paberg
14.02.10, 20:33
Na stronach BBC bardzo ciekawa rozmowa z prof. Philem Jonesem, jednym z czołowych ekspertów od globalnego ocieplenia (panie mwrona1 - dziękuję za ten link!). Mnie rzuciły się w oczy trzy rzeczy:
1. Prof. Jones przyznaje, że od 1995 r. nie ma 'statystycznie znaczącego' ocieplenia.
2. W istocie, prof. Jones przyznaje, że od 2002 r. ogólny trend jest nieznacznie (-0.12C przez dekadę) spadkowy, choć nie zgadza się on, by nazwać to oziębieniem ('statystycznie nieznaczący').
3. Ocieplenie średniowieczne. Prof. Jones stwierdza, że w środowisku naukowym faktycznie istnieje debata, czy było ono globalne, czy ograniczone (panie Wajrak, hop, hooop). Zgodnie z Jonesem: "Średniowieczne ocieplenie jest najwyraźniej widoczne w częściach Ameryki Północnej, północnego Atlantyku, Europy i części Azji. Aby stwierdzić, że ocieplenie to było faktycznie globalne potrzebnych jest więcej zapisów z regionów tropikalnych i z południowej półkuli - mamy bardzo niewiele paleoklimatycznych zapisów z tych dwóch ostatnich regionów.
Oczywiście, gdyby okazało się, że ocieplenie średniowieczne było globalne i równie ciepłe lub cieplejsze niż obecnie (bazując na odpowiednim pokryciu obydwu półkul) wtedy oczywiście ocieplenie z końca XX wieku nie byłoby wyjątkowe. Z drugiej strony, jeśli ocieplenie średniowieczne było globalne, jednak słabsze niż obecne wtedy byłoby ono [ocieplenie obecne] bezprecedensowe".
Proszę, proszę, jeśli nawet najtwardszy z twardych, stwierdza, że obecne ocieplenie może nie być wyjątkowe nawet w skali tysięcy lat, to cóż się dziwić, że zdrowy sceptycyzm pleni się aż miło? (prof. Turski - dziękujemy raz jeszcze).
PS
Żeby była jasność - Jones afirmuje także swoje przekonanie w antropogeniczne ocieplenie.