kezlok
08.06.02, 19:06
Polscy pilkarze przegrywają z Koreą. Wielu zawiedzonych kibiców, smutek,
czasami nawet rozpacz. A przecież było tak pięknie: awans z pierwszego miejsca
w grupie - najszybciej z Europy. Futbol na tak, ogromne zaintersowanie piłką (a
raczej reprezentacją). Awans do drugiej rundy MŚ? Żaden problem, Koreańczycy są
do ogrania, nawet im ściany nie pomogą, o USA nie mówiąc, trzeba bęzdie się
skoncentrować na walce z Portugalią o pierwsze miejsce w grupie. Tak było po
losowaniu grup MŚ w grudniu: ogólnonarodowa euforia i pragnienie powtórzenia
sukcesów z lat 70-tych. Nieliczni byli umiarkowanymi optymistami, ale jednak
optymistami.
Stawiałem i stawiam na porażkę. I to najlepiej jak najbardziej druzgocącą: bez
punktu, bez gola - scenariusz ten dalej możliwy do spełnienia. I to nie
dlatego, że wolę aby w drugiej rundzie zagrali skośnoocy, lecz z tego powodu by
ludzie z góry zobaczyli, w jak fatalnym stanie jest polski sport. Nie bójmy się
tego słowa: awans polskich piłkarzy był zbiegiem nieprawdopodobnie szczęśliwych
dla nas okoliczności, a nie tym, że nagle po 16 latach przerwy mamy grupę
wybitnie zdolnych, mogących rywalizować z najlepszymi piłkarzy. Nie było
żadnych racjonalnych przesłanek, aby sądzić, że Polska nagle stała się
futbolową potęgą (a tak próbują nam wmówić niektórzy ludzie, ale o nich
później) - przecież większość Panów grających pod szyldem "Polska reprezentacja
piłki nożnej" przez 16lat przegrywala z kretesem wszystkie eliminacje do ME czy
MŚ. Więc pytam się: gdzie tu logika? Czy naprawde w ciągu kilku miesięcy
kadencji J.Engela mogliśmy się piłkarsko odrodzić, tak żeby zadziwiać cały
świat? NIE!!!
Po jednym meczu trudno wyciągnać daleko idące wnioski, lecz moim zdaniem Panu
E. nie pomoga nasze rady w stylu: czy Koźmiński, aby napewno zagrał tam gdzie
powinien? Czemu nie Wichniarek? itd. Panu E. nic nie pomoże, nawet rady
najznakomitszych autorytetów piłkarskich, bo żródło klęski polskiej
reprezentacji leży zupełnie gdzie indziej, niż na środku pomocy. Główną
przyczyną niepowodzeń naszych futbolistów (i nie tylko ich, tu można wymieniać
koszykarzy, siatkarzy, w zasadzie nie istniejący polski tenis itd.) jest
opłakany stan sportu polskiego.
Uważam, że trzeba zacząć wszystko od początku tzn. przeprowadzić daleko idące
reformy w całym rodzimym sporcie. Od lat był on zaniedbywany przez kolejne
rządy. Milczenie trzeba przerwać: nigdy nie osiągniemy sukcesów na miarę
naszych oczekiwań bez odpowiednich zmian w dosłownie wszystkich strukturach i
systemach pracy polskich klubów sportowych. To wstyd, aby 40mln naród w
sportach drużynowych (bo tutaj zapaść polskiego sportu jest najbardziej
widzona) praktycznie nie istniał. Sporty indywidualne jeszcze jako tako trwają,
gdyż sami zawodnicy z własnej kieszeni sponsorują siebie i dbają o swoje
przygotowania.
Przestarzały system szkolenia nigdy nie pomoże nam osiągnąć sukcesów na miarę
oczekiwań. Nikt mi nie powie, że Polska jest krajem bez talentów, w którym
sport odgrywa mało istotną rolę. Zdolną młodzież zapewniam mamy. Świadczą
zresztą o tym wyniki na juniorskich imprezach Mistrzostw Europy czy Mistrzostw
Świata.
Problem leży także we właściwej promocji sportu. Nie będę ukrywał, że niektóre
dyscypliny są niesprawiedliwie dyskryminowane przez media. Oczywiście piłka
nożna to sport nr jeden. Podobną pozycję ma koszykówka, siatkówka, niedawno
status najbardziej popularnego sportu zimowego uzyskały skoki narciarskie. Ale
czemu w TV czy gazetach tak mało uwagi poświęca się lekkoatletyce czy tenisowi?
Nie mówiąc już o całkowicie ignorowanym hokeju czy konkurencjach narciarskich
(klasycznych czy alpejskich). Zgoda, w telewizji wszystkiego nie da się
pokazać, zresztą możemy sobie wybrać stację i oglądać do woli nawet zawody
curlingowe w Jamajce, ale chodzi mi o popularyzację sportów w innych środkach
masowego przekazu. Dużo się pisze w gazetach o sukcesach zagranicznych
sportowców (wręcz za dużo), a nie zachęca się do czynnego uprawiania sportu
narodu. Należałoby zmienić tą mentalność, bo my Polacy narzekamy że dostajemy
lanie od Anglików w gałę, albo Francuzów w kosza, lecz nie podejmujemy żadnych
działań idących w kierunku poprawienia jakości tych dyscyplin. Wielką rolę w
zmianę tego nastawienia odgrywają więc media.
Kolejnym ważnym czynnikiem decydującym o popularyzacji sportu i jego rozkwitu
jest cała infrastruktura obiektów sportowych. To naprawdę bardzo smutne, że w
Polsce nie ma ani jednego porządnego, a przede wszystkim nowoczesnego stadionu.
Są natomiast małe, dosyć śmieszne zmodernizowane „stadioniki” (lecz i tych
mało). Moim zdaniem nie ma większego sensu remontowanie starych, wybudowanych
jeszcze w architekturze znajomego socjalizmu obiektów. Po pierwsze są
one ..stare i nie praktyczne, tzn. w dzisiejszych czasach przez pojęcie
stadion , rozumie się także kompleks restauracji, sklepików, barów, kin, czy
nawet sal wystawowych. To oczywiście wszyscy wiedzą, że na nowoczesnym
stadionie można spędzić cały dzień jak w centrum miasta, a ewentualna impreza
sportowa na nim się odbywająca jest tylko dodatkiem do np. zakupów. To tak
jakbyśmy mieli ochotę na pójście do restauracji, a następnie udanie się na
spektakl w teatrze. Te obiekty sprzed kilkudziesięciu lat takich wymagań nie
spełniają i nie spełnią. Stadion czy inny obiekt sportowy (bo można również
ubolewać nad tym, że w Polsce nie ma ani jednej krytej pływalni 100m, czy też
dużego kompleksu kortów tenisowych, nowoczesnej hali sportowej, przykłady można
doprawdy mnożyć) muszą przyciągać także potencjalnych inwestorów. Na zachodzie
popularne jest powiedzenie:„ stadion wizytówką klubu”. To jasne, że żadna firma
nie będzie chciała się reklamować i być kojarzona z klubem, którego trybuny
stadiony porastają trawą, kruszą się inne elementy, a ogrodzenie jest
zardzewiałe. Bieda może odstraszać przecież klientów tychże firm, a więc po co
ryzykować?
No i na koniec mojego wywodu pozostaje kwestia działaczy. Wielu włodarzy
polskiego sportu to osoby nie znające się na swym fachu, bądź szukające tylko
dla siebie korzyści jakie wynikają np. z zarządzania Związkiem Sportowym. Są to
ludzie najczęściej (podkreślam najczęściej) powiązani układami,
ich „wyplewienie” wydaje się być niezwykle trudne. Ale dla chcącego nic
trudnego. Wymiana pokoleniowa jest konieczna. W okresie reform, na stanowiskach
kierowniczych, potrzebni są operatywni, młodzi menadżerowie, znający się na
marketingu, handlu, ekonomii itp. Oczywiście najlepiej jeśli byliby to także
pasjonaci sportu, osoby żywo interesujące się wszelkimi tego typu wydarzeniami.
Dla mnie absurdem jest, że prezesami związku, którego dyscyplina cieszy się
jedną z największych popularności, byli wielkimi interesiarzami i
hochsztaplerami. Były piłkarz (co do którego sukcesów sportowych nie mam
żadnych wątpliwości i żeby nie było żadnych niedomówień – cenię) i sędzia
piłkarski stworzyli „wielką rodzinę” i interes się kręci. Są szczęśliwi z tego
co zrobili, a co najbardziej bolesne - żadną siłą nie usuniesz ich ze stanowisk
(mają pretekst: przypadkowy awans do finałów MŚ). Prawda jest jednak jeszcze
bardziej bolesna: za ich kadencji dyscyplina, której związkiem kierują stoczyła
się jeszcze bardziej na dno, niż się wybiła. Reformy (a w zasadzie ich brak)
przeprowadzane przez panów B. i L. (bo o nich mówię) można określić bardzo
trywialnym, ale jakże oddającym istotę całej sprawy stwierdzeniem: leczenie
syfu pudrem. Najwyraźniej tym panom skończyły się już pomysły na uzdrawianie
polskiej piłki nożnej. Zmiany są bardzo potrzebne, ale na pewno korzystną nie
jest sukcesywne zmniejszanie liczby drużyn ekstraklasy, bo wg B. i L. Ma to
pomóc rodzimej piłce w awansie do elity piłkarskiej Europy. Myślę, że to wielki
błąd. Należałoby zastanowić się jak pomóc zadłużonym kl