Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list

21.11.11, 16:47
Polecam artykuł na temat jak wydają pieniądze specjaliści od ryb na olsztyńskim UWM:
olsztynski.blogspot.com/2011/09/akwakultura-prawde-ci-powie.html
    • doktor_pankracy Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list 21.11.11, 17:16
      Nie jestem specjalistą od węgorzy, więc sedna tekstu ocenić nie mogę. Być może autor ma rację, pomysł jest do bani, a beneficjenci grantu i ich recenzenci to hochsztaplerzy.

      Ale idea, że warto prowadzić jedynie poprawne politycznie tematy, które cieszą się popularnością międzynarodowej społeczności naukowej jest nie do obronienia. Autorowi proponuję uważną lekturę listy laureatów nagrody nobla - wielu z nich to outsiderzy, często na bakier z poglądami większości. Dobrym przykładem jest poruszenie kwestii tzw. efektu cieplarnianego i postawy mniejszości naukowców (ale mniejszość w skali globalnej to dziesiątki tysięcy ludzi !), którzy zgadzając się z obserwowanym od ok. 200 lat ociepleniem klimatu, nie zgadzają się z interpretacją tego zjawiska. Próba zamykania im ust i wyszydzania w mediach w imię jedynie słusznej i poprawnej politycznie koncepcji nie ma wiele wspólnego z naukowym dążeniem do prawdy. Ogólnie, bez względu na sedno problemu i intencje autora, argumentacja obraca się przeciw niemu.
      • asteroida2 Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 21.11.11, 17:40
        > Dobrym przykładem jest poruszenie kwestii tzw. efektu cieplarnianego i postawy
        > mniejszości naukowców (ale mniejszość w skali globalnej to dziesiątki tysięcy ludzi !)
        > którzy zgadzając się z obserwowanym od ok. 200 lat ociepleniem klimatu, nie zgadzają
        > się z interpretacją tego zjawiska. Próba zamykania im ust i wyszydzania w mediach w
        > imię jedynie słusznej i poprawnej politycznie koncepcji nie ma wiele wspólnego z
        > naukowym dążeniem do prawdy.

        A możesz to samo napisać bez ogólników i insynuacji? O jakich konkretnie hipotezach naukowych piszesz, które to stały się obiektem szyderstw i których dotyczyły "próby zamykania ust"?
        Możliwe alternatywne przyczyny ocieplenia, jak np. wzrost aktywności słonecznej, są szczegółowo omawiane w samych raportach IPCC. Z pewnością niektórzy naukowcy mogą się poczuć pominięci i to w paru sytuacjach niebezpodstawnie, ale "próby zamykania ust dziesiątkom tysięcy naukowców" to brzmi jak jakaś paranoja.
        • myslacyszaryczlowiek1 Oczywiście, że paranoja 21.11.11, 18:47
          Dlaczego wspomina się ciągle tylko o negatywnych skutkach ocieplenia. Przecież są i pozytywne i kto wie czy te pozytywne nie przewyższają tych negatywnych. Jakbyś miał trochę krytycyzmu w głowie i filtrował treści którymi raczą nas ci naukowcy od ocieplenia to byś dostrzegł jednostronne podchodzenie do tematu
          • leszek_borakiewicz Re: Oczywiście, że paranoja 21.11.11, 18:52
            Pozytywne skutki ocieplenia... Podaj jeden.
            • myslacyszaryczlowiek1 Re: Oczywiście, że paranoja 27.11.11, 17:54
              Mniej energii na ogrzewanie
              Północna droga morska dookoła Azji otwarta.
              Ekspansja przyrody, tam gdzie do tej pory jest tundra
              Itd.... Ciepło, woda, są to zawsze warunki dla lepszego życia.
              A chociażby większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu to lepsze warunki dla roślin i przyśpieszenie ich wzrostu.
              • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 28.11.11, 15:37
                myslacyszaryczlowiek1:
                > Mniej energii na ogrzewanie

                ... ale więcej na klimatyzację. Bardzo wielu ludziom na świecie (może większości, ale nie jestem pewien) jest raczej stale za gorąco, a nie za zimno.

                myslacyszaryczlowiek1:
                > Północna droga morska dookoła Azji otwarta.

                ... a na niej stale takie huragany, że i tak trzeba jeździć lądem.

                myslacyszaryczlowiek1:
                > Ekspansja przyrody, tam gdzie do tej pory jest tundra

                ... i jej zamieranie tam, gdzie dotąd panuje przyjemne ciepło. W plejstocenie Sahara była żyzna i zielona; a potem klimat się ocieplił, woda wyschła i voilà.

                myslacyszaryczlowiek1:
                > A chociażby większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu to lepsze
                > warunki dla roślin i przyśpieszenie ich wzrostu.

                Nie zawsze i nie wszędzie.

                Większa zawartość dwutlenku węgla w powietrzu to również zakwaszenie wód, czego rośliny bardzo nie lubią. Rośliny w oceanach już dziś mają z tym problem.

                Wąskim gardłem w rozwoju roślin lądowych rzadko jest niedostatek CO2 w atmosferze; znacznie częściej brak wody w glebie, jej wyjałowienie, itp. Zwiększenie ilości CO2 to naszycie łatki tam, gdzie nie ma dziury.

                Wykombinuj, jak to zrobić, żeby rośliny miały dużo słońca i CO2 przy liściach; i dużo niezakwaszonej wody z odpowiednimi minerałami przy korzeniach. Dopiero tym je uszczęśliwisz
                • europitek Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 00:11
                  Stefan4:
                  > W plejstocenie Sahara była żyzna i zielona; a potem klimat się ocieplił,
                  > woda wyschła i voilà.

                  Z tym trochę przesadziłeś, ponieważ były w plejstocenie okresy znacznie większej ekspansji Sahary niż obecnie. W szczytowym okresie ostatniego zlodowacenia Sahara to był prawdziwy "potwór" od oceanu do ooeanu. Mnie się zdaje, ale nie znam solidnych analiz w tym względzie, czyli to mój domysł, że zanikanie Sahary związane jest z okresowym "bałaganem" w ziemskiej atmosferze, jaki towarzyszy okresom przełomów glacjalnych. Uwolnienie ogromnych ilości wody z lądolodów powoduje duży wzrost wilgotności w tym rejonie globu, zanim nie ustali sie "nowy porządek".
                  • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 11:14
                    stefan4:
                    > W plejstocenie Sahara była żyzna i zielona; a potem klimat się ocieplił,
                    > woda wyschła i voilà.

                    europitek:
                    > Z tym trochę przesadziłeś, ponieważ były w plejstocenie okresy znacznie
                    > większej ekspansji Sahary niż obecnie.

                    To prawda. Miałem na myśli sam koniec plejstocenu, 20tys.--10tys. lat temu. Ale masz rację, że zieloność Sahary była charakterystyczna nie tyle dla epoki lodowcowej co dla okresu przejściowego. Użyłem więc nieuczciwego argumentu.

                    europitek:
                    > Mnie się zdaje, [...] że zanikanie Sahary związane jest z okresowym
                    > "bałaganem" w ziemskiej atmosferze, jaki towarzyszy okresom przełomów
                    > glacjalnych. Uwolnienie ogromnych ilości wody z lądolodów powoduje duży
                    > wzrost wilgotności w tym rejonie globu, zanim nie ustali sie "nowy porządek".

                    Tylko dlaczego tak się dzieje akurat na Saharze? Na południe od niej już nie ma pustyni. Dlaczego po zamieszaniach klimatycznych pustynia odbudowuje się właśnie na Saharze?

                    - Stefan
                    • kornel-1 Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 12:02
                      stefan4 napisał:
                      > Tylko dlaczego tak się dzieje akurat na Saharze? Na południe od niej już nie m
                      > a pustyni. Dlaczego po zamieszaniach klimatycznych pustynia odbudowuje się wła
                      > śnie na Saharze?


                      Może to działanie pasatów? ;-)
                      https://www.frontiernet.net/~docbob/world.jpg

                      Kornel
                      • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 14:04
                        kornel-1:
                        > Może to działanie pasatów? ;-)

                        Tam, dokąd zaglądałem, zmiany klimatu na Saharze przypisywano raczej monsunom. W końcu plejstocenu wiały one przez Saharę, przynosząc jej deszcze; obecnie wieją dalej na południe.

                        Pasaty to wiatry w zasadzie stałe, wynikające z ruchu obrotowego Ziemi. Monsuny natomiast zależą od pory roku. Są odpowiednikiem bryzy; tylko że bryza pojawia się w rytmie dobowym a monsuny w rocznym. Mechanizm powstawania jest jednak taki sam: ląd nagrzewa się od Słońca silniej niż morza, wobec tego powietrze nad nim ciągnie w górę, a na jego miejsce zasysane jest wilgotne powietrze znad mórz. Z tej wilgoci tworzą się ulewy.

                        Na mój słaby rozum piasek Sahary powinien nagrzewać się silniej niż reszta Afryki (leśna i sawannowa). Dlatego też tam powinny powstawać najgłębsze niże i tam powinno najsilniej ssać. Więc rozumując na brudno, w pierwszym przybliżeniu dochodzi się do wniosku, że na Saharze powinno padać.

                        Ale trzeba przewidzieć poprawkę na siłę Coriolisa. Z jej powodu wiatry nie wieją od wyżu wprost do centrum niżu, tylko raczej krążą wokół centrum niżu. Na naszej półkuli w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara (patrząc z góry). Wobec tego monsun z Atlantyku powinien wiać być znoszony na południe, a monsun z Oceanu Indyjskiego na północ. Inaczej mówiąc: centrum Sahary powinno być suche, ale wokół powinny padać deszcze monsunowe.

                        Ale to jest jeszcze ciągle na brudno, trzeba wprowadzić poprawki na góry. Otóż wiatr wiejący przez góry jest wystrzeliwany w niebo, w wyniku czego gubi większość wody. Wobec tego w górach leje, a po drugiej stronie gór wiatr jest już suchy. Z fizycznej mapy Afryki wygląda, że jest ona prawie nieosłonięta górami od zachodu, natomiast bardzo osłonięta górami od wschodu. To by tłumaczyło, dlaczego monsuny atlantyckie, znoszone przez Coriolisa na południe, nawadniają Afrykę subsaharyjską; a monsuny indyjskie nawadniają tylko góry w Etiopii i w Jemenie
                        • kornel-1 Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 14:25
                          stefan4 napisał:
                          > kornel-1:
                          > > Może to działanie pasatów? ;-)
                          >
                          > Tam, dokąd zaglądałem, zmiany klimatu na Saharze przypisywano raczej monsunom.


                          Zmianom Całkiem możliwe Ale ja odpowiadałem na twoje pytanie:
                          >Dlaczego po zamieszaniach klimatycznych pustynia odbudowuje się właśnie na Saharze?
                          Czyli - dlaczego ten obszar jest łatwy do wysuszenia (ma taką tendencję). Tak przynajmniej zrozumiałem twoje pytanie.

                          Popatrz: trade-wind desert
                          An area of very little rainfall and high temperature which occurs where the trade winds or their equivalent (such as the harmattan) blow over land; the best examples are the Sahara and Kalahari deserts.

                          Kornel
                          • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 16:23
                            kornel-1:
                            > Może to działanie pasatów? ;-)
                            [...]
                            > Popatrz: trade-wind desert

                            Ale pasaty zależą tylko od odległości od równika. Na tej samej szerokości co Sahara leżą Indie, Indochiny i Meksyk. W tej samej odległości od równika na południe leżą jeszcze Afryka Południowa, większa część Australii i kawał Ameryki Południowej (np. dorzecze Parany). Kalahari mieści się w tej strefie, ale kudy jej do Sahary... Więc dlaczego wysycha akurat Sahara a nie Meksyk i te inne?

                            Dlatego sądzę, że pasaty nie dają odpowiedzi na pytanie, dlaczego Sahara jest sucha. A monsuny być może tak... W każdym razie próbowałem to wykazać, nie wiem, czy mi się udało.

                            - Stefan
                            • kornel-1 Re: Oczywiście, że paranoja 30.11.11, 00:07
                              stefan4 napisał:

                              > Ale pasaty zależą tylko od odległości od równika. Na tej samej szerokości co S
                              > ahara leżą Indie, Indochiny i Meksyk. W tej samej odległości od równika na poł
                              > udnie leżą jeszcze Afryka Południowa, większa część Australii i kawał Ameryki P
                              > ołudniowej (np. dorzecze Parany). Kalahari mieści się w tej strefie, ale kudy
                              > jej do Sahary... Więc dlaczego wysycha akurat Sahara a nie Meksyk i te inne?


                              Meksyk to cienki Bolek mający niewielką rozciągłość równoleżnikową: 900 km od "morza do morza" licząc wzdłuż zwrotnika. Podobnie dolna część szynki Ameryki Południowej ;-) Cóż to jest w porównaniu z 7000 km Afryki...

                              Gdyby Ziemia nie miała kopniętej osi (pory roku!) i gdyby kontynenty leżały symetrycznie po obu stronach równika - analiza stref klimatycznych byłaby prostsza. Ale możemy sobie wyobrazić tę wydumana sytuację: jaki byłby wtedy rozkład pustyń na kuli ziemskiej? Czy nie byłoby pasa pustyń i półpustyń miedzy gorącą i wilgotną strefą równikową a chłodną i wilgotna strefą umiarkowaną? Upraszczając, pustynia jest tam, gdzie gorąco i brak opadów (abstrahuję od polarnych pustyń). Czy w takiej sytuacji obecność pasa pustyń przypisalibyśmy pasatom? Bo pasaty dalej by wiały, prawda?
                              Oczywiście, monsuny - związane z porami roku - odgrywają ważną - ale lokalną - rolę modyfikując rozkład rocznych opadów.

                              No, ale mogę się mylić.

                              Kornel
                              • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 30.11.11, 00:34
                                kornel-1:
                                > Oczywiście, monsuny - związane z porami roku - odgrywają ważną - ale lokalną
                                > - rolę modyfikując rozkład rocznych opadów.
                                >
                                > No, ale mogę się mylić.

                                Ja też.

                                - Stefan
                              • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 30.11.11, 10:48
                                kornel-1:
                                > Meksyk to cienki Bolek mający niewielką rozciągłość równoleżnikową: 900
                                > km od "morza do morza" licząc wzdłuż zwrotnika. Podobnie dolna część szynki
                                > Ameryki Południowej ;-) Cóż to jest w porównaniu z 7000 km Afryki...

                                Tak mnie teraz naszło, że Eurazja jest znacznie szersza i bardziej kontynentalna. Jeśli więc jest prawdą, że na pustynnienie Sahary wpłynęła jej równoleżnikowa rozciągłość oraz (ew. w jej wyniku) monsuny, to po lekkim podwyższeniu temperatury Eurazja będzie dobrym kandydatem na pustynnienie. Jeśli zaś pustynność wynika z pasatów, to nic się nie stanie. Pasaty nie zależą od temperatur, chociaż mogą od nich zależeć zjawiska towarzyszące. Np. cyklony tam, gdzie pasat zdarzy się z jakimś innym wiatrem.

                                Mamy więc kryterium rozstrzygnięcia, czy na Saharze zawiniły monsuny czy pasaty. Poczekać ze 200 lat, cały czas puszczając z dymem paliwa nieodnawialne; i jeśli nam pola i łąki wysuszy na pieprz, to monsuny; a jeśli będą nadal zielone, a tylko będzie się z nas ciurkiem lał pot, to pasaty.

                                Aha, Australia ma ze 4000 km szerokości, nie? Nie liczyłem starannie, więc to może być grube przybliżenie. Więc to już nie jest meksykańska chudzinka wciśnięta między oceany, już jakoś powinna dać się porównać z Afryką...

                                - Stefan
                    • europitek Re: Oczywiście, że paranoja 29.11.11, 17:32
                      > Użyłem więc nieuczciwego argumentu.

                      Przesadzasz z samokrytyką.

                      > Tylko dlaczego tak się dzieje akurat na Saharze? Na południe od niej już nie
                      > ma pustyni. Dlaczego po zamieszaniach klimatycznych pustynia odbudowuje
                      > się właśnie na Saharze?

                      Być może, jak sam to napisałeś w innych postach, jest to jej naturalne miejsce. Możliwe, że specyfika Morza Śródziemnego też ma tu swoje znaczenie. Ale tu było istotne, dlaczego Sahara się zazieleniła na przełomie plejstocenu i holocenu. Powodem, moim zdaniem, może być nietypowo wysoka wilgotność atmosfery ziemskiej wywołana topnieniem lądolodów. Ta masa nowouwolnionej wody nie trafia w całości bezpośrednio do zbiorników powierzchniowych, lecz potrzebuje na to pewnego czasu. Możliwe, że nie tylko wiatry wiejące znad obu oceanów są bardziej wilgotne - w okresie globalnej suszy w szczycie zlodowacenia Róg Afryki też był pustynny pomimo bliskości O. Indyjskiego - i silniejsze, ale też inaczej mogła wyglądać sytuacja z kierunku północnego. Może wody roztopowe z tarczy alpejskiej i pośrednio skandynawskiej spowodowały pewne ochłodzenie M. Śródziemnego i w efekcie silniejszy przepływ wilgotnych mas powietrza na teren Sahary, ale od północy.
                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Oczywiście, że paranoja 30.11.11, 00:02

                  > ... ale więcej na klimatyzację. Bardzo wielu ludziom na świecie (może większo
                  > ści, ale nie jestem pewien) jest raczej stale za gorąco, a nie za zimno.
                  Gdy nie było tak rozwiniętej techniki większość ludzi żyła w klimacie gorącym, po umiarkowany. Czyli ciepło ludziom służy, a od chłodu można szybko umrzeć.
                  Statki sobie radzą ze sztormami.
                  Sahara może wyschła, ale za to w Afryce środkowej, w dorzeczu Amazonki przyroda bujnie rozkwitła, a tam też jest równie gorąco, a wyższa temperatura powoduje wzrost parowania, a tym samym wzrost opadów.
                  Itd. itd. argumenty na poziomie uczniaka.

                  • stefan4 Re: Oczywiście, że paranoja 30.11.11, 01:04
                    myslacyszaryczlowiek1:
                    > Itd. itd. argumenty na poziomie uczniaka.

                    Fakt.

                    - Stefan
        • doktor_pankracy Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 21.11.11, 19:02
          Nie wiem, gdzie dostrzegasz insynuację. Jeśli chodzi o wyszydzanie przeciwników cywilizacyjnej genezy GO, to dobrym przykładem jest ten artykuł. Choć twórcy "Stanowiska KNG PAN PAN" podłożyli się w kilku miejscach, wiele z podniesionych przez nich argumentów zasługuje na uwagę. Dla odmiany, skandal z pudrowaniem wyników przez UEA CRU jakoś nikogo nie gorszy. Problemem nie jest istnienie grupy głoszącej udział człowieka w GO, problemem jest to, że skupieni w niej badacze i, co gorsza, politycy, próbują zamknąć dyskusję nad tematem tak, jakby wszystko było jasne. Nie wierzysz? To spróbuj dostać grant na badanie nie-antropogenicznych przyczyn GO gdzieś w Europie lub Stanach. Dużo łatwiej dostać 30 melonów na węgorze.
    • karl-raimund Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list 21.11.11, 17:42
      "Jest skrajnie nieprawdopodobne, żeby w innej dziedzinie niż wyższa matematyka [...] ktoś odizolowany od międzynarodowego środowiska naukowego mógł osiągnąć znaczące efekty."

      Doprawdy? A jakiś dowód uzasadniający tę - dziwaczną - tezę? I może jakaś wskazówka dla Czytelników ile to jest "skrajne nieprawdopodobieństwo" oraz jak wyliczono tę wartość?
      Z jakiego prawa ogólnego wynika cytowane twierdzenie?

      "Nauka jest jednak jedną z nielicznych sfer życia publicznego, które w ostatnich latach wypracowały sprawny system oceny i odrzucania ewidentnych bzdur."

      To fałsz. Nie istnieje żaden system odrzucania ewidentnych bzdur, przynajmniej do czasu rozwiązania tzw. "problemu bazy empirycznej". Proszę nie mylić Czytelników.

      PS: "Ewidentną bzdurą" przez wieki nazywano twierdzenie, że Ziemia kręci się dookoła Słońca. Argumentacja była taka sama: miliony umysłów na całym świecie nie może się przecież mylić! Otóż może.

      • noctilucent Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 28.11.11, 15:08
        > PS: "Ewidentną bzdurą" przez wieki nazywano twierdzenie, że Ziemia kręci się do
        > okoła Słońca. Argumentacja była taka sama: miliony umysłów na całym świecie nie
        > może się przecież mylić! Otóż może.

        Po pierwsze powyższe twierdzenie w okresie szczytu popularności opierało się na argumentach religijnych i z nauką nie miało nic wspólnego.

        Po drugie dyskusja typu >>to fałsz. Nie istnieje żaden system odrzucania ewidentnych bzdur<< bez wyjaśnienia przyczyn ww rozumowania sprawia, że podany przez Ciebie zarzut: >>jakiś dowód uzasadniający tę - dziwaczną - tezę?<< odnosi się także do Twojej wypowiedzi.
        A tak w ogóle to wydźwięk artykułu dla mnie jest trochę inny. Jaki sens ma prowadzenie badań o wątpliwych rezultatach, jeśli rozwiązanie leży w kontroli odłowów a nie tworzeniu ''polskiego węgorza''... Najwyraźniej, idąc śladem linka w poście nr 1, te kuriozlane badania mają usprawiedliwić istnienie wydziału zafundowanego za ciężką kasę, który świeci pustkami, bo chętnych brak.
        • karl-raimund Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 06.12.11, 11:59
          noctilucent napisała:
          > Po pierwsze powyższe twierdzenie w okresie szczytu popularności opierało się na
          > argumentach religijnych i z nauką nie miało nic wspólnego.

          Owszem miało! Tyle, że nie z dzisiejszą "science". Ale nawet pomijając ten problem, to elementem wspólnym jest łącznik empiryczny, przekonanie, że doświadczenia zmysłowe potwierdzają przypuszczenia.

          "bez wyjaśnienia przyczyn ww rozumowania sprawia, że podany przez Ciebie zarzut [...] odnosi się także do Twojej wypowiedzi."
          Rzuciłem hasło "bazy empirycznej" i podtrzymuję, że skoro opieramy "science" na logice, matematyce i ich ekstensjach: statystyce i interpretacji, to nie istnieje żadne logiczny oraz niezawodny sposób weryfikacji twierdzeń empirycznych. Co gorsza, falsyfikacjonizm też jest zawodny. Jedyny sposób praktycznego uprawiania nauki to przyjmowanie założeń "aktem wiary". Ale to jest argument pozalogiczny i wcale nie tak odległy od "argumentów religijnych".



    • ubiquitousghost88 33mln? A co, polski węgorz... z niczego? 21.11.11, 17:52
      Cudów nie ma!
    • kornel-1 Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list 21.11.11, 17:55
      "Ja jestem profesorem i mam duży dorobek, nie widzę powodu, by ktoś z małym dorobkiem dostawał pieniądze. A zwłaszcza duże pieniądze. Czy coś jeszcze mam dodać?"

      Kornel
      • llost Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 23.11.11, 09:44
        I mi się tak jakoś skojarzyło, a raczej "Dlaczego ja i moi koledzy nic nie dostali, przecież to my jesteśmy globalnymi, jedynymi nieomylnymi supermózgami." i to bez pięknego umysłu...
        • kornel-1 Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 23.11.11, 10:59
          "Chciałbym dodać, że jest rzeczą niedopuszczalną, by ktoś wchodził z badaniami na naszą działkę. My się na tym znamy i nie potrzebujemy konkurencji!"


          Kornel
          • europitek Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 29.11.11, 00:15
            Biznes jest biznes, a w nim konkurancja nie jest mile widziana (potrzebna) przez "producentów produktów".
    • babilas Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list 21.11.11, 18:46
      Tak mi się skojarzyło...
    • w111mil dziwaczne argumenty 22.11.11, 17:26
      Miedzyrzadowym Panelem ds globalnego ocieplenia kieruje inżynier kolejnictwa z Indii, w grę wchodza tu miliardy dolarów a jakoś to Autora nie wzburzylo.
      A argument o "tysiącach klimatologów" jest dziecinny - vide przywołana juz w tej dyskusji historia Kopernik versus "tysiace astronomów"

    • llukiz Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 23.11.11, 00:08
      Nie wiem o co cała heca. Wymyślono sposób by pieniądze skradzione polsce odzyskać i od razu afera. Przecież to nie istotne, że nie tym samym się zabiera co się daje. Ważny jest bilans. Więc wspierajmy tych co się im daje, bo w ogólnie wychodzimy na "plus". Skad ten defetyzm?
    • lota-lota Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - list 23.11.11, 12:20
      Wydaje mi się, że jako człowiekowi nauki, reprezentującemu szanowaną uczelnię powinno być Panu wiadomym ile warte jest wnioskowanie oparte na szczątkowych i powierzchownych informacjach. Więcej o projekcie, który dopiero się rozpoczął znajdzie Pan na:
      innovafish.pl/
    • qwardian Re: Polski węgorz czyli bezczelność bez granic - 29.11.11, 16:09

      Zbyt pochopnie wypowiedziana opinia. Nie widzę żadnych przeszkód żeby podjąć się wyzwaniu hodowli węgorza, jeżeli z powodzeniem hodujemy pstrąga, rybę, której naturalnym siedliskiem jest bystra rzeka górska. Węgorz to najsmaczniejsza ryba mi znana w przeciwieństwie do np. karpia żywi się wszystkim włącznie z gnijącym mięsem. Piszę to w przeddzień dorocznego tradycyjnego antywigilijnego i antykarpiowego felietonu w Gazecie Wyborczej…

      www.uwm.edu.pl/egu/news/5/czytaj/690/wegorze-z-kortowskim-paszportem.html
      Autorzy projektu doskonale sobie zdają sprawę z wyzwań jakie ich czeka, szkoda, że autor powyższego felietonu nie zapoznał się ze szczegółami pracy:

      Węgorze to tajemnicze ryby. Niezbadany jeszcze instynkt każe im wyruszyć z warmińskich i mazurskich rzek płynąć tysiące kilometrów do Morza Sargassowego znajdującego się w zachodniej części północnego Atlantyku i tam odbyć tarło. Podczas tej wędrówki nic nie jedzą. Kortowscy uczeni pod kierunkiem prof. Dariusza Kucharczyka z Katedry Rybactwa Jeziorowego i Rzecznego Wydziału Ochrony Środowiska i Rybactwa UWM postanowili w swoim laboratorium odtworzyć warunki panujące w Morzu Sargassowym i przekonać węgorze do odbycia tarła w basenie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja