Dodaj do ulubionych

Kobiety do nauki się nie nadają?

IP: *.chello.pl 13.07.06, 00:02
co to ma byc? artykul w dziale nauka?? staaary jestem pod wrazeniem...
osobiscie temu tekstowi nazwiska bym nie uzyczyl
Obserwuj wątek
          • Gość: ziom Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.chello.pl 13.07.06, 10:29
            i widze jeszcze jedno, moj post pojawil sie o godzinie 00:02, o tej godzinie
            bylo cos nabazgrane (nie to co jest teraz). w naglowku niusa jest informacja ze
            ostatnia modyfikacja wiadomosci zostala dokonana o godzinie 19 12.07 co jest
            ewidentym klamstwem. myslalem ze autor bedzie mial na tylko domowej odwagi
            cywilnej, ze nie bedzie kombinowal ;)
            zastanawiajace jest jednak, ze umknelo autorowi fakt, iz post pojawil sie 13.07
            a ostatni raz byl modyfikowany 12.07 :D
            panie tomku, co sie tam dzieje? ;)
            • Gość: tom Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.gni.pl 13.07.06, 11:01
              Panie Ziomie, ja nie wiem co sie dzieje :-) To normalna procedura, ze przed 24
              daje sie tylko wyboldowany naglowek. Caly tekst wchodzi później. A co do godzin
              aktualizacji to to jest automat. Wystarczy ze administrator strony dorzuci
              zdjęcie (w pierwszej wersji nie było go na stronie) i automatycznie zmienia sie
              na liczniku czas ostatniej aktualizacji.Pozdrawiam
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Święte słowa 14.07.06, 16:09
                  "Odkąd zmieniłem płeć, nikt mi nie przerywa zdania w trakcie dyskusji."


                  Wszystko ma początek zupełnie nie tam, gdzie ludzie myślą. Nie chodzi o
                  wychowywanie do nauki matematyki, tylko w ogóle o wychowanie.

                  Dzięki mojej pracy mam mnóstwo obserwacji i przemyśleń na temat zależności
                  "myślenia matematycznego" od emocji. Jak wiadomo, uważa się, że mężczyźni mają
                  większe predyspozycje do ścisłego rozumowania. Uważa się dalej, że to wynika z
                  czystej neurologii. Gdybym mogła, to przeprowadziłabym badania, żeby udowodnić,
                  że to nie całkiem tak.

                  Moja teza jest taka: W bardzo wielu przypadkach niższe możliwości myślenia
                  matematycznego u kobiet nie są spowodowane niezdolnością do takiego myślenia,
                  lecz hamowaniem takiego myślenia przez emocje. To naprawdę niezwykłe, jak emocje
                  potrafią wpływać na zdolność do logicznego rozumowania. Zwykle ludzie sądzą, że
                  jak ktoś rozwiązuje zadanie z matmy, to używa tylko zimnego rozumu. Nic
                  podobnego. Przy rozwiązywaniu problemu matematycznego - paradoksalnie - często
                  pojawiają się silne emocje. Na przykład pod tytułem "Ratunku! Nie rozumiem tego!
                  Nic z tego nie będzie".

                  I teraz - kobiety mają jakąś taką tendencję, że te emocje wyłączają im rozum,
                  powodują niewiarę we własne możliwości. Mężczyźni albo mniej takowych odczuwają,
                  albo potrafią sobie z nimi poradzić.

                  Nie przesądzam, skąd bierze się w ogóle duża emocjonalność u kobiet. Możliwe, że
                  jest u nich wrodzona. Ale na pewno NABYTY jest negatywny sposób radzenia sobie z
                  napięciem emocjonalnym - ucieczka. I na przykład w przypadku rozwiązywania zadań
                  matematycznych kobieta łatwo poddaje się i przestaje myśleć.

                  → → → → → → → → → →
                  Odkryjmy Białoruś!
                  odkryjmybialorus.blox.pl
                  • futerkowafuria Re: Święte słowa 03.08.06, 10:15
                    Dokładnie tak jest. nie dzieje sie tak tylko w sytuacjach zwiazanych z nauka czy
                    rozwiazywaniem zadan matemetycznych. Kobiety maja wpojone do głowy wiele blokad
                    i to utrudnia im radzenie sobie w zyciu (w sytuacjach do tej pory
                    zarezerwowanych dla mężczyzn) poza tym dochodzą kwestie tego "co wypada
                    kobiecie" a co nie. Jeżeli nigdy czegoś nie robisz i masz do tego niechęć (a to
                    zwykle się zazębia) to nigdy nie będziesz w tym dobra. Popatrzcie na sport - ile
                    kobiet widze na siłowni a ilu mężczyzn? ile z tych kobiet naprawdę do ćwiczeń
                    sie przykłada? ile kobiet jest naprawdę fizycznie silnych? Przeciez taka
                    sytuacja tworzy sie przez wieki - słaba kobieta i silny mężczyzna (w dodatku te
                    wszystkie narzedzia tortur, na których chodzic nie mozna a co dopiero biegac lub
                    skakać...) Ci faceci z fitness klubu to nie budowlancy przeciez którym siła
                    potrzebna, ale zwykłe białe kołnierzyki. I nie jest tak do końca, że kobiety
                    maja sie czego bac, bo zwykle gdy sie starasz to masz szacunek. Chociaz faktem
                    jest ze na ten szacunek kobiety musza pracować podwójnie. Nie okłamujmy sie -
                    największym wrogiem kobiet są same kobiety. Ja staram sie czuwac nad
                    "poprawnoscia polityczna" i wietrze wszelkie na nią ataki i uchybienia. Czasem
                    czuje sie ok z tym że należę do "drugiej płci" ale najczęsciej robi mi sie zle
                    jak patrze na te oślizgłe baby, które mogłyby sie zakatrupić z byle powodu. "Na
                    szczescie" jest też wielu chłopów, których obserwując mam takie samo poczucie
                    zbliżającego się końca ludzkości :P pozdrawiam
        • Gość: Gorzki Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.sds.uw.edu.pl / *.sds.uw.edu.pl 13.07.06, 11:35
          > Nie ma?. To spójrz na świat zarządzany przez mężczyzn, na rząd, parlament,
          > uczelnie, przedsiębiorstwa, powiaty, gminy i resztę.
          > Jesteś dumny z tego co widzisz?

          A moja wina, ze kobiety się nie garną do władzy?

          Pomijają w artykule, że:
          1. różnice nie są małe, są nawet spore, ale wzajemnie się wyrównują - to tak jak
          niski i zwrotny piłkarz i wysoki dryblas - obaj są zupełnie różni, ale
          piłkarzami mogą być podobnymi.

          2. Nie biorą pod uwagę, ze matematyka w pierwszych klasach szkoły podstawowej to
          arytmetyka a później staje się coraz bardziej abstrakcyjna.

          3. Nie mają znaczenia średnie predyspozycje wszystkich studentów, tylko jaki
          odsetek mężczyzn i kobiet przekracza pewną granicę. Myślę, ze w 10% najlepszych
          matematyków proporcje są 9:1 dla mężczyzn. Co z drugiej strony nie oznacza, że
          jakaś kobieta nie może być mądrzejsza od mężczyzn...

          4. Dyskryminacja kobiet to temat w którym coraz więcej wypowaiadających się to
          oszołomy żądające parytetów.... wprowadźmy taki na egzaminie na informatykę: 50%
          przyjętych to kobiety, 50% mężczyźni. Co dostaniemy? Że faceci muszą zdać
          egzamin na 85%, kobiety na 60%. To jest równouprawnienie?
          A takie głosy się pojawiają....... i to jest dopiero dołujące...
          • colombina a co ty na to? 14.07.06, 12:34
            Za PRLu byly parytety na studia medyczne... dla mezczyzn, gdyz kobiety zbyt
            dobrze zdawaly egzamin wstepny i bylaby przewaga kobiet w zawodzie lekarskim.

            Argumentem "za", bylo to ze kobiety rodza i biora nalezne im ustawowo urlopy
            wychowawcze. Piekny przyklad dania komus "przywileju" aby go mozna bylo pozniej
            dyskryminowac.
            • iluminacja256 Re: a co ty na to? 14.07.06, 13:28
              Mam dwóch znajomych w instytucie mikrobiologii i genetyki. I mówią jsno. Na
              sukces faceta siedzacego w katedrze i robiącego np.habilitację z dziedziny,
              zapieprzaja pzreciętnie 4 kobiety - doktorantki, albo mgr, które robia mu
              obliczenia, próby testów, badania laboratoryjne w ramach własnych godzin
              pracy - czyli odwalaja za niego całą robootę, on to tylko składa w tekst i
              szuka recenzentów. Nie wiem, jak jest w innych isntytutach, ale one nie mają
              innego wyjscia, jeśli chcą o krok ruszyć z własną karierą. Oczywiscie, dla nich
              badań nei zrobi nikt.
              • Gość: piekielnica1 Re: a co ty na to? IP: 83.168.96.* 14.07.06, 15:00
                iluminacja256 napisał:
                > innego wyjscia, jeśli chcą o krok ruszyć z własną karierą. Oczywiscie, dla
                > nich badań nei zrobi nikt.

                Mało tego, całe życie rodzinne i uczuciowe musi być podporządkowane karierze
                syna, męża i ojca.
                Kobieta może robić karierę dopiero po obsłużeniu rodziny, a zwłaszcza małżonka.
                    • Gość: Nauka (On) :) streszczam artykuł Pani Watanabe ! IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 21:28
                      "Kobiata jest po trzykroć bezdomna : z dom swojego ojca trafia do domu swojego
                      męża, a po smierci męża zostaje w domu swojego syna - to przysłowie Japońskie"...
                      W technokraycznej japonii, symbolu posępu, gdzie mezczyźni sa tak zapracowani,
                      ze po przejsciu na emeryturę reszta domu traktuje ich jak "meble" (czasmi
                      dosłownie otrzymuja japońską nazwę okreslającą cięzkie meble, po które nalezy
                      wzywać smieciarke jezeli chce sie je wyrzucic), wiekszosc reklam adresowan jest
                      do kobiet (takze reklamy samochodów!) bo to one na mocy "tradycji" maja czas na
                      zakupy kiedy ich mezowie pracują - jakie wniski z tych kilku przykładów ? Jest
                      Forma (przysłowie) i treść (realizacja) - u "nas" na zachodzie, odnosze wrazenie
                      ze jjest odwrotenie : Kobieta siedzi na traktorze na plakatach, a w domach
                      ciagle jest zdominowana przez tych wszystkich którzy na tym forum sie
                      wypowiadaja antykobieco, albo oni po prostu kobiet nie mają :)
          • Gość: xaliemorph Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.icpnet.pl 14.07.06, 14:25
            > 4. Dyskryminacja kobiet to temat w którym coraz więcej wypowaiadających się to
            > oszołomy żądające parytetów.... wprowadźmy taki na egzaminie na informatykę: 50
            > %
            > przyjętych to kobiety, 50% mężczyźni. Co dostaniemy? Że faceci muszą zdać
            > egzamin na 85%, kobiety na 60%. To jest równouprawnienie?
            > A takie głosy się pojawiają....... i to jest dopiero dołujące...

            Również nie lubię pojęcia dyskryminacji pozytywnej. To coś jakby polityka
            ochrony słabszego gatunku już świadcząca o "gorszej jakości" kobiet. Takie
            metody są żenujące, a najbardziej ich żadąja te osoby co wiedzą iż właśnie tylko
            dzięki nim zyskają (bo w sytuacji pełnej równości i tak byłyby gorsze np. mają
            mniejsze umiejętności).
          • xtrin Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać 14.07.06, 14:44
            > 3. Nie mają znaczenia średnie predyspozycje wszystkich studentów, tylko jaki
            > odsetek mężczyzn i kobiet przekracza pewną granicę. Myślę, ze w 10% najlepszych
            > matematyków proporcje są 9:1 dla mężczyzn. Co z drugiej strony nie oznacza, że
            > jakaś kobieta nie może być mądrzejsza od mężczyzn...

            Nie wiem jak chcesz określać "najepszych matematyków", jeżeli po ilości
            publikacji i stanowisk to proporcje pewnie są jeszcze dla kobiet mniej
            zachęcające, tyle że tutaj nie sposób określić, czy powodem takiego stanu rzeczy
            są wrodzone predyspozycje, czy kwestie środowiskowe. Jeżeli zaś masz na myśli
            możliwości intelektualne, to możesz podać jakiekolwiek przesłanki za taką tezą?

            U mnie na studiach (bardzo "męski", matematyczny kierunek) na pierwszym roku
            dziewcząt było ok. 10%. Do piątego roku udało sie dotrzeć połowie
            rozpoczynających studia, w tym ... wszystkim dziewczynom. Co więcej w tych
            najbardziej logicznych i matematycznych przedmiotach zwykle byłyśmy w ścisłej
            czołówce.
            • Gość: xaliemorph Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.icpnet.pl 14.07.06, 15:08
              O czym to świadczy? O tym że na te studia poszły dziewczyny naprawdę zdecydowane
              go studiować i mające pewnie jakąś pasję/dryg do matematycznego punktu widzenia.
              Więc twój przykład jedynie dowodzi tego iż dziewczyn było tak mało nie tyle z
              dyskryminacji podczas studiów ile z typowego zniechęcania kobiet do
              matematycznych sfer od młodości, ot wszystko.
        • vinogradoff Zadna rewelacja ,o tym jest wiadomo od dawna. 13.07.06, 22:14
          W Polsce opublikowano przynajmniej kilkanascie prac naukowych na ten temat a i
          wyniki wczesniejszych badan amerykanskiej psychologii byly identyczne z
          rewelacja Autora wypowiedzi. Sporo tez na ten temat pisywal Marx z Engelsem o
          rzyczynach spolecznego uposledzenia kobiet w interesie mezczyzn ustalajacyh
          reguly religijne, teorie naukowe itp. wartosci moralne. Prawda jest banalnie
          prosta, poza plcia w dziedzinie predyspozycji naukowych nie ma zadnych istotnych
          roznic pomiedzy kobietami a mezczyznami poza ta , ze kobiety sa bardziej
          skrupulatne, systematyczne, zdyscyplinowane i rozsadne czyli sa bardziej
          predysponowane do najwyzszych stanowisk i nauki niz mezczyzni a jedynie kultura
          doprowadzila do dyskryminacji i jej skutkow.
        • Gość: xyz Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać IP: *.acn.waw.pl 14.07.06, 13:38
          jesteś głupsza od buta od lewej nogi;
          a dumna jesteś z Pani Beger, z Pani Błochowiak, z Pani Senyszyn, z Pani
          Fotygi?? a z Pani Condoleezy Rice, która wywołuje wojny??

          rządzą źle nie dlatego, że są mężczyznami, tylko dlatego, że nie są dobrze
          wykształceni, mają określone przekonania, a to można zmienić niezależnie czy
          jest się kobietą czy mężczyzną
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać 14.07.06, 16:15
            > jesteś głupsza od buta od lewej nogi;
            > a dumna jesteś z Pani Beger, z Pani Błochowiak, z Pani Senyszyn, z Pani
            > Fotygi?? a z Pani Condoleezy Rice, która wywołuje wojny??

            :-DDDDD

            Piękne!

            Mężczyzno, czy jesteś dumny z Leppera, Giertycha, Wrzodaka, Kurskiego,
            Łukaszenki i z pana GW Busha, który jest gupi i wywołuje wojny??

            :-DDD
            → → → → → → → → → →
            Odkryjmy Białoruś!
            odkryjmybialorus.blox.pl
          • piekielnica1 Re: ziomie - ogórki są nie ma o czym pisać 14.07.06, 19:53
            Gość portalu: xyz napisał(a):

            > jesteś głupsza od buta od lewej nogi;

            Dzięki za szczerość. Miło spotkać kogoś kulturalnego i na poziomie.

            > a dumna jesteś z Pani Beger, z Pani Błochowiak, z Pani Senyszyn, z Pani
            > Fotygi?? a z Pani Condoleezy Rice, która wywołuje wojny??

            To uważasz, że te panie rządzą i są dominującą siłą u władzy?. To parę jeszcze
            pominołeś. Ze współczesności i z przeszłości.

            > rządzą źle nie dlatego, że są mężczyznami, tylko dlatego, że nie są dobrze
            > wykształceni, mają określone przekonania, a to można zmienić niezależnie czy
            > jest się kobietą czy mężczyzną

            No cóż podobno mężczyżni są bardziej predystynowani do nauki, a są żle
            wykształceni?.
            Trochę się zaplątałeś.
    • Gość: zgnilykartofel eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.06, 00:32
      Kobiet jest malo nauce z tego samego powodu, dla ktorego jest ich malo w
      kopalniach. Ten zawod najczesniej je po prostu nie interesuje. Kobiety nie maja
      na ogol ochoty byc naukowcami, gornikami czy kierowcami. Oczywiscie znajda sie
      takie, ktore nimi sa i sa w tym dobre. Idiotyczne jest natomiast pisanie o
      dyskryminacji. Nigdy nie slyszalem o dyksryminacji plciowej na uczelniach.
      Czesto zdarzaja sie rozne docinki i dowcipy, ale brak poczucia humoru niektorych
      kobiet nie jest wielkim problemem z ktorym trzeba walczyc. Co za kretynskie
      pomysly, zeby na sile robic wszedzie urawnilowke plciowa, czyli w kazdym
      zawodzie po 50% mezczyzn i kobiet. Lewacy od lat staja na glowie, zeby wymyslac
      problemy, ktorych nie ma, by potem z nimi "walczyc".
          • iluminacja256 Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... 14.07.06, 13:34
            To nei jest żadna prawda - to jest twój pogląd na sprawę. Ten sam poglad,
            który na wtępie kaze kobiecie wbić sobie do głowy - i tak wszystko co zrobię,
            nei bedzie warte połowy tego, co zrobi męzczyzna, bo on ma przecież penisa.
            Dokładnie to napisałeś, tylko innymi słowami.

            Jeśli uwazadz, ze mężczyżni nie wazelinują, nie intrygują i nie podkładają
            sobie swiń - to otwórz oczy. Zwłaszcza kiedy chodzi o jakiś wyjazd zagraniczny.
          • Gość: kobieta_w_nauce Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.24.lokis.net.pl 14.07.06, 15:54
            a ja bym polowe kadry, starej i mlodej, z wiekszosci wydzialow humanistycznych wywalila, bo ich nie cenie, w wiekszosci robia pseudonauke, udając waznych i duzo gadajac, bez wiekszych efektow, nie da sie ich znalesc, niedwano zdawalam egzamin z filozofii i filozof byl dostepny na wydziale przez 1 godzine w tygodniu! To przeciez skandaliczne. Bardzo przepraszam wszytskich humanistow, ale jak na to patrze trudno mi uznac to za robienie nauki...
              • Gość: Nauka Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 00:47
                wiesz o Demokrycie czytamy przez pośredników, w tzw. źródłach doksograficny -
                równie dobrze mógł byc synkiem Diogenesa Laertiosa, ktory rozbił swiat na atomy,
                a tatuś to wpisał ładnie Demoktyrowi w usta, zeby przypodobac sie swojej bogatej
                zleceniodawczyni... lepiej więc nie bawić sie w ukrywanie pogladów i je napisać
                wprost - dlatego samo forum jest OK natomiast obwiam sie, że dyskusja inaczej
                wygladałaby twarzą w twarz - ja siedział bym w obecnosci zacnych wykładowców
                nawet na nich nie patrząc, tak jak to miałem zwyczaj na studiach czynic i
                rysowałbym swiat nietutejszy mażąc o niemyśleniu
                Co do kobiet i ich dyskrymiancji - nie pracuje w nstytucjach nauki ale w wysoce
                technicznej branży komputerowej - panuje w niej masa nieuzasadnionych
                stereotypów i laski, które pixel shaderingu i vertexów nie myla z liszbą potoków
                pixeli zmuszane sa do upokarzających batalii z noobami nie majacymi pojecia o
                niczym innym jak o tym ze łysieją i drapia sie po ... moze skoncze - chcesz
                pomysl nie chcesz nie mysl :) Pzdr.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... 14.07.06, 16:17
          > hahahaahahaha bo masz uszy zalepione woskowiną dlatego "nie słyszałes" - co za
          > koles :)a Curie dlaczego nie przyjeli do Francuskiej Akademii nauk - bo była
          > Polska i ... kobietą !

          Gorzej, Skłodowskiej nie chcieli przyjąć na studia do Krakowa, bo była kobietą.
          To wzięła i wyjechała do Francji.
          :-P

          → → → → → → → → → →
          Odkryjmy Białoruś!
          odkryjmybialorus.blox.pl
        • Gość: zgnilykartofel Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.06, 12:22
          > sytuacji.Jak masz wrażenie że jestes gorzej traktowany z jakiegokolwiek powodu
          > płci,pochodzenia,rasy,itd, to twoje poczucie humoru gdzieś się ulatnia.

          To nie moj problem, ze ktos sie dasa i naburmusza. W Polsce nie ma praktycznie
          naprawde powaznych problemow z dyskryminacja pod zadnym wzgledem. Ludzie czesto
          lubia sobie robic zarty z innych i jedyna sensowna obrona jest cieta i zlosliwa
          odpowiedz. Jesli ktos ma z tym problemy, to zawsze bedzie "przesladowany", jako
          kobieta, mezczyzna, okularnik, grubas, rudy, opalony, blady, maly, duzy... Jedni
          potrafia wywalczyc sobie pozycje w spoleczenstwie, inni sa bezradni i
          ciamajdowaci. To zaczyna sie juz w przedszkolu i ciagnie przez cale zycie. Nie
          cierpie, kiedy robi sie wielka sprawe z czyjejs spolecznej nieporadnosci. W
          Polsce nie ma zadnych przeszkod, zeby kobiety robily kariery naukowe. Wiele robi
          i to calkiem niezle. Ale statystycznie nauka interesuja sie czesciej mezczyzni i
          wynika to z wielu czynnikow, ale na pewno nie z "dyskryminacji". Lewactwo zawsze
          dazy, aby "wszystkim bylo po rowno". Czemu problemem jest, ze w nauce pracuje
          wiecej mezczyzn? To jest stan naturalny.
            • Gość: zgnilykartofel Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... np. w USA? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.07.06, 18:03
              > Czy tylko "lewactwo" dazy do "wyrownywania szans"?

              Co rozumiesz przez wyrownywanie szans? To wyrownywanie jest bardzo wazne, ale
              lewacy pojmuja je calkiem opacznie, robiac jak zwykle wiecej szkody niz pozytku.
              Np. proby silowego wyrownywania proporcji plci w parlametach, szkolach, a nawet
              radach nadzorczych to poronione pomysly. Rowne szanse to rownosc wobec prawa i
              zapewnienie mozliwosci pracy i rozwoju dla chcacych tego i jednoczesnie brak
              litosci dla leni, leserow i nierobow. Historia pokazala, ze "nieludzkie"
              gospodarki liberalne daja najwiecej rownych szans, podczas gdy "sprawiedliwy"
              socjalizm zdemoralizowal ludzi na kilka pokolen. Walka o rownouprawnienie
              skonczyla sie juz dawno, odkad kobiety dostaly m.un. prawa wyborcze i wolny
              dostep do edukacji. Teraz cala ta "walka" jest smieszna i bzdurna i sprowadza
              sie do walki z dowcipami o blondynkach.
              • Gość: Nauka Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... np. w USA? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 18:15
                Ciekawe podejscie przy nieciekawych zalozeniach. Doradzam wnikniecie w istote
                wlasnych pogladów i przyjrzenie se podstawowym zalozeniom doktryny liberanej,
                która wyraźnie jest rózna od wspartej na tejże kapitalistyznej gospodarce. Inna
                sprawa jest bowiem uruchomienie mechanizmów pro-kobiecego a innym
                anty-"dyskryminacyjnego" rynku towarów i usług (takze produktów i usług
                naukowych). Nie dobrze jest popadac w skrajnosci i myslec o Rózy Luksemburg
                kiedy de facto mowa jest o Marii Skłodowskiej - Curie ( co w żaden sposób nie ma
                oczywiście treści komentowanego artykułu konstatowac)
          • Gość: Nauka Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 18:31
            hmm , naturalna to jest chyba tylko należąca do kolegi, a ujawniona w tej
            wypowiedzi autoseksualna ideologia - nie ma mowy tutaj o prawnym regulowaniu
            "żeńskiego pierwiastka" w nauce tylko o zdaniu sobie sprawy ze nawet jezeli ty
            drgi forumowiczu za swoje przymioty dyskryminowany nie jestes, to inni jednak
            bywają. Linczowac nie chcieli ? Na taczkach ze wsi nie wozili > Na stosie
            niepalili ? t to sie tylko cieszyć ale nie obnosci z pogladami napawającymi mnie
            - przyznam - odrazą intelektualną
            • iluminacja256 Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... 14.07.06, 13:44
              No i oczywiście dyskryminacja rasowa na calego - bo przeciez biali są w stanie
              pojąć rzeczy, których czarny nei zrozumie po 10 latach:)

              Ciekawe, jak można mówić o rzeczy naturalnej - tj. naturalnym braku u kobiet
              chęci do zdobywania wiedzy, skoro uniwerstytey otworzyły swoje bramy przed nimi
              w latach 30-stych ( a i to nei na wszystkich uniwersytetach wszystkie wydziały)
              Ergo - tak naprawdę moi drodzy - to uniwersytet jest otwarty dla kobiet od
              około 75 lat( w tym tzreba wliczyć II wojnę , czyli wypada około 6 lat) 69 lat
              to dokładnie dwa pełne pokolenia koboet - matki i córki . Rzeczywiscie to
              naturalne, ze kobiety nie ciągną na uniwersytety, przecie zprzez stulecia
              mogły, tylko nie chciały;/ A skłodowska wyjechaął do Paryża, bo miałą taki
              kaprys.
      • Gość: kobieta_w_nauce Re: eee tam, znowu politpoprawnosc... IP: *.24.lokis.net.pl 14.07.06, 15:51
        pierwszy raz slysze, ze kobiety nie interesuje bycie naukowcem... U mnie w katedrze jest 3 mezczyzn profesorow, jakos tez kolejno kto zostawal po doktoracie na uczelni, co proste nie jest, byl mezczyzna A wsrod doktorantow jest przewaga kobiet... Nie uwazam zeby ktorykolwiek z szefow mnie ani jakakolwiek z moch kolezanek swiadomie dyskryminowal, ale z przyzwyczajenia raczej prosciej im docenic prace mezczyzn... Tak mysle...
    • pantera01 Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 13.07.06, 07:19
      No i oczywiscie Wybiorcza nie przetlumaczyla calego tekstu. Na koncu
      oryginalnego tekstu jest wypowiedz prof. Pinkera (chyba sie nie pomylilem) ktory
      wprost zarzuca temu/tej Barres ze jest cienkim Bolkiem ktory nie ma zielonego
      pojecia o najnowszych badaniach, ktore wyraznie wskazuja na roznice
      intelektualne miedzy mezczynami i kobietami. I na tym mozna by w zasadzie
      sonczyc komentowanie tego goscia.
    • pizza Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 13.07.06, 11:58
      artykuł ignoruje fakt że kobiety w znacznie większym niz faceci stopniu
      podlegają cylicznym zmianom poziomów hormonów które to wprost wpływają na stan
      emocjonalny, zdolność do koncentracji wreszcie wprost na ocenę zjawisk je
      otaczających. Wie o tym każdy mąż i każda świadoma kobieta. Są to zmiany o
      amlitudzie "miesięcznej" ale także składnikach wiekowych. Oczywiście zmiany te
      w pełni dochodzą do głosu w dojżałym wieku wiec porównywanie dzieci obu płci
      jest troszkę bez sensu.
      • Gość: testosteron Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.24.lokis.net.pl 14.07.06, 16:16
        a mezczyzni sa caly czas bardziej skorzy do agresji, ktora moze ujawniac sie chocby przez bark cierpliwosci i szybsze wyciaganie wnioskow, przed wysluchaniem wszystkich argumentow. Jako kobieta swiadomo swojego cyklu hormonalnego wiem kiedy staje sie berdziej podatna na emocje i staram sie to brac pod uwage, moje miejsce pracy jeszcze tylko kozysta z moich zmian hormonalnych bo jak mnie bierze na sprzatanie to pozadki obejmuja tez i prace, ile porzytecznych rzeczy sie tak znalazlo... Nie wydaje mi sie zeby zadna kobieta na tyle inteligenta zeby zostac naukowcem nie byla swiadoma ze czasem perspektywa jej sie troche zmienia, swiat wydaje leszy lub gorszy. a jak jest swiadoma - to tez siebei sama kontroluje, nikt mi nie wmowi ze wyrobienie w sobie umiejetnosci samokontroli nie jest plusem. A mezczyzn biologie do tego niezmusza, wrecz przeciwnie, jako wiekszych, glosniejszych, silniejszych przyzwyczaja do mniejszego zwracania uwagi na otoczenie...
    • Gość: OlO Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.emea.cpwr.corp / *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.06, 12:32
      Zwróćcie uwagę na to że wspomniany naukowiec jest transseksualistą, czyli osobą która w ciele kobiety czuła się mężczyzną, czyli miała męski mózg (w dużym uproszczeniu oczywiście). To że zmienił płeć biologiczną - wycięto mu jajniki, zrobiono parę operacji, bierze teraz testosteron, nie zmienia faktu że jego mózg od czasu dojrzewania czuł się męski i jako męski najprawdopodobniej funkcjonował (inaczej nie chciałby zostać mężczyzną) - wszelkie różnice pomiędzy predyspozycjami intelektualnymi kobiet i mężczyzn tkwią w mózgu a nie w zaroście, piersiach. itp. Oczywiste jest więc że po operacji gość osiąga te same wyniki naukowe bo mózgu mu nie przeszczepili. Jego przykład nie mówi nic o predyspozycjach kobiet do nauk ścisłych bo gosciu nie był kobietą tylko osobą o męskim mózgu w ciele kobiety.
      Ciekawe byłoby zrobienie badań porównawczych myślenia abstrakcyjno/symbolicznego pomiędzy kobietami, mężczyznami i transseksualistami (zarówno męskimi jak i kobiecymi) założę się że ich wyniki byłyby podobne do płci mózgu a nie ciała.
        • Gość: OlO Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.emea.cpwr.corp / *.internetdsl.tpnet.pl 13.07.06, 13:59
          Za jakim drutem, chodziło o porównania ludzi bez żadnych operacji, poczytaj sobie literaturę o ludziach którzy czują że ich ciało należy do przeciwnej płci - tą są właśnie transseksualiści i dlatego robią sobie operację zmiany płci, dopiero po nich czują że są we właściwym ciele. Niektórzy męczą się tak całe życie, a niektórzy robią sobie operację. Co ciekawe o więcej jest męzczyzn którycz czują się kobietami niż odwrotnie - tłumaczone to jest tym że mózg w życiu płodowym jest "domyślnie" nieco żeński, a "męska" struktura połaczeń nerwowych kształtuje się w trochę później pod wpływem testosteronu wydzielanego z jąder płodu. Zaburzenia gospodarki hormonalnej matki i/lub płodu na tym etapie mają odpowiadać za różne aspekty płciowości mózgu - od ogólnego poczucia przynależności do płci, poprzez odczuwanie pociągu płciowego do przeciwnej płci (homoseksualizm) lub też fragmentaryczne zachowania płciowe (np. upodobanie do kobiecych ciuszków). Oczywiście są to tylko teorie mniej lub bardziej potwierdzone, chociaż dowody na różnice w budowie i działaniu mózgu kobiecego i męskiego są bardzo mocne
          • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 14:29
            Nie tlumacz sie Doktorze wszyscy wiemy że ta zydowska dziewczynka to tylko
            kolejne stadium ewolucji rasy aryjskiej - róbmy na niej wiec eksperymenty jak na
            małpkach i szczurach - przeczyatj co piszecz człowieku i stań sie znowu ludzki
            zatsanów się nad tym jednym jedynym przykładem - Marii Skłodowskiej - Curie i
            zacznij trybic bo ja sie za "naukowca" na szczęscie nie uwazam, ale bełkoczesz
            facet tak że nawet dla sprzedawcy warzyw z budki na targu brzmisz smiesznie...
            nie narażaj się na zmęczneie drogocennych palców i idź lepiej poczytaj więcej i
            więcej przekonuj sie do swojego zdania na temat braku pojęcia o czymkolwiek
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 14.07.06, 16:26
                  Bardzo ciekawe. Podam linki explicite:
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/1.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/5.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/11.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/21.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/29.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/43.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/49.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/59.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/67.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/87.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/105.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/113.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/119.pdf
                  kosmos.icm.edu.pl/PDF/2003/129.pdf
                  → → → → → → → → → →
                  Odkryjmy Białoruś!
                  odkryjmybialorus.blox.pl
                • dem0kryt Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 14.07.06, 17:09
                  Strasznie łatwo przychodzą Wam te oskarżenia o ludobójstwo, nazizm, propagowanie
                  inżynierii społecznej itp. Mogą coś o tym powiedzieć Thornhill, Palmer i wielu
                  innych naukowców publikujących prace, których wnioski wychodzą poza powszechnie
                  obowiązujące dogmaty politycznej poprawności. Jakby sam fakt odpowiedniego
                  zaszufladkowania miał od razu kończyć dyskusję... A badania, podobne do tych,
                  jakie postlował poprzednik, i tak są prowadzone. Np. badania nad dziećmi -
                  chłopcami, którzy w wyniku wady genetycznej urodzili sie bez męskich genitaliów,
                  przeszli operację zmiany płci i zostali wychowani jak dziewczynki... Albo
                  badania nad dziećmi genetycznie "bezpłciowymi" (z jednym tylko chromosomem X)...
                  Wyniki tych badań są ciekawe... Czy to już nazim?
                  • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 18:07
                    Odpowiedz mi na pytanie - ilu znasz naukowców "z prawdziwego zdarzenia", którzy
                    sa czynnymi politykami? Ilu tych, którzy nie ulegna naciskowi grupy politycznej
                    do której należą (partii) i bedą w stanie walczyc o nauki dobro ? Czy na prawde
                    wszystko co nie jest w sensie "naukowym" racjonalne musi byc również takowe w
                    sensie politycznym ? Kiedys Bujak postulował wolnosć "akademi i uniwersytetów",
                    które to miały korzysci przynieść obydwu stronom (i Państwu ze społ. i nauce ze
                    społ . naukową) i co ? no i nic do dzisiaj od 1933 roku ciągle nauka zalezy od
                    polityki, przynajmniej tak jak dziecko od swoich rodziców - pewnie ze moze "z
                    domu uciekać", no ale jak nie ucieknie - oberwie za nieposłuszeństwo. Nauka
                    niech sie uniezaleznie - ale moim zdaniem to co teraz mówi sz to jest polityka
                    naukowa, a nie nauka sama. Ideolog, demagog - jak ja ! nic wiecej jestes
                    ideologiem i demagogiem - pytanie tylko dlaczego sie nie chcesz na to zgodzic i
                    pragniesz pozostac - naukowcem ?
                    • dem0kryt Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 14.07.06, 22:26
                      Ustalmy pryncypia.

                      Primo - ja nie jestem naukowcem. Ale cenie sobie naukę, nawet jeśli "nauka w
                      ogóle" nie istnieje i jest martwa. Jako martwiak tez sprawdza się całkiem
                      nieźle... póki co.

                      Secundo - naukę tworzą ludzie. Żywi ludzie, z których każdy ma jakieś
                      przekonania i poglądy - religijne, polityczne, społeczne... Każdy mniej lub
                      bardziej ulega jakiejś ideologii lub idologiom. Czy to znaczny, że tworzona
                      przez nich nauka także? Po części na pewno. Wiesz, ja z wykształcenia jestem
                      historykiem i widzę, co się dzieje w mojej dziedzinie. Zwłaszcza ostatnio
                      namnożyo się sporo "historyków", którzy naszą historię piszą przez pryzmat
                      swoich zapatrywań i sympatii. Tak było zawsze, ale są pewne reguły metodologii,
                      których przekroczenie powoduje przejście ze sfery nauki do sfery publicystyki.
                      To cienka granica i niektórzy jej nie zauważają. Tak samo dzieje sie w innych
                      dziedzinach: psychologii, socjologii...

                      W naukach ścisłych mniej, bo (teoretycznie) pole manewru jest mniejsze. Jak to
                      pisał E. Wilson „Prawa fizyki są w istocie tak precyzyjne, że przekraczają
                      wszelkie różnice kulturowe. Sprowadzają się do matematycznych równań, którym nie
                      można nadać chińskich, etiopskich czy azteckich niuansów. Nie dopuszczają także
                      żadnych feministycznych czy maskulinistycznych odcieni." Dlaczego teoretycznie?
                      Bo dla chcącego nic trudnego. Czytałem i takie wypociny znanych "uczonych"
                      feministek, które nawet w teorii Einsteina i w prawach grawitacji Newtona
                      doszukiwały się mizoginistycznego stosunku mężczyzn do kobiet.

                      (Tu dygresja - nie znaczy to, że neguję rolę kobiet w naukach ścisłych. Każdy,
                      komu o uszy obiło sie np. nawisko dra Pająka wie, jakie bzdety potrafią
                      wypisywać mężczyźni uważający się za naukowców i mający nawet tytuły naukowe.
                      Głupota jest bezpłciowa).

                      Nauka niewątpliwie bywa zależna od polityki (np. skąd się bierze pieniądze na
                      badania), wielokrotnie bywała zaprzęgana w służbę polityki. Ale czy ona sama
                      jest ideologiczna? Ile ideologii jest w mechanice kwantowej lub teorii
                      superstrun? I czy jest to ideologia z prawa czy z lewa, a może centrowy
                      liberalizm? Na dłuższą metę nie jest ważne, co mówią i robią politycy - bzdurne
                      teorie i tak zostaną pogrzebane, nawet jeśli mają poparcie możnych. Kościół
                      Katolicki nie zdołał pogrzebać teorii Kopernika, a bzdetne teorie Łysenki upadły
                      razem ze stalinizmem. Marksiści też mówili, że obiektywizmu nie ma i wszystko
                      musi być ideologiczne: marksowsko - leninowskie. I dali się wyprzedzić zgniłemu
                      Zachodowi... technologicznie mu nie dorównali... Nie przesadzałbym więc z tym
                      demonizowaniem posłuszeństwa nauki wobec polityki...

                      Pinker twierdzi, że jest coś takiego jak "natura ludzka", ukształtowana w toku
                      ewolucji. I to ona odpowiada za wiele zjawisk w społecznych zachowaniach ludzi.
                      Np. za skłonność do agresji, za odmienne preferencje obu płci i wynikające stąd
                      zróżnicowanie ról społecznych. Ta właśnie "natura ludzka", a nie tylko kultura i
                      jej wpływ. Może tak, może nie. Sa pewne poszlaki, dowodów przekonujących brak...
                      Antropolog Melford Spiro zauważył kiedyś, że rozróżnienie między "sex" i
                      "gender" jest fundamentalne dla feminizmu, bo jeśli z biologii wynika, że pewne
                      talenty są typowo męskie a inne typowo kobiece to cały ten feministyczny projekt
                      jest nieporozumieniem. Nie jestem przekonany. Nawet jeśli okaże się, że
                      zdolności matematyczne są przypisane do mózgu męskiego a lingwistyczne do
                      kobiecego - to będzie to znaczyło tylko klęskę feministycznych żądań parytetów,
                      kwot itp. akcji afirmatywnych. Postulat równości płci pozostanie aktualny, bo
                      żadna z różnic biologicznych, które się da udowodnić lub nie - nie przekreśla
                      faktu, że wszyscy jesteśmy ludźmi, żadna nie stanowi najmniejszej nawet
                      przesłanki usprawiedliwiającej dyskryminację. Gdyby tak było - już byśmy o tym
                      wiedzieli, znalibyśmy te różnice...

                      A jeśli okaże się, że Pinker i podobni mu mają rację? Mamy to całkowicie
                      zignorować? Zasady logiki mówią, że jedna sprzeczność może zniekształcić całą
                      grupę twierdzeń i sprzyjać rozprzestrzenianiu się fałszywych treści. Już to
                      przerabialiśmy... wielokrotnie... Fałsz może być racjonalny w sensie
                      politycznym, ale nigdy na dłuższą metę. Choćby dlatego, że w końcu zaczyna
                      hamować rozwój...

                      Czy znam "naukowców z prawdziwego zdarzenia" którzy są politykami? Znałem
                      jednego. Prof. Henryk Samsonowicz - niewątpliwie wybitny mediewista, w rządzie
                      Mazowieckiego minister oświaty... Na szczęście dla historiografii jego przygoda
                      z polityka nie była długa...

                      Czy jestem demagogiem, jak Ty? Niewątpliwie. W końcu ja też szufladkuję ludzi,
                      Ciebie np. wrzuciłem do szufladki z napisem "poprawność polityczna". Nie jest to
                      może tak obelżywe, jak nazwanie kogoś nazistą i porównanie go do dra Mengele,
                      ale jest to argument z podobnej półki... Zareagowałem na Twój post, bo wydał mi
                      sie symptomatyczny. Oskarżenia o nazizm bardzo często rzucane są np. psychologom
                      ewolucyjnym i to z pozycji lewicowych, także fenministycznych. I rzucane są
                      ludziom, którzy z nazizmem maja tyle wspólnego, co (jak sądzę) Ty. I nie są to
                      tylko oskarżenia - często idzie za tym nagonka medialna połączona z przerywaniem
                      wykładów, a nawet z atakami fizycznymi... Podoba Ci się? I co to ma wspólnego z
                      naukową dyskusją? "OIO" rzucił pomysł badania naukowego. Może i kontrowersyjny,
                      ale badania oparte na podobnych pomysłach przecież są prowadzone - i nie przez
                      nazistów ani dra Mengele, i nie służą segregacji ludzi... Służą ich poznaniu.
                      Więc skąd Twoja agresja?

                      Kończę ten przydługi wywód. Wracam do swoich fantasmagorii... choc może nigdy
                      ich nie porzucałem?
                      • Gość: Nauka respect IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 22:48
                        Co napisane pieknie pachnie dla mnie prawdą i z trudem zatkałem nos czytając
                        Twój tekst. Tego co napisałes nie sposób krytykować jako całość bo na szerokich
                        podstawach wsparłes swój wywód, tak szerokich ze nawet ja nie moge ich podwazac
                        i sie nie przewrócić. Długo jednak czekac na pełny wyraz pogladów kogokolwiek z
                        "zalogowanych" - równowaga wymaga abym woobec tego zamilkną i w spokoju rozważył
                        Świat już nie tylko mój, ale także Twój tym razem...
                      • Gość: Nauka cd IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 23:22
                        Tadeusz Czyżewski powiedział kiedyś nastepujace w (duchu antydogmatycznym
                        utrzymane) słowa : "Rzetelność naukowca wymaga wolności w dwojakim znaczeniu :
                        (...) wolność wewnętrzną winien uczony znaleźć w sobie ; wolność zewnętrzną
                        winno mu zapewnić społeczeństwo i państwo, w którym żyje. Wolność wewnętrzna
                        ujawni się w tym, że uczony jest w swoich badaniach obiektywny, wolność
                        zewnętrzna pozwala mu być bezstronnym”
                        wydaje mi sie, ze owej "zewnetrznej wolnosci" warunkiem jest zaufanie społeczne
                        dla nauki, zaufanie dominanty społecznnej a nie pretendującej do władzy
                        mniejszosci (która stanowić czasami może wiekszość choćby medialną). Tylko
                        dlatego, że jestem elementem demokracji "ciemnogrodu" i "teorii spisku" nie
                        zmieni przeciez przez te epitety mojej zgryźliwości i zaciekliwości w sporach -
                        jezeli ktos bedzie mnie "kretynem" mienił to nie trzeba byc "naukowce" zeby
                        domyslec sie jaka bedzie reakcja. Francuska rewolucja - fundament liberalny -
                        zamknęła ustawą swoich przełozonych Akademie Królewska Nauk, by nastepnie ja
                        dekretem przywrócic, kiedy praktyczne wzgledy sankcjami gospodarczymi obłozonych
                        francuzów skłaniały ku restauracji naukowego źródła militarnych chocby
                        wynalazków. Mowa tu jednak o dwóch swiatach inteligibilnym i realnym,
                        ideologicznym i praktycznym, ponadczasowy Newton nie ma notatnika, w którym
                        swoje przewinienia wobec Boga zapisuje, ale ten historyczny juz posiada takowy
                        grzechów "pamietnik". Ponadczasowe osiagnięcia nauk działają jak magia, która
                        zawsze jest w pewnym sensie realna, ale nie dla kazdego dostepna w tej samej
                        postaci. Jedni widzą trik, inni cud jeszcze inni nie patrzą, ale magik na siłe
                        nie przekonuje do swoich racji. Nie ma ciągłosci miedzy nauką (scientią) i etyką
                        - jezeli temu chcesz zaprzeczyc to sie nie zgodzimy ....
            • Gość: OlO Do Nał(u)ki IP: *.such.nat.hnet.pl 16.07.06, 01:38
              Hmmm, widać że sam nie czytasz tego co komentujesz, zapoznanie sie z wypowiedzią na którą kapiesz żółcią jest najwyraźniej poniżej TWOJEGO poziomu. Kiedyś w szkołach podstawowych uczono bardzo przydatnej umiejętności - czytania ze zrozumieniem, zakręć się koło sąsiedniej podstawówki, moze jakiś piątoklasista objasni ci to co napisalem.
              A co do naukowców....
              Bez nich nie miałbyś na czym wystukiwać swojej żółci, siedziałbyś sobie cichutko w kurnej chacie, drapałbyś się po ciemku po zawszonych plecach i zastanawiał czy twój znienawidzony kum zza miedzy zemrze z głodu na przednówku. A z rana wygrzebałbyś się z barłoga i poczłapałbyś na bosaka krzywym sierpem ciąć rzadkie żytko, które ledwo sięgałoby ci do pasa. A twoja kobita umierałaby w połogu po urodzeniu piątego dziecka (z wczesniejszych połowa i tak by zmarła w niemowlęctwie).
              No bo w końcu samochody, komputery, telefony, lekarstwa to trywiał - od początku świata wiadomo jak je robić, każdy głupi potrafi ...
              • Gość: Nał(u)ka Re: Do Nał(u)ki IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.07.06, 20:32
                Tego postu nie zauwazyłem.
                Widac mozna posiadac całkiem pokaźną wiedze naukową jak Pan (lub przynajmniej
                taką siebie samego firmowac bo ani przypisów, ani wyników badan w odnosnikach
                nie widze- moze byc publikacja własnego autorstwa nawet ale ładnie byłoby
                wskazac gdzie upubliczniona ? a moze znowu źle patrzyłem ?
                Odnosnie mojego wiejskiego rodowodu wypowiedz mi sie podobała - nie kryła emocji
                ktore Pan posiadasz. Ja wyrażnie jestem ideologiem, furiatem, irracjonalistą
                rzucam wyzwiskami, atakuje ad personam (za mengele jeszcze raz przepraszam) i
                jestem gotów zrezygnowac z tych wszystkich pozorów i gurnolotnych okreslen dla
                jednej kalsycznej wiązanki w stylu "Ty wiesniaku", "Ty dzieciaku" "Pomylone
                gary" "Nie rozumuj tak wysoko bo sobie móżdzek zwichniesz i ci sie błędnik
                rozreguluje" itd...Ale powiem szczerze - wystarczy ze piszesz Pan anonimowo i
                cała formalina "naukowej poprawnosci" po prostu spada jestes Pan znowu
                człowiekiem emocjami kierowanym i tyle - czego to dowodzi ? niczego ! A czy
                wszystko musi czegos dowodzic ?
                • Gość: OlO Apropos wiochy IP: *.emea.cpwr.corp / *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.06, 11:56
                  A ty wszystko tak osobiście bieżesz, kompleksiki męczą ?
                  Plastyczny obraz "wiochy" tyczył się świata na którym żylibyśmy (ty, ja, ten pan, tamta pani) bez osiągnięć owych mengelistycznych, zaślepionych polityką naukowców, którzy wymyślili żarówkę, fizykę kwantową, antybiotyki (badania na ludziach !!) i parę innych pierdół.
                  A wiocha jest świetna - mam z niej piękne wspomnienia, tyle że używaliśmy snopowiązałki (też poniekąd wymysł paskudnej nauki, przecież kosa jest gites).
      • colombina nie o to chodzi 14.07.06, 13:02
        > ach. itp. Oczywiste jest więc że po operacji gość osiąga te same wyniki naukowe
        > bo mózgu mu nie przeszczepili. Jego przykład nie mówi nic o predyspozycjach ko
        > biet do nauk ścisłych bo gosciu nie był kobietą tylko osobą o męskim mózgu w ci
        > ele kobiety.

        Mowil o tym ze gdy byl (postrzegany) jako kobieta to byl dyskryminowany, a gdy
        teraz jest mezczyzna to (przy tym samym mozgu, jak to przytomnie zauwazyles)
        jest traktowany fair.
      • Gość: Baba Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.server.ntli.net 15.07.06, 16:41
        Neurolodzy nie poznali jeszcze na tyle mozgu aby wyjasnic skad sie biora rozne
        jego schorzenia typu:Alzheimer czy demencja i wiele innych a coz dopiero szukac
        w nim roznic innego typu.Ponadto na szczescie mamy zdolnosc do rozwijania sie i
        uczenia.Kilka lat temu nauczylam sie pisac lewa reka i dzisiaj sprawnie pisze
        obiema.Cos wiec zmienilam w swoim ukladzie nerwowym.Nudzi mnie juz temat
        badajmy roznice mozgow meskich i damskich.Tym bardziej ze tego typu badania
        sluza tylko zamykaniu ludzi w okreslonych ramach i nie wnosza nic dobrego.
    • Gość: hela Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.zgora.dialog.net.pl 13.07.06, 14:25
      no nie!!! jestem kobietą, a sprawy naukowe idą mi nadzwyczaj prężnie -
      wystarczy tylko chcieć, mieć pomysł i realizować go z całych sił!! Oprócz tego
      należy się interesować i fascynować tą dziedziną nauki, której poświęca sie
      swoje badania. A najważniejsze, to jeszcze KTOŚ, kto pomoże dążyć do celu (a
      nie zniszczy z powodu zwykłej zazrości). Podrawiam wszystkie kobiety, które
      poswiecają swój czas badaniom naukowym oraz mazczyzn, którzy podtrzymują je na
      duchu!!! :))
      • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 14:33
        Kolejnej drogirj forumowiczce polecam przypadek Marii skłodowskiej Curie -
        prosze nie dac sie zbyc tym ze ma Pani do czynienia z porzadnymi ludźmi - o tym
        ze nie chodzi o "teorię spisku" wystarczy dowiedzieć się wnikajac w istote
        problemu - wyniki badań chocby tych danych - wie pani ze tylko 33 sposród około
        760 noblistów to kobiety ? polecam także ten link anglojezyczna publikacja
        badan - ale wymowna!
        www.femtech.at/fileadmin/femtech/be_images/pressekonferenz/She_Figures_2006.pdf
      • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 18:07
        Jestem zaskoczony miałem okazje kilka postów Drogiego Forumowicza czytac i nie
        spodziewałem sie oceny systuacji zbieznej z moja - niestety na tym forum nauka
        to przewaznie ideologia więc operuje stereotypami. Ja reprezentuje oczywiscie
        ideologię bo nauka dla mnie nie istnieje inaczej jak jej dziedziny szczegółowe,
        ale kolega jak miemam jest "naukowcem" bo sie "naukowcem" czuje. czy mógłby
        wobec tego rabka tajemnicy uchylic jaka dziedzną nauki się zajmuje - wielce
        "zaima" mnie, że po czesku powiem, czy mozna być "hardscience" i wiedziec cos o
        filozofii nauki, historii nauki i socjologii(również nauki, ale tylko w nawiasie
        sie odważe:))
        • Gość: OlO Czym jest nauka IP: *.emea.cpwr.corp / *.internetdsl.tpnet.pl 24.07.06, 12:20
          Oczywiście że jesteś ideologiem, twoje wypowiedzi to ideologiczne dyseraty i pokazywanie czystych poglądów bez pokazywanie logiczych ich podstaw.
          Nauka tym się różni od ideologii że jest weryfikowalna, tzn. jeśli ktoś ogłosi jakiekolwiek odkrycie lub dumnie oświadczy że zbudował coś genialnego to wszyscy na wyścigi krzyczą "SPRAWDZAM !!". Jeśli jego osiągnięcie się nie potwierdzi to dupa blada, nici ze sławy. Nauka to nie kwestia wiary, nie wystarczy przekonać ileś osób i jesteśmy guru, trzeba UDOWODNIĆ że ma się rację, pokazać fakty bezpornie potwierdzające nasze wierzenia i pozwolić innym je sprawdzić.
          Ideologia którą z taką pasją uprawiasz nie przejmuje się takimi pierdołami, wystarczy głośniej krzyczeć, zmieszać przeciwnika z błotem, przypiąć łatkę (szowinistyczny nazista lub czerwony lewak) jeśli fakty są przeciw nam tym gorzej dla faktów ("my mamy swoje fakty i ich będziemy się trzymać").
    • dem0kryt Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 13.07.06, 20:47
      No tak, rzeczywiście sezon ogórkowy... Trzeba czyms zapełnić łamy gazety...
      Rzuca się krótkie notki o wynikach kilku badań, nie wspominając nic o tym, że są
      badania, któych wyniki można interpretowac dokładnie odwrotnie (np. badania
      Davida Lubinskiego i Camilli Benbow na grupie dzieci wybitnie uzdolnionych
      matematycznie)... I to ma dowodzić pewnej przyjętej z góry tezy...

      Mam wrażenie, że chodzi tu o coś innego. Udział kobiet w nauce naprawdę staje
      się coraz większy. Większość publikacji nauklowych o psychologii rozwoju dziecka
      piszą kobiety, w psychologii ewolucyjnej (znienawidzonej przez feministki) jest
      niemal idealne równouprawnienie - pół na pół... Ale trzeba wytłumaczyć
      stosunkowo skromny udział kobiet w naukach ścisłych (pomijając astronomię) oraz
      w dziedzinach politechnicznych... Po tylu latach równouprawnienia kobiety wciąż
      jakoś nie garną się do tych dzidzin. No więc - dyskryminacja... Oczywiste. I
      jakże proste, jakże łatwe. Nawet wzmianki o wyjaśnieniach konkurencyjnych (a są
      takie - wystarczy wspomnieć cytowanego wyżej Pinkera) są od razu traktowane jak
      zamach na wolność, równość i braterst... tfu, chciałem powiedzieć siostrzeństwo...

      No więc pewnie jest tak - w niektórych dzidzinach nauki dyskryminuje sie pewnie
      mężczyzn, w innych jest równouprawnienie, a w jeszcze innych - dyskryminacja
      kobiet. Wredna jest ta nauka, prawdziwe bagno :-))...
      • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 13.07.06, 21:45
        Text politycznie zrównowazony, linia argumentacji niczego sobie, przekonania
        wyrobione - nic dodac nic ując zyjesz w świecie iluzorycznej fantasmagorii -
        niekt nie mówi o tym ze "nauka wogóle" jest wredna bo nie ma "nauki wogóle"
        która cokolwiek komukolwiek może zrobic - nauka jest chłopie martwa jak ta
        klawiatura, po której piszesz chodzi własnie o Twoje myśli na pewne tematy bo to
        one maja znaczenie a nie bujanie w obłokach - ignorujesz, ogórkujesz i sie z tym
        obnosisz - jaki przykład dajesz taki ludziom jak ja ?
        • dem0kryt Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 13.07.06, 23:50
          Życie jest snem (to chyba Calderon), więc moje fantasmagorie nie są bardziej
          iluzoryczne niż Twoje...

          Co do reszty - nauka jest martwa. OK. Wredni są więc naukowcy (ci jeszcze
          żywi... choć ci martwi tym bardziej). Oczywiście chodzi wyłącznie o naukowców -
          mężczyzn, bo jak wiadomo naukowcy - kobiety są: pracowite, inteligentne,
          skrupulatne, systematyczne, rozsądne... etc.

          Aha - i nigdy, pod żadnym pozorem nie bierz ze mnie przykładu :-))).
          • Gość: Nauka Re: Kobiety do nauki się nie nadają? IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 14.07.06, 00:52
            to proste jak to "zeznawanie" przed sądem zdaniem Dawkinsa (ehh... jak on mnie
            wkurza), w którym prawda jest po prostu a nie gdzies tam hen ! daleko
            dyskryminują to dyskryminują, molestują to molestują - pytanie tylko jaka jest
            skala zjawiska, a tu odpowiedź Twoja brzmi - znikoma, samo sie zrobi ... kto wie
            moze masz racje, ale to nie dzieki Tobie sie robi tylko takim którzy mają pracie
            i mimo wszystko marudza razem z pieknnymi i brydkimi babsztylami o tym jak jest
            im źle ... (co do moich fantasmagorii i snu wariata to moze jutro - dzisiaj
            sobie jestem realny )
            • dem0kryt Re: Kobiety do nauki się nie nadają? 14.07.06, 16:36
              Trochę przesadzasz Gościu Smętny. Nie pisałem o skali zajwiska dyskryminacji.
              Piałem o przyczynach, dla których kobiet jest wciąż stosunkowo mało, zwłaszcza w
              naukach ścisłych. I o tym, że narzucająca się (i narzucana) odpowiedź o
              dyskryminacji jest zbyt automatyczna, zbyt prosta, a przez to co najmniej
              niepełna. A jeśli źle identyfikujesz przyczynę zjawiska to raczej go nie
              zwalczysz, choćbyś nie wiem jak się starał... Pozostaje Ci tylko nadzieja, że
              samo się zrobi...

              Ponadto mam wrażenie, że Wy idący w awangardzie postępu i walczący ze
              stereotypami sami tworzycie nowe stereotypy - tym razem słuszne i politycznie
              poprawne... Jest to jakaś metoda, aczkolwiek doświadczenia historyczne wskazują,
              że należy do niej podchodzić ostrożnie... W każdym razie - powodzenia...
      • Gość: OlO Statystyka - miecz obosieczny IP: *.such.nat.hnet.pl 16.07.06, 16:25
        Zagadnienie różnic pomiędzy mózgiem/umysłem kobiecym a męskim jest obszerne niczym Pacyfik i równie zdradliwe.

        Zacznę może od tego że wszelkie różnice o których można tu mówić mają sens STATYSTYCZNY, co oznacza ni mniej ni więcej że ZAZWYCZAJ, ŚREDNIO, przeliczając w jakieś tam populacji kobiety mniej interesują sie naukami ścisłymi lub też bardziej ogólnie - zagadnieniami wymagającymi myślenia symbolicznego (umyślnie nie nazywam tego myśleniem abstrakcyjnym bo do tego przyczepiają się feministki, zresztą nie o taki sposób myslenia tu chodzi). Ten fakt w żaden sposób nie neguje lub deprecjonuje rzeszy kobiet matematyków, fizyków, inżynierów z wybitnymi osiągnięciami, chodzi tylko o to że te wspaniałe panie stanowią mniejszy procent w swojej płci niz ich koledzy po fachu w swojej. Ich prace nie są w żaden sposób gorsze od prac mężczyzn, po prostu jest ich mniej.
        Znałem zresztą na studiach genialną matematyczkę, która oprócz matematyki na uniwerku z ciekawości studiowała elektronikę (na mojej uczelni). Jej poziom myślenia symbolicznego wdeptywał nas w ziemię i przykręcał obcasem a nikomu nie przyszło do głowy żeby ją lekceważyć, z tego co wiem zrobiła później calkiem fajną karierę naukową.
        Cała kłótnia toczy się o przyczynę tej ilościowej róznicy.
        "Poprawniacy polityczni" których przedstawiciel "Nauka" raczył porównać mnie do doktora Mengele, utrzymują że taki stan rzeczy wynika z ohydnej dyskryminacji kobiet, którym męska klika zamyka ściezki kariery w naukach ścisłych. Jest to wygodne tłumaczenie wyjasniające w prosty i zrozumiały sposób bardzo skomplikowane zagadnienie, tak proste jak wszystkie teorie spiskowe które pozwalają bez umysłowego wysiłku na zrozumienie WSZYSTKIEGO.
        Ja uważam że to wyjaśnienie jest fałszywe.
        Moje skromne doświadczenie (oprócz literatury o której wspomina "demokryt") jest inne - w szkole podstawowej dziewczęta były zdecydowanie lepsze w nauce, tak w matematyce jak i w "humanistyce" aczkolwiek zauważałem że kiedy fizyka i chemia były dla mnie zabawą ich interesowały głównie dla dobrych stopni i czerwonego paska na świadectwie.
        Później w szkole średniej gdy pomagałem kolezankom licealnym w matmie i pokrewnych, ich zainteresowanie też ograniczało sie głównie do zakucia na zaliczenie - a były to dziewczyny wybitnie inteligentne Kiedy je pytałem mówiły że to jest potwornie NUDNE. Myślę ze tu jest clou całej sprawy.
        I dziewczynki i chłopcy uczą się w szkole tej samej matematyki i mają początkowo podobne wyniki. W okresie dojrzewania ich zainteresowania zaczynają się zmieniać - dziewczynki coraz bardziej zanurzają się w świecie "społecznym" (a Zosia powiedziała o Madzi że ...) bo je to po prostu fascynuje a nie dlatego ze ktoś je do tego zmusza, znam wielu rodziców którzy gonią swoje córy do nauki matmy żeby mieć z niej lepsze oceny a one i tak wolą przebywanie w świecie swoich przyjaciółek.
        Chłopcy kierują swoje zainteresowania w innych kierunkach - modelarstwo, technika, samochody to w zdecydowanej większości (ale nie wyłącznie!) ich dziedzina. Szczerze powiedziawszy nie znam żadnej kobiety która jako dziecko fascynowałaby się komputerami i ich programowaniem - a facetów całkiem sporo. Zaznaczam jeszcze raz - nie twierdzę że takich kobiet nie ma, po prostu ja takiej nie znam i na przykładzie losowej próby moich znajmych widać różnicę statystyczną.
        Takie różnice są zauważalne przez każdego - kiedyś się nad tym nie myślało i bezdyskusyjnie przyjmowało seksistowski i fałszywy pogląd że "kobiety się do tego nie nadają - mają haftować i rodzić dzieci". Później zaczęła się rewolucja obyczajowa i wahadło wychyliło się w drugą stronę - wszelkie rożnice zanegowano a jeśli ktoś gdzieś ośmielił się je zauważyć to obrywał po głowie jako zacofany szowinista. Prawda jak zwykle leży pośrodku - kobiety jeśli chcą, to mogą i powinny robić kariery naukowe, ich osiągnięcia nie są w niczym gorsze lub lepsze od męskich, po prostu jest ich mniej w naukach scisłych bo mniej kobiet się nimi interesuje.

        Dla piewców roli wychowania w kształtowaniu mózgu kobiecego/męskiego przytoczę tutaj klasyczny przykład. W izraelskich kibucach próbowano wdrożyć prawdziwie "komunowy" styl życia - nie było róznic we własności, wszyscy razem pracowali dla wspólnego dobra, itp. Postanowiono także wyeliminować róznice w wychowaniu chłopców i dziewczynek - wszystkie dzieci dostawały takie same zabawki, jednakowo zachęcano je do zabawy samochodami i pluszakami, gdy podrosły tak samo uczestniczyły w czynnościach "męskich" i "kobiecych". Zauwazono jednak że dziewczynki chętniej (ale NIE wyłącznie) bawiły się lalkami, a chłopców bardziej (znów nie WYŁĄCZNIE) ciągnęło do samochodów, a później starsze dzieci chętniej zajmowały się czynnościami tradycyjnie przypisanymi do ich płci - dziewczyny opieką nad dziećmi, chłopcy naprawianiem pojazdów.

        I tyle.

          • Gość: Nałuukia Re: Statystyka - miecz obosieczny IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.07.06, 20:20
            To bardzo dobrze, wnikliwe obserwacje są wskazane. Poznałes o mnie naukową
            prawdę czy polityczną ? Ten sąd poparty jest jakimis badaniami mojego
            mózgu...oj przepraszam zapewne go Twoim zdaniem nie posiadam. NA podstawie czego
            ferujesz wyroki ? cokolwiek udowadniłes doświadczalnie ? jestem wczesniejszym
            stadium ewolucji? kto wie moze nawet dla celów naukowych byłaby moja kopulacja z
            szympansem wskazana - w koncu Ogier konia domowego + klacz osła = osłomuł, JA
            (samiec "prawie" człowieka, no a napewno poprawnego politycznie "ubermenscha")+
            samica szympansa = "?" No własnie! Co ? oczywiscie intelektualnie dla Ciebi już
            teraz jestem osłem i mułem wiec tu status quo ale biologicznie ? niesłychana
            szansa badawczą !!!? a przeciez mój poziom wyraznie wskazuje ze szanse
            powodzenia eksperymentu byłyby ogromne, oj przepraszam - nie obrazajmy
            szympansów, no ale mysle ze moze bym sie kilku sztuczek mógł odniego nauczyć.
            No i nie ma obawy - jak dotąd osłomuły sa w 100 % bezpłodne to tylko muły mają
            5% na rozmnazanie wiec niczym nie ryzykujesz ... Jakze wielka to szansa dla nauki !
        • Gość: Nauka Przepraszam IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 18.07.06, 20:05
          Niech czas zrewiduje to co piszesz - ale moim zdaniem nadmierną role
          przypisujesz oddzielaniu ról - bazujesz na doswiadczeniach przeszłosci a nie
          znasz obecnej młodziezy takze tej dorastającej :zachowanie "a zosia marysi"
          przestaje byc domeną kobiet podobnie jak odzywka do włosów, bizuteria czy
          makijarz... Podobnierz sama tzw. "nauka" zamyka powoli swoje podwoje przed
          pospulstwem pozostawiając niewielkie wejscie dla nielicznych wybrańców, a reszta
          kompilowac będzie ze żródeł jak w scholastycznym średniowieczu - tam panował
          dogmat tu zapanuje po prostu tzw. prawda naukowa czyli ugruntowane i udowodnione
          naukowo, zakorzenione najmocniej jak to sie da w przyrodzie niezaleznej od
          czlowieka sądy o (wszech)świecie. Jak myslisz skoro tam (w srednioweiczu)wiedza
          podobnie jak rola kobiety były wyznaczane przez dogmat, który im wydawał sie
          prawdą jedynie mozliwą to jak myslisz co bedzie z "prawdziwą prawdą" ?
          "Prawdziwa prawda" o kobietach będzie taka jak "prawdziwa prawda" o
          czarnoskórych, "prawdziwa prawda" o gejach oraz "prawdziwa prawda" o Tobie
          (zakopanym co "prawdziwa prawda" pod ziemią będąc resztką "prawdzwej prawdy" o
          człowieku - rozsypanym w molekuły ex-fundatorem "prawdziwej prawdy". Jestem
          osobiscie ignortantem tego typu "wiedzy". Wiesz jaką : "prawdziwą prawdę" ja
          słyszałem ? Pigmentacja skóry jest wynikiem dostodowania do warunków środowiska
          (głównie nasłonecznienia) podobniez same mózgu struktury poznawcze (niech będą
          sobie w swojej reprezentacji neuronalne, molekularne, kwantowe to istotne
          jedynie opisowo a nie przy ewolucyjnej eksplanacji HISTORYCZNIE trwającego
          maaaaaase lat procesu) kształtowały się w wyniku interakcji jednostek w grupach
          pierwotnych, w okreslonych środowiskach, wreszcie przez spotkania kultur
          ukształtowanych w przestrzennej odrębnosci. Ciebie interesuje "prawdziwa prawda
          " dotycząca historii Pani wczesniej a teraz Pana badacza mnie nie iteresuje
          rozwój filogenetyczny jednostki mnie intersuje ontogenetyczny w skali całego
          gatunku i dla takiego kultura jest wytworem równie istotnym co biologicznie
          poprawny mózg. Niczego nie wygrywam, odwołuje Dr Mengele - jednak taki
          politycznie poprawny nie jestem nie ? nie powinno sie od faszystów wyzywac wiec
          gdzie tu polityczna poprawnosc ?
          • Gość: OlO O nauce - znów IP: *.such.nat.hnet.pl 20.07.06, 13:16
            Droki interluktorze,
            Zahaczamy tutaj o ciągnący się od kilkuset lat spór, czy człowiek jest "tabula rasa" czystą tablicą zapisywaną treścią przez wychowanie i kulturę, czy też rodzi sie z zestawem cech które wychowanie potrafi modyfikować, ale nie diametralnie zmieniać.
            Na przestrzeni wieków obydwie szkoły przeżywały chwile chwały i klęski ale od jakiś trzydziestu lat badania naukowe przechylają szalę na rzecz swego rodzaju determinizmu genetycznego, który w JAKIMŚ stopniu (nikt jeszcze nie wie jak wielkim) określa ludzka osobowość lub inaczej to nazywając kształt ludzkiej psychiki i zachowania.
            Badania te prowadzone są w dość nowej dziedzinie nauki - psychologii ewolucyjnej, która (mówiąc w dużym skrócie) próbuje wyjaśniać rózne aspekty psychiki i zachowań ludzkich a także zwierząt wyższych (naczelne, czasem delfiny) na bazie teorii doboru naturalnego i ewolucji. Mechanizm wyjaśniania jest bardzo prosty - zakładamy że pewne aspekty psychiki mogą być dziedziczone - np. skłonność do agresji lub "potulność", szybkość reakcji, intro- lub ekstrawertyzm, szybkość kojarzenia faktów, itp. Jak na razie nie wiadomo jaki jest mechanizm dziedziczenia tych cech, czy są za to odpowiedzialne konkretne geny czy całe ich ogromne zespoły, istnieją także teorie że za organizację mózgu mogą być odpowiedzialne ogromne obszary genomu pozornie "śmieciowe" i nie kodujące żadnych białek. W każdym razie z dużą dozą pewności udaje się zweryfikować naukowo i statystycznie (np. badając podobieństwo do biologicznych rodziców do dzieci adoptowanych w niemowlęctwie) dziedziczność pewnych cech psychicznych. Zresztą pokrywa się to z potocznym doświadczeniem że charakterologicznie dzieci sa podobne do swych rodziców.
            W tym momencie włącza się nam teoria doboru naturalnego - najlepiej przystosowani mają najwięcej potomstwa, czyli cecha "dająca" więcej potomstwa rozprzestrzenia się w gatunku.
            Jak to się ma do róznic pomiędzy koobietami i mężczyznami ?
            Zastanówmy się jakie było środowisko w którym żył człowiek przez setki tysiące lat. Jak pokazują wykopaliska były to małe społeczności nomadów żyjące z polowań i zbieractwa, w których kobiety przebywały zazwyczaj w obozach lub wokół nich opiekując się dziećmi i zbierając jadalne rośliny a mężczyźni przebywali poza obozem polując na zwierzynę lub broniąc kobiet przed innymi "plemionami", albo tez napadając na inne obozy.
            Jak w takim środowisku można mieć więcej potomstwa ?
            Mężczyzna żeby mieć potomstwo musi nakłonić kobietę do seksu - i to wszystko, im więcej seksu, tym (statystycznie) więcej potomstwa. Oczywiście dobrze jest póxniej opiekować się kobietą i potomstwem - wtedy jest większa szansa że potomstwo przeżyje, ale wyjątkowy macho może to rekompensować ilością seksu.
            Aby mieć dużo seksu powinien być możliwie silny i szybki, powinien dobrze polować na zwierzynę bo kiedy wróci do obozu ze zdobyczą więcej kobiet bedzie zabiegać o jego względy chcąc nakarmić siebie i swoje dzieci. Poza tym mężczyzna powinien dobrze pamiętać okoliczne tereny łowieckie, dobrze oceniać odległość do zwierzyny, itp. czyli mieć dobrze rozwinięte myślenie przestrzenne. Wskazane jest żeby mężczyzna był agresywny, bo tylko w taki sposób nie da sobie odebrać upolowanej zdobyczy ani przychylnej mu kobiety, poza tym agresja daje mu przewagę nad kobietą zniechęcając ją do posiadania dzieci z innymi mężczyznami.
            Kobieta jest w zasadniczy sposób "upośledzona" względem męzczyzny - nosi ciąże i opiekuje się dziećmi, dla niej duża ilość potomstwa to dużo dzieci które przeżyją, dlatego dziećmi trzeba się opiekować, zadbać o pokarm (najlepiej mieć mężczyznę który przynosi duzo zdobyczy) oraz o pozycję w plemieniu żeby w czasach głodu nikt nie odmówił jedzenia gdy zabraknie dla innych. Dla kobiety sukces to zapewnienie sobie przychylności dużego agresywnego mężczyzny, który nakarmi, obroni dzieci a takze dbanie o to żeby inna (np. młodsza i bardziej atrakcyjna) nie "wykradła" tego męzczyzny. Dlatego bardzo ważne są relacje społeczne w grupie, zwłaszcza wśród kobiet żeby w porę rozpoznać i zlikwidować zagrożenie ze strony innej.
            Te (w DUŻYM uproszczeniu) strategie reprodukcyjne powodowały że więcej potomstwa mieli mężczyźni bardziej "męscy" w stosunku do mężczyzn bardziej "kobiecych" i vice versa wśród kobiet. Setki tysiące lat takiego doboru spowodowały że te cechy rozpowszechniły sie w naszym gatunku - i stąd róznice. Płeć determinuje nie tylko kształt ciała ale także sposób myślenia. Zresztą nikt nie neguje wspływu hormonów na psychikę kobiet (ciążą, napięcie przedmiesiączkowe) itp. i mężczyzn (agresywność przy wysokim poziomie testosteronu) a przecież to też czysta biologia a nie kultura.

            Jeszcze raz do znudzenia powtarzam - te róznice są STATYSTYCZNE - to że taki jest trend nie oznacza że każda kobieta będzie równie opiekuńcza a facet stanowczy. Każdy człowiek jest inny ale badając nas jako grupę wyłaniają się pewne cechy wspólne.
            To o czym piszę to wyniki badań, nie wiary. Naukowcy twierdzą tak po przebadaniu tysięcy ludzi, przeanalizowaniu na setki sposobów ich zachowania, po długich i zaciekłych sporach pomiędzy różnymi szkołami objaśniania wyników badań, które doprowodziły do opracowania wspólnej teorii najlepiej objaśniającej wyniki.
            Oczywiście na przestrzeni lat nauka się zmienia - czterdzieści lat temu panowało przekonanie że to kultura i wychowanie określa psychike człowieka, nie uwzględniano czynników dziedzicznych - to własnie było swego rodzaju podejście "tabula rasa" że to kultura zapisuje człowieka, że kulturą można go ukształtować, zabić agresywność w męzczyznach, ośmielić kobiety, posadzic je na traktory. Po części się to udało bo nasz mózg jest bardzo plastyczny - ale nie do końca, zawsze w końcu docieramy do szkieletu naszej psychiki, który chociaż u każdego inny to jednak u wszystkich jest trochę podobny.

            I tyle.


            • Gość: Nał(u)ka Re: O nauce - znów IP: *.walbrzych.dialog.net.pl 21.07.06, 00:16
              fakty, publikacje, autorzy ? ja potrafie bez faktów, publikacjji i autorów. Ty
              powinieneś nie potrafic jeżeli masz udowodnic racje. Stwarzasz ogólne ramy
              metodologiczne podejscia do problemu no to ok, one juz są wypracowane nawet
              tutaj u nas - na Wólce Gostomskiej koło Nowego Miasta nad Pilicą (wczooraj z
              Bronkiem zek godoł o tym podle płota i Probosc wsycko nam snadnie w kazaniu
              wytósićł). Mi chodzi o wyniki badań, o autorów ? Nawet link jeden lepszy bedzie
              dla takiego wiesniaka jak ja - my tu nieufne sa wobec tych miastowych a ksiunzki
              lepsiejsze łod papieru toalletowego bywają