Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce?

IP: *.zwm.punkt.pl / 192.168.0.* / 81.210.60.* 19.09.03, 18:06
Każdy kto choć trochę orientował się w możliwościach zrobienia
doktoratu w Polsce zdaje sobie sprawę, że albo musi mieć duże
pieniądze, by za studia doktoranckie zapłacić, a bynajmniej tuż
po studiach nie zarabia się kokosów, albo w sytuacji tragicznej
(bo nie ma się wysoko postawionego w światku naukowym znajomego)
przez 5 lat przyczepić się do jakiegoś profesora i ...dalszy
zakres działań można najdelikatniej określić
wazeliniarstwem.Zapomniałem dodać, iż trzeba mieć 6 zmysł, by
wyczuć, czy obrany przez nas profesor jest w odpowiedniej
frakcji, mającej dostateczną siłę przebicia, by nas
przeforsować.Zdolnych nie odstraszają marne pieniądze, ciężka
praca, ale w większości przypadków niemożność dostania się na
studia doktoranckie.Frustrujące.Bolesne.A następne pokolenia
mają zajęcia z osobnikiem, który do danej katedry dostał się
mimo oblania kilka razy głównego przedmiotu, który rzekomo jest
jego obiektem badań.
Obserwuj wątek
    • Gość: Doktor Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.hrb.nrc.ca 19.09.03, 18:07
      Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie mozna
      sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce granty
      dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na pocieszenie
      rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
      Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet w
      Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie od
      jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie i
      cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie sobie
      buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze to
      przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi wszystko
      jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi, ale
      o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
      dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie wreczy
      niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy, ale...
      stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie co?
      Szczesliwa jestem. :o)
      • Gość: Tomasz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:41

        Wiesz... ja też od niedawna jestem szczęśliwy bo nie muszę
        zaciągać pożyczki aby pojechać na wakacje ;) bo mam dostęp do
        aparatury, do odczynników, bo wokół są uśmiechnięci ludzie
        którzy oddają się bez reszty temu co robią w labie i nie gonią
        do drugiej, trzeciej pracy...

        i nawet żona nie wyrzuca mi, że mogłem zostać maklerem...

        naprawdę jestem szcześliwy ;)


        Gość portalu: Doktor napisał(a):

        > Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie mozna
        > sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce
        granty
        > dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na pocieszenie
        > rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
        > Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet w
        > Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie od
        > jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie i
        > cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie sobie
        > buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze
        to
        > przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi wszystko
        > jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi,
        ale
        > o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
        > dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie
        wreczy
        > niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy, ale...
        > stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie
        co?
        > Szczesliwa jestem. :o)
        • Gość: krekor Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:19
          Bardzo ciekawie postawione pytanie.
          Moja znajomosc problemu ogranicza sie do nauk scislych i
          przyrodniczych. Nie mam pojecia jak sie sprawy maja w humanistyce.

          Moja babcia tez mnie pyta, czy juz zrobilem kariere, czy po tym
          doktoracie zdobylem jeszcze kolejne stopnie i tytuly (zeby mogla
          sie pochwalic przed sasiadkami).
          I to jest sedno problemu. W Polsce, brdzo czesto, naukowcem sie
          zostaje aby realizowac ambicje, czy to swoje, czy tez przodkow.
          Znam tez takich, ktorzy zostali naukowcami, bo interesuje ich
          przedmiot badan, ale duza grupa, to ludzie, ktorzy z rownym
          zapamietaniem mogliby uprawiacdowolna dziedzine nauki, glowni epo
          to, ZEBY ZROBIC KARIERE.
          W pewnym sensie nie mozna byc dobrym naukowcem, nie robiac
          kariery, bo kariera to srodek do zdobycia srodkow na badania (np
          aparature - bez wynikow nie ma wielkich szans na zakupy), ale
          niestety dla wielu jest to cel w zyciu: ZROBIC KARIERE.
          Ja z nimi wspolpracowac ani konkurowac nie chce.
          To jedna grupa. Druga grupa, tez liczna, to naukowcy, dla ktorych
          zywie szacunek, bo ich interesuje to co robia.
          Znam wielu doskonalych profesorow starszego pokolenia, ktorzy
          mogli sobie pozwolic na bycie naukowcami: zagraniczne kontrakty
          co kilka lat dawaly w miare systematyczne zastrzyki finansowe
          (albo niesystematyczne ale grube), pozwalajace odsunac na drugi
          plan troski o spodnie dla dziecka, czy buty dla zony. Mlode
          pokolenie, to naukowcy- biznesmeni. Ogromna wiekszosc z nich ma
          druga albo i trzecia prace, badz tez wlasna firme, ktore
          pozwalaja im przetrwac i utrzymac rodzine. Ale, z calym
          szacunkiem dla ich osiagniec, tak sie na dluzsza mete nie da.
          Niedawno przegladalem osiagniecia moich znajomych i spostzeglem,
          ze ci ktorzy maja dodatkowa prace wyraznie sie opuscili w
          wydajnosci. Ich wyniki to popluczyny z dawnych prac. I to jes
          zalosne. Nie podoba i sie taka sytuacja, bo to dla mnie
          upokarzajace. Nie chce sie bic z tymi, ktorzy sa w nauce, zeby
          zrobic kariere i nie chce latac jak kot z pecherzem z jednej
          pracy do drugiej i nie miec czasu na nic, ani dla nikogo. Chce
          robic to co lubie i moc utrzymac z tego rodzine. Jesli w Polsce
          sie nie da, to trudno.

          Odpowiedz na pytanie postawione przez autorow jest pozytywna: W
          Polsce, tak jak wszedzie kariere mozna zrobic, problem w tym, ze
          tak jak wszedzie, tak i w Polsce karirere robia Ci, ktorzy sa w
          nauce dla kariery (w wiekszosci). I nie zgadzam sie z przedmowca,
          ktory wszedzie dopatruje sie spiskow - przecietniaki robia
          kariere nie dlatego, ze ktos chce im pomoc , ale dlatego, ze chca
          zrobic kariere i wykozystuje wszelki srodki. Znam takich, ktorzy
          po prostu sa niebywale zdolni i docenieni przez srodowisko i te
          osoby tez robia kariere, ale odwrotnie niz gdzie indziej, te
          osoby sa w mniejszosci.
          • Gość: pdok Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.in2p3.fr 20.09.03, 15:31

            Bardzo sluszna opinia. Ale z drugiej strony ci, co robia kariere
            za wszelka cene, budza niesmak. Znam przyklad takiego doktoranta
            co po 7 latach nie ma zadnej publikacji, a szefostwo, jako ze juz
            mu sie skonczylo stypendium, wyslalo go "w nagrode" do duzego
            labolatorium na zachodzie. Jak czlowiek haruje ciezko przez 3 czy
            4 lata na swoj dokotrat to potem, widzac cos takiego, za
            przeproszeniem, rzygac sie chce. Nawet po wzieciu wszystkich
            poprawek (czynnik ludzki, czynnik losowy czy wreszcie "kto wie,
            moze on cos pewnego dnia genialnego wymysli").
            A poza tym to wlasnie o wiele bardziej interesujace jest pytanie
            "czy w Polsce da sie uprawiac ciekawa nauke na wysokim poziomie"
            niz pytanie o kariere. Okazuje sie ze sie da, choc trzeba duzo
            samozaparcia czasami. A glowne przeszkody sa natury nawet nie
            finansowej (choc to oczywiscie tez) ale organizacyjnej i
            politycznej (ach te polityczne gierki w instytutach). Przydaloby
            sie pare uregulowan prawnych, takich jak np. we Francji gdzie
            profesor na emeryturze nie moze byc szefem zadnego labu albo
            grupy... Jasniejswe kryteria konkursow, itp, itd. Zeby mniej bylo
            karierowiczow a wiecej kompetentnych ludzi z ktorymi przyjemnie
            sie uprawia nauke (jak dla mnie to mozliwosc rozmawiania, wymiany
            pogladow i uczenia sie od innych jest jedna z najcenniejszych
            zalet pracy naukowej, sprawia ze ta praca jest diablo ciekawa i
            nie nudzi sie, przynajmniej w kilka lat po doktoracie:-), ale
            chcialbym na prawde miec z kim rozmawiac, a ludzie ktorzy robia
            nauke dla kariery najczesciej nie maja o tej nauce nic ciekawego
            do powiedzenia!).



            Gość portalu: krekor napisał(a):

            > Bardzo ciekawie postawione pytanie.
            > Moja znajomosc problemu ogranicza sie do nauk scislych i
            > przyrodniczych. Nie mam pojecia jak sie sprawy maja w humanistyce.
            >
            > Moja babcia tez mnie pyta, czy juz zrobilem kariere, czy po tym
            > doktoracie zdobylem jeszcze kolejne stopnie i tytuly (zeby mogla
            > sie pochwalic przed sasiadkami).
            > I to jest sedno problemu. W Polsce, brdzo czesto, naukowcem sie
            > zostaje aby realizowac ambicje, czy to swoje, czy tez przodkow.
            > Znam tez takich, ktorzy zostali naukowcami, bo interesuje ich
            > przedmiot badan, ale duza grupa, to ludzie, ktorzy z rownym
            > zapamietaniem mogliby uprawiacdowolna dziedzine nauki, glowni epo
            > to, ZEBY ZROBIC KARIERE.
            > W pewnym sensie nie mozna byc dobrym naukowcem, nie robiac
            > kariery, bo kariera to srodek do zdobycia srodkow na badania (np
            > aparature - bez wynikow nie ma wielkich szans na zakupy), ale
            > niestety dla wielu jest to cel w zyciu: ZROBIC KARIERE.
            > Ja z nimi wspolpracowac ani konkurowac nie chce.
            > To jedna grupa. Druga grupa, tez liczna, to naukowcy, dla ktorych
            > zywie szacunek, bo ich interesuje to co robia.
            > Znam wielu doskonalych profesorow starszego pokolenia, ktorzy
            > mogli sobie pozwolic na bycie naukowcami: zagraniczne kontrakty
            > co kilka lat dawaly w miare systematyczne zastrzyki finansowe
            > (albo niesystematyczne ale grube), pozwalajace odsunac na drugi
            > plan troski o spodnie dla dziecka, czy buty dla zony. Mlode
            > pokolenie, to naukowcy- biznesmeni. Ogromna wiekszosc z nich ma
            > druga albo i trzecia prace, badz tez wlasna firme, ktore
            > pozwalaja im przetrwac i utrzymac rodzine. Ale, z calym
            > szacunkiem dla ich osiagniec, tak sie na dluzsza mete nie da.
            > Niedawno przegladalem osiagniecia moich znajomych i spostzeglem,
            > ze ci ktorzy maja dodatkowa prace wyraznie sie opuscili w
            > wydajnosci. Ich wyniki to popluczyny z dawnych prac. I to jes
            > zalosne. Nie podoba i sie taka sytuacja, bo to dla mnie
            > upokarzajace. Nie chce sie bic z tymi, ktorzy sa w nauce, zeby
            > zrobic kariere i nie chce latac jak kot z pecherzem z jednej
            > pracy do drugiej i nie miec czasu na nic, ani dla nikogo. Chce
            > robic to co lubie i moc utrzymac z tego rodzine. Jesli w Polsce
            > sie nie da, to trudno.
            >
            > Odpowiedz na pytanie postawione przez autorow jest pozytywna: W
            > Polsce, tak jak wszedzie kariere mozna zrobic, problem w tym, ze
            > tak jak wszedzie, tak i w Polsce karirere robia Ci, ktorzy sa w
            > nauce dla kariery (w wiekszosci). I nie zgadzam sie z przedmowca,
            > ktory wszedzie dopatruje sie spiskow - przecietniaki robia
            > kariere nie dlatego, ze ktos chce im pomoc , ale dlatego, ze chca
            > zrobic kariere i wykozystuje wszelki srodki. Znam takich, ktorzy
            > po prostu sa niebywale zdolni i docenieni przez srodowisko i te
            > osoby tez robia kariere, ale odwrotnie niz gdzie indziej, te
            > osoby sa w mniejszosci.
            • Gość: JZ dyskusja wciaz trwa - 27 kwietnia! IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:43
              Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie!
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7


              Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491
              i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402
              milego czytania !

              JZ


          • Gość: Po grudzie... W nauce? Doktorat o niczym nie świadczy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.03, 20:01
            Liczą się publikacje w naukach podstawowych i stosowanych. Najbardziej się
            liczą patenty. W Urzędzie Patentowym pusto. Okres oczekiwania na udzielenie
            patentu do 6 lat. Zgłoszenie do ochrony zgłoszenia wynalazczego europejskiego
            opłata 45 000 zł. Indywidualny biznesmen oczywiście załatwiany na samym końcu.
            Tam patent dla patentu, a tu ochrona wyłączności na produkcję. Dodatkowo brak
            funduszy na realizację wynalazków. Podobnie jak notable partyjni załatwiają
            sobie doktoraty tak np. W. Pawlak - zgłosił znak towarowy sztandar straży
            pożarnej, Pan Prezydent znak Teraz Polska, a niech tam...
        • Gość: Anna Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.03, 22:16
          Kariera naukowa w Polsce to pseudokariera. Wystarczy przejrzec
          polskie publikacje w czasopismach zachodnich. U nas robienie
          kariery naukowej i zdobywanie kolejnych tytulow opiera sie
          gromadzniu tzw. dorobku naukowego, co w praktyce z nauka nie ma
          nic wspolnego.Moj powrot na uczelnie na stanowisko adiunkta
          oznaczalby zero szansy na prawdziwa nauke i dorabianie na nauce
          angielskiego czy niemieckiego zeby przezyc z dwojka dzieci,
          dlatego wolalam nie wracac i zajmowac sie nauka, a
          nie "dorobkiem naukowym", zyc godnie i nie oszukiwac ludzi.
          Jestem Dr med. Granty i wsparcie finansowe dostaja akurat Ci co
          nie wiedza jak te pieniadze wykorzystac.Masa srodkow wydawana
          jest na sponsorowanie wyjazdow na kongresy miedzynarodowe ludzi,
          ktorzy nie znaja angielskiego i jezdza na bezplatne wycieczki
          krajoznawcze.
          Pozdrawiam , Ania
          >
          > Wiesz... ja też od niedawna jestem szczęśliwy bo nie muszę
          > zaciągać pożyczki aby pojechać na wakacje ;) bo mam dostęp do
          > aparatury, do odczynników, bo wokół są uśmiechnięci ludzie
          > którzy oddają się bez reszty temu co robią w labie i nie gonią
          > do drugiej, trzeciej pracy...
          >
          > i nawet żona nie wyrzuca mi, że mogłem zostać maklerem...
          >
          > naprawdę jestem szcześliwy ;)
          >
          >
          > Gość portalu: Doktor napisał(a):
          >
          > > Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie
          mozna
          > > sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce
          > granty
          > > dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na
          pocieszenie
          > > rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
          > > Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet
          w
          > > Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie
          od
          > > jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie
          i
          > > cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie
          sobie
          > > buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze
          > to
          > > przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi
          wszystko
          > > jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi,
          > ale
          > > o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
          > > dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie
          > wreczy
          > > niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy,
          ale...
          > > stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie
          > co?
          > > Szczesliwa jestem. :o)
    • Gość: thadee@quick.cz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.dialup.iol.cz 19.09.03, 18:24
      Święta prawda,że zasady "gry" w Polsce nie są do końca
      jasne.Ja,już po 40-tce zostałem przyjęty na studia doktoranckie
      w CVUT w Pradze bez żadnych problemów.Nawet spotkałem się z
      przychylnością pracowników uniwesytetu/wydz.budownictwa/i ich
      pomocą .I co ciekawsze-jeżeli studia przebiegają w języku
      czeskim,to nie płacę za nie ani korony!/pracuję nie na
      uczelni,lecz w polskiej firmie/.Czy to byłoby możliwe w Polsce?
      Dlaczego robię doktorat w tym wieku?W Polsce nawet z tytułem
      można być na bruku/tak też było w moim przypadku/,tytuł
      doktorski daje mi większe szanse po powrocie do kraju,na te
      najtrudniejsze lata co przede mną/nawet w tych-jak słusznie
      stwierdził autor artykułu-prywatnych uczelniach/.Uczcie się więc
      za młodu,bo w póżniejszym wieku już trochę trudniej.Zwłaszcza w
      Polsce!
      • alex.4 Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? 19.09.03, 18:38
        Po pierwsze są granty, stypendia. Jesli krtoś jest dobry to je dostaje.
        Po drugie. Wchodzą w zycie podwyzki związane z ustawą o szkolnictwie wyzszym. W
        tym roku jest drugi etap (podobne pieniądzę bedą płacone z wyrónianiem od
        lutego przyszłego roku). W nastepnym roku na jesieni ma być realizowany 3 etap
        podwyżek. Jesli zostanie niezamrożony, to oznacza to duże podwyzki na
        uczelniach. Przez pewien czas w wakację wydawało się, że podwyżka zostanie
        zamrozona. Ale teraz rząd wycofał się z walki z deficytem, wiec może ozstać ona
        zrealizowana. Jesli zostanie zrealizowana to minimalna pensja (a więc taka jaka
        jest wypłącana) będzie wynosic brutto:
        - asystent 130% kwoty bazowej (kwota bazowa, to średnie zarobki netto, czyli
        ok. 1700 zł)
        - adiunkt 260% kwoty bazowej
        - profesor chyba 360% (ale tym się na razie nie interesowałem).
        Oznacza to, ze
        - asystent bedzie zarabiał po III ewtapie podwyżej ok. 1600-1700 zł
        - adiunkt ok 2500-3000
        - profesor powyżej 4000 zł
        Już w ramach 2 etapu podwyżek bedą bardzo rozwarstwione pensje na
        Uniwersytecie. Na jednym z kierunków gdzie słyszałęm jakie mają byc to podwyzki
        móiono o sumach w ramach 2 etapu: brutto 200-300 zł asystenci i adiunkci, i
        1000 zł profesorowie. Ale zasadniczy wzrost płąc ma odbyc się w ramach 3 etapu
        podwyżek...
        Pozdr
      • adam.xx Dobra wypowiedz, wiek nie ma znaczenia... 19.09.03, 19:46
        Gość portalu: thadee@quick.cz napisał(a):

        > Święta prawda,że zasady "gry" w Polsce nie są do końca
        > jasne.Ja,już po 40-tce zostałem przyjęty na studia doktoranckie
        > w CVUT w Pradze bez żadnych problemów.....
        ------------------------
        .... liczy sie stopien przygotowania. Sa dziedziny np. edukacja gdzie
        doswiadczenie jest niezwykle istotnym elementem doktoratu.
    • Gość: Stefan Profesor w wieku 40 lat ??? IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:36
      Brawo dla Profesora Nenckiego (mam nadzieję, że nie przekręciłem
      nazwiska). Rzeczywiście pozycja post-doca może wnieść świeży
      powiew do Polskiej nauki. Mam jednak WIELKIE wątpliwości co do
      możliwości zostania profesorem w młodym wieku. O ile habilitacja
      jest możliwa (choć trudna) w wieku 35 lat to zatwierdzenie
      tytułu profesorskiego przez radę starców (czyt. centralna
      komisja) stoi na stanowisku aby młodych NIE WPUSZCZAĆ.

      Odczuł to mój 50(!) letni znajomy, który składając(!) dokumenty
      usłyszal od rady naukowej, której członek jest jednocześnie w
      centralnej komisji: "Pan jest jeszcze młody....". Ilość kłopotów
      jakich doświadczył w związku ze swoją "młodością" była ogromna.
      Sprawa zakończyła się kilka lat temu pozytywnie po trzech latach
      oczekiwania, odkładania, przesuwania kolejnych terminów
      wyznaczenia recenzenta, wyznaczenia terminu kolokwium, itp., itd.

      Dlatego nie wierzę w możliwości szybkiego uzyskania tytułu
      profesorskiego a znane mi dwa przypadki w wieku 40 - 42 lat
      potwierdzają tylko regułę...
      • Gość: kiki Re: Profesor w wieku 40 lat ??? IP: *.159.202.62.dial.bluewin.ch 20.09.03, 11:08
        Gość portalu: Stefan napisał(a):

        > Brawo dla Profesora Nenckiego (mam nadzieję, że nie
        przekręciłem
        > nazwiska). Rzeczywiście pozycja post-doca może wnieść świeży
        > powiew do Polskiej nauki. Mam jednak WIELKIE wątpliwości co do
        > możliwości zostania profesorem w młodym wieku. O ile
        habilitacja
        > jest możliwa (choć trudna) w wieku 35 lat to zatwierdzenie
        > tytułu profesorskiego przez radę starców (czyt. centralna
        > komisja) stoi na stanowisku aby młodych NIE WPUSZCZAĆ.
        >
        > Odczuł to mój 50(!) letni znajomy, który składając(!)
        dokumenty
        > usłyszal od rady naukowej, której członek jest jednocześnie w
        > centralnej komisji: "Pan jest jeszcze młody....". Ilość
        kłopotów
        > jakich doświadczył w związku ze swoją "młodością" była
        ogromna.
        > Sprawa zakończyła się kilka lat temu pozytywnie po trzech
        latach
        > oczekiwania, odkładania, przesuwania kolejnych terminów
        > wyznaczenia recenzenta, wyznaczenia terminu kolokwium, itp.,
        itd.
        >
        > Dlatego nie wierzę w możliwości szybkiego uzyskania tytułu
        > profesorskiego a znane mi dwa przypadki w wieku 40 - 42 lat
        > potwierdzają tylko regułę...
        BLAD W ROZUMOWANIU ;-) WYJATKI NIE POTWIERDZAJA REGULY _ ONE
        DOWODZA JEJ NIESCISLOSCI I TYLE
    • Gość: Grzes Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.acn.waw.pl 19.09.03, 18:39
      Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe" stypendium
      FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
      uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
      zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
      prestizu spolecznego.
      Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
      prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
      Papa!
      • Gość: Tomasz Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:53
        Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
        ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
        mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
        pensja asystenta.

        Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
        (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
        Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok. 2500
        EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
        dostanie 5000$ stypendium!

        pozdr.


        Gość portalu: Grzes napisał(a):

        > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
        stypendium
        > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
        > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
        > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
        > prestizu spolecznego.
        > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
        > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
        > Papa!
        >
        • Gość: fb Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 19:14
          Gość portalu: Tomasz napisał(a):

          > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
          > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
          > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
          > pensja asystenta.
          >
          > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
          > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
          > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok.
          2500
          > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
          > dostanie 5000$ stypendium!
          >
          > pozdr.
          >
          >

          $5000 miesiecznie do dostaje poczatkujacy profesor i to tez nie
          wszedzie.
          W USA doktorant w naukach scislych dostaje okolo $1500
          miesiecznie,
          w niektorych uczelniach troche wiecej, ale to tylko tam gdzie
          mieszkania
          sa tak drogie, ze za mniej nie daloby sie wyzyc. Amerykanie
          dostaja tyle samo
          co obcokrajowcy, ale jest im latwiej dorobic, no i dostac
          pozyczke z banku
          badz od rodziny. Generalnie za $1500 to wiele sie tu nie zdziala.
          W wielu miejscach wynajecie mieszkania przekracza $500 a nawet
          $1000 miesiecznie.
          Utrzymanie rodziny (a zwlaszcza dzieci ) z takich pieniedzy
          graniczy z niemozliwoscia.

          Moje stypendium na poczatku lat 90-tych na prywatnej uczelni
          wynosilo nieco
          ponad $1000 miesiecznie. Bardzo trudno bylo sie z tego utrzymac.
          Teraz wiecej zarabiam w tydzien. I wcale nie jestem szczesliwy.
          Pieniadze to nie wszystko...
        • Gość: maciek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.AUTON.CS.CMU.EDU 19.09.03, 19:50
          Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
          doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
          sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w pisaniu
          rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
          ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
          fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
          (wiem, bo sam tyle bralem :-)


          Gość portalu: Tomasz napisał(a):

          > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
          > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
          > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
          > pensja asystenta.
          >
          > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
          > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
          > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok. 2500
          > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
          > dostanie 5000$ stypendium!
          >
          > pozdr.
          >
          >
          > Gość portalu: Grzes napisał(a):
          >
          > > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
          > stypendium
          > > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
          > > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
          > > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
          > > prestizu spolecznego.
          > > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
          > > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
          > > Papa!
          > >
          • Gość: krekor Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:29
            Gość portalu: maciek napisał(a):

            > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
            > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
            > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w pisaniu
            > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
            > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
            > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
            > (wiem, bo sam tyle bralem :-)
            >
            >
            A ile z tego $4K+ dostaje doktorant? czy przypadkiem polowa nie
            idzie na oplacenie czesnego?
            Znamu paru doktorantow (Amerykanow z krwi i kosci), ktorzy nawet
            polowy tego nie dostaja.
            Gdzie tyle placa doktorantom, moze wysle tam moich studentow ( u
            nas doktoratow nie daja)
          • Gość: fb Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 23:53
            Z adresu domyslam sie, ze chodzi o informatyke na Carnegie Mellon.
            Szczerze powiedziawszy to jestem zdumiony suma jaka podales,
            bo ja dostawalem mniej jako faculty na pewnym uniwersytecie (panstwowym co
            prawda).
            Czy jestes pewien, ze taki student dostaje tyle ile uniwersytet obciaza twoje
            konto ?

            To na co chce zwrocic uwage, to fakt, ze np. w przypadku
            postdockow uniwersytety sciagaja niesamowite haracze i np. zeby
            zatrudnic postdoca potrzeba miec z grantu 50 - 60 tysiecy rocznie,
            podczas gdy postdoc dostaje z tego brutto 30-35 tysiecy,
            co oznacza, ze po odtraceniu podatku federalnego, stanowego,
            skladki ubezpieczeniowej, emerytalnej (w tej chwili rzadko
            taki benefit przysluguje postdocom) itp. itd. zostaje okolo $2000 na miesiac.
            A mowimy o osobie po doktoracie.
            Chyba nie dziwicie sie, ze wsrod postdocow praktycznie nie ma Amerykanow.

            Zarowno doktoranci jak i postdocy to tutejsi chlopi panszczyzniani
            ktorzy pracuja dzien i noc za psie pieniadze na konto swego szefa.
            Jesli maja szczescie to chociaz szef laskawie zafunduje
            im raz w roku wyjazd na jakas konferencje, ale sa tez tacy,
            ktorym nawet na to szkoda pieniedzy (z grantu, nie z prywatnej
            kieszeni !).
          • Gość: vivi Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.student.Princeton.EDU 20.09.03, 02:47
            Cos chyba Ci sie pokrecilo. Ja jestem doktorantka na "drogiej
            prywatnej amerykanskiej" uczelni i dostaje $1500 miesiecznie.
            Jak prawie kazdy inny.

            Gość portalu: maciek napisał(a):

            > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
            > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
            > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w
            pisaniu
            > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
            > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
            > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
            > (wiem, bo sam tyle bralem :-)
            >
            >
            > Gość portalu: Tomasz napisał(a):
            >
            > > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
            > > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że
            dla
            > > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
            > > pensja asystenta.
            > >
            > > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
            > > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na
            zachodzie.
            > > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok.
            2500
            > > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant
            nie
            > > dostanie 5000$ stypendium!
            > >
            > > pozdr.
            > >
            > >
            > > Gość portalu: Grzes napisał(a):
            > >
            > > > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
            > > stypendium
            > > > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
            > > > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
            > > > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku
            i
            > > > prestizu spolecznego.
            > > > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie
            dostalem
            > > > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju
            widzieli.
            > > > Papa!
            > > >
          • node Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? 20.09.03, 23:07
            Gość portalu: maciek napisał(a):

            > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
            > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
            > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w
            pisaniu
            > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No,
            chyba,
            > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
            > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
            > (wiem, bo sam tyle bralem :-)


            maciek,
            Mam paru kolegow doktorantow na CMU i jeszcze nie slyszalem
            zeby tam placono po $4K miesiecznie studentom.
            Z tego co rozumiem, on pracuje dla ciebie, ale nie na
            uczelni... no chyba ze w te 4K wliczone jest czesne, a to by
            sie zgadzalo.
            Mam wielu znajomych, ktorzy robia doktoraty na najlepszych
            uniwersytetach i ogolnie rzecz biarac kieszonkowe zawsze
            sprowadza sie do kwoty $1.8 - $1K miesiecznie przed podatkiem.
            Do tego pokrycie czesnego, przyznam ze nawet nie mam pojecia
            ile moje wynosi, bo uniwersytet placi sam sobie. W ramach tego
            czesto jest obowiazek pracy przez 20h tygodniowo jako asystent,
            wykladowca czy w jakims laboratorium jako 'naukowiec'.

            Kwoty $4K-$7K miesieczne mozna zarobic jako doktorant pracujac
            np. w laboratoriach komercyjnych w ramach praktyk, zazwyczaj po
            prostu kontynuujac wlasne badania. Ale to juz nie ma nic
            wspolnego z uniwersytetem.

            Pozdrowienia z Pitt.
        • Gość: Grzes Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.acn.pl / *.acn.pl 21.09.03, 00:14
          No, ja dostalem stypendium FNP pare lat temu i to bylo raczej 10.000, ale nie
          w tym rzecz. Chyba wyrazilem sie nie w 100% scisle. Stypendium FNP jest okay,
          ale jako DODATEK, a nie cel zycia. Nie pozwala ono na "ustawienie sie w
          zyciu". Dostaje sie je tylko raz, mieszkania, czy nawet samochodu np. sie za
          to nie kupi, a potem znow trzeba zyc za te grosze asystenta (rzedu 1.100 na
          reke). Ja osobiscie cale stypendium wydalem na ksiazki i nie podarte ubrania,
          zeby sie studenci nie smiali, ze asystent chodzi jak dziad.
      • Gość: Kowal Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.slip.uiuc.edu 22.09.03, 06:06
        Stypendium FNP (przynajmniej takie jak ja mialem), to 20000 zl. rocznie. To
        okolo 3 miesiecznych stypendiow studenta doktoranckiego w USA (przynajmniej na
        uniwesytecie Illinois). Czyli absolutnie nie jest tak jak piszesz.

        > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe" stypendium
        > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
        > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
        > zachodzie
    • Gość: Morgoth Nauka na AM w Warszawie IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.09.03, 18:57
      Niestety, w tej chwili nie mozna zrobic w Polsce prawdziwej
      kariery naukowej, przynajmniej na moim polu badan biomedycznych –
      pod pojeciem „prawdziwej” kariery naukowej rozumiem kariere
      naukowca na swiatowym poziomie, takiego ktory publikuje w
      „Nature”, ktory ma oferty pracy z renomowanych uczelni na swiecie
      i ktory ma szanse na odkrycia mogoce przyniesc Nagrode Nobla.
      Natomiast, jak najbardziej mozna zrobic w Polsce kariere
      „naukawa” ( w odroznieniu od naukowej) – mozna sie pieknie
      zeszmacic, publikowac w „Rocznikach AM w Bialymstoku”,
      „Czasopismie Stomatologicznym” czy podobnych wspanialych
      czasopismach, zrobic na podstawie tego habilitacje, dostac
      profesure, wejsc w uklady i potem obnosic sie z tytulami,
      uniemozliwiajac prace naukowa ludziom ktorzy chcieliby cos
      naprawde zrobic w tym temacie. Niestety tak sie sprawa
      przedstawia w warszawskiej AM. Mialem dobre checi i probowalem
      wbrew wszelkim przeciwnosciom pracowac tam naukowo. Ponad trzy
      lata temu dalem za wygrana. Pracuje teraz w USA, na jednej z
      najlepszych uczelni medycznych, walczac tak jak jest napisane w
      artykule zamiast z przeciwienstwami to z przeciwnikami – ze
      smietanka najlepszych uczonych przybylych tutaj z czterech stron
      swiata. Wywodzace sie z jedynej slusznej sily wladze warszawskiej
      AM w swoim obecnym ksztalcie nigdy nie beda promowac nauki na tej
      uczelni. Mysle, ze kreatury wchodzace w sklad tych wladz sa
      reprezentatywne dla caleggo srodowiska naukowego w Polsce. Bez
      wymieniania nazwisk, wsrod wladz mojej uczelni znajduja sie takie
      osoby jak: promotor doskonalej pracy habilitacyjnej slynnego
      ministra Lapinskiego; chirurg, o ktorym wszyscy wiedza, ze
      pozwala by pacjenci umierali bez operacji jezeli nie dadza mu
      lapowki; byly sadystyczny adiunkt anatomii, ktory seksualnie
      molestowal studentki i zostal byl za to w swoim czasie usuniety z
      tegoz zakladu; chirurg szczekowy ktory w stanie wojennym
      falszowal wyniki obdukcji ludzi pobitych przez ZOMO, a ktorego
      jedyna zasluga w nauce polega na tym, ze jest „mierny, bierny ale
      wierny itp. Itd. Dopoki tacy ludzie rzadza polska nauka dopoty
      bedziemy na poziomie Uzbekstanu!
      Serdecznie pozdrawiam wszystkich zza oceanu,
      Byly pracownik warszawskiej AM
      PS Polecam wszystkim zainteresowanym portal „Polski Cyrk Naukowy”
      (republika.pl/naukowcy)
      • Gość: krekor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:56
        Akademia Medyczna w Warszawie slynie korupcji i feudalnych
        stosunkow. To w odpowiedzi na poglad, ze wladze tej instytucji
        sa reprezentatywnym przykladem sytuacji w Polsce - nie sa, sa
        karykatura sytuacji w Polsce, nigdzie chyba sytuacja nie jest az
        tak ekstremalna.
        A co do publikacji w Nature: wedlug moich szacunkow tylko
        szczatek 1% aktywnych naukowcow opublikowal cos w tym sacownym
        pismie.
        • Gość: Pawelek Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.nrockv01.md.comcast.net 21.09.03, 02:59
          No, kariery w mojej Alma Mater, czyli AM w Warszawie to raczej
          bym nie zrobil. Robia ja za to rozni moi koledzy z roku,
          synowie, kuzyni etc... Wartosc ich naukowych osiagniec jest
          jednak dosc mizerna i sprowadza sie do artykulikow w Gazecie
          Lekarskiej. Nawet tamtejsze profesorskie gwiazdy nie
          reprezentuja soba wlasciwie niczego. Dydaktyka zas w ich
          wykonaniu byla zenujaca, zwlaszcza z przedmiotow klinicznych.
          Musialem za to zaplacic bardzo drogo podczas pierwszego roku
          rezydentury w Stanach.
      • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.amwaw.edu.pl 22.09.03, 21:26
        Nie zauwazyłem, aby pan Cezary Wojcik (który jak przypuszczam jest autorem
        tego dość obrzydliwego tekstu)publikowal coś w Nature lub Science mimo pracy
        w "jednym z najlepszych uniwersytetów amerykańskich". Niewątpliwe fakt
        stworzenia podobnego tekstu przez "wychowanka warszawskiej AM" bardzo źle
        świadczy o tym, jak ta uczelnia wychowuje ludzi. Naukowiec nie powinien
        wypowiadać twierdzeń, których nie potrafi udowodnić. Tymczasem kalumnie,
        jakimi się w tym tekście obrzuca ludzi są rodem z rynsztoku. Naukowiec nie
        mówi o innych ludziach "kreatury", chociażby dlatego, że stał sie doktorem
        habilitowanym dlatego, że te kreatury w swoim czasie głosowały tajnie za jego
        sprawą. Kariery naukowej nie zrobi się obrzucając innych błotem. Aby zrobić
        karierę naukową trzeba zrobić odkrycia. Mozliwośc robienia odkryć tylko w
        niewielkim stopniu zależy od warunków finansowych, przede wszystkim zalezy od
        oryginalności myslenia. A tego w tym paszkwilu nie ma. Wieslaw Wiktor
        Jędrzejczak
        • kozietulski Re: Nauka na AM w Warszawie 23.09.03, 18:20
          Panie Profesorze! Nie wiem, kto byl agentem, a kto nie i nie jest chyba
          najwazniejsze. Czy medycyna akademicka w Polsce, a zwlaszcza profesorowie,
          maja powody do samozachwytow i samozadowolenia? Czy Akademia Medyczna w
          Warszawie ma znaczacy dorobek naukowy? Czy mozna ja porownac z wiodacymi
          placowkami we Wloszech albo Francji? Czy mozna ja porownac z przecietnymi
          szkolami medycznymi w USA? Ilu wybitnych uczonych, ktorzy rzeczywiscie wniesli
          jakis wklad w rozwoj medycyny swiatowej, pracuje w Warszawie?
          Tutaj nie chodzi tylko o naklady finansowe. Dydaktyka przedmiotow klinicznych
          za moich czasow byla na poziomie skandalicznym (IIWL). Przyklady nepotyzmu i
          wzajemnego popierania sie miernoty w medycynie akademickiej mozna monozyc.
          Mozna tez monozyc przyklady blyskotliwych absolwentow, ktorymi akademie
          medyczne (czyli wlasnie profesorowie) nie byly zainteresowane w najmniejszym
          stopniu. W Stanach te osoby radza sobie swietnie, ale niesmak po poczatkach w
          Polsce zawsze pozostaje. Moze nalezaloby zreformowac system i zlikwidowac
          instytucje profesora w pojeciu tradycyjnym. Czy nie sadzi Pan, ze ciekawiej
          pracowaloby sie na hematologii albo immunologii, gdzie jest pieciu albo
          dziesieciu niezaleznych associate professors, a chairman pelni raczej role
          administracyjno-organizacyjna, a nie wszechwiedzacej alfy i omegi? Czy nie
          brakuje tego Panu?
          • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.amwaw.edu.pl 11.11.03, 20:41
            Dawno nie zaglądałem do tej dyskusji, więc nie mogłem odpowiedzieć, ale
            nadrabiam. Akademia Medyczna w Warszawie nie ma powodów do samozachwytu, ale
            nie ma powodów do wstydu. Łatwo jest generować skrajnie negatywne oceny, ale
            trudniej jest cokolwiek zmienić, zwłaszcza wtedy kiedy nie rozumie się
            uwarunkowań. Kierowana przez mnie Klinika hematologii (jako placówka kategorii
            A, a więc najwyższej) ma 80 tysięcy złotych na statutową działalnośc naukową
            (na 10 nauczycieli akademickich), a ja dodatkowo 20 tysięcy na badania własne.
            To starcza raptem na naprawy sprzętu laboratoryjnego, który i tak jest głównie
            wykorzystywany na potrzeby lecznictwa (ale na te potrzeby od 5 lat nie
            dostaliśmy żadnego sprzętu laboratoryjnego. A mimo to rocznie publikujemy
            kilka prac w czasopismach "karentowych" i wiele innych też potrzebnych.
            Klinika nie ma ani jednego technika zatrudnionego do celów badań naukowych,
            nie ma do tego celu żadnego personelu. Placówki polskie można porównać do
            placówek we Włoszek i we Francji jesli tylko jednocześnie porówna się środki
            finansowe. W tym momencie okaże się, że za porównywalne środki polskie ośrodki
            dają więcej. Jest oczywiste, że jest też pytanie, czy to nie jest skandal, że
            niżej podpisany (mając taki dorobek i taki potencjał) ma do swojej dyspozycji
            raptem 5 tysięcy Euro i ani jednego pracownika? Pewnie i jest. Ale nie jest to
            wina Akademii Medycznej tylko utrzymywanego w Polsce podziału na uczelnie i
            instytuty resortowe. Warszawskie centrum Onkologii będąc niepomiernie mniejszą
            instytucją i dysponując tylko niewielką liczbą osób z habilitacjami dostaje na
            naukę tyle pieniędzy, co cała AM w Warszawie. Tyle, że Amerykanie nam tego nie
            zmienią, ani nie zmienią tego ci, co wyemigrują. Im więcej będzie w Polsce
            ludzi o międzynarodowym poziomie naukowym tym łatwiej będzie wprowadzić
            międzynarodowe standardy. Ja mógłbym swoją "martyrologią naukową" przebić Was
            wszystkich razem, ale naukowca nie rozlicza się za jęki i za to czego nie
            zrobił, tylko jego pozycja wynika z tego, co mimo wszystko zrobił. Sprawa
            kilku pracujących w jednym miejscu niezależnie profesorów hematologii. Otóż
            medycyna nie jest sprawą pięknoduchów, a hematologia szczególnie. To są
            dziedziny, w których o chorego dbają ogromne zespoły ludzi o różnych, ale
            uzupełniających się kwalifikacjach. Jak to będzie się niezależnie
            przeszczepiało szpik? Jeden(ten od pobierania zrobi swoje i pójdzie) drugi od
            preparowania w tym czasie pojedzie na zjazd naukowy... To tak nie jest! To są
            ogromne złożone przedsięwzięcia, w których sukces zależy od współpracy i
            sprawnego kierowania i które nie są teatrami pojedynczych aktorów. Natomiast,
            każdy w ramach swoich kompetencji może się wybić.
        • Gość: Sylmaryl Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 23.09.03, 20:03
          Wielu profesorow amerykanskich uniwersytetow tez nie ma artykulow w Nature lub
          Science, ale przynajmniej ma artykuly w Currentowych czasopismach z tzw. Listy
          Filadelfijskiej o w miare wysokich Impact Factor. A pan rektor warszawskiej AM?
          Prosze sobie sprawdzic w Medline jego osiagniecia naukowe! A przewodniczaca
          senackiej komisji nauki? Prosze sobie sprawdzic (jeden artykul w
          miedzynarodowym czasopismie!). Nieliczni ludzie robiacy nauke, ktorzy jeszcze
          ostali sie w warszawskiej AM maja klody rzucane pod nogi, robi im sie straszne
          utrudnienia. W tym czasie warszawska AM stacza sie w rankingach na leb na szyje
          doganiajac Bialystok. Wynagrodzenia w warszawskiej AM sa na dolnej granicy
          widelek, najnizsze sposrod wszystkich AM w calej Polsce. A tymczasem byly
          pieniadze by placic kary za to, ze AM opuszczala wynajete pomieszczenia na
          Filtrowej z opoznieniem, bo zona pana rekltora musiala tam jeszcze przyjac
          prywatnych pacjentow... Panie Profesorze! Naprawde wszyscy wszerz i wobec
          wiedza jakie obrzydliwe koterie i uklady wywodzace sie z czerwonego matecznika
          rzadza warszawska Alma Mater!
        • Gość: Saruman Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 23.09.03, 23:59
          Myli sie Pan, Panie Profesorze.
          Stworzenie podobnego tekstu przez (domniemanego) wychowanka warszawskiej AM
          swiadczy jedynie o tym, ze zalezy mu na tej uczelni, ze probuje on cos
          zmienic, byc moze aby ratowac upadajaca do rynsztoku Akademie. Wytkniecie
          palcem kreatur i kanalii, ktore rzadzac warszawska AM przyczyniaja sie do jej
          upadku jest przynajmniej oznaka zainteresowania losami tej uczelni. Lepsze to
          niz nie robienie niczego, niz zapomnienie o tym co sie dzieje w kraju.
          Zastanawiam sie natomiast czego Pan broni. Grupy komuchow, rozkradajacych
          uczelnie, bioracych lapowki i demoralizujacych mlodych adeptow polskiej
          medycyny i nauki? Czy Pan tez utrudnia rozwoj najzdolniejszym? Ilu mlodych,
          zdolnych ludzi ucieklo od Pana w ostatnich latach? Czy nie ma Pan wrazenia, ze
          na Uczelni pozostaja tylko miernoty i nieudacznicy? Piszac taki tekst daje Pan
          jednoznaczne swiadectwo o sobie - nalezy Pan do tej samej grupy, ktorej
          kompletie nie zalezy na rozwoju AM w Warszawie. Czyzby szykowal sie Pan na
          Rektora AM?
          Musi Pan tez sobie zaczac zdawac sprawe z tego, ze mozliwosc robienia odkryc
          naukowych zalezy przede wszystkim od warunkow finansowych. Jesli Pan tego nie
          rozumie to znaczy, ze zatrzymal sie Pan w swoim rozwoju przed 30 laty.
          • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 19:07
            jesli komus na czyms zależy, to usiluje to poprawic, a nie ucieka i szkaluje z
            daleka.Ja tez wiele poswiecilem decydujac sie na zycie w Polsce, ale ktos ten
            kraj takze musi rozwijać. porownywanie Polski z USA, Francją, Włochami itp
            samo w sobie mowi o sukcesie okresu powojennego. Z czym mysmy (w tym komuna)
            startowali? Przed wojną mielismy uniwersytety w Krakowie, Lwowie, Wilnie,
            Warszawie i Poznaniu. Po wojnie został nam uniwersytet w Krakowie, ktorego
            profesorowie wlasnie wrociliz wypoczynku w Sachsenhausen (ci, ktorzy
            wrocili),Poznan byl w podobnej sytuacji, a pozostale trzy przestaly istniec
            fizycznie. Z tego niebytu komuna zostawila Polske z kilkunastoma przyzwoitymi
            osrodkami akademickimi, jako 15-16 potege naukową świata pod wzgledem cytowań
            w Current Contents. Komuna dostala Polskę z 23 milionami ludzi i zostawila z
            38. Przez 50 lat przybył tu narod wielkosci calej bylej Czechosłowacji. Tych
            ludzi nakarmiono, ubrano, schowano pod dach, ktory wybudowano, ogrzano i
            wykształcono. W historii Polski nie było okresu, w którym dokonano takiego
            rozwoju startując z tak niskiego pułapu. A prosze wskazać inny Naród, który
            dokonał kiedykolwiek podobnego dzieła? Nie szykuje sie na rektora, ani na
            zaden uczelniany urzad i nie dlatego, ze uchylam sie od odpowiedzialności,
            tylko dlatego, ze uwazam, ze moim powolaniem jest stworzenie silnego osrodka
            naukowego, opracowanie i wdrozenie nowych metod diagnostycznych i
            leczniczych.I to robie. Nie placze, jaki jestem biedny, tylko siedze do
            późnego wieczora w pracy i robie. Jesli ktos 14 lat po upadku komuny jeszcze
            do niej nawiazuje to przypomne, ze mi starczylo 7 od skonczenia studiow, zeby
            zrobić habilitacje i to zrobić ją nie na podstawie prac wykonanych w Stanach i
            opublikowanych w Science, Blood itp (a takie juz wtedy mialem), tylko na
            podstawie tego, co przed wyjazdem zrobilem w Polsce. Wezcie się Państwo do
            roboty, odkrywajcie, publikujcie. Macie 100 razy lepsze warunki niz ja mialem
            w waszym wieku, a ja nie narzekalem, gdyz tez mialem znacznie lepsze warunki
            niz, ci którzy zaczynali zaraz po wojnie. Mialem lepsze, ale też o niebo
            gorsze niz moi rowiesnicy na Zachodzie. Sprawdzcie moj dorobek w PubMed
            (Wiktor-Jedrzejczak W i Jedrzejczak WW) i bądźcie lepsi! WW Jedrzejczak
            • Gość: Goliath Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 24.09.03, 20:06
              Pro-PRLowskie argumenty Pana Profesora sa absurdalne: to co zapewnil milionom
              ludzi PRL to bylo wegetowanie w czasie gdy caly cywilizowany swiat uciekal do
              przodu! Gdyby nie bylo komuny to bylibysmy dzisiaj na poziomie Hiszpanii lub
              bysmy ja dawno przegonili! II wojna swiatowa przyniosla Polsce ogromne straty w
              w ludziach, oderwanie od Macierzy odwiecznych polskich ziem na Wschodzie jak
              rowniez siegajace 70% majatku narodowego starty materialne, ale gdyby w Polsce
              przywrocono po wojnie demokracje i skorzystano z planu Marshalla to dzisiaj
              znajdowalibysmy sie w zupelnie innym miejscu. Pomimo tego, ze komuna upadla
              teoretycznie 14 lat temu to ma sie swietnie - towarzysze z PZPR w najlepsze
              rzadza krajem doprowadzajac go prosta sciezka na skraj ekonomicznej i
              spolecznej katastrofy. Towarzysz sekretarz KC jest premierem! Prosze porownac
              Polske z takimi na przyklad Czechami, gdzie na nauke wydaje sie 3% PKB. Ale w
              Czechach byla dekomunizacja. Polecam artykul ze styczniowego bodajze numeru
              Nature w ktorym poddano polska nauke miazdzacej krytyce (tekst dostepny w
              Polskim Cyrku Naukowym). Pomimo, ze Pan rzeczywiscie nalezy do nielicznego
              grona uprawiajacych nauke w polskich warunkach, broni Pan skostnialego systemu
              ktory hamujac rozwoj naszego kraju zostawia go coraz bardziej w tyle -
              dlaczego? Dlaczego Pan nie walczy by to zmienic? Zmienic mozna go tylko przez
              calkowite obalenie, bo jest to system niereformowalny. A tymczasem plan
              ministra Kleibera zniweczy wszystkei zmainy w nauce dokonane w latach 90-tych
              przywracajac centralne rozdzielnictwo srodkow. Wreszcie - jeszcze 20-30 lat
              temu mozna bylo jakos wspolzawodniczyc z zachodnimi uczonymi w naukach
              biomedycznych nadrabiajac biede i braki wlkasna inwencja i uporem - dzisiaj
              jest to praktycznie niemozliwe, gdyz nei da sie opublikowac czegos odkrywczego
              bez zastosowania wielu kosztownych odczynnikow i wyrafinowanej aparatury.
              Pomiedzy "nauka polska" a nauka swiatowa zieje przepasc powiekszajaca sie z
              roku na rok. Na przyklad, zanim sie czlowiek doczeka potrzebnego do doswiadczen
              odczynnika (srednia czekania na odczynnik zamowiony w Sigmie wynosi na AM w
              Warszawie ok. 3 miesiace) w tym czasie koledzy z Zachodu skladaja juz gotowy
              artykul do publikacji. Panie Profesorze - odwagi! Moze wlasnie powinien Pan
              kandydowac na rektora z haslem by to zmienic i pozbyc sie rzadzacej obecnie
              koterii? Profesor Gorski probowal cos zmienic w swoim czasie i przeplacil to
              zdrowiem, musial salwowac sie ucieczka do Wroclawia. Ale moze Panu sie uda?
              • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 23:42
                Tylko Polska nie miała takiego wyboru. Od 1939 roku była podbitym krajem i
                mogła tylko lepiej lub gorzej rozegrac pierwszą i drugą okupację. do
                utrzymania ziem wschodnich nie mielismy zadnego sojusznika, a zachodnie mamy
                tylko dzieki wielkiemu bratu. Hiszpańska nauka do 1980 roku plasowala sie
                gorzej niz polska i to mimo tego, ze nie wymordowano tam inteligencji i poza
                rewolucja nie było tam wojny. Jeśli ktoś umial przekonać ZSRR, zeby pozwolil
                nam przyjąc plan Marchalla to jest zdrajca, ze tego nie zrobił. Trzeba było!
                Czechosłowacja była przed wojną znacznie lepiej rozwinięta niż Polska i nie
                została zniszczona. O czym my mówimy? Trzeba bylo wygrac wojnę! PRL nie
                zapewniał ludziom nic więcej niz oni wytworzyli. Ale dzieki niemu Polska nie
                jest dzisiaj Albanią, gdyż podobne warunki systemowe narzucone w dodatku i
                pilnowane przez obca armię zostały znacznie, znacznie lepiej rozegrane.
            • Gość: grzes Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 24.09.03, 20:16
              Zamiast Pubmeda proponuje sprawdzenie Citation Index Pana profesora. Oto wyniki
              gdy uzylem "Wiktor-Jedrzejczak W":
              3 ...Wiktor-Jedrzejczak ACTA BIOCHIM POL 45 95 1998
              9 ...Wiktor-Jedrzejczak ANN NY ACAD SCI 762 499 1995
              12 ...Wiktor-Jedrzejczak BRAIN RES 804 135 1998
              1 ...Wiktor-Jedrzejczak CLIN CHEM 49 1450 2003
              2 ...Wiktor-Jedrzejczak MELANOMA RES 12 399 2002
              A gdy uzylem "Jedrzejczak W":
              1 JEDRZEJCZAK W 31ST C POL PSYCH
              1 ...Jedrzejczak W BLOOD 98 A592 2001
              1 JEDRZEJCZAK W PHYSIOL REV 76 927 1996
              2 ...Jedrzejczak W REV ROUM MED-MED INT 17 279 1979
              1 JEDRZEJCZAK W SCIENCE 196 4285 1977
              1 JEDRZEJCZAK W UNPUBLISHED RESULTS
              1 JEDRZEJCZAK W WIAD PARAZYTOL 15 277 1969
              Cyfra z lewej strony oznacza ile razy byla dana praca cytowana przez innych
              autorow - wyglada na to, ze swiatowa nauka nie chce cytowac profesora
              Jedrzejczaka! (moze zlosliwie?) W 1977 opublikowal on byl papier w Science,
              ktory najwyrazniej zacytowana tylko jeden (sic!) raz - gratulacje, musial to
              byc swietny artykul!
              pozdrawiam dyskutantow
              grzes

              • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 22:34
                a może sie Pan najpierw nauczy korzystać z tego serwisu? W dodatku dwie
                wspomniane przez Pana prace nie są moje. Moj wskaźnik cytowania przekracza
                1000, co czyni mnie bodajże 40-tym w tej klasyfikacji w naukach biomedycznych
                w Polsce.Odpowiedni ranking powinien byc na stronie internetowej tygodnika
                Wprost. To nie jest wynik najlepszy, ale jakiś jest. Pozdrawiam, WW Jedrzejczak
                • Gość: grzes Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 25.09.03, 01:21
                  Uprzejmie przypominam, ze zrobilem search w citation index podajac obydwu form
                  nazwiska Pana profesora ktore Pan sam zalecil uzyc. Sprobowalem jeszcze searchu
                  z samym tylko nazwiskiem bez inicjalow - wyszlo troche wiecej, zwracam honor -
                  praca z Science jest cytowana az 23 razy! Ale wiekszosc pozostalych prac ma
                  najczesciej tylko po jednym cytowaniu. Ktora Panska praca ma powyzej 100
                  cytowan (kryterium tygodnika Wprost) i pod jakim nazwiskiem widnieje azeby
                  znalezc ja w Citation Index?
                  1 JEDRZEJCZAK W 31ST C POL PSYCH
                  1 ...Jedrzejczak W BLOOD 98 A592
                  2001 1 JEDRZEJCZAK W PHYSIOL REV 76
                  927 1996
                  2 ...Jedrzejczak W REV ROUM MED-MED INT 17 279 1979
                  1 JEDRZEJCZAK W SCIENCE 196 4285 1977
                  1 JEDRZEJCZAK W UNPUBLISHED RESULTS
                  1 JEDRZEJCZAK W WIAD PARAZYTOL 15 277 1969
                  1 JEDRZEJCZAK WW AM J CLIN PATH 62 576 1974
                  4 JEDRZEJCZAK WW ARCH GESCHWULSTFORSC 46 471 1976
                  1 JEDRZEJCZAK WW ARCH IMMUNOL THER EX 35 71 1987
                  2 JEDRZEJCZAK WW BONE 8 315 1987
                  1 JEDRZEJCZAK WW BRIT MED J 1 735 1975
                  1 JEDRZEJCZAK WW EUR J HAEMATOL 38 204 1987
                  3 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL 19 1049 1991
                  2 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL 9 835 1981
                  1 ...Jedrzejczak WW EXP HEMATOL 6 18 1978
                  1 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL COPEN S7 8 62
                  1980
                  1 JEDRZEJCZAK WW EXPERIENTIA 35 546 1979
                  1 JEDRZEJCZAK WW FOLIA HAEMATOL LEIPZ 3 350 1983
                  1 JEDRZEJCZAK WW FOLIA HAEMATOL LEIPZ 103 63 1976
                  3 JEDRZEJCZAK WW IN PRESS
                  13 JEDRZEJCZAK WW INT ARCH ALLER A IMM 51 574
                  1976
                  1 JEDRZEJCZAK WW INT ARCH ALLERGY APP 51 574 1975
                  1 JEDRZEJCZAK WW LEUKEMIA S2 7 S117 1993
                  1 JEDRZEJCZAK WW NEOPLASMA 24 457 1977
                  4 JEDRZEJCZAK WW NEOPLASMA 22 323 1975
                  5 JEDRZEJCZAK WW P NATL ACAD SCI USA 87 4828 1990
                  1 JEDRZEJCZAK WW P NATL ACAD SCI USA 87 4828 1900
                  3 JEDRZEJCZAK WW POL ARCH MED WEWN 52 473 1974
                  2 JEDRZEJCZAK WW POL TYG LEK 5 125 1988
                  1 JEDRZEJCZAK WW RADIO SCI 12 209 1977
                  1 JEDRZEJCZAK WW SCAND J HAEMATOL 28 82 1982
                  23 JEDRZEJCZAK WW SCIENCE 196 313 1977
                  1 JEDRZEJCZAK WW SKUTKI UBOCZNE CHEMI 1977
                  3 JEDRZEJCZAK WW STRAHLENTHERAPIE 152 469 1976
                  8 ...Jedrzejczak WW TRANSPLANT P 11 511 1979
                  1 JEDRZEJCZAK WW ULTRASTRUKTURA FUNKC 1991
                  1 JEDRZEJCZAK WW ULTRASTRUKTURA FUNKC 5 204 1991
                  1 JEDRZEJCZAK WW ZAGADKA TWORZENIA KR 1987

                • Gość: Bolec Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 25.09.03, 04:38
                  Spokojnie Panowie - gramy do tej samej bramki, a tymczasem na tym forum
                  znalazlem inwektywy wzgledem tych niewielu polskich uczonych, ktorzy w malo
                  sprzyjajacych warunkach robia co moga i ktorzy o ile wiem sa za reformami
                  systemu (pamietam ich wypowiedzi na lamach prasy) - Jedrzejczak, Kaczmarek i
                  Zylicz (nazwany przez kogos oszolomem). Sam popatrzylem w archiwum Wprost -
                  WWJedrzejczak jest rzeczywiscie na tej liscie najlepszych polskich uczonych -
                  ale rozumiem klopty Grzesia ze znalezieniem jego prac w Web of Science - Grzes,
                  napisz jednym ciagiem Wiktorjedrzejczak i wtedy wyjdzie wiekszosc prac o
                  licznych cytowaniach. Swoja droga gratuluje prof. Jedrzejczakowi ze odzywa sie
                  na liscie i broni swoich pogladow otwarcie.
            • Gość: Tired Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.chello.pl 25.09.03, 00:40
              W zasadzie trudno nie przyznać racji Panu Profesorowi. My faktycznie po wojnie
              nie mieliśmy wyboru. To że do 1980 roku byliśmy naukowo w pewnych dziedzinach
              wyżej niż Hiszpania, jest jednak dla mnie niespodzianką. Tym bardziej, że nauką
              rządzili sekretarze partyjni. Za to teraz na pewno jesteśmy daleko za nią i
              pogrążamy się.
              Byc może rok 1980 jest tą cezurą, od kiedy zaczęliśmy się staczać. Nie wiem ile
              Pan Profesor ma lat i jakie ma kontakty z młodymi ludźmi. Ale to co tutaj
              napisał:

              > Macie 100 razy lepsze warunki niz ja mialem
              > w waszym wieku,

              świadczy o tym, że nie bardzo wie co się dzieje. Z tego co słyszałem, komuna do
              pewnego momentu (II połowa lat 70-tych) dbała o naukowców i dawała im
              mieszkania (ci którzy ukończyli studia z dobrymi wynikami podobno dostawali je
              od razu) i niezłe pieniądze. Na tle innych naukowcy, również młodzi, nie
              wyglądali źle. Szczególnie, kiedy mogli jeszcze wyjechać na trochę na Zachód.
              Ale teraz za dobrą naukę już niczego się nie dostaje, a jak odłożyć na
              mieszkanie z wynagrodzenia 1500 zł? I jeżeli komuna była taka genialna, to
              dlaczego nagle przestała dawać i się załamała? Pan Profesor uważa, że to
              knowania sił reakcyjnych oraz imperialistów doprowadziły do
              powstania "Solidarności"?
              • Gość: wiktor Re: Nauka na AM w Warszawie IP: 212.87.22.* 25.09.03, 12:09
                to, co nazywamy komuna wyczerpalo swoje mozliwosci rozwojowe i to na szczescie
                nie tylko w Polsce, ale i w byłym Związku radzieckim i jego upadek dopiero dał
                nam szanse zmiany systemu. A jak tę szansę wykorzystujemy to sami widziecie.
                Za Komuny Solidarność krzyczała o dramtycznie złych skutkach finansowania
                nauki na poziomie 2% PKB, a potem premier Mazowiecki zaczął robić z tym
                porządek tj. zmniejszać. W tym tempie za 10 lat osiągniemy 0%. Wszystkie rządy
                solidarnościowe byly antynaukowe. Jedyne co się udalo zrobic to wprowadzić KBN
                (trochę na wzór NIH) w oparciu o projekt Towarzystwa Popierania i Krzewienia.
                Nauk. Dzisiaj nazywanie kogoś komuchem czy solidaruchem nie ma żadnego sensu.
                Jest nowa rzeczywistość, ktora nie przystaje do wyobrażeń żadnej z bylych
                stron i w niej trzeba sobie radzić. Komuch to jest ktos taki, kto chce
                wszystko upaństwowić, zrobić elektryfikację i władzę Rad, a nie ktoś kto chce
                być bogatszy. Dla wielu ludzi z Solidarności najwiekszym problemem jest to, że
                byłe komuchy lepiej sobie radzą w gospodarce rynkowej od nich. A mialo być
                odwrotnie. Tyle, ze gospodarka rynkowa jest a-ideologiczna. Jest wilcza.
            • Gość: Maks Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.upmc.edu 26.09.03, 17:30
              Nie moge sie zgodzic z niektorymi pogladami Pana Profesora. Nie rozumiem dlaczego nazywa Pan osoby
              wyjezdzajace do innego kraju do pracy naukowej uciekinierami. Ponad to fakt, ze juz nie pracuje na AM w Warszawie nie zabrania mi krytykowac tej instytucji. Ja
              takze skonczylem te szkole i takze pracuje w Stanach. Przykro mi to powiedziec ale przemawia przez Pana zimno-wojenny sposob myslenia. Nie jestesmy juz za
              zelazna kurtyna, i jezeli wyjechalem, to nie znaczy ze nie moge wrocic, albo ze przestalem byc Polakiem i sprawy Polski sa mi obojetne. W cywilizowanym swiecie
              jest to sprawa normalna ze naukowcy pracuja w roznych miejscach, w roznych osrodkach odpowiadajacych profilowi ich zainteresowan.
              Podziwiam panski dorobek naukowy a takze zdolnosc przetrwania w takich warunkach. Wymienione tutaj szkalowania i kalumnie rzucane na wladze
              AM w Warszawie sa tajemnica poliszynela. Wiadomo tez ze nikt sie nie moze "dobrac" do wladz uczelni dzieki ochronie rzadzacej sily politycznej. Osobiscie
              doswiadczylem skandalicznie niskiego poziomu nauczania klinicznego, przez ktory wszyscy ktorzy zetkneli sie
              z zachodnimi systemami lecznictwa musieli sie wstydzic. Osobiscie widzialem jak jeden pan profesor przychodzi do drugiego zeby zalatwic swojemu dziecku
              egzamin. Osobiscie widzialem jak sa rozdzielane peiniadze statutowe tak aby utrzymac przy zyciu zaklady nauk podstawowych i pracownie ktore specjalizuja sie w
              piciu kawy i psuciu powietrza. Ile lat byl utrzymywany w takim stanie znienawidzony przez studentow, bezuzyteczny Zaklad Biofizyki? Widzialem tez jak sie
              szykanuje i przeszkadza tym, ktorzy chca cos sensownego zrobic. Podziwiam to jak Pan sobie radzi w takich warunkach, nie moge sie jednak zgodzic z zamykaniem
              oczu na przekrety, ktore sie dzieja w lonie mojej Alma Mater. W ten sposob nie zmieni sie nic. Miejsca do pracy z ludzmi takimi jak Pan mozna obecnie policzyc na
              palcach jednej reki. Wkrotce bedzie ich zapenwne jeszcze mniej.
              • Gość: Morgoth Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 29.09.03, 17:13
                Ja tez tak myslalem, ale okazuje sie ze nazwisko i imie prof. Jedrzeczaka jest
                przez amglosasow koszmarnie poprzekrecane - w Web of Science jego prace
                wychodzily jak sie wpisalao "wiktorjedrzejczak" jednym ciagiem, w PubMedzie to
                nie dziala, pewno jest inaczej przekrecone. Ale prof. Jedrzejcza to wyjatek,
                ktory ma pecha ze wzgledu na porzekrecenie nazwiska. Prosze sobie poprobowac
                innych luminarzy z warszawskiej AM od swiatlych gwiazd rektorkich poczynajac.
                Poza prof. Jedrzejczakiem doszukalem sie jeszcze trzech profesorow z AM w
                Warszawie ktory maja ponad 1000 cytowan (lista WProst) - Jablonska, Czlonkowski
                i Moskalewski. Ale nei maja oni zadnego wplywu na wladze oczywiscie.
                pozdrawiam
      • Gość: topik Re: Nauka na AM w Warszawie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 00:04
        Artykuł ze styczniowego NATURE:

        Too quiet on the Eastern front

        Change is needed before the nations poised to join the European Union can reap
        the full scientific benefits of membership.
        In May next year, the European Union (EU) will gain 75 million citizens at a
        single stroke, with the accession of ten new member countries, most of them in
        Central and Eastern Europe. Among those brought into Brussels' embrace will be
        some 250,000 researchers - a 15% rise in the EU's scientific workforce. But
        they won't come with bulging wallets: the eastwards expansion will increase the
        union's total spending on research by only 3.5%.
        Poland, home to more than half of the new EU citizens, provides a prominent
        example of the scientific weaknesses of the unions' budding members (see page
        471). Although the Polish government is stressing that the country's future
        should not be one of cheap labour, it has done little to nurture a knowledge-
        based economy. Research spending stagnates at a shameful 0.34% of public
        expenditure.
        But money is only part of the problem. Poland, like many of its neighbours, has
        too many scientists who aren't internationally competitive, and who cling to
        the certainties of the socialist era. Unfortunately, many of them sit in senior
        positions and intend to stay there, which sends genuine achievers to seek
        opportunities abroad.
        Streamlining the overstaffed research system, and letting in the fresh air of
        competition, is an urgent necessity. The talent exists, and several research
        groups are finding niches where Poland can successfully contribute to state-of-
        the-art research.
        Much now depends on another ray of hope: science minister Micha Kleiber. A
        respected physicist and engineer who joined the government last year, Kleiber
        has already convinced his colleagues to elevate the State Committee for
        Scientific Research to a fully fledged ministry. That should give him more
        clout to push through reforms, but the task remains devilishly hard.
        The old guard is bound to fight efforts to concentrate funding into groups that
        can compete on the European stage, and to close labs that just aren't good
        enough. But Kleiber's political peers should back him through any short-term
        unpopularity. Poland will change under EU membership, and some of those changes
        will hurt. If its research base can be successfully reformed, there is much to
        be gained in terms of collaboration with Western European scientists - not to
        mention research grants from Brussels.
        The same issues face many of other nations queuing up to join the EU. It would
        be satisfying to see the largest of the new countries leading the way towards
        the promised land of European scientific integration, rather than dragging its
        feet.
    • Gość: pies Re: Polska nauka IP: 207.180.58.* 19.09.03, 19:07
      Gość portalu: Cezary Wojcik napisał(a):

      > Niestety, w tej chwili nie mozna zrobic w Polsce prawdziwej
      > kariery naukowej, przynajmniej na moim polu badan
      biomedycznych –
      > pod pojeciem „prawdziwej” kariery naukowej rozumiem kariere
      > naukowca na swiatowym poziomie, takiego ktory publikuje w
      > „Nature”, ktory ma oferty pracy z renomowanych uczelni na
      swiecie
      > i ktory ma szanse na odkrycia mogoce przyniesc Nagrode Nobla.
      > Natomiast, jak najbardziej mozna zrobic w Polsce kariere
      > „naukawa” ( w odroznieniu od naukowej) – mozna sie pieknie
      > zeszmacic, publikowac w „Rocznikach AM w Bialymstoku”,
      > „Czasopismie Stomatologicznym” czy podobnych wspanialych
      > czasopismach, zrobic na podstawie tego habilitacje, dostac
      > profesure, wejsc w uklady i potem obnosic sie z tytulami,
      > uniemozliwiajac prace naukowa ludziom ktorzy chcieliby cos
      > naprawde zrobic w tym temacie. Niestety tak sie sprawa
      > przedstawia w warszawskiej AM, ktora ukonczylem w 1994 roku,
      > gdzie obronilem doktorat, a nastepnie habilitacje. Mialem dobre
      > checi i probowalem wbrew wszelkim przeciwnosciom pracowac
      > naukowo. Ponad trzy lata temu dalem za wygrana. Pracuje teraz w
      > Teksasie, na jednej z najlepszych amerykanskich uczelni
      > medycznych, walczac tak jak jest napisane w artykule zamiast z
      > przeciwienstwami to z przeciwnikami – ze smietanka najlepszych
      > uczonych przybylych tutaj z czterech stron swiata. Wywodzace
      sie
      > z jedynej slusznej sily wladze warszawskiej AM w swoim obecnym
      > ksztalcie nigdy nie beda promowac nauki na tej uczelni. Mysle,
      ze
      > kreatury wchodzace w sklad tych wladz sa reprezentatywne dla
      > caleggo srodowiska naukowego w Polsce. Bez wymieniania nazwisk,
      > wsrod wladz mojej uczelni znajduja sie takie osoby jak:
      promotor
      > pracy habilitacyjnej slynnego ministra Lapinskiego; chirurg, o
      > ktorym wszyscy wiedza, ze pozwala by pacjenci umierali bez
      > operacji jezeli nie dadza mu lapowki; byly sadystyczny adiunkt
      > anatomii, ktory seksualnie molestowal studentki i zostal byl za
      > to w swoim czasie usuniety z tegoz zakladu; chirurg szczekowy
      > ktory w stanie wojennym falszowal wyniki obdukcji ludzi
      pobitych
      > przez ZOMO, a ktorego jedyna zasluga w nauce polega na tym, ze
      > jest „mierny, bierny ale wierny itp. Itd. Dopoki tacy ludzie
      > rzadza polska nauka dopoty bedziemy na poziomie Uzbekstanu!
      > Serdecznie pozdrawiam wszystkich zza oceanu,
      > Dr hab.n.med. Cezary Wojcik
      > Byly adiunkt Zakladu Histologii i Embriologii AM w Warszawie
      > PS Polecam wszystkim zainteresowanym portal „Polski Cyrk
      Naukowy”
      > (republika.pl/naukowcy)

      czy ta uczelnia to Univ. of Texas at Houston, Medical Center?
    • adam.xx Kariera w nauce? Zacznij za oceanem 19.09.03, 19:09
      Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
      fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
      techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
      pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
      amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
      Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
      dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
      i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
      (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
      radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
      (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.
      A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
      szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
      prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
      • Gość: TOmasz Re: Kariera w nauce? Zacznij za oceanem IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 19:12
        Nie beda chcieli wracac do Polski a nawet jesli beda chcieli to
        niekoniecznie beda ich chieli w Polsce... tez sie taki bedzie tu
        wymadrzal ;)

        adam.xx napisał:

        > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
        > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
        > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
        > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
        > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i
        Polske.
        > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
        > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z
        ksiazek
        > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
        > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
        > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
        > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do
        USA.
        > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
        > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
        > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
      • Gość: fb Re: Kariera w nauce? Zacznij za oceanem IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 19:22
        adam.xx napisał:

        > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
        > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
        > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
        > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
        > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
        > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
        > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
        > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
        > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
        > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
        > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.

        wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
        maksimum 3 lata.
        Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
        pobyt
        tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest cie
        w stanie tolerowac :-)
        + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
        kogos
        kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego wyksztalcenia
        i twojej specjalizacji.


        > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
        > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
        > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
        • Gość: maciek Re: Kariera w nauce? Zacznij za oceanem IP: *.AUTON.CS.CMU.EDU 19.09.03, 20:32
          Gość portalu: fb napisał(a):

          > adam.xx napisał:
          >
          > > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
          > > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
          > > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
          > > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
          > > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
          > > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
          > > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
          > > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
          > > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
          > > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
          > > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.
          >
          > wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
          > maksimum 3 lata.
          > Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
          > pobyt
          > tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest cie
          > w stanie tolerowac :-)
          > + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
          > kogos
          > kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego wyksztalcenia
          > i twojej specjalizacji.
          >
          >
          > > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
          > > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
          > > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.


          nie kazda J-1 mozna przedluzyc i na ogol sa one wydawane na 1 rok.
          Np jesli zrodlo finansowania choc czesciowo zawiera
          fundusze federalne usa bedzie to bardzo trudne.
          I ponadto trzeba wracac na 2 lata do kraju, zanim sie
          do usa wroci w celach naukowych/zawodowych.
          Wyobrazam sobie, ze wobec tego J-1 nie zawsze jest
          interesujaca opcja, bo na rok to nie ma po co jechac, po dwoch
          latach nie ma z czym wracac, a po trzech to juz nie ma do czego.
        • Gość: BangBang Re: Zacznij za oceanem IP: 129.81.192.* 19.09.03, 21:32
          Gość portalu: fb napisał(a):

          > adam.xx napisał:
          >
          > > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
          > > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
          > > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i
          jego
          > > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich
          przewag
          > > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i
          Polske.
          > > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
          > > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z
          ksiazek
          > > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
          > > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
          > > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
          > > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do
          USA.
          >
          > wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
          > maksimum 3 lata.
          > Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
          > pobyt
          > tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest
          cie
          > w stanie tolerowac :-)
          > + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
          > kogos
          > kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego
          wyksztalcenia
          > i twojej specjalizacji.
          >
          >
          > > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
          > > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
          > > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
          ===============================================================
          Jedna dodatkowa uwaga odnosnie wizy J-1...
          Niezaleznie na jak dlugi okres bedzie
          ta wiza poczatkowo wystawiona - mozna przedluzac pobyt
          w kategorii "J-1 status" do lat trzech. Uczelnia, lub
          instytut przyjmujacy MA PRAWO (wymaga to pewnego
          uzasadnienia) po trzech latach dodatkowo
          przedluzyc ten okres o kolejne
          6 miesiecy...
    • Gość: TYTUS Re: Polska nauka IP: *.picr.man.ac.uk 19.09.03, 19:16
      Z wielkim zalem,ale musze sie zgodzic z powyzszym postem.
      Dodalbym jeszcze ze moim zdaniem sytuacja nigdy sie nie zmieni
      dopuki nie zostana wprowadzone w nauce w Polsce jasne reguly gry
      to znaczy ze np: profesorem (przynajmniej w dziedzinach
      Biomedycznych) zostac moze tylko osoba ktora jako pierwszy autor
      opublikowala nie mniej niz 3 publikacje o lacznym impakt
      faktorze co najmniej 25 (rownowacnosc 3 EMBO J albo 4 JBC),
      wszystko jedno czy osoba ta ma lat 30 cz 60. To pozwoliloby
      wyeliminowac wszelkich wazeliniarzy i punktatorow towarzyskich i
      stworzylo potrzebe prowadzenia prawdziwych badan naukowych a nie
      produkowanie "nikomu nieprzydatnych wypocin" publikowanych w
      czasopismach watpliwej jakosci.
      • Gość: BanBang Re: Polska nauka "HABILITACJA" stoi !!! IP: 129.81.192.* 19.09.03, 21:24
        Gość portalu: TYTUS napisał(a):

        > Z wielkim zalem,ale musze sie zgodzic z powyzszym postem.
        > Dodalbym jeszcze ze moim zdaniem sytuacja nigdy sie nie zmieni
        > dopuki nie zostana wprowadzone w nauce w Polsce jasne reguly
        gry
        > to znaczy ze np: profesorem (przynajmniej w dziedzinach
        > Biomedycznych) zostac moze tylko osoba ktora jako pierwszy
        autor
        > opublikowala nie mniej niz 3 publikacje o lacznym impakt
        > faktorze co najmniej 25 (rownowacnosc 3 EMBO J albo 4 JBC),
        > wszystko jedno czy osoba ta ma lat 30 cz 60. To pozwoliloby
        > wyeliminowac wszelkich wazeliniarzy i punktatorow towarzyskich
        i
        > stworzylo potrzebe prowadzenia prawdziwych badan naukowych a
        nie
        > produkowanie "nikomu nieprzydatnych wypocin" publikowanych w
        > czasopismach watpliwej jakosci.
        ================================================================
        Oczywiscie, nauka polska potrzebuje wciaz gruntownych
        reform strukturalnych, np. wyeliminowania etapu
        habilitacji (w wiekszosci krajow, wlaczywszy
        w to USA trudno nawet wytlumaczyc o co chodzi
        z ta cala "habilitacja" i po co to istnieje...)
        ale... wiadomo, iz lobby wplywowych starszych
        panow ("wyhabilitowanych") i tak na te reformy
        nie zamierza sie nigdy zgodzic!

        O czym wiec tu mowic panie i panowie...
        • Gość: krekor Re: Polska nauka IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:51
          Gość portalu: BanBang napisał(a):


          W stanach nie ma chabilitacji, ale jest teniura, ktora od
          habilitacji rozni sie tym, ze jest przypisana do miejsca, ale nie
          slyszalem jeszcze, zeby profesor z teniura przeniosl sie do
          innego uniwersytetu bez uzyskaniateniury tamze.
          ================================================================
          > Oczywiscie, nauka polska potrzebuje wciaz gruntownych
          > reform strukturalnych, np. wyeliminowania etapu
          > habilitacji (w wiekszosci krajow, wlaczywszy
          > w to USA trudno nawet wytlumaczyc o co chodzi
          > z ta cala "habilitacja" i po co to istnieje...)
          > ale... wiadomo, iz lobby wplywowych starszych
          > panow ("wyhabilitowanych") i tak na te reformy
          > nie zamierza sie nigdy zgodzic!
          >
          > O czym wiec tu mowic panie i panowie...
          • Gość: BangBang Re: Habilitacja c.d. IP: 129.81.192.* 20.09.03, 16:34
            "Tenure" to jednak nie to samo co habilitacja !

            Istnieje tutaj duzo wieksza "elastycznosc",
            takze jezeli chodzi o kryteria / wymagania.
            Poza tym - otrzymanie "tenure" na uniwersytecie typu
            "Yale", czy "MIT" jest zazwyczaj zupelnie inna sprawa
            nizli "tenure" na uniwersytecie typu "Baptist
            University of North Montana" (nazwa wymyslona)"...
            • Gość: krekor Re: Habilitacja c.d. IP: *.phy.ilstu.edu 20.09.03, 19:37
              Gość portalu: BangBang napisał(a):

              > "Tenure" to jednak nie to samo co habilitacja !
              >
              > Istnieje tutaj duzo wieksza "elastycznosc",
              > takze jezeli chodzi o kryteria / wymagania.
              > Poza tym - otrzymanie "tenure" na uniwersytecie typu
              > "Yale", czy "MIT" jest zazwyczaj zupelnie inna sprawa
              > nizli "tenure" na uniwersytecie typu "Baptist
              > University of North Montana" (nazwa wymyslona)"...

              Czyzbys chcial(a) powiedzec, ze habilitacja z lepszego instututu
              na UW, UJ, PAN, ... to to samo, co habilitacja z Wyzszej Szkoly
              Pasienia Owiec w Otwocku (nazwa wymyslona :)?
      • Gość: smia Re: Polska nauka IP: 138.245.220.* 20.09.03, 16:47
        zgadzam sie z Przedmowca.
        jestem doktorantka (biochemia), w Niemczech. Nie jest to taka skala robienia
        nauki jak np. w USA, ale i tak jest niezle, fundusze sa calkiem wysokie, mimo
        kryzysu.
        Kiedy porownuje realia tutaj (a pracuje na uniwersytecie, czyli teoretycznie
        finansowo placowce stojacej raczej nisko, w odroznieniu od przeroznych
        Instytutow Maxa Plancka na przyklad) i w Polsce, to az mi jest zal tych osob,
        ktore nie odwazyly (albo nie mogly) po studiach wyjechac. Tutaj zasady sa
        jasne, publikujesz, zeby prztrwac. Nie ma publikacji, nie ma grantow, nie ma
        pieniedzy, nie ma kontraktow, giniesz. Wobec tego ludzie sa zmuszeni miec
        pomysly i rzeczywiscie cos robic poza piciem kawy i plotkowaniem...
        Niestety, ma to tez druga, nieco gorsza strone. Presja wynikow jest ogromna i
        czesto przerzuca sie ja wlasnie na studentow (nie masz wynikow, to pewnie za
        malo pracujesz...). Znam wiele przykladow szefow, ktorzy niemal jak straznicy
        wiezienni pilnuja, zeby nie wyjsc z labu zbyt wczesnie...
        Jednak wiadomo za co i dla kogo sie pracuje. Wiem, ze jesli zgromadze material
        na publikacje, to bedzie ona wyslana pod moim nazwiskiem, a nie czyims innym,
        bo ktos akurat "potrzebuje" papieru.
        Prawde mowiac, nie wyobrazam sobie powrotu do Polski i funkcjonowania w
        przeroznych dziwnych ukladach...
        pozdrowienia
    • Gość: Doktorantka Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.xlate.ufl.edu 19.09.03, 19:45
      Dwa lata temu skoczylam chemie na UAM-ie w Pozaniu i wyjechalam
      na doktorat do Stanow. I wiem dokladnie dlaczego doktorat
      uzyskany w Polsce nie moze byc w ogole porownywany z tym stad.
      Przede wszystkim - mozliwosci. Owszem, na calym swiecie cele
      naukowcow sa takie same, ale bez pieniedzy nie mozna ich
      osiagnac. A czekanie tygodniami na odczynniki nie sprzyja
      postepom w badaniach. Samodzielnosc - tutaj rzuceni na gleboka
      wode przedzieramy sie przez zawilosci projektow zaledwie raz na
      miesiac wysylajac raport do promotora. I jeszcze naklad pracy.
      Dziesiec , dwanascie godzin dziennie to norma na amerykanskich
      uniwersytetach, weekendy bardzo czesto rowniez. Nie ma mowy o
      wychodzeniu o trzeciej - nie dlatego, ze jestesmy nadzorowani.
      Dlatego, ze nasze wyniki musza byc na odpowiednim poziomie,
      zebysmy mogli znalezc po czterech latach meki zatrudnienie. I
      stypendium chociaz pozornie wysokie - na tutejsze warunki ledwie
      wystarcza od wyplaty do wyplaty. Ale jest to droga ktora
      prowadzi mnie do bardzo dobrej, pewnej i dobrze platnej pracy.
      Wiec warto sie poswiecic.Bardzo chcialabym wrocic do Polski, ale
      tylko pod warunkiem , ze bede mogla zyc godnie.
      • Gość: terro Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: 207.180.58.* 19.09.03, 20:02
        Gość portalu: Doktorantka napisał(a):

        > Dwa lata temu skoczylam chemie na UAM-ie w Pozaniu i
        wyjechalam
        > na doktorat do Stanow. I wiem dokladnie dlaczego doktorat
        > uzyskany w Polsce nie moze byc w ogole porownywany z tym stad.
        > Przede wszystkim - mozliwosci. Owszem, na calym swiecie cele
        > naukowcow sa takie same, ale bez pieniedzy nie mozna ich
        > osiagnac. A czekanie tygodniami na odczynniki nie sprzyja
        > postepom w badaniach. Samodzielnosc - tutaj rzuceni na gleboka
        > wode przedzieramy sie przez zawilosci projektow zaledwie raz
        na
        > miesiac wysylajac raport do promotora. I jeszcze naklad pracy.
        > Dziesiec , dwanascie godzin dziennie to norma na amerykanskich
        > uniwersytetach, weekendy bardzo czesto rowniez. Nie ma mowy o
        > wychodzeniu o trzeciej - nie dlatego, ze jestesmy nadzorowani.
        > Dlatego, ze nasze wyniki musza byc na odpowiednim poziomie,
        > zebysmy mogli znalezc po czterech latach meki zatrudnienie. I
        > stypendium chociaz pozornie wysokie - na tutejsze warunki
        ledwie
        > wystarcza od wyplaty do wyplaty. Ale jest to droga ktora
        > prowadzi mnie do bardzo dobrej, pewnej i dobrze platnej pracy.
        > Wiec warto sie poswiecic.Bardzo chcialabym wrocic do Polski,
        ale
        > tylko pod warunkiem , ze bede mogla zyc godnie.

        Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce, tez z
        chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z lepszych
        uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
        lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
        krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz pracuje w
        przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej edukacji.
        • adam.xx Potencjal techniczny jednak liczy sie ..... 19.09.03, 20:22
          Gość portalu: terro napisał(a):

          > Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce, tez z
          > chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z lepszych
          > uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
          > lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
          > krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz pracuje w
          > przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej edukacji.
          ---------------------
          ... i w tym zgadzam sie z Doktorantka. To nie znaczy ze doktorat zrobiony w
          Polsce nie jest wartosciowy. Wprost przeciwnie, ja tez mam przjaciol ktorzy z
          polskimi doktoratami wyjechali do Ameryki na postdoc, tam pozostali, sa
          doskonalymi cenionymi naukowcami i bardzo dobrze urzadzili sie. Pierwszym
          elementem jest zawsze poziom intelektualny danego czlowieka. Natomiast przy
          rownych poziomach potencjal na prowadzenia badan naukowych daja przewage temu
          ktory pracuje w lepszych warunkach
          • Gość: terro Re: Potencjal techniczny jednak liczy sie ..... IP: 207.180.58.* 19.09.03, 21:34
            adam.xx napisał:

            > Gość portalu: terro napisał(a):
            >
            > > Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce,
            tez z
            > > chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z
            lepszych
            > > uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
            > > lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
            > > krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz
            pracuje w
            > > przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej
            edukacji.
            > ---------------------
            > ... i w tym zgadzam sie z Doktorantka. To nie znaczy ze
            doktorat zrobiony w
            > Polsce nie jest wartosciowy. Wprost przeciwnie, ja tez mam
            przjaciol ktorzy z
            > polskimi doktoratami wyjechali do Ameryki na postdoc, tam
            pozostali, sa
            > doskonalymi cenionymi naukowcami i bardzo dobrze urzadzili
            sie. Pierwszym
            > elementem jest zawsze poziom intelektualny danego czlowieka.
            Natomiast przy
            > rownych poziomach potencjal na prowadzenia badan naukowych
            daja przewage temu
            > ktory pracuje w lepszych warunkach

            No nie zgodze sie, mlody doktor nie projektant promow
            kosmicznych. Wazny jest sytem (sposob) ksztalcenia a nie cacka
            techniczne. Szkola nigdy i tak nie przygotuje do wszystkiego.
            Musi przygotowac jednak podstawy, zeby szybko mozna bylo sie
            zorientowac w otoczeniu.
            I to stary restrykcyjny system edukacyjny w Polsce gwarantowal
    • Gość: awas polskie nauki puszczańskie IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:03
      Trzeba nadmienić, że nauka uprawiana w Polsce została
      wyodrębniona od nauki sensu stricto
      jako tzw. Nauka polska która jest kompatibilna nie z nauka
      światową lecz z nauką białoruską, ukraińską , rosyjską – nauk
      powstałych po rozpadzie jedynie słusznej nauki radzieckiej
      również wyodrębnionej jako osobna kategoria od nauki sensu
      stricto.
      Ostatnio istnieją starania o utworzenie Fundacji na rzecz
      Bydgoskiej Nauki. Należy oczekiwać na dalsze Fundacje - na rzecz
      nauki Częstochowskiej, Końskowolskiej, Nauki Swietorzyskiej,
      Sudeckiej a przede wszystkim Tucholskiej i Białowieskiej itpd.
      Niemal wszyscy przecież wiedzą, że NAUKA POSZŁA W LAS, więc
      tam tej nauki jest najwięcej. Trzeba ja tylko odszukać i
      wylansować. Z czym bowiem wejdziemy do Unii. Trzeba promować
      nasze specjalności, nie tylko oscypek. Różne lokalne i
      puszczańskie nauki też by można opatentować, bo inaczej wchłonie
      nas nauka sensu stricto i co wtedy zrobimy ?.
    • Gość: Saul nepotyzm tylko i wyłącznie IP: *.chello.pl 19.09.03, 20:16
      Na polskich uczelniach brak jest jakichkolwiek obiektywnych
      kryteriów przyjmowania na dzienne studia doktoranckie, w
      szczególności na wydziałach, na których doktorat przekłada sie
      na jakie takie zarobki (np. prawo). Decyduje wyłącznie układ.

      Dla przykładu w Holandii są poza wszystkim pisemne egzaminy
      które weryfikują wiedzę i ew. dorobek kandydata.

      Ale co się dziwić skoro promotorami na polskich uniwersytetach
      są często ludzie o doobku naukowym, który polegał na budowaniu
      marksizmu do 1989 roku i budowaniu fortuny po 1989.

      Np. taki ja dowiedziałem się kończąc studia od bardzo słynnej
      kierownik zakładu, że w danym roku nie będzie naboru na studia
      doktoranckie w zakładzie a poza tym ze średnią 4,5 nie miałbym
      szans. Dwa miesiące później na studia doktoranckie do zakładu
      przyjęto koleżankę ze średnią 4,1.

      C'est la vie
      • Gość: jants w Polsce nauka IP: *.ibch.poznan.pl 19.09.03, 22:40
        mozna szybko uzdrowic polskie srodowisko - nalezy zrezygnowac z
        tytulow, nadawania nominacji przez sejm i innych namaszczen a
        zostawic tylko place i - wzorem USA - profesor jako pozycje
        zawodwa a nie tytul az po zycie pozagrobowe. Bardzo ciekawa moga
        byc tez badania socjologiczne i psychologiczne w srodowiskach
        naukowych w Polsce. Jan
        • Gość: jw FRUSTRACI I NIEUDACZNICY? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.09.03, 11:44
          Nie czuje się ani frustratem ani nieudacznikiem. Takiej kariery jak niektórzy
          rektorzy , dziekani czy profesorowie UJ , PAN ( i nie tylko UJ czy PAN) nigdy
          nie chialem zrobic i to mi się udało. Nigdy nie chialem byc takim nie-
          frustratem i takim nie-nieudanicznikiem, który nie widzi co sie wokół niego
          dzieje i widzieć nie chce. Stąd też to co robie publikuje na stronie www.geo-
          jwieczorek.ans.pl a co widze na stronie www.jwieczorek.ans.pl i
          www.naukowcy.republika.pl
          Ilośc pieniedzy uzyskanych na 'badania' nie jest dla mnie miara sukcesu ( sam
          nie otrzymuje żadnych a mimo to badam i publikuję i tego nie ukrywam) ani też
          mozliwość wyjazdow na konferencje ( na wczasy rozdzinne na okolicznośc
          sympozjow) tak jak to czyni niemala liczbna nie-frustratow i nie -
          nieudacznikow których na takich wczasach na koszt podatnika (miara sukcesu)
          czasem spotykam.
          Mozliwość robienia takiej 'kariery' jest dla mnie nie do przyjęcia. Ujawniam
          zatem przekręty i podobnie jak inni 'nieudacznicy' i 'frustraci' piszący to co
          jest tak naprawde w nauce i edukacji w Polsce jestem objety ostracyzmem
          srodowisk karierowych (w tym wybitnych 'autorytetow' moralnych i naukowcych) .
          Nie zapisuje na swoje konto osiągnięc innych stad głeboko współczuję
          najwyższym parametrycznie' profesorom' , ktorzy tak czynią z moją
          dzialalnością i cieszą się uznaniem innych nie-frustratow i nie-
          nieudacznikow.itd itp. Mam jasność, że mogłbym zrobic wielokrotnie więcej ale
          srodowisko 'naukowe' 'edukacyjne' Polski tego nie chce.
          Nie znam takich co przestrzegaja zasad etycznych, dobrych obyczajów, kodeksów
          wartości i utrzymali się jeszcze na etatach w placowkach naukowych czy
          edukacyjnych w Polsce. Chetnie bym takich poznał. Kontakt: jwieczorek@ans.pl

        • Gość: jw FRUSTRACI I NIEUDACZNICY ? IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.09.03, 11:46
          Nie czuje się ani frustratem ani nieudacznikiem. Takiej kariery jak niektórzy
          rektorzy , dziekani czy profesorowie UJ , PAN ( i nie tylko UJ czy PAN) nigdy
          nie chialem zrobic i to mi się udało. Nigdy nie chialem byc takim nie-
          frustratem i takim nie-nieudanicznikiem, który nie widzi co sie wokół niego
          dzieje i widzieć nie chce. Stąd też to co robie publikuje na stronie www.geo-
          jwieczorek.ans.pl a co widze na stronie www.jwieczorek.ans.pl i
          www.naukowcy.republika.pl
          Ilośc pieniedzy uzyskanych na 'badania' nie jest dla mnie miara sukcesu ( sam
          nie otrzymuje żadnych a mimo to badam i publikuję i tego nie ukrywam) ani też
          mozliwość wyjazdow na konferencje ( na wczasy rozdzinne na okolicznośc
          sympozjow) tak jak to czyni niemala liczbna nie-frustratow i nie -
          nieudacznikow których na takich wczasach na koszt podatnika (miara sukcesu)
          czasem spotykam.
          Mozliwość robienia takiej 'kariery' jest dla mnie nie do przyjęcia. Ujawniam
          zatem przekręty i podobnie jak inni 'nieudacznicy' i 'frustraci' piszący to co
          jest tak naprawde w nauce i edukacji w Polsce jestem objety ostracyzmem
          srodowisk karierowych (w tym wybitnych 'autorytetow' moralnych i naukowcych) .
          Nie zapisuje na swoje konto osiągnięc innych stad głeboko współczuję
          najwyższym parametrycznie' profesorom' , ktorzy tak czynią z moją
          dzialalnością i cieszą się uznaniem innych nie-frustratow i nie-
          nieudacznikow.itd itp. Mam jasność, że mogłbym zrobic wielokrotnie więcej ale
          srodowisko 'naukowe' 'edukacyjne' Polski tego nie chce.
          Nie znam takich co przestrzegaja zasad etycznych, dobrych obyczajów, kodeksów
          wartości i utrzymali się jeszcze na etatach w placowkach naukowych czy
          edukacyjnych w Polsce. Chetnie bym takich poznał. Kontakt: jwieczorek@ans.pl

    • Gość: jacek Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? IP: *.cs.ubc.ca 19.09.03, 20:59
      Ja przez rok pracowalem jako asystent na polskiej uczelni, od
      ponad roku jestem na studiach doktoranckich w Kanadzie i moja
      sytuacja finansowa jest bez porownania lepsza niz w Polsce,
      pomijajac juz podstawowy fakt, ze w Polsce bylem zawalony masa
      cwiczen i laboratoriow, tak ze nie bardzo zostawal juz czas na
      jaka kolwiek prace naukowa.
      W Kanadzie stac mnie na wynajecie samodzielnego mieszkania, jazde
      na nartach i inne rozrywki (gozej ze znalezieniem czasu), w
      Warszawie np, z 1000zlotowym stypendium, musialbym sie udac na
      jakas diete, aby wyzyc...

      Nie ekscytowalbym sie tez specjalnie 1-krotnie wieksza liczba
      doktorantow, niz 10 lat temu. Ilu z nich jest na zaocznych
      studiach doktoranckich (?!), ilu z nich musi dodatkowo pracowac?
      To musi sie odbijac na jakosci ich studiow.

      Wedlug mnie poziom naszej edukacji nieustannie zjezdza w dol, ze
      nie wspomne juz o poziomie moralnym (sciaganie, plagiaty,
      dyskusje czy kupienie pracy magisterskiej jest legalne czy nie!).

      Jacek
    • Gość: Pol A. Royd nie można IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.09.03, 22:35
      Parafrazując znane powiedzenie, można powiedzieć,
      że różnica między nauką a nauką polską
      jest taka, jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym.

      Gerontokracja, mili państwo. Zagony fikcji ciągnące się
      hen, aż poza horyzont. Układy, kliki, klany.
      Dzielenie pieniędzy między swoich...

      Morze plagiatów. Idźcie do bibliotek. Wyciągnijcie
      prace magisterskie, doktoranckie. Popatrzcie.
      Plagiat plagiatem pogania. To jest polska "nauka".

      A 20 doktoratów u wspomnianego w artykule promotora?
      Chore. Niemożliwe do ogarnięcia. No, chyba że
      ci doktoranci są tylko wysoko wykwalifikowaną
      siłą roboczą do obsługi laboratorium.
      Proszę się jednak nie łudzić, że można sensownie
      prowadzić 20 doktoratów równolegle.

      Na obecnym poziomie płac nie da się oszczędzać
      na mieszkanie i inne dobra. Człowiek jest skazany
      na wegetację. Przeżywają nieliczni - nie ci mocni naukowo,
      ale ci z solidnym zapleczem materialnym w postaci
      pieniędzy pochodzących z innych źródeł, choćby
      od rodziców.

      Poza tym feudalna struktura i masa innych problemów.
      Bardzo mętna woda i lokalne grupy trzymające władzę.
    • michal25arizona Re: Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce? 19.09.03, 22:58
      No ciesze sie, ze ten temat zostal poruszony na lamach GW. Z
      moich wlasnych doswiadczen wiem co nieco o polskiej nauce. Po
      skonczeniu studiow magisterskich na UMK w Toruniu (wydzial
      chemii) podjalem tam studia doktoranckie. Niestety, z wlasnej
      oczywiscie winy, troszke kiepsko mi poszlo na egzaminie wstepnym
      no i nie dostalem stypendium. To nie przeszkadzalo mi zbytnio,
      poniewaz moi rodzice powiexzieli ze beda mnie sponsorowac. No i
      zaczalem. Bylem w grupie pewnego profesora, ktory bardzo ladnie
      mowil o chemii. No i myslalem, ze tak samo ladnie bedzie u niego
      w labie. No coz. Okazalo sie, ze nie bylo kasy na najprostsze
      odczynniki, wlasnorecznie musialem przerabiac sprzet z lat
      siedemdziesiatych zeby mozna go bylo podpiac pod komputer, a po
      dwoch tygodniach przeszukiwania literatury znalazlem cos, co
      mojego szefa bardzo zdziwilo. Otoz pewne dosc dobre
      czasopismo "Advanced materials" wydrukowalo w 1997 roku artykul
      noblisty Alana Heegera o materialach kompozytowych wykonanych z
      polimerow przewodzacych. No i te materialy, jak sie z nich
      zrobilo diode swiecily na bialo. No a cale zabiegi mojego
      owczesnego szefa polegaly na tym, ze pracowal on nad materialami
      polimerowymi, ktore beda mogly swiecic na bialo. Jak mu
      pokazalem ten artykul, to byl nieco zdziwiony (to bylo jakies 4
      lata po opublikowaniu tegoz artykulu). No coz...
      Idac dalej... Pewnego razu odbylo sie na pewnym uniwersytecie,
      na ktorym mam kontakty szkolenie dotyczace obslugi dosc
      wyjatkowego jak na warunki polskie urzadzenia. Szkolenie bylo
      prowadzone przez pana Mike'a carry'ego, doktoranta noblisty
      (prof. Porter). Propblem polegal na tym, ze mialem w tym dniu
      egzamin z NMR no i musialem wybrac, egzamin albo szkolenie.
      Oczywiscie wybralem szkolenie. No i potem kiedy wydzial chemii
      dostal jedno dodatkowe stypendium dla doktoranta to ja go nie
      dostalem, bo nie przystapilem do egzaminu, na ktorego zdanie
      formalnie i tak mialem 4 lata.....
      Aj. Potem jeszcze dostalem 6 tysiecy grantu z uniwerku no i
      polowe tego moj szef p[rzeznaczyl dla jego adiunkta, ktory
      zajmowal sie rzeczami, ktore byly na topie kiepskich czasopism
      naukowych w latach siedemdziesiatych.
      Niewazne. To juz bylo. Pewnego razu pomyslalem sobie ze wyjade.
      No i wyjechalem. Teraz jestem doktorantem na GeorgiaTech w
      Atlancie w swietnej grupie badawczej (w sumie to jestem w dwoch
      grupach). Moi szefowie publikuja sobie w Nature, JACSie, i
      Science. I wiecie co ?? Jestem szczesliwy. Drazni mnie tylko jak
      mi niektorzy wytykaja, ze jestem cos winny Polsce i powinienem
      tam wrocic itd... Tego nie znosze. A wrocic chyba nie ma po co.
      Bo jak przyjade to bede "TEN CO TO DO STANOW MUSIAL JECHAC ZEBY
      DOKTORAT ROBIC...." i pewnie bede gnojony (znam kilka takich
      przypadkow). Takze mam nadzieje, ze pobede jeszcze dluuuugi czs
      za kaluza.
      POzdrawiam z Atlanty