Nie ma genu homoseksualizmu

    • Gość: zaba Re: Nie ma genu homoseksualizmu IP: 134.220.3.* 03.02.05, 01:11
      nie no przeciez wiekszosc cech czlowieka uwarunkowana jest wspoldzialaniem gnow
      i rzadko kiedy jest tak ze tylko jeden dopowida za dana ceche. Wiec ja mysle ze
      wszystko sie zgadza i jednak cos w tym wzgledzie od genow zalezy....
    • ghotir Re: Nie ma genu homoseksualizmu 03.02.05, 02:39
      p...licie panie i panowie. przestanmy sie czepiac genow z zacznijmy patrzec
      troche wnikliwiej na zrodla problemow ludzi z homoseksualizmem. Moze sie myle,
      ale mam wrazenie, ze to religia, ktora uzurpuje sobie prawo do regulowania
      wszelkich przyjemnosci, a szczegolnie seksu, wtracila nas w te glupia dyskusje.
      Pod wplywem pewnych wydarzen, moj pies p...lil wszystko co sie ruszalo,
      homoseksualizm kobiet nie jest stygmatyzowany tak samo jak homoseksualism
      mezczyzm, itd.
      z drugiej strony popatrzmy na katolicyzm, ktory stygmatyzuje wszystko (wlacznie
      z seksem miedzy kobieta a mezczyzna) co nie zmierza do przedluzenia gatunku.
      Daje to kosciolowi bardzo duzo wladzy nad nami. mamy 21 wiek i chyba juz czas
      przestac wpierac ludziom, ze cos co nie krzywdzi spolecznosci ale daje ludziom
      przyjemnosc powinno byc wylaczone spod regulacji. Szczegolnie kiedy
      regulatorami sa... pederasci i zboczency, ktorym odmowiono prawa do normalnych
      przyjemnosci (kosciol katolicki).
      co do artykulu, ciesze sie ze zaczyna sie obalanie mitu 'genetycznego
      uwarunkowania'. dowiadujemy sie, ze nie ma jednego genu odpowiedzialnego za
      homoseksualism. nastepnym krokiem bedzie odkrycie, ze nie istnieja geny za to
      odpowiedzialne. tak trzymac panowie naukowcy.
      do hetero: homoseksualisci wskoczyli na banwagon genetycznych uwarunkowan gl
      dlatego, ze to zmniejszalo stygme. odczepmy sie od potepienia a skonczy sie
      niepotrzebne wydawanie forsy na badania bez ktorych moglibysmy sie obejsc gdyby
      nie nasze przywiazanie do religii.
      • Gość: gosc Re: Nie ma genu homoseksualizmu IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 03.02.05, 13:29
        ghotir napisał:
        > z drugiej strony popatrzmy na katolicyzm, ktory stygmatyzuje wszystko
        > (wlacznie z seksem miedzy kobieta a mezczyzna) co nie zmierza do przedluzenia
        > gatunku.
        Jedną jest sprawą co się robi drugą jak jest w rzeczywistości.Niestety
        działania kościoła nie są całkowicie oderwane od rzeczywistości-homoseksualizm
        możemy uwazać za złe przystosowanie do społeczeństwa albo
        niedostosowanie.Istota agentury polega na tym,że najbardziej zagorzali obrońcy
        moralności i czystości kościoła wywodzą się ze środowisk dewiantów,którzy
        nieprzyjazny nacisk traktują(o zgrozo) jako wskazówke moralną.
    • Gość: mr. genetique Re: a wlasnie ze jest taki gen IP: *.bos.east.verizon.net 03.02.05, 06:51
      W bylym ZSSR udowodniono nie tylko, ze takiego genu nie ma, ale nawet
      wynaleziono nader skuteczny srodek na te przypadlosc
      Nazywal sie wdziecznie: 'SYBERIA' :))))
      • Gość: Kacperek Re: a wlasnie ze jest taki gen IP: *.telia.com 03.02.05, 14:45
        Mysle, ze ludzka glupote powinno sie rowniez leczyc specjalnym srodkiem o
        nazwie Syberia...
    • journeyman czy Aborygeni sa genetycznie wybrakowani? 03.02.05, 16:37

      Gdyby istnial jakis gen homoseksualizmu, lub ich grupa,to wystepowalby on u
      calej polulacji rownie czesto. Ludy prymitywne generalnie nie znaja orientacji
      homoseksualnej. Przejawiaja zachowania homoseksualne jesli juz - np. z braku
      kobiet - na dlugim polowaniu na przyklad - mezczyzni aborygenscy niektorych
      plemion moga sobie nawzajem ulzyc, czasem oddaje sie tez chlopca starszemu
      mezczyznie, ktory na kobiety juz nie ma
      szans. To chyba oczywisty dowod, na nadrzedna role wychowania i generalnie
      kultury. Dzieci Aborygenow wychowywane sa zbiorowo wiec smierc ojca nie pozbawia
      chlopca kontaktu z innymi mezczyznami z plemienia. Tak samo z matka. Do tego
      dochodza rozbudowane obrzedy inicjacyjne. Dla scislosci - takie zachowania sa
      zaczerpniete z ich ginacej tradycji. Obecnie prawdopodobnie u grup ktore sie
      "ucywilizowaly" na modle kultury anglosaskiej pojawialy sie tez i zachoiwnia
      homoseksualne jako funkcja modelu wychowania, ale zadnych badan na ten temat nie
      znam.
      • Gość: scept89 Re: czy Aborygeni sa genetycznie wybrakowani? IP: *.ljcrf.edu 03.02.05, 22:20
        > Gdyby istnial jakis gen homoseksualizmu, lub ich grupa,to wystepowalby on u
        > calej polulacji rownie czesto.
        Blad. Pewne schorzenia genetyczne sa znacznie czestsze wsrod pewnych populacji.
        Np talassemia, mukowiscydoza, stado innych chorob dotykajacych a to Finow a to
        Beduinow.

        Inna rzecz ze z brakiem genu to ja sie zgadzam.

        >Ludy prymitywne generalnie nie znaja orientacji
        > homoseksualnej

        Doprawdy? Bardzo ciekawe. Jesli definiujesz homoseksualizm jako stosunki plciowe
        pomiedzy osobnikami tej samej plci a w nastepnym zdaniu stwierdzasz:

        > Przejawiaja zachowania homoseksualne jesli juz - np. z braku
        > kobiet - na dlugim polowaniu na przyklad - mezczyzni aborygenscy niektorych
        > plemion moga sobie nawzajem ulzyc, czasem oddaje sie tez chlopca starszemu
        > mezczyznie, ktory na kobiety juz nie ma

        to o czym Ty piszesz? Ze Aborygeni nie chodza w skorzanych mundurkach z cwiekami
        i nie maja zwyczaju oddawac sie homoseksualnym orgiom?

        Ja oczywiscie zdaje sobie sprawe z roznicy pomiedzy "twardym" HS a
        "okolicznosciowym" HS (marynarze, wiezniowie etc.) podobnie jak z kulturowych
        uwarunkowan HS (Grecja starozytna sie klania), ale tez twierdzenie ze kultury
        prymitywne sa wolne od homoseksualizmu jest nie do obrony. To jak sie on wyraza
        to inna sprawa i zdecydowanie ciekawi mnie jak to sie odbywa.
        • journeyman Re: czy Aborygeni sa genetycznie wybrakowani? 04.02.05, 02:38

          > Gdyby istnial jakis gen homoseksualizmu, lub ich grupa,to wystepowalby on
          > u
          > > calej polulacji rownie czesto.
          > Blad. Pewne schorzenia genetyczne sa znacznie czestsze wsrod pewnych populacji.
          > Np talassemia, mukowiscydoza, stado innych chorob dotykajacych a to Finow a to
          > Beduinow.

          Mialem na mysli przystosowawcza ceche, ktora jakoby miala byc typowa dla gatunku
          ludzkiego i nie tylko - vide malpy Bonobo. A zatem zostalaby zakodowana
          wczesniej niz nastapil podzial na rasy.

          > Ja oczywiscie zdaje sobie sprawe z roznicy pomiedzy "twardym" HS a
          > "okolicznosciowym" HS (marynarze, wiezniowie etc.) podobnie jak z kulturowych
          > uwarunkowan HS (Grecja starozytna sie klania), ale tez twierdzenie ze kultury
          > prymitywne sa wolne od homoseksualizmu jest nie do obrony. To jak sie on wyraza
          > to inna sprawa i zdecydowanie ciekawi mnie jak to sie odbywa.

          Poprzez orientacje (w odroznieniu od pojedynczych zachowan) rozumiem rdzenne
          zainteresowania seksualne - homoseksualista nie ma ochoty wspolzyc z kobietami,
          nawet kiedy sa dostepne. Gdyby tylko geny warunkowaly homoseskualizm to osoby o
          tej orientacji (czyli czyms wiecej niz zachwaniach) wystepowalyby we wszystkich
          kulturach. A na przykladzie Aborygenow widac ze tak nie jest. Co wiecej,
          poniewaz w ich kulturze wystepuje zbiorowe wychowanie dzieci,na podstawie
          zalozen psychoanalitycznych mozemy wnioskowac, ze wlasnie to wychowanie sprawia,
          ze nie ma homoseksulaizmu jako orientacji.
          • Gość: scept89 Aborygeni, HS i zrodla IP: *.ljcrf.edu 04.02.05, 03:39
            Ciekawe co piszesz poniewaz ja ze swojego jak widac zbyt waskiego punktu
            obserwacyjnego sadzilem ze HS wystepuje we wszystkich kulturach podobnie jeak
            schizofrenia i prawde mowiac nie rozgryzalem jak bardzo tego typu zachowanie
            roznia sie jednak pomiedzy kulturami. Kiedys otarlem sie o "History of O(rgasm)"
            gdzie autor podawal przyklady kultur pierwotnych w ktorych np. mlodzi chlopcy
            uprawiaja seks oralny ze starszymi mezczyznami poniewaz w/g wierzen sami nie sa
            w stanie wyprodukowac spermy. Ani jedna ani druga strona jakis urazow
            psychicznych z tego powodu ponoc nie doswiadcza.

            "Twardy" homoseksualizm jako reakcja kulturowa to rzeczywiscie byloby cos
            odkrywczego i zastanawiajacego. Tyle ze sporadyczny homoseksualizm u zwierzat z
            co najwyzej zalazkami kultury cokolwiek sie z tym kloci. Hipoteza wplywu
            hormonow na mozg plodu, byc moze polaczona z imprinting we wczesnym dziecinstwie
            jakos bardziej mi odpowiada, ale tez otwarty jestem na inne wyjasnienia.

            Nie obraz sie, ale po przeczytaniu "Why Freud was wrong" mam taki zdecydownie
            umiarkowany pociag do psychoanalizy, choc grupowe wychowanie popieram ;-).

            Dosc istotne, z jakich zrodel pochodzi info o w/w zachowaniach Aborygenow?
            • journeyman Re: Aborygeni, HS i zrodla 07.02.05, 14:32
              scept89 napisał(a):

              > Ciekawe co piszesz poniewaz ja ze swojego jak widac zbyt waskiego punktu
              > obserwacyjnego sadzilem ze HS wystepuje we wszystkich kulturach podobnie jeak
              > schizofrenia i prawde mowiac nie rozgryzalem jak bardzo tego typu zachowanie
              > roznia sie jednak pomiedzy kulturami.

              Nie mam przed soba badan, ale czestosc zachorowania na schizofrenie nie jest
              stala w calej populacji - zalezna jest od regionu.

              >Kiedys otarlem sie o "History of O(rgasm) "
              > gdzie autor podawal przyklady kultur pierwotnych w ktorych np. mlodzi chlopcy
              > uprawiaja seks oralny ze starszymi mezczyznami poniewaz w/g wierzen sami nie sa
              > w stanie wyprodukowac spermy. Ani jedna ani druga strona jakis urazow
              > psychicznych z tego powodu ponoc nie doswiadcza.

              Kwestia tla kulturalnego. Podobnie starozytni Spartanie zapewne nie tracili
              popedu do kobiet - w koncu wymarli by, gdyby po sluzbie wojskowej nie wypelniali
              obowiazkow malzenskich z zonami.

              > "Twardy" homoseksualizm jako reakcja kulturowa to rzeczywiscie byloby cos
              > odkrywczego i zastanawiajacego. Tyle ze sporadyczny homoseksualizm u zwierzat z
              > co najwyzej zalazkami kultury cokolwiek sie z tym kloci.

              Dlaczego? Twardy homoseksualizm to zaburzenie. Moze sie ono ujawnic, gdy
              zaburzony zostaje model plci (np. w rozbitych rodzinach). Jako
              nieprzystosowawcze zachowanie jest sprzeczny wzgledem doboru naturalnego i jesli
              wystepuje czesto to oslabia grupe na lonie ktorej sie rozprzestrzenia. Tym
              samym ewolucja raczej tonuje takie zapedy na skale masowa. Wszelkie zaburzenia
              sa eliminowane, nawet te kulturowe. Jesli malpka zostanei zbyt wczesnie
              odebrana matce (bo matka umrze na przyklad) to nie wyksztalci sei w niej
              instynkt maciezynski i to zaburzenie spowoduje brak doroslego potomstwa u
              poszkodowanej w dziecinstwie pozniejszej matki. A wiec zaburzenia rozwojowe tez
              wystepuja u zwierzat w szczegolnych przypadkach i tez moga miec tlo "rodzinne".
              Mysle ze tak samo jest w przypadku wikszosci ludzkich homoseksualistow.

              > Nie obraz sie, ale po przeczytaniu "Why Freud was wrong" mam taki zdecydownie
              > umiarkowany pociag do psychoanalizy, choc grupowe wychowanie popieram ;-)

              Ciekawe. Przelozyli ta ksiazke na polski? jest ciekawa czy tylko powtarza utarte
              schematy myslenia innych kierunkow psychologii - ze jest nie do udowodnienia w
              kategoriach restrykcyjnej metodolologii, ze lepiej wyjasnia przeszosc, a kiepsko
              przyszlosc itp? przytocz kilka argumentow jesli mozesz.

              > Dosc istotne, z jakich zrodel pochodzi info o w/w zachowaniach Aborygenow?

              Na pewno Szyjewski "Religie Australii", ale takze inne ksiazki, ktore byly w
              wykazie materialow na zajecia z Australii i Oceanii na kierunku Etnologia i
              Antropologia Kulturowa. Czyli raczej solidne zrodla.
              • Gość: scept89 "Why Freud was wrong" IP: *.ljcrf.edu 13.02.05, 23:32
                Witaj,

                wybacz zwloke ale podrozowalem. Do rzeczy.
                Widze ze z roznych biegunow do problemow podchodzimy. Nie dam sobie glowy uciac
                ze psychiatria kliniczna w moich czasach nie podawala grup z wieksza czestoscia
                schizofrenii ale tez genetycy ktozy zajmowali sie szukaniem genu schizofrenii z
                cala pewnoscia twierdzili ze czestosc jej wystepowania nie rozni sie istotnie
                pomiedzy populacjami. Oczywiscie nalezy pamietac o rodzinach np. Amish w ktorych
                czestosc jest zdecydowanie wieksza, ale to jest wyjatek swiadczacy ze byc moze
                istnieja podstawy genetyczne tejze (watpliwe) albo tez ze rodziny owe sa
                bardziej zaburzone niz inne.

                >>Tyle ze sporadyczny homoseksualizm u zwierzat z co najwyzej zalazkami kultury
                >>cokolwiek sie z tym kloci.
                > Dlaczego? Twardy homoseksualizm to zaburzenie. Moze sie ono ujawnic, gdy
                > zaburzony zostaje model plci (np. w rozbitych rodzinach).

                No coz, zdecydowanie istnieje imprinting u malych gasek ale tez nie wiem czy
                opisywane przez Lorentz'a homoseksualne gasiory pochodzily z rozbitych stadl. Ja
                podobnie jak Alina:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=20084641&a=20170903
                mysle ze istnieja biologiczne podstawy przynajmniej czesci przypadkow
                homoseksualizmu. Opisywano kobiety z guzami wydzielajacymi testosteron ktore to
                przeszly cala sekwencje hetero(zdrowa)-homo(z guzem)-hetero(po usunieciu guza).
                Trudno to wytlumaczyc wplywami z dziecinstwa.

                "Why Freud was wrong" -> nie mam pojecia o tlumaczeniu. Czytalem to 6+ lat temu
                tak ze tylko glowne punkty:

                - nierzetelnosc Freuda jako naukowca ("kuracja" morfinizmu kokaina na podstawie
                jednego pacjenta ktory to zamiast od morfiny uzaleznil sie od kokainy)

                - niefasyfikowalnosc teorii: sen o bagietce w/g jednego badacza jest snem o
                tresci fallicznej, w/g wieznia Oswiecimia jest on snem glodnego. Mozemu sobie
                rozne mitologie snow tworzyc i niewiele z tego wynika. Podobnie z
                analna/oralna/genitalna faza rozwoju, zazdroscia o penisa, etc.
                Albo jest cos co da sie sfalsyfikowac (podac przyklad kiedy to uznamy ze nasza
                teoria jest do wyrzucenia) albo nie jest to nauka w sensie scislym.

                - uderzajace podobienstwo poczatkow psychoanalizy do chrzescijanskich
                sekt/marksistow -> mistrz, apostolowie, schizmy, wykluczenia. Roznice pogladow
                zostaja zakonserwowane zamiast ulegac jak w naukach biologicznych ujednoliceniu
                na podstawie wynikow doswiadczen

                Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze biologia nigdy nie zredukuje sie do czystych
                fizycznych wzorow ani teorie badan dziel literackich do czystej biologii, ale
                tez nie oznacza to abysmy mieli przyjmowac teorie X bez poszukiwania kontaktu z
                rzeczywistoscia. Co do "po owocach ja poznacie" to leczenie nerwic przez
                szamanow nie sprawia ze duchy gor i zwierzat staja sie realne, podobnie miesiac
                na kozetce spedzony na zwierzeniach ktory dobrze nam robi nie uwiarygadnia fazy
                analnej.

                Tak na marginesie, czy istnieja znaczace roznice pomiedzy wynikami terapii o
                roznym podlozu (psychoanaliza, behawioralna, analiza transakcyjna, PLP etc.)?
                • journeyman Re: "Why Freud was wrong" 15.02.05, 01:13
                  Gość portalu: scept89 napisał(a):

                  > wybacz zwloke ale podrozowalem. Do rzeczy.

                  No witam, wspanialomuysnie wybaczam, mnie tez sie przydazylo :)

                  > mysle ze istnieja biologiczne podstawy przynajmniej czesci przypadkow
                  > homoseksualizmu. Opisywano kobiety z guzami wydzielajacymi testosteron ktore
                  to
                  > przeszly cala sekwencje hetero(zdrowa)-homo(z guzem)-hetero(po usunieciu
                  guza).
                  >
                  > Trudno to wytlumaczyc wplywami z dziecinstwa.

                  jasne. To sa przypadki klincznego zaburzenia gospodarki hormonalnej. I zapewne
                  maja podloze genetyczne. Sa to jednak rzadkie wyjatki. Pod nie podciaga sie
                  jednak kazdy przypadek homoseksualizmu, tlumaczac go dzialaniem genow, a to juz
                  duze naduzycie.

                  > "Why Freud was wrong" -> nie mam pojecia o tlumaczeniu. Czytalem to 6+ lat
                  > temu
                  > tak ze tylko glowne punkty:
                  >
                  > - nierzetelnosc Freuda jako naukowca ("kuracja" morfinizmu kokaina na
                  podstawie
                  > jednego pacjenta ktory to zamiast od morfiny uzaleznil sie od kokainy)

                  no coz, jest to argument dziwaczny o tyle, ze absolutnie nie dyskwalifikuje
                  psychoanalizy. Freud eksperymentowal z narkotykami (takze na swoich
                  pacjentach), jednak nie nawiazywal do nich w swojej koncepcji psychoanalitycznej

                  > - niefasyfikowalnosc teorii: sen o bagietce w/g jednego badacza jest snem o
                  > tresci fallicznej, w/g wieznia Oswiecimia jest on snem glodnego. Mozemu sobie
                  > rozne mitologie snow tworzyc i niewiele z tego wynika. Podobnie z
                  > analna/oralna/genitalna faza rozwoju, zazdroscia o penisa, etc.
                  > Albo jest cos co da sie sfalsyfikowac (podac przyklad kiedy to uznamy ze nasza
                  > teoria jest do wyrzucenia) albo nie jest to nauka w sensie scislym.

                  No wiec nie jest to nauka w sensie scislym. I wcale nie przeszkadza to dzialac
                  samej teorii. Tak samo jak z bakiem, ktory po pobieznym obliczneiu masy
                  powierzchni skrzydel i czestosci uderzen po prostu nie ma prawa latac. Na
                  szczescie sam o tym nie wie i fruwa sobie w najlepsze ;)
                  Juz sam Freud podkreslal, ze jego teoria ma duzo wiesze mozliwosci
                  eksplanacyjne niz prognostyczne. Jest tak rozlegla, ze z powodu ilosci
                  zmiennych nie mozna zrobic eksperymentu, ktory by je wszystkie kontrolowal.
                  Badanie eksperymentalne dowiodly istnenie podswiadomosci, przynajmniej na
                  poziomie poznawczym. Ostatnio badania mozgu wykazaly, ze podczas snu
                  najczynniej pracuje hipokamp - czesc powstala stosunkowo dawno w rozwoju
                  gatunku. Zatem sny sa produktem nie struktur poznawczych (korowych), tylko
                  prymitywnych. Posrednio dowodzi to istnienia podswiadomosci, kora laczy fakty w
                  sposob typowy dla marzen sennych - nie w sposob przyczynowo-skutkowy, lecz
                  symbolicznie. I, co ciekawsze, jest to takze dowod na teorie Junga o mysleniu
                  magiczno-symbolicznym. Zatem nasi przodkowie widzieli i rozumieli swiat
                  podobnie jak my widzimy swiat we snie. Przy stosunkowo niewielkiej mozliwosci
                  dostrzegania przyczynowosci wyksztalcili wiec magiczne obrzedy, swiat pelen
                  duchow i demonow, pozniej religie.

                  > - uderzajace podobienstwo poczatkow psychoanalizy do chrzescijanskich
                  > sekt/marksistow -> mistrz, apostolowie, schizmy, wykluczenia. Roznice pogla
                  > dow
                  > zostaja zakonserwowane zamiast ulegac jak w naukach biologicznych
                  ujednoliceniu
                  > na podstawie wynikow doswiadczen

                  To tez prawda, jednak dalej nie podwaza to slusznosci psychoanalizy jako
                  takiej. Miala ona cos z ruchu tepiacego heretykow, jednak ostatecznie tarcia
                  doprowadzaly do rozwijania spojrzen z roznych perspektyw i prowadzily do
                  rozwoju.

                  >Co do "po owocach ja poznacie" to leczenie nerwic przez
                  > szamanow nie sprawia ze duchy gor i zwierzat staja sie realne, podobnie
                  miesiac
                  > na kozetce spedzony na zwierzeniach ktory dobrze nam robi nie uwiarygadnia
                  fazy
                  > analnej.

                  Terapia psychoanalityczna trwa latami, miesiac bylby tu bez wiekszego
                  znaczenia. A sama teoria ma faktycznie cos wspolnego z religia - nie mozna jej
                  sprawdzic z calym obiektywizmem. Po pierwsze zalezy ona od ludzi - jesli ktos
                  nie bedzie chcial, nic o sobie nie powie. Po drugie zeby prowadzic badania
                  trzeba byc bieglym w jej niuansach, co zaweza krag jej potencjalnych badaczy do
                  psychoanalitykow. Po trzecie nigdy nie mozna miec stuprocentowej pewnosci czy
                  ktos nie pominal waznego elementu dla ukladanki, ktora mialaby byc wyjatkiem od
                  teori.

                  > Tak na marginesie, czy istnieja znaczace roznice pomiedzy wynikami terapii o
                  > roznym podlozu (psychoanaliza, behawioralna, analiza transakcyjna, PLP etc.)?

                  Z badan wynika, ze nie. Jednak juz sam fakt zainteresowania ze strony terapeuty
                  zapewne powoduje poprawe, a roznice miedzy skutecznosci terapii trudno
                  zmierzyc, skoro sa one tylko deklaracjami pacjenta majacego kontakt z jednym
                  tylko typem terapii. Poza tym rozne terapie maja zastosowania w roznych
                  problemach. Zalozmy, ze miales wyjatkowo traumatyczne przezycie np. smierc
                  bliskiej osoby, wypadek - psychonaliza nie na wiele sie tu zda. Jesli jednak
                  sytuacje ta miala miejsce we wczesnym dziecinstwie sprawa wyglada juz inaczej.

                  pozdrawiam
    • Gość: LUCYFER Nie jest to zapis genowy lecz nakladajace sie od IP: *.detroit-20rh16rt.mi.dial-access.att.net 08.02.05, 04:40
      150 tys. lat bledy odtwarzania jego receptury bialkowej. Niedlugo bedziecie
      mogli to naprawiac. Jednakze homoseksualisci beda sie przed tym tez bronic.
      • Gość: kaganiec ble , ble , ble .... IP: *.aster.pl 12.02.05, 21:19
    • Gość: hanka niewiadomo czy nie ma, hetero. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.02.05, 00:34
      skąd wiadomo czy jest czy nie ma? nie można tego stwierdzić jednoznacznie,
      zdania są podzielone i nie ma co tutaj powoływać się na jakieś konkretne
      autorytety;świat nauki jest w tej(jak w każdej kwestii) podzielony.

      Natomiast większość zgadza się z tym, ze jest taki okres w życiu człowieka,
      kiedy jego sexualność nie jest jeszcze rozwinięta i "obiekt" wykazuje również
      zainteresowanie własną płcią, jak i przeciwną(bisexualizm)
      zwróciłabym uwagę na ten okres w życiu człowieka, bo nie u każdego proces
      stabilizacji przebiega w stronę hetero,
      natomiast jakieś obraźliwe komentarze prosze zachowywać dla siebie,
      szczególnie gdy laik, próbuje się w tym celu posłużyć nauką.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja