Gość: jw
IP: *.krakow.dialup.inetia.pl
17.03.04, 20:00
www.uw.uni.wroc.pl/numer17/page12.php
DOBRE OBYCZAJE W NAUCE - ZAŁOŻENIA A PRAKTYKA
(fragmenty)
Komitet Etyki w Nauce PAN opracował w 2001 r. kolejne wydanie "Dobrych
obyczajów w nauce"
Celem publikacji, jak czytamy w przedmowie K. Gibińskiego, "jest budzenie
świadomości społecznej i poczucia odpowiedzialności moralnej".
Niezrozumiały jest dla mnie przyjęty sposób "budzenia świadomości społecznej"
za pomocą wydawania broszury, którą podobno "w liczbie 255 egzemplarzy,
rozesłano już Dziekanom Wydziałów posiadających uprawnienia do nadawania
stopni naukowych". Jeżli autorzy chcą budzić budzić świadomość społeczną na
początku XXI wieku, to należy wykorzystać właściwe środki do realizacji tego
celu.
Potrzebne jest ogólnopolskie FORUM DYSKUSYJNE na temat "DOBRYCH OBYCZAJÓW",
do którego Internet jest właściwym medium. Natomiast system "rozdzielczy"
jest wadliwym sposobem "budzenia świadomości społecznej", w szczególności
jeśli ma on z założenia dotyczyć głównie młodych.
Zgodnie z przedmową "Dobre obyczaje" kierowane są do pracowników naukowych,
ale podkreśla się, że głównie do młodzieży. Jednocześnie
dokument "ukierunkowany jest indywidualnie do uczonych i pracowników nauki w
przekonaniu, ze wszystko zależy od ludzi".
Moim zdaniem kierowanie "Dobrych obyczajów" głównie do młodych jest wadliwe.
W pierwszej kolejności winny być one kierowane do decydentów, gdyż to oni
opiniują nakłady na naukę i badania naukowe, regulują procedury zatrudnienia,
awansów i premiowania. To oni decydują, czy "Dobre obyczaje", będą używane na
złe czy na dobre.
Natomiast jak wynika z moich doświadczeń wielu młodych naukowców, a także
studentów, wielokrotnie dało wyraz temu, że są "przebudzeni", ale całkiem
bezradni wobec mocy deptania dobrych obyczajów przez profesorów, dziekanów,
rektorów, a także członków Komitetu Etyki w Nauce PAN. Oczywiście oportuniści
i konformiści są też wśród młodych, gdyż to ułatwia im oficjalną karierę. Ale
za taki stan rzeczy w głównej mierze odpowiadają decydenci i wychowawcy
kształtujący młodych swoim przykładem
Autorzy "Zasad" nie podają kto stoi (będzie stał) na straży ich
przestrzegania. Doświadczenie uczy, że nie są to komisje etyczne raczej
reprezentujące interesy kasty decydentów niż pilnujące przestrzegania zasad
etyki ogólnoludzkiej. W skład komisji etycznych wchodzą głównie profesorowie.
Brak jest przedstawicieli młodszych pracowników. To nie jest zdrowa sytuacja.
Takie komisje nastawione są na obronę swoich, a nie na obiektywną ocenę.
Lamiący "Dobre obyczaje" zajmują nadal decydenckie stanowiska, najczęściej
wiele lub bardzo wiele stanowisk na raz, a walczący o ich przestrzeganie
objęci są skrajnym ostracyzmem i skazywani na śmierć zawodową.
Bez stworzenia instancji, która by stała za straży przestrzegania zasad,
miała ku temu odpowiednie kwalifikacje i kompetencje oraz bez odpowiednich
uregulowań prawnych w tym zakresie "Zasady" praktycznie nic nie
znaczą. "Zasady" będą wtedy coś znaczyć jeśli będzie istniała nieuchronność
odpowiedzialności za niegodny uczonego czyn.