Gość: +++Ignorant
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
18.04.03, 03:33
Sława!
Możesz uważać to tylko za zabawę, ale...
Pisżę o grze Europa Uniwersalis II.
Zacząłem w 1492, a skończyłem w 1820.
Dziedzicząc Polskę już mocarną doprowadziłem do największej potęgi: coś
znacznie większego od Polski Jagielońskiej, podbiłem Rosję, skolonizowałem
całą Syberię aż do Kołymy, Skandynawię, Amerykę Łacińską, Filipiny, Róg
Afryki i zachodnią część Ameryki PÓłnocnej...
Ale nie zamierzam pisać o swoich przewagach nad komputerem, alę o pewnych
strategiach, które aż nazbyt wyraźnie odnajdujemy w historii, polityce...
W grze mamy kilka parametrów rozwoju: technologie militarne lądowe i morskie
poziom technologii handlowych, infrastruktury, stabilność, zawieramy sojusze
królewskie mariaże, porozumienia handlowe, tarktaty pokojowe, wypowiadamy
wojny, prowadzimy politykę wyznaniową, społeczną, gospodarczą, kolonizujemy
bzeludne krainy, wreszcie dokonujemy odkryć na morzu i lądzie...
Ja w swojej strategii postawiłem na handel, opanowywanie centrów hadlu,
punktów ( prowincji) strategicznych, rozwój kolonii aby uzysakć ich
samowystrczalność ekonomiczną i militarną...
Ciekawą rzeczą jest to, że dziedzicząc kraj wybitnie lądowy doszedłem do
etapu, musiałem budować potęgę morską....
Inną ciekawostką było to iż pierwszy cel strategiczny który zapewnił mi pokój
w Europie było opanowanie wybrzeża Bałtyku od Finlandii po Jutlandię aż do
Bremy i nie byłem w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa na pólnocy bez
aneksji Prus, Pomorza, Meklemburgii, zaś na wschodzie musiałem praktycznie
podbić Rosję zaś jej pozostałośc zwasalizować...
POdobnie na południu: poważnie osłabiłem Turcję eliminując ją z grona
mocarstw, zaś na zachodzie Austrię...
Expansja kolonialna nieuchronnie doprowadzała mnie do konfliktu z Hiszpanią
potem Anglią...
Sojusze militarne były mi potrzebne do czasu uzyskania znaczącej prze4wagi
nad pozostałymi państwami, potem zadowalałem sie raczej prawem przemarszu
wojsk...
Albowiem sojusznicy najczęsciej wciągali mnie w wojny, których nie chciałem(
w najmniej odpowiednim momencie) i porzucali sojusze gdy ich najbardziej
potrzebowałem...
Dziwną rzeczą wydaje mi się, że pokonanie Rosji narzuciło mi koniecznośc
kolonizacji Syberii...
Co prowadziło do konfliktu z Chinami własnie nad Amurem...
Zaś opanowanie przylądków i cieśnin umożliwiło skuteczne prowadzenie wojny
morsko-lądowej przeicwko siłom 2-3 krotnie większym...
Niewiele mogli zrobić mi Francuzi, gdy opanowałem Cieśniny Duńskie i Morze
Egejskie...
Podobnie nieskuteczni byli Hiszpanie i Anglicy gdy miałem Afryke Płd,
Tasmanię, Południe Indii, Patagonię i Ziemię Ognistą oraz Gibraltar i
Tangier...
I nic dziwnego że zwyciężyłem gdy miałem łączny potencjał: USA Hiszpnaii,
Anglii, ZSRR...
POnadto byłem najnowoczesniejszym krajem pod każdym wzdlędem i rządząc
światowym handlem oraz wydobyciem złota byłem najzamożniejszy...
Może wydawać sie tylko grą ale na bieżąco nasuwały mi się reflexje i analogie
historyczne, nawet zaczerpniete z bieżacej polityki, która jest przecież
historią wspólcześnie pisaną...
Pozdrawiam!
Ignorant
+++