Dodaj do ulubionych

Kim czy Czym jestesmy ?

IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 16.04.01, 22:54
Czy ludzie sa zdolni zaakceptowac wiedze o naturze
(mechanizmie) istnienia wlasnej swiadomosci?
Czy brakuje nam dowodow , wyobrazni czy tez
ochoty na poznanie prawdy o istocie wlasnego
istniennia ?

LPiotrek
Obserwuj wątek
    • Gość: O'Medina Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: 192.39.188.* 17.04.01, 16:02
      Człowiek- jedyne zwierze, które potrafi zabijać dla samej przyjemności.
      • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 18.04.01, 01:37
        Bardziej interesuje mnie dyskusja na temat
        przyczyn ,a nie skutkow ludzkiej aktywnosci.
        A poniewaz przyczyna tego jest czlowiek i
        srodowisko ktore go otacza i dostarcza mu
        informacji ,to interesujacym zagadnieniem
        jest poznanie przynajmniej w zarysie
        mechanizmu przetwarzania informacji
        przez czlowieka.
        Czy nie jest zwyklym naduzyciem ze strony
        ludzi ze przypisuja sobie posiadanie swiadomosci
        wlasnego istnienia, jezeli nikly procent populacji
        ma bardzo ograniczona wiedze o przyczynie
        tego zjawiska , a reszta albo tej wiedzy nie ma
        albo nie ma i nie chce miec.?
        Nawet ludzie ktorzy tym zajmuja sie naukowo
        (zawodowo) nie upowdzechniaja wynikow
        swoich badan spoleczenstwu.
        Nie jest to rowniez przedmiotem edukacji
        nawet w krajach o stosunkowo wysokim
        poziomie edukacji.
        Czy w takiej sytuacji doszukiwanie sie roznic
        miedzy tym co czlowiek moze zrozumiec , a tym
        co moze zwierze czy tez negowanie u zwierzat
        istnienia swiadomosci jest przejawem hipokryzji
        naukowcow i zwyklej glupoty przecietnych ludzi
        oraz kolejnym dowodem jak blisko intelektualnie
        nam do zwierzat ?
        Bardzo ciekaw jestem ,co maja do powiedzenia
        na ten temat Ci ,ktorzy uwazaja ze sa swiadomi
        i moga sie mienic ludzmi :-)

        LPiotrek
        • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 18.04.01, 20:45
          Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

          > Czy nie jest zwyklym naduzyciem ze strony
          > ludzi ze przypisuja sobie posiadanie swiadomosci
          > wlasnego istnienia, jezeli nikly procent populacji
          > ma bardzo ograniczona wiedze o przyczynie
          > tego zjawiska , a reszta albo tej wiedzy nie ma
          > albo nie ma i nie chce miec.?

          Świadomość istnienia a wiedza o przyczynach zaistnienia to przecież nie to samo.
          oczywiście, ze człowiek posiada samoświadomość. Ty jej nie masz? Nie wiesz, że
          istniejesz? Można się nad tym zastanawiać lub nie, przykładać wagę do faktu
          działania (tu i teraz), albo działać bezmyślnie, jednak każdy człowiek ma możność
          skupienia się na sobie - czymś istniejącym właśnie. to doświadczenie należące do
          najbardziej wewnętrznych, pierwotnych.
          > Nawet ludzie ktorzy tym zajmuja sie naukowo
          > (zawodowo) nie upowdzechniaja wynikow
          > swoich badan spoleczenstwu.
          > Nie jest to rowniez przedmiotem edukacji
          > nawet w krajach o stosunkowo wysokim
          > poziomie edukacji.

          Tego, przyznam, nie rozumiem. O jakie dokładnie badania ci chodzi? I skąd o nich
          wiesz, skoro są niejawne?
          > Czy w takiej sytuacji doszukiwanie sie roznic
          > miedzy tym co czlowiek moze zrozumiec , a tym
          > co moze zwierze czy tez negowanie u zwierzat
          > istnienia swiadomosci jest przejawem hipokryzji
          > naukowcow i zwyklej glupoty przecietnych ludzi
          > oraz kolejnym dowodem jak blisko intelektualnie
          > nam do zwierzat ?
          No, intelektualnie to akurat różnice są dobrze zauważalne. To ludzie zbudowali
          wielopoziomowe struktury cywilizacyjne, narzędzia, technikę. Nie mówię tu o
          kulturze, bo to raczej dowód istnienia samoświadomości właśnie, a nie intelektu.
          Ale co do zbyt pochopnego odmawiania innym stworzeniom świadomosci, to się
          zgadzam. Trochę to pewnie wynika z tradycji - powielamy poglądy naszych przodkoów
          po prostu. Bezrefleksyjnie zazwyczaj. Ja sama mam nieraz wątpliwości. Mieszkam z
          psami, i oczyiście je obserwuję. Często wydaje mi sie, że w jakimś stopniu są
          siebie świadome. Nie wiem, czy samoświadomość można stopniować (nauki zdaje sie
          tego nie uznają), ale może to jest to. Swiadomosc zwierząt byłaby
          jakby "zamglona", czy niewyraźna. A może nawet urywana, występujaca chwilowo?
          Zgadzam sie z tobą, ze na temat świadomości etc mało wiemy. Wielee z tych
          procesów, jakei zachodzzą "w głowie" jest nam zupełnie tajemniczych i
          niezrozumiałych. Może wlaśnie dlatego odmawiamy innym stworzeniom
          samoświadomości? z czlowiekiem można komunikować. Inne możemy tylko obserwować.
          Interpretacja ich zachowan jest w sumie arbitralna (oprócz tych bezpośredno
          związanych z fizycnością, oczywista)

          • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 19.04.01, 05:05
            Na nasze istnienie sklada sie nasze cialo i jak sama
            zauwazylas: moznosc skupiania sie na sobie.
            Ja nie kwestionuje naszego istnienia.
            Zadaje tylko pytanie o istote tego co okreslilas
            jako doswiadczenie nalezace do najbardziej wewnerznych,
            pierwotnych.
            Jezeli przejdziemy nad tym do porzadku dziennego
            tlumaczac to np. jako tajemnice natury lub podobnie to
            oczywiscie nic nie stoi na przeszkodzie by cieszyc sie
            z wlasnej swiadomosci.
            Tylko czy taka swiadomosc jest wszystkim na co
            nas stac ?
            Napisalas:
            "Zgadzam sie z tobą, ze na temat świadomości etc mało wiemy. Wielee z tych
            procesów, jakei zachodzzą "w głowie" jest nam zupełnie tajemniczych i
            niezrozumiałych. Może wlaśnie dlatego odmawiamy innym stworzeniom
            samoświadomości?"
            Wlasnie o te badania mi chodzi. Wcale nie napisalem ze sa niejawne.
            Nie upowszechnia sie tylko wsrod ludzi wnioskow (hipotez) do jakich
            mozna dojsc po analizie tego co juz wiemy na temat procesow
            zachodzacych w naszych glowach.
            Bezpieczniej zawsze jest powiedziec ze wiemy tak malo
            iz nic pewnego na temat istoty swiadomosci powiedziec
            nie mozna. Mozna by sie narazic na zarzut ze probuje sie
            odebrac czlowiekowi jego wyjatkowosc, ze chce sie go
            sprowadzic do wymiaru przedmiotu ( mechnizmu ) .
            Lepiej wiec zostawic ludziom przyjemnosc pozostawania
            "niezbadanymi" ,wtedy niczego wykluczyc nie mozna.
            Napisalas tez:
            "Ale co do zbyt pochopnego odmawiania innym stworzeniom świadomosci, to się
            zgadzam. Trochę to pewnie wynika z tradycji - powielamy poglądy naszych
            przodkoów
            po prostu. Bezrefleksyjnie zazwyczaj."
            Zgadzam sie z Toba ze wynika to z tradycji, ale moim zdaniem
            kultywowanie takich tradycji nie jest bynajmniej bezrefleksyjne.
            Ma to bardzo gleboki zwiazek z systemami wartosci jakie ludzie
            wytworzyli na swoj wlasny uzytek.
            W tym miejscu chce zaznaczyc ze nie zamierzam glosic
            jakiejs nowej etyki, ani udawac ze kieruje sie lepszymi
            od innych ludzi zasadami czy ze lepiej traktuje zwierzeta niz inni.
            Sa ludzie jak wiesz, ktorzy nie spozywaja produktow zwierzecych
            ze wzgledu na sposob w jaki ludzie traktuja zwierzeta aby te produkty
            uzyskac. Ja jestem oportunista i spozywam mieso zwierzat pewnie
            nawet ze szkoda dla zdrowia.. Nie przeszkadza mi to jednak
            dostrzegac jak agresywni jestesmy dla srodowiska jako gatunek.
            W tym kontekscie napisalem o bliskosci intelektualnej
            ludzi i zwierzat. Bo trudno chyba rozdzielic wyznawany system
            wartosci od inteligencji. Jedno i drugie jest wynikiem pewnej
            aktywnosci umyslowej czlowieka i okresla jego intelekt.
            Ciekawy jestem co o tym myslisz, bo domyslam sie ze jestes
            osoba wrazliwa.
            Intelekt seryjnego mordercy, pozbawionego jakichkolwiek
            zasad nie powinien chyba byc wysoko oceniony nawet gdyby
            jego IQ bylo wieksze od 200 ?
            W naszym systemie wartosci, zasady dotycza jedynie ludzi,
            wobec zwierzat z zasady nie mamy zasad..
            W tym kontekscie pytanie o mechanizm naszego
            odczuwania ma glebszy sens niz tylko zwykla
            ciekawosc. Jezeli dzisiaj solidarnie chronimy sie
            jako gatunek "pozerajac" wszystko co nas otacza ,bo
            takie mamy zasady. To jutro moze okazac sie ze gatunkowa
            solidarnosc to zbedny balast , bo np. jestesmy tak zbudowani
            ze stanowimy dla siebie glownie zagrozenie..Moze wtedy
            przestawimy nasze " systemy wartosci" by trzymac
            solidarnosc z maszynami by moc "pozerac sie" (konkurowac)
            nawzajem.

            LPiotrek
            • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 19.04.01, 16:02
              Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

              > Jezeli przejdziemy nad tym do porzadku dziennego
              > tlumaczac to np. jako tajemnice natury lub podobnie to
              > oczywiscie nic nie stoi na przeszkodzie by cieszyc sie
              > z wlasnej swiadomosci.
              > Tylko czy taka swiadomosc jest wszystkim na co
              > nas stac ?

              NO, nie, oczywiscie!Trchę się powtórzę, ale moim zdaniem
              to, co mamy najlepszego z kultury - niektóre teksty,
              obrazy, są właśnie dowodem na to, że przxynajmniej
              niektórzy z nas zagłębiaja się w to, co się wydaje tak
              tajemnicze i niepojęte. I odkrywają jakoś, czym to jest.
              Poezja nnp jest właśnie zapisem takich doświadczeń. Ale
              dość, wiem, że nie o takie środki i rezultaty Ci chodzi.

              > Bezpieczniej zawsze jest powiedziec ze wiemy tak malo
              > iz nic pewnego na temat istoty swiadomosci powiedziec
              > nie mozna. Mozna by sie narazic na zarzut ze probuje
              sie
              > odebrac czlowiekowi jego wyjatkowosc, ze chce sie go
              > sprowadzic do wymiaru przedmiotu ( mechnizmu ) .
              Myślicz, że to tak? A może też na odwrót - uznanie
              bliższego pokrewieństwa z resztą życia mogłoby te reszte
              właśnie zbytnio zblizyć do Panów Stworzenia. Wydaje mi
              sie, że w Europie prynajmniej, sereotypy pochodzące z
              chrześcijaństwa są b. mocno zakorzenione.

              > "Ale co do zbyt pochopnego odmawiania innym
              stworzeniom świadomosci, to się
              > zgadzam. Trochę to pewnie wynika z tradycji -
              powielamy poglądy naszych
              > przodkoów
              > po prostu. Bezrefleksyjnie zazwyczaj."
              > Zgadzam sie z Toba ze wynika to z tradycji, ale moim
              zdaniem
              > kultywowanie takich tradycji nie jest bynajmniej
              bezrefleksyjne.
              > Ma to bardzo gleboki zwiazek z systemami wartosci
              jakie ludzie
              > wytworzyli na swoj wlasny uzytek.
              NIe przeczę. Mówiąc o bezrefleksyjności miałam na mysli
              ktreś koklejne pokolenia, które pryjmują za dany ten
              stan świata, w jkimj się urodziły, i nie szukają nic
              wiecej. Ani wytłumaczen, ani celowości. Ot, żyje się i
              już. Oczywiscie, nie dot. to calosci społeczeństwa.

              > Sa ludzie jak wiesz, ktorzy nie spozywaja produktow
              zwierzecych
              > ze wzgledu na sposob w jaki ludzie traktuja zwierzeta
              aby te produkty
              > uzyskac.

              Wiem, bo właściwie to sama do nich należę... Choć też
              nie mam aspiracji do misjonarstwa. To moja prywatna
              sprawa tylko.

              > W tym kontekscie napisalem o bliskosci intelektualnej
              > ludzi i zwierzat. Bo trudno chyba rozdzielic
              wyznawany system
              > wartosci od inteligencji. Jedno i drugie jest wynikiem
              pewnej
              > aktywnosci umyslowej czlowieka i okresla jego intelekt.

              NIe wiem, czy o zwierzetach mozna powiedzieć, że mają
              jakis system wartosci. Jasne, pewne sytuacje wymuszają
              dokonanie wyboru, i to brzemiennego wskutki,
              powiedzielibyśmy, etyczne, ale może tu tylko instynkty
              sterują? Chociaz, z drugiej strony, jeśli możliwe jest
              prxywiazanie sie do kogoś (człowieka z reguły), to
              znaczy, że jakaś bezinteresownosc? Czyli byłoby to
              ucucie z wyższych? Nie wiem, bo z kolei z trzeciej
              strony, prynajmniej w przypadku zwierza domowego, to
              prywiazanie można by wytlumaczyć wlasnym, dobrze pojętym
              interesem - podtrzymania życia.

              > Intelekt seryjnego mordercy, pozbawionego jakichkolwiek
              > zasad nie powinien chyba byc wysoko oceniony nawet
              gdyby
              > jego IQ bylo wieksze od 200 ?
              Mam tu trochę zamęt pojęciowy, ale zdaje się, że właśnie
              mógłby. Jeśli ma duże IQ, czyli, w sumie, zdolność do
              ocenianiai wykorzxystywania sytuacji, to znaczy, że
              sobie będie radzić w życiu. Brak zasad moralnych może
              być tu świadomie przyjętym elementem postawy. Z
              wyrachowania np. - bo daje duze możliwości "rozwoju".
              Ale ocena społeczna takiego kogoś, czyli właśnie z pktu
              widzenia reszty ludi, zmuszonych go znosić, ocywiscie
              będzie negatywna. Po prostu stanowi on zagrożenie. Ale
              tu zwróóć też uwagę, że normy moralne, jakie
              tworzy/kultywuje/narzuca spoleczenstwo, są też do pewneo
              stopnia wynikiem jakiegoś społ. instynktu
              sasmozachowawczego, że tak powiem. Bo chyba trzeba
              oddzielać moralność jednostki od moralności
              spoleczności. O ile, oczywiście, dana jednostka uzywa
              swojej zdolności do refleksji i sama dochodzi do ważnych
              rozwiązań, zamiast przxejmować ogólne. A ponieważ
              tzw. "szara masa" ma skłonnosć do zachowań stadnych, to
              społeczne status quo zostaje zaschowane - gwałtowne
              zmiany wartosci moralnych nie zachodzą. "szara masa" nie
              piszę obraźliwie - wszyscy do niej należymy, w pewnych
              sytuacjach przynajmniej.

              > W naszym systemie wartosci, zasady dotycza jedynie
              ludzi,
              > wobec zwierzat z zasady nie mamy zasad..

              Ładnie powiedziane. Ale chyba mamy jedną, generalną -
              zwierzę jest rzxeczą. To częśść naszego światopoglądu.

              > W tym kontekscie pytanie o mechanizm naszego
              > odczuwania ma glebszy sens niz tylko zwykla
              > ciekawosc. Jezeli dzisiaj solidarnie chronimy sie
              > jako gatunek "pozerajac" wszystko co nas otacza ,bo
              > takie mamy zasady. To jutro moze okazac sie ze
              gatunkowa
              > solidarnosc to zbedny balast , bo np. jestesmy tak
              zbudowani
              > ze stanowimy dla siebie glownie zagrozenie..Moze wtedy
              > przestawimy nasze " systemy wartosci" by trzymac
              > solidarnosc z maszynami by moc "pozerac sie"
              (konkurowac)
              > nawzajem.
              to by był regres. Bo przxecież, zanim zrodziła się idea
              ludzkosci jako wszystkich ludzi na calej Ziemi,
              grupa "swoich" była duzo mniejsza. Co prawda dla
              niektórych i dziś np. osoba innej rasy nie est takim
              samym czlowiekiem. Powody, zdaje sie, jak wyzej.
              Wracając jednak do sedna. NIe wiem, czy prowadzenie
              badań naukowych może przxynieść oczekiwane przez Ciebie
              skutki. Nawet, jeśli ktoś tam dowiedzie, np. że jeszcze
              ktoś oprócz czł. ma samoświadomosc, to myślisz, że przez
              tę informacje ludzie zmienią poglądy? Nawet, jesli
              uwierzą? Raczej mało kto sie tym przejmie. Zdaje się, że
              to sprawa z takich, które mogą być naprawdę przyswojone
              jedynie osobiście, wlasnym wysilkiem, a nie przeczytane
              w gazecie. Jakaś refleksja jest potrzebna, najpierw nad
              sobą, a potem poszerzona na inne istoty. przy czxym, co
              juz chyba wspomnialam, niemożnosc słownego porozumienia
              sie z czymkolwiek innym niż człowiek bardzo zawęża
              możliwości. tu już trzebanaprawdę chcieć, by do czegoś
              dojść. Zostaje przecież wlaściwie tylko obserwacja
              zachowań i interpretowanie ich, odnosząc do siebie. Tak
              ja to widzę.
              pozdrowienia, i prosze o komentarz. apsara.
              • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 20.04.01, 10:52
                Apsara - napisalas:
                "Mam tu trochę zamęt pojęciowy, ale zdaje się, że właśnie
                mógłby. Jeśli ma duże IQ, czyli, w sumie, zdolność do
                ocenianiai wykorzxystywania sytuacji, to znaczy, że
                sobie będie radzić w życiu. Brak zasad moralnych może
                być tu świadomie przyjętym elementem postawy. Z
                wyrachowania np. - bo daje duze możliwości "rozwoju".
                Ale ocena społeczna takiego kogoś, czyli właśnie z pktu
                widzenia reszty ludi, zmuszonych go znosić, ocywiscie
                będzie negatywna. Po prostu stanowi on zagrożenie"

                Mysle ze to zalezy ,od kryteriow jakie wybierzemy
                aby za ich pomoca mierzyc intelekt.
                Jezeli podstawowym kryterium mialaby byc zdolnosc
                do dominacji nad otoczeniem za wszelka cene ,to
                np. Stalin moglby byc nieomal niedosciglym wzorem
                intelektu ( przyjmujac ,ze to co osiagnal glownie
                zawdziecza swojemu dzialaniu , a nie przypadkowi ).
                Ja uwazam ,byc moze naiwnie ,ze intelekt powinien
                nam sluzyc do wyboru pewnych zasad , ustanawiania
                nowych i rewizji tych starych ustanowionych gdy
                nie bylismy w stanie ustalic lepszych.
                Jezeli jedna z podstawowych zasad byloby
                pokojowe wspolistnienie. Moze bardziej ogolnie
                czynienie dobra ,to wybor czynienia zla
                bylby wyborem zlym niewazne czy swiadomym czy nie.
                Intelekt istoty dokonujacej zlych wyborow
                nie moglby byc wysoko oceniony.
                Dla mnie intelekt to miara zdolnosci do
                wyboru wlasciwego( dobrego ogolnie ,nie tylko
                z wlasnej perspektywy ) dzialania (zachowania ).
                Inteligencja to usredniona miara zdolnosci do rozwiazywania
                pewnych konkretnych zadan (problemow) roznego typu.
                Nie zamierzam tworzyc jakichs swoich definicji
                tylko napisalem w jakim znaczeniu ja uzywam tutaj
                tych slow.
                Gwaltowne zmiany wartosci moralnych nie
                zachodza ,poniewaz nie nastepuja tak gwaltowne
                zmiany w rozwoju cywilizacji (przynajmniej w
                okresie naszego jednego zycia ) ,zmieniajace
                sposob postrzegania naszego czlowieczenstwa.
                W dodatku jego istota pozostaje niezmieniona
                od tysiecy lat.
                Obecnie jednak wkraczamy na taki etap rozwoju
                na ktorym moim zdaniem bedzie mozliwe
                precyzyjne okreslenie istoty naszej swiadomosci.
                ( o ile juz nie jest to mozliwe )
                Moze to miec duzy wplyw ,takze na wyznawane zasady
                moralne. Pytanie tylko czy intelektualnie
                jestesmy gotowi stanac na wysokosci zadania , czy
                tez bedziemy udawac ze nic sie nie zmienilo.
                Piszesz:
                "Wracając jednak do sedna. NIe wiem, czy prowadzenie
                badań naukowych może przxynieść oczekiwane przez Ciebie
                skutki. Nawet, jeśli ktoś tam dowiedzie, np. że jeszcze
                ktoś oprócz czł. ma samoświadomosc, to myślisz, że przez
                tę informacje ludzie zmienią poglądy? Nawet, jesli
                uwierzą? Raczej mało kto sie tym przejmie. Zdaje się, że
                to sprawa z takich, które mogą być naprawdę przyswojone
                jedynie osobiście, wlasnym wysilkiem, a nie przeczytane
                w gazecie. Jakaś refleksja jest potrzebna, najpierw nad
                sobą, a potem poszerzona na inne istoty"

                Ja jestem przekonany ,ze jest to kwestia edukacji
                dobrej woli elit ,aby taka edukacje wdrozyc.
                Jezeli mozna uczyc sie matematyki, fizyki kwantowej
                czy psychologii to dlaczego nie mozna by uczyc sie
                tego jaka jest podstawa istnienia naszej swiadomosci.
                Trafnie zauwazylas jaka powinna byc kolejnosc.
                Najpierw zrozummy siebie , a potem inne istoty.
                Dlatego ja szary czlowieczek ciekaw
                jestem tak bardzo ,co maja do powiedzenia
                w tej sprawie ludzie zaliczjacy siebie do intelektualnej
                elity spoleczenstwa.
                Przepraszam ,ale wiecej napisze dopiero
                w przyszlym tygodzniu.
                Pozdrawiam

                LPiotrek
                • Gość: apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.debniki.sdi.tpnet.pl 20.04.01, 15:07
                  Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                  >
                  > Mysle ze to zalezy ,od kryteriow jakie wybierzemy
                  > aby za ich pomoca mierzyc intelekt.
                  > Jezeli podstawowym kryterium mialaby byc zdolnosc
                  > do dominacji nad otoczeniem za wszelka cene ,

                  NIekoniecznie dominacji. Wystarczy - zachowywania swojej sytuacji, jakosci życia,
                  jaką sie chce. Można proóbować to osiagać podporządkowujac sobie innych, ale to
                  tylko jedna z dróg. (ale przyznasz, że do skutecznej dominacji potrzebny jest
                  jakiś tam potencjał intelektualny. Nie mam na mysli syt. wspomagania
                  przez 'argumeny siły' ale racczej moc bezpośredniego oddzialywania)

                  > Ja uwazam ,byc moze naiwnie ,
                  E tam, zaraz naiwnie. Idealista jesteś, i tyle. W głębi duszy wszyscy jesteśmy.

                  > intelekt powinien
                  > nam sluzyc do wyboru pewnych zasad , ustanawiania
                  > nowych i rewizji tych starych ustanowionych gdy
                  > nie bylismy w stanie ustalic lepszych.

                  pełna zgoda. Czym innym, jak nie intelektem, można to zrobić? Najpierw ocena
                  rzeczywistości, i (jakieś tam) zrozumienie rządzących nią zasad, a potem
                  dostosowanie się do nich. CZyli ustalenie sposobu postępowania. Czyli zasad.
                  > Jezeli jedna z podstawowych zasad byloby
                  > pokojowe wspolistnienie. Moze bardziej ogolnie
                  > czynienie dobra ,to wybor czynienia zla
                  > bylby wyborem zlym niewazne czy swiadomym czy nie.
                  > Intelekt istoty dokonujacej zlych wyborow
                  > nie moglby byc wysoko oceniony.
                  > Dla mnie intelekt to miara zdolnosci do
                  > wyboru wlasciwego( dobrego ogolnie ,nie tylko
                  > z wlasnej perspektywy ) dzialania (zachowania ).

                  Nie wiem do końca, czy mówiąc o tym, co dobre i złe, masz na mysli dobro i zło
                  moralne? Wydaje się, że tak, ale skoro utozsamiasz dobro z tym, co właściwe, to
                  już nie wiem. Być może odstręczy Cie to, co teraz powiem, ale moim zdaniem nie ma
                  cczegoś takiego jak dobro (moralne) absolutne. Zawsze i wszędzie takie samo.
                  Uważam raczej, że moralność (jako zbiór pewnych zasad przyjmowanych w danej
                  społecczności) jest tworem człowieka. Nie odkryciem, ale ustanowieniem. Owszem,
                  źródła poszczególnych rozwiązań wynikają z czegos, co by mozna
                  nazwać "wewnętrznym przekonaniem". Ale to sfera jednostki, nie ogółu. A moralnośc
                  dotycy przecież realcji z innymi jednostkami, czyli tego, co na zewnątrz
                  jednostki. I ona musi zawsze brać pod uwagę obustroność tych relacji. Więc można
                  by się zastanawiać, ile w tym egoizmu (tak np. po kantowsku), a ile rzeczywistej
                  bezinteresownosci i współodczuwania (np. jak po chrześcijańsku). Ja, przyznam
                  szczerze, nie wiem. Ale chyba nie jestem przekonana o istnieniu altruizmu
                  (takiego w sensie 'potocznym', a nie jakichś tam wybiegów w "rozumny egoizm" etc)
                  Dalej. Wydaje mi się, że jednak nie można tak po prostu ocenić kogoś
                  postępującego niewłaściwie (już mniejsza o def. właściwego), jako o niewysokim
                  intelekcie. Świadome, intencjonalne działane nie jest przeciaż tym samym co
                  niewiedza, jesli nawet skutkują tym samym wyborem. tu chyba sie nie zgodzimy; dla
                  Ciebie intelekt jest mocno związany z moralnośćią. Dla mnie to jakaś inna władza,
                  obok tego "zmysłu moralnego", który nazywam tak, bo nie mam lepszego określenia.
                  Mogą współdziałać, ale są niezależne. Według mnie.
                  > Inteligencja to usredniona miara zdolnosci do rozwiazywania
                  > pewnych konkretnych zadan (problemow) roznego typu.

                  Dla mnie byłoby to coś jakby praktyczne zastowowanie rozwiązań intelektu. Albo to
                  samo co intelekt, skoro to on ma decydować zachowaniu w konkr. sytuacjach. Czy
                  oddzielasz te dwie instancje tylko ze wzgędu na ich związek (lub brak) z
                  moralnością?

                  > Pytanie tylko czy intelektualnie
                  > jestesmy gotowi stanac na wysokosci zadania , czy
                  > tez bedziemy udawac ze nic sie nie zmienilo.
                  No właśnie...
                  > Ja jestem przekonany ,ze jest to kwestia edukacji
                  > dobrej woli elit ,aby taka edukacje wdrozyc.
                  > Jezeli mozna uczyc sie matematyki, fizyki kwantowej
                  > czy psychologii to dlaczego nie mozna by uczyc sie
                  > tego jaka jest podstawa istnienia naszej swiadomosci.

                  Nadal utrzymuję, że uczenie się o tym nic nie da. posiadanie informacji nie
                  wpływa (a przynajmniej nie jest to jedyny ani najważniejszy czynnik) na zmiany
                  świadomośći. Potrzebna jest do tego praca wewnętrzna. A jeśli podejmie sie taki
                  wysilek, zgłębiania istoty tej wiedzy, jaką się "zewnętrznie" posiada, to w
                  momencie dojścia do sedna ta wiedza już nie jest potrzebna. Po prostu - odkryło
                  isę to samemu. to zupełnie co innego niż kolekcjonowanie informacji. Tak uważam.
                  > Trafnie zauwazylas jaka powinna byc kolejnosc.
                  > Najpierw zrozummy siebie , a potem inne istoty.

                  I o tym właśnie mówię. Przxy czym 'siebie' rozumiem nie jako "my, ludzie", ale
                  jako "ja, jedyna istota, która jest mi bezpośrednio dana" (a mimo to i tak
                  niepoznana!). dopiero po tym można dalej.
                  pozdr.apsara.
                  • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 25.04.01, 04:08
                    Sklonny jestem zgodzic sie z Twoim punktem widzenia
                    na nie istnienie dobra (moralnego ) absolutnego ,choc dla
                    mnie nie ma to akurat wielkiego znaczenia.( Niech
                    rozstrzygaja to sobie filozofowie jesli sprawia im
                    to taka przyjemnosc ).
                    Naisalas:
                    "Ale chyba nie jestem przekonana o istnieniu altruizmu
                    (takiego w sensie 'potocznym', a nie jakichś tam wybiegów w "rozumny egoizm"
                    etc) "
                    Moim zdaniem altruizm w sensie potocznym , mozna
                    laczyc z wlasnym wyrachowanym egoizmem w jednym
                    dzialaniu ,a skutecznosc takiego laczenia moglaby byc
                    miara naszego intelektu.
                    Taki prawdziwy altruizm ,oczywiscie moglby byc tylko
                    efektem dzialania nieswiadomego , bo swiadome dzialanie
                    jest wynikiem naszych swiadomych decyzji ,a te sa zawsze
                    wynikiem pewnych kalkulacji ( czesto nieswiadomych )
                    , ktore nazywamy uczuciami lub wyrachowaniem ( te swiadome).

                    Intelekt ma dla mnie o tyle zwiazek z moralnoscia ze dotyczy
                    podobnie jak moralnosc relacji z innymi jednostkami choc nie tylko.
                    Jednak z powodu ze intelekt innych jednostek postrzegamy
                    poprzez relacjez nimi lub ich dzielem to wedlug mnie
                    ta sfera intelektu odpowiedzialna za to, ma decydujacy wplyw
                    na jego calosciowa ocene.
                    Intelekt porownalbym do wladzy ustawodawczej , ktora okresla
                    kierunek dzialania ,pewne strategiczne cele. Inteligencja dla mnie
                    to rodzaj wladzy wykonawczej , ktora precyzuje sposob(y)
                    osiagniecia celow taktycznych ( przewaznie ) ,oraz tych
                    strategicznych (rzadziej ).
                    Nie potrafie zrozumiec jak mozna rozdzielic intelekt jako
                    calosc ,od tego co nazywasz "zmyslem moralnym" ( ja bym to
                    nazwal zmyslem relacji z otoczeniem )
                    Owszem istota ktora nie posiada zadnych relacji z innymi
                    istotami w swoim otoczeniu nie bedzie miala tego problemu,
                    co jednak dalej niczego nie zmienia ( dla nas ludzi zyjacych razem ).
                    O ile zgadzam sie z Twoim rozumieniem moralnosci ,to
                    jednoczesnie wydaje mi sie ze minimalizujesz znaczenie wyboru
                    optymalnych relacji miedzy istotami w jakims konkretnym
                    srodowisku. O ile moge zgodzic sie ze nie istnieja uniwersalne
                    reguly( zasady moralne ) - podobnie jak nie ma wzoru na
                    pierwiastki wielomianu piatego stopnia a tym bardziej wyzszych
                    stopni - to nie moge sie zgodzic ze kazde zachowanie wobec
                    istot z otoczenia jest rownouprawnione , a jedynym obiektywnym
                    kryterium oceny takiego zachowania jest interes osobisty.
                    Mysle ze przedmiotowe traktowanie otoczenia i istot
                    w nim obecnych jest dowodem ograniczonego intelektu
                    podobnie jak przedmiotowe traktowanie siebie samego.
                    Istota dysponujaca odpowiednio wielkim
                    intelektem bedzie gotowa poswiecic swoje istnienie dla
                    dobra otoczenia i to nie z altruizmu ,lecz z czystej kalkulacji.
                    Chec istnienia za wszelka cene to chyba dowod posiadania
                    powiedzialbym zwierzecego ,ograniczonego intelektu
                    ( nie obrazajac zwierzat )
                    Chyba sie troche za bardzo rozpisalem
                    Napisz co o tym myslisz
                    Pozdrawiam
                    LPiotrek
                    • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 27.04.01, 01:02
                      Gość portalu: LPiotrek napisał(a):

                      > Taki prawdziwy altruizm ,oczywiscie moglby byc tylko
                      > efektem dzialania nieswiadomego , bo swiadome dzialanie
                      > jest wynikiem naszych swiadomych decyzji ,a te sa zawsze
                      > wynikiem pewnych kalkulacji ( czesto nieswiadomych )
                      > , ktore nazywamy uczuciami lub wyrachowaniem ( te swiadome).

                      To ciekawe. Nazywasz uczucia nieświadomymi kalkulacjami? Nie słyszałam jeszcze o
                      takim rozwiązaniu. Ale po namyśle nie mogę sie z tym zgodzić. Pewnie masz między
                      innymi na myśli to, że poszczególne uczucia popychają nas ku działaniom mającym
                      przynieśc korzysć, choć tego nie widzimy w momencie podejmowania decyzji. Z tym
                      na pweno sie nie zgadzam. takie podejście (gdzeiś to spotkałam) uważam za
                      mitologizowanie. W sferze uczuciowej widzę raczej calkowitą wolność od
                      wyrachowania. Co więcej, często właśnie jakieś uczxuciowe nastawienie determinuje
                      sposób rozumowania i ustala racje, którymi kierujemy się w intelektualnych
                      decyzjach (niby tak racjonalnych). Ale altruizm dla mnie nie zależy wyłącznie od
                      uczuć. To w pełni świadoma decyzja, podjęta przy (współ)udziale intelektu. Chyba
                      nie może być coś takiego jak altruizm nieświadomy. To by nie miało sensu.
                      Najważniejse, co określa jakieś dzialanie jako altruistyczne, to przecież fakt
                      kierowania się konkretnymi pobudkami - nie związanymi z własną korzxyścią. Więc
                      trzeba dobrze rozpoznawać i korzyści, i źrodła swojego postępowania. Świadomie
                      rezygnuje się (bądź nie) z korzxysci. Inaczej można by mówić co najwyżej o
                      przxpadkowych skutkach, a nie o celowym działaniu. Altruizm musi być celowy.
                      > Intelekt ma dla mnie o tyle zwiazek z moralnoscia ze dotyczy
                      > podobnie jak moralnosc relacji z innymi jednostkami choc nie tylko.
                      > Jednak z powodu ze intelekt innych jednostek postrzegamy
                      > poprzez relacjez nimi lub ich dzielem to wedlug mnie
                      > ta sfera intelektu odpowiedzialna za to, ma decydujacy wplyw
                      > na jego calosciowa ocene.
                      No dobra, przekonałeś mnie. to ma sens.
                      > Intelekt porownalbym do wladzy ustawodawczej , ktora okresla
                      > kierunek dzialania ,pewne strategiczne cele. Inteligencja dla mnie
                      > to rodzaj wladzy wykonawczej , ktora precyzuje sposob(y)
                      > osiagniecia celow taktycznych ( przewaznie ) ,oraz tych
                      > strategicznych (rzadziej ).
                      Ale ten podział jest raczej techniczny, niż rzeczywisty. To dwie funkcje, czy dwa
                      rodzaje działalności tego samego aparatu. CZy też widzisz je jako calkowicie
                      oddzielne?
                      > Nie potrafie zrozumiec jak mozna rozdzielic intelekt jako
                      > calosc ,od tego co nazywasz "zmyslem moralnym" ( ja bym to
                      > nazwal zmyslem relacji z otoczeniem )
                      Nie wiem, jakby to nazwać, i w ogóle nie jestem pewna, że coś takeigo istnieje,
                      chciałam tylko (o ile pamiętam) zwrocić uwagę na rozdzielnośc (wielośc) funkcji.
                      Jak trzy linie wyżej.
                      > O ile zgadzam sie z Twoim rozumieniem moralnosci ,to
                      > jednoczesnie wydaje mi sie ze minimalizujesz znaczenie wyboru
                      > optymalnych relacji miedzy istotami w jakims konkretnym
                      > srodowisku. O ile moge zgodzic sie ze nie istnieja uniwersalne
                      > reguly( zasady moralne ) - podobnie jak nie ma wzoru na
                      > pierwiastki wielomianu piatego stopnia a tym bardziej wyzszych
                      > stopni - to nie moge sie zgodzic ze kazde zachowanie wobec
                      > istot z otoczenia jest rownouprawnione , a jedynym obiektywnym
                      > kryterium oceny takiego zachowania jest interes osobisty.

                      > Mysle ze przedmiotowe traktowanie otoczenia i istot
                      > w nim obecnych jest dowodem ograniczonego intelektu
                      > podobnie jak przedmiotowe traktowanie siebie samego.
                      Zgoda z ostatnim zdaniem, uważam tak samo. Jednak zwróć uwagę - to stwierdzenie
                      jest wartościujące. Owszem, są wybory lepsze i gorsze z punktu widzenia i
                      jednostki i grupy, ale uważam je za równe w sensie POZA moralnym. Mają taką samą
                      rację zaistnienia. wybory są wolne w tym sensie, że są możliwe, i w tym samym
                      sensie są równowartościowe. Oczywiście, można dokonać oceny z
                      pewnego "zaangażowanego" punktu widzenia - pod względem wpływu na coś czy kogoś.
                      Czyli jasne, są wybory optymalne dla społeczności. I dla jednostki. Ale
                      podtrzymuję zdanie, że decydujący jest tu interes osobisty (jednostki albo grupy)
                      > Istota dysponujaca odpowiednio wielkim
                      > intelektem bedzie gotowa poswiecic swoje istnienie dla
                      > dobra otoczenia i to nie z altruizmu ,lecz z czystej kalkulacji.
                      Nie wiem, co by sobie miała wykalkulować? To właśnie odrzucenie wszelkich
                      kalkulacji może spowodować to 'poświęcenie sie'. Chociaż, nie wiem czy
                      poświęcenie to dobre słowo. Owszem, wskazuje na sprzeniewierzenie się własnym
                      korzyściom właśnie. Jednak wolę okreslenie - rezygnacja. Z własnej korzyści. to
                      chyba by moglo być określenie altruizmu. Któego istnienia, przypominam, nie
                      jestem pewna.
                      > Chec istnienia za wszelka cene to chyba dowod posiadania
                      > powiedzialbym zwierzecego ,ograniczonego intelektu
                      Nie łączyłabym tego z intelektem - to 'po prostu' instynkt. Owszem, wspólny
                      wszystkiemu, co żyje. Ale nie jest to nawet świadome. to po prostu część
                      programu, w jaki wyposażone jest nasze ciało. To ono chce przetrwać. W
                      świadomości strach przed przerwaniem ciągłości trwania nie jest przecież tak
                      jednoznacznie i nieodwołalnie związny z biologicznym życiem. vide religie i
                      wszelkie koncepcje "życia po życiu". I to już jest związane z intelektem. Dlatego
                      zgadam się, że chęc przetrwana za wszelką cenę jest bardziej "zwierzęca" niż
                      skłonnośc pogodzenia się z końcem. Ale to nie kwestia stanu intelektu, tylko jego
                      istnienia lub nie. Albo - użycia lub nie, bo nie chcę wyraźnie określać, kto go w
                      ogóle nie posiada. bo nie wiem. Poniekąd to tego się właśnie chcemy dowiedzieć,
                      prawda?
                      • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 28.04.01, 22:37
                        Napisalas:
                        "To ciekawe. Nazywasz uczucia nieświadomymi kalkulacjami? Nie słyszałam jeszcze
                        o
                        takim rozwiązaniu. Ale po namyśle nie mogę sie z tym zgodzić. Pewnie masz
                        między
                        innymi na myśli to, że poszczególne uczucia popychają nas ku działaniom mającym
                        przynieśc korzysć, choć tego nie widzimy w momencie podejmowania decyzji. Z tym
                        na pweno sie nie zgadzam. takie podejście (gdzeiś to spotkałam) uważam za
                        mitologizowanie."

                        Uczucia nazywam nieswiadomymi kalkulacjami ze wzgledu na wyobrazenie
                        jakie mam o funkcjonowaniu mozgu (pewnie niewielkie ,choc mysle ze na tyle
                        wystarczajace by miec prawo tak o nich myslec ). Kalkulacje to nie koniecznie
                        obliczenia ktore pozwola nam na dzialanie majace przyniesc nam korzysc .To
                        zalezy czego dotycza i jaki jest ich stopien precyzji. Bledne kalkulacje moga
                        byc przyczyna czegos przeciwnego.
                        Dalej piszesz :
                        " W sferze uczuciowej widzę raczej calkowitą wolność od
                        wyrachowania. Co więcej, często właśnie jakieś uczxuciowe nastawienie
                        determinuje
                        sposób rozumowania i ustala racje, którymi kierujemy się w intelektualnych
                        decyzjach (niby tak racjonalnych)"

                        Wczesniej kiedys napisalas ze jestem idealista ,teraz
                        to ja - jestem przekonany - moglbym powiedziec to o Tobie.
                        Przypuszczam ze nieporozumienie moze sie brac
                        z tego co rozumiemy przez wyrachowanie czy kalkulacje.
                        Zgadzam sie jak najbardziej z Toba ze w powszechnym
                        rozumieniu tych slow masz oczywiscie racje.
                        Tylko ze to powszechne znaczenie powstalo zanim
                        cokolwiek konkretnego dowiedzielismy sie o
                        naszym systemie nerwowym(mozgu ).
                        Moze nawet nie mieszalbym kalkulacji z wyrachowaniem
                        ,bo dla mnie kalkulacja jest inna nazwa procesu
                        obliczeniowego (zjawiska ) , a wyrachowanie ma
                        jednoznacznie negatywne znaczenie ( jest jednym
                        z negatywnych skutkow kalkulacji , choc przeciez sa tez
                        pozytywne ).
                        Moze podam pare przykladow ktore mi przychodza
                        do glowy: np. poczucie harmonii (np. w muzyce )
                        poczucie piekna. Doznawanie pewnych wrazen
                        sprawia nam przyjemnosc , a innych np. niesmak.
                        Aby takie wrazenia u nas powstaly , nasze doznania
                        ( z ucha , z oka , czy z kubkow smakowych )
                        musza przejsc w mozgu pewien b. zlozony proces
                        obliczeniowy, choc mozna je tez wywolac drazniac
                        pewne obszary w mozgu.
                        W tym miejscu nasuwa mi sie taka refleksja.
                        Jestes inteligentna , otwarta na dyskusje , a mimo
                        wszystko powielasz pewien stereotyp myslac
                        o uczuciach. Nie zrozum mnie zle , ja nie chce
                        Cie przekonywac ze jestes w bledzie ,ani
                        pouczac jak powinnas myslec o uczuciach.
                        Pomyslalem ze jest to dobry przyklad ,aby uzasadnic
                        potrzebe edukacji w tym zakresie. Jezeli ja mam
                        bledne wyobrazenie ,to moglbym je zmienic pod
                        wplywem zdobytych wiadomosci. Jestem
                        przekonany ze Ty postapilabys podobnie.
                        Ludziom latwiej byloby sie porozumiewac.
                        Oczywiscie zawsze by zostali tacy ,ktorzy
                        nie chca lub nie potrafia przyjac czegos do
                        wiadomosci ( moze byliby nawet wiekszoscia )
                        ,ale mieliby szanse dowiedziec sie czegos
                        waznego o sobie.
                        Jezeli zas chodzi o altruizm zgadzam sie z Toba,
                        powinien byc swiadomy i dlatego mysle ,ze
                        taki prawdziwy w 100% nie istnieje , bo samo
                        swiadome podjecie decyzji jest zwiazane z
                        korzyscia ( choc nie taka jak to powszechnie
                        rozumiemy ). Dla kogos z zewnatrz nasze
                        dzialanie moze byc altruizmem ,bo ten ktos
                        nie zauwazy nigdy ze my mamy z tego jakas
                        korzysc. Bo nasza "korzysc"powstala tylko
                        i wylacznie w naszym umysle, dlatego
                        napisalem "korzysc". Jednak z naszego
                        punktu widzenia taka "korzysc" nie rozni
                        sie niczym specjalnym od innych zwyklych
                        korzysci. Jest tak dlatego ,bo to czego
                        doswiadczamy z zewnatrz i tak przetwarzamy
                        w umysle. Mozna to rozrozniac i mowic o
                        altruizmie, ale jedno sie nie zmienia,
                        jakakolwiek podejmiemy decyzje nasz
                        umysl musi byc z niej w pewnym sensie
                        zadowolony i to jest ta "korzysc".
                        Co do intelektu to dla mnie jest to suma
                        wszystkich funkcji ( moze dokladniej ich
                        iloczyn , bo jesli ktoras funkcja "nawali"
                        to skutki sa takie zle ze nie ma wtedy znaczenia
                        jakiej jakosci sa pozostale ).
                        Takimi funkcjami ktore skladaja sie na
                        intelekt oprocz inteligencji sa pamiec, wiedza,
                        doswiadczenie, konsekwencja w dzialaniu
                        ( wytrwalosc ) i moze jeszcze kilka innych.
                        Dlatego moim zdaniem podzial na intelekt
                        i inteligencje nie jest sprawa tylko techniczna
                        ale rowniez realna. ( Bylby to podzial tylko
                        techniczny gdyby istniala jakas prosta
                        zaleznosc miedzy nimi np. gdyby inteligencja
                        mogla zastapic caly intelekt . Watpie czy
                        jest to mozliwe nawet teoretycznie )
                        Natomiast nasz "zmysl moralny" jest ksztaltowany
                        przez wiekszosc funcji ktore skladaja sie na nasz
                        intelekt. ( jesli nie wszystkie ).
                        Interes jednostki jest zawsze subiektywnie
                        postrzegany przez jednostke. Samo pojecie
                        interes jest juz subiektywne. Obiektywny jest
                        za to wynik dzialania jednostki na otoczenie.
                        Oczywiscie ocena takiej obiektywnej (realnej )
                        sytuacji bedzie nadal subiektywna niezaleznie
                        kto jej dokona ,ale nie znaczy to ,ze taka ocena
                        jest bezwartosciowa i nie moze sluzyc do
                        klasyfikacji intelektu. Przeciez gdyby wszystko
                        co podlega subiektywnej ocenie nie moglo byc
                        przyczynkiem do intelektu ,to literatura ,sztuka
                        muzyka itd nie zawieralyby zadnych wartosci
                        intelektualnych ( nie wiecej niz zwykly belkot ).
                        Dziel sztuki i intelektu ich tworcow nie oceniamy
                        po tym jak bardzo sa zgodne z interesem osobistym
                        ich autorow czy tez ich zamierzeniami , lecz po tym
                        w jaki sposob one na nas oddzialywuja.
                        Chyba musimy sie pogodzic z tym ze intelekt
                        jest do pewnego stopnia wartoscia subiektywna.

                        Odrzucenie kalkulacji moze spowodowac chyba
                        tylko utrata swiadomosci.
                        Sama sobie odpowiedzialas co moglaby sobie
                        wykalkulowac - rezygnacje.
                        Piszesz:
                        "Dlatego
                        zgadam się, że chęc przetrwana za wszelką cenę jest bardziej "zwierzęca" niż
                        skłonnośc pogodzenia się z końcem. Ale to nie kwestia stanu intelektu, tylko
                        jego
                        istnienia lub nie. Albo - użycia lub nie, bo nie chcę wyraźnie określać, kto go
                        w
                        ogóle nie posiada. bo nie wiem. Poniekąd to tego się właśnie chcemy dowiedzieć,
                        prawda?"

                        Prawda. Nie jestem tylko pewien czy dobrze Cie zrozumialem.
                        Uzalezniasz intelekt seryjnego mordercy
                        od jego poziomu inteligencji, a negujesz
                        intelekt istoty probujacej przetrwac za
                        wszelka cene. Napisz cos wiecej o tym.

                        Mam nadzieje ze Cie nie zanudzilem
                        swoimi refleksjami. Czekam na krytyke
                        Pozdrawiam
                        LPiotrek
                        • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 28.04.01, 23:32

                          Znaczy, że kalkulacją, przynajmniej w odniesieniu do uczuć, nazywasz proces
                          łączenia "prostych" wrażeń zmysłowych w całość, którą umiemy nazwać, określić
                          jako element rzeczywistości? Jak u Hume'a było o odbieraniu świata w ogóle? Że
                          musi dokonać się jakaś synteza, dzięki pewnym zdolnościom wewnętrznym,
                          pozwalająca nic-nie-znaczący chaos jednostkowych wrażeń uporządkować w
                          przedmioty, osoby, etc? I dopiero na podstawie tego tworzyłoby się jakieś uczucie?
                          W ogóle się na tym nie znam, z perspektywy naukowej, ale brzxmi możliwie. I
                          rzecywiśic, daleko temu do potocznego rozumienia kalkulacji. (mnie trzeba
                          wyjaśniać wszystkie używane pojecia) Chętnie dam się wyprowadzić z błędu na temat
                          chrakteru i genezy uczuć, opowiedz coś więcej.

                          Kwestię altruizm przedstawiasz b. zgodnie z tym, co i ja myślę. Tylko,że jakby
                          Tobie lepiej się słowa układają.

                          > Takimi funkcjami ktore skladaja sie na
                          > intelekt oprocz inteligencji sa pamiec, wiedza,
                          > doswiadczenie, konsekwencja w dzialaniu
                          > ( wytrwalosc ) i moze jeszcze kilka innych.
                          > Dlatego moim zdaniem podzial na intelekt
                          > i inteligencje nie jest sprawa tylko techniczna
                          > ale rowniez realna. ( Bylby to podzial tylko
                          > techniczny gdyby istniala jakas prosta
                          > zaleznosc miedzy nimi np. gdyby inteligencja
                          > mogla zastapic caly intelekt . Watpie czy
                          > jest to mozliwe nawet teoretycznie )
                          > Natomiast nasz "zmysl moralny" jest ksztaltowany
                          > przez wiekszosc funcji ktore skladaja sie na nasz
                          > intelekt. ( jesli nie wszystkie ).

                          Czyli ten "zmysl moralny" byłby jakoś nadbudowany na reszcie, znaczy na
                          intelekcie? To znaczy, ze jest jakims wyższym stopniem? Skutkiem? Chociaż,
                          właściwie, czemu nie. Wynika chyba(upraszczając) z pojmowania chrakteru relacji
                          między jednostkami, i umiejętnosci ich przewidywania. I jest chyba wyciąganiem
                          wniosków z tego przewidywania.

                          > Oczywiscie ocena takiej obiektywnej (realnej )
                          > sytuacji bedzie nadal subiektywna niezaleznie
                          > kto jej dokona ,ale nie znaczy to ,ze taka ocena
                          > jest bezwartosciowa i nie moze sluzyc do
                          > klasyfikacji intelektu. Przeciez gdyby wszystko
                          > co podlega subiektywnej ocenie nie moglo byc
                          > przyczynkiem do intelektu ,to literatura ,sztuka
                          > muzyka itd nie zawieralyby zadnych wartosci
                          > intelektualnych ( nie wiecej niz zwykly belkot ).

                          Oczywiscie, że wartosciowanie wszlkiej twórczości ludzkiej opiera sie w znacznej
                          częsci na ocenie intelektu właśnie (nie mówiąc już, że i dokonanie oceny
                          zatrudnia intelekt - to właściwie dialog miedzy tymi władzami). Ale, ponieważ
                          właśnie intelekt ocenia wytwory innego intelektu, to jest to ocena na wskroś
                          subiektywna. Można co prawda tworzyć kanony sztuki, literatury, etc, ale nie
                          znaczy to, że to są dzieła obiektywnie najwyższe. Każdemu wolno się z tym nie
                          zgodzić. Nawt, jesli uznamy to za dowód miałkości intelektu, to nie dowód.tu się
                          zgadzam w zupełności z mądrością starożytnych - de gustibus non disputandum est.
                          to raczej nieprzxystawalność jednostek do siebie, niż obiekywna hierarchia wyższy-
                          nizszy. A poza tym - są też różnice kultur. Co świadczy o znacznej umownosci
                          tego, co uważa sie za wytwór wysokiego intelektu.
                          > Dziel sztuki i intelektu ich tworcow nie oceniamy
                          > po tym jak bardzo sa zgodne z interesem osobistym
                          > ich autorow czy tez ich zamierzeniami , lecz po tym
                          > w jaki sposob one na nas oddzialywuja.

                          I coś takiego właśnie miałam na myśli, mówiąc o braku wyrachowania,
                          charakterystycczxnym dla uczuć. Okazuje się więc, jak bliskok są uczucia
                          intelektu. I właściwei, jak to podzielić? Bo wedle mojej poprzxedniej wypowiedzi,
                          trzxeba by uznać, że odbiór kultury jest w sferze uczxuciowej, skoro nie dotyczy
                          własnych korxysci. Ale już się zgodziłam, że i wytwory, i odbiór artefaktów
                          kultury to dziedzina intelektualna. Więc albo wynajdę tu jakieś stopniowe,
                          złożone procesy, albo prxzyznam się do impasu, który sama sobie nałożyłam.
                          Zastanowię się do następnego razu, a też mam nadzieję, że przeczytam Twoje
                          rozwiązanie.

                          > Uzalezniasz intelekt seryjnego mordercy
                          > od jego poziomu inteligencji, a negujesz
                          > intelekt istoty probujacej przetrwac za
                          > wszelka cene. Napisz cos wiecej o tym.
                          >
                          Tak to chyba nie napisałam. Jeśli chodzi o istotę pragnacą przetrwać za wszelką
                          cenę, to i jej zachowania będą pewnie inne, zależnie od stopnia inteligencji. bo
                          to jest przecież jej narzędzie do radzenia sobie ze światem, prawda? Ale
                          poprzedno chodziło mi raczej o coś, co nie działa świadomie. Bo wydaje mi się, że
                          istota zdolna do rozumowania moze (a właściwie jest niejako zmuszona, przez tę
                          swoją budowę, zawierajacą świadomosc i rozum) za kazdym razem oceniać
                          (kalkulować?), co warto zrobić, czyli nie będzie zapewne "za wszelką cenę"
                          chronić tylko swojego trwania. Ponieważ jest zdolna do szerszej oceny sytuacji,
                          i do zastanawiania sie nad skutkami swoich poczynań.
                          Chociaż, teraz to już nic nie wiem. Zaplątałam się we własne mętne wywody. Muszę
                          przyznać, że nie mam ostatecznie sformułowanego stanowiska. Więc pomyślę, a na
                          razie pozdrawiam.
                          • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 02.05.01, 22:54
                            Laczenie wrazen zmyslowych w calosc to tylko
                            taka przenosnia w duzym stopniu
                            Moze Cie rozczaruje , ale nie licz na to ze moge
                            napisac tu cos obiektywnego lub bliskiego
                            prawdy. To co moge napisac to jedynie moje
                            subiektywne wrazenie , ktore bardzo rozni sie
                            od tego co powszechnie sie uwaza na temat
                            uczuc. Sam jestem ciekawy jak jest naprawde.
                            Wydaje mi sie ze synteza wrazen dokonuje
                            sie na wielu etapach. Ja na swoj wlasny
                            uzytek przez uczucie rozumie wszystkie etapy
                            procesu tej syntezy ( swiadome i nieswiadome )
                            Wrazenie to dla mnie produkt jakiegokolwiek
                            etapu procesu uczuc.Przy czym podzial na
                            procesy i produkty jest tu sprawa umowna.
                            Produktem moze byc nowy proces lub zmiana
                            kazdego innego procesu lub jego danych
                            wejsciowych.
                            Zeby pisac o uczuciach musze opisac czym
                            jest w moim przekonaniu swiadomosc.
                            Dla mnie jest to proces samonadzoru powstaly
                            w wyniku wzajemnego oddzialywania roznych
                            procesow. Jest to dla mnie stopniowalne, tzn
                            jaki zakres samonadzoru taki zakres swiadomosci.
                            Swiadomosc bylaby wiec produktem procesow
                            w znacznej mierzei autonomicznych tzn. niekontrolowanych
                            przez nia w sposob bezposredni ani nawet posredni.
                            Uczucia w takim modelu bylyby to procesy
                            dokonujace sie poza bezposrednia kontrola
                            swiadomosci. (choc swymi skutkami na nia
                            dzialajace ) - stad pewnie takie wrazenie ze
                            zostalismy nimi obdarzeni przez nature.(co tworzy
                            taki sztuczny podzial na nasza swiadomosc ,czyli
                            nas samych i nasze "wyposazenie",czyli uczucia )
                            Powszechne rozdzielenie rozumu i uczuc ma
                            oczywiscie pewne uzasadnione powody ,ale
                            nie usprawiedliwiaja one takiego falszywego
                            ich obrazu jaki ludzie sobie nawzajem utrwalaja.
                            Takie stwierdzenie: "pozbawiony ludzkich uczuc"
                            oznacza dla nas czlowieka (czy jeszcze? ) ,ktoremu
                            kwestionujemy jego czlowieczenstwo i wystawiamy
                            jednoczescnie bardzo negatywna ocene.
                            A gdyby tak doslownie to zinterpretowac to
                            znaczenie tego mogloby byc w najgorszym razie
                            neutralne. W koncu istota o wielkim rozumie
                            moze byc tak dobra jak ta o wielkim sercu. Odwrotna
                            relacja nie zachodzi.
                            Ludzie zrobili sobie z uczuc piedestal , bo trudno
                            je zmierzyc ,wiec daje to komfort bycia lepszym
                            od innych. Tylko czy mozna byc naprawde dobrym
                            bedac w takim zaklamaniu (nieswiadomosci ) ?

                            >Czyli ten "zmysl moralny" byłby jakoś nadbudowany na reszcie, znaczy na
                            >intelekcie? To znaczy, ze jest jakims wyższym stopniem? Skutkiem? Chociaż,
                            >właściwie, czemu nie. Wynika chyba(upraszczając) z pojmowania chrakteru
                            relacji
                            >między jednostkami, i umiejętnosci ich przewidywania. I jest chyba wyciąganiem
                            >wniosków z tego przewidywania.

                            Dokladnie o to mi chodzilo. Jest jednym z wazniejszych jesli
                            nie najwazniejszym skutkiem istnienia intelektu. Dlatego
                            podzial na intelekt i cos jeszcze obok niego, wydawal mi
                            sie tak niezrozumialy (sztuczny ).

                            >Jeśli chodzi o istotę pragnacą przetrwać za wszelką
                            >cenę, to i jej zachowania będą pewnie inne, zależnie od stopnia inteligencji.
                            bo
                            >to jest przecież jej narzędzie do radzenia sobie ze światem, prawda?
                            Ja uwazam ze inteligencja jest tylko jednym
                            z kilku narzedzi. Skutecznosc wszystkich
                            to miara intelektu.
                            Wydaje mi sie ze slabym punktem Twojego
                            rozumowania jest wybiorcze postrzeganie
                            intelektu poprzez pryzmat jednostkowych
                            dokonan lub okreslonych wlasciwosci (inteligencja )
                            Jezeli spojrzalabys na intelekt jak na rodzaj polisy
                            majacej ochronic nas przed zlym lub przypadkowym
                            dzialaniem to moze wtedy uniknelabys sprzecznosci
                            i watpliwosci. W takim przypadku mozliwosc
                            nieposluzenia sie intelektem bylaby swiadectwem
                            jego ograniczonosci. Bo co to za polisa , ktora nas
                            nie chroni.
                            Mozna probowac mierzyc intelekt skutecznymi
                            osiagnieciami w przeszlosci i mozliwosciami na
                            takie dzialanie w przyszlosci. Dla mnie taka metryka
                            nie jest najbardziej miarodajna. Ze wzgledu na
                            nieodwracalnosc skutkow wielu dzialan.
                            Dlatego osiagniecia niech beda osiagnieciami ,
                            potencjal potencjalem ale prawdziwa wartosc
                            wychodzi w krytycznych sytuacjach.
                            W przypadku ludzi wieksze mozliwosci
                            dzialania (niz te ktore maja zwierzeta )
                            wystawiaja ludzki intelekt na coraz trudniejsze
                            proby.
                            Oceniajac ludzki intelekt z takiej perspektywy
                            nie przedstawia sie on imponujaco (w odroznieniu
                            od osiagniec )
                            Napisz jak oceniasz moje "zlote" mysli :-)
                            Nie umiem niestety napisac tak szybko
                            jak Ty ,tekstu ktory by mnie satysfakcjonowal
                            i wyslac Ci go na forum.
                            Dlatego nie mysl ze lekcewaze sobie nasza
                            pogawedke tutaj, ale ciezko by mi bylo
                            odpisywac czesciej.
                            Napisz mi jak sadzisz dlaczego rozmawiamy
                            tutaj tylko prawie we dwoje. Przeciez jest to
                            temat ktory wszystkich dotyczy. Czyzby ludzie
                            tak dobrze sie znali na sobie ze ich to juz nie
                            interesuje? A moze ja pisze bez sensu ?
                            Moze znasz jakies inne listy gdzie mozna
                            cos ciekawego przeczytac co ludzie mysla
                            na powazne tematy - masz przeciez SDI
                            to pewnie zagladasz tu i tam ?
                            Z gory dziekuje i pozdrawiam.
                            LPiotrek

                            ps. Podoba mi sie co odpowiedzialas thrundui
                            Moglbym sie pod tym podpisac obiema rekami.
                            • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 04.05.01, 13:02
                              Bardzo mi się podoba Twoja definicja świadomości. Trzeba było od tego zacząć
                              całą dyskusję. To zgrabne sformułowanie ("samonadzór"), i ustawia od razu pewną
                              płaszczyznę rozumienia. Znaczy, nie bawimy się w jakieś nadprzyrodzone
                              własności, "dary" etc (nie obrażając takich światopoglądów), tylko mamy całość
                              psychofizyczną i próbujemy ją "rozgryźć".Z tego wynika, o ile rozumiem, że
                              świadomość jest wg Ciebie jakimś produktem ewolucji, dzięki któremu jednostka
                              lepiej radzi sobie ze światem zewnętrznym. Tylko co wtedy z tymi
                              jej "dodatkowymi" dobrodziejstwami? Z kulturą? Ona też jest rodzajem
                              przystosowania, czy przypadkowym efektem ubocznym? A może jeszcze nie wiadomo?

                              Jeśli mówisz, że intelekt to coś jak polisa, to znaczy, że całe istnienie od
                              niego zależy; odkąd jest, to nie może być "nieużywany". Nie da się go wyłączyć?
                              To rzeczywiście szersze pojmowanie intelektu, niż moje. Ale dobrze, niech
                              będzie. Tylko wtedy samo pojecie intelektu staje się jakby zbędne (niewiele
                              mówi). Skoro byt, który posiada intelekt, całe swoje życie musi prowadzić wedle
                              wskazówek tegoż, bo cały jest jakby "owinięty" i przepojony tym intelektem, to
                              czy nie jest nim właśnie? Dosłownie oczywiście nie, bo to przecież funkcja, ale
                              skoro wyczerpuje on calą działalność życiową, i jest niezbywalny, to z tego
                              wynika, że pojęcie intelektu ni mniej, ni więcej, ale opisuje pewien sposób
                              bycia, który określić można tylko jako "bycie tego bytu, który posiada
                              intelekt". I już wszystko jasne, bo intelekt jest tym całościowym, nadrzędnym
                              (do wcześniejszych ewolucyjnie) narzędziem do poznawania, zmieniania i
                              oswajania świata. I tyle. Mówi to tylko o, że tak powiem, materii, w jakiej to
                              życie się odbywa (a nie może odbywać sie na innym poziomie - niższe
                              przekroczyło z chwilą uruchomienia intelektu, wyższych nie zna). Nie mówi nic o
                              sposobach, o konkretnych rozwiązaniach. Które mogą być rozmaite - wiemy to z
                              obserwacji. Pewnie ilość rozwiązań jest skończona, ale jakie są to granice? I
                              jak niby mamy je poznać, skoro są to granice intelektu, a ten wyczerpuje całość
                              naszego pojmowania czegokolwiek? Skoro nie wiemy, co jest za tą ścianą (do
                              której wcale nie doszliśmy, tylko ją przeczuwamy), i nie możemy sobie
                              wyobrazić, to w ogóle wszystko bez sensu. Może jej nie ma? Tzn dla nas nie ma,
                              skoro jest to ściana graniczna nas samych. Jakiś wyższy byt tylko mógłby ją
                              zobaczyć.

                              Nie wiem, czy nie zaczynam już bredzić. To też tak a'propos Twojego pytania o
                              małe zainteresowanie tym forum. Może my właśnie bredzimy coś trzy po trzy? A
                              może przeciwnie, nasza dyskusja jest tak błyskotliwa, gęsta znaczeniowo, i na
                              tak wysokim poziomie, że nikt więcej się nie odważa przyłączyć? Osobiście wolę
                              to drugie rozwiązanie, choć nie jest pewnie najbardziej prawdopodobne. Może
                              nikt po prostu nie jest zainteresowany, co byłoby przykładem szerszej
                              prawidłowości, jaką zauważam w trakcie moich spacerów po sieci. NIe wiem, może
                              nie umiem szukać, ale nie udało mi się znaleźć podobnych miejsc. Na razie, bo
                              jeszcze szukam. Pozdrawiam, apsara.
                              • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 05.05.01, 07:49

                                Wg mnie w pewnym sensie jest to produkt
                                ewolucji , bo umozliwila ona zaistnienie takiego
                                procesu. Lecz nie wiazalbym swiadomosci
                                z ewolucja tak scisle ,bo wg mnie niedlugo
                                (za kilka , kilkanascie lat ) bedzie technicznie
                                mozliwe uzyskanie takiego procesu w sposob
                                syntetyczny.
                                Nie jestem pewien czy nie nabijasz sie przypadkiem
                                z tego samonadzoru ,bo przyznaje ze niewiele to
                                tlumaczy ,ale jednak dokladnie tak jak mi chodzilo
                                trafilas w sedno z ta plaszczyzna.
                                Gdy pytasz o kulture ,to przychdzi mi na mysl ,ze
                                to nie kultura wytworzyla swiadomosc ,lecz bylo
                                odwrotnie. Sprobujmy wiec oswoic sie najpierw
                                z istota swiadomosci ,a potem pomyslmy o innych
                                rzeczach ( jej skutkach ).
                                Przyznaje ze kultura ( czy moze cywilizacja ) pomaga
                                podnosic poziom swiadomosci ,ale to sprawa
                                raczej wtorna. Nasze zmysly czesto daja nam
                                falszywa informacje ( czy tez blednie przez nas
                                rozumiana ) i dlatego powinnismy z dystansem
                                podchodzic do naszych wrazen zmyslowych
                                ,a zwlaszcza tych ktore nie maja swego zrodla
                                bezposrednio w naszym otoczeniu ,lecz sa
                                bezposrednim wytworem naszej wyobrazni.
                                Swiadomosc do takich wrazen sie zalicza
                                choc bez watpienia jest to realny proces.
                                Tyle ,ze nie postrzegany bezposrednio
                                naszymi zmyslami.
                                Ostatnio przyszedl mi do glowy taki przyklad:
                                Schizofrenika uznajemy za chorego ,bo
                                slyszy obce glosy w glowie. Swiadomosc
                                to taki rodzaj "choroby" w ktorym slyszy
                                sie (czuje sie ) tylko wrazenia uznawane
                                za wlasne.

                                Jesli idzie zas o intelekt , to juz calkiem dobrze
                                mnie zrozumialas. Jedynie co chcialbym sprostowac
                                to to ze to nie intelekt za nas decyduje. Decydujemy
                                my , intelekt to rodzaj miary jak masa , czy objetosc.
                                Nie wyczerpuje calej dzialalnosci zyciowej ,bo
                                sa rzeczy od niego niezalezne jak prawa fizyki.
                                ( Moze niezalezne na pewnym stosunkowo niskim
                                jego poziomie ,ale to zostawiam dla filozofow
                                i fizykow ) Te prawa determinuja do pewnego
                                stopnia nasze zachowanie. Nie mialem zamiaru
                                kreowac jakiegos nowego bytu ,tylko pewien
                                rodzaj uniwersalnej metryki. (Pewnie ktos to
                                juz chyba wymyslil tylko ja malo czytam )
                                Dzieki za podniesienie na duchu.
                                Pozdrowienia. LPiotrek
                                • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 05.05.01, 16:20
                                  Witam znowu.
                                  To, że będzie można sztucznie stworzyć coś świadomego, nie znaczy, że
                                  świadomość nie mogła powstać ewolucyjnie. Wiele innych "naturalnych" rzeczy
                                  umiemy już imitować w laboratoriach. Według mnie to się nie kłóci. Natomiast
                                  nie wiem, czy to wytworzenie świadomości jest w ogóle możliwe. Przecież w ogóle
                                  nie mamy pojęcia, jaka jest jej budowa "fizyczna". Nawet jeśli zbudujemy teorie
                                  jej działania, a nawet pochodzenia, to jeszcze mało. Nie wiem, może kiedyś, ale
                                  nie sądzę, żeby za naszych czasów.
                                  A z samonadzoru wcale się nie śmieję. Właśnie bardzo mi się podoba!! Przemawia
                                  do moich intuicji, mojego "poczucia siebie". Nie tłumaczy to wiele, zgoda, ale
                                  jest zrozumiałe. W starożytnej i średniowiecznej filozofii często używano
                                  metafory światła dla opisania świadomości. Że oświetla wszystko, ku czemu się
                                  skieruje; nie umożliwia działania czegokolwiek, ale właśnie pozwala to coś
                                  obserwować. Czyli - jest takim "dodatkowym" elementem całej maszynerii, która i
                                  bez tego byłaby sprawna. Ś. tworzy następny poziom organizacji - z nią jest już
                                  inaczej, zmienia się jakosć calości (jest już "jasno"), ale jej brak nie
                                  oznacza braku życia w ogole (jest ono wtedy "w ciemności"). Trochę to jest tak,
                                  że jestem obserwatorem wlasnego istnienia i działań. (skądinąd, niezmiennie
                                  fascynujące)
                                  Oczywiście, odnosi się do podstawowych czynności życiowych, nie do kultury,
                                  która wlaśnie, moim zdaniem, jest wytworem świadomości. Musiałam coś źle
                                  napisać ostatnio, jeśli zrozumiałeś odwrotnie. A że równocześnie kultura ma
                                  wpływ na świadomośc - dla mnie to oczywiste. Chyba się to nazywa sprzężenie
                                  zwrotne. ciągła, wzajemna stymulacja. Więc może nie powinno się tak radykalnie
                                  powiedzieć, co było pierwsze. Moze lepiej - świadomośc i kultura są
                                  współzależne i powstają razem. I razem się zmieniają.
                                  A z tymi wrażeniami zmyslowymi. Nie wiem, czy świadmośc to wrażenie zmyslowe
                                  (zwłaszcza, jak sam zauważasz, że na pewno nie "bezpośrednie", ze świata). To
                                  raczej dzięki świadomości możemy mieć wrażenia. Oczywiście, mamy je dzięki
                                  organom zmysłowym, ale to świadomośc je właśnie odbiera i przetwarza. Czy to
                                  nie tak raczej? Tu też bym zachowala dla niej status tej instancji nadrzędnej,
                                  zbiornika i przetwornika. Wrażenia zmysłowe - z definicji - muszą byc ze świata
                                  zewnęrznego. Organizm żywy nie musi być świadomy, żeby odcczuwać bodźce i móc
                                  sie do nich "ustosunkowywać". Na tym chyba polega między innymi życie.
                                  Świadomość, jeśli jest, przyjmuje zadanie (no cóz, tylko tautologicznie umiem
                                  to powiedzeić) uświadamiania ich. W pewnym sensie wiec stanowi dla nich
                                  podstawę, umożliwia je - nie napoziomie "podstawoym", ich fizycznego
                                  zaistnienia, ale na poziomie wyższym. Jest narzedziem do ich "zaawansowanego"
                                  przetwarzania, tak jak jeszcze nieśwaidomy organizm przetwarza je w celach
                                  zachowania życia. tak to widzę. Paradoks polega na tym, że choć świadomośc
                                  wydaje się tym najbardziej wewnętrznym, "swoim" elementem, to mamy do niej
                                  dostęp właśnie posredni. Przez wrażenia, które odbiera, wiemy, że jest coś, co
                                  odbiera. Bardzo trudno jest skupić się na świadomości samej, bez tego, co
                                  ją "wypełnia". Bo jej treści to właśnie treści naszego istnienia.
                                  Intelekt. Powiedzenie, że to intelekt decyduje za mnie, jest niefortunne,
                                  zgadzam się. Ale taką mamy chyba tendencję (ja na pewno), że opisując coś
                                  skomplikowanego budujemy hipostazy, ktore potem wydają się żyć własnym życiem i
                                  uniezależniać. Oczywiście, "ja" i "mój intelekt" stanowi w pewnym sensie
                                  jedność - to złożona calość. Zresztą, chyba słowo funkcja już tu się pojawiało.
                                  Intelekt jest nawet nie tyle narzędziem (to sugeruje odrębny byt), ale właśnie
                                  jakimś sposobem bycia (dzialania?), specyficznym zachowaniem, czy coś. E, chyba
                                  się tu nie umiem dość dobrze wysłowić. Generalnie, zgadzam sie z Tobą.
                                  Prawa fizyki, moim zdaniem, stoją niejako u podstawy intelektu. Zgoda, że to
                                  poziom bardziej podstawowy, i nie mialam na myśli "panowania" intelektu nad
                                  nimi. Znowu popełniłam za dużą generalizację. Ale działanie takich podstawowych
                                  praw intelekt przyjmuje raczej z pewnik, regułę, która jest po prostu cechą
                                  zastanego świata. I włącza je do swojego oglądu, jako właśnie charakterystykę
                                  rzeczywistosci. Stosuje sie do nich, bo nie moze się nie stosować. Tu po prostu
                                  nie ma innego wyjścia, tak samo jak w samym byciu intelektu (o czym pisalam
                                  poprzednio).
                                  Chociaż, można na to patrzeć zupełnie odwrotnie. Jak Kant. Że to właśnie
                                  intelekt, czy cokolwiek, co jest odpowiedzialne za wewnętrzny obraz świata,
                                  buduje ten obraz na podstawie praw, jakie ma "w sobie". Ale to już jest
                                  meta-fizyka, w tym znaczenu etymologicznym. Nadal bowiem nie mamy możliwości
                                  wyjscia poza istnienie intelektu, tylko uznajemy, ze ten świat "poza" jest
                                  zupełnie inny, a my go widzimy tak, (upraszczając) jaki mamy kąt obiektywu i
                                  kolor filtra. A mimo to próbujemy coś orzec o tym "rzeczywistym" świecie. Nauki
                                  on, oczywiscie, nie może interesować. Dla niej nie ma różnicy. Tylko dla
                                  filozofów :-)))
                                  pozdrowienia, apsara.
                                  • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.05.01, 12:01
                                    >To, że będzie można sztucznie stworzyć coś świadomego, nie znaczy, że
                                    >świadomość nie mogła powstać ewolucyjnie. Wiele innych "naturalnych" rzeczy
                                    >umiemy już imitować w laboratoriach. Według mnie to się nie kłóci. Natomiast
                                    >nie wiem, czy to wytworzenie świadomości jest w ogóle możliwe. Przecież w
                                    ogóle
                                    >nie mamy pojęcia, jaka jest jej budowa "fizyczna". Nawet jeśli zbudujemy
                                    teorie
                                    >jej działania, a nawet pochodzenia, to jeszcze mało. Nie wiem, może kiedyś,
                                    ale
                                    >nie sądzę, żeby za naszych czasów.

                                    Nie zrozum tego co teraz napisze jako probe
                                    wymadrzania sie. Chcialbym podzialic sie z Toba
                                    tym co sobie wyobrazam o swiadomosci. Ale nie
                                    robie tego mam nadzieje "za darmo". Licze na to
                                    ze sprobujesz znalezc jakies sprzecznosci w moim
                                    rozumowaniu ,moze polecisz mi jakas ciekawa
                                    lekture na ten temat. Wydaje mi sie ze mam
                                    po swoich przemysleniach dosyc precyzyjny
                                    "obraz" swiadomosci ,ale zawsze dopuszczam
                                    mozliwosc swojego bledu ,a nie uwazam sie
                                    za jakiegos wielkiego mysliciela.
                                    To co napisalem ze swiadomosc wg mnie to
                                    proces ja rozumiem w sensie doslownym.
                                    To jest wg mnie ta "fizyczna" budowa swiadomosci.
                                    Wydaje mi sie ( jestem przekonany ,ale zawsze
                                    otwarty na krytyke ) ,ze ten problem ma zaskakujaco
                                    proste rozwiazanie.Tylko ludzie probuja to
                                    komplikowac. Ciesze sie ze akceptujesz swiadomosc
                                    jako wynik ewolucji , bo to otwiera mozliwosc
                                    dialogu w tej sprawie. ( gdybys byla przekonana
                                    o nadprzyrodzonym charakterze swiadomosci
                                    wtedy nie podjalbym sie proby przedstawienia
                                    w sposob zrozumialy swojego stanowiska ).
                                    Ale przechodzac do sedna. sprawy.
                                    Zgodzisz sie chyba ze nasza swiadomosc ma
                                    bardzo ograniczony i ulomny charakter.
                                    "Zauwaza" ona zjawiska ktore trwaja dosyc
                                    dlugi okres czasu( milisekundy ) , jednoczesnie
                                    dokonujac pewnego ich usrednienia w czasie.
                                    W istocie w zadnej chwili czasu swiadomosc
                                    nie istnieje ,podobnie jak ruch. Istnieje tylko
                                    w pewnym przedziale czasu. Twoj sceptycyzm
                                    iz nie powstanie ona za naszych czasow ,bierze
                                    sie chyba z przekonania o braku racjonalnego
                                    wytlumaczenia tego zjawiska.
                                    Teraz najwazniejsze. Dla mnie istota tego
                                    zjawiska jest po prostu PRZEPLYW
                                    INFORMACJI. (jej wzajemne oddzialywanie )
                                    Analizujac go mozna
                                    rozpoznac poziom uswiadomienia danej
                                    istoty. Zewnetrzne zachowanie istoty nie daje
                                    bezposredniej informacji o tym czy posiada
                                    ona swiadomosc , (choc ta posrednia
                                    informacja moze byc calkiem wystarczajaca
                                    w zyciu codziennym ). Tzn. to samo zewnetrzne
                                    zachowanie moze byc wynikiem procesu
                                    swiadomego jak i nieswiadomego . Jedynie
                                    analiza tego w jaki sposob istota wewnetrznie
                                    przetwarza informacje moze dac odpowiedz
                                    obiektywna , czy badana istota ma ta "jasnosc"
                                    sytuacji ,czy istnieje w "ciemnosci".
                                    Sam proces swiadomosci jest niezalezny od
                                    istnienia jakichkolwiek zmyslow ,choc w
                                    przypadku czlowieka i innych istot powstalych
                                    w procesie ewolucji swiadomosc przetwarza
                                    czesc informacji dostarczanej nam przez nasze
                                    otoczenie. Tzn. chodzi mi o to ,ze moglaby
                                    istniec swiadoma siebie istota nie przetwarzajaca
                                    ZADNYCH informacji ze swojego otoczenia
                                    tylko wlasne "mysli". Mysle wiec jestem :-)
                                    Tu najlepiej widac dwoista nature swiadomosci.
                                    Z jednej strony realny proces w realnym swiecie.
                                    Z drugiej pewnego rodzaju "zludzenie" , bycia
                                    czyms wiecej niz tylko procesem przetwarzania
                                    informacj.
                                    W tym miejscu utknalem ,bo nie wiem jak
                                    zapatrujesz sie na to co napisalem do tej pory.
                                    Nie wiem co zechcesz zakwestionowac i jakich
                                    uzyc tu optymalnych argumentow.
                                    Jezeli moj punkt widzenia wydaje Ci sie
                                    orginalny i chcialabys szybciej podyskutowac
                                    na ten temat to moglibysmy porozmawiac
                                    przez telefon ( jezeli jestes z Krakowa - a tak mi sie
                                    wydaje). Nie zamierzam Cie podrywac :-))
                                    Proponuje Ci to ,bo tak by chyba bylo latwiej
                                    wymienic mysli , a i tak dyskutujemy tu tylko
                                    we dwoje. Robie to ze wzgledu na temat.
                                    Jezeli bardziej cenisz sobie anonimowosc ,to
                                    moze chociaz moglabys polecic mi gdzie moglbym
                                    znalezc ksiazke ( o ile taka istnieje ) ,ktora
                                    przedstawia wspolczesny obraz wiedzy na temat
                                    funkcjonowania mozgu w aspekcie przetwarzania
                                    przez niego informacji. I nie chodzi mi tu o opis
                                    funkcjonowania neuronow na poziomie fizyko-
                                    chemicznym ,ale calych struktur( osrodkow ) i sposobow
                                    w jaki komunikuja sie wzajemnie oraz tego
                                    jakie sa tego skutki (nasze wrazenia ). No i fajnie
                                    by bylo gdyby napisane to bylo w miare zrozumiale
                                    dla zwyklego czlowieka jednoczesnie zawierajac
                                    mozliwie najbardziej pelny opis zjawisk (bez
                                    nadmiernego splycania tematu ) Cos takiego
                                    przeczytalbym z przyjemnoscia.
                                    Mam nadzieje ze sie nie pogniewasz.
                                    Pozdrowienia. LPiotrek
                                    • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 06.05.01, 21:28
                                      Właśnie dlatego napisałam o "fizycznej" strukturze
                                      świadomości w cudzysłowie, bo nie wiem, jaka jest ta
                                      jej podstawa. Chodziło mi o to, w czym się odbywa ten
                                      proces. Twój pogląd wydaje mi się charakterystyczny; o
                                      ile do końca rozumiem, to kojarzy się z psychologią
                                      buddyjską. Sorry że takie pokręcone odniesienie, ale
                                      wiedzę mam wyrywkową :-))
                                      Jeden z nurtów w budd. twierdzi, że świadomość to
                                      właśnie strumień wrażeń (=informacji w tym
                                      kontekście). Po prostu kolejne wrażenia ( i z bodźców
                                      zewn. i z refleksji) powstają, istnieją przez chwilę i
                                      ustępują miejsca następnym. Ale nie ma żadnej
                                      podstawy, nic, co by je "zbierało", "oświetlało" -
                                      świadomość jako odrębny byt nie istnieje. To tylko
                                      nazwa na strumień niepołączonych ze sobą, chwilowych
                                      wrażeń. Ich ciągłe następowanie po sobie i
                                      podobieństwo daje złudzenie jednosci i zakorzenienia w
                                      czymś niezmiennym i trwałym, odrębnym od tych wrażeń.
                                      Jednak tej podstawy nie ma, co też znaczy,
                                      że "potocznie" rozumiana tożsamosć osoby jest fikcją.
                                      W każdej chwili (a w Indiach mieli talent do
                                      wyznaczania niezmiernie małych i niezmiernie wielkich
                                      jednostek...) zmienia się byt w następny, podobny ale
                                      odrębny. Zatem nie ma stałego podmiotu. Oczywiście,
                                      idąc dalej tą drogą nie można (?) uniknąć w końcu
                                      elementów "z wyższego świata". Nie o to mi chodziło.
                                      Tylko wydaje mi się, że trochę w tym kieruku idzie
                                      Twoje rozumowanie? Jeżeli chce się uniknąć dyskretnej
                                      teorii istnienia (momentalne elementy a nie trwalość
                                      tożsamego), to nie można odmówić istnienia jakiejś
                                      podstawy tego procesu, jakim jest świadomośc. Tak mi
                                      się wydaje. Musi mieć ona jakąś formę -
                                      strukturę "fizyczną". Zgadzam się na przepływ
                                      informacji. Jako charakterystykę działania
                                      świadomości. Ale to jest to, co ona ROBI. A czym JEST?
                                      Czy rozumiesz, o co mi chodzi? Bo nie wiem, czy nie
                                      przesadzam z tymi rozróżnieniami.
                                      A już zwłaszcza w kokntekście ewolucji to się rzuca w
                                      oczy. Najprościej - jest jakaś "baza" materialna, w
                                      której zjawisko świadomości zaistniało. Czy można tak
                                      zupełnie ją odeń oddzielić? I tu gładko przechodzimy
                                      do następnej kwestii. Nie zgadzam sie z Tobą, że
                                      możliwa jest świadomość bez kontaktu ze światem
                                      zewnętrznym. W każdym razie nie taka, jaką znamy.
                                      Podstawowym świadomym "poczuciem" jest znajomość
                                      siebie, znajomość granicy między "ja" i "nie-ja".
                                      Dokładnie - myślę więc jestem. Świadomość "jestem",
                                      czyli świadomość "ja" jest nieoddzielna od świadomości
                                      tego, co nie jest już mną. Percypujemy i myślimy
                                      wyłącznie na zasadzie przeciwieństw. Rozróżnieie to
                                      podstawa wszelkiego postrzegania. Więc, jeśli jest
                                      jakaś świadoma istota, zawsze jest też jakiś świat
                                      zewnętrzny wobec niej. Ni może być dla siebie
                                      wszystkim, bo nie umiałaby siebie określić. Tak to
                                      umie tylko absolutny bóg albo medytujący mistyk :-)
                                      Dlatego zawsze jest jakieś postrzeganie świata
                                      zewnętrznego. Zgoda, może to nie musiałoby być za
                                      pośrednictwem narządów zmysłowych, jakie my mamy. Być
                                      moze świadomość nie musi być osadzona w fizycznym
                                      ciele, ale sama jest bytem niezależnym, ale musi mieć
                                      jakieś mechanizmy, pozwalające postrzec środowisko.
                                      Jakkolwiek rozumiane. Nawet samo skupianie się na
                                      sobie (przez co rozumiem Twoje słowa "przetwarzanie
                                      własnych myśli") potrzebuje jakiegoś "nie-ja" (nie
                                      mówiąc juz o tym, jakie by były tresci tych myśli w
                                      braku czegokolwiek poza świadomością). Tak mi się
                                      wydaje. CZy to ma dla Ciebie jakiś sens?
                                      Co do ksiązki, jakiej sobie życzysz, to ja bym też
                                      chciała przeczytać cos takiego :-)) Wcale nie jesstm
                                      wyedukowana w tym kierunku (ani żadnych innych),
                                      operuję właściwie zlepkiem przypadkowych wiadomości i
                                      idejek, jakie napotkałam w moim chaotycznym
                                      odniesieniu ku światu zewnętrznemu ;-)) I, jak pewnie
                                      da się zauważyć, więcej spotkałam filozofów niż
                                      naukowców. Muszę nadrabiać własnymi improwizacjami ;-)
                                      Ale w ogóle, bardzo fajnie mi się z Tobą dyskutuje, i
                                      lubię to coraz bardziej. Niestety, nie sądzę, bym
                                      mogła tak jasno się wyrażać "na żywo". Ja też muszę
                                      pomyśleć nad moimi wypowiedziami (choć nie jestm aż
                                      taką perfekcjonistką jak Ty :-)))
                                      Chętnie wymienię się z Tobą telefonami (podrywania się
                                      nie boję, na mnie to nie działa;-))ale dyskutować wolę
                                      na piśmie. Jeśli wolisz odmówić szerokiej widowni
                                      możliwości obserwowania naszych błyskotliwych
                                      rozmów ;-)) to pisz na mój adres:
                                      apsara@poczta.gazeta.pl
                                      Może tak być? pozdr. apsara
                                      • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.ppp.tpnet.pl 07.05.01, 07:44
                                        Ucieszylas mnie tym ze nie jestem odosobniony w swoich
                                        pogladach na istote swiadomosci. Dopiero teraz przypomnialem
                                        sobie ze kiedys chyba ogladalem jakies programy w tv (ale mam
                                        wrazenie ze to bylo chyba ponad 10 lat temu ) na temat buddyzmu.
                                        Nie jestem kims kogo szczegolnie pasjonuje filozofia (delikatnie
                                        mowiac ). Dlatego uwierz mi ,ale to co pisalem do tej pory
                                        o swiadomosci to byly moje osobiste refleksje. Dopiero teraz
                                        uswiadomilas mnie ze nie tylko moje. Ja to traktuje raczej jako
                                        problem natury technicznej , niz filozoficznej i dlatego mnie
                                        tak interesuje. Tym bardziej ze zyjemy w kregu kulturowym
                                        ,w ktorym moim zdaniem nie podchodzi się do tych spraw racjonalnie
                                        lecz raczej ideologicznie. I to jeszcze mocniej sklania do refleksji.
                                        Ale wracajac do buddyzmu ,to faktycznie po wyslaniu ostatniej
                                        wiadomosci zastanawialem się nad tymi argrumentami przy
                                        ktorych utknalem ( bo ja nie mam gotowych argumentow
                                        majacych dobrze przekonywac, ograniczam się w swoich
                                        rozwazaniach tylko do takich ktore mnie przekonuja ,a
                                        potem juz mi się nie chce dalej myslec, dlatego tak cenna
                                        jest dla mnie czyjas krytyka i kontakt z odmiennym
                                        punktem widzenia, bo to mnie znowu pobudza do myslenia.)
                                        I jak tak sobie myslalem , to doszedlem do tej ustawicznej
                                        zmiany swiadomosci ,o ktorej potem przeczytalem od Ciebie.
                                        Ale wracajac do tematu do przyznam się ze nie bardzo
                                        rozumie Twoj problem bazy materialnej dla swiadomosci.
                                        Bo wg mnie taka baza jest nasz system nerwowy i mozg.
                                        Wiec patrzac z punktu widzenia bazy ,to nasz mozg kreci
                                        tymi danymi i dzieki temu czujemy to co czujemy.
                                        Tylko musimy pamietac ze baza materialna procesu nie
                                        jest rowna samemu procesowi ,bo wystarczy niewielka
                                        zmiana tej bazy i proces ustanie. Wiec jesli taka drobna
                                        roznice w bazie rozrozniamy i sa to dla nas juz dwie
                                        rozne bazy (dla swiadomosci i nieswiadomosci ) to
                                        wtedy baza i proces sa sobie rowne. Jezeli zas taka
                                        drobna roznica, bazy nie zmienia naszym zdaniem, to
                                        nie mozemy utozsamiac bazy z procesem. Zwykle takich
                                        roznic nie zauwazamy. Mozg w trakcie myslenia i po
                                        utracie swiadomosci to dla nas ten sam mozg.
                                        Patrzac z punktu widzenia procesu, to proces kreci
                                        tymi danymi , a wiec samym soba ( to ten samonadzor )
                                        Czyli JEST dokladnie tym samym co ROBI.
                                        Jezeli zas idzie o swiadomosc bez kontaktu z otoczeniem.
                                        Oczywiscie będzie to pod pewnym wzgledem inna swiadomosc
                                        niz ta ktora my mamy ,podobnie jak inna jest swiadomosc
                                        osoby niewidzacej czy nieslyszacej ,ale istota samego
                                        procesu pozostaje ta sama.
                                        Oczywiscie można postawic taka granice ze jak nie
                                        rozroznia siebie od otoczenia to nie jest to taka
                                        swiadomosc o jaka nam chodzi ,ale to tylko jest
                                        taka sztuczna bariera. Bo istota tych procesow jest
                                        taka sama. Czym innym jest czucie się calym swiatem
                                        w przypadku gdy ma się zmysly ,a czym innym gdy
                                        jedynym zmyslem jaki się ma jest rozumienie
                                        mysli i bolu nawet niezdajac sobie sprawy ze istnieje
                                        cos takiego jak wlasnosc i cos wiecej niz te mysli i bol.
                                        Zadzwon to powiem Ci wiecej co mam
                                        na mysli w 5 minut niz tutaj w godzine.
                                        Zapraszam
                                        LPiotrek

                                        • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 08.05.01, 23:05
                                          Tak, jak ja to widzę, to problem techniczny i filozoficzny są tu tym samym
                                          problemem. Różnice są w nazewnictwie. Co do podejścia nazwanego przez Ciebie
                                          ideologicznym, to zgoda. Ale dla mnie, spojrzenie racjonalne też jest wynikiem
                                          przyjecia pewnej ideologii... Ale to może nie na temat.
                                          Z tą bazą materialną... Przyznaję się, że to dla mnie jedno z bardziej
                                          zaciemnionych zagadnień. Może rzeczywiście za mocno trzymam się przekonania o
                                          konieczności jakiejś "namacalnej" formy. (ulegam ideologii?) Zastanawiałam się
                                          jeszcze raz, i chyba rzeczywiście, w tym przypadku można przyjąć, że świadomość
                                          jest właśnie (i wyłącznie) tym, co robi. Że to tylko proces, a nie byt. Zostaje
                                          wtedy jednak jedna trudność - co dba o zachowanie jej tożsamości? Świadomośc
                                          przecież może się czasowo urywać. Muszę więc widzieć ją w złożeniu z "bazą"
                                          mózgu jako jakaś jego aktywność, na wzór może elektrycznosći???? Czyli - jest
                                          ona zupełnie niesamodzielna, zależna i pochodna? No, że pochodna, to się już
                                          chyba zgodziliśmy, przyznając jej pochodzenie ewolucyjne. Ale szczerze mówiąc,
                                          wydaje mi się - i nie mam na to żadnych argumentów, oprócz "poczucia" - że jest
                                          to coś jednak w jakimś, niemałym, stopniu niezależnego od tej materii, w
                                          której powstało. Nie wiem.
                                          W kwestii niemożności istnienia swiadomości nie odróżniajacej siebie od
                                          otoczenia jednak nie ustąpię. Poczucie "ja", podstawowe tutaj, jest moim
                                          zdaniem absolutnie niemożliwe bez postrzegania czegoś, co już mną nie jest.
                                          Zaskoczyło mnie, że tej potencjalnej "zamkniętej" swiadomości przydajesz
                                          postrzeganie bólu. Dlaczego akurat ból? Dla mnie to nieoczywiste. A poza tym,
                                          czyż ból nie jest wynikiem (pośrednio lub bezpośrednio) oddziaływania ze
                                          środowiskiem? Czyli, że percypowanie bólu zakłada świadomość świata
                                          zewnętrznego. Czy nie tak? Na razie chyba tyle. pozdr.apsara.
                                          • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.01, 07:28
                                            >Zastanawiałam się
                                            >jeszcze raz, i chyba rzeczywiście, w tym przypadku można przyjąć, że
                                            świadomość
                                            >jest właśnie (i wyłącznie) tym, co robi. Że to tylko proces, a nie byt.
                                            Zostaje
                                            >wtedy jednak jedna trudność - co dba o zachowanie jej tożsamości? Świadomośc
                                            >przecież może się czasowo urywać. Muszę więc widzieć ją w złożeniu z "bazą"
                                            >mózgu jako jakaś jego aktywność, na wzór może elektrycznosći???? Czyli - jest
                                            >ona zupełnie niesamodzielna, zależna i pochodna? No, że pochodna, to się już
                                            >chyba zgodziliśmy, przyznając jej pochodzenie ewolucyjne. Ale szczerze mówiąc,
                                            >wydaje mi się - i nie mam na to żadnych argumentów, oprócz "poczucia" - że
                                            jest
                                            >to coś jednak w jakimś, niemałym, stopniu niezależnego od tej materii, w
                                            >której powstało. Nie wiem.

                                            Wg mnie o zachowanie tozsamosci ,w sensie doslownym to nic
                                            nie dba. Ale rozumiem ze chodzi Ci o to dlaczego ja posiadamy.
                                            Dla mnie to wynik procesu klasyfikacji opartego na danych
                                            ktore przechowujemy w pamieci. Zwykle po przebudzeniu
                                            pamietamy cos o sobie i naszej relacji ze swiatem i to okresla
                                            ksztalt naszej tozsamosci. Jesli zas idzie o ta niezaleznosc od
                                            materii, to dla mnie proces jest niezalezny od materii ,podobnie
                                            jak liczba jest niezalezna od ilosci fizycznych obiektow.
                                            Tzn. proces danej klasy moze zachodzic w odmiennych
                                            warunkach materialnych. (Pod pojeciem klasy rozumiem
                                            procesy ktorych istota jest taka sama ,choc roznia się drobnymi
                                            detalami.) Tak wiec ja nie dostrzegam tu sprzecznosci.
                                            (Wyslalem Ci swoj numer , wiec jesli nie chce Ci się zadzwonic
                                            to wyslij mi swoj to ja zadzwonie do Ciebie ,zamiast tworzyc
                                            tu jakies zawile (dla mnie ) dowody. Tematu do dyskusji chyba
                                            nam nie zabraknie )
                                            Jezeli chodzi zas o bol , to wybralem go bo jakze czesto
                                            nie niesie nam informacji ze swiata zewnetrzbego tylko
                                            jest generowany w naszym ‘ciele’. Istnieje nawet cos takiego
                                            jak bol , ktory można odczuwac w utraconych czesciach
                                            ciala ( fantomowy ? nie pamietam teraz nazwy )
                                            Znowu latwiej byloby zamienic kilka zdan nawet gdyby
                                            to nie prowadzilo do wspolnego stanowiska
                                            to ukierunkowaloby to sposob argumentacji .

                                            Pozdrawiam
                                            LPiotrek
                                            • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 09.05.01, 21:33
                                              Moze nieporozumienie bierze się stad ze swiadomosc
                                              jako proces ktorym jestesmy ( dzieki ktoremu jestesmy )
                                              ma w swojej ludzkiej definicji warunek na rozroznienie
                                              siebie od otoczenia. A wg. mnie spelnienie takiego
                                              warunku to tylko kolejny etap w rozwoju tego procesu.
                                              Popatrz na taki przyklad: czy poczulabys bol dopiero
                                              po ‘zdefiniowaniu’ swojego otoczenia i siebie w nim,
                                              czy tez staloby się juz wczesniej. Wg mnie najpierw
                                              poczulabys bol. Moze mylacym jest fakt w jaki sposob
                                              powstaje nasza swiadomosc w trakcie naszego
                                              biologicznego rozwoju - przy udziale naszych zmyslow.
                                              Moge zgodzic się ze gdybysmy nie posiadali zmyslow
                                              odbierajacych informacje z naszgo otoczenia to w
                                              trakcie naszego biologicznego rozwoju nie wyksztalcilby
                                              się u nas proces swiadomosci. Ale tylko dlatego moge
                                              się z tym zgodzic bo uwazam ze informacja genetyczna
                                              takiej istoty bylaby do tego za mala , a sam proces
                                              biologicznego rozwoju jest na tyle chaotyczny ,ze
                                              proces swiadomosci moglby w ten sposob nie powstac.
                                              Piszac o chaotycznosci mam na mysli to ze w przyrodzie
                                              nie powstaja tak wyspecjalizowane i uporzadkowane
                                              struktury(zespoly) jak mikroprocesory, twarde dyski
                                              kasety wideo etc. Oczywiscie ktos zaraz moglby
                                              powiedziec
                                              ,a co to wspolnego ma ze swiadomoscia ?? Przeciez do
                                              tej
                                              pory nie powstala ona dzieki nosnikom informacji i
                                              ukladom
                                              ja przetwarzajacym ktore zbudowal czlowiek , lecz
                                              dzieki tym
                                              nosnikom i ukladom ktore uksztaltowaly się w procesie
                                              biologicznego rozwoju. Zgoda . Tylko wg. mnie biologia
                                              nie
                                              ma wylacznosci na ‘patent’ powstania procesu
                                              swiadomosci.
                                              Na obecnym poziomie rozwoju naszej techniki , moze
                                              istniec
                                              wrazenie ze ma , ale w tym tempie rozwoju jakie dzis
                                              obserwujemy moze się to stosunkowo szybko zmienic.
                                              Granica miedzy nami a naszym otoczeniem jest w
                                              rzeczywistosci dosyc plynna ( o ile istnieje ). Tylko
                                              nasza swiadomosc w
                                              procesie klasyfikacji ja tak mocno precyzuje. Bo kiedy
                                              nasza krew jest czescia nas a kiedy otoczenia ,a kiedy
                                              wlosy,
                                              paznokcie , a kiedy proteza albo przeszczep, albo
                                              komorki
                                              raka( sa czescia nas , czy sa nam obce )? A nasze
                                              cieplo ,albo
                                              glos kiedy sa czescia nas ,a kiedy otoczenia ?
                                              Oczywiscie
                                              potrafimy sobie odpowiedziec na te i wiele podobnych
                                              pytan
                                              dzieki pewnym umowom ktore traktujemy jak aksjomaty.
                                              Jest tak a tak ( takie oczywiste ) i to nie podlega
                                              dyskusji.
                                              Przyjecie pewnych aksjomatow moze okreslac stan naszej
                                              swiadomosci (stan tego procesu ) , ale nie okresla jego
                                              genezy , a tym samym jego istoty. Moim zdaniem
                                              swiadomosc
                                              jest polaczeniem pewnych procesow z osobna
                                              nieswiadomych,
                                              wynikiem ich wzajemnego odzialywania. Wiec to
                                              oddzialywanie
                                              to wg mnie jest istota procesu swiadomosci. I choc
                                              podczas
                                              tworzenia się swiadomosci takie oddzialywanie moglo
                                              wytworzyc proces ktory wg naszej klasyfikacji jest
                                              jeszcze
                                              nieswiadomy ( bo nie rozpoznaje siebie - swojej bazy
                                              materialnej ) ,to moze juz przetwarzac sygnaly ktore
                                              odpowiadaja za odczuwanie przez taka istote bolu.
                                              Nie jest istotne dla tego procesu ,jak my go
                                              sklasyfikujemy,
                                              bo on juz istnieje obiektywnie i jest tylko kwestia
                                              czasu
                                              kiedy osiagnie poziom , ktory wg nas jest juz
                                              swiadomoscia.
                                              Tutaj nasuwa się pytanie ile informacji i jak dlugo
                                              musi
                                              byc skladowane ,aby mogl powstac proces nazywany
                                              przez nas swiadomoscia. Moim zdaniem to zalezy jak
                                              wysoko postawimy poprzeczke dla tego procesu.
                                              W zasadzie samo odczuwanie bolu ,to kwestia dosyc
                                              umowna jezeli mamy na mysli bol istoty ,ktora dopiero
                                              siega poziomu swiadomosci. Lecz jesli (wg. mnie) uznamy
                                              ze cos odczuwa bol ,to istota tego procesu jest wspolna
                                              z istota procesow swiadomych ( bardziej ? ). Napisalem
                                              uznamy ,bo choc dla nas bol jest zjawiskiem
                                              obiektywnym to
                                              bol innej istoty mozemy probowac odczuwac, mierzyc jej
                                              reakcje i przebieg jej procesow i na tej podstawie
                                              szacowac (uznawac) jej bol i swiadomosc. Poniewaz
                                              mamy tak ograniczona swiadomosc ,ze nie potrafimy
                                              bezposrednio odczuwac bolu i swiadomosci innej istoty
                                              dlatego tak trudno wyobrazic nam sobie bol i swiadomosc
                                              (potencjalnej) istoty zlozonej z obwodow
                                              elektronicznych.
                                              Choc pewnie takiej istocie gdyby osiagnela tylko nasz
                                              stopien
                                              swiadomosci rownie trudno byloby uznac nasz bol i nasza
                                              swiadomosc.
                                              Napisz czy juz powinienem się leczyc ,czy czekac
                                              na dalszy rozwoj „choroby” :-))
                                              Obawiam się ze niedlugo okaze się ze to nie choroba
                                              tylko rzeczywistosc.
                                              Pozdrawiam
                                              LPiotrek
                                              • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 12.05.01, 21:01
                                                Coraz bardziej wydaje mi się, że najlepszą analogią dla mechanizmu
                                                świadomości "po Twojemu" jest komputer. Są zasoby pamięci, a jak włączymy prąd
                                                (obudzenie się), to uruchamia się tożsamość i wszystko działa. CZy tak?
                                                Ja nie wiem, czy się z tym zgadzam. To szalenie kuszące porównanie, i nasuwa
                                                się właściwie samo (jeśli się ma jakikolwiek kontakt z komputerami), ale nie
                                                wiem, czy ta łatwość nie jest zdradliwa. Ale może i rzeczywiście tędy droga...

                                                Odczuwanie jakiegokolwiek bólu wymaga istnienia czegoś, co jest jego przyczyną.
                                                We wnętrzu doskonale zamkniętego, odizolowanego ogranizmu, nie mialby ból racji
                                                bytu. Skąd miałby się wziąć? Zadawać bol sobie samej potrafi tylko psychika:-),
                                                a i to w odwołaniu do czegoś zewnętrznego. Bóle fantomowe to tylko bardziej
                                                złożony przypadek negatywnego oddziaływania środowiska (ucięcie ręki, choćby).
                                                Sam fakt istnienia takego bólu, pochodzącego z uczucia braku "kawałka siebie",
                                                to dowód na samookreślenie, jakie świadomość wytwarza (albo - ma? nie wiem).
                                                Jest to określenie granic siebie, czyli odrębności od "reszty". Nawet, jeśli te
                                                granice nie są określone bardzo szczegółowo (może nie do wszystkiego jest
                                                potrzebne "światło" - organiczne struktury, jak układ immunologiczny,
                                                same "wiedzą", co jest obce). Nie wiem, co jest pierwsze - czy świadomość czy
                                                ból. Może to pytanie bez sensu. Co prawda nie wiem, czy bez świadomości jest
                                                możliwe odczuwanie bólu, ale te dwie rzeczy wydają mi się bardzo mocno
                                                związane. Ból - wynik oddziaływiania ze środowiskiem, i świadomość,
                                                rozpoznająca granice, za którymi to środowisko się zaczyna. :-))
                                                (A tak zupełnie na marginesie, nie całkiem na temat, i nie całkiem poważnie.
                                                Jeśli istota, która byłaby wszystkim - taka uniwersalna świadomość, mogła
                                                odczuwać ból, to to chyba musiałby być weltschmertz?)
                                                Choroby żadnej nie stwierdzam, ale to chyba nie mnie trzeba pytać. pozdr.a.
                                                • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.05.01, 13:34
                                                  Komputer to troche mylaca nazwa na to do czego zmierzam.
                                                  To mile z twojej strony ze nie potempiasz w czambul
                                                  mojego punktu widzenia.Choc mam przypuszczenie
                                                  ze zajmujesz takie stanowisko nie dlatego, ze osobiscie
                                                  nie jestes zdecydowana jaki punkt widzenia wybrac,
                                                  ale dlatego ze nie masz ochoty na poruszanie tej kwestii.
                                                  Mnie samemu wydaje się to niezwykle i przyznaje ,ze
                                                  gdybym sam zapoznal się od kogos z takim punktem
                                                  widzenia majac rownoczesnie swoj inny ,to trudno
                                                  byloby mi zaakceptowac takie poglady. Samemu juz się
                                                  troche przyzwyczailem do tego co mysle , ale gdybym
                                                  poznal jakies mniej niezwykle rozwiazanie ,to z pewnoscia
                                                  zmienilbym swoje poglady.

                                                  Natomiast co do odczuwania bolu ,to troche trudno mi
                                                  zrozumiec Twoje stanowisko. Czy wg. Ciebie psychika
                                                  istoty zaczyna się na poziomie jej receptorow ?
                                                  Pytam dlatego bo napisalas ze bol moze miec fizycznie
                                                  tylko zewnetrzne zrodlo wobec naszego ciala. A kazdy
                                                  bol bez oddzialywania z otoczeniem to bol psychiczny.
                                                  Czy wiec np. bol zeba jest tylko bolem psychicznym
                                                  i nie posiada fizycznego zrodla ? Czy tez chory zab
                                                  gdy nas boli staje się czescia naszego otoczenia ,a
                                                  przestaje byc czescia nas samych ?
                                                  Dla mnie taki podzial to brak konsekwencji.
                                                  Wg. mnie nie ma zadnej roznicy czy informacja
                                                  powstaje wtedy gdy oddzialywuje materia naszego
                                                  ciala z materia otoczenia i na poziomie naszej
                                                  psychiki jest postrzegana przez nas jako bol ,czy tez
                                                  oddzialywuje ze soba wylacznie materia naszego
                                                  ciala i tworzy informacje traktowana przez nas
                                                  jak wyzej. Dla mnie takie przyczyny bolu to bol
                                                  fizyczny. Natomiast bol psychiczny to bol ktoremu
                                                  nie umiemy przypisac jednoznacznego zrodla
                                                  pochodzenia ( powstaly na skutek przetwarzania
                                                  informacji ) Identyfikujemy go wtedy z informacja
                                                  a nie z fizycznymi strukturami naszego ciala ,ktore
                                                  ta informacje przetwarzaja. Jezeli np. ktos powie
                                                  nam cos bolesnego to nie identyfikujemy tego
                                                  z naszymi uszami i neuronami ktore przetwarzaja
                                                  to co odebraly nasze uszy , ale z trescia tej
                                                  informacji. Jezeli jednak nam ktos krzyknie do
                                                  ucha to poczujemy bol tym razem fizyczny.
                                                  Podobnie bedzie w przypadku stanu zapalnego
                                                  lub nowotworu. Choc tu nie jest potrzebny
                                                  jakis szczegolny kontakt z otoczeniem.
                                                  Przy czym na poziomie swiadomosci,psychiki
                                                  czy jak inaczej to nazwac to kazdy bol , ma
                                                  ten sam charakter (psychiczny ) ,choc rozne
                                                  przyczyny bolu na tym poziomie moga nie
                                                  byc w rownym stopniu latwe do zignorowania
                                                  przez nasza swiadomosc.
                                                  Jezeli masz inny punkt widzenia na systematyke
                                                  bolu to przedstaw mi go obszerniej ,albo polec cos
                                                  do przeczytania. To co ja napisalem to moje
                                                  wlasne intuicyjne przemyslenia. Zawsze ciekawie
                                                  jest to porownac z innym stanowiskiem.

                                                  Pozdrawiam
                                                  LPiotrek
                                                  • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 18.05.01, 23:14
                                                    Z tym bólem - nie całkiem o to mi chodziło. "Zewnętrzne" przyczyny bólu
                                                    rozumiem nie tak po prostu - na zewnątrz skóry. W ten sposób większość
                                                    rodzajów bólu byłaby "wewnętrzna". Chodzi mi o to, że ból jest reakcją na
                                                    jakąś nieprawidłowość w organizmie, a sam z siebie organizm nie robiłby sobie
                                                    nic "złego" - to wpływ jakichś czynników zewnętrznych. Czytaj: obcych,
                                                    odrębnych. Bakteria, która znajduje się w ŚRODKU organizmu, też jest wobec
                                                    niego ZEWNĘTRZNA; jest czymś innym. I obydwa te byty - i bakteria, i to, w co
                                                    ona wlezie, potrafią się od siebie odróżnić. Ewentualny ból jest tylko skutkiem
                                                    ich kontaktu. Co można inaczej nazwać może informacją, napływającą skądś i
                                                    wywołującą reakcję. A to, że przykre słowa nie fizycznie uderzają w nasze uszy -
                                                    no przecież chyba aż tak nie mylimy poziomów! Ale te przykre słowa to też
                                                    przecież informacja Z ZEWNĄTRZ... Chyba nic więcej na razie nie umiem
                                                    powiedzieć. pozdrowienia.
                                                  • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 21.05.01, 23:15
                                                    To co napisalas o bolu jakos nie moze do mnie trafic.
                                                    Choc juz rozumiem mniej wiecej o co Ci chodzi ,to
                                                    nie przekonuje mnie to. Przeciez bol można wywolac
                                                    przez zwykle napiecie miesni nie wspominajac o tak
                                                    prozaicznych sposobach jak uszczypniecie się czy
                                                    ugryzienie w jezyk. To prawda ze dobrze wyregulowany
                                                    mechanizm ludzkiego ciala nie powinien odczuwac
                                                    bolu bez przyczyny ( zewnetrznej ) o ile zabranoby mu
                                                    swobode dysponowania wlasnym cialem. Nie zmienia
                                                    to jednak faktu ze nasze cialo nie jest
                                                    takie „zasadnicze”
                                                    i nie rozroznia przyczyny bolu na zewnetrzna lub
                                                    wewnetrzna. Wydaje mi się ze wlasnie ta nasza cecha
                                                    umozliwia powstanie naszej swiadomosci ,ktora jak
                                                    sama zauwazylas dzieli wszystko na siebie i nie siebie.
                                                    W takim ukladzie jak Ty proponujesz swiadomosc
                                                    gdyby powstala ,wszystko co materialne postrzegalaby
                                                    jako obce ( zewnetrzne ) ,bo nic na co mialaby wplyw
                                                    nie potwierdzaloby jej tego. Wyobrazam to sobie jak
                                                    cos w rodzaju snu lub filmu gdy na nic nie mamy wplywu.
                                                    Mozemy przezywac emocje ,ale pozostajemy tylko
                                                    obserwatorem tego innego swiata , a nie materialna
                                                    jego czescia. Moge wyobrazic sobie druga skrajnosc
                                                    gdzie swiadomosc identyfikuje się z kazdym materialnym
                                                    elementem ktory potwierdza jej swoje istnienie. Ona
                                                    czula by się jako wlascicielka calej materii ktora
                                                    postrzega.
                                                    I byloby to dla niej tak normalne ,jak dla nas
                                                    postrzeganie
                                                    wlasnego ciala.
                                                    Napisz co o tym sadzisz. Napisz mi tez jak Ty
                                                    postrzegasz
                                                    istote wlasnego istnienia. Tyle się tu
                                                    naprodukowalem ,ze
                                                    chetnie teraz poczytam jakie sa Twoje refleksje na ten
                                                    temat.

                                                    Pozdrawiam
                                                    LPiotrek
                                                  • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 22.05.01, 10:56
                                                    Czymkolwiek ta świadomość jest,to w jakiś sposób "siedzi" w układzie nerwowym,
                                                    albo jest z nim połączona, albo tożsama. Inaczej to się chyba nie da. I dlatego
                                                    ból może być fizyczny, i dlatego jest zewnętrzny, bo ciało - to co monitorowane
                                                    (nie wiem, czy to dobre sformułowanie?) układem nerwowym, ma swoje oczywiste
                                                    granice. A ból zadawany samemu sobie - wydaje mi się, że to on jest możliwy
                                                    dzięki świadomości właśnie, a nie na odwrót? Mając świadomość siebie (w tym -
                                                    swojej fizyczności), mogę na siebie wpływać. Nie wiem, może rzeczywiście taki
                                                    ból trzeba by było nazwać wewnętrznym. Ale wychodzi on z innego poziomu
                                                    istnienia, samoświadomego. Więc może powinny się go tyczyć inne reguły?
                                                    Świadomość siebie jest zarazem świadomością swojego ciała, fizyczną obecnością,
                                                    jak i świadomością pewnej od niego (ciała) odrębności. Tak ja to czuję. To, że
                                                    mogę np skupiać się na sobie, świadomie używać swojego ciała, nawet je
                                                    kaleczyć - to świadczy o pewnej niezależności świadomości od fizyczności.
                                                    Przecież nawet - mówi się "moje" ciało. Jeśli zgodzimy się, że świadomość jest
                                                    naturalnym wytworem ewolucji, to musiała z tej cielesności wyjść. Ale wyszła
                                                    tak daleko, że teraz się uniezależnia. Częściowo przynajmniej. Może ten proces
                                                    pójdzie dalej w tym kierunku, i kiedyś świadomość jako byt niezależny będzie
                                                    się obywała bez nośnika materialnego? Nie wiem, czy to już nie zatrąca o jakiś
                                                    okultyzm, czy coś :-) Nie znam się na biologii, ale chyba rozwój organizmów
                                                    dąży raczej w kierunku wewnętrznego skomplikowania i "rozwijnia się w sobie". A
                                                    nie do uniezależniania poszczególnych "zespołów". Jednak może na pewnym
                                                    poziomie komplikacji powstała w obrębie organizmu struktura okaże się
                                                    samowystarczalna i oddzieli się od swojego źródła? Czy coś takiego w biologii
                                                    się obserwuje? (czy ktoś może wie i się podzieli?) Może świadomość właśnie ku
                                                    temu zmierza. Początkowo była to funkcja, wedle Twojego określenia,
                                                    samonadzoru, zupełnie służebna wobec organizmu, mająca usprawniać jakieś tam
                                                    procesy. Ale z czasem "rosła w siłę" i znaczenie, rozwijała swoje zdolności, i
                                                    mamy świadomość refleksyjną, zdolność do abstrakcji, i co tam jeszcze. Te
                                                    rzeczy chyba nie są w ogóle potrzebne ciału? A skoro istnieją, i są używane
                                                    (przez niektórych....:-)), to chyba się mogą rozwijać dalej? Coraz bardziej
                                                    świadomość alienuje się od reszty organizmu, czując siebie jako coś odrębnego
                                                    (przypominam - "moje" ciało). Odrębnego i nadrzędnego, choć z tym to nie do
                                                    końca - ciągle nie wszystko może kontrolować. Ale z drugiej strony - słyszy się
                                                    i czyta o wypracowanych latami technikach, pozwalających na nieprawdopodobną
                                                    wprost kontrolę nad ciałem i jego funkcjami. Nawet jeśli 3/4 z tego to legendy,
                                                    to na pewno możliwa jest szersza kontrola świadomości nad ciałem, niż stosuje
                                                    się na co dzień. Np tacy "wolni nurkowie" (free divers). Widziałam program na
                                                    discovery o ich niezwykłych zdolnościach. Nurkując zmieniają przepływ tlenu w
                                                    krwi - nie dochodzi do tych organów, które w danej chwili są im niepotrzebne
                                                    (jakaś wątroba to była, czy coś), i przez to na dłużej go starcza. Zmienia się
                                                    stan całego organizmu. Nie jest to właściwość "cudowna", bo występuje w
                                                    przyrodzie - jakiś morski ssak tak robi. Ale jak dla ludzi, to niezwykła. A
                                                    najbardziej niezwykłe jest to, że wywołana przez świadomość. Co oczywiście
                                                    niewiele przybliża mnie do wiedzy, czymże ona w końcu jest.. pozdrawiam, apsara.
      • bebe Re: Kim czy Czym jestesmy ? 08.05.01, 00:07
        Gość portalu: O'Medina napisał(a):

        > Człowiek- jedyne zwierze, które potrafi zabijać dla samej przyjemności.

        Nieprawda, zabijanie jest przyjemnoscia dla wielu istot np. mojego kotka.
      • Gość: nEo Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: *.at.ibm.com 10.05.01, 12:39
        Gość portalu: O'Medina napisał(a):

        > Człowiek- jedyne zwierze, które potrafi zabijać dla
        samej przyjemności.

        Nieprawda, nie jedyne. Gołębie na przykład robią to samo.
    • Gość: Apsarze Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: 212.191.70.* 19.04.01, 16:30
      Dzieki za zyczenia.Z przyjemnoscia znow Cie widze w
      dyskusji . Kto nie czytal niech zajrzy do ksiazki
      Ditfurtha " Duch nie spadl z nieba" oraz ksiazek z
      etologii autorow : K. Lorentza, I.Eibl- Eibelsfeldta ,
      Droschera i Wicklera. Bedzie tam tez oswiadomosci
      zwierzat. Elementow swiadomosci zwierzat doznajemy w
      czasie snow . Polega to na poczuciu koncentracji
      wczystkiego co sie wokol dzieje na przezywajacym
      podmiocie. Rowniez swiadomosc dziecka jest zblizona do
      tego co przezywaja zwierzeta. Fizyk.
      • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 19.04.01, 17:27
        Gość portalu: Apsarze napisał(a):

        > Dzieki za zyczenia.Z przyjemnoscia znow Cie widze w
        > dyskusji . Kto nie czytal niech zajrzy do ksiazki
        > Ditfurtha " Duch nie spadl z nieba" oraz ksiazek z
        > etologii autorow : K. Lorentza, I.Eibl- Eibelsfeldta ,
        > Droschera i Wicklera. Bedzie tam tez oswiadomosci
        > zwierzat. Elementow swiadomosci zwierzat doznajemy w
        > czasie snow . Polega to na poczuciu koncentracji
        > wczystkiego co sie wokol dzieje na przezywajacym
        > podmiocie. Rowniez swiadomosc dziecka jest zblizona do
        > tego co przezywaja zwierzeta. Fizyk.

        witam.
        Ale moim zdaniem twierdzenie o tym "powrocie"do zwierzecej świadomości we śnie
        czy u dziecka to nie jest twierdzenie, ale teoria. znaczy, można się z tym nie
        zgodzić. nie mówię, że ja sie akurat nie zgadzam, bo ja nie wiem. Tzn. wiem, to
        zgodne z podejściem ewolucyjnym - świadomosc rozwija sie tak samo jak fizycznosć,
        czy coś. I wiem, ze na podstawie obserwacji ludkich noworodów wysnuwa się wnioski
        ogólniejsze, o naturze świadomosci w ogóle. Na dzieciach to sie akurat nie znam,
        ale na snach trochę tak (swoich, nigdzie nie grasuję). Zresztą,
        takie "pierwotniejsze" stany świadomosci celowo też można osiągać. I nie mam na
        mysli żadnych dragów (chociaż, jakby spojrzeć na takiego tzw "zalanego w trupa",
        tudzież "jadącego na rdzeniu", to nie wiem...), ale techniki różne "medytacyjne".
        Tylko, że nawet osiągniecie takich stanów nie mówi nic o ich ewentualnej
        pierwszości czy starszości. Ani o dzieleniu ich z innymi istotami. Temu
        doświadczajacemu nie mówi. NIe ma na to dowodów. Wewnętrznych. Tak mi się zdaje.
        A poza tym to co - zwierzę nie potrafi abstrahować od siebie? Ani trochę? To
        chyba spekulacja. /znaczy, radykalne odmówienie "wyższego" stopnia
        samoświadomosci. Ja tam na to dowodów nie znam. A szympanse, które łapią język
        migowy, łącznie z pojęciami abstrakcyjnymi? Zresztą, samo istnienie takich
        bystrych naczelnych moze być poszlaką w kieunku przyznania samoświadomosci innym
        stworzeniom niż człowiek. I tego, że jest stopniowalna. ogolnie pozdrawiam.
        apsara.
    • Gość: Apsarze Re: Kim czy Czym jestesmy ? IP: 212.191.70.* 19.04.01, 19:00
      Zgadzamy sie w pelni . Niemniej poczytaj zalecane
      lektury, sprobuj w Bibliotece Uniwersyteckiej . Lubie
      Cie . Fizyk.
      • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? 19.04.01, 22:30
        No rozczulasz mnie, naprawdę. Ale moze i coś przeczytam. Z Lorenza to pamiętam
        tylko 'obiektyzację', i nawet nie jestem pewna, czy to nie kto inny (no dobra,
        może się zbłaźniam teraz). A Dreschera czytałam kiedyś namiętnie, choć zdaje
        się, że głównie o instynktownych poruszeniach było. Że tam matryca
        rzeczywistości, a szczególnie żywego organizmu, a szczególnie matki. I że
        wszystko wie, co powinno robić, bo sytuacje są też nie take znowu
        niepowtarzalne. To chyba raczej nie pomaga w utrzymaniu twierdzenia o
        posiadaniu niezależnej od biologii świadomości? No bo to się też z wolną wolą
        łączy (jakoś). I w ogóle. Ale dobra, już nie będę improwizować, tylko sięgnę do
        źródeł. To do poczytania za rok :)))
    • Gość: Fizyk Re: Kim czy Czym jestesmy ? Do Apsary IP: 212.191.70.* 20.04.01, 11:47
      Czesc Apsara ! Najwyrazniej wzruszamy sie nawzajem
      .Zapewne jest w tym cos w rodzaju pokrewienstwa dusz.
      Zaczelo sie od zachwytu nad twoim pseudonimem. Ale
      wypowiedzi masz glebokie i przemyslane . Chyba sie
      tylko podszywalas dla zmylki pod niewinna nastolatke a
      faktycznie jestes utytulowana pania po studiach? Tych
      ksiazek jest wiecej : "Tak zwane zlo". " Odwrotna
      strona zwierciadla" "Regres czlowieczenstwa "- K.
      Lorentza. "MIlosc i nienawisc "- I. Eibl-Eibelsfedta,
      "Czy jestesmy grzesznikami "- Wicklera, "Regula
      przetrwania ", " Rodzinne gniazdo "- Droschera. Pisze z
      pamieci, moze byc tego wiecej . Pozdrawiam . fizyk.
      • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? Do Apsary 20.04.01, 15:15
        No widzisz, okazuje się, że można się w ogóle nie znać na fizyce i mimo to nie
        być kompletnym głąbem! Też się cieszę z tego odkrycia.
        A nie jestem ani głupią nastolatką, ani mądrą panią po studiach, tylko
        najzwyklejszym szarym człowieczkiem. Już miałam napisać, że przeciętnym
        członkiem społeczeństwa, ale nie lubię określać siebie per członek.
        Tych książęk to może już dość, bo jakbym naprawdę chciała wszystko przeczytac,
        to rzeczywiście mi rok zejdzie!!!
        A co do dusz, to nie wiem, czy takową posiadam.
        pozdr. apsara.
        • Gość: thrundui Re: Kim czy Czym jestesmy ? Do Apsary IP: *.*.*.* 27.04.01, 15:52
          chciałbym postawić pewien problem:

          ja i grupa 1000 osób bez przerwy powtarza ze nie ma świadomości, nie myśli nie
          czuje.
          Za żadne skarby nie damy się przekonać, powtarzamy to na okrągło.
          Wszyscy mamy IQ wieksze niż 200 i nikt nie jest chory psychicznie (uwagi na
          wszelki wypadek)
          Wszystko jest sterowane genami, bodźcami zewnętrznymi bieżącymi i przeszłymi.
          Jesteśmy równie świadomi swojego istnienia jak kamień czy para wodna.

          Czy my mamy świadomość i czy myślimy?
          Jeżeli tak to znaczy, ze nie ma znaczenia to co mówimy
          a wtakim razie dlaczego ma znaczenie to, że kilka miliardów innych przyznaje
          się do myślenia i świadomości. Może oni kłamią tak samo jak my?
          Czy tu obowiązuje tylko prawo większości?

          Dlaczego nikt na nie uwierzy?

          A gdyby krewetka powiedział, że ma świadomość? (np językiem migowym)
          Miałaby czy nie?
          i na jakiej podstawie tak twierdzimy?

          Jeżeli nie umiemy odpowiedzieć na takie pytania
          i pojęcie świadomości w gruncie rzeczy do niczego nie jest potrzebne
          to najlepszym rozwiązaniem jest uznać, że czegoś takiego nie ma.

          Podobnie myślenie.
          Komputer jest przecież o wiele bardziej myslącym stworzeniem niż człowiek.
          Jeżeli człowiek myśli bardziej niż krewetka ale gorzej niż komputer
          to znaczy, ze nie ma istotnej różnicy między mysleniem człowieka a krewetki.
          To po co cały czas powtarzać, że człowiek to jakaśtam istota myśląca?
          • apsara Re: Kim czy Czym jestesmy ? Do thrundui 28.04.01, 22:45
            Gość portalu: thrundui napisał(a):

            > ja i grupa 1000 osób bez przerwy powtarza ze nie ma świadomości, nie myśli nie
            > czuje.
            > Za żadne skarby nie damy się przekonać, powtarzamy to na okrągło.

            Skoro jesteś w stanie powiedzeć, że uważasz siebie za pozbawionego świadomosci,
            to już znaczy, że ją masz. Taki nieodkrywczy paradoks. Ktoś, kto może wypowiadać
            zdania o sobie, musi najpierw rozumieć pojęcie "ja". Znaczy - tylko samoświadoma
            jednostka może wypowiadać cokolwiek o sobie. Prawdę albo kłamstwo.

            > Wszystko jest sterowane genami, bodźcami zewnętrznymi bieżącymi i przeszłymi.

            Wszystko, znaczy co?

            > Czy my mamy świadomość i czy myślimy?
            > Jeżeli tak to znaczy, ze nie ma znaczenia to co mówimy
            > a wtakim razie dlaczego ma znaczenie to, że kilka miliardów innych przyznaje
            > się do myślenia i świadomości. Może oni kłamią tak samo jak my?
            > Czy tu obowiązuje tylko prawo większości?

            To zależy, co się chce osiągnąć. Rzeczywiście, nie ma znaczenia co kto mówi,
            jeśli celowo kłamie (na tym polega, jak mniemam, Twój przykład). Ale wydaje mi
            się, że nie chodzi o to, kto się "przyznaje" do posiadania świadomości. Nawet to,
            kto (i ile tych ktosiów) ją rzeczywiście posiada, to już punkt kolejny.
            Najistotniejsze jest to, że nie umiemy do kładnie określić, czym ta świadomosc w
            ogóle jest. Nie w kategoriach statystycznych, ale fenomenologicznie raczej.

            > A gdyby krewetka powiedział, że ma świadomość? (np językiem migowym)
            > Miałaby czy nie?
            > i na jakiej podstawie tak twierdzimy?

            No chyba przede wszystkim na podstawie wykazania cech świadomych. Doładnie w
            Twoim zarzucie - umiejętnosci komunikowania się. Zdolność do porozumiewania się
            zakłada przynajmniej świadomośc świata zewnętrznego i umiejętnośc wyróżniania
            jego składników (np. "mówiących"), jeśli nie wręcz samoświadomosć. Zatem, jeśli
            krewetka przemówiłaby do mnie, cokolwiek by nie powiedziala, mogę już uznać ją za
            istotę świadomą.

            > Jeżeli nie umiemy odpowiedzieć na takie pytania
            > i pojęcie świadomości w gruncie rzeczy do niczego nie jest potrzebne
            > to najlepszym rozwiązaniem jest uznać, że czegoś takiego nie ma.

            Ależ skąd twierdzenie, że nie jest do niczego potrzebne? I jak można uznać, że
            nie istnieje, skoro istnieje? Nawet mimo to, że niezdefiniowane. Poza tym, gdyby
            za każdym razem uznawać, że co niezrozumiałe, to nie istnieje, to do dziś nic
            bysmy nie wiedzieli o świecie i sobie. Pojęcie świadomości potrzebne jest choćby
            do tego (pominę tu juz aspekt poznania świata, bo wyraźnie do Ciebie nie bardzo
            przemawia), żeby móc określić siebie. To trochę chyba kulista struktura, ale
            istota samoświadoma potrzebuje samookreślenia, i jej świadomość to właśnie punkt
            wyjscia na drodze ku temu. tylko dzięki "użyciu" swojej zdolności do refleksji
            może poznać, kim właściwie jest. A chęć poznania tego wynika z faktu, że jest
            swojego istnienia świadoma... Czyż nie jest to jedna z najbardziej fascynujących
            rzeczy swiata? I wmawianie sobie i światu, że mnie to nie dotyczy, nie rozwiąże
            niejasności.

            > Komputer jest przecież o wiele bardziej myslącym stworzeniem niż człowiek.

            Komputer nie myśli, komputer przetwarza dane. Kroki, jakie podejmie, zależą od
            programu. To tylko wykonywanie poleceń, nic więcej. Cłowiek potrafi o wiele
            więcej. (np. potrafił wymyślić komputer). NIe potrzebuje wyczerpujących
            instrukcji, by podjąć decyzje, co dalej robić. Przeciwnie, jest zdolny do
            improwizacji, fantazjowania, ryzyka. I jest twórczy. Dzięki posiadaniu
            samoświadomości.

            • Gość: LPiotrek Re: Kim czy Czym jestesmy ? Do thrundui IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.07.01, 03:55
              Czy juz nikt nic nie potrafi napisac na ten temat ??

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka