Europa szykuje się na globalne ocieplenie

02.07.07, 19:41
Kolejny przykład myślenia magicznego
- z nikomu nieznanych powodów grupa niedouczonych w filozofii nauki
(Popper się w grobie przewraca)
klimatologów wini dwutlenek węgla za zmiany klimatyczne w skali globalnej.

Nie jest argumentem dla nich przypominanie epoki lodowcowej
(niejednej)
lub mezozoicznej, których przyjście i odejście nie może byc w żaden sposób
skorelowane z dwutlenekiem węgla produkowanym przez ludzi .

Żadne argumenty nie działają - pozostaje tylko żarliwa wiara typu prawie że
religijnego, która zastapiła w zsekularyzowanym Zachodzie dawną wiarę w Boga.

Państwa kierowane przez ludzi niewykształconych (inżyniersko, matematycznie, w
naukach ścisłych) przeznaczją miliardy na walkę z mitologicznym zagrozeniem.

Większej bzdury nie widział świat od dawna...Płaczę nad Zachodem, który
stracił krytycyzm i poczycie absurdu. Nadchodzi New Age ...
    • ssamiec Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie 02.07.07, 20:11
      Nie wiemy na pewno czy to dwutlenek węgla, czy pyły w atmosferze, a może metan z
      żołądków przeżuwaczy (np populacji krów w Indiach). Jedno jest pewne: klimat się
      ociepla, powodem pośrednio jest nadmiar ludzi, więc nie ma co porównywać do
      poprzednich epok, bo tam tego typu zjawisko nie występowało.

      Dokument mówi jak się przygotować na nieuchronne. Bardzo dobrze że się
      zastanawiają, źle jeśli biorą za to zbyt wiele pieniędzy z kasy unijnej.
      To wszystko.

      SSamiec
      • europitek Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie 02.07.07, 23:13
        Twój przedmówca sam próbuje być magiem - stara się zaczarować rzeczywistość swoim brakiem wyobraźni i odpowiedzialności. Nie sobie ćwiczy, bo te zaklęcia są nieszkodliwe dla ludzi przy zdrowych zmysłach. A gdyby jednak okazał się niebezpieczny, to rzucimy czar "Antymagia", który jest niezwykle skuteczny do zwalczania czarów złośliwych magów (patrz "Heroes of Might and Magic I-IV" i podobne).
        • bonobo44 ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ 03.07.07, 12:20
          "Mocniej grzejące słońce pozwoli w Europie na szersze wykorzystanie elektrowni
          słonecznych. "
          wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4282991.html

          i masowe zamykanie coraz bardziej niewydolnych w te upały elektrowni atomowych:
          • tetlian Re: ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ 03.07.07, 21:17
            A efektem tego u nas są coraz większe ulewy. Miasta są zalewane dosłownie.
          • Gość: nos Enesjanina Re: ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ IP: *.rtk.net.pl 03.07.07, 21:43
            bonobo44 napisał:

            > "Mocniej grzejące słońce pozwoli w Europie na szersze wykorzystanie...

            Tak, a zatem pokuj to ∏erdzenie gazami cieplarnianymi ?

            Nadaktywnośc Słońca w ostanich latach widzi (a może lepiej niech nie patrzy)i
            czuje (raczej niech uważa)każdy, kto ma co najmniej 20-30 lat i jaką taka
            zdolność racjonalnego postrzegania otoczenia. Nieprawdaż Qrvaż ?
            • europitek Re: ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ 03.07.07, 22:12
              Ja zauważam to po sile świecenia planet (zwłaszcza Wenus).
              • Gość: Enes ]an ☼ Mocniej grzejące Słońce i Księżyc >O< IP: *.rtk.net.pl 03.07.07, 23:17
                europitek napisał:
                ...
                > Ja zauważam to po sile świecenia planet (zwłaszcza Wenus).

                Przebijam i stawiam na to, że Księżyc odbija więcej słonecznego światła
                (jest jaśniejszy niż 10-20 lat temu).
                Ale tu trzeba się liczyć z argumentacją oponentów
                przywołującą pozostawione przez Amerykanów lustra ...
          • Gość: ]an z Enes ☼ Albert Enestein Dmuchający☼ IP: *.rtk.net.pl 04.07.07, 00:31
            Poza tematem, ale ważne hist0rycznie.

            Pytam prawie kazdego nowego o zdjęcie :
            - czy 6o chociaż pamięta ww. jak paszczał kółka dymne ?
            - czy mó9łby zalinkować na foto ?

            W rewanżu na9roda -niespodzianka :)
          • timoszyk Re: ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ 04.07.07, 17:15
            bonobo44 napisał:

            > "Mocniej grzejące słońce pozwoli w Europie na szersze wykorzystanie elektrowni
            > słonecznych. "
            > wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4282991.html
            >
            > i masowe zamykanie coraz bardziej niewydolnych w te upały elektrowni atomowych:

            Trzeba monitorowac zmiany klimatu i wyciagac roznej masci wnioski. Najgorsze
            jednak, ze zajmuja sie tym samozwanczy "ekologowie", ktorzy zdaja sie wierzyc,
            ze oto Slonce zaczelo juz mocniej swiecic i mozna juz budowac wiecej elektrowni
            slonecznych. Nie jest tez jasne dlaczego elektrownie atomowe maja sie podczas
            upalow stac "coraz bardziej niewydolne". Moze zwiekszy sie wtedy temperatura
            chlodzenia? Dotyczyloby to jednak wszystkich elektrowni cieplnych, a nie tylko
            nuklearnych. Przewidywany jednak "skok" temeperatur o 2-3C nie wywola
            praktycznie zadnej zmiany w efektywmosci elektrowni. Wiec sens frazy o
            elektrowniach nuklearnych pozostaje nieodgadniony.
            Wszystko wskazuje na to, ze mamy do czynienia ze swego rodzaju religia
            sponsorowana przez rozne grupy interesu, takze i polityczne. Cos na ksztalt grup
            walczacych z naturalnymi futrami i pikietujacymi sklepy je sprzedajace. Warto z
            takimi rozpoczac przyjacielska pogawedke, przejsc na tematy kulinarne i zapytac
            co tez zamierzaja dzisiaj spozyc na obiad. Praktycznie zawsze padnie nazwa
            jakiegos smakowitego mieska. Pytanie dlaczego zabijanie dla miesa jest lepsze,
            niz zabijanie dla futra wyraznie zaskakuje bojkotujacych. Zreszta wiekszosc z
            nich tymi zabijanymi zwierzatkami wydaje sie zbytnio nie przejmowac. Placa im,
            wiec stoja.

            Wac
            • bonobo44 Re: ☼ Mocniej grzejące słońce ☼ 05.07.07, 00:43
              Upały wymuszają zamykanie elektrowni ATOMowych:
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=52542962&a=52863107
              chciałoby się powiedzieć: "tylko niewiedza jest gorsza od... nadgorliwości" ;-)
              • bonobo44 ☼ Najgorzej jest z elektrowniami jądrowymi ☼ 05.07.07, 00:52

                <<Upały męczą cały świat
                Paweł Szczerkowski
                2006-07-29, ostatnia aktualizacja 2006-07-28 17:11
                Utrzymująca się nad Europą i USA fala upałów zabiła już setki ludzi. Może być
                jeszcze gorzej, prądu zaczyna brakować już w USA, Wielkiej Brytanii i
                Czechach>>


                <<To najgorętszy lipiec w historii - powtarzają meteorolodzy nie tylko w
                Polsce, ale także w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, we Francji, w Niemczech, a
                nawet w Holandii, gdzie pomiary prowadzi się najdłużej, bo od 1706 roku. Od
                trzech tygodni większość Europejczyków poci się w temperaturach oscylujących
                wokół 35 stopni.

                Gorzej jest w Kalifornii, gdzie wczoraj 11. dzień z rzędu słupek rtęci nie
                spadał poniżej 38 stopni, a w niektórych dolinach przekroczył 46. Wraz z
                temperaturą rośnie liczba ofiar, do tej pory w całym stanie żar zabił 98 osób,
                po kilka zgonów odnotowano w pozostałych regionach USA.

                W Europie rekordowe upały na szczęście nie przyniosły jeszcze rekordowych ofiar
                w ludziach, choć i tak ich liczba przekroczyła już 80. Najwięcej, bo 64 osoby
                zmarły we Francji. To wciąż niewiele w porównaniu z 15 tysiącami, które w kraju
                nad Sekwaną nie przeżyły sierpnia 2003 r. W całej Europie zmarło wtedy od 27 do
                35 tysięcy ludzi.

                Obie fale upałów znacznie się jednak różnią - wtedy temperatury dochodzące do
                40 stopni utrzymywały się dużo krócej, teraz są o kilka stopni niższe, ale
                zdają się trwać w nieskończoność. W radzeniu sobie z tegorocznym upałem pomógł
                szok, jakim była dwa lata temu śmierć tak dużej ilości ludzi, w większości
                starszych, pozostawionych bez opieki przez wypoczywające na wakacjach rodziny.

                Dziś we Francji szpitale zatrudniają studentów medycyny, by poradzić sobie z
                rosnącą liczbą pacjentów. Rząd uruchomił linie telefoniczne, które informują,
                jak zachowywać się w czasie upału. W całym kraju pracownicy opieki społecznej
                chodzą po domach osób starszych i pilnują, by dużo piły i przebywały w jak
                najchłodniejszym miejscu. W Holandii powstały w tym celu specjalne grupy
                wolontariuszy.

                To może być jednak dopiero początek kłopotów. Ludzie masowo kupują wentylatory
                i klimatyzatory, które w firmach, urzędach i domach chodzą na pełnych obrotach.
                Popyt na prąd jest tak duży, że sieci energetyczne są przeciążone. W Czechach
                największy dystrybutor energii ogłosił stan kryzysowy, a zakłady muszą
                ograniczać produkcję, żeby wystarczyło prądu dla gospodarstw domowych.

                NAJGORZEJ JEST Z ELEKTROWNIAMI JĄDROWYMI, które w niektórych krajach, jak we
                Francji, dostarczają większość energii. Żeby działać, potrzebują wody do
                chłodzenia reaktora, a tej jest w rzekach coraz mniej. Ta, co jest, nagrzewa
                się i przestaje się nadawać.

                Z tego powodu Hiszpanie musieli wyłączyć swoją najstarszą elektrownię jądrową,
                a Niemcy ograniczyli produkcję w elektrowniach czerpiących wodę z Odry o 40
                proc. Niedługo mocno uderzy to Niemców po kieszeniach, bo ceny prądu na rynku
                hurtowym wzrosły o 500 proc.

                W Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych już zaczynają wyłączać dopływ
                prądu. Kilkugodzinne przerwy wystąpiły m.in. w centrum Londynu oraz w okolicach
                miasta St. Louis w USA. Przez cały zeszły tydzień prądu nie miało sto tysięcy
                nowojorczyków.

                Strat nie liczą już chyba tylko producenci lodów i napojów chłodzących. (..)

                Upał wypędza klientów ze słynnej dzielnicy czerwonych latarni w Amsterdamie.
                Choć o tej porze roku jest ich zwykle najwięcej, w tym roku prostytutki
                narzekają na słaby ruch i liczą straty. - Dziewczyny przeżywają naprawdę trudne
                chwile - mówi Mariska Majoor z Centrum Informacji Prostytutek w Amsterdamie.

                Zgodnie z przepisami amsterdamskie prostytutki nie mogą wychodzić ze swych
                klitek z łóżkiem, bidetem i szklaną, zasłanianą kotarą ścianą. Problem w tym,
                że w środku nie ma klimatyzacji. Uprawianie seksu w takich warunkach staje się
                prawie niemożliwe, a już na pewno dużo mniej pociągające. - Policja gania
                dziewczyny, które stoją przed okienkami, by się ochłodzić - dodaje Majoor.

                Prognozy są bezlitosne - wysokie temperatury na razie utrzymają się. Mało tego,
                powoli trzeba będzie się do nich przyzwyczajać. Według wyliczeń ekspertów z
                NASA poprzedni rok był najcieplejszy od końca XIX wieku, a pierwsze półrocze
                2006 dalej biło rekordy. Już za 30 lat tegoroczne historyczne upały będą normą
                każdego lata. >>
                serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34191,3514090.html
                --
                zobacz też:
                CZEKA NAS WIEK UPAŁÓW (29-07-06, 00:00)
                serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34152,3514626.html
                • europitek Re: ☼ Najgorzej jest z elektrowniami jądrow 05.07.07, 01:19
                  To jest przykład wpływu zmian klimatycznych na gospodarkę, czego nie chcą zrozumieć drobni geszefciarze wypisyjący na forum bzdury o lewakach-ekologach, którzy koniecznie czychają na ich kasę i dlatego wymyślili "podatek na ocieplenie". Jak stanie (z niedostatku energii) ichnia manufaktura lub znacznie podskoczą ceny energii, to pewnie znów będą winni wszyscy, tylko nie ich krótkowzroczność. Zrozumieją dopiero, jak się rozwali ich mały raj i będą mieli puste kieszenie. I wtedy zaczną po lewacku domagać się o pomoc od państwa ...
    • Gość: Lolek Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.171.64.83.crowley.pl 02.07.07, 21:23
      Powyzszy watek jest przygladem myslenia magicznego. Znaczaco odbiega od tematu artykulu. Klik go w
      kosza...
    • Gość: Elos Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.07.07, 23:31
      Co to jest za sciema z tymi bateriami slonecznymi ? O_o
      Z tego, co wiem, to Slonce bedzie grzalo tak samo, ale to cieplo bedzie u nas
      zatrzymywane przez gazy cieplarniane (typu CO2). Baterie sloneczne nie czerpia
      energii z teperatury otoczenia tylko z energii wysylanej przez Slonce, nie ?
      • Gość: Wit Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.07, 00:35
        Racja. Może chodzi o mniejsze zachmurzenie. Albo ktoś jakąś głupote walnął.
      • Gość: szi Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.socrates.org.pl 03.07.07, 11:41
        Podejrzewam, że chodzi tutaj o dziurę ozonową raczej i że przez nią będzie się
        dostawać więcej energii od słońca, ale trudno to wyczuć bo taki skromny ten
        artykuł :D
    • Gość: leonard3 Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: 83.238.147.* 02.07.07, 23:53
      Zimno nie zabija. Bez wiekszych trudnosci mozemy miec skafander kosmiczny ktory
      utrzyma nas przy zyciu w temperaturze Kosmosu zuzywajac niewiele energii.
      Upal 45 C w przecietnym europejskim miescie utrzymujacy sie przez dwa tygodnie
      zabije setki tysiecy ludzi.
      SICIS zarekomendowalo rzadowi USA budowe schronow termicznych z
      autonomicznymi,nieelektrycznymi zrodlami zasilania klimatyzatorow.
      • europitek Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie 03.07.07, 00:35
        Cytat:
        > Upal 45 C w przecietnym europejskim miescie utrzymujacy sie przez dwa tygodnie
        > zabije setki tysiecy ludzi.
        Zdaje się, że przedsmak tego mieliśmy w zeszłym roku we Francji. Jeśli wierzyć doniesieniom prasowym, to kilka tysięcy starszych ludzi zmarło w wyniku upałów.

        Te schrony, to będą drogie "zabawki". Poza tym, to trzeba by jeszcze pomyśleć o "schronach" dla upraw, bo bez tego to moze być ciepło i głodno.
    • Gość: Esteban666 Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.07, 07:44
      A prawda lezy jak zwykle gdzies po środku
    • toja3003 "klimat się zmienia i nie wiemy dokładnie jak - mó 03.07.07, 09:09
      "klimat się zmienia i nie wiemy dokładnie jak - mówi prof. Kundzewicz."
      Bardzo sensowne zdanie Panie Profesorze.

      Po pierwsze skąd wiadomo, że klimat się ociepla?

      Ano porównuje się pomiary temperatury
      na przestrzeni ostatniego stulecia.
      Pięknie. Tyle, że jeszcze niedawno
      automatyczne pomiary temperatury
      były rzadkością i ograniczały
      się do paru procent co bardziej
      cywilizowanych obszarów planety.

      Nie trzeba szukać w Afryce,
      wystarczy przyjrzeć jak mierzono
      w Polsce. A wyjrzał taki baca
      z wieczora ile jest stopni,
      zanotował i poszedł spać.
      Czy ktoś uwierzy, że dzielnie
      co 2 godziny wstawał aby sprawdzać
      jak się temperatura zmienia?
      Rano wyciągnał z grubsza średnią
      i wynik poszedł w świat.

      Od kiedy stosuje się cyfrowe
      metody pomiarów? Również
      od niedawna. Więc porównanie
      ze starszymi, analogowymi
      i mniej dokładnymi danymi
      daje błąd pomiaru w skali
      porównywanej z opisywanymi
      zmianami tj. 1 - 2 stopnie.
      W tym kontekście twierdzenie, że
      „od 1906 roku klimat się ocieplił o 0,74 stopnia”
      urąga podstawowym zasadom metrologii
      (i meteorologii). Przykładowo:
      jeśli mam termometr mierzący
      temperaturę mojego ciała
      z dokładnością do jednego stopnia
      (w praktyce oczywiście są
      te urządzenia dokładniejsze)
      i pokazuje on 36,6 stopnia
      to jaka jest temperatura mojego ciała?
      Może 35,6 a więc jestem osłabiony
      a może 37,6 a więc mam już
      lekką gorączkę a może
      faktycznie mam 36,6. Nie ma
      szans żeby to stwierdzić.
      Nie można zatem wyrokować
      o zmianach klimatycznych
      w zakresie pozostającym
      w granicach błędu pomiarowego
      a to się właśnie robi.

      Jeszcze w końcu lat 70-tych
      nauka wieściła nadejście
      małego zlodowacenia z początkiem
      XXI wieku. Jak widać na załączonym
      obrazku nic takiego sie nie dzieje,
      a przecież opierano się wtedy na
      i d e n t y c z n y c h danych
      historycznych, bo te się już
      n i g d y nie zmienią! Skąd zatem
      tak przeciwstawne wnioski?

      Oczywiście jest też archeologia meteorologiczna (dendrochronologia),
      badanie grubości słojów drzew, proporcji
      składników lodowców w różnych epokach itp.
      Ale i te metody sa obarczone błędami
      pomiarowymi na poziomie 0,8 - 1,6 stopnia,
      więc i one nie mogą wyrokować o zmianach
      klimatu w tym zakresie.

      Pozostaje, jak Pan Profesor, sceptykiem w tym wzgledzie.
      Nie wiem jak klimat się zmienia i
      w jakim kierunku. Reszta to spekulacje.

      • titta Re: "klimat się zmienia i nie wiemy dokładnie jak 03.07.07, 15:49
        O dendrochronologi madralo slyszales? Na podstawie przyrostow drewna mozna
        ocenic temperature-opady dosc dokladnie na przestrzeni kilku tysiecy lat. Sa
        tez zreszta inne metody. W ciagu ostatnich 20 lat drzewa zaczely rosnac
        szybciej. Wg. ciebie to co? Zmutowaly?
        Male zlodowacenie rzeczywiscie mialo nadejsc. Zamiast tego temperatury rosna.
        Tez pewnie od przegrzanych mozgow naukowcow? '
        Sa osooby ktore obserwuja zjawiska, wyciagja wnioski i na tej podstawie buduja
        swoje poglady.
        Sa tez tacy co maja poglady. A cala reszta to tylko zlosliwosc swiata, ze nie
        dostosowuje sie do ich pogladow.
        • toja3003 nie wymądrzaj się a przeczytaj co 03.07.07, 16:07
          wcześniej napisałem. O dendrochronologii właśnie. Piszesz, że "Na podstawie
          przyrostow drewna mozna ocenic temperature-opady dosc dokladnie".
          Jak "dość" pytam? Z jaką dokładnością?

          Otóż te metody sa obarczone błędami pomiarowymi na poziomie 0,8 - 1,6 stopnia,
          więc i one nie mogą wyrokować o zmianach klimatu w tym zakresie.

          Od kiedy stosuje się cyfrowe
          metody pomiarów? Również
          od niedawna. Więc porównanie
          ze starszymi, analogowymi
          i mniej dokładnymi danymi
          daje błąd pomiaru w skali
          porównywanej z opisywanymi
          zmianami tj. 1 - 2 stopnie.
          W tym kontekście twierdzenie, że
          „od 1906 roku klimat się ocieplił o 0,74 stopnia”
          urąga podstawowym zasadom metrologii
          (i meteorologii). Przykładowo:
          jeśli mam termometr mierzący
          temperaturę mojego ciała
          z dokładnością do jednego stopnia
          (w praktyce oczywiście są
          te urządzenia dokładniejsze)
          i pokazuje on 36,6 stopnia
          to jaka jest temperatura mojego ciała?
          Może 35,6 a więc jestem osłabiony
          a może 37,6 a więc mam już
          lekką gorączkę a może
          faktycznie mam 36,6. Nie ma
          szans żeby to stwierdzić.
          Nie można zatem wyrokować
          o zmianach klimatycznych
          w zakresie pozostającym
          w granicach błędu pomiarowego
          a to się właśnie robi.

          A teraz na temat "oziębienia prze ocieplenie". Straszeni globalnym ociepleniem
          obawiamy się jego rozmaitych konsekwencji, tymczasem jedną z nich może być...
          nagły powrót chłodu na planetę. Tak twierdzą uczestnicy międzynarodowej
          ekspedycji, której przewodził Gerald Haug z Instytutu Badania Zmian Klimatu w
          Poczdamie.

          Badali oni, co się działo z ziemskim klimatem 2,7 mln lat temu.

          Był to ważny moment w dziejach półkuli północnej. Przyszło wtedy ochłodzenie,
          które było wstępem do ostatniej epoki lodowej zwanej plejstocenem. Ślady
          dawnych wahań klimatu uczeni odnaleźli na dnie Oceanu Spokojnego, niedaleko
          Kamczatki, a efekty naukowe wyprawy opisują w "Nature".

          Celem poszukiwań zespołu Hauga były szkieleciki okrzemek i kokolitoforów -
          jednokomórkowych organizmów wchodzących w skład planktonu morskiego. Obie grupy
          mieszkają w morzach od dawna. Okrzemki pojawiają się wiosną, gdy w wodzie jest
          dużo światła i związków odżywczych, giną zwykle wczesnym latem. Wtedy ich
          krzemowe szkieleciki opadają masowo na dno oceanu. Kokolitofory także budują
          szkielety, ale do tego celu wykorzystują wapń. Ich ulubioną porą roku jest
          wczesna jesień, kiedy wody oceaniczne są cieplejsze, choć mniej żyzne. Po
          śmierci ich pancerzyki również lądują na dnie.

          Haug i jego towarzysze wykonali odwierty w dnie Pacyfiku, wydobywając na
          powierzchnię próbki osadów morskich sprzed ok. 2,7 mln lat. W tych osadach
          zachowały się leżące na przemian warstwy krzemowych i wapiennych szkielecików.
          Ich ułożenie oraz skład chemiczny laikowi nic nie powiedzą, lecz ten, kto
          dobrze poznał biologię okrzemek i kokolitoforów, może z tych szczątków
          dowiedzieć się wiele na temat środowiska, w którym żył jednokomórkowy drobiazg.

          Miłe złego początki

          Dzięki okrzemkom i kokolitoforom uczeni ustalili, że zaburzenie klimatu, które
          doprowadziło do niespotykanej od setek milionów lat inwazji lodu, zaczęło się
          niewinnie.

          Ocean Spokojny intensywnie parował, a powietrze nad nim stawało się coraz
          bardziej wilgotne. Zachodni wiatr spychał je nad północną część Ameryki
          Północnej. Nad lądem para wodna skraplała się, latem zamieniając się w deszcz,
          a gdy temperatury spadały poniżej zera - w śnieg.

          - Zima zaczęła się spóźniać, bo ciepły ocean blokował jej nadejście - mówi
          Haug. - W końcu jednak mróz zwyciężał i wtedy nad Ameryką natura włączała
          gigantyczną armatkę śnieżną. Po paru tygodniach olbrzymie połacie lądu
          pokrywały się grubą na wiele metrów warstwą śniegu. Było go tak dużo, że daleko
          na północy nie zdążył stopnieć w ciągu lata. W ten sposób doszło do powstania
          pierwszych na naszej półkuli lodowców nizinnych. Większość z nich istnieje do
          dziś, choć obecnie są znacznie mniejsze niż w epoce lodowej.

          Wyjaśnienie zagadki tkwi w zachowaniu oceanu - twierdzą badacze. Ich zdaniem
          wcześniej, zanim doszło do przełomowych wydarzeń, wody Pacyfiku mieszały się
          intensywnie - chłodniejsze z głębin podpływały do góry, cieplejsze wędrowały w
          dół. Nagle ta wymiana wody ustała. W efekcie powierzchnia oceanu pozbawiona
          dopływu chłodniejszej wody z dna zaczęła się nagrzewać. Wykazały to symulacje
          komputerowe, które uczeni wykonali już po powrocie spod Kamczatki. - Jak na
          ironię, właśnie to ciepło doprowadziło w ostateczności do ekspansji zimna -
          mówi Haug.

          Czy ten scenariusz może się niedługo powtórzyć w Europie?

          Rzeczywiście widać pewne podobieństwa - mówi prof. Lorenc. - Na przykład takie,
          że Atlantyk jest coraz cieplejszy i silniej ogrzewa Europę, szczególnie w
          chłodnej połowie roku. Stąd właśnie te spóźnione, łagodne zimy. Ponadto ciepłe
          powietrze może pomieścić więcej pary wodnej, więc niże sunące znad Atlantyku są
          ostatnio bardziej wilgotne, co zimą kończy się śnieżycami.

          Przypomnijmy, że w ciągu ostatniego miliona lat grube na 2-3 km lodowce kilka
          razy zajęły północną część Europy, Azji i Ameryki Północnej. Ostatni wycofał
          się z naszych ziem zaledwie przed 13 tys. lat (a na dobre znikł pięć tysięcy
          lat później w Skandynawii). Do końca nie wiadomo, czy epoka lodowa odeszła już
          w przeszłość, czy tylko zrobiła sobie przerwę.

          - Teoretycznie jest to możliwe. Widać to choćby po zachowaniu lodowców
          górskich. Niektóre dzięki wzrostowi temperatur ruszyły do przodu. To dlatego,
          że teraz spada na nie więcej śniegu - mówi prof. Lorenc. - Co jednak się stanie
          za kilkadziesiąt czy kilkaset lat - nie wiemy. Przyszłości nie da się
          przewidzieć, bo zależy ona od zbyt wielu zmiennych, o których wiemy mało albo
          nic.

          No ale co tam dla ciebie autorytety naukowe. Ty wiesz swoje.
          • wohltemperierte Re: nie wymądrzaj się a przeczytaj co 03.07.07, 21:23
            Wybacz, ale trochę pleciesz..

            > Od kiedy stosuje się cyfrowe
            > metody pomiarów? Również
            > od niedawna. Więc porównanie
            > ze starszymi, analogowymi
            > i mniej dokładnymi danymi
            > daje błąd pomiaru w skali
            > porównywanej z opisywanymi
            > zmianami tj. 1 - 2 stopnie.

            O ho ho! Więc twierdzisz że "niecyfrowe" termometry
            mają błąd pomiaru rzędu 1-2 stopni? Sam to wymyśliłeś czy ktoś Ci podpowiedział :)

            Nie będę tu robił całego wykładu z metrologii, bo IMO nie warto - starczy że podam Ci przykład tanich i używanych od bardzo dawna termometrów lekarskich, które, wyobraź sobie, mają dokładność pomiaru dużo lepszą niż 0.1 stopnia..

            No ale meteorolodzy pewnie korzystali z zabawkowych termometrów, co? :)

            > jeśli mam termometr mierzący
            > temperaturę mojego ciała
            > z dokładnością do jednego stopnia

            ...to wyrzucasz go do kosza.
            Minimalna dokładność wymagana przy tego typu pomiarach to 0.2 stopnia..

            > Nie można zatem wyrokować
            > o zmianach klimatycznych
            > w zakresie pozostającym
            > w granicach błędu pomiarowego
            > a to się właśnie robi.

            Po raz kolejny mieszasz pojęcia.
            Większa liczba pomiarów ZMNIEJSZA błąd pomiarowy.
            Nas tego uczyli na pierwszym roku fizyki.. nie wiem jak Ciebie?

            > A teraz na temat "oziębienia prze ocieplenie". Straszeni globalnym ociepleniem
            > obawiamy się jego rozmaitych konsekwencji, tymczasem jedną z nich może być...
            > nagły powrót chłodu na planetę. Tak twierdzą uczestnicy międzynarodowej
            > ekspedycji, której przewodził Gerald Haug z Instytutu Badania Zmian Klimatu w
            > Poczdamie.
            > [...]
            > No ale co tam dla ciebie autorytety naukowe. Ty wiesz swoje.

            Na razie mamy jednego profesora, który mówi że:

            > Przyszłości nie da się
            > przewidzieć, bo zależy ona od zbyt wielu zmiennych, o których wiemy mało albo
            > nic.

            ..i na tej podstawie starasz się coś udowodnić :)

            Haug/Lorenc piszą:

            > Rzeczywiście widać pewne podobieństwa - mówi prof. Lorenc. - Na przykład takie,
            >
            > że Atlantyk jest coraz cieplejszy i silniej ogrzewa Europę, szczególnie w
            > chłodnej połowie roku. Stąd właśnie te spóźnione, łagodne zimy.

            Słonko miłe, ani Atlantyk, ani NAO nas nie ogrzewa :) Jesteśmy za daleko!!! :)
            NAO ogrzewa Anglię. Grenlandię. Islandię. Trochę kraje skandynawskie.
            Ale - popatrz proszę na prognozy pogody - to ciepłe powietrze to, widzisz, znad Afryki do nas leci. Kojarzysz Afrykę? Małpy, słonie, krokodyle, Zulusi....

            Owszem, NAO MOŻE się zatrzymać - ze względu na zmniejszające się zasolenie północnych okolic. Co więcej, dużo wskazuje na to, że jeśli globalne ocieplenie będzie postępować w takim tempie, w jakim postępuje, to stanie się to w ciągu najbliższych dekad.

            Konsekwencją zatrzymania się NAO będzie mini-epoka lodowcowa wzdłuż północno-zachodniej Europy. W Anglii, w Skandynawii, na Islandii. Wszędzie tam, gdzie do tej pory Golfsztrom słał ożywcze ciepło z okolic równikowych.
            Ale nie u nas ani nie w Centralnej Europie - my mamy klimat kon-ty-nen-tal-ny. Kontynent, kojarzysz? Takie duże i twarde, leży na żółwiu.. :)

            Ewentualne konsekwencje są niejasne - nie istnieje żaden koherentny model tego, co mogłoby się wydarzyć. Najprawdopodobniej będą u nas wilgotne i gorące mokradła, ale epoka lodowcowa również może do nas zawitać. Tyle tylko, że w perspektywie kilkuset lat, a do tej pory dalej będziemy się smażyć w upale :)

            Jak chcesz dizlowego proroctwa : przygotuj się na naprawdę potężne burze i trąby powietrzne w Polsce. Przygotuj się na lata BEZ wiosny i jesieni. Przygotuj się na to, że zima przesunie się na luty-marzec. No i powiedz "papa" Żuławom :)

            • europitek Re: nie wymądrzaj się a przeczytaj co 03.07.07, 22:32
              Część Twojego proroctwa już się chyba spawdza - skracające się pory przejściowe. Mnie to do zaczyna przypominać klimat kontynentalny na wschodzie Europy, gdzie po zimie prawie natychmiast następowało upalne lato, a jesień też raczej króciutka. I burz takich jak tam, nie widziałem w naszej części Europy.
              • toja3003 zgadza się, europitek, dodam jedynie wątek 04.07.07, 10:32
                "Pojutrze już było". To jeden z najgłupszych filmów w historii kina. Globalne
                ocieplenie doprowadza do zamrożenia Nowego Jorku - czytaliśmy w recenzjach.
                Tymczasem scenariusz jest wielce realny, więcej - podobna klimatyczna
                katastrofa już miała miejsce w historii Ziemi. I zmiana też przyszła nagle -
                nie w czasie setek lat.

                Czujniki na Północnym Atlantyku rejestrują nagły spadek temperatury.
                Gigantyczne wiry zasysają lodowate powietrze z górnych warstw atmosfery. Ludzie
                znajdujący się na zewnątrz domów zamarzają w ciągu kilku sekund. Na Tokio spada
                grad wielkości ziemniaków, Los Angeles demolują tornada, 50-metrowe fale
                tsunami wdzierają się do Nowego Jorku. W kilka dni na północną półkulę wraca
                epoka lodowa. Czy to może się zdarzyć naprawdę?

                Jak długo trwa jutro?

                Nawet najostrożniejsi w sądach specjaliści przyznają, że klimat się zmienia. Tu
                niestety kończy się pewność, a pozostają pytania: Jak szybko się to dzieje? Co
                jest przyczyną tych zmian? Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
                Badacze morza są przekonani, że kluczową rolę w kształtowaniu klimatu odgrywają
                prądy oceaniczne. Film "Pojutrze"prezentuje teorie oceanografów w wersji
                przystosowanej do potrzeb Hollywood.

                Ogłoszona przez dwóch oceanografów - Amerykanina Knuta Aagaarda i
                Kanadyjczyka Eddiego Carmacka - koncepcja katastrofy termohalinowej głosi, że
                słodka woda z topniejących lodowców może rozcieńczyć Atlantyk i "wyłączyć"
                Golfsztrom. Jeśli do tego dojdzie, półkulę północną naprawdę pokryje
                gigantyczna warstwa lodu i śniegu (co w końcu w historii Ziemi, zwłaszcza w
                ciągu ostatnich kilkuset tysięcy lat, nie byłoby niczym nowym).

                Zmiana klimatu w filmie trwa tydzień. Z punktu widzenia nauki jest to fikcja
                podyktowana zapewne wymogami dramaturgii. Chociaż... Jeszcze w latach 80.
                wierzyliśmy, że klimat przechodził od fazy zlodowaceń do ocieplenia w ciągu
                tysięcy lat. Jednak dzięki badaniom mikropęcherzyków powietrza w lodowcach oraz
                cienkich warstw w osadach morskich od blisko dziesięciu lat wiemy, że
                to "przełączenie" miało gwałtowny charakter. Epoka lodowa nie nastaje w kilka
                dni, ale zmiana taka może trwać zaledwie kilkadziesiąt lat.

                Dlaczego sądzimy, że to oceany będą grały główną rolę na scenie ewentualnego
                przyszłego dramatu? Ponieważ to głównie one magazynują ciepło otrzymywane od
                Słońca przez naszą planetę. Magazynują - i co najważniejsze - transportują je
                od równika ku biegunom.

                Morski termostat

                Atmosfera szybko nagrzewa się i studzi. Na Spitsbergenie koło Bożego Narodzenia
                pojawia się często świąteczna odwilż - w ciągu jednej doby temperatura potrafi
                podskoczyć z -20o do +5oC. Ociepleniu towarzyszą gwałtowne wichury i potoki
                topniejącego śniegu. Odwilż kończy się równie szybko, jak się zaczęła i w ciągu
                kilku godzin wraca wyżowa mroźna pogoda.

                Zupełnie inaczej ma się rzecz z oceanem. W czasie tej samej odwilży temperatura
                wody w fiordzie Hornsund, gdzie leży Polska Stacja Polarna, ani drgnie i
                utrzymuje się na poziomie 1oC. Dzieje się tak, gdyż morze ogrzewa się powoli i
                tylko powierzchniowo - podczas ciepłego, bezwietrznego dnia temperaturę zmienia
                zaledwie dwumetrowa warstwa wody. Cóż to jest wobec średniej głębokości
                Atlantyku - 3500 m!

                Ciepła morska woda, lżejsza od zimnej, utrzymuje się na powierzchni i utrudnia
                nagrzewanie dolnych warstw oceanu. Temperatura wody zmienia się sezonowo do
                głębokości 200-300 m, a najwyżej 500 m. Poniżej, na całej morskiej powierzchni
                globu, zalegają wody o stałej niezależnie od pory roku temperaturze około +2oC.
                Ten dzisiejszy, lodowaty wszechocean oziębił się w początkach czwartorzędu -
                około miliona lat temu, wcześniej przez dziesiątki milionów lat temperatury wód
                głębinowych sięgały +15oC.

                Autostrady ciepła

                Prąd Zatokowy, czyli Golfsztrom, płynie od Zatoki Meksykańskiej przez Atlantyk
                do Europy i wzdłuż brzegów Norwegii na północ, unosząc ze sobą ciepło o mocy
                ok. 25 x 1013 watów. To tysiąc razy więcej, niż wynosi roczna produkcja energii
                elektrycznej w Polsce! Wody atlantyckie o temperaturze około +6oC wpływają
                powoli w obszar Arktyki, gdzie temperatura powietrza może być o blisko 40oC
                niższa. Ocean szybko oddaje ciepło atmosferze, ochłodzona woda morska staje się
                gęstsza, cięższa i powoli "tonie". W Arktyce opada aż do dna, a w innych
                rejonach świata zaledwie do głębokości setek metrów. Wody te następnie płyną
                prądem przydennym w kierunku równika i dalej na półkulę południową. W rejonach
                tropikalnych Pacyfiku i Oceanu Indyjskiego występują silne prądy wstępujące,
                które podnoszą zimną wodę z dna na powierzchnię. Ta cyrkulacja jest powolna,
                woda, która utonie w Arktyce, wypływa na powierzchnię po kilkuset latach.

                Ten oceaniczny pas transmisyjny przenoszący ciepło z okolic równika ku biegunom
                odpowiada za stabilność współczesnego klimatu. Silnikiem napędzającym jego ruch
                jest zapadanie się zimnej i słonej wody w obszarach polarnych. Aagaard i
                Carmack przestrzegają, że jeśli do północnego Atlantyku napłyną słodkie wody z
                topiących się lodowców, pas transmisyjny stanie! Dlaczego? Ponieważ słodka
                woda - nawet mocno schłodzona - pozostaje i tak lżejsza niż słona woda
                głębinowa. W obszarach polarnych chłodna woda przestanie "tonąć" i silnik
                napędzający pas transmisyjny oceanu zgaśnie! Paradoksalnie, północnej Europie
                globalne ocieplenie może więc przynieść nową małą epokę lodową.

                Taka sytuacja zdarzyła się w przeszłości, gdy kończyło się ostatnie
                zlodowacenie. W północnej Europie po okresie ciepła i ustąpieniu pokrywy
                lodowej nastąpiło gwałtowne oziębienie tzw. drias. Spowodowała je gigantyczna
                powódź. Tysiące kilometrów sześciennych słodkiej wody z topniejącego lodowca na
                terenach dzisiejszej Kanady wlały się do Atlantyku. Ta woda, lżejsza od
                morskiej, utworzyła warstwę izolującą wymianę ciepła między morzem i atmosferą.
                Europę na kilkaset lat znów pokrył lód. Dzisiejsze ocieplenie klimatu powoduje
                coraz szybsze topnienie lodowców. Nie ma więc braku logiki w twierdzeniu, że
                skutkiem obecnego ocieplenia klimatu może być kolejne... oziębienie.

                Huśtawka ciśnień

                Nie czekając na sprawdzenie hipotez, możemy obserwować co rok wielką huśtawkę
                klimatyczną, w której decydującą rolę odgrywa właśnie ocean. Na północnym
                Atlantyku występują dwa stabilne rejony charakteryzujące się niskim ciśnieniem
                (Niż Islandzki) i wysokim (Wyż Azorski). Okazało się, że różnica ciśnień
                pomiędzy tymi obszarami związana jest ściśle z intensywnością przepływu Prądu
                Północnoatlantyckiego (tak nazywa się Golfsztrom u wybrzeży Europy). W latach
                gdy różnica ciśnień jest duża, wielka masa wód przepychana jest na północ. Tam
                ocean oddaje ciepło, powodując łagodne i wilgotne zimy w Europie Północnej.
                Inaczej się dzieje, gdy różnice ciśnień pomiędzy Islandią i Azorami nie są
                duże, na północ przepływa mało ogrzanej wody, niewiele ciepła i wilgoci dostaje
                się do atmosfery, a efektem są ostre, suche zimy. Ostatnia seria surowych zim w
                Europie miała miejsce ponad 30 lat temu.

                Podobna huśtawka ciśnień powietrza i przesuwających się w jej efekcie mas
                wodnych odbywa się na obszarze polarnym.

                Dodam jeszcze, że mierzący kilkadziesiąt kilometrów długości i dochodzący do
                ponad 100 m wysokości Perito Moreno znajduje się na terenie argentyńskiego
                Parku Narodowego "Los Glaciares" wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa
                Przyrody UNESCO. Lodowiec cały czas rośnie - w tempie od 30 do 60 cm dziennie.


                • europitek Re: zgadza się, europitek, dodam jedynie wątek 05.07.07, 01:05
                  Cytat:
                  > Taka sytuacja zdarzyła się w przeszłości, gdy kończyło się ostatnie
                  > zlodowacenie. W północnej Europie po okresie ciepła i ustąpieniu pokrywy
                  > lodowej nastąpiło gwałtowne oziębienie tzw. drias. Spowodowała je gigantyczna
                  > powódź. Tysiące kilometrów sześciennych słodkiej wody z topniejącego lodowca
                  > na terenach dzisiejszej Kanady wlały się do Atlantyku. Ta woda, lżejsza od
                  > morskiej, utworzyła warstwę izolującą wymianę ciepła między morzem i
                  > atmosferą. Europę na kilkaset lat znów pokrył lód. Dzisiejsze ocieplenie
                  > klimatu powoduje coraz szybsze topnienie lodowców. Nie ma więc braku logiki w > twierdzeniu, że skutkiem obecnego ocieplenia klimatu może być kolejne...
                  > oziębienie.
                  I tu jest, widzisz, problem. Przelanie się słodkowodnego Morza Agassiza do światowego oceanu mogło wywołać znane nam skutki nie tylko ze względu na ogromną ilość słodkiej wody (spotkałem się z oceną, że poziom światowego oceanu podniósł się o 0,5 metra po tym epizodzie), lecz z powodu gwałtowności tego zdarzenia. Fenomen tego epizodu polega na _jednorazowym_ wlaniu się gigantycznej ilości słodkiej wody do mórz północy. Gdyby take sama ilośc słodkiej wody "sączyła się" przez 1000 lat, to nic by się nie działo. Masz zresztą tego przykład - słodką wodę z lądolodu europejskiego, który wytapiał się przez kilka tysięcy lat i "nie zaszkodził" Golfsztromowi.
                  Powtórzenie fenomenu Morza Agassiza byłoby możliwe, gdybyś _jednorazowo_ wylał do północnego Atlantyku słodkie wody polodowcowe powstałe z wytopienia się do cna kilkunastu procent lądolodu grenlandzkiego. Widziałeś na jakiejś mapie Grenlandii słodkowodne "bajoro" o powierzchni stukilkudziesięciu tysięcy kilometrów kwadratowych?
                  Jeśli nie, to wszystko na ten temat ... zapomnij o zatrzymaniu Golfsztromu i dryasie.
            • toja3003 nie przekręcaj moich słów, przykład z termometrem 04.07.07, 10:42
              nie przekręcaj moich słów, przykład z termometrem podałem dla ilustracji
              problemu i są tak mało dokładne termometry tzw. gorączkowe – mają kolorowe
              paski, przykłada się je do czoła. Powtarzam: nie można wyrokować o zmianach
              klimatycznych w zakresie pozostającym w granicach błędu pomiarowego a to się
              właśnie robi. I tego też uczą na podstawach metrologii (mam nadzieję, że i
              meteorologii).

              Oczywiście, że im większa ilość pomiarów tym lepiej. Tylko ile jest ich obecnie
              a ile było kilkadziesiąt latemu? Kto mierzył wtedy temperaturę w Himalajach, na
              Saharze, Antarktydzie i na obszarach oceanicznych? W sumie ledwie kilka %
              naszej planety jako tako „obmierzano”. O 95% nie mamy danych więc jak można coś
              mówić o zmianach planetarnych w dłuższym okresie? A jaka była głębokość siatki
              węzłów pomiarowych w górę? Zerowa. Praktycznie wszystko to były pomiary
              przyziemne. A teraz proszę kolegi satelity, automaty, komputery, czyli zupełnie
              inne dane, co do ilości i jakości i o tym mówię.

              Jest wiele różnych teorii na temat zmian klimatu i co ciekawe, wzajemnie się
              wykluczających: jedne mówią, że się ociepla inne, że się oziębia i komu wierzyć?
              Dlaczego tak jest? Bo każda z grup badaczy bada problem wycinkowo. Jedni badają
              atmosferę, temperaturę powietrza i na tej podstawie wyciągają wnioski. Inni
              badają co się dzieje w oceanach, jeszcze inni koncentrują się na zjawiskach
              wewnątrz Ziemii (aktywność geotermiczna, wulkany albo koncentrują się na
              kosmosie (aktywność Słońca). Niestety nie ma modelu, który by uwzględniał
              wszystkie te czynniki jednocześnie. Wiem, że to trudne ale tym bardziej
              pozostaje sceptyczny: nie wiem czy klimat sie zmienia i w jakim kierunku.
              Reszta to spekulacje.
              • Gość: wobo1704 Re: nie przekręcaj moich słów, przykład z termome IP: *.chello.pl 04.07.07, 11:27
                toja3003 napisała:
                > ...wzajemnie się
                > wykluczających: jedne mówią, że się ociepla inne, że się oziębia i komu
                >wierzyć ?
                ...
                > Dlaczego tak jest? Bo każda z grup badaczy bada problem wycinkowo. ...


                Obawiam się, że jest gorzej. Większość tych badaczy została w chwili startu
                karier naukowych zaprogramowana na jedną z tych dwóch tez. Potem zostało im
                tylko z iście religijnym zacietrzewieniem bronić i udowadniać swoją PRAWDĘ.
                Strzyżone! Golone!

                • toja3003 wobo1704, poruszyłeś bardzo istotny punkt, 04.07.07, 13:14
                  Daleki jestem od hołdowania spiskowym teoriom dziejów ale w nauce istnieją
                  pewne regionalne mody czy szkoły i jest charakterystyczne, że w zależnożci od
                  ośrodków i ich sponsorów czy nacisków politycznych istnieją różne interpretacje
                  badawcze.

                  Są np. nobliści, którzy udowadniają, że energetyka atomowa jest bezpieczna a
                  inni nobliści udowadniają, że nie jest. Kto z nich ma rację? Podobnie jest z
                  ociepleniem/oziębieniem klimatu.

                  W Ameryce Płn. są grupy badawcze pokazujące oziębienie a w Europie (gdzie
                  znaczniejsze są polityczne wpływy ekologów, np. w Austrii) ocieplenie. A
                  wszyscy opierają sie przecież na tych samych danych ale inaczej je interpretują
                  i innymi modelami przetwarzają. Miałem okazję wysłuchać podsumowania
                  konferencji zorganizowanej przez banki krajów alpejskich (m.in. Szwajcaria,
                  Austria), które zamówiły prognozę rozwoju sytuacji klimatycznej w tych rejonach
                  w związku z kredytami udzielanymi pod budowę wyciągów narciarskich. Otóż
                  wnioski były takie, że w Alpach będzie więcej śniegu a zatem można udzielać
                  takich kredytów np. na 20 lat. Z kolei niedawno, gdy szereg ministerstw w
                  Niemczech było w rękach Zielonych tamtejsi naukowcy skłaniali się ku innym
                  wnioskom. Przypadek?
              • wohltemperierte Re: nie przekręcaj moich słów, przykład z termome 04.07.07, 14:13
                > nie przekręcaj moich słów,

                Ja nie przekręcam tylko, widzisz, cytuję.. :)

                > nie przekręcaj moich słów, przykład z termometrem podałem dla ilustracji
                > problemu i są tak mało dokładne termometry tzw. gorączkowe – mają kolorow
                > e
                > paski, przykłada się je do czoła.

                Owszem. I, wyobraź sobie, są to termometry cyfrowe (dyskretne/kwantujące) ;)
                I, wyobraź sobie, do niczego poważnego się ich nie używa.. :)

                > paski, przykłada się je do czoła. Powtarzam: nie można wyrokować o zmianach
                > klimatycznych w zakresie pozostającym w granicach błędu pomiarowego a to się
                > właśnie robi.

                Powtarzam jak komu dobremu - nie pleć.

                Już pomiędzy 1770-1790 stworzono instrumenty o wystarczającej dokładności. Żeby tak z głowy przypomnieć - Jesse Ramsden budował barometry o dokładności 0,1% (1 mmHg), Roy i Shuckburgh mierzyli wysokości wzniesień z dokładnością 0,2-0,7%, w 1790 Volta budował higrometry o dokładności pomiaru lepszej niż 5%.

                A termometry? Tu sytuacja jest jeszcze lepsza :) Już od 1760 potrafiono tworzyć kapilary o jednolitym przekroju - a to jest jedyny problem przy konstrukcji termometrów. Zakładając długość skali równą 30 centymetrów i zakres: -20 - + 40 stopni Celsjusza masz 5mm = 1 stopień. Dokładność nawet bezpośredniego odczytu będziesz miał lepszą niż 0,5 mm - stąd masz dokładność pomiaru równą 0,1 stopnia Celsjusza. Zakładając że robisz trzy odczyty, możesz przyjąć, że temperaturę znasz z dokładnością do 0,05 stopnia..

                Dużo istotniejsze jest stworzenie odpowiedniego stanowiska - dlatego pomiary przeprowadza się przez stulecia na tych samych stanowiskach i w ten sam sposób.

                > Oczywiście, że im większa ilość pomiarów tym lepiej. Tylko ile jest ich obecnie
                >

                Przed 1830 w typowej placówce przeprowadzano zwykle 2-4 pomiary dziennie, zazwyczaj o wschodzie słońca (tmin) i po południu (tmax). Od 1865 przeprowadza się pomiary co godzina, 24 razy w ciągu doby, i wyciąga średnią.


                > a ile było kilkadziesiąt latemu?

                Taki maleńki dataset (uśredniony, pomiarów było dużo więcej) od 1772 dla Anglii może być? :)

                hadobs.metoffice.com/hadcet/
                Jak za mały to może być większy :)

                > Kto mierzył wtedy temperaturę w Himalajach, na
                >
                > Saharze, Antarktydzie i na obszarach oceanicznych?

                Praktycznie wszyscy którzy w tych rejonach byli; oczywiście najlepsze dane ma NOAA - www.cpc.noaa.gov - w tym historyczne.
                Regularne pomiary temperatury na Antarktydzie prowadzono od momentu powstania pierwszych stacji - od 1902, wcześniejsze dane również są dość kompletne.

                Do prowadzenia regularnych pomiarów temperatury na morzu zobowiązani byli kapitanowie statków..

                Oczywiście pomijasz tutaj milczeniem temperaturę wyznaczaną z rdzeni lodowych na przykład, prawda? :)

                > mówić o zmianach planetarnych w dłuższym okresie? A jaka była głębokość siatki
                > węzłów pomiarowych w górę? Zerowa.

                0d 1892 - regularne badania meteorologiczne przy pomocy balonów w Europie. Od 1904 - również w Stanach. Od 1930 - również stratosferyczne

                > przyziemne. A teraz proszę kolegi satelity, automaty, komputery, czyli zupełnie
                >
                > inne dane, co do ilości i jakości i o tym mówię.

                Satelity meteo są w kosmosie od 1960...

                • toja3003 sory ale przed rokiem 1900 nawet 1% naszej 06.07.07, 09:31
                  planety nie był objęty systematycznymi pomiarami a przed rokiem 1950 było to
                  ledwie klika procent. To nie jest materiał porównawczy. Rozbawiłeś mnie
                  odpowiedzią na pytanie "Kto mierzył wtedy temperaturę w Himalajach, na
                  Saharze, Antarktydzie i na obszarach oceanicznych?": "Praktycznie wszyscy
                  którzy w tych rejonach byli." Czyli kto? Cłowiek Yeti? Pingwiny biegunowe? Ile
                  i gdzie było konkretnych punktów pomiarowych i od kiedy pytam? Mamy
                  porównywalne dane za okres ostatnich 20-30 lat, góra 40. Możemy zatem mówić o
                  zmianach pogodowych ale nie klimatycznych.
    • Gość: Anatol Nie mogę się zgodzić. IP: *.globalconnect.pl 03.07.07, 10:47
      Prawie wszelkie dyskusje i rozważania na temat globalnego ocieplenia
      sprowadzają się do problemu, kto i w jakim zakresie powinien ograniczyć emisję
      gazów cieplarnianych, by w ten sposób zahamować wzrost średniej temperatury
      powierzchni Ziemi (obecnie prawie 15ºC). Na wartość tej temperatury ma wpływ
      zarówno stopień pochłaniania promieniowania słonecznego (Ziemia wraz z
      atmosferą odbija ok. 40% tego promieniowania) jak i „zdolność izolacyjna”
      cząsteczek pary wodnej oraz gazów pochłaniających promieniowanie podczerwone,
      nazwanych gazami cieplarnianymi (CO2, CH4, O3, tlenki azotu i in.). Gdyby w
      atmosferze ziemskiej nie było pary wodnej oraz gazów cieplarnianych to
      temperatura powierzchni Ziemi ustaliłaby się na poziomie –18ºC. Na ten przyrost
      (33ºC) głównie przyczynia się para wodna (ok. 20,5ºC; ludzie na to nie mają
      bezpośredniego wpływu) i CO2 (ok. 7,5ºC; jego stężenie rośnie co roku o ponad
      0,5%). Stężenie pozostałych gazów cieplarnianych także szybko rośnie (od 0,4%
      do 1% rocznie).
      Oczywiście należy działać i apelować do rządów i społeczeństw, aby maksymalnie
      ograniczały emisję tych gazów, a więc zmniejszały ilość samochodów (emisja CO2
      i tlenków azotu), przestawiały się na energooszczędne technologie, ograniczały
      uprawę ryżu i hodowlę bydła (emisja metanu), zmniejszały przyrost naturalny i
      inne podobne zalecenia, które jak widać w większości są NIEREALNE. Sprawa
      podpisania protokołu z Kioto i brak jego akceptacji przez rząd USA (ok. 30%
      światowej emisji CO2) są dowodem małej skuteczności takich konferencji i
      szczytnych apeli.
      Wzrost globalnej temp. o ok. 0,8ºC w ostatnim stuleciu, już spowodował
      odczuwalne zakłócenia klimatyczne na całym świecie. Prognozy na bieżące
      stulecie przewidują wzrost temperatury 3 lub nawet 5 razy wyższy. Uderzający
      jest przy tym widoczny brak (wśród naukowców i ekologów) realnej koncepcji,
      która pozwoliłaby na ograniczenie, a następnie kompensację zaistniałych zmian w
      klimacie Ziemi. Sytuacja jest bardzo poważna, a skutki tego mimowolnego,
      globalnego eksperymentu porównywalne z katastrofą kosmiczną lub światową wojną
      nuklearną.
      Moim zdaniem jest jedno realne działanie będące w zasięgu i możliwościach
      technicznych czołowych mocarstw gospodarczych, które zresztą w głównej mierze
      przyczyniły się do obecnych zakłóceń klimatycznych. Temperaturę Ziemi można
      obniżyć (do poziomu sprzed np. 50 lat) poprzez ograniczenie DOPŁYWU energii
      słonecznej na jej powierzchnię. Wiąże się to ze zwiększeniem ilości odbitego
      promieniowania słonecznego, czyli wzrostem albeda Ziemi. Możliwości jest kilka:
      np. zwiększenie ilości smug kondensacyjnych wytwarzanych przez samoloty
      (specjalne lub rejsowe) w odpowiednim czasie, miejscu i wysokości. Podobną rolę
      mogą spełniać sztuczne obłoki pyłowe „zawieszane” na odpowiedniej wysokości
      przy wykorzystaniu efektu kominowego.
      • Gość: sun Re: Nie mogę się zgodzić. IP: *.acn.waw.pl 03.07.07, 13:49
        Anatol, zwariowałeś? Będzie jak w Animatrixie - "Destroy the sky". Doskonaly
        pomysł, żeby przeziębienie leczyc elektrowstrząsami. Skutki takich eksperymentow
        dopiero beda oplakane.
        • europitek Re: Nie mogę się zgodzić. 03.07.07, 18:03
          Jest jescze sprawa tego, kto ma za to zapłacić. Ja nie życzę sobie płacić za równoważenie działalności wielkich przedsiębiorstw - niech płacą wielkie firmy, a nie państwa.
          • Gość: wobo1704 Re: Nie mogę się zgodzić. IP: *.chello.pl 04.07.07, 08:34


            europitek napisał:

            > ... Ja nie życzę sobie płacić za ró
            > wnoważenie działalności wielkich przedsiębiorstw - niech płacą wielkie firmy,
            a
            > nie państwa.

            Toż przecie na końcu tego łańcucha i tak wiszą podatnicy (Ty także).

            • europitek Re: Nie mogę się zgodzić. 05.07.07, 00:36
              Tylko zależy, czy wszyscy, czy tylko nieliczni, którzy "narozrabiali". Jeśli gołdupcy mają się zrzucać na opłaty wynikające z działalności wielkich firm, to to jest w porządku, Twoim zdaniem?
        • Gość: franek Re: Nie mogę się zgodzić. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.07, 18:13
          Anatol ukazuje nam sposób myslenia chętnych do eksperymentów klimatycznych,
          którzy, aby miec na to pieniądze, próbują postraszyc nieuczony lud. Reszte z
          powodu demokracji wykonają politycy.
    • Gość: banka Re: Europa szykuje się na globalne ocieplenie IP: *.dip.t-dialin.net 09.07.07, 11:53
      Proponuje zobaczenie filmu Al Gora, za ktory dostal Oskara. Czlowiek ten, ktory
      tylko przez dziwny system wyborczy nie zostal prezydentem Stanow Zjednoczonych,
      juz w latach 70-tych ostrzegal przed ociepleniem klimatu.(jego nauczyciel
      akademicki robil badania nad klimatem juz w latach 40-tych i szybko zorientowal
      sie, ze klimat sie ociepla). Robil badania min. na Antarktydzie pobierajac
      probki lodu, wedlug ktorych oceniano wysokosc temperatur i stezenie dwutlenku
      wegla w powietrzu. W ciagu 650 tysiecy lat nigdy nie bylo ani tak cieplo, ani
      tak dlugo cieplo, ani tak wielkiego stezenia CO2. Co sie zgadza, ze bywaly
      okresy sieplejsze, ale te zanotowano 2 -krotnie 1 latach 1200-1400 i raz 200 lat
      temu. Kiedys bywalo o wiele chlodniej, bylo wiecej sniegu i lodu, ktore
      odbijaly promienie sloneczne, a jak wiadomo coraz cieplejsza woda powoduje coraz
      szybsze topnienie lodowcow i sniegu (efekt wysysania), etc. Kolo zamkniete.
      Problem jest w tym, ze najwieksi truciciele: Stany Zjednoczone i Chiny,
      podchodza do tematu niepowaznie. A skutki tego najbardziej odzuwaja i beda
      odczuwac kraje biedne: Indie, Pakistan, kraje Afryki i Ameryki POludniowej, etc.
      I to jest gleboko niemoralne, ze koszty dobroby, w jakim zyje mnijeszosc ludzi,
      ponosza i ponosic beda ludzi, z ktorym nie maja z tym nic do czynienia.
      Powstaja potem tak absurdalne projekty, jak wielkie miasto Dubaj z wiezowcami na
      pustyni oraz projekt przeprowadzenia olimpiady zimowej tamze... Zuzycie energii,
      wody (odsalanej) jest tak gigantyczne, ze zaspokoiloby potrzeby milionow ludzi.
      Ale co jest pozytywne, ze kazdy z nas tak samo jak ma wplyw przez swoj
      konsumpcyjny styl zycie na wzrost wydzielania CO2 do atmosfery ziemskiej, tak
      samo kazdy z nas moze zrobic, by ten wzrost byl mniejszy:
      zapalac swiatlo tylko tam, gdzie jestesmy, zamienic zarowki na energooszczedne,
      wylaczac urzadzenia elektryczne, ktorych akurat nie uzywamy z pradu; zamiast
      wszedzie jezdzic samochodem, przesiasc sie na rower lub miejskie srodki
      lokomocji, przy myciu zebow zamiast lac wode non stop, nalac sobie do kubeczka,
      oszczednie zuzywac wode w toalecie, prac rzeczy, ktore sa naprawde brudne,
      uzywac wode deszczowa, budowac baterie sloneczne, i uzywac auta, ktore uzywaja
      jak najmnije paliwa (optimum 3 litry na 100 kilomentrow) i jezdzic ekologicznie,
      tj.maksymalnie 120 na godzine na autostradzie. Jest wiele mozliwosci, ktore moze
      kazdy z nas wykorzystac.
      A poza tym wystarczy spojrzec na okno i uswiadomic sobie, ze juz teraz caly cykl
      zycia roslin i rozmnazania sie zwierzat przsuniety jest od 2 do 4 ttygodni.
      Skutki: mniejsze zbiory, wymieranie gatunkow ptakow (wykluwaja sie za wczesnie w
      stosunku do rozwoju przyrody i gina z glodu), susze w czasie, gdy powinno byc
      wiosenne podlewanie, przesuniecia miejsc turystycznie interesujacych o danej
      porze roku (juz teraz kraje srodziemnomorskie przygotwuja sia na zmiany
      klimatyczne i przesuwaja sezon na wiosne i jesien), giniecie lasow z powodu
      nadmiaru szkodnikow, ktorych jaja nie wyginely zima, rozwoj nowych chorob (SARS,
      ptasia grypa, etc). itp.itd.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja