Dodaj do ulubionych

czy drukarki boją się informatyków ?

23.05.22, 18:27
Od lat obserwuję pewne zjawisko, które świadczy o jakiejś tajemniczej interakcji pomiędzy urządzeniami teoretycznie martwymi i kastą informatyków. Chodzi mi konkretnie o drukarki. Od 3 lat mam niezbyt skomplikowaną maszynę www.abmsystem.com.pl/produkty/drukarki/drukarki-kolorowe/konica-minolta-bizhub-c3320i/ kolorową drukarkę A4 do zastosowań wszelakich. W biurze pracują same kobiety, które mimo, że nie z jednej drukarki dokumenty pobierały, mają do nich stosunek lekko ambiwalentny. Zazwyczaj w piątek i zwłaszcza, gdy któraś z nas się spieszy drukarka chyba wyczuwa adrenalinę i chętnie przyczynia się do wzrostu jej wydzielania. Przestaje działać, miga światełkami, o których nawet nie wiedziałyśmy, że tam są i generalnie ma nas w nosie. Wystarczy jednak, że nasz informatyk pojawi się na horyzoncie, a drukarka jak wierny piesek zaczyna działać zanim on jej dotknie. To samo mam w domu. Buforuje 20 minut, rzęzi, kaszle i doprowadza mnie do szału, a gdy z rozpaczy wołam męża wystarczy, żeby do niej podszedł i wszystko jest ok. Czy ktoś z Państwa naukowców jest w stanie wytłumaczyć to zjawisko ?
Obserwuj wątek
    • stefan4 Re: czy drukarki boją się informatyków ? 23.05.22, 21:22
      greathall2022:
      > Czy ktoś z Państwa naukowców jest w stanie wytłumaczyć to zjawisko ?

      Nauka (w przeciwieństwie do wróżbiarstwa) dla rozpoznania natury Problemu potrzebuje więcej rzetelnych danych. Zacznij skrupulatnie notować wszystkie interakcje z drukarką:
          • data i godzina,
          • kto interagował (co nacisnął na drukarce albo napisał na komputerze),
          • jaka była reakcja drukarki,
          • jak długo trwała interakcja,
          • ew. uwagi, jakie zainteresowany uzna za istotne dla Sprawy.
      Potem ogłoś te dane, może ktoś przystąpi do ich analizy.

      Albo prościej: idź do wróżki.


      Był kiedyś taki przypadek: pewien naukowiec miał żonę i kochankę. Do obu jeździł po pracy tramwajem o tym samym numerze; do żony na północ, do kochanki na południe, od przystanku pod swoim miejscem pracy. Z pracy wychodził nieregularnie, o przypadkowych godzinach. Uważał, że jeśli po wyjściu z pracy wsiądzie do pierwszego nadjeżdżającego tramwaju, to żonie i kochance da taką samą szansę, a zadecyduje los. Ale okazało się, że u kochanki bywa 9 razy częściej niż u żony. Jak to było możliwe?

      Szczegółowa analiza danych zawartych w tramwajowym rozkładzie jazdy wykazała, że tramwaje na północ odjeżdżały co 10 minut — o x :00, x :10, ..., x :50 (x — pełna godzina); a tramwaje na południe odjeżdżały też co 10 minut — o x :01, x :11, ... x :51. Tak więc maksymalny czas czekania na tramwaj do żony mógł wynieść tylko 1 minutę, a na tramwaj do kochanki aż 9 minut.

      I wróżka nie zarobiła.

      - Stefan
      • neuroleptyk Re: czy drukarki boją się informatyków ? 24.05.22, 11:08
        stefan4 napisał:

        Z pracy wychodził nieregularni
        > e, o przypadkowych godzinach. Uważał, że jeśli po wyjściu z pracy wsiądzie do
        > pierwszego nadjeżdżającego tramwaju, to żonie i kochance da taką samą szansę, a
        > zadecyduje los. Ale okazało się, że u kochanki bywa 9 razy częściej niż u żon
        > y. Jak to było możliwe?
        >
        > Szczegółowa analiza danych zawartych w tramwajowym rozkładzie jazdy wykazała, ż
        > e tramwaje na północ odjeżdżały co 10 minut — o x :00, x
        >
         :10, ..., x :50 (x — pełna godzina); a t
        > ramwaje na południe odjeżdżały też co 10 minut — o x :01, [
        > i]x[/i] :11, ... x :51. Tak więc maksymalny czas czekania
        > na tramwaj do żony mógł wynieść tylko 1 minutę, a na tramwaj do kochanki aż 9
        > minut.
        >

        To musiał mieć ten przystanek na miejscu, albo wychodzić odpowiednio wcześniej . Przy głębszym zastanowieniu nie ma tu miejsca na losowość, albo jest ona specjalnie dobrana - np. losowa godzina, podczas gdy czas nie składa się tylko z okrągłych godzin.
        • kornel-1 Re: czy drukarki boją się informatyków ? 24.05.22, 11:22
          neuroleptyk napisał:

          > To musiał mieć ten przystanek na miejscu, albo wychodzić odpowiednio wcześniej
          > . Przy głębszym zastanowieniu nie ma tu miejsca na losowość, albo jest ona spec
          > jalnie dobrana


          Myślę, że jeszcze głębsze zastanowienie konieczne.

          k.
              • neuroleptyk Re: czy drukarki boją się informatyków ? 24.05.22, 16:37
                Nie można brać wszystkiego co napisze stefan4, czy ktokolwiek inny bezkrytycznie, nawet w kwestii matmy. Z tego przykładu bowiem wynika odmienny wniosek, bo wcześniejszy tramwaj jest na północ, czyli do żony. Może to zwykła pomyłka, ale szczerze nie rozumiem też wnioskowania stefan4, gdzie jest o maksymalnych czasach czekania. Jak ten ktoś pojawi się na przystanku o 17:05, to nie może czekać maksymalnie 1 minuty, bo najbliższy tramwaj będzie dopiero za 5 minut, 1 minuta to maksymalny czas czekania na tramwaj pod warunkiem, że pierwszy przyjedzie tramwaj późniejszy, ale ten warunek spełniony jest tylko dla 1/10 czasu, 00-01, 10-11, 20-21, ... 50-59, przez resztę czasu pierwszy przyjedzie ten o kursie wcześniejszym.
                Kiedyś tu na forum stefan4 wyliczył prawdopodobieństwo ośmiu reszek z rzędu w 500 rzutach na 247/256 ≈ 96% okazało się, że wynosi ono ≈ 0,6251138277736505. To, co wyglądało jako pozorne przekonujące rozumowanie, i w dodatku było proste obliczeniowo kryło jednak błąd. Dwie możliwe sposoby rozwiązania wymagały potęgowania macierzy albo rozwiązywania równania rekurencyjnego.
    • kornel-1 Re: czy drukarki boją się informatyków ? 23.05.22, 22:04
      greathall2022 napisał:

      > Od lat obserwuję pewne zjawisko, które świadczy o jakiejś tajemniczej interakcji pomiędzy urządzeniami teoretycznie martwymi i kastą informatyków. [...] Przestaje działać, miga światełkami, o których nawet nie wiedziałyśmy, że tam są i generalnie ma nas w nosie. Wystarczy jednak, że nasz informatyk pojawi się na horyzoncie, a drukarka jak wierny piesek zaczyna działać zanim on jej dotknie. To samo mam w domu. Buforuje 20 minut, rzęzi, kaszle i doprowadza mnie do szału, a gdy z rozpaczy wołam męża wystarczy, żeby do niej podszedł i wszystko jest ok. Czy ktoś z Państwa naukowców jest w stanie wytłumaczyć to zjawisko ?

      Jeśli mąż nie jest informatykiem, to teoria chwieje się w podstawach.

      Kornel

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka