    spełniają i nie spełnią. Stadion czy inny obiekt sportowy (bo można również
    ubolewać nad tym, że w Polsce nie ma ani jednej krytej pływalni 100m, czy też
    dużego kompleksu kortów tenisowych, nowoczesnej hali sportowej, przykłady można
    doprawdy mnożyć) muszą przyciągać także potencjalnych inwestorów. Na zachodzie
    popularne jest powiedzenie:„ stadion wizytówką klubu”. To jasne, że żadna firma
    nie będzie chciała się reklamować i być kojarzona z klubem, którego trybuny
    stadiony porastają trawą, kruszą się inne elementy, a ogrodzenie jest
    zardzewiałe. Bieda może odstraszać przecież klientów tychże firm, a więc po co
    ryzykować?
    No i na koniec mojego wywodu pozostaje kwestia działaczy. Wielu włodarzy
    polskiego sportu to osoby nie znające się na swym fachu, bądź szukające tylko
    dla siebie korzyści jakie wynikają np. z zarządzania Związkiem Sportowym. Są to
    ludzie najczęściej (podkreślam najczęściej) powiązani układami,
    ich „wyplewienie” wydaje się być niezwykle trudne. Ale dla chcącego nic
    trudnego. Wymiana pokoleniowa jest konieczna. W okresie reform, na stanowiskach
    kierowniczych, potrzebni są operatywni, młodzi menadżerowie, znający się na
    marketingu, handlu, ekonomii itp. Oczywiście najlepiej jeśli byliby to także
    pasjonaci sportu, osoby żywo interesujące się wszelkimi tego typu wydarzeniami.
    Dla mnie absurdem jest, że prezesami związku, którego dyscyplina cieszy się
    jedną z największych popularności, byli wielkimi interesiarzami i
    hochsztaplerami. Były piłkarz (co do którego sukcesów sportowych nie mam
    żadnych wątpliwości i żeby nie było żadnych niedomówień – cenię) i sędzia
    piłkarski stworzyli „wielką rodzinę” i interes się kręci. Są szczęśliwi z tego
    co zrobili, a co najbardziej bolesne - żadną siłą nie usuniesz ich ze stanowisk
    (mają pretekst: przypadkowy awans do finałów MŚ). Prawda jest jednak jeszcze
    bardziej bolesna: za ich kadencji dyscyplina, której związkiem kierują stoczyła
    się jeszcze bardziej na dno, niż się wybiła. Reformy (a w zasadzie ich brak)
    przeprowadzane przez panów B. i L. (bo o nich mówię) można określić bardzo
    trywialnym, ale jakże oddającym istotę całej sprawy stwierdzeniem: leczenie
    syfu pudrem. Najwyraźniej tym panom skończyły się już pomysły na uzdrawianie
    polskiej piłki nożnej. Zmiany są bardzo potrzebne, ale na pewno korzystną nie
    jest sukcesywne zmniejszanie liczby drużyn ekstraklasy, bo wg B. i L. Ma to
    pomóc rodzimej piłce w awansie do elity piłkarskiej Europy. Myślę, że to wielki
    błąd. Należałoby zastanowić się jak pomóc zadłużonym kl
      • Gość: thedude Re: Moja recepta na awans: reformy!!! IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.02, 19:13
        Zgadzam sie w 99,99% -Polacy są dobrzy tylko w jednej grze -siatkówce -10
        miejsce w swiecie.
        • Gość: flexx Re: Moja recepta na awans: reformy!!! IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 19:23
          Gość portalu: thedude napisał(a):

          > Zgadzam sie w 99,99% -Polacy są dobrzy tylko w jednej grze -siatkówce -10
          > miejsce w swiecie.

          Tak tak a najlepszym klubem w Europie jest Galaxia:P

          • Gość: thedude Re: Moja recepta na awans: reformy!!! IP: *.czestochowa.cvx.ppp.tpnet.pl 08.06.02, 19:37
            Pisalem o reprezentacji która zajmuje 10 lokatę w rankingu FIVB. A obnecnie
            najlpszym klubem w Polsce, a 4 w Europie jest Kedzierzyn.
            • Gość: flexx Re: Moja recepta na awans: reformy!!! IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 21:03
              Gość portalu: thedude napisał(a):

              > Pisalem o reprezentacji która zajmuje 10 lokatę w rankingu FIVB. A obnecnie
              > najlpszym klubem w Polsce, a 4 w Europie jest Kedzierzyn.

              Po 1 lokata o ile sie nie myle jest 12... a nawet jeżeli 10... zapewniam cie że
              to nie odzwierciedla naszych możliwości... które niestety są niższe...
      • kezlok Re: Moja recepta na awans: reformy!!! dokończenie 08.06.02, 20:39
        Należałoby zastanowić się jak pomóc zadłużonym klubom, które co rusz upadają. A
        likwidacja o odcięcie ich od pieniędzy to czysta głupota. Niedługo będziemy mieć
        tylko 12 profesjonalnych klubów piłkarskich, reszta to podwórkowe i kościelne.
        Reformy są potrzebne i to od zaraz, jeśli sobie tego nie uświadomimy dziś -
        będzie za późno. Długo nie zobaczymy naszych na mundialach, czy innych imprezach
        rangi mistrzowskiej i to nie tylko w piłce nożnej...
        • Gość: wojtek Re: Moja recepta na awans: reformy!!! dokończenie IP: *.pradnik-czerwony.sdi.tpnet.pl 08.06.02, 21:22
          Polacy są na I miejscu w lataniu precezyjnym,są mistrzami świata!
          Odnośnie reprezentacji to nie ma się co tak podniecać i analizować,ktoś trafnie
          zauważył żeby się nie przejmować bo oni nami się też nie przejmują
          • Gość: Kosa Re: Moja recepta na awans: reformy!!! dokończenie IP: *.acn.waw.pl 08.06.02, 22:50
            Kochany za długi post, jak się do tego odnieść? Masz wiele racji, ale często
            też przesadzasz, i z tym 100m basenem(nikt takich nie buduje) i z tą winą Bońka
            i Listkiewicza, których rolą jest stworzenie warunków i takie warunki
            stworzyli. Za wyniki odpowiadają trener i zawodnicy. Dla mnie nieszczęście
            zaczęło się, na bankiecie po meczu z Norwegią i począwszy od meczu z Białorusią
            lecimy w dół. Od tamtej chwili jedynie Jurek Dudek zrobił postęp, reszta regres.
            Połowa jest w takiej formie, że w ogóle nie powinni wyjechać, ale zbrakło
            Engelowi odwagi, aby poprowadzić drużynę twardą ręką, dokonać głebokich zmian i
            z odświeżoną drużyną pojechać na Mundial. Ciekawe teraz, po którym meczu
            zdecyduje się na radykalne kroki.
            Pozdrawiam.
            • Gość: blaszcz Re: Moja recepta na awans: reformy!!! dokończenie IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 10.06.02, 22:43
              Gość portalu: Kosa napisał(a):

              > Dla mnie nieszczęście
              > zaczęło się, na bankiecie po meczu z Norwegią i począwszy od meczu z Białorusią
              > lecimy w dół.

              Lecimy w dół ? To byliśmy ostatnio na górze ?
              Ja uważam, że te eliminacje po prostu Polakom wyszły, udały się.

              Tu właśnie jest ten cały dramat (i piękno zarazem) piłki nożnej, że tu stosunkowo
              często może "się udać". I powstają iluzje !

              Naprawdę uważasz, że mamy drużynę lepszą od Norwegii ???



      • laki88888 Re: Moja recepta na awans: reformy!!! 10.06.02, 19:24
        Dużo słusznych uwag. Trudno jednak będzie nakłonić kogokolwiek do poważnej
        dyskusji o stanie polskiego sportu, a piłki nożnej w szczególności, w czasie
        TRWANIA Mistrzostw Świata. Jednak kiedy już Nasi wrócą do kraju,
        zainteresowanie Mundialem na pewno spadnie. Kiedy zaś 30V2002r. będziemy znali
        najlepszy zespół turnieju koreańsko-japońskiego, przyjdzie czas na zajęcie się
        sprawami bardziej przyziemnymi. I niezmiernie jestem ciekaw, czy po – jak
        wszystko na to wskazuje – słabym występie biało-czerwonych, „ogólnonarodowa
        debata futbolowa” ograniczy się li tylko do totalnej krytyki reprezentantów i
        trenera, czy może czegoś więcej. Obawiam się, że w Polsce poważnie i
        konstruktywnie o sporcie rozmawiać nie można.
        Zobaczmy tylko jak się w Polsce sport traktuje. Małysz, kadra (jeśli dobrze
        gra), Igrzyska Olimpijskie oraz piłkarskie Mistrzostwa Świata i Mistrzostwa
        Europy – tylko przy okazji takich wydarzeń o sporcie zaczyna być na prawdę
        głośno. Można wtedy zobaczyć wszelkiej maści polityków, którzy zachwalają
        Engela, zapraszają do siebie Korzeniowskiego, robią zdjęcia z piłkarzami,
        wręczają nagrody Małyszowi, itp. A każdy wkoło opowiada jak to dobrze, że mamy
        takie i takie sukcesy, że sam strasznie mocno przeżywa konkursy Pucharu Świata,
        że liczy, że wygramy tyle i tyle, że przypomina sobie jak sam kiedyś w
        dzieciństwie kopnął piłkę itp. A potem, szczególnie jeśli jest klapa, nic.
        Stosunek rządzących do sportu, niezmiennie od rządzącej opcji politycznej,
        można określić jako czekanie aż niewiadomo jakim cudem spadnie nam jakiś sukces
        z nieba i będzie można sukces ten wykorzystać, by pokazać jak to jest dobrze z
        tym polskim sportem. A jest fatalnie. Nie zmienia tej oceny nawet fenomen
        Małysza, który choć nie miał gdzie porządnie trenować, jest klasowej światy
        zawodnikiem i piłkarska reprezentacja, która po w sumie chyba siedmiu, czy
        ośmiu przegranych eliminacjach do ME i MŚ, wreszcie wdarła się do elity. Ale
        najprawdopodobniej z marnym skutkiem, a na pewno na krótko (dziś już mamy
        pewność...). Tego typu „incydenty” (oby jak najwięcej) nie świadczą jednak o
        prawdziwym obliczu sportu w Polsce.
        Chciałbym zająć się tutaj omówieniem kilku czynników wpływających na ten stan.
        Po pierwsze: stosunek Polaków do uprawiania sportu, a w przełożeniu na pole
        profesjonalnego spojrzenia: jaki mamy potencjał? Chęci, chęciami, więc po
        drugie pytam: jakie mamy możliwości by owe chęci realizować. Po trzecie zaś:
        jak w takim wypadku powinien wyglądać nasz „zawodowy” sport, którego siła
        przecież jest wprost proporcjonalna do ilości boisk i hal sportowych oraz
        uprawiających i „potrafiących nauczyć” (niekoniecznie zaraz trenerów a la
        Fergusson). No i po czwarte: co w takim wypadku należy zrobić (my, działacze,
        politycy, czy nawet nauczyciele).
        Jest nas jakieś 38 milionów. Jesteśmy państwem w środku Europy z warunkami
        klimatycznymi i geograficznymi pozwalającymi uprawiać zarówno sporty letnie jak
        i zimowe. Nie jesteśmy państwem bogatym, ale już wkrótce możemy być w UE. A w
        porównaniu z Rumunią, Kubą, Chinami, Rosją czy nawet ostatnio Argentyną, nie
        jest u nas wcale tak najgorzej. Nie prowadzimy żadnych wojen, mamy demokrację i
        wolny rynek, pochwalamy zachodnioeuropejskie wzorce. W przeszłości (kiedy
        jeszcze nie rządziła komercja) odnosiliśmy duże sukcesy sportowe, nawet teraz
        spadają nam z nieba Małysze i Olisadebe... Uprawianie sportu powinno być zatem
        dla Polaków (a szczególnie młodych) czymś zupełnie naturalnym, zważywszy, że
        sobotnie rodzinne bieganie po parku, czy też dziesięciominutowa poranna
        gimnastyka powinny wyjść o wiele taniej, niż grill z piwkiem u sąsiada, wyjście
        do kina z dziewczyną, kupno nowej gry komputerowej, czy objadanie się lodami
        leżąc przed telewizorem. A jednak, pomimo iż jesteśmy tak biednym
        społeczeństwem, co często, by usprawiedliwić co poniektóre swe złe nawyki,
        wzajemnie sobie przypominamy, na większość tych przyjemności możemy sobie
        pozwolić. Mody na sport natomiast nie ma. Jest moda na oglądanie w TV, nie ma
        na uprawianie. O kondycji polskiego sportu, i w ogóle o kondycji fizycznej
        Polaków, w dużym stopniu decyduje nasza mentalność. Mentalność jednak, która,
        jak się okazuje, potrafi zmieniać się, i to bardzo szybko. Przecież w czasie
        ostatnich dwunastu lat przemian ustrojowych dokonywały się nie tylko zmiany
        polityczne, ale i – a może przede wszystkim – przeobrażenia społeczne i
        kulturowe. Przechodząc z socjalistycznego sposoby myślenia na kapitalistyczny
        zmienił się stosunek również i do sporu. Sport, który w tamtym okresie przy
        odpowiednim nagłaśnianiu polskich sukcesów (oczywiście tych osiąganych dla
        Polski socjalistycznej...) i przy braku innych w miarę interesujących rozrywek
        był, szczególnie w kontekście socjalistycznego uwielbienia dla tężyzny
        fizycznej (w zdrowym ciele zdrowy duch), ważnym elementem życia „ludu
        pracującego”. A osiąganie sportowych sukcesów stawało się przepustką do
        lepszego świata, tak, to właśnie sport mógł dać, w miarę bezboleśnie, awans
        społeczny młodemu przedstawicielowi „klasy robotniczej”, czy też „chłopskiej” .
        A co ważne, awans ten odbyć się mógł bez jakiegoś szczególnego zaangażowania
        ideologicznego czy politycznego. Pisarz chcący odnosić sukcesy w państwie
        komunistycznym musi uznać ideologię komunistyczną, dziennikarz również musi
        odrzucić swoje przekonania i pisać co chce partia, działacz jak chce działać –
        proszę bardzo, ale w PZPR itd. A piłkarz? Po prostu trzeba dobrze grać i
        wygrywać – to wystarczy, od całej reszty są inni, a życiorys nieskażony.
        Dzisiaj jest inaczej. Mamy więcej programów telewizyjnych, większy wybór we
        wszystkim. Kiedyś każdy był fanem reprezentacji, ale piosenkarze, aktorzy,
        satyrycy – jedni byli dozwoleni, inni zakazani. Dziś wolno wszystko. Tak jak
        kiedyś prawie każdy chciał być Bońkiem, czy Lubańskim, obecnie niewielu chce
        być Świerczewskim, a zapewne wielu Wiśniewskim, czy Pazurą. Kiedy w czasie
        dwunastu ostatnich lat wszystko ulegało gwałtownym przemianom: mamy McDonaldsy,
        Internet, Eminema, Brada Pitta, Coca Colę, komórki, otwarte granice - sport i
        piłka stały w miejscu. Zapatrzeni w nieznane dotąd możliwości, wychowaliśmy
        nowe pokolenie w duchu zachodniego modelu konsumpcji. Tyle, że model ten
        sprowadziliśmy częściowo, wyrywkowo. Wszak na Zachodzie już wtedy posiadano
        dużo wspaniałych stadionów, ale przede wszystkim rozumiano, że wraz z rozwojem
        pop kultury iść musi odpowiednia opieka nad kulturą wyższą, a wraz z rozwojem
        skomputeryzowanego społeczeństwa fast-foodów – stwarzanie młodym warunków do
        czynnego odpoczynku i kreowanie mody na zdrowy sposób życia. W Polsce nie
        jesteśmy jeszcze na tym etapie, ale święty czas zacząć się do niego zbliżać. W
        Holandii poważni urzędnicy (których garaże pełne są mercedesów...) do pracy
        jeżdżą na rowerach (ekologia+sport). W Polsce zaś, na rowerach jeżdżą tylko ci,
        których warunki ekonomiczne nie pozwalają na zakup choćby starego malucha.
        Podobnie z bieganiem po parku. Jak widać, nawet amerykańskie filmy, w których
        przecież często pokazywane jest, jak dorośli poważni ludzie z własnej
        nieprzymuszonej woli biegają w przepoconym podkoszulku parkowymi alejkami, nie
        przekonują. Czemu u nas tego nie ma? Jak widać, jeszcze nie czas, chociaż
        media, od których kreowanie takich czy innych wzorców zależy najbardziej, coraz
        wyraźniej podążają w tym kierunku. Wiele jest jednak do zrobienia. Dlatego też
        z uznaniem słucham głosów takich dziennikarskich autorytetów, jak choćby pana
        Zdzisława Ambroziaka, czy Bohdana Tomaszewskiego, którzy to na każdym kroku
        przypominają, że najważniejszy jest ten sport na dole. Amatorski, uprawiany dla
        zdrowia, przyjemności i kształtowania charakteru. Jak widać, potencjał sportowy
        Polska z racji s
        • laki88888 Re: DOKOŃCZENIE 10.06.02, 19:25
          Jak widać, potencjał sportowy Polska z racji swojej wielkości i historii,
          powinna mieć duży. Problemem jednak jest jego wyzwolenie, ba, zahamowanie jego
          notorycznego zaprzepaszczania. Mam nadzieją, że już wkrótce nadejdzie czas, że
          i u nas będzie moda na zdrowy, sportowy sposób życia. Chęci to jednak za mało,
          wszystko zależy od mediów oraz postawy samorządowców, polityków, działaczy,
          autorytetów.
          Dużym problemem zniechęcającym do uprawiania sportu w Polsce jest stan naszej
          infrastruktury sportowej. I nie chodzi mi tu już nawet o to, że nie posiadamy
          żadnego nowoczesnego stadionu piłkarskiego. To przecież wcale nie wpływa na
          nasz potencjał piłkarski. Nikt przecież nie zacznie uprawiać piłki, dlatego, że
          nagle pojawi się nowy, wielki obiekt. Na zainteresowanie futbolem pewnie
          miałoby to jakiś wpływ, jednak dotyczyłoby to tylko oglądania i interesowania
          się piłką, a nie uprawiania i tworzenia odpowiednich struktur na poziomie
          lokalnym. Swoją jednak drogą, to ogromny dyshonor dla Polski, że w stolicy
          prawie czterdziestomilionowego państwa nie ma porządnego miejsca, by bez wstydu
          zagrać mecz międzypaństwowy przed kilkudziesięciotysięczną widownią.
          Ważniejszym problemem wydaje się natomiast brak odpowiedniej ilości małych
          wiejskich, czy dzielnicowych boisk do gry, brak sal gimnastycznych, małych
          miejskich hal sportowych, mała ilość regionalnych klubów sportowych, mała ilość
          zarejestrowanych amatorów uprawiających poszczególne dyscypliny, wreszcie brak
          trenerów, wuefistów i co bardzo ważne – fatalny stosunek rządzących polską
          oświatą do sportu. Wszystko to oczywiście wiąże się z brakiem pieniędzy, ale
          nie tylko. Złe jest także prawo, zły jest sposób myślenia, że jak trzeba
          oszczędzać, to najlepiej i najmniej boleśnie na zdrowiu dzieci i młodzieży
          (liczba zajęć wychowania fizycznego), zła organizacja, zły system wydawania
          pieniędzy na sport. Bardzo razi przy tym nonszalancja działaczy, którzy
          potrafią bez jakichkolwiek oporów płacić niebotyczne sumy zawodowcom za
          osiąganie sukcesów niby „ku chwale kraju” (piłkarzom płaci się przecież również
          i za mecze towarzyskie, a za sukcesy na MŚ, których nie będzie, czy za medale
          olimpijskie płacimy lepiej niż bodajże Szwajcaria...). I co najciekawsze,
          pomimo tak złej infrastruktury, marnotrawstwa środków i braku jakiejkolwiek
          polityki dotyczącej rozwoju sportu, nikt nikogo za nic nie rozlicza. Nawet
          politycy w kampaniach wyborczych choć mówią o wszystkim, to o sporcie najmniej,
          albo wcale. Jak widać nie interesuje nas to. Przykre. W programie telewizyjnym
          Forum mówi się o wielu różnych dziedzinach życia w Polsce. Gospodarka,
          bezrobocie, szkoła, zdrowie, nawet lobby „kulturowe” zdołało się przebić,
          natomiast sport: po co? Przecież to zabawa, a nie coś poważnego. Tak to
          niestety w Polsce wygląda. Nie istnieje żadna wola polityczna, nacisk społeczny
          jest mały, działacze zajęci są swoimi sprawami a media sprawami bardziej
          przyziemnymi i aktualnymi... A potem nie dziwmy się, że nie ma pieniędzy,
          stadionów, boisk, hal sportowych, a dzieci nie mają gdzie i czym pograć w
          piłkę.
          Sport zawodowy jest pochodną tego, co dzieje się w sporcie amatorskim. Dlatego
          najrozsądniejszą i – nawet dosłownie – najzdrowszą drogą do uczynienia go
          silnym i stabilnym, jest stworzenie odpowiednich warunków sportowi
          amatorskiemu, stworzenie ogólnie dobrej i przyjaznej atmosfery nie tylko wokół
          tego tzw. wielkiego sportu, ale przede wszystkim wokół sportu powszechnego,
          sportu każdego Polaka. Takiego myślenia jednak nie ma. Dla wielu działaczy
          piłkarskich piłka nożna to tylko Reprezentacja oraz Pierwsza Liga. I pomimo
          tego, iż właśnie te „twory” pochłaniają najwięcej środków i zachodu, trudno
          powiedzieć o nich coś dobrego, szczególnie o ligowcach. Włodarze poszczególnych
          klubów potrafią wydawać tylko na piłkarzy (transfery i gaże), zapominając przy
          tym o takich niewidocznych sprawach jak modernizacja stadionów, czy też o
          zupełnie, w ich rozumieniu, niepotrzebnym luksusie jakim jest tworzenie
          odpowiednich warunków do wyszukiwania i szkolenia zdolnej młodzieży. Pewnie,
          lepiej i bardziej przyszłościowo, jest sprowadzić parę zagranicznych
          przeciętniaków, albo zapłacić horrendalne (jak na polskie warunki) pieniądze
          za „gwiazdkę” z innego pierwszoligowego klubu. A kiedy, dajmy na to, spadnie
          się z I Ligi i strumień gotówki za prawa telewizyjne zostanie odcięty? Wtedy,
          polskim zwyczajem nie płaci się tego, co się obiecało, stacza się jeszcze
          niżej, wyprzedaje się i tak słaby skład, wreszcie – bankrutuje albo wegetuje
          się. Inną rzeczą, która martwi, to brak zainteresowani kibiców do oglądania na
          stadionach meczy na żywo. Brak, ten oczywiście uzasadniony jest chuligańskimi
          burdami na trybunach i fatalnym stanem polskich stadionów i, co ważne a rzadko
          podnoszone, strasznie drogimi wejściówkami. Ale w PZPN to nie martwi, są
          wszakże ważniejsze problemy...
          W takim razie: co robić? Najważniejsza, by dobrze zdefiniować problemy,
          dyskutować i zacząć wreszcie działać. My możemy przynajmniej zacząć
          dyskutować...


    Pełna wersja