t0g
17.01.06, 22:56
Wątek "Europa polubi uran"? został rozdęty do tego stopnia przez kłotnie, ze w
tej chwili umnieszczanie nowych postów w tym wątku mija się z celem, bo
szansa, że ktoś taki post zauważy, jest nikła. Dlatego zdecydowałem się
otworzyć wątek równoległy.
W angielskim jest takie ładne wyrażenie "the success (in such and such issue)
hinges critically upon..." - sukces (w takiej a takiej sprawie) zależy w
sposób krytyczny od... Czasownik "to hinge" pochodzi od słowa oznaczajacego
mniej więcej "zawias", więc słownikowo trzeba by było raczej tlumaczyć nie
jako "zależy krytycznie", a "wisi krytycznie", ale proszę zauważyć, że w wielu
językach "zależeć" wywodzi się od "wisieć" w danym języku, na przykład w
rosyjskim powiedzielibyśmy "eto dieło zawisit..."
No dobrze, ale co ja chciałem powiedzieć: cała sprawa, czy świat polubi uran,
czy nie, "wisi krytycznie" na ITER-ze. Jak wypali i na horyzoncie czasowym,
nawet odległym, pojawi się REALNA szansa na "energetyczna bonanzę", to o
uranie świat może szybko zacząc zapominać.
Alem, jeśli ITER nie wypali, to pytanie należy postawić troszeczke inaczej -
nie "czy", tylko "kiedy". Kiedy świat polubi, znaczy. A co do Europy? Jak
świat polubi, to i Europa w końcu polubi. A jak Europa polubi, to i Polska.
Ja jestem gorącym zwolennikiem wykorzystywania wiatraków i paneli słonecznych
na jak największa skalę. Ale jestem też realistą, nie romantykiem, jak Bonobo,
i po prostu widzę (jak też wielu specjalistów dużo bardziej kompetentnych ode
mnie), że na samych wiatrakach i panelach "nie pojadziem", bo po prostu nie
starczy na świecie bydła, z którego będzie można wytopic odpowiednia ilośc
łoju na łojówki, które staną się wtedy konieczne. Bo wiatrakowcy i paneliści
kompletnie zdają sie ignorować fakt, że natura doastarcza tej energi
praktycznie "za darmo", ale również KAPRYŚNIE. Nie tak, jak mieso, które teraz
w Polsce jest do nabycia w każdej chwili w dowolnej ilości. Tak, jak mięso w
PRL-u. Dowiozą dziś? Nie dowiozą? U mnie od poczatku stycznia byl JEDEN dzień
ze słoneczną pogodą!
Rozwiązaniem może być globalna sieć energetyczna, którą juz wielu od dawna
proponowało - czy nie pierwszy był von Neuman? No, ale w dzisiejszym swiecie
globalna sieć energetyczna to czysta fantasmagoria! Mniej realistyczna, niż
100 lat temu: wtedy "Brittania ruled the waves", w brytyjskim imperium słońce
nigdy nie zachodziło, gdyby wtedy istniały panele słoneczne i linie przesyłowe
wysokiego napiecia, to oni mogliby taką rzecz wybudować! Ale od tamtej pory
swiat się raczej coraz bardziej dzieli. Po ostatnich szantażykach gazowych
Putina któz pójdzie na takie rozwiązanie, w którym jakis niezadowolony kacyk w
odległym krańcu może nagle odciąć cała elektrykę?
Przeciwnicy "atomów" maluja obraz apokaliptyczny i ciemny gmin ich słucha,
bo gmin lubi wierzyć w "horror stories", taka już jego natura. Przykładem
tych rozsiewających apokaliptyczne wizje jest toja3003, któremu muszę wytknąć
- z całym szacunkiem -że naciąga liczby o całe rzedy wielkości. W przypadku
składowania wypalonego paliwa, na przykład, jak ja wiem, mówi się o potrzebie
składowania ich przez 10 000 - 20 000 lat, aby wróciły do bezpiecznego
poziomu (tzn. poziomu promieniowania, jakie wytwarza ruda uranowa, z której
paliwo zostało zrobione). O pół milinie lat, czyli 25-50 razty dłuższym
okresie, pierwsze słysze. Podobnie z tymi substancjami promieniotworczymi
emitowanymi przez elektrownie do atmosfery. Tutaj prorocy od jądrowej
apokalipsy starannie wystrzegają sie podania jakichkolwiek liczb, jak równiez
utrzymuja ciemny gmin w totalnej niewiedzy, ile promieniowania ludzie dostają
od matki-natury i od siebie samych, jak również od swoich współmałzonków, z
ktorymi spia w jednym łóżku! Dawka z elektrowni atomowej to przy tym "pestka".
A kto tu potrafi powiedzieć, bez zaglądania do czegokolwiek, jaką dawkę
promieniowania otrzymuje rocznie dod Matki-Natury średni mieszkaniec naszego
globu, aha? Tylko tak z ręka na sercu?! W jednostkach, jakie sobie kto życzy:
w miliremach, badź mikrosivertach, jak kto woli. No? Proszę szczerze
odpowiedzieć. A jaką dawkę rocznie otrzymuje przeciętny mieszkaniec Francji
lub USA - czyli krajów, gdzie są elektrownie atomowe - od tychże elektrowni?
Ktoś tu mam pojęcie i potrafi podac konkretne liczby?
Ja nie jestem specjalista od tych rzeczy, ale z detekcją promieniowania
jonizującego i dozymetrią mam stale do czynienia, bo swoje badania (z zakresu
fizyki ciała stałego) musze robic przy reaktorze jądrowym. Wiec cos niecos o
tych rzeczach wiem. I moge Wam powiedzieć, że radioaktywności, co prawda, nie
potrafimy wyczuć przy pomocy naszych zmysłów, ale przy pomocy istniejącej
aparatury możemy ja wykrywać i mierzyć jej poziom z niezwykle wysoką
czułością. Więc dane ilościowe o tych zagrożeniach z powodu elektrowni
istnieją i są na pewno wiarygodne.
Ktoś argumentował, że energia z elektrowni jądrowych jest dużo droższa. No
tak, ale trzxeba pamiętać, że za samą ropę, gaz czy węgiel NIE PŁACIMY - cena
to są tylko koszty wydobycia, transportu, rafinacji i zysk przedsiębiorców. Za
"nośnik energii" sam w sobie nie płacimy. O tym się jakoś zapomina. Ale to się
nieuchronnie zmieni, gdy źródełka ropy i gazu zaczną wysychać. Cena ropy
ostatnio "strzeliła w górę", strzeli jeszcze wiele razy w przyszłości i w
pewnym momencie sie okaże, że gdyby pobudować atomówki, to rachunek Panstwa
Kowalskich za swiatlo móglby byc o wiele nizszy... No i wtedy Panstwo K. moga
spojrzec na cala sprawe bardziej przychylnym okiem...