Gość: macias
IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl
11.06.02, 08:01
...zeby nastroje byly diametralnie inne.
No bo wyobrazmy sobie: sedzia uznaje bramke Kryszalowicza, jest 1:1 - mecz
uklada sie troche inaczej, nasi jakims cudem nie siadaja i dowoza wynik do
konca.
Przeciez takiego wystepu spodziewala sie wiekszosc, prawda? Kazdy zdrowo
myslacy Polak spodziewal sie, ze mozemy polec z gospodarzami, a remis z
faworytem grupy bedzie dobrym wynikiem. Na koniec nalezaloby tylko odprawic
z kwitkiem Jankesow.
Zalozmy, ze spelniloby sie w tym wypadku powiedzenie "do trzech razy sztuka"
i nasi za trzecim swoim meczem nareszcie pokazaliby skutecznosc. Udaloby nam
sie wygrac, przy dobrym ukladzie wyszlibysmy z grupy...
I co wtedy? Trener Engel bylby wychwalany pod niebiosa, ze zdolal z grona
przecietniakowm ktorzy mieli to szczescie oddac swoje karty zawodnicze
managerowi Lubanskiemu + paru (Dudek, Olisadebe, ?) bardziej wybitnych pilkarzy
wykrzesac taki potencjal (i to w takim - starczym juz niemal jak na pilkarzy -
wieku)! Wracalby na pewno z tarcza i podniesiona glowa i nikt nie mialby
pretensji (niezaleznie od wyniku w 1/8 finalu)!
A co na tym zawazylo?
Powiedzmy, ze ulamek chwili z wczorajszego meczu - nieuznany gol - pomyslcie,
jak wiele by sie zmienilo (i jak diametralnie rozne bylyby reakcje). Czy to nie
dziwne? Dla Engela na pewno straszne...