Gość: GREK
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
11.07.06, 11:48
Otóz nie sądzę aby to co powiedział (cokolwiek to było)
Materazzi było tym co rozumiemy jako "obrazę" stricte,obrazę
za którą należy wymierzyć delikentowi kopa oraz/lub też z baniaka.
Dlaczego tak uważam ?
Dlatego,że piłka nożna to GRA.Rzucanie w przeciwnika cięzkimi tekstami
to część tej gry.Te obelgi NIE SĄ NA SERIO.
Nigdy nie uwierze,że Materazzi naprawdę myśli o Zidanie to co powiedział,
cokolwiek to było.Materazzi nie powiedział bo tak myśli,tylko w określonym
celu - użył określonej wagi słów,żeby sprowokowac go do nieopanowanej reakcji,
wyprowadzić z równowagi,zburzyć jego koncentrację,a w skrajnym przypadku
wykartkować,słowem - WYELIMINOWAĆ rywala z gry i przynieść korzyść drużynie.
TO właśnie zrobił Materazzi.
Zidane wykazał się czymś zupełnie niesłychanym jak na tak doświadczonego,
wybitnego, piłkarza - nie potrafił oddzielić prawdziwej obelgi od elementu GRY.
Zareagował tak jakby został obrazony na ulicy,przez jakiegoś fanatycznego skina.
Czy Marco Materazzi w normalnych,nie-meczowych,warunkach powiedziałby o Zidanie,że
jesgo siostra to...,matka to...,że on sam to... ??? NIE,NIE i jeszcze raz NIE,
ponieważ on tak nie myśli naprawdę,on się tym posłużył jako bronią w bitwie.
Zidane nie potrafił przejrzeć momentalnie tej GRY Materazziego,zachował sie
jak dziecko,jak tępy dres,nie zrozumiał DLACZEGO Materazzi zachowuje się tak,a nie
inaczej,nie umiał dostrzec kontekstu wypowiadanych słów,nie umiał powiedzieć
sobie "ejże,stary,facet cię chce wywalić z boiska i wygrać misia,nie daj się
na te jego numery nabrać".
NIE,Zidane usłyszał tylko słowa,nie zrozumiał zaś kontekstu sytuacji.Jakby mu
amputowano mózg...
Więc IMHO to nie była OBRAZA w takim znaczeniu w jakim ją wszyscy postrzegają,
to był psychologiczny wybieg,prosty numer na który się Zidane dał wpuścić.
Materazzi obraziłby go NAPRAWDĘ gdyby powiedział cos poza kontekstem meczowym
np.w wywiadzie,w telewizji czy choćby jakiemuś koledze na raucie lub treningu,
a tamtem powtórzył to Zidane'owi - na boisku,w walce,w wojnie psychologicznej
nie ma czegoś takiego jak OBRAZA,są tylko FORTELE WOJENNE i Materazzi okazał się
po prostu człowiekiem lepiej rozumiejącym tą prostą zasadę.
Zizou, to nie było NIC OSOBISTEGO. Jestem pewien,ze kiedyś Marco Materazzi
powie mu to albo napisze...Tyle,że wyniku meczu juz nikt nie odwróci.
BO TO O WYNIK CHODZIŁO, O WYGRANĄ,PIENIĘDZE,PIĘKNĄ STATUETKĘ I DUMĘ Z BYCIA
ZWYCIĘZCĄ,A NIE O ŻONĘ,DZIECKO CZY POCHODZENIE.