Gość: dziadzio
IP: 213.76.59.*
02.01.02, 21:04
Mamy sposób na Małysza - mówią Niemcy. Trudno się domyślać jaki to sposób
lecz jedno powiedzieć na pewno można "nec Hercules contra plures" co wdzięcznie
tłumaczymy jako "i Herkules d....a kiedy ludzi kupa. Niemcy wytoczyli ciężką
artylerię przeciw małemu Polakowi co jak do tej pory przynosi rewelacyjne
rezultaty. I metafora ta wcale nie jest pozbawiona sensu. Wojenna nomenklatura
jest w tej edycji turnieju obecna jak nigdy przedtem. Atak, obrona, wojna
psychologiczna, fortele taktyczne. Sąsiedzi zza zachodniej granicy wytoczyli
wreszczie działo najcięższe: długo zręcznie skrywaną pod płaszczykiem
oficjalnej kurtuazji głęboką niechęć do Adama która właśnie teraz, na terenie
wroga, osiąga chyba apogeum. Trudno bowiem nie zauważyć z jakim zadowoleniem
przyjmowane są najmniejsze choćby potknięcia naszego zawodnika, trudno nie
zuważyć iż zasada "bij mistrza" przerodziła się w okrutną zasadę "zniszcz
mistrza wszelkimi sposobami". Czy Hannavald jest aż w tak rewelacyjnej formie
by wygrywać z Małyszem skaczącym na swoim normalnym poziomie? Na pewno nie.
Przewaga rzędu kilku punktów nad następnym zawodnikiem nie jest żadną
rewelacją, a raczej świadectwem tego iż nikt jeszcze nie osiągnął szczytu
formy. Zastanowić się jednak należy nad przyczyną słabszej formy Małysza, bo
jej obecność jeszt niestety faktem. Ale z drugiej strony trudno wytłumaczyć to
iż w ciągu tygodnia Adam wydaje się być innym zawodnikiem. To czego dawno się
obawiano stało się faktem. Jeśli nie można pokonać Małysza dobrymi skokami to
można go zniszczyć jeszcze przed konkursem cytując rzekomo słowa polskiego
skoczka zapowiadające wygranie wszystkich konkursów (sam Małysz dementuje to
przy każdej okazji). Na transparentach napisać można wszystko - o Małyszu
również o czym przekonaliśmy się w Ga-Pa (no i wnieszczęsnym Harrachovie).
Jesli już skoki nie wystarczają to pomogą gazety i telewizja. Efekt jest taki
że na internetowych stronach mamy doczynienia z III wojną światową. Przykre,
ale niestety prawdziwe.
Oglądalność transmisji w niemieckich stacjach dramatycznie spadła. Co robi
więc niemiecka ekipa? Za wszelką cenę szuka bezposredniego starcia Małysz-
Hannavald. Hanavald zachowujący się dość prowokująco zdaje się nie zdawać
sprawy iż sam nie może liczyć na dłuższe skoki ( słowa D. Thomy) - może liczyć
tylko na słabszą formę Adama i właśnie na to co nazwano wojną psychologiczną.
Postawić tylko trzeba pytanie: czy aby wygrać z Małyszem trzeba go po prostu
psychicznie zaszczuć? Adam wydaje się być tym niewzruszony, ale chyba też jest
to maska, bo osobiście nie znam kogoś kto wytrzymałby taką presję i ataki na
własną osobę. Czy trzeba wywoływać sztuczny szum i przywoływać nieprawdziwe
informacje by osiągnąć to co Adam osiągnął dzięki pracy, talentowi i
skromności? Owszem - Małyszowi zdarzaly się wpadki-vide Winiary. Cała sprawa z
pewnością bardziej zaszkodziła jemu niż Shmittowi no i stało się to daleko od
skoczni. Teraz przypomina się scena z przed kilku lat i rywalizacja Weissflog-
Bredesen. Kolega Bredesena celowo opóźnił swój skok wyprowadzając Niemca z
równowagi i koncentracji. Czy na tym polega sportowa rywalizacja? Czy dla
rywali nie liczy się wygranie turnieju a raczej wygranie z Małyszem?
Rozmawiając z wieloma osobami mieszkającymi w Niemczech często pytałem się
o obraz sukcesu Małysza nie w mediach i wypowiedziach ofcjeli, ale wśród
normalnych ludzi. I co usłyszałem? "Nie wypowiadaj w Niemczech tego nazwiska"
(cytat z restauracji niedaleko Obersdorfu). Oczywiście nie można generalizować
pewnych tendencji, ale reakcje przeciętnych Niemców są takie same jak nasze na
zwycięstwa Shmitta czy Hannavalda. Oczywiście - jest tu duża różnica. Różnica
polega na tym że Małysz prowadząc może nie całkiem świadomie wojnę
psychologiczną robi to w zupełnie inny sposób niż Niemcy. Na czym polega sposób
Adama? Wydaje się że na zupełnym braku reakcji na wszelką prowokację. O nie
kalkuluje; tu wystąpię a tu nie, ten jest wrogiem a ten nie...itd. on po prostu
dokonuje rzeczy o wiele trudniejszej - prowadzi walkę z samym sobą. stara
prawda - najtrudniej pokonać samego siebie - jest w tym przypadku jak
najbardziej aktualna.Wszelkie próby wystawienia go do rywalizacji spalają na
panewce bo on tej rywalizacji paradoksalnie nie podejmuje. Nie traktuje startów
w kategoriach rozgrywki personalnej . I czasami nawet przegrywa, ale to że
nawet skacząc w parze skacze niejako z samym sobą sprawia że nie przekracza
abstrakcyjnego progu poza którym jest już tylko wyścig a wyścig ma to do siebie
że czasami można wylecieć z trasy i nigdy na nią nie wrócić. Tak dotychczas
robili Niemcy. Proszę zauważyć, że tam za wszelką cenę zawsze ktoś szuka
bezpośredniego starcia. tam jest tak to wszystko kreowane i niestety Niemcy
dalej brną najprawdopodobniej w złym kierunku. Nie wiem czy naprawdę uważali ze
Małysz jest niezwyciężalny. Oczywisty absurd stał się chyba powszechnie
obowiązującym pewnikiem, bo kogoś takiego nie było i nigdy nie będzie, a jeśli
w to dalej wierzą to dotyychczasowe sukcesy hannavalda przerodzą się w jego
klęskę bo trudno się w nim doszukiwać cech rasowego fightera a tym bardziej
człowieka który zacznie wygrywać wszystko. Próg jego odporności psychicznej
znając wcześniejsze perypetie tez musi być bardzo niski. Proszę zwrócić uwagę
na jego wypowiedzi: "to jest ekscytujące...wszystko się we mnie
gotuje...Mówiłem że Małysz jest do pokonanie, ze można z nim wygrać. teraz
zobaczycie jeszcze lepsze skoki..." Jest to bardziej postawa roszczeniowo-
życzeniowa i potwierdzenie tego że Niemcy nie skaczą dla samego wyniku a
przeciw Małyszowi. I na razie wygrywa. Jak długo? Bóg raczy wiedzieć, ale jego
własna porażka będzie dla niego bardzo bolesna. Tak emocjonalne podejście do
wyników swej pracy kończy się bardzo szybkim wypaleniem a co gorsza delikatnie
mówiąc przyczynia się do nie najlepszego nastroju.
Daj mu Boże takich zwycięstw jak Małyszowi, lecz obserwując jego zachowanie
przypomina się zachowanie Martina Shmitta z początku zeszłego sezonu. Uśmieszki
rozdawane na lewo i prawo, czasami do kamer, zagadkowe i dwuznaczne gesty,
sugestywna mimika twarzy. Wszystko to irytuje polskich kibiców i wcale się temu
nie dziwiąc pragnę zwrócić uwagę na fakt iż właśnie M. Shmitt zaczął przegrywać
dzięki takiemu zachowaniu jescze przed skokiem. Zauważmy dziś reakcje tego
zawodnika. Jest troszkę przygaszony - tu nie ma żadnej wątpliwości że nie może
być zadowolony z tego co się dzieje. Ale brak już właściwie reakcji na wszelkie
bodźce zewętrzne-bardziej to przypomina Małysza niż Hannavalda. Niemiecki
sposób kreacji narciarskiego idola - hollywodzki wdzięk połączony z iście
niemiecką precyzją zaczął przegrywać z góralską prostotą i talentem Małysza.Po
prostu Małysz ukradł patent na monopol przynoszący krociowe zyski, który Niemcy
posiadali od kilku lat i teraz domagają się jego zwrotu. Poza tym jeszcze
jedna kwestia. Podobnie jak u Finów w drużynie niemieckiej cały czas jest walka
o pozycję lidera. Za 3-4 tygodnie ciężko dochodzący do formy Shmitt będzie
musiał mimo wszystko rywalizować z Hannavaldem. Jak skończyło się to w
Finlandii - wszyscy wiemy. Na razie Hanni zdaje się lecieć na fali własnej
popularności - no ale kiedyś w końcu będzie musiał wylądować