t0g
02.03.06, 00:41
A nie jak woznice, fornale czy tzw. "paniusie".
Jesli ktos nie ma wyksztalcenia, to nich przynajmniej sie STARA pisac jak
czlowiek wyksztalcony.
Ja napisalem w spokojnym tonie post (otwierajacy watek) dotyczacy pewnych
istotnych problemow europejskiego sektora akademickiego i sektora "R&D" -
problemow, ktore sa przedmiotem powaznej troski w Unii Europejskiej.
Jednemu Forumowiczowi o "imperialnym" nicku najwyrazniej moj post sie nie
podobal, wiec postanowil cos od siebbie dodac. Pan ten najwyrazniej jednak nie
za bardzo ma pojecie o rzeczach dziejacych sie w sektorze naukowo-badawczym,
na wyzszych uczelniach (calkiem mozliwe, ze ogladal te ostatnie tylko z
zewnatrz) - ale cos powiedziec koniecznie chcial, wiec wybral znana metode
typu "A u was Murzynow bija!". Na temat nauki i technologii nic powiedziec nie
umial, wiec napisal: "W usa drogi sa do d..., domki z kartonu, w Chicago sa
slumsy", i te pe. W stylu paniusi, ktora na jakis temat nic powiedziec nie
umioe, bo jest za glupia, ale powiedziec cos musi, wiec, kiedy mowa jest o
literaturze, to ona wyskakuje: "Co do literatury, to wam cos powiem -
Wisniewska sie puscila z tym facetem, ktory pracuje na zapleczu w tej
ksiegarni na rogu!"
Ludzie, zrozumcie, jak rozmawiamy o drenazu mozgow, to naprawde stan drog w
USA nie ma wiele do rzeczy w tej dyskusji (nawiasem mowiac, ja zjezdzilem
wiele kilometrow w - przypuszczam, ze w sumie z 50 000 - w Zachodniej Europie
i Skandynawii, z wiekszych krajow to tylko w UK i Hiszpanii nie jezdzilem; a
w USA, przypuszczam, zrobilem z pol miliona km przynajmniej, dwa razy
przejechalem kraj "coast to coast", wiec chyba moge powiedziec, ze znam dobrze
i drogi europejskie, i amerykanskie - no i jakos nie widze, zeby te w USA
wyroznialy sie na niekorzysc, raczej bylbym zdania, ze wprost przeciwnie).