Matriarchat cd.

26.10.03, 06:23
Witam

Widzę że dyskusja na wątku o matriarchacie zanikła pomimo tego, że mooncake
dostarczył ciekawych informacji o żyjącym w Chinach ludzie Mosuo, uważanym
za przykład społeczności matriarchalnej. Wprawdzie nie brałem udziału w
tamtej dyskusji, chociaż ją zainicjowałem, ponieważ nie czuję się zbyt
kompetentny w tych sprawach, ale śledziłem ją z zainteresowaniem. Miałbym
może tylko dwa zastrzeżenia. Moim zdaniem trochę za dużo było w niej
ideologii (na przykład: naturalna w przyrodzie jest dominacja samic, samce
nigdy nie dominują, a społeczeństwa matriarchalne są szczęśliwsze od
patriarchalnych) oraz sporów o definicje, które przecież nigdy nie były zbyt
twórcze. Ale poza takimi drobnymi potknięciami dyskusja była naprawdę
interesująca. Chcieliście jednak przykładów historycznych społeczeństw
matriarchalnych, no więc macie przykład ludu Mosuo. Co o tym sądzicie?

Pozdrawiam

PS. Moich powyższych uwag o ideologii nie traktujcie jako akceptacji dla
patriarchatu. Jestem zwolennikiem równouprawnienia płci, ale sądzę, że próby
poniżania jednej ze stron niezbyt mu służą.
    • Gość: ANka Re: Matriarchat cd. IP: *.ifn-magdeburg.de 27.10.03, 10:13
      Tak to ciekawa dyskusja. Np ciekawe jest twierdzenie, ze plec meska i zenska
      kieruja sie innymi strategiami.. A ja za niejaka Emily powiem tak. Cywilizacje
      cywilizacjami.. Jest jedna rzecz. W stadach- np jeleni owszem najsilniejszy
      jelen wygrywa w walce o haremik samiczek.. Ale jaki jest interes samiczek?
      Przekazanie swoich genow, odchowanie bezpieczne potomstwa. Kto moze o to
      bezpieczenstwo zadbac jesli nie najsilniejszy samczyk? A wiec interes
      przecietnej lani jest jak najbardziej spelniony. Interes przecietnego samca-
      jelenia? Otoz przecietny samiec jelen nie moze przekazac swoich genow - z
      prostego powodu - bo jest przecietny.
      A wiec jest jakby dominacja przecietnej samicy nad przecietnym samcem..
      Inaczej wyglada syt. jednostki.. Otoz tego nieprzecietnego samca, ktory z racji
      na swoj fenotym gwarantuje lepsze bezpieczenstwo potomstwu, wieksza sile, itd..
      A to jest ciekawe spostrzezenie bo wynika stad,ze jako spoleczenstwo jestesmy
      jak najbardziej naturalni.. W spoleczenstwach ludzkich wlasnie taki model
      haremowy byl czestym przypadkiem. Ale uwaga.. Ten model jak najbardziej
      zabezpiecza interesy przecietnej samiczki. A teraz druga wersja. Funkcjonowanie
      tego modelu sprawdza sie tam, gdzie cechy samca- wyjatkowego sa przydatne. Gdy
      nie ma duzych drapieznikow zapewne samiczki znajduja inne wazne cechy, ktore sa
      niezbedne dla ojca ich potomstwa.. I wowczas inny model spoleczny sie sprawdza.
      Nie jestem historykiem ale zapewne i na ludzi te same prawa przyrody dzialaja...
      A teraz drobna uwaga. Nie jestem za tworzeniem sztucznych miejsc pracy dla
      kobiet. TE kobiety, ktore sa dobre same te miejsca sobie znajda.. Grunt aby
      doceniac faktyczne wartosci i potrzeby np firmy.. Kazdy pracowdawca, jesli go
      nie przytlumia jakis meski szowinizm czy egoizm, lub babska zazdrosc czy
      rywalizacja wie co dla niego jest najlepsze. Kobieta, ktora przy dzieciach, np
      potrafi sie zorganizowac, to b. cenny pracownik. Jezeli ma juz dzieci to ma tez
      swiadomosc, ze pewnego dnia jej dzieci opuszcza dom i bedzie tez chciala
      realizowac i spelniac sie zawodowo. Taka osoba z moich doswiadczen wie czego
      chce w zyciu. A praca stanowi dla niej b. duza wartosc. NIe jest tylko
      narzedziem imponowania np samiczce co sie czesto samcom zdarza.. Dlatego
      tworzenie sztucznych struktur nie ma sensu.. Podlegamy tym samym prawom, bo
      przyroda dla wszystkich jest jedna..
      Niemniej chetnie poczytam o tych roznych modelach cywilizacyjnych znanych z
      historii.
      Tez pozdrawiam
      ANka
      PS- cel obu plci jest generalnie jeden - przekazanie swoich genow ale i szansa
      na przetrwanie calego gatunku.. Warto o tym pamietac..
      • rycho7 neokonserwatywne przemilczenia 27.10.03, 10:55
        Zgadazam sie z tym co napisala ANka. Troche moj sukces znalezienia bratniej
        duszy obnizylo to, ze spojrzalem na jej IP. Magdeburg, Niemcy, no coz to
        oczywiste, ze mysli ona zupelnie inaczej niz ci za Odra. Ja tez jestem z tej
        strony Odry i troszke inaczej mysle.

        Alex.4 podal w poprzednim watku bardzo ciekawe odeslanie do artykulu
        amerykanskiego uczonego czy jakos tam. Byly tam rewelacyjne przyczynki do
        matriarchatu. Poniewaz artykul byl pisany raczej z pozycji neokonserwatywnych
        wiec wszystkie wnioski oczywiscie szly w jedynie "slusznym" kierunku i nie
        umozliwialy istnienia matriarchatu.

        Tamten artykul pokazywal sile i bezwzglednosc pewnych zasad obowiazujacych w
        ludzkim spoleczenstwie. Mianowicie samiec alfa byl odpowiedzialny za
        dostarczanie stadu miesa. Polowanie bylo zajeciem wyskokiego ryzyka. Totez
        zyski z tego ryzyka musialy byc duze. Roznie to bylo z samcami ale samice
        dostawaly miecha do syta. Zyskiem dla samca alfa bylo to, ze samice chetniej
        uprawialy z alfa seks. One nie byly wlasnoscia alfy i nie musialy spelniac
        obowiazkow malzenskich. Alfa zostajac gwalcicielem prawdopodobnie szybko
        przestalby byc alfa na rzecz bety. Konkurencja dzialala. W czasie orgazmu
        wytwarza sie ponoc substancja podobna do heroiny. Bodziec jest wiec potezny.
        Warto sie potrudzic aby to osiagnac. Ale trudzic musial sie jedynie samiec
        polujac w grupie pod dowodztwem alfy. Samice dostawaly wszystko za darmo - za
        seks. Natura stworzyla w ten sposob "perpetum mobile". Kobiety mialy pieniadz
        nie zuzywajacy sie. Genialne rozwiazanie. Moze to jest odpowiedz na pytanie po
        co ludzie maja orgazm a kobiety sa stale (co miesiac) zdolne do zaplodnienia. U
        innych wielkich drapieznikow samiec jest dopuszczany raz na dwa lata. Bardzo
        slabo wiec wypelnia swe spoleczne obowiazki ojcowskie. Tak na prawde jedynie u
        czlowieka samce sa pozadanaymi czlonkami spolecznosci a nie zagrozeniem. To
        bardzo duzy postep biologiczny i baza do badan matriarchatu. Bo ten artykul
        wrecz wykazuje istnienie matriarchatu. Ale neokonserwatywnie to przemilcza.

        Pozdrawiam
        • Gość: ANka Z bratnia dusza to nie wiem IP: *.ifn-magdeburg.de 27.10.03, 11:43
          ale slyszalam cos o prowokacji..Jak to ktos powiedzial b. ladnie w bajeczce,
          ktora ogladaja wlasnie moje dzieci (niekonserwatywnej) zawsze znajdzie sie jakas
          wieksza ryba. Nawet na hackerow jest drugi hacker w dodatku nie umotywowany
          finansowo. Ktos mi taka bajke opowiadal- specjalna dla blondynek.. Male myszki
          moga wiec spac spokojnie. A teraz troszke inaczej. Nie dyskutujemy tu wplywu
          determinizmu geograficznego na myslenie- ani jak mniemam wplywu fazy ksiezyca w
          momencie urodzenia na swiatopoglad.. W tej dziedzinie chetnie sie wypowiem ale
          zwroce uwage, ze nie ma Pan ZADNYCH podstaw to wyciagania wniosku o
          determinizmie na podst. mojej osoby. Poniewaz - po prostu NIC Pan o mnie nie
          wie. Ani o tym gdzie mieszkam czesciej i co jest dla mnie wazne.
          Co do duzych drapieznikow- Zyja tylko dzieki malym a tak naprawde dzieki
          organizmom czerpiacym energie ze slonca i tylko w jakims znikomym procencie z
          tych, ktore ja czerpia z rozkladu materii. RAdze o tym pamietac.
          Dziekuje, ze sie Pan zgadza.. Choc nie jestem pewna z czym i w ktorym momencie..
          endorfiny to nie heroina. Ostroznie z czekolada.
          O ile mi wiadomo to ilosc zarcia przynoszona ´za ten seks´ nie byla ani
          imponujaca ani regularna. To zreszta sam Pan mowil (chyba ze to nie to chcial
          Pan powiedziec). Legendy o wielkich mysliwych mozna miedzy bajki wlozyc. Ja
          stawiam na legende o bezpieczenstwie i tym co je gwarantuje w pewnych b.
          okreslonych przypadkach.. Na codzien liczy sie jednak drobne zarcie- kobiece.
          Ach i jeszcze sa kwiatki i takie tam. Stad nawet wielkie drapiezniki maja swoje
          preferencje.. Kobiety nie sa co miesiac zdolne do zaplodnienia. Bo z zadka ale
          bywaja jednak brzemienne. Przyroda ma wiec swoje prawa. Z punktu widzenia samca
          zbyt regularne ataki na kobiety w celach prokreacyjnych moga prowadzic w efekcie
          do niezbyt wydajnej opieki nad jego wlasnym w koncu potomstwem (z przyczyn
          technicznych). A wiec znow interes jest zbiezny...
          I jezeli znow Pan wyroznia samce (chocby na niekorzysc) to prosze chocby wziasc
          pod uwage, ze istnieja hodowcy zwierzat. Prosze ich zapytac czemu od samca-
          bedacego tzw sire dla przyszlego potomstwa wymaga sie tak wiele jesli chodzi o
          genotyp i fenotyp. Moze wyjasnia cos zootechnicy.. Ale dodam jeszcze aby nie
          ´splaszczac´to wszystko ma znaczenie tylko tam gdzie chcemy ´przyspieszyc´
          ewolucje. Natura bywa jednak ostrozniejsza.
          Ach i prosze nie zapominac o - ptaszkach, a takze innych kregowcach u ktorych
          samce opiekuja sie b. wydajnie swoim potomstwem.
          Alfa w stadzie nie jest nie tylko gwalcicielem ale w jego interesie jest dbanie
          o spokoj i brak konfliktow. Czy mowimy o tym samym? Oczywiscie jest to funkcja a
          zawod zaufania czlonkow stada prowadzi niestety nie tyle do obnizenia hierarchii
          co brzydko mowiac do smierci lub wygnania.. Przyroda jest wiec bardziej
          drapiezna niz nam sie czasem wydaje.
          • rycho7 Re: Z bratnia dusza to nie wiem 12.11.03, 10:00
            Gość portalu: ANka napisał(a):

            > zwroce uwage, ze nie ma Pan ZADNYCH podstaw to wyciagania wniosku o
            > determinizmie na podst. mojej osoby. Poniewaz - po prostu NIC Pan o mnie nie
            > wie. Ani o tym gdzie mieszkam czesciej i co jest dla mnie wazne.

            Slowo nic jest w tym przypadku znaczna przesada. Na takim poziomie nie
            zamierzam dyskutowac. Po prostu wiem tyle ile wiem i na tej podstawie wyciagam
            wnioski, ktorych nie oglaszam jaki rewelacji naukowych. Mam do tego prawo. A
            jezeli sie myle to czekam na kontrargumenty a nie na wykrety.

            > endorfiny to nie heroina. Ostroznie z czekolada.

            Podobienstwo to nie tozsamosc. A pisalem o podobienstwie.

            > O ile mi wiadomo to ilosc zarcia przynoszona ´za ten seks´ nie byla ani
            > imponujaca ani regularna. To zreszta sam Pan mowil (chyba ze to nie to chcial
            > Pan powiedziec). Legendy o wielkich mysliwych mozna miedzy bajki wlozyc.

            To jest cala roznica pomiedzy miesozernym Neandertalczykiem a wszystkozernym
            Homo sapiens. Legendy o wielkich mysliwych w czasach mamutow jednak mialy
            podstawy do powstania. Po wyginieciu mamutow skala sukcesow tez zmalala.

            > Na codzien liczy sie jednak drobne zarcie- kobiece.

            Homo sapiens osiagnal swe wyzyny dzieki matriarchatowi. A na pewno dzieki
            zbieractwu kobiet. Fakt.

            > Z punktu widzenia samca
            > zbyt regularne ataki na kobiety w celach prokreacyjnych moga prowadzic w
            efekci
            > e
            > do niezbyt wydajnej opieki nad jego wlasnym w koncu potomstwem (z przyczyn
            > technicznych). A wiec znow interes jest zbiezny...

            Glowna przyczyna techniczna byly okresy przebywania poza rodzina-stadem w celu
            polowania. Jak samiec mial byc skutecznym mysliwym to musial popracowac "na
            delegacji". A przyslowie "co rok prorok" nie powstalo tak sobie.

            > I jezeli znow Pan wyroznia samce (chocby na niekorzysc) to prosze chocby
            wziasc
            > pod uwage, ze istnieja hodowcy zwierzat.

            Rozumiem Bog Wszechmogacy 35 tysiecy lat temu. Homo sapiens jako wynik hodowli.

            > Natura bywa jednak ostrozniejsza.

            Wrocmy wiec do naszych baranow.

            > Ach i prosze nie zapominac o - ptaszkach, a takze innych kregowcach u ktorych
            > samce opiekuja sie b. wydajnie swoim potomstwem.

            Nigdy nie zapominam o modliszce. A analizujemy stosunki wsrod wielkich
            drapieznikow u ssakow. To ewolucyjnie dosc bliskie czlowiekowi. Agresywnosc
            wirusow niewiele wyjasnia zachowania ludzi.

            > Alfa w stadzie nie jest nie tylko gwalcicielem ale w jego interesie jest
            dbanie
            > o spokoj i brak konfliktow.

            Dokladnie o tym pisalem. Alfa nie byl absolutnym panem i wladca. Byl
            niewolnikiem ukladow spolecznych. Byl "wladca" jedynie na podstawie spolecznego
            konsensusu.
            • Gość: ANka Nie chcialam urazic. IP: *.ifn-magdeburg.de 12.11.03, 19:10
              Nie lubie byc klasyfikowana na podst. tak niewiele znaczacych informacji jak IP.
              To wszystko.
              Jezeli mowimy o dominacji jednej plci nad druga w kwestii moznosci przekazania
              genow- bo ku temu to widze zmierza, to faktycznie samiczki statystycznie mialy
              przewage w opisanym ´systemie spolecznym´. Tak jak napisalam do doku- przewage
              uzyskuje tu JEDEN osobnik alfa, nad WIELOMA samcami nizszymi w hierarchii, ktore
              czesto nawet (jak w wymienianych stadach jeleni) maja niewielkie szanse na
              posiadanie potomstwa wogole... W stadzie z silnym i zdrowym alfa (u malp)
              pratkycznie wszystkie samice maja szanse na potomstwo, a te nizsze w hierarchii
              (ktos robil kiedys takie badania) sa nawet atrakcyjniejsze.. Ale idac tym tokiem
              trzeba pamietac, ze oprocz przekazania genow w akcie kopulacji mowimy o szansie
              wychowania potomstwa, a tu obie strony odnosza rowna korzysc, ztymze mamy do
              czynienia z jednym samcem i wieloma samicami (statystycznie wygrywaja samice).
              Samce bija sie same- samice krzyzuja swoje geny z tym ktory jest naj (silniejszy
              - a wiec b. predestynowany do OBRONY STADA (nie opieki nad potomstwem - ale np
              odstraszania drapieznikow- lanie poza karmieniem tez potomstwem sie nie opiekuja
              !), sprytniejszy w zdobywaniu pozywienia itd). I choc same nie wybieraja - ich
              interesy sa jak najbardziej realizowane.
              Sukces rozrodczy samca jest tylko malym fragmentem sukcesu rozrodczego na
              wieksza skale i b. rozciagnietego w czasie - samic.
              Wszystko teraz zalezy od tego czy matriarchatem nazwiemy podobna strategie
              przekazywania genow jak w przypadku samcow- u samic alfa (co faktycznie i w
              przyrodzie jest zadsze)- dlatego mowilam o tych hodowcach (oni tez obserwuja
              przez pokolenia) czy tez faktyczny sukces rozrodczy statystycznej samicy.
              Poniewaz takie struktury spoleczne - a la jeden dominant (vel. tyran ) i harem
              sprawdzaly sie w wypadku, b. silnych zagrozen z zewnatrz ale paradoksalnie
              wzglednie stabilnych a nie np spowodowanych gwaltownymi zmianami zrodel tych
              zagrozen - najprawdopodobniej nasze spoleczenstwa ewoluowaly- (biologicznie :) w
              kierunku formy malzenstw ( z ograniczona mozliwoscia dobierania nowych genow we
              wzglednie stalych ukladach partnerskich). W tych ukladach faktycznie w populacji
              mozliwych kombinacji genow jest wiecej - ale jest to ( w interesie zarowno
              mezczyzn jak i kobiet) podyktowane zapotrzebowaniem na taka roznorodnosc z racji
              na b. szybko zmieniajacy sie swiat biologiczny w ktorym zyjemy. Szybka dominacja
              genow jednego (´najlepszego dla danych warunkow biologicznych) alfy w populacji
              pozwala na uksztaltowanie sie rasy o okreslonych cechach i najlepiej
              przystosowanych wlasnie do tych - specyficznych warunkow- proste (znow w
              interesie obu plci jednakowo). Trudno jednak naprawde analizowac dzis czy w
              naszych spoleczenstwach - nawet tych w ktorych partnerow jeszcze dobieraja
              rodzice nie ma np wiekszego wplywu wlasnie matka.. Kto zaneguje przemozny wplyw
              tesciowych na np wychowanie dzieci- a przeciez jest on tak stary jak swiat :)).I
              na dluzsza mete to wlasnie to wychowanie ma wplyw na dobor partnerow- jesli nie
              bezposrednio- przez dzieci to przez wnuki...
              Tak wiec sprawa jest zlozona- nalezaloby zgodnie z tym co mowi doku -
              zdefiniowac co mozna rozumiec przez matriarchat dzis.
              Ale nawet jesli w sensie definicji historykow nie bylo go w przeszlosci to mozna
              dodac, ze jezeli ta definicja mialaby zawierac aspekt sukcesu rozrodczego, czy
              dziedziczenia, to nie da sie ukryc pewnej, subtelnej dominacji kobiet nawet w
              patriarchacie.
              To w kwestiach ´walki plci´ ktora Panowie lansuja..
              Reszta rozbija sie o okreslenie wlasnie owych interesow w sukcesie rozrodczym..
              MOznaby zadac sobie pytanie- komu b. zalezalo na potomstwie- tureckiemu wladcy z
              jedna z naloznic czy tez owej naloznicy (nierzadko z biednej wioski) na
              posiadaniu potomstwa z poteznym wladca...:)
              Ale te rozwazania pozostawie juz Panom..
              Mysle, ze grunt aby nasz system spoleczny nadazal za warunkami przyrody.. i
              sadze, ze jesli nie chcemy wkrotce spolecznego usankcjonowania wspolzycia
              kazdego z kazdym i ´pingwinich´ przedszkoli byloby dobrze abysmy tak gwaltownie
              nie przeksztalcali swojego srodowiska, a jesli juz to wlasnie na rzecz jego
              wzglednej stabilizacji :(
              • rycho7 nie robmy z siebie jeleni 13.11.03, 15:14
                Wydaje mi sie, ze nasze dyskusje o matriarchacie zanadto zboczyly na poziom
                czysto biologiczny i przestaja uwzgledniac ludzkie spoleczenstwo. Ludzki samiec
                alfa nie zdobywa rogami pozycji tak jak jelen. Nawet w przenosni dokladnie
                odwrotnie sie to kojarzy. Matka natura o wiele lepiej to u ludzi zorganizowala.
                Pozycje wyznaczaly sukcesy lowieckie a wiec zajecie bardziej spolecznie
                uzyteczne niz rytual rykowiska. Samiec alfa aby byc skutecznym musial doskonale
                wspolpracowac z innymi doroslymi samcami w trakcie polowania. Nie mogl wiec
                ordynarnie walczyc z innymi samcami. Musial sie wykazac poza sila takze
                zdolnosciami intelektualnymi. Ponadto jako lepszy miedzy rownymi musial sie
                dzielic takze samicami. Nie robmy wiec z siebie jeleni. Nie na tym polegal
                sukces genetyczny Homo sapiens.

                Pisalem juz w innym watku matriarchalnym o wplywie ciala lemieszowatego na
                wybor partnera. Przyroda zdecydowala, ze wyboru dokonuje kobieta. Totez z alfa
                zawsze wygra przybleda z dalekich stron, bradiaga, swobodny ptak, ryzykant.
                Alfa bedac na lowach moze nawet nie zauwazyc kiedy wedrowcowi udzielono
                brzemiennej w skutki gosciny. Tak wiec o tak waznej dla zachowania gatunku
                sprawie jak dobor partnera do rozrodu nie decydowal patriarcha lecz natura
                zmyslami kobiet. Takze kobiety u Homo sapiens dostarczaly wiekszosc zywnosci
                istotniej dla zachowania gatunku. Wladza mezczyzn byla ograniczona do spraw
                mniej istotnych. Panowala byc moze calkiem wspolczesna zasada, ze mezczyzni
                rzadza swiatem a mezczyznami rzadza kobiety.

                Do dazenia do poprawnosci definicynej stracilem juz ochote. Jest to problem gry
                slow jak wykazaly spory w poprzednim watku. Pokonanego argumentami
                merytorycznymi przeciwnika nie da sie takze powstrzymac od zmiany definicji w
                obliczu kleski. Z wedrujacymi wydmami nie walcze. Bo i po co?
      • Gość: doku Nie tak działa selekcja naturalna u jeleni IP: *.chello.pl 28.10.03, 22:22
        Gość portalu: ANka napisał(a):

        > W stadach- np jeleni owszem najsilniejszy
        > jelen wygrywa w walce o haremik samiczek.. Ale jaki jest interes samiczek?
        > Przekazanie swoich genow, odchowanie bezpieczne potomstwa. Kto moze o to
        > bezpieczenstwo zadbac jesli nie najsilniejszy samczyk?

        Samce nie opiekują się potomstwem. Interes łani polega na tym, że jej syn
        odziedziczy geny po ojcu, które zapewnią mu własny harem. Geny takiej samicy
        wygrały dlatego, że miały o wiele więcej wnuków niż miałyby samice zapłodnione
        przez innego samca.

        Jeżeli chcesz właściwie stosować paradygmat ewolucjonizmu, musisz skupić się na
        przeszłości. To, jakie zwierzta są dzisiaj, zostało przesądzone tysiące pokoleń
        wcześniej. Geny samic, które popychały je do zdradzania właściciela haremu
        wymarły kiedyś dawno temu.
        • Gość: ANka Lanie nie maja zadnego zabezpieczenia IP: *.ifn-magdeburg.de 30.10.03, 15:32
          przed drapieznikami.. Tylko silny samiec potrafi stawic czola drapieznikom.
          Co do paradygmatow- nie musze ich stosowac. Ja zawsze oceniam i mysle.. Niestety
          takie a nie inne geny w populacji to nader czesto wynik waskiego gardla a
          niekoniecznie selekcji...
          Nic nie musze- ale dyskutuje chetnie :)))
          Nadal jest to interes samiczek.
          Mysle wlasnie i o przeszlosci i o przyszlosci.. Te samiczki pewno tez....
        • Gość: ANka Alez doku IP: *.ifn-magdeburg.de 12.11.03, 21:09
          Co ty rozumiesz przez sukces reprodukcyjny? I czy Twoim zdaniem jezeli jelen
          wygrywa w walce z innym jeleniem to dlatego, ze ten drugi przewidzial iz ten
          pierwszy jest bardziej plodny :)))
          NO to ciekawe podejscie, nie powiem..
          I masz na mysli wnuki jelonki, czy wnuki lanie? Bo tu tez wietrze spisek?
          Geny samicy wygraly, bo mieszaja sie z genami, samca, ktory z jakichs przyczyn
          wygral w walce.. W dodatku wcale nie musialy byc to geny samicy, ktora pod tym
          wzgledem (przekazywanej sily, imponujacej wielkosci) sie wyrozniala....
          U ptaszkow z pieknymi piorami jest jeszcze ciekawiej- byl na tyle sprawny i
          bystry, ze wyjatkowo rzucajace sie w oczy upierzenie nie przeszkodzilo mu w
          przezyciu i odnalezieniu partnerki.. (NO ale to ostatnie to troche spekulacje
          naukowcow).
          Widze, ze b. nienawidzisz zdrady.. Rozumiem Cie ale biologicznie jest odrobine
          inaczej. Geny samic, ktore zdradzaly, mialy okazje miec potmostwo z innym
          wybitnym samcem nie tylko przetrwaly, niezaleznie od warunkow (wiecej wariantow
          fenotypowych- choc jeden z nich mogl sie okazac lepiej przystosowany do
          srodowiska), ale w sprzyjajacych warunkach mogly korzystac z ´opieki´ a raczej
          odstraszajacej dla drapieznikow funkcji obu samcow...
          Przepraszam- Ty chyba to wiesz, tylko nie chcesz sie przyznac :) (I to tez
          rozumiem..) Na szczescie nasz model to nie jest juz model stadny, a zycie w
          parach - stalych ma swoje uzasadnienie..
          Ale o tym moze kiedy indziej..
    • Gość: doku Trzeba pamiętać, że słowo matriarchat powstało ... IP: *.chello.pl 28.10.03, 22:31
      ... jako nazwa mitycznego społeczeństwa pierwotnego, które jak sie później
      okazało, nigdy nie istniało. Jednak słowo raz użyte zaczęło życ własnym życiem.
      Teraz nie wiadomo co znaczy. Czy matrylinearność, czy jeszcze coś innego? Może
      matriarchatem nazwiemy tych Tybetańczyków, którzy żyją w związkach
      poliandrycznych? Cóż z tego że jakichś Chińczyków nazwiemy "matriarchatem" -
      przecież to zupełnie coś innego niż mityczna wspólnota pierwotna. Równie dobrze
      można matriarchatem nazwać szkołę, w której uczą prawie same nauczycielki,
      gdzie dyrektorki są kobietami. Mógłbyś matriarchatem nazwać Wielką Brytanię pod
      rządami M. Tatcher, albo firmę, której właścicielem jest kobieta.

      Uważam, że pojęcie "matriarchat" powinno pozostać pojęciem z dziedziny
      mitologii.
      • Gość: ANka Jezeli to samo powiemy o patriarchacie IP: *.ifn-magdeburg.de 30.10.03, 15:36
        i zalozymy, ze nigdzie w zadnych spoleczenstwach i kulturach np arabskich nie ma
        miejsca naruszanie podst. praw jednostki plci zenskiej (mam namysli prawo np do
        uczciwego procesu) w momencie zalozmy pomowienia?
        Mysle ze dyskusja o istnieniu i nieistnieniu wyplynela tu z czegos zupelnie
        innego... Niezaleznie od tego czy matriarchat istnial, czy patriarchat istnial
        czy nadal istnieje warto chyba podyskutowac o tym jaki naprawde model spoleczny
        jest korzystny obecnie dla naszego gatunku, i czego nalezy unikac....
        • Gość: doku Jakie "to samo"? Patriarchat to mit? nt IP: *.chello.pl 30.10.03, 19:33
          • alex.4 Re: Jakie 'to samo'? Patriarchat to mit? nt 14.11.03, 19:18
            Duyskusja o matriarchacie/patriarchacie powinna sprowadzać się do oceny
            wiarygodności istnienia tego. Chyba wszyscy sie zgadzanmy, ze patriarchat jest
            zły i powinna być równość.
            Pytanie jakie jest tu najistotniejsze to czym włąściwie matriarchat ma być?
            Odwróceniem patriarchatu, jak sobie wyobrażano to w XIX w? W takim wypoadku on
            nie istniał.
            Matrylineralnością, poliandria? Poliandria dotyczy bardzoi specyficznego
            przypadku Tybetu. Powstanie tam jej jest wytłumaczalne bez odwoływania się do
            matriarchatu. Na pewno Tybet nie jest podstawą do twierdzenia, że matriarchat
            był jakimś pierwotnym sposobem na życie. Wręcz przeciwnie, społęczeństwa
            matrylineralne nie występują u bardzo prymitywnych społęczeństw. Znaczy się, że
            patriarchat był wcześniej i jest bardziej prymitywny...
            Ale matrylineralnośc to chyba za mało aby uzywać terminu matrioarchat. lepiej
            zostać przy terminie matrylineralność...
            Anatomia. Rycho nie zauważasz, że obie płcie mają swoje metody aby osiągnąć jak
            najwiekszy sukces. Nie miesząłbym tego z matriarchatem.
            Pozdr
            • rycho7 po co mam odpowiadac? 17.11.03, 14:20
              alex.4 napisał:

              > Anatomia. Rycho nie zauważasz, że obie płcie mają swoje metody aby osiągnąć
              jak
              > najwiekszy sukces. Nie miesząłbym tego z matriarchatem.

              Jak odpowiem to nazwiesz to demagogia. Wiec nazywaj sobie to przy moim zerowym
              wysilku.
Pełna wersja