Dodaj do ulubionych

Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego

06.09.10, 18:52
Mądrze napisane. Z większością stwierdzeń się zgadam.

Tyle, że w opisanej sytuacji, to można już chyba jeść, co się chce, aby w granicach rozsądku. Wiele to nie zmieni. Dieta uboga w czerwone mięso jakośtam obniża ryzyko zachorowania na tego raka, ale nie ma znaczenia, gdy rak się już zrobił.

Ok. 10% pacjentów z rozsianym rakiem prostaty przeżywa jednak 10 lat, czego Autorowi szczerze życzę.
Obserwuj wątek
    • modi Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 06.09.10, 19:30
      nie pozostaje mi nic innego, jak podziekowac panu Krzysztofowi Krauze za odwage mowienia nie o raku w ogole, ale raku, ktory dotknal go osobiscie. wzmaga to po wielokroc sile przekazu, jego wiarygodnosc i prawde. mysle, ze tym samym wskazuje droge innym dotknietym rakiem; pokazuje, ze mozna z ta choroba zyc, jesli tylko dba sie o siebie, nie bagatelizujac dolegliwosci, a przede wszystkim, jesli ma sie wole zycia. wiele zalezy od nas. naprawde. dziekuje
    • wiesiekwiesiek11 Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 06.09.10, 20:47
      (...)To, czy umrzesz, zależy od ciebie, od twojej woli przeżycia. Jesteś dla siebie Panem Bogiem. To brzmi jak herezja, ale żeby przeżyć, musisz odrodzić się w nowej wierze. W wierze w niewyczerpaną siłę własnej woli (...)

      Sorry, wiem, że chciał pan dobrze, ale to jest całkowity ... bullshit. Siła woli może dotyczyć znalezienia najlepszego lekarza dla siebie, najbardziej optymalnej terapii, ale na tym koniec. To czy umrzesz zależy od ciebie jest tak na prawdę oskarżeniem pod adresem tych, którzy umarli. Nie mieli dostatecznie silnej woli przeżycia, nie byli dla siebie Panem Bogiem, nie odrodzili się w nowej wierze, nie wierzyli dostatecznie mocno, nie mieli niewyczerpanej siły własnej woli. Osoba która nie spełniła tych wymagań sama jest winna swojej śmierci. W tej wizji choroby świat pozostaje nadal sprawiedliwy, tylko "leniwi" umierają, tylko ci, którzy się źle odżywiali umierają, tylko ci którzy palili papierosy umierają na raka.

      Mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością (sam mam raka od paru lat), że jest to bullshit, który ma na celu ocalenie swojej wizji sprawiedliwego świata kosztem chorych i umierających na raka.

      UMIERAJąCY NA RAKA NIE Są TEMU WINNI !!!!

      (potwierdzają to ostatnie odkrycia biologii molekularnej)
      • ole16 Re: Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 06.09.10, 22:21
        Nie chodzi o oskarżenie. Wiadomo, że bywa różnie. Nie mam żalu do tych, którzy zmarli. Wiadomo jednak, że nastawienie psychiczne odgrywa czasem niesamowitą rolę w walce z chorobą. Przypisuje się mu większość "cudów", które sę przecież dość często zdarzają. Dlatego warto próbować, szczególnie, że autosugestia działa też niestety w odwrotnym kierunku.
              • strega66 Re: Chmmmmm.... 07.09.10, 08:46
                A Ty co, masz się za specjalistę czy Boga?
                Jak szybko wydajesz wyrok na cudze życie!!!
                Może lepiej zajmij się sobą, bo masz spore braki zarówno w kulturze jak i w charakterze.
                Artykuł jest napisany, ale widocznie nie dla wszystkich.
                Do czytania a w szczególności zrozumienia jego przesłania trzeba po prostu dojrzeć.
                To prawdziwa przyjemność widzieć,że na tym forum wypowiadają się nie tylko tacy jak Ty.
                • 1zorro-bis Re: Chmmmmm.... 07.09.10, 13:44
                  oj czlowieczku, smieszny czlowieczku....Widac poza grypa i kacem po balandze nic cie nie dotknelo. Jesli masz tak kiepska wiedze medyczna to kliknij sobie odpowiednia strone w internecie. Bylem na dwoch pogrzebach przyjaciol, ktorzy tak chorowali. Nikomu zle nie zycze ale choroby nie oszukasz. Zadnymi pieniedzmi i nazwiskiem. Ty "kulzturalna osobo"....
              • turpin Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 09:12
                - nie przejmuj się jednak, bo to się dość często zdarza.

                Mniej, niż rok przeżywają obecnie pacjenci z rosianym rakiem prostaty, który dał biochemiczne lub kliniczne objawy nawrotu _po leczeniu hormonalnym_ (o ile pamiętam ten tekst, P. Krauze nie ma relapsu po hormonach, tylko po radioterapii i prostatektomii; hormony mu dopiero włączyli).

                Śmiertelność w tym przypadku to 15% w ciągu 3 lat, 80% w ciągu 5 lat i 90% w ciągu 10 lat.
                • strega66 Re: Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 09:42
                  Skąd więc to przekonanie,że właśnie On znajduje się w tych 15,80, czy 90%?
                  Zwykła ludzka życzliwość lub sama uprzejmość skłania do życzenia,aby znalazł się w tych 10% z ostatniego porównania.
                  Ale to tylko moje podejście do sprawy,bo mnie wcale nie sprawia przyjemności stawianie takich wyroków NIKOMU!!! Nawet wrogowi.
                  • aaannemarie Re: Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 13:29
                    No właśnie, dzięki za wsparcie, strego66. O życzliwości tu nawet nie myślę, część ludzi nie odczuwa empatii, są obojętni jak głazy. jest jednak tzw. dobre wychowanie, którym wielu nie grzeszy. Mogłaby być także użyta wyobraźnia : wyobraźcie sobie jeden z drugim, że jesteście P. Krauze, otwieracie forum pod artykułem, bo może ludziska słów parę ciepłych Wam powiedzą, a tu nic, licytacja, szafowanie czyimś zyciem. To chamskie.
                      • aaannemarie Re: Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 14:15
                        Może być "grubiaństwo", lub "gruboskórność", nieważne. Nie o rokowania medyczne tu też chodzi, bo wielu zna statystyczną "średnią" i można się przerzucać argumentami. Mówię : wyobraź sobie, że jesteś NIM. Potem przeczytaj siebie jeszcze raz.
                        • 1zorro-bis Re: Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 14:35
                          nie musze byc NIM bo jestem soba. I wiem jak to wyglada. W Polsce jest chyba dalej zasada oszukiwania pacjenta do ostatniej minuty. Dwoch moich przyjaciol "zeszlo2 w ten sposob z takimi samymi objawami. Jeden w Polsce -oszukiwany do samego konca, drugi w USA. wiedzial co go czeka i mogl sobie wszystk9oo jeszcze za zycia uregulowac. I taka twarda prawda nie ma nic z grubianstwem a na pewno nie z chamstwem cos wspolnego....
                            • jacggg Re: Wydaje Ci się, zorrobisie, że wiesz 07.09.10, 16:24
                              Annemarie - czego oczekiwałaś próbując uczyć żabę latania? Są latające żaby lecz nie w naszej strefie klimatycznej. :) Zresztą nawet nogolotka jawajska w swoim locie ślizgowym zapewne nie jest równie przekonująca, co zwykła kura w swoim locie "rozpaczliwym"... :)))

                              Jest takie powiedzenie: jeżeli pacjent uprze się żyć - medycyna jest po prostu bezradna. :) Pan Krzysztof (dosyć pechowy, bo prostata nie jest statystycznie aż tak znowu groźna, jak to artykuł sugeruje - jednocześnie niewątpliwie sam nałóg tytoniowy mógł być jakże banalną i jakże częstą przyczyną piekielnie groźnej choroby... ludziska - prozaiczny tytoń to jest straszny, naprawdę straszny w skutkach narkotyk, oswoiliśmy i zalegalizowaliśmy naprawdę bardzo niebezpieczną dla naszego zdrowia truciznę, do NICZEGO nam niepotrzebną) jest zdaje się takim przypadkiem upartego pacjenta - i tak trzymać!

                              18 lat temu mój wujek zapadł na raka prostaty. Szczegółów nie znam, w każdym razie lekarz dawał mu maksymalnie 3 miesiące przeżycia. Wuj odparł panu doktorowi, że on go jeszcze przeżyje i nadal lecząc się u tego samego, polskiego lekarza, korzystając z zupełnie standardowych metod sprzed lat 18 naszej, polskiej medycyny - postawił na swoim (chciał żyć po prostu?). Po kilku miesiącach panu doktor oczy przecierał z niedowiary. Tak było, proszę mi wierzyć - nie jest to wymyślona anegdotka (z cyklu jedna pani drugiej pani) ku pokrzepieniu serc. To się naprawdę całkiem często dzieje, nie traktujmy statystyki ani jako usprawiedliwienia dla naszej niefrasobliwości, ani jako narzędzia tortur. Osobnik statystyczny w zasadzie nie istnieje.

                              Wuj przeżył tego pana, wyzdrowiał kompletnie. Skądinąd nasi lekarze stanowczo zbyt często i stanowczo zbyt nieodpowiedzialnie straszą pacjentów lub dla odmiany niewiele im mówią - co bywa jeszcze gorsze.

                              Wuj zmarł w zeszłym miesiącu, w wieku 83 lat. Także na raka, coś mu w zeszłym roku w nosie wyskoczyło (pierwszy symptom). Jeszcze mniej szczegółów stricte medycznych znam jego ostatniej poważnej choroby. Tym razem jednak ta niespodzianka w nosie sprawiła, że wpadł w panikę, następnie depresję i przez cały miesiąc zwlekał z pójściem do lekarza... Stracił apetyt, schudł, choroba się rozwinęła, odporność (w końcu 80-latka, to już wiek wysokiego ryzyka...) spadła. Interwencja chirurgiczna, naświetlania pomogły (paskudztwa w nosie już nie było) lecz pacjent już tego leczenia nie przeżył. Przyplątały się bodajże powikłania jakieś, nie znam szczegółów. Bardzo niedobrze jest panikować, a tzw. chowanie głowy w piasek - niestety bywa zabójcze (abstrahując od tego, że z grubsza w okolicach 80-tki już dosyć masowo sypią się z nas liście, i na to póki co nie ma sposobu...).

                              Nie jesteśmy może bogami - ale kowalami własnego losu (przynajmniej do pewnego stopnia) - i owszem... Akurat wuj był kierowcą. Więc póki był jeszcze dosyć dziarskim 60-latkiem (niewiele starszym od KK) - to pokierował swym życiem całkiem skutecznie, do pewnego stopnia cały czas przede wszystkim samemu trzymając kierownicę. Pan Krauze jest reżyserem - noblesse oblige, zatem wypadałoby poreżyserować jak najlepiej. I rzeczywiście pożytecznie jest wesprzeć się w tym na zespole ludzi, najlepiej bliskich. To jest wielka siła. Czy to będzie rok, czy 10, czy 20 lat - wszyscy umrzemy. Tutaj liczy się m.in. jakość tego naszego śmiertelnego dla wszystkich życia. Nasze podejście. Przede wszystkim warto umieć żyć - choćby i z chorobą.

                              Chyba najważniejszym przesłaniem tego artykułu jest: BADAJ się. A już zupełnie, nieskończenie lepiej, łatwiej i skuteczniej jest zapobiegać, niż leczyć. Znacznie przyjemniej, bo to może być po prostu przyjemne. Dbałość o własne zdrowie.

                              I to jest w większości przypadków tak banalnie proste: NIE PALIĆ (można rzucić palenie, sam rzuciłem po kilkunastu latach - po kilkunastu mniej udanych próbach - trzeba po prostu naprawdę tego CHCIEĆ), NIE TYĆ.

                              W tym ostatnim przypadku bardzo często wystarczy po prostu zażywać jak najwięcej RUCHU - by spalić to, co czasem wręcz POŻERAMY, nie jest tak że sposobem na zmęczenie po pracy jest leżanka przed telewizorem - to nas skutecznie zabija kroczek po kroczku, mało kto obecnie tak ciężko fizycznie pracuje, że naprawdę musi potem leżeć plackiem by dojść do siebie. Nawet górnik dołowy, jeżeli np. siedzi na kombajnie w trakcie szychty - to się mało rusza, co najwyżej dużo poci, bo gorąco i smród w "powietrzu", nawet osoba machająca na co dzień łopatą powinna wykonywać po pracy np. rozmaite ćwiczenia rozciągające mięśnie, itd.

                              Bardzo warto nauczyć się DYSTANSU do samego siebie i otoczenia. Nie da się zupełnie uciec od źródeł rozmaitych stresów - więc żyjmy tak, by nie być na nie zbyt podatnym, nauczyć się pamiętać o tym, co jest naprawdę ważne - a co naprawdę nie jest warte naszego zdrowia, by się denerwować.

                              PoZDRAWIAM! :)

                              PS. Każdy z nas może zejść dziś jeszcze wskutek zadławienia zwykłą ością i o tym też może jednak warto pamiętać... Memento mori - to bardzo mądre słowa... Tym niemniej ryby ponoć są bardzo zdrowe i dosyć smaczne na ogół... :) Wegetarianie - uważajcie na pestki do wiśni, to nie żart li tylko! :) Łykajmy nawet te wisienki jakoś tam w miarę świadomie, i najlepiej kulturalnie lub przynajmniej (najlepiej: i) z fantazją! :) I nie wyżerajmy sami wszystkich wisienek z tortu (w myśl zasady Mistrza Mleczki, zilustrowanej rysunkiem dwóch larw pałaszujących liście: żryjmy, ile się da bo wkrótce będziemy motylami...).
      • turpin To nieco bardziej skomplikowane 07.09.10, 09:05
        > UMIERAJąCY NA RAKA NIE Są TEMU WINNI !!!!

        Większość owszem, nie jest, znacząca mniejszość jednakże jest.

        Ludzie kurzą latami, posypują podwórko azbestową tłuczką, nie zgłaszają się na chemioterapię lub zastępują ją naparem z huby zaordynowanej przez znachora z Piwnicznej, hodują guzy piersi do wielkości mandarynki ('bo od noża się rozsieje'), udają się na 'termoterapię' do Austrii, zamiast dać sobie wyciąć krtań - przypadków z życia (smutno zakończonego) znam dziesiątki.

        Ale w sumie uważam, że masz rację (i tu akurat nie zgadzam się z Krauzem) - 'pozytywne myślenie' na siłę i innego tego typu bzdury przypuszczalnie nie robią większego wrażenia na komórkach nowotworowych. Rosną lub reagują na leczenia niezależnie od tego, co się o nich myśli. A w wielu wypadkach głęboko negatywne myślenie stanowi przejaw trzeźwej oceny sytuacji.
        • strega66 Re: To nieco bardziej skomplikowane 07.09.10, 11:24
          I tu nie masz do końca racji.W naszym umyśle jest ogromny potencjał, z którego należy nauczyć się korzystać. Pozytywne myślenie jest niesamowicie pomocne przy leczeniu. Tak jak zaufanie do lekarza i poczucie bezpieczeństwa,które daje Ci bliskość rodziny.
          Pozytywne myślenie i wiara w wyzdrowienie potrafią placebo przemienić w niesamowicie skuteczny lek.
          Napisałeś "A w wielu wypadkach głęboko negatywne myślenie stanowi przejaw trzeźwej oceny sytuacji."
          A ja wiem,że to forma ucieczki i dążenie do samozniszczenia jako karanie się za coś , na co z naszego punktu widzenia, pozornie nie mamy wpływu.
          • turpin Re: To nieco bardziej skomplikowane 07.09.10, 14:47
            Może i nie mam racji (rzadko kiedy upieram się przy tym, że z całą pewnością mam rację), ale taki mam pogląd, jako lekarz od coś okolo 19 lat. Oczywiście nie ma niczego złego w 'pozytywnym myśleniu', ale tak, jak napisał to ktoś nader rozsądnie zapoczątkowując ten pod-wątek, nie można chorych na raka winić w sytuacji, gdy jakoś nie za bardzo chce im się 'pozytywnie myśleć'.

            Uporządkowanie swoich spraw, spisanie testamentu i inne przygotowania do śmierci, to w wielu wypadkach najrozsądniejsze, co można zrobić.

            Swoją droga bardzo trudno znaleźć jakąś rzetelną literaturę na temat ewentualnego wpływu owego 'potencjału umysłu' na przebieg chorób nowotworowych. Mam na myśli metodologicznie poprawne publikacje w liczących się periodykach naukowych.

            Anglicy, których na codzień obserwuję, mają dużo bardziej rzeczowe podejście do tych spraw. Lekarze nie oszukują chorych i bardzo rzeczowo ich o wszystkim informują, w tym o złym rokowaniu. Z kolei sami chorzy wydają się podchodzić do swojej choroby z dużą dozą stoicyzmu. Wyniki leczenia nowotworów są dużo lepsze, niż w Polsce.
        • blonde.redhead24 Re: To nieco bardziej skomplikowane 08.09.10, 04:12
          Ja nie mówię, że w pozytywnym myśleniu tkwi siła lecznicza. Nie wiem, czy tak jest.
          Ale kiedy dostaje się wyniki badań, i okazuje się, że choroba już jest, to człowiek (może nie wszyscy, mówię o doświadczeniu w swojej rodzinie) miewa najgorsze myśli. Szczerze mówiąc kiedy zachorowała najbliższa mi osoba, w pierwszym momencie pomyślałam, że to koniec. Kilka miesięcy, może dwa lata cierpienia matki, i śmierć - byłam przerażona, że tak będzie. Postanowiłam się nią opiekować tak długo, jak to będzie konieczne, a potem sama się zabić. Wcześniej zmarł mój tata, odszedł chłopak - naprawdę nie widziałam przed sobą nic oprócz czarnej ściany, potwornej perspektywy niekończącego się koszmaru.

          A potem przeczytałam fachowe strony w Internecie i zrozumiałam, że tu się tak naprawdę nigdy nie wie, czy ktoś wyzdrowieje, czy nie. Moje pozytywne myślenie polegało na tym, że przyjęłam za pewnik, że mama ma się leczyć (chciała to odwlekać) i że będziemy o tym rozmawiać (najpierw mówiła, że lepiej "o tym" nie mówić, ale kiedy spokojnie wyjaśniałam jej, że to NIE jest wyrok śmierci, naprawdę nabrała wiary w to, że może się udać, i w ogóle obie się w ten sposób wspierałyśmy). Trzeba stawiać się na badania, trzeba stawiać się na leczenie najszybciej, jak się da. Po prostu nie ma innej opcji.
    • hadroon poradnik dla bogatych 06.09.10, 21:16
      życzę panu powodzenia i długich lat życia proszę pana. szczerze. ale niech pan walczy z rakiem mając 1700 zł na mc /i rodzinę/. jaki wybór profesor czy asystent?!!! jaka druga opinia? jaki nefrolog?! siedzę w mrocznym, ciemnym korytarzu; w zapyziałym szpitalu.przede mną kilkunastu ludzi. parę godzin czekania. czekam aż ktoś mnie przyjmie. pewnie powie że jakieś tam zapisy się skończyły. wolałbym wskoczyc do tego pana oceanu pełnego rekinów. szanse na przeżycie większe. i tyle.
      • blonde.redhead24 Re: poradnik dla bogatych 06.09.10, 23:07
        Moja mama dowiedziała się, że ma raka, kilka miesięcy temu. Badania zrobiono w dużym mieście, na Śląsku, dostała spis placówek, do których mogła się dalej zgłosić. Dzwoniłam do każdego z tych miejsc, w większości z nich limity na leczenie z NFZu były już wyczerpane. Trzeba ogromnej determinacji, żeby chodzić, pytać, prosić... Mama się załamała i pewnie wielu chorych ma podobny problem. Trzeba o siebie walczyć, ale w pierwszym momencie, po odebraniu wyników, człowiek ma wrażenie, że to wyrok śmierci.
        Dlatego kolosalnie ważną role odgrywają bliscy. Rodzina, przyjaciele.

        Czy GW mogłaby opublikować taki subiektywny dekalog dla bliskich chorych na raka? Nam też jest trudno. Oczywiście jest to nieporównywalne z doświadczeniami chorych, ale mimo wszystko...
        • cleryka Re: poradnik dla bogatych 07.09.10, 00:35
          blonde.redhead24 napisała:

          > Moja mama dowiedziała się, że ma raka, kilka miesięcy temu. Badania zrobiono w
          > dużym mieście, na Śląsku, dostała spis placówek, do których mogła się dalej zgł
          > osić. Dzwoniłam do każdego z tych miejsc, w większości z nich limity na leczeni
          > e z NFZu były już wyczerpane. Trzeba ogromnej determinacji, żeby chodzić, pytać
          > , prosić... Mama się załamała i pewnie wielu chorych ma podobny problem. Trzeba
          > o siebie walczyć, ale w pierwszym momencie, po odebraniu wyników, człowiek ma
          > wrażenie, że to wyrok śmierci.
          > Dlatego kolosalnie ważną role odgrywają bliscy. Rodzina, przyjaciele.
          >
          > Czy GW mogłaby opublikować taki subiektywny dekalog dla bliskich chorych na rak
          > a? Nam też jest trudno. Oczywiście jest to nieporównywalne z doświadczeniami ch
          > orych, ale mimo wszystko...
        • szoperek Re: poradnik dla bogatych 07.09.10, 07:54
          W Polsce niedługo każdy dorosły będzie miał wykonaną koronarografię i 5 stentów bo tak wywalczyla sobie mafia kardiologiczna tzn. olbrzymnie pieniądze z NFZ. Jest to pierwsze badanie jakie sie teraz wykonuje w kardiologii potrzebnie czy nie. Kasa misiu, kasa. Oczywiście dla dobra chorego bo chory na serce jak go "wyleczymy"będzie dalej służył społeczeństwu. W onkologię się nie inwestuje bo myślę,że gdzieś podskórnie jest myślenie,że to wyrzucanie pieniędzy w błoto, bo ile taki chory pożyje - rok, dwa? W cywilizowanym świecie wiadomo,że to nieprawda, można chorego wyleczyć, znacznie przedłużyć mu życie ale ilu jest w Polsce onkologów, jaki dostęp do leczenia. Decyduje o tym lobby lekarzy, może politycy z ich namowy,, NFZ czyli politycy.
        • pyskata666 Re: poradnik dla bliskich 07.09.10, 14:25
          "Czy GW mogłaby opublikować taki subiektywny dekalog dla bliskich chorych na raka? Nam też jest trudno. Oczywiście jest to nieporównywalne z doświadczeniami chorych, ale mimo wszystko... "
          Doswiadczenie faktycznie nieporownywalne, ale tez batrdzo trudne. Moja bliska przyjaciolka walczy obecnie z rakiem, a cale otoczenie zmaga sie z nim rowniez.
          To prawda, co napisal p. Krauze - choruje cala rodzina, a ja dodam - rowniez wszyscy, ktorzy choremu sa w jakis sposob bliscy.
          Straszne jest to, ze poza cieplym slowem i tzw. 'duchowym wsparciem' niewiele mozna zdzialac. Gdyby wystarczylo przeniesc jakas gore, wykopac lub zasypac jakies jezioro, to mozna sie skrzyknac i zbrac do roboty. Czasem bardzo trudno jest siedziec i nie moc zrobic nic... Przydaloby sie rowniez podzielic doswiadzenia takich osob.
          A co do pomocy od sluzby zdrowia, lekarzy, grup wsparcia... Na wolowej skorze nie daloby sie tego spisac. Sluchajac o doswiadczeniach owej chorej kolezanki czasem odczuwam przerazenie, a czasem oslupienie. Owszem, lecza ja, ale NIKT nie pomaga sie jej uporac samej ze soba. Ale to osobna i bardzo ponura historia.
      • gilbert_3 Re: poradnik dla bogatych 07.09.10, 07:43
        Przyczyn złego stanu służby zdrowia w PL jest wiele, ale główną z nich jest niewiedza, która zrodziła się z systemu rozliczeń NFZ. Chodzi przede wszystkim o niewiedzę lekarzy, którzy poruszają się nieco po omacku. System wynagradzania nie motywuje ich do pracy, maszyna ich przerasta i stają się leniwi, przestają czytać i się uczyć. Być może są tacy, którzy są dobrzy, jeżdżą na konferencje i ciągle się dokształcają, ale oni są albo oblężeni i bogaci, co za to idzie mają nas gdzieś, albo niedowartościowani i sfrustrowani kontraktem z NFZ i ci też mają nas gdzieś. Jesteśmy mięsem w szpitalach, pielęgniarki nie będą pamiętać naszych imion, a lekarze zapomną nasze twarze.
        Chciałem sobie zbadać prostatę i stałem w kolejce do lekarza 2,5 godziny, uprzednio czekając na wizytę 3 m-ce. Ten porozmawiał ze mną i odłożył USG na następną wizytę i po prostu ręce mi opadły. Jak nie przyszedłem na następną wizytę nikt po mnie nie zadzwonił, bo i po co. Takich jak ja jest zatrzęsienie przecież...
        • rak-kar Re: poradnik dla bogatych 08.09.10, 10:12
          gilbert_3 napisał:

          > Przyczyn złego stanu służby zdrowia w PL jest wiele, ale główną z nich jest nie
          > wiedza, która zrodziła się z systemu rozliczeń NFZ. Chodzi przede wszystkim o n
          > iewiedzę lekarzy, którzy poruszają się nieco po omacku. System wynagradzania ni
          > e motywuje ich do pracy, maszyna ich przerasta i stają się leniwi, przestają cz
          > ytać i się uczyć. Być może są tacy, którzy są dobrzy, jeżdżą na konferencje i c
          > iągle się dokształcają, ale oni są albo oblężeni i bogaci, co za to idzie mają
          > nas gdzieś, albo niedowartościowani i sfrustrowani kontraktem z NFZ i ci też ma
          > ją nas gdzieś. Jesteśmy mięsem w szpitalach, pielęgniarki nie będą pamiętać nas
          > zych imion, a lekarze zapomną nasze twarze.
          > Chciałem sobie zbadać prostatę i stałem w kolejce do lekarza 2,5 godziny, uprze
          > dnio czekając na wizytę 3 m-ce. Ten porozmawiał ze mną i odłożył USG na następn
          > ą wizytę i po prostu ręce mi opadły. Jak nie przyszedłem na następną wizytę nik
          > t po mnie nie zadzwonił, bo i po co. Takich jak ja jest zatrzęsienie przecież..
          > . [b]Dobre spostrzeżenia, też tak to widzę. Leczę się u kilku specjalistów. Moja "wiara'' polegała na tym, że wierzyłem, iż dostanę się do któregoś nich szybciej, niż zwykle czyli np. za rok. Na zasadzie "Polak potrafi".
          Jako prostatyk, polecam przeczytać historię leczenia raka prostaty, mojego forumowego kolegi PROSTATA AUSTRALIJSKA oraz innych, równie dramatycznych, jak K. Krauzego, choć pisanych bez takiego polotu, od siebie, po prostu jak kto umie RAK-PROSTATY
      • z.bialek Re: Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 08:39
        pani_bozia napisała:

        > Należy wprowadzić obowiązkową profilaktykę raka prostaty dla mężczyzn przy okaz
        > ji okresowych badań pracowniczych.
        > Mężczyźni o siebie nie dbają, gubi ich chorobliwy wstyd, strach i ciemnota.

        to prawda, nawet elita intelektualno-artystyczna (swoją drogą nie jest to poziom światowy) wykazuje się publicznie nieodpowiedzialnością i głupotą (potwierdzając żenujący poziom naszych filmów). Tych, których bliscy zmarli pomimo dojrzałej świadomości własnej śmiertelności, odpowiedzialnego traktowania swojego ciała i zdrowia, a jedynie z powodu braku koneksji i pieniędzy na łapówki, szlag musi trafiać, tym bardziej, że skazani są na wyroby polskich artystów.
    • aaannemarie Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 06.09.10, 22:59
      To prawda, co Pan pisze o polskiej państwowej służbie zdrowia. Nikt nie interesuje się dalszym losem pacjenta, nie ma zwyczaju czy kultury widzenia pacjenta "kompleksowo". każdy lekarz próbuje leczyć swój kawałek. Zwykle leczę się prywatnie lub polegam na bliskich i sobie. Lub leczę się sama. Jeśli kiedyś postarzeję się i skończą się pieniądze, czeka mnie upokorzenie na łasce bylejakości. W sporadycznej rozmowie z lekarzem jestem już "obczytana" i sama rzucam sugestie.
      Życzę Panu wygranej z całego serca i mocno trzymam kciuki :)
      • qulqa Re: Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 13:43
        Oczywiście, annemarie. Lekarz powinien prowadzić chorego, zlecać kontrole, dowiadywać się. Ideał.
        Ale nie w polskiej państwowej ochronie zdrowia.

        Ilu takich pacjentów jak pacjent K. tygodniowo operuje urolog? 20 ? 30? Nie ma sekretarki - recepcjonistki - pielęgniarki, które zajmowałyby się tylko kontaktami z chorymi; sekretarka robi wypisy i tysiące druków do NFZ, recepcjonistka rejestruje chorych (albo informuje 'limity wyczerpane'), pielęgniarka nosi baseny. To nie jest prywatna klinika, to jest normalny szpital, w którym ciągle się jest w niedoczasie, ciągle każą oszczędzać, ciągle napiera tłum pacjentów. Telefony służbowe mają odcięte wyjścia na komórki (to prawda, nie ponury żart), komórek służbowych brak. Czy lekarz ma zatem wydzwaniać do mnie w swoim prywatnym czasie ze swojej prywatnej komórki?

        Tak jak pacjent K. leczą się protegowani. Telefon do profesora, karteczka do radioterapeuty. Osobą koordynującą i kierującą terapią powinien być onkolog, a tego zabrakło, właśnie z powodu znajomości pacjenta K. w świecie lekarskim. 'Normalnym' ludziom jest i trudniej - bo muszą czekać w korytarzach bez krzeseł, i łatwiej - bo zwykle droga prowadzi: onkolog - chirurg - chemio - lub radioterapia. I wciąż wraca się do onkologa, jako do osoby planującej i prowadzącej terapię, a później kontrolującej, czy nie ma nawrotu. Idealnie byłoby, gdzyby przez cały czas był to jeden i ten sam onkolog - co z wielu powodów nie jest możliwe. Nie można wymagać też od polskiego onkologa, przysłowiowo oganiającego się od chorych (nie dlatego, że jest chamski, ale dlatego, że po prostu nie daje rady 'obrobić' wszystkiego), żeby z każdym pozostawał w kontakcie telefonicznym przez cały okres terapii.
        Nie mówię, że to dobrze - mówię, jakie są realia.

        Pomyślcie tylko - ilu jest chorych na raka (w trakcie bądź do 5 lat po leczeniu), a ilu specjalistów onkologów ? Ilu z nich przyjmuje w poradniach ? Macie odpowiedź, jak bardzo jest obłożony pracą jeden lekarz.

        Panie Krzysztofie, życzę powodzenia. Trzymam kciuki, ściskam kciuki.
        Dziękuję za artykuł.
        Link do strony już przesłałam bliskim mi mężczyznom w wieku +/- 50.

        Pozdrawiam.
    • mamograf Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 06.09.10, 23:18
      Podejrzewałem u siebie raka i poszedłem do onkologa. Uwierzcie! nic tak nie ściska pośladków jak czekanie na wynik. To jest okropna choroba. Widziałem osoby w poczekalni już zdiagnozowane. Koszmar!. Są różne cery ale nie wiedziałem że jest jeszcze cera szara!
      Dla tego jak możecie to wbijcie sobie te 10 zasad bo są na prawdę tego warte. Ja bym dodał jeszcze 11-tą. Unikaj raka! Nie pal, nie jedz chińskich zupek, unikaj sztucznych cholera wie jakich materiałów. A jak myślisz że przesadzam idz w wolny dzień do poradni onkologicznej i posiedź pół dnia z tymi ludźmi. Zapewniam cię że nabierzesz szacunku do życia! Swojego życia! Panie Krzysztofie głowa do góry! Życzę powrotu do zdrowia. Swoją drogą latamy w kosmos, komputery mieszczą się w główce szpilki a nie potrafimy poradzić sobie z komórką - tylko nieznacznie różną od innych.
      • strega66 Re: Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 09:33
        Jaka szkoda,że nie wystarczy przestrzegać tylko tych zasad zawartych w Pana wypowiedzi. Rzecz w tym,że ta choroba to wielka ruletka.Nigdy nie wiadomo co ją może spowodować. Te same czynniki mogą u jednej osoby spowodować raka a u drugiej nawet nie wywołają przysłowiowego pryszcza.Nic. Różnimy się od siebie i dlatego i czynniki chorobotwórcze i leczenie u każdego może być inne.
        A życie w całości nie zależy od nas samych,ale jeśli już się coś przykrego wydarzy,należy mieć pełną świadomość tego co się dzieje i podejmować odpowiednie decyzje. Teraz rozumiem to lepiej.
        Tak jak Pan Krauze napisał, trzeba mieć obok siebie rodzinę i przyjaciół.Tych którzy nas kochają i których my kochamy.
        Ten artykuł dał mi sporo do myślenia,bo z całą pewnością, znając siebie, po takiej diagnozie ja bym się zaszyła w najciemniejszym kącie(żeby nikt nie widział mojej rozpaczy), sama(żeby nikomu z rodziny nie stwarzać dodatkowych problemów) i czekałabym, aż nadejdzie koniec.
        Pasywność!!! Rezygnacja!!!
        Wydaje mi się, że to właśnie czynniki,które zabijają przy tej chorobie znacznie szybciej.
        Ale jak tu nie popaść w rezygnację przy naszej służbie zdrowia,kiedy o zwykłe, podstawowe
        badania trzeba się wykłócić z lekarzem, bo z tego samego funduszu pan doktor dostaje swoją premię!!! Jeśli przeznaczy więcej na badanie pacjentów,to dostanie mniej na koniec miesiąca.Sprytnie pomyślane? NFZ wie co robi.
        A Panu Krauze życzę powodzenia i dziękuję za ten artykuł,bo czasem myślimy, że cierpienia i choroby dotykają tylko tych "maluczkich".
      • strega66 Re: Buzek - Łobuzek 07.09.10, 10:03
        A jest za co chwalić?
        Może dasz tego przykłady?
        Pracowałam w tym środowisku i wiem czym to "pachnie".
        Młodzi pełni zapału lekarze są bardzo szybko przyprowadzani "do porządku" przez starych wyjadaczy z układami. I albo się podporządkują,albo szukają innego miejsca pracy, w którym znów trafią na to samo,ale przynajmniej nauczeni smutnym doświadczeniem już się nie wyrywają przed szereg.
        A sam system jest od podstaw chory i dlatego nic nie funkcjonuje właściwie.
        Jeśli Ci się wydaje,że Oni są dla Ciebie a nie odwrotnie, to chyba należy pogratulować Ci zdrowia bo to oznacza,że nie masz żadnych doświadczeń na tym polu.
    • doomsday Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 00:18
      Mój tato umarl ponad dwa lata temu na raka prostaty. Od momentu diagnozy żyl jeszcze siedem lat. Przeżyl 83 lata . Do końca byl fizycznie aktywny. Ku mojemu zdumieniu mając zamontowany worek do moczu regularnie jeżdzil na rowerze. Nigdy nie palil papierosów, zawsze odżywial się zdrowo, jakkolwiek lubil tluste i czerwone mięso. Nie zalamal się do samego końca. Nie mial nadwagi.
      Slyszalem, że rakowi sprzyja nie tylko papieros , ale także brak seksualnej aktywności.
      Widać to podobno w środowisku duchownych katolickich, którzy na raka prostaty umierają częściej . Ojca żegnalem w hospicjum . Przyjechalem do Polski na dziesięć dni przed jego śmiercią. Mam żal do rodziny, że tata nie umieral w domu. Hospicjum bylo przyzwoite, male i prywatne z doskonalą opieką . Myślę jednak, że umieranie we wlasnym domu byloby latwiejsze. Mieszkalem w hotelu obok hospicjum i oprócz spania caly czas bylem z tatą.
      Oprócz zwyklego hospicjum stacjonarnego, jest tzw. hospicjum domowe. Pielęgniarki przychodzą do domu pacjenta każdego dnia, podają środki przeciwbólowe, kroplówki i tak dalej. Z tej opcji korzystają porządne kochajace się rodziny.
      Statystycznie z powodu raka prostaty ma szansę umrzeć bardzo duży procent mężczyzn.
      Podobno cukrzyca chroni przed rakiem , a dokladniej lek metformin podawany przy cukrzycy typu 2. Zachorowalność na raka u cukrzyków wynosi o polowę mniej, jeżeli biorą lek doustnie, jeżeli w zastrzyku, to zachorowalność na raka jest nawet mniejsza o 75 procent. Czytalem niedawno wyniki kilkuletnich badań w tym temacie.
    • ogrodnik08 Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 00:28
      Kilka, a może kilkanascie lat temu zachował sie Pan bardzo nie w porządku wobec moich bliskich znajomych, którzy robili dla Pana mieszkanie. Tak sobie myślę, ze nadeszła pora, aby to naprawić. Bardzo mi się podoba napisany przez Pana tekst, ale tamta sprawa wiąż nie daje mi spokoju, bo jest Pan często wspominany jako przykład człowieka, który zawiódł innych. Prosze to przemyśleć.
    • cleryka Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 00:38
      P.Krauze wyraznie napisał,że zignorował objawy i nie poszedł w porę do lekarza.Operacja była spóżniona,potem wiadomo przerzuty do kręgosłupa.teraz tylko walka o każdy dzień życia...I tu jest sens tej swoistej spowiedzi.
    • hansvonschwinke Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 00:53
      Dobrze napisane, chcialbym jednak zauwazyc, ze caly antyrakowy dekalog pana Krauzego ma znacznie szerszy wymiar i odnosi sie do kazdego z nas, niezaleznie od tego czy juz walczymy z choroba, czy staramy sie jej zapobiec. Sceptykow pragne zapewnic, ze pogoda ducha i wlasciwe podejscie do choroby nie zapewniaja co prawda uzdrowienia, ale znakomicie poprawiaja szanse pacjenta. Nie slyszalem o przypadku aby pacjentowi wdziecznemu za kazdy nowy dzien zycia, zyczliwemu i pogodnemu, a przede wszystkim akceptujacemu rzeczywistosc, w jakikolwiek sposob to zaszkodzilo. Istnieje wiele wiarygodnych przekazow, ze pomoglo. Nic nie szkodzi tak jak zycie i wszyscy jestesmy w jakims stopniu nieuleczalnie chorzy, tylko nie jest jasne ile czasu nam pozostalo na nasza walke... Sugestie pana Krauzego sa bardzo na miejscu i dziekuje za mozliwosc zapoznania sie, mam wrazenie, ze przekaz ten pochodzi z jakiegos nieokreslonego zrodla postawionego uzywajacego Autora jako przekaznika informacji...
    • takisobienik Narodowa tragedia? 07.09.10, 00:56
      Brak odzewu polskich kobiet na bezpłatne badania mammograficzne jest prawdziwą narodową tragedią

      Tragedią jest wciskanie w mammograf piersi młodych kobiet, u których mammografia jest bezsensowna, ale wykonuje się ją, bo jest ponoć tańsza niż USG.

      Tragedią jest stan wielu z owych mammografów.

      Tragedią jest, że obarcza się kobiety winą za niewydolność polskiej służby zdrowia.

      • marguyu Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 01:36
        W zasadzie zgadzam sie z autorem, choc z jednym zdaniem trudno mi sie zgodzic: "Barwnym, za to krótkim życiem na morfinie."

        Mam meza na morfinie. Ma raka pluc z przerzutami na kregoslup. Jeszcze w kwietniu wazyl 77 kg przy 182 cm wzrostu. Dzis wazy 62, jest po drugiej chemii i ma morale ze stali. On z tego wyjdzie, jestem pewna. Tym bardziej, ze nie jest to rak drobnokomorkowy.
        Z morfina i jej rozowym dzialaniem trudno mi sie zgodzic widzac meza drzemiacego lub nienaturalnie rozdraznionego, wybuchowego wrecz.

        Co do polskiej sluzby zdrowia, to trudno nazwac to zjawisko sluzba zdrowia. A na stwierdzenia, ze to wina zmiany systemu politycznego odpowiadam jednym tresciwym slowem: dupa!
        Przez dwa lata mieszkalam w Czechach i wiem, ze nie jest konieczne zniszczenie wszystkiego co sie da pod pozorem, ze instytucja stanowi czesc starego systemu. I gdybysmy oboje lepiej znali czeski bez problemu leczylibysmy sie w Brnie. Nistety, z nasza znajomoscia jezyka mozna dyskutowac o katarze ale nie o raku i ciezkiej chemioterapi.
        Wrocilismy wiec do Francji i maz leczy sie w centrum onkologicznym w Lille, ktore w niczym nie przypomina tego opisanego przez autora artykulu.
        W czterdziezsci dni po potwierdzeniu diagnozy maz zostal poddany pierwszej chemii. Gdyby nie trudnosci w uzyskaniu tkanki (byla potrzebna punkcja, bo endoskopia nie dotarla do masy usytulowanej w dolnej czesci pluca) byloby to trzydziesci dni podczas ktorych maz przeszedl wszystkie wymagane badania.

        Choc wszystko wydarzylo sie bardzo szybko, to dzis moge powiedziec, ze juz oswoilismy sie z rakiem. Znamy skutki chemii, wiemy co trzeba robic zeby przetrwac najgorszy pierwszy tydzien po niej. Sama wymyslilam wysokokaloryczne i proteinowe menu, ktore okazalo sie doskonale. Tak przynajmniej stwierdzila dietetyczka, ktora przyszla do nas z wizyta.
        Jakie sa nasze szanse? 50 na 50. Czyli duze.

        Gdy pojedziemy na trzecia chemie zrobie zdjecia COL i opisze jak wyglada leczenie raka w normalnym kraju. O lekarzu prowadzacym, ktory za kazdym razem przychodzi i przeprowadza z chorym dlugi wywiad. Chce wiedziec wszystko. O aparaturze, pielegniarkach, wolontariuszach udzielajacych informacji, asystentach socjalnych, dojazdach ambulansem i wszystko to za darmo, bo rak jest uznany za chorobe dlugotrwala i z tego powodu leczenie jest darmowe. Wlacznie z proteinowymi odzywkami.
        Jednym slowem - inny swiat w porownaniu z tym co dzieje sie w Polsce.
        • jednorazowy3 Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 17:46
          Inny świat bo bogaty świat. Nie ma się chyba nad czym rozwodzić. Zaryzykuję w ciemno stwierdzenie, że we Francji na służbę zdrowia przeznacza się co najmniej tyle ile wynosi roczny budżet Polski :). Ale nawet bogata Francja ma gigantyczne zadłużenie i pewnie ten raj się wkrótce skończy więc korzystaj póki możesz.
          • marguyu Re: Narodowa tragedia? 09.09.10, 14:16
            jednorazowy3 napisała:

            > Inny świat bo bogaty świat. Nie ma się chyba nad czym rozwodzić. Zaryzykuję w c
            > iemno stwierdzenie, że we Francji na służbę zdrowia przeznacza się co najmniej
            > tyle ile wynosi roczny budżet Polski :). Ale nawet bogata Francja ma gigantycz
            > ne zadłużenie i pewnie ten raj się wkrótce skończy więc korzystaj póki możesz
            .

            Slowo "korzystaj" wuzyte w tym sensie ma zabarwienie dosc pejoratywne. My nie korzystamy z okazji czy cudzych mozliwosci. Przez cale zycie placilismy skladki i tym sposobem nabylismy moralne prawo do uslug francuskiej sluzby zdrowia.

            aaannemarie,
            merci beaucoup!
            On ne lâchera pas! Pas nous :)
      • qulqa Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 13:48
        Tragedią jest, że obarcza się kobiety winą za niewydolność polskiej służby zdro
        > wia.

        Nie zgodzę się z Tobą. Jeżeli na wysłąne imienne zaproszenia na mommografię przychodzi 10 - 20% kobiet, podobny procent na badania cytologiczne, a później jest wielki płacz, bo rak -to czyja wina ?
        Znam panie, są babciami, a szczycą się, że u ginekologa nie były od czasu urodzenia ostatniego dziecka. Znam panie, które wciąż powtarzają 'nie będę się badać, bo jeszcze coś mi wykryją' - i są w tym konsekwentne.

        Jak można to nazwać, jeśli nie głupotą ?
        • takisobienik Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 14:42
          > Jeżeli na wysłąne imienne zaproszenia na mommografię przychodzi 10 - 20% kobiet, podobny procent na badania cytologiczne, a później jest wielki płacz, bo rak -to czyja wina ?

          Wysyłanie zaproszeń jest doprawdy urocze - zwłaszcza zapraszanie kobiet w wieku 50+, mieszkających na wsi, które nie mają na bilet, żeby na tę mammografię do najbliższego miasta pojechać.

          W przypadku badań cytologicznych owe zaproszenia znowu często trafiają w próżnię. Jeden powód jest podany wyżej, drugi jest taki, że kobiety dbające o siebie cytologię robią prywatnie. NFZ nie dysponuje żadnymi danymi, które uzasadniałyby wysyłanie zaproszeń do wszystkich kobiet z danego przedziału wiekowego. Trudno się dziwić, że możliwość badań pozostaje jedynie możliwością (nie mówię już o takich przypadkach, że listy fruwają w krzakach nad rzeką, bo komuś nie chciało się ich dostarczyć).
          • qulqa Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 18:46
            > Wysyłanie zaproszeń jest doprawdy urocze - zwłaszcza zapraszanie kobiet w wieku
            > 50+, mieszkających na wsi, które nie mają na bilet, żeby na tę mammografię do
            > najbliższego miasta pojechać.

            Jeśli alternatywą jest wydawanie później ogromnych pieniędzy na jeżdżenie do miasta wojewódzkiego na leczenie zaawansowanego raka piersi, to chyba warto zainwestować jednorazowo i przejechać się na badanie. Zwłaszcza że można zadzwonić i umówić się na taki termin, jaki pasuje (np. przy okazji zakupów czy targu), oby tylko był on w okresie, kiedy te badania są wykonywane. Można umówić się z sąsiadem, który jedzie samochodem, możliwości jest mnóstwo, trzeba po prostu chcieć. Dostawałam takie zaproszenia, wiem jaką mają treść. Mnie zasmuca i przeraża, że zaproszenia są ignorowane, że nie ma myślenia 'trzeba się zbadać', a dominuje 'jakoś to będzie'. A potem płacz ...

            Owszem, ja też robiłąm wiele razy mammografię i cytologię opłatnie. Zawsze jednak po otrzymaniu zaproszenia dzwoniłam do nadawcy i mówiłam, dlaczego nie skorzystam. Z moich znajomych w wieku 'mammograficznym' większość korzysta z zaproszeń. Takisobienik, problemem nie jest, jaki procent kobiet przyjdzie na badanie - 20 czy 30, ale sposób myślenia dużej części społeczeństwa - jakoś to będzie, mnie to nie dotyczy, a po co mi to. Ile osób palących robi sobie regularnie zdjęcia klatki piersiowej - o ile nie są one wymagane do książeczki zdrowia? Ile osób po 50.-ce robi pierwszą kolonoskopię, tylko jako badanie profilaktyczne? Mityczne 'państwo' i mityczny 'pan dochtór' nie zadba o nas, jeśli sami o siebie nie zadbamy ...
            • takisobienik Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 21:09
              qulqa napisała:

              > Jeśli alternatywą jest wydawanie później ogromnych pieniędzy na jeżdżenie do mi
              > asta wojewódzkiego na leczenie zaawansowanego raka piersi, to chyba warto zainw
              > estować jednorazowo i przejechać się na badanie.

              Mnie nie musisz tego tłumaczyć :/
        • brykanty Re: Narodowa tragedia? 08.09.10, 00:01
          Tak, dostałam kiedyś takie zaproszenie na cytologię. Obdzwoniłam punkty wymienione w liście. Nigdzie nie było już miejsc. Wkurzyłam się i jak zwykle zrobiłam prywatnie. A według statystyki jestem ciemną babą, która się nie bada.
      • aaannemarie Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 14:11
        Niestety, na skutek skażenia środowiska i trybu życia chorują młode kobiety ( w mojej rodzinie 19-latka po częściowej amputacji piersi). Nowotwór będzie nas atakował z coraz większą siłą, co raz więcej chorują też zwierzęta. Badanie kobiet w młodym i starszym wieku ma sens. Ja sama, będąc w grupie ryzyka, robię to regularnie (lekarz - USG, mammog.) Jednak wiem (i znam takie, co gorsze), że spora liczba kobiet w Polsce macha ręką - "E tam, ja tam wolę nie wiedzieć" - włos się jeży na głowie. Dla wielu kobiet jest to temat tabu, w ich rozumieniu choroba deprecjonuje. Tak więc powinniśmy się domagać wiarygodnej aparatury, lecz także oświaty medycznej na dużą skalę.
        • takisobienik Re: Narodowa tragedia? 07.09.10, 14:37
          > Niestety, na skutek skażenia środowiska i trybu życia chorują młode kobiety
          > Badanie kobiet w młodym i starszym wieku ma sens.

          Pewnie że ma. Problem w tym, że wynik badania mammograficznego w przypadku młodych kobiet jest niemiarodajny. U nich powinno się wykonywać USG piersi. A wciska się wszystkim jak leci mammografię jako lek na całe zło.
        • black_halo Re: Narodowa tragedia? 08.09.10, 17:41
          To akurat nie jest takie oczywiste. Spoleczenstwo w ogole, na clym swiecie sie starzeje. To znaczy zyjemy wszyscy coraz dluzej. Kiedys statystycznie calowiek dozywal 50-60 lat, w sredniowieczu chyba bylo to ok. 30 lat. Wszelkie nowotwory nie byly tak powszechne dlatego, ze to glownie wiek jest czynnnikiem ryzyka - im dluzej zyjesz tym wieksze szanse na zachorowanie, niezaleznie od tego jak zdrowo sie odzywiasz, nie palisz czy nie pijesz. Oczywiscie kiedys nie bylo tez diagnostyki takiej jak dzisiaj, usg, tomograf, mammograf, rezonans i inne wynalazki co wynajduja nawet pojedyncze komorki nowotworowe. Czlowiek nawet jesli zachorowal to czesto nie wiedzial a nawet jesli podejrzewal chorobe to i tak nie mial gdzie z tym isc. A naczeciej po prostu marnial, nedznial, chudl i odchodzil z tego swiata. Teraz tez mnostwo ludzi odchodzi ze swiata ze starosci ale nikt nie bada czy nie z powodu nowotworu.
    • rumburak07 bogaty ma większe szanse, 07.09.10, 01:43
      Logiczne rady,
      ale tak sobie myślę, że gdyby autor był zwykłym szarym człowiekiem,
      a nie nadzianym reżyserem to już dawno by nie żył,
      wiem co mówie bo kilka lat temu widziałem zmagania osoby chorej na raka z polską służbą zdrowia,
      ......jeśli nie masz pieniędzy to już po tobie......
      większość lekarzy czeka tylko na kasę,
      umieją jedynie strajkować i prosić o więcej, a nie leczyć.
      • jednorazowy3 Re: bogaty ma większe szanse, 07.09.10, 17:54
        Polska to biedny kraj więc nikt normalny nie oczekuje cudów.
        A autor mógłby artykułu napisać ile go leczenie do tej pory kosztowało.

        > Logiczne rady,
        > ale tak sobie myślę, że gdyby autor był zwykłym szarym człowiekiem,
        > a nie nadzianym reżyserem to już dawno by nie żył,
        > wiem co mówie bo kilka lat temu widziałem zmagania osoby chorej na raka z polsk
        > ą służbą zdrowia,
        > ......jeśli nie masz pieniędzy to już po tobie......
        > większość lekarzy czeka tylko na kasę,
        > umieją jedynie strajkować i prosić o więcej, a nie leczyć.
    • robo_pl Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 04:42
      Moj tata umarl miedzy innymi na raka prostaty mimo ze byl regularnie na badaniach lekarskich nigdy nie wykryto u niego raka. Zdiagnozowano go w szpitalu gdzie trafil z powodu innych dolegliwosci. Mial najwyzej z mozliwych zlosliwego raka ktory zjadl mu kosci. Skarzyl sie na bole plecow a lekarze leczyli go na lumbago i korzonki. Zycze panu powodzenia w walce moze w Polsce udziela panu szybciej pomocy bo w USA dla mojego taty pomoc przyszla za pozno.
      Rak w pore zdjagnozowany jest wyleczalny niestety malo kto ma szczescie byc w pore diagnozowanym.
    • rak-kar Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 05:11
      Jestem prostatykiem. Zapraszam na nasze forum rak-prostaty gdzie znajdziesz opisy wielu podobnych przypadków, umieszczonych przez chorych w dotkniętych problemami z gruczołem krokowym. Tam przeczysz i porozmawiasz z chorymi i ich najbliższymi jak prowadzą walki, przede wszystkim z rakiem stercza. Tam znajdziesz obraz polskiej "służby zdrowia" i "nędzę" naszej, polskiej urologii etc.
      "Gladiator" to Stowarzyszenie Mężczyzn z Chorobami Prostaty.
      Zapraszam
    • adam-bronisz dziękuje Panie Krzysztofie 07.09.10, 06:12
      Dziękuję z ten artykuł, nieżle mnie przeraził. Pójdę ponownie się przebadać na prostatę. Mądre sa tutaj słowa kierowane do ludzi , głównie mężczyzn. Za mało się o tym mówi.

      Dziękuję Panie Krzysztofie, trzeba pomyśleć jak dalej żyć, nawet bez raka.
    • eurydyka102 Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 07:50
      Panie Krzysztofie
      Gratuluję, to znakomity tekst! Mądry i głeboki.
      Mam kilku znajomych po raku, nikt z nich nie podjął nawet próby zmiany postawy życiowej, a Pan wszedł w nowe życie....To piękne i budujące.
      Srdecznie pozdrawiam i życzę długich lat w zdrowiu.
    • lampo00 Antyrakowy dekalog Krzysztofa Krauzego 07.09.10, 07:50
      Bardzo dobrze, panie Krzysztofie,że dużą uwagę skupia na zdrowej żywności.Od czego się zachorowało?Duża grupa ludzi w naszym kraju korzysta z medycyny naturalnej, ale nie chodzi mi tylko o ziółka, w nie akurat nie wierzę.Proszę ściągnąć z netu e-booka Moritza ,,Niezwykłe płukanie wątroby i woreczka żółciowego", przeczytać koniecznie ,,Urynoterapię" Małachowa. To tylko zajawki.Kto nie dba o zachowanie równowagi kwasowo-zasadowej organizmu, ten prędzej czy później zachoruje.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka