ivan.jr
22.11.05, 15:46
Tymczasowy zakaz eksportu polskiej żywności do Rosji interpretuje się jako
kolejny przykład pogarszających się stosunków między obu krajami. Tak
kategoryczny sąd wydaje się przesadzony. Strona rosyjska miała swoje powody,
a skorzystała z okazji, aby rozszerzyć ów zakaz na całą żywność.
Pretekst ten posłużył rozmaitym celom, między innymi bardzo skutecznemu
przypomnieniu stronie polskiej, że winna swego sąsiada traktować poważnie, a
nade wszystko, aby w stosunkach polsko-rosyjskich nie dochodziło do prób
upokarzania partnera. Niestety, obie strony przedkładają niepotrzebne gesty
nad rzetelną współpracę. Ani Rosjanie, ani Polacy nie są tu bez winy.
Polska powinna zdecydowanie takich gestów się wyzbyć, tym bardziej że
Rosjanie reagują na nie przesadnie gwałtownie, jakby w placu Dudajewa w
Warszawie kryło się niebezpieczeństwo dla wielkiego państwa. Zarazem nazwa
taka nie była ani potrzebna, ani rozsądna. Nieco taktu i więcej jeszcze
dyplomacji byłoby bardzo na miejscu.
Zarazem należy zdecydowanie odróżnić kwestie związane z racją stanu państwa
polskiego od chwilowych emocjonalnych działań i pochopnych poczynań. Tych
drugich należy unikać, a jeśli już do takowych dochodzi - traktować je lekko
i nie nadawać im rangi dyplomatycznej zapaści. Tych pierwszych trzeba się
trzymać stanowczo, ale zarazem tłumaczyć własne stanowisko i przekonywać doń
rosyjskiego partnera.
Do nich należy na przykład sprawa Ukrainy i polskiego udziału w powodzeniu
pomarańczowej rewolucji. Od tego momentu zaczęła się równia pochyła w
podejściu Moskwy do Polski. Władze RP muszą twardo obstawać przy swoim i
przekonywać, że w interesie obu państw jest istnienie sąsiada stabilnego,
demokratycznego, rokującego szybkie nadzieje na poprawę gospodarki, a więc i
na wzrost zamożności jego obywateli.
Być może na Kremlu nie wszyscy podzielają to przekonanie, ale w niedługim
czasie przekonają się, iż lepiej graniczyć z liberalną i bogacącą się
Ukrainą, niż sprawiającą wieczne kłopoty Białorusią.
Podobnej też postawy należy oczekiwać od strony rosyjskiej. Własny przykład
może okazać się budujący. Mówił o tym w Moskwie minister spraw zagranicznych
Stefan Meller. Przyznał, że niektórzy polscy eksporterzy nie byli uczciwi,
choć zaznaczył, że "oszustów jest niewielu".
Ten konflikt stał się zarazem sprawdzianem umiejętności dyplomacji rządu
Kazimierza Marcinkiewicza. Można go uznać za udany, zważywszy z jak ogromną
nieufnością przyjęto w Rosji rząd Prawa i Sprawiedliwości. Polacy
zademonstrowali, że przede wszystkim należy rozmawiać, dogadywać się,
negocjować, a nie od razu obrażać się i stosować sankcje. Przy takiej
postawie każdy drobny incydent urasta do rangi wielkiego problemu i
konfrontacji między państwami.
Quelle PDN-NYCK