hugo_w2
23.11.05, 10:17
Trudno oceniać dalekowschodnią podróż prezydenta Busha. Niezależnie od
doraźnych spotkań z przywódcami krajów oraz uczestnictwie w szczycie
gospodarczym państw Pacyfiku, była ona obliczona na długofalową politykę.
Stany Zjednoczone coraz częściej zwracają się ku Azji jako do kontynentu
przyszłości. Gospodarczo i ludnościowo jest to region, który już teraz
zaczyna dominować, za parę dziesiątków lat będzie główną potęgą ekonomiczną w
świecie. Pozycja Europy, jeszcze wciąż największego partnera handlowego USA,
słabnie i będzie słabła, niezależnie od buńczucznych deklaracji polityków
Unii Europejskiej i rzeczywistych starań wspólnoty o dorównanie kroku w
tempie rozwoju krajów przyszłości. Europa się starzeje, polityka państwa
dobrobytu nie jest w stanie sprostać konkurencji prężnej i energicznej Azji.
Ale jest to kontynent jednocześnie ważny dla Stanów Zjednoczonych, albowiem
stamtąd płynąć będą potencjalne zagrożenia dla USA i świata. Niestabilny
rejon Bliskiego Wschodu i państw muzułmańskich będzie jeszcze długo
przedmiotem troski w związku z bezpieczeństwem świata. Irak, Iran, państwa
islamu przeciw Izraelowi, kraje arabskie kontra Zachód, islamscy separatyści
w Indonezji czy Malezji dążą do destabilizacji lokalnych rządów,
przechwycenia choć części kontroli nad terytoriami czy szlakami wodnymi.
Nad całym ogromnym kontynentem zaczynają stopniowo dominować Chiny -
największe i gospodarczo najpotężniejsze państwo o ogromnych ambicjach
mocarstwowych. Choć ciągle stosunkowo biedne, nie ma jednak wątpliwości, iż
niebawem będą dyktować warunki innym. Wielowiekowa tradycja imperialna oraz
brak demokracji czynią Chiny krajem potencjalnie niebezpiecznym.
Polityka Stanów Zjednoczonych obliczona jest więc na związanie Chin
gospodarczo z USA i z innymi państwami, aby Pekin był bardziej zainteresowany
pokojową współpracą niż militarnymi przedsięwzięciami. Jednocześnie
Waszyngton dąży do przeciwstawienia (w tym i militarnego) Chinom - Indii,
drugiego z ogromnych krajów Azji i również w przyszłości gospodarczej potęgi.
Także Japonia może militarnie stanowić przeciwwagę dla Państwa Środka.
Wreszcie Mongolia ulokowana między Rosją a Chinami może stać się nieocenionym
sojusznikiem.
Ale najlepszą formą powstrzymania hegemonistycznych tendencji Chin (i
militarnego awanturnictwa mniejszych państw) jest demokracja. Prezydent Bush
nie pominął okazji, aby wielokrotnie apelować o większą tolerancję,
poszerzenie swobód obywatelskich, respektowanie praw człowieka.
Polityka wobec Azji w ogóle, a Chin w szczególności, polega na związaniu
kontynentu siecią gospodarczych interesów oraz zasygnalizowaniu, że kraje te
zostaną włączone do rodziny rozwiniętych państw z ich międzynarodowymi
instytucjami, jeśli wprowadzać zaczną demokratyczne reformy.
Quelle PDN-NY CK
(foto : Bush w Chinach przed zamknietymi drzwiami , foto prawie symboliczne)
www.spiegel.de/img/0,1020,544484,00.jpg