norka123
17.02.07, 12:17
Gdzie byliście, kiedy na Lidze Światowej 2006 zajęliśmy 7 miejsce? Gdzie
byliście, kiedy na Mistrzostwa Europy wykluczono trzech czołowych graczy, co
dało nam w rezultacie (kolejne) 5 miejsce? Gdzie byliście, kiedy mieliśmy
problemy z Serbią, spotykając się z nią w każdej imprezie i nie potrafiąc jej
pokonać? Gdzie byliście, kiedy zginął Gołaś, a cała 'siatkarska Polska' nie
mogła się po tej stracie podnieść? (Teraz pewnie wiecie, że.. był środkowym i
zginął tragicznie). Gdzie byliście, kiedy w telewizji słyszało się: "Nasi
siatkarze niczego nie osiągną", "Kadra zawiodła", "Polacy znowu pokonani".
Gdzie byliście, kiedy my płakaliśmy na meczach (lub przed telewizorami),
skandując "nic się nie stało" po kolejnej przegranej? I w końcu gdzie byliście
na meczach naszej kadry na Mistrzostwach Świata 2006, kiedy trzeba było
wstawać o 5 rano, żeby obejrzeć występ naszej drużyny? Gdzie byliście na meczu
z Rosją, kiedy płakaliśmy ze szczęścia przed telewizorami, nie mogąc uwierzyć
w to, co się stało.
Ja nie chcę uogólniać i wiem doskonale, że istnieją kibice kochający siatkówkę
ponad życie. Sama jestem kibicem siatkówki od kilku lat. Może to wcale nie tak
długo, powiecie, ale byłam z nimi wtedy, kiedy przegrywali.. "dumni po
zwycięstwie, wierni po przegranej".
Chodzi mi o tych ludzi, którzy zaczęli interesować się siatkówką nagle, bo
obejrzeli finał Mistrzostw Świata. I to bardzo dobrze, że siatkówka stała się
nagle tak popularna w Polce. Naprawdę się z tego cieszę. Tylko ja nie pojadę
na żaden mecz LŚ 2007, bo nie mogłam dostać się na stronę, a kiedy się
dostałam - biletów nie było. Wcześniej takie rzeczy nie miały miejsca.
Pozdrawiam.