Lód na Antarktydzie topnieje szybciej, niż sądzono

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.03.06, 18:46
No wolne żarty... wystarczy wyjrzeć przez okno i od razu widać że piździ jak nigdy, a im się lądolód kurczy... zwariować można.
    • Gość: Afacz Re: Lód na Antarktydzie topnieje szybciej, niż są IP: *.aster.pl / *.aster.pl 02.03.06, 21:21
      Masz okno z widokiem na Antarktyde?
      • billy.the.kid Re: Lód na Antarktydzie topnieje szybciej, niż są 02.03.06, 22:09
        a jak tam obliczyć wschód i zachód kontynentu.
        • Gość: Eskimos BARDZO niedobrze - początek epoki lodowcowej? IP: *.gates.com 02.03.06, 22:29
          I to bardzo, bardzo szybko nadchodzącej?

          1. Gdyby nie Gulfstream który ogrzewa Europę jak kaloryfer - mielibyśmy w
          Gdańsku białe niedźwiedzie. Polska leży na takiej samej wysokości jak Zatoka
          Hudson w Kanadzie, gdzie białe misie zaglądają do okien.

          2. Gulfstream zaczyna się w Zatoce Meksykańskiej, skąd ogrzane wody oceanu
          płyną "rzeką" wzdłuż Stanów, a następnie do Europy.

          3. Ale teraz słodka woda z topniejących lodowców, jako lżejsza od reszty słonej
          wody w oceanie, stworzy barierę na powierzchni północnego oceanu Atlantyckiego.
          Wbrew pozorom jej mieszanie się z oceanem nie jest szybkie, i trwa setki i
          tysiące lat. Ta warstwa wody może zkręcić nam kaloryfer - może zatrzymać
          Gulfstream, albo zmienić jego bieg.

          4. Dla Europy i Północnej Ameryki może to oznaczać błyskawiczną epokę
          lodowcową, podczas gdy reszta świata będzie się jeszcze bardziej przegrzewała.

          Oj niedobrze panie Sułku, niedobrze.
          • Gość: Beny Jasne a swistak siedzi i zawija IP: *.agns.fr 03.03.06, 13:30
            Naogladales sie w tej Chameryce filmow fabularnych i teraz cytujesz nam ich
            scenariusze - jak to lecialo The day after czy jak mu tam bylo.
          • renard_astucieux Re: BARDZO niedobrze - początek epoki lodowcowej? 05.03.06, 21:24
            Po pierwsze to Golfstrom nijak się ma do Antarktydy. Po drugie, jesteśmy
            właśnie na początku kolejnej epoki lodowcowej. (a nie jest ona wywołana ani
            przez gazy ani dziury w osonie ani inne takie upiorki, tylko przez cykliczną
            zmianę mimośrodu ziemskiej orbity). I co? Gdzie te białe niedźwiedzie? A polska
            leży na szerokości (nie "wysokości"!) południowego wybrzeża Zatoki Hudsona,
            gdzie jako żywo białe niedżwiedzie występują co najwyżej w ZOO.
            • Gość: Eskimos Oj Misiu, Misiu... IP: *.gates.com 07.03.06, 19:21
              Misiu, o czym ty piszesz? Gdańsk leży na wysokości 54N, a Port Severn nad
              zatoką Hudson na wysokości 56N (Fort Severn leży tylko tyle bardziej na północ
              od Gdańska, co Gdańsk od Warszawy - 52N). Wokół Port Severn misie chodzą jak
              kóry pod kórnikiem twojej babci.
              Nigdy nie byłem w Port Severn bo nie chcę nawet o tym myśleć, choć piszę z
              Kanady. Byłem zaś o wiele niżej na północ niż Port Severn i mogę zaświadczyć że
              białe niedźwiedzie tam chodziły (okolice Attawapiskat, Peawanuck).

              A teraz przemądrzałku załączam bardzo ciekwy artykuł, i mam nadzieję że jego
              autor nie będzie mnie ścigał. Osobiście uważam że jest dużo sensu w tym
              artykule. Oto on:

              "Pojutrze już było"
              Jan Marcin Węsławski, Jan Piechura* 27-06-2004 , ostatnia aktualizacja 22-06-
              2004 16:56

              To jeden z najgłupszych filmów w historii kina. Globalne ocieplenie doprowadza
              do (...) zamrożenia Nowego Jorku - czytaliśmy w recenzjach. Tymczasem
              scenariusz jest wielce realny, więcej - podobna klimatyczna katastrofa już
              miała miejsce w historii Ziemi. I zmiana też przyszła nagle - nie w czasie
              setek lat.

              Czujniki na Północnym Atlantyku rejestrują nagły spadek temperatury.
              Gigantyczne wiry zasysają lodowate powietrze z górnych warstw atmosfery. Ludzie
              znajdujący się na zewnątrz domów zamarzają w ciągu kilku sekund. Na Tokio spada
              grad wielkości ziemniaków, Los Angeles demolują tornada, 50-metrowe fale
              tsunami wdzierają się do Nowego Jorku. W kilka dni na północną półkulę wraca
              epoka lodowa. Czy to może się zdarzyć naprawdę?

              Jak długo trwa jutro?

              Nawet najostrożniejsi w sądach specjaliści przyznają, że klimat się zmienia. Tu
              niestety kończy się pewność, a pozostają pytania: Jak szybko się to dzieje? Co
              jest przyczyną tych zmian? Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
              Badacze morza są przekonani, że kluczową rolę w kształtowaniu klimatu odgrywają
              prądy oceaniczne. Film "Pojutrze"prezentuje teorie oceanografów w wersji
              przystosowanej do potrzeb Hollywood.

              Ogłoszona w 1989 roku przez dwóch oceanografów - Amerykanina Knuta Aagaarda i
              Kanadyjczyka Eddiego Carmacka - koncepcja katastrofy termohalinowej głosi, że
              słodka woda z topniejących lodowców może rozcieńczyć Atlantyk i "wyłączyć"
              Golfsztrom. Jeśli do tego dojdzie, półkulę północną naprawdę pokryje
              gigantyczna warstwa lodu i śniegu (co w końcu w historii Ziemi, zwłaszcza w
              ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat, nie byłoby niczym nowym).

              Zmiana klimatu w filmie trwa tydzień. Z punktu widzenia nauki jest to fikcja
              podyktowana zapewne wymogami dramaturgii. Chociaż... Jeszcze w latach 80.
              wierzyliśmy, że klimat przechodził od fazy zlodowaceń do ocieplenia w ciągu
              tysięcy lat. Jednak dzięki badaniom mikropęcherzyków powietrza w lodowcach oraz
              cienkich warstw w osadach morskich od blisko dziesięciu lat wiemy, że
              to "przełączenie" miało gwałtowny charakter. Epoka lodowa nie nastaje w kilka
              dni, ale zmiana taka może trwać zaledwie kilkadziesiąt lat.

              Dlaczego sądzimy, że to oceany będą grały główną rolę na scenie ewentualnego
              przyszłego dramatu? Ponieważ to głównie one magazynują ciepło otrzymywane od
              Słońca przez naszą planetę. Magazynują - i co najważniejsze - transportują je
              od równika ku biegunom.

              Morski termostat

              Atmosfera szybko nagrzewa się i studzi. Na Spitsbergenie koło Bożego Narodzenia
              pojawia się często świąteczna odwilż - w ciągu jednej doby temperatura potrafi
              podskoczyć z -20o do +5oC. Ociepleniu towarzyszą gwałtowne wichury i potoki
              topniejącego śniegu. Odwilż kończy się równie szybko, jak się zaczęła i w ciągu
              kilku godzin wraca wyżowa mroźna pogoda.

              Zupełnie inaczej ma się rzecz z oceanem. W czasie tej samej odwilży temperatura
              wody w fiordzie Hornsund, gdzie leży Polska Stacja Polarna, ani drgnie i
              utrzymuje się na poziomie 1oC. Dzieje się tak, gdyż morze ogrzewa się powoli i
              tylko powierzchniowo - podczas ciepłego, bezwietrznego dnia temperaturę zmienia
              zaledwie dwumetrowa warstwa wody. Cóż to jest wobec średniej głębokości
              Atlantyku - 3500 m!

              Ciepła morska woda, lżejsza od zimnej, utrzymuje się na powierzchni i utrudnia
              nagrzewanie dolnych warstw oceanu. Temperatura wody zmienia się sezonowo do
              głębokości 200-300 m, a najwyżej 500 m. Poniżej, na całej morskiej powierzchni
              globu, zalegają wody o stałej niezależnie od pory roku temperaturze około +2oC.
              Ten dzisiejszy, lodowaty wszechocean oziębił się w początkach czwartorzędu -
              około miliona lat temu, wcześniej przez dziesiątki milionów lat temperatury wód
              głębinowych sięgały +15oC.

              Autostrady ciepła

              Prąd Zatokowy, czyli Golfsztrom, płynie od Zatoki Meksykańskiej przez Atlantyk
              do Europy i wzdłuż brzegów Norwegii na północ, unosząc ze sobą ciepło o mocy
              ok. 25 x 1013 watów. To tysiąc razy więcej, niż wynosi roczna produkcja energii
              elektrycznej w Polsce! Wody atlantyckie o temperaturze około +6oC wpływają
              powoli w obszar Arktyki, gdzie temperatura powietrza może być o blisko 40oC
              niższa. Ocean szybko oddaje ciepło atmosferze, ochłodzona woda morska staje się
              gęstsza, cięższa i powoli "tonie". W Arktyce opada aż do dna, a w innych
              rejonach świata zaledwie do głębokości setek metrów. Wody te następnie płyną
              prądem przydennym w kierunku równika i dalej na półkulę południową. W rejonach
              tropikalnych Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego występują silne prądy wstępujące,
              które podnoszą zimną wodę z dna na powierzchnię. Ta cyrkulacja jest powolna,
              woda, która utonie w Arktyce, wypływa na powierzchnię po kilkuset latach.

              Ten oceaniczny pas transmisyjny przenoszący ciepło z okolic równika ku biegunom
              odpowiada za stabilność współczesnego klimatu. Silnikiem napędzającym jego ruch
              jest zapadanie się zimnej i słonej wody w obszarach polarnych. Aagaard i
              Carmack przestrzegają, że jeśli do północnego Atlantyku napłyną słodkie wody z
              topiących się lodowców, pas transmisyjny stanie! Dlaczego? Ponieważ słodka
              woda - nawet mocno schłodzona - pozostaje i tak lżejsza niż słona woda
              głębinowa. W obszarach polarnych chłodna woda przestanie "tonąć" i silnik
              napędzający pas transmisyjny oceanu zgaśnie! Paradoksalnie, północnej Europie
              globalne ocieplenie może więc przynieść nową małą epokę lodową.

              Taka sytuacja zdarzyła się w przeszłości, gdy kończyło się ostatnie
              zlodowacenie. W północnej Europie po okresie ciepła i ustąpieniu pokrywy
              lodowej nastąpiło gwałtowne oziębienie tzw. drias. Spowodowała je gigantyczna
              powódź. Tysiące kilometrów sześciennych słodkiej wody z topniejącego lodowca na
              terenach dzisiejszej Kanady wlały się do Atlantyku. Ta woda, lżejsza od
              morskiej, utworzyła warstwę izolującą wymianę ciepła między morzem i atmosferą.
              Europę na kilkaset lat znów pokrył lód. Dzisiejsze ocieplenie klimatu powoduje
              coraz szybsze topnienie lodowców. Nie ma więc braku logiki w twierdzeniu, że
              skutkiem obecnego ocieplenia klimatu może być kolejne... oziębienie.

              Huśtawka ciśnień

              Nie czekając na sprawdzenie hipotez, możemy obserwować co rok wielką huśtawkę
              klimatyczną, w której decydującą rolę odgrywa właśnie ocean. Na północnym
              Atlantyku występują dwa stabilne rejony charakteryzujące się niskim ciśnieniem
              (Niż Islandzki) i wysokim (Wyż Azorski). Okazało się, że różnica ciśnień
              pomiędzy tymi obszarami związana jest ściśle z intensywnością przepływu Prądu
              Północnoatlantyckiego (tak nazywa się Golfsztrom u wybrzeży Europy). W latach
              gdy różnica ciśnień jest duża, wielka masa wód przepychana jest na północ. Tam
              ocean oddaje ciepło, powodując łagodne i wilgotne zimy w Europie Północnej.
              Inaczej się dzieje, gdy różnice ciśnień pomiędzy Islandią i Azorami nie są
              duże, na północ przepływa mało ogrzanej wody, niewiele ciepła i wilgoci dostaje
              się do atmosfery, a efektem są ostre, suche zimy. Ostatnia seria surowych zim w
              Europie miała miejsce ponad 30 lat temu.

              Podobna huśtawka ciśnień powietrza i przesuwających się w jej efekcie mas
              wodnych odbywa się na obszarze polarnym. Jedn
              • Gość: Eskimos Re: Oj Misiu, Misiu...Ciąg Dalszy IP: *.gates.com 07.03.06, 19:22
                Podobna huśtawka ciśnień powietrza i przesuwających się w jej efekcie mas
                wodnych odbywa się na obszarze polarnym. Jednak jej wpływ sięga daleko poza
                Arktykę. Ogrzanie o 1°C Morza Norweskiego powoduje na przykład przyspieszenie
                rozwoju planktonu, ale taka sama zmiana temperatury Oceanu Arktycznego sprawi,
                że lód będzie się tworzył później i wcześniej będzie topniał. A to grozi dużo
                poważniejszymi konsekwencjami: zmianami proporcji odbicia promieniowania Słońca
                od powierzchni morza, innym tempem powstawania chmur, zanikiem wielu gatunków.

                Arktyka bez lodu, lód nad Polską

                W 2000 roku norwesko-brytyjski zespół oceanografów opublikował w
                czasopiśmie "Science" wyniki wieloletnich badań grubości lodu morskiego w
                Arktyce. Wyniki były zatrważające. Jeśli będzie on zanikał w obecnym tempie, to
                już za 50 lat Arktyka zostanie całkowicie pozbawiona wieloletniego paku
                lodowego. Lód będzie powstawał tylko podczas zimy i będzie topniał latem.

                Na koniec musimy oddać sprawiedliwość specjalistom od atmosfery. To
                rzeczywiście różnice ciśnienia powietrza wprawiają w ruch powierzchniowe prądy
                morskie i ciepło przekazywane przez atmosferę ogrzewa lub oziębia oceany. Ale
                to ocean zmienia pogodę w klimat. Na ile skutecznie? Wystarczy porównać leżący
                na 54. równoleżniku Gdańsk, miejsce o ponadtysiącletniej historii osadnictwa,
                upraw i handlu, z Fortem Severn w Kanadzie znajdującym się na tej samej
                szerokości geograficznej. Tam po ulicach chodzą białe niedźwiedzie, w tundrze
                pasą się renifery, a puchowej kurtki nie zdejmuje się przez cały rok. Żadne
                zdolności ani pieniądze nie zrobią z tego rejonu kwitnącego ośrodka
                cywilizacji. Gdańsk zawdzięczamy przypadkowej asymetrii przepływu ciepłego
                prądu w Atlantyku, który od kilkunastu tysięcy lat ogrzewa naszą, wschodnią
                stronę globu.

                Klimatyczny przełącznik kiedyś zmieni swe położenie. Tak jak działo się już
                wiele razy w przeszłości. Tego momentu nie przewidzą nawet najlepsze modele
                klimatyczne.
    • toja3003 0,2 mm x 100 lat = 20 mm, to mi wisi... 03.03.06, 09:08
      • neptus Re: 0,2 mm x 100 lat = 20 mm, to mi wisi... 03.03.06, 09:58
        Boś ciemny. Te 20 mm to juz kilometry zatopionych brzegow.
      • Gość: xxx Re: 0,2 mm x 100 lat = 20 mm, to mi wisi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.06, 16:25
        Tobie może i wisi ale Twoim dzieciom chyba już nieszczególnie :)
        • Gość: gość Re: 0,2 mm x 100 lat = 20 mm, to mi wisi... IP: *.225.121.103.bait.pl 04.03.06, 20:02
          A co go obchodzą jego dzieci
          • Gość: kapo di tutti kapi Re: 0,2 mm x 100 lat = 20 mm, to mi wisi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.03.06, 00:09
            Sto lat temu ludzie nie wiedzieli co to internet . Czyli za sto lat będzie
            zupełnie inaczej . Kapisz ?
    • Gość: r39 Re: Lód na Antarktydzie topnieje szybciej, niż są IP: *.ifpan.edu.pl 03.03.06, 14:24
      " ... szybciej, niż sądzono"

      Aktualnie wiemy, że chodzi o 150 km sześciennych na rok.
      A ile to niby "sądzono" wcześniej, hę?
      Jakoś nigdy nie widziałem żadnych liczb "w tym temacie".
      Przodkowie nazwali niektóre okolice wieczną zmarzliną i tak
      już zostało. W domyśle: szybkość topnienia netto = 0.
      No, to faktycznie wolniej niż 150 km^3/rok.

    • Gość: DarekWu Są ludzie myslący inaczej posłuchajcie tego: IP: *.telpol.net.pl 03.03.06, 20:38
      Zbigniew Jaworowski
      From SourceWatch
      Zbigniew Jaworowski is a professor at the Central Laboratory for Radiological
      Protection in Warsaw, Poland, and has served on the United Nations Scientific
      Committee on the Effects of Atomic Radiation. He is a global warming skeptic.


      Paul Arnold, "Interview with Zbigniew Jaworowski
      www.sepp.org/NewSEPP/jaworowski.htm
      BBC, June 14, 2000.
      "Climate Change: Incorrect information on pre-industrial CO2
      www.warwickhughes.com/icecore/
      Statement written for the Hearing before the US Senate Committee on Commerce,
      Science, and Transportation, March 19, 2004.
      www.sourcewatch.org/index.php?title=Zbigniew_Jaworowski
    • Gość: bar ba ra Jak to słodka woda ginie bezpowrotnie, bzdura. IP: *.acn.waw.pl 04.03.06, 09:46
      a skąd ta słodka woda się wzięła w tych lodowcach?
      Bóg stworzył?

      I teraz jak się rozpuści to już się zmiesza na amen?
      Nieodwracalnie?
    • renard_astucieux Re: Lód na Antarktydzie topnieje szybciej, niż są 05.03.06, 21:13
      Gość portalu: Barbarian napisał(a):

      > No wolne żarty... wystarczy wyjrzeć przez okno i od razu widać że piździ jak
      ni
      > gdy, a im się lądolód kurczy... zwariować można.

      Bo tan jest teraz lato, wnikliwy obserwatorze, a latem co się robi z lodem?
    • toja3003 może jednak ktoś konkretnie wytłumaczy 06.03.06, 09:07
      czemu wzrost poziomu wody o głupie 2 centymetry
      w ciągu sto lat (!) miałby być problemem?
      • Gość: Eskimos Re: może jednak ktoś konkretnie wytłumaczy IP: *.gates.com 07.03.06, 19:26
        Wzrost wody o 2 cm nie jest ogromnym problemem. Problem może być gdzie indziej -
        poczytaj artykuł który dołączyłem do mojej odpowiedzi: "Oj Misiu, Misiu..."
        • toja3003 nareszcie jakiś rozsądny głos 08.03.06, 09:04
          no więc o tym mówię, że 0,2 mm na rok to nie jest
          problem i taki artykuł tylko robi zamieszanie w
          głowach, natomiast obecnie mamy do czynienia
          z "oziębieniem klimatu przez ocieplenie"
          i rónież zacytuję tu stosowny artykuł:
          ----------
          Spóźnione, ciepłe i śnieżne zimy, takie jak obecna, mogą doprowadzić do
          kolejnego zlodowacenia. Już raz tak się stało. Dowody na to naukowcy znaleźli
          na dnie oceanu

          Spójrzmy za okno - właśnie zaczyna się druga dekada marca, a drogi, pola i
          ulice są wciąż zasypane śniegiem, mróz też nie odpuszcza. Tak jest w prawie
          całej Europie. Klimatolodzy holenderscy twierdzą, że w ich kraju takich opadów
          śniegu na początku marca nie było od kilkudziesięciu lat. Parę dni temu
          śnieżyce sparaliżowały środkowe Włochy. Czesi, zaniepokojeni olbrzymimi opadami
          śniegu, przygotowują się do powodzi.

          Jesień w styczniu

          - W Polsce obecna zima jest pierwszą taką śnieżną od ponad ćwierć wieku, czyli
          od sezonu 1978/79 - mówi prof. Halina Lorenc z Instytutu Meteorologii i
          Gospodarki Wodnej. Tymczasem - zgodnie z kalendarzem klimatycznym, który
          opracowano dla naszego rejonu - już od dwóch tygodni na zachodzie kraju
          powinniśmy mieć przedwiośnie.

          - Jeśli ta zima będzie długo odchodziła, a na to się zanosi, przedwiośnia może
          nie być w ogóle albo potrwa bardzo krótko, na przykład tydzień, bo na więcej
          nie wystarczy już czasu.

          Według meteorologów wiosna i jesień "kurczą się" już od pewnego czasu. W
          niedalekiej przyszłości być może będziemy mieli tylko dwie pory roku: chłodną i
          ciepłą, przy czym przejście od jednej do drugiej będzie nagłe. - To
          konsekwencja zmian klimatu.

          Uwaga na wiosenny śnieg

          Straszeni globalnym ociepleniem obawiamy się jego rozmaitych konsekwencji,
          tymczasem jedną z nich może być... nagły powrót chłodu na planetę. Tak twierdzą
          uczestnicy międzynarodowej ekspedycji, której przewodził Gerald Haug z
          Instytutu Badania Zmian Klimatu w Poczdamie.

          Badali oni, co się działo z ziemskim klimatem 2,7 mln lat temu.

          Był to ważny moment w dziejach półkuli północnej. Przyszło wtedy ochłodzenie,
          które było wstępem do ostatniej epoki lodowej zwanej plejstocenem. Ślady
          dawnych wahań klimatu uczeni odnaleźli na dnie Oceanu Spokojnego, niedaleko
          Kamczatki, a efekty naukowe wyprawy opisują w "Nature".

          Celem poszukiwań zespołu Hauga były szkieleciki okrzemek i kokolitoforów -
          jednokomórkowych organizmów wchodzących w skład planktonu morskiego. Obie grupy
          mieszkają w morzach od dawna. Okrzemki pojawiają się wiosną, gdy w wodzie jest
          dużo światła i związków odżywczych, giną zwykle wczesnym latem. Wtedy ich
          krzemowe szkieleciki opadają masowo na dno oceanu. Kokolitofory także budują
          szkielety, ale do tego celu wykorzystują wapń. Ich ulubioną porą roku jest
          wczesna jesień, kiedy wody oceaniczne są cieplejsze, choć mniej żyzne. Po
          śmierci ich pancerzyki również lądują na dnie.

          Haug i jego towarzysze wykonali odwierty w dnie Pacyfiku, wydobywając na
          powierzchnię próbki osadów morskich sprzed ok. 2,7 mln lat. W tych osadach
          zachowały się leżące na przemian warstwy krzemowych i wapiennych szkielecików.
          Ich ułożenie oraz skład chemiczny laikowi nic nie powiedzą, lecz ten, kto
          dobrze poznał biologię okrzemek i kokolitoforów, może z tych szczątków
          dowiedzieć się wiele na temat środowiska, w którym żył jednokomórkowy drobiazg.

          Miłe złego początki

          Dzięki okrzemkom i kokolitoforom uczeni ustalili, że zaburzenie klimatu, które
          doprowadziło do niespotykanej od setek milionów lat inwazji lodu, zaczęło się
          niewinnie.

          Ocean Spokojny intensywnie parował, a powietrze nad nim stawało się coraz
          bardziej wilgotne. Zachodni wiatr spychał je nad północną część Ameryki
          Północnej. Nad lądem para wodna skraplała się, latem zamieniając się w deszcz,
          a gdy temperatury spadały poniżej zera - w śnieg.

          - Zima zaczęła się spóźniać, bo ciepły ocean blokował jej nadejście - mówi
          Haug. - W końcu jednak mróz zwyciężał i wtedy nad Ameryką natura włączała
          gigantyczną armatkę śnieżną. Po paru tygodniach olbrzymie połacie lądu
          pokrywały się grubą na wiele metrów warstwą śniegu. Było go tak dużo, że daleko
          na północy nie zdążył stopnieć w ciągu lata. W ten sposób doszło do powstania
          pierwszych na naszej półkuli lodowców nizinnych. Większość z nich istnieje do
          dziś, choć obecnie są znacznie mniejsze niż w epoce lodowej.

          Wyjaśnienie zagadki tkwi w zachowaniu oceanu - twierdzą badacze. Ich zdaniem
          wcześniej, zanim doszło do przełomowych wydarzeń, wody Pacyfiku mieszały się
          intensywnie - chłodniejsze z głębin podpływały do góry, cieplejsze wędrowały w
          dół. Nagle ta wymiana wody ustała. W efekcie powierzchnia oceanu pozbawiona
          dopływu chłodniejszej wody z dna zaczęła się nagrzewać. Wykazały to symulacje
          komputerowe, które uczeni wykonali już po powrocie spod Kamczatki. - Jak na
          ironię, właśnie to ciepło doprowadziło w ostateczności do ekspansji zimna -
          mówi Haug.

          Przyszłość nie do przewidzenia

          Czy ten scenariusz może się niedługo powtórzyć w Europie?

          - Przestrzegam przed takimi porównaniami. Nie ma prostej analogii między tym,
          co się zdarzyło kiedyś, a naszymi czasami. Ale rzeczywiście widać też pewne
          podobieństwa - mówi prof. Lorenc. - Na przykład takie, że Atlantyk jest coraz
          cieplejszy i silniej ogrzewa Europę, szczególnie w chłodnej połowie roku. Stąd
          właśnie te spóźnione, łagodne zimy. Ponadto ciepłe powietrze może pomieścić
          więcej pary wodnej, więc niże sunące znad Atlantyku są ostatnio bardziej
          wilgotne, co zimą kończy się śnieżycami.

          Przypomnijmy, że w ciągu ostatniego miliona lat grube na 2-3 km lodowce kilka
          razy zajęły północną część Europy, Azji i Ameryki Północnej. Ostatni wycofał
          się z naszych ziem zaledwie przed 13 tys. lat (a na dobre znikł pięć tysięcy
          lat później w Skandynawii). Do końca nie wiadomo, czy epoka lodowa odeszła już
          w przeszłość, czy tylko zrobiła sobie przerwę.

          - Teoretycznie jest to możliwe. Widać to choćby po zachowaniu lodowców
          górskich. Niektóre dzięki wzrostowi temperatur ruszyły do przodu. To dlatego,
          że teraz spada na nie więcej śniegu - mówi prof. Lorenc. - Co jednak się stanie
          za kilkadziesiąt czy kilkaset lat - nie wiemy. Przyszłości nie da się
          przewidzieć, bo zależy ona od zbyt wielu zmiennych, o których wiemy mało albo
          nic.
    • dokowski Ale się ubawiłem! 08.03.06, 10:53
      "... w zachodniej części kontynentu, natomiast główna masa lądolodu znajdująca
      się na wschodzie..."

      Ciekawe czy chodzi o tę część lodowca położoną na północ od bieguna, czy na
      południe?
    • tees1 na biegunie nie ma kierunkow wschod - zachod 08.03.06, 11:37
      Na biegunach nie ma kierunkow wschod-zachod. Na Antarktydzie, ktora lezy wokol
      bieguna poludniowego, jest tylko jeden kierunek - polnoc.

      Dlatego w pierwszej chwili trudno zrozumiec ten fragment:
      "Znika przede wszystkim lód w zachodniej części kontynentu, natomiast główna
      masa lądolodu znajdująca się na wschodzie ... "

      Moze jednak ma to jakis sens, moze chodzi o czesci Antarktydy lezace na
      polkulach wschodnich i zachodnich? Tak by sie zgadzalo.
      • toja3003 z tym brakiem kierunków toś przesadził 08.03.06, 17:32
        biegun to nie matematyczny, bezwymiarowy
        punkt, choć nawet i wtedy zawsze można zdefiniować
        kierunki ale nie teoretyzujmy -
        gdziekolwiek nie staniesz zawsze możesz iść
        do lub od bieguna a więc na północ czy południe
        i prostopadle do tego kierunku możesz pójść
        w lewo czy prawo a więc na wschód czy zachód...
    • Gość: totalizm Kumotrzy UFOnauci odparowali lód IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.06, 20:15
      To nie żadne roztopienie się lodu - to odparowanie arktycznych mas lodowych przez piły plazmowe niewidzialnego wehikułu UFO - więcej na stronach profesora Jana Pająka: jan-pajak.com/wtc_pl.htm
      • madcio Re: Kumotrzy UFOnauci odparowali lód 10.03.06, 17:27
        Że się spytam... jest jakieś nieszczęście tej planety, za które by NIE
        odpowiadali żydz... eee... to znaczy, chciałem powiedzieć, ufole?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja