madcio
07.02.06, 21:56
Wejdę w buty bonobo44, bo k***ica trzyma.
www.space.com/news/060206_nasa_budget.html
www.spaceflightnow.com/news/n0602/06nasabudget/
www.newscientistspace.com/article/dn8689-nasa-to-divert-cash-from-science-into-shuttle.html
Cytat:
(...)the agency is "essentially transferring funds from a popular and highly
productive program into one scheduled for termination."
Nic dodać, nic ująć, chciałoby się powiedzieć. Jednak ja jeszcze sobie poużywam.
Gryfuniu, k***o r*****a, ledwo parę miesiecy obiecałeś, że ani cent nie
spadnie z innych programów kosmicznych.
Ja chyba wiem, na co liczy Gryfuś. Jeśli to wypali, koszta wyniesienia ładunku
na orbitę zostaną znacznie obniżone dzięki technologiom, które będą musiały
być opracowane w celu realizacji wizji Krzaka. I bęc, za machnięciem
czarodziejskiej ródżdżki misje bezzałogowe bedą startować setkami, a od chmar
bystrów niebo się zrobi ciemne.... eee to chyba nie ta bajka.
Jednak Gryfuś się na tym przejedzie. Czemu? To proste - to nie wypali. Albo
następny prezydent to skasuje, albo za coś trzeba będzie pokryć koszta Kariny,
albo za coś trzeba bedzie pokryć koszta rozpierniczenia Iranu. Lub po prostu
cały program wyląduje w koszu z prozaicznego powodu przekroczenia budżetu.
Cchecie wiedzieć, jak to będzie moim zdaniem wyglądać? CEVki pewnie polecą
parę razy, USA nie bedzie musiało latać Sojuzami, być może nawet amerykańce
wyladują drugi raz, by wyprzedzić kitajców (cholera wie po co, przecież nikt
już palmy pierwszeństwa USA nie odbierze). Ale nic z tego więcej nie będzie.
Żadnej bazy księżycowej. Żadnego obserwatorium po ciemnej stronie. Żadnego
Marsa. Żadnego "and beyond".
Podbój kosmosu? Koń by się uśmiał.
Jedynym realnym efektem będzie setki miliardów dolców utopione w kretyńskiej
wizji, która moim zdaniem została przez Krzaka wymyślona po to, by tenże
Krzaku nie występował w książkach historycznych wyłącznie jako żałosny iracki
agresor prowadzący jeszcze durniejszą "wojnę z terroryzmem".
Ja osobiście nie mam nic przeciw lotom załogowym, a wręcz przeciwnie, bardzo
bym chciał, żeby stopa ludzka dotknęła Czerwonej Planety jeszcze za mego
życia, ale... nie kosztem innych misji, zwłaszcza bezzałogowych, które
ostatnio świętują spore sukcesy (MERy, Stardust, Cassini oraz Huygens, Deep
Impact).
Wszystko trzeba z głową robić, panowie. ESA czy JAXA ma tu szansę zabłyszczeć
i zamiast dołacząć się do kretyńskiego chóru pt. "ja też chcę na Księżyc",
robić dalej swoje. Niech już będzie nawet ten głupi ExoMars, byleby coś było z
większym sensem, niż to, co ostatnio NASA wyprawia.