Gość: tfan
IP: 83.18.41.*
12.06.06, 20:55
Tłumaczenie ciekawego artykułu jaki ukazał się na łamach dodatku Sports
Illustrated na początku tego roku:
----------------------------------------------------------------------
Rok 2006 to rok powrotu do światowego tenisa Szwajcarki Martiny Hingis. To
powrót gwiazdy z dawnych lat. Jej wielka kariera to fascynujące zjawisko,
niepozbawione głęboko skrywanych tajemnic.
Kiedy przed 9 laty zaledwie 16-letnia Martina Hingis zdobywała swój pierwszy
wielkoszlemowy tytuł na kortach w Melbourne, gazety ochrzciły ją „kwiatem
moralności w zdemoralizowanym świecie zawodowego tenisa”. Wiecznie
uśmiechnięta, piękna i zwycięska Hingis sprawiała wrażenie tenisowego ideału.
Niewielu zdaje sobie sprawę z tego, ile poświęcenia i determinacji trzeba
było, aby taki kwiat wyhodować. A Martina Hingis, największa gwiazda
kobiecego tenisa przez wszystkie te lata, także będąc już numerem 1 była
bardzo krótko trzymana przez matke-trenerke Melanie Molitor. Nie wolno jej
bylo wolno prowadzić samochodu i wychodzić samej wieczorem z domu. Matka-
trenerka rządziła wszystkim, Martina nie miała nic do powiedzenia. Każda
próba sprzeciwu kończyła się zazwyczaj kilkoma klapsami albo kolejnym
zakazem.
Za zwycięstwami Martiny zawsze stała matka bardzo zdeterminowana w dążeniu
do sukcesu. Melanie Molitor nienawidziła, gdy jej córka przegrywała, nie
potrafiła zaakceptować porażek Martiny. Na drodze do realizacji kolejnych
celów stosowała często skrajne metody. Zdarzało się, że Martina za porażki
dostawała od niej lanie po tyłku.
Organizatorzy i obserwatorzy juniorskich turniejów z połowy lat 90, do
których dotarliśmy, wspominają, że bywało, że matka-trenerka natychmiast po
przegranym ważnym meczu wymierzała córce kilka klapsów. W realiach
juniorskich turniejów miało to miesjce zaraz na korcie i w drodze do szatni,
czyli przy widzach i obserwatorach.
Gdy w 1997 roku Martina została nr. 1 spełniło się marzenie Melanie Molitor.
To jednak wcale nie oznaczało większej swobody, Martina jako najlepsza
tenisistka świata nadal była bardzo krótko trzymana przez matke-trenerke.
Trzeba przyznać, że skutecznie bo rozpoczęła się seria wielkich sukcesów i
zwycięstw Hingis.
Pierwszy kryzys przyszedł w połowie 1998 roku, Martina przez pół roku nie
wygrała żadnego turnieju, a kulminacja kryzysu nastapiła w październiku, gdy
Hingis straciła pozycję liderki światowego rankingu na rzecz Linsday
Davenport. Nastąpiło to po przegranym meczu z Dominique Van Roost podczas
turnieju w Filderstadt. Organizatorzy pamiętają, że Melanie Molitor podczas
meczu zachowywałą się bardzo nerwowo, a po porażce córki była wściekła. W
tunelu prowadzącym do szatni podbiegła do Martiny, chwyciła ją za rękę i
zaczęła bić po tyłku, by za chwilę zniknąć za dzwiami szatni. Co było dalej
pozostanie tajemnicą...
Do historii przejdzie finał French Open w 1999 roku. Pojedynek Martiny z
kończącą karierę legendą tenisa Niemką Steffi Graf. Wtedy to podczas meczu
niesłychanie nerwowa Hingis awanturowała się, dostawała ataków histerii, a w
chwilach frustracji łamała przepisy, przechodząc na kort po stronie rywalki.
Finał przegrała, a potem długo nie chciała wyjść do dekoracji. W tym samym
czasie, już chwilę po zakończeniu meczu swoje miejsce na trybunie opuściła
Melanie Molitor. Organizatorzy turnieju opowiadają, że mocno zdenerwowana
pani Molitor udała się do szatni córki, skąd było słychać głosy świadczące o
tym, że Martina dostaje po tyłku. Słyszano odgłosy bicia, uderzeń, a także
krzyki i płacz. Dopiero po długim czasie Hingis wyszła do dekoracji, widać
było, że była rozpłakana. W tym samym czasie na swoje miejsce na trybunie
wróciła Melanie Molitor. Uważni obserwatorzy zauważyli, że nie miała na sobie
charakterystycznego paska przy spodniach. Paska, ktory miała jeszcze przed
zejściem do szatni.
Jeden z supervaiserów tamtego turnieju, obecnie już na emeryturze, na pytanie
co działo się w szatni Hingis zastrzegając anonimowość odpowiada
wprost "Martina dostała lanie po tyłku od Melanie. Za porażke."
Pełen napięć pomiędzy surową matką-trenerką a coraz bardziej buntującą się
Martiną był również Australian Open 2000. W okresie przygotowawczym pani
Molitor zabraniała Martinie jej ulubionej jazdy konnej. W trakcie turnieju
próbowała ograniczyć jej udział w imprezach towarzyszących tzw. players
party. Dochodziło do sytuacji, że pani Melanie wyznaczała córce czas pobytu
na players party do 22.00 Ochroniarze tamtego turnieju mowią, że pamietają
sytuację, gdy zdenerwowana matka-trenerka po prostu przyszła do miejsca,
gdzie odbywało się players party i wyprowadziła córkę z sali.
Mecz finałowy z Lindsay Davenport Hingis przegrała. Widziano tam nerwowo
reagującą Melanie Molitor, ochroniarze tamtego turnieju używają
pojęcia "wściekłą". Anonimowo opowiadają o tym co po meczu finałowym działo
się za kulisami i poza kamerami. Po zakończeniu meczu Melanie Molitor ruszyła
do szatni, a Martina widząc ją za sobą w tunelu zaczęła biegiem uciekać do
szatni. Wspominają, że to był po prostu sprint, zmęczona po ciężkim meczu
tenisistka osiągneła szybkość zawodowych 100metrowców. Pojawia sie pytanie:
dlaczego ? Co potem działo się wewnątrz szatni ? Wg. ochroniarzy krzyki,
wrzaski. Słychać było głośno i wyraźnie krzyki Martiny: "Mamo, k... nie bij!,
a potem już tylko "k..., k...,k...". Określają to co mogło się dziać wewnątrz
mianem lania, bicia.
Najmniej szczęśliwy był dla Martiny Hingis turniej Roland Garros. Tu w 2001
roku znów Melanie Molitor była cały czas przy Martinie, dało się odczuć, że
to matka-trenerka rządzi. Organizatorzy wspominają, że Hingis nie wzięła
wtedy udziału w players party. Są przekonani, że przyczyniła się do tego
Melanie Molitor. Jeszcze dziś wczesniej Martina zapewniała o obecności,
planowała z innymi atrakcje podczas imprezy. Nie przyszła tylko dlatego, że
zatrzymała ją matka-trenerka, zabroniła i nie puściła, nie pozwoliła. Jeden z
supervaiserów turnieju, obecnie nie związany z tenisem, opowiada o scysji do
jakiej doszło pomiędzy matką-trenrka a Martiną po jednym z treningów. W
wyniku ostrej i głośnej kłótni Martina rzuciła rakietą, zakończyła trening i
ruszyła w stronę szatni. Melanie Molitor podbiegła do córki i uderzyła ją w
twarz. Martina dostała furii, wściekłości i próbowała oddać. Zaczeła się
szarpanina i musieli interwieniować ochroniarze kortu. A Martina znów nie
wygrała Roland Garros.
Te incydenty, zapewne nie wszystkie jakie miały miejsce w trakcie kariery
Hingis pokazują, że w jej przypadku za wielkimi zwycięstwami na oczach i
kortach całego świata, kryje się także mniej chwalebna tajemnica szatni. Nr.1
światowego tenisa, najlepsza tenisistka na świecie była bowiem bardzo krótko
trzymana przez matke-trenerke Melanie Molitor. Ciekawe jak będzie teraz w tej
nowej, drugiej karierze Martiny Hingis ?