Gość: Sec
IP: *.p-s-inter.net
21.05.04, 11:11
W sprawie lawiny zeznawał przewodnik tatrzański
Przed Sądem Okręgowym w Katowicach toczy się proces przeciwko opiekunowi
grupy licealistów z Tych, którzy 28 stycznia 2003 roku zostali zasypani
lawiną w drodze na Rysy. Mirosław Szumny, organizator wyprawy, oskarżony jest
o nieumyślne spowodowanie ich śmierci. Broni się, obwiniając TOPR, że nie
podwyższył stopnia zagrożenia lawinowego. Oficjalnie obowiązywał II stopień,
przy którym lawiny nie schodzą same. W środę w przed Sądem Okręgowym zeznawał
w Katowicach Władysław Cywiński, toprowiec i przewodnik tatrzański. Szumny
poszedł bez przewodnika, co prokurator uznał za jego główne przewinienie.
W rzeczywistości obecność przewodnika w grupie by zmieniła tylko tyle, że pod
lawiną mógł zginąc i przewodnik. Zmieniło by to tylko tyle, że ów przewodnik
był współodpowiedzialnym na równi z Szumnym. Jeśli kierujący jakąś wyprawą
narazi jej uczestników na niebezpieczeństwo i
dojdzie_do_wypadku_z_jego_ewidentnej_winy, to prokurator go oskarży i tu nie
ma ma tu absolutnie żadnego znaczenia, czy miał jakieś papiery, czy za swoje
usługi wziął jakieś pieniądze, czy tylko całusy uczestniczek, czy może z
własnej kieszeni do interesu dołożył...
Nawiasem mówiąc od 1 maja 2004 w zakres zadań przewodnika turystycznego nie
wchodzi zapewnienie opieki nad grupą (od tego jest opiekun czy kierownik
wycieczki); tu proponuję dokładnie przeczytać znowelizowaną ustawe "O
usługach turystycznych" (Ustawa z dnia 5 marca 2004 r. o zmianie ustawy o
usługach turystycznych oraz o zmianie ustawy - Kodeks wykroczeń (Dz.U. 2004
nr 62 poz. 576) gdzie stoi jak wół:
"Art. 20.
(...)
2. Do zadań przewodnika turystycznego należy oprowadzanie wycieczek oraz
fachowe udzielanie ich uczestnikom informacji o kraju, odwiedzanych
miejscowościach, obszarach i obiektach."
Powyższy zapis oznacza, że wg obowiązującego prawa nic ponad zadania
dydaktyczno-krajoznawcze formalnie nie należy do zadań przewodników
turystycznych. Także do przewodników górskich. Przestrzeganie zasad
bezpieczeństwa mieści się w zakresie przestrzegania obowiązującego prawa i
odpowiedzialność przewodników jest dokładnie taka sama jak każdego innego
obywatela RP, bez względu na posiadane kwalifikacje.
Zarzut prokuratora, że Szumny powinien wynająć przewodnika i z nim pojść na
Rysy, bo wtedy by nie naraził młodzieży na niebezpieczeństwo, uważam za
kłamliwą manipulację i wprowadzanie sądu w błąd. Po szlakach zagrożonych
zejściem lawin wycieczki nie powinny chodzić bez względu na podawany w
komunikatach stopień zagrożenia lawinowego niezależnie czy z przewodnikiem
czy bez niego. Takie powinny być zalecenia Ministra Edukacji Narodowej i
Sportu. Wina Szumnego tkwi nie w tym, że nie wynajął przewodnika, ale w tym,
że zaryzykował wejście z grupą młodzieży w teren szczególnie niebezpieczny.
Przepis na który powołuje się prokurator nie jest jasno sprecyzowany i w
ogóle nie zawiera definicji, czym jest w ujęciu tego przepisu wycieczka.
Zapis ten wyraźnie nie dotyczy grupy Szumnego. To nie była typowa wycieczka
komercyjna, a rodzaj treningu młodzieżowej grupy sportowej. W myśl tego
przepisu obecność przewodnika jest wymagana tylko wtedy, jeśli zajęcia
odbywają się poza wyznakowanymi szlakami turystycznymi. Grupa Szumnego
poruszała się po wyznakowanym szlaku turystycznym, za którego stan
bezpieczeństwa (dopuszenie do ruchu turystycznego lub ewentualne zamknięcie)
odpowiadają stosowne służby TPN i TOPR-u, zgodnie zasadami ostrzegania o
niebezpieczeństwach i oznakowania szlaków i tras górskich, określonymi w
Rozporządzeniu RM z 1987 r. załącznik nr 1. Patrz:
www.topr.com.pl/tablice/tabzb.jpg
Zdjęcie zrobione 2 dni po lawinie. Treść o zamknięciu szlaków powyżej
schronisk, została powieszona już po jej zejściu.
Co się tyczy grupy Szumnego dokładnie ujmuje to stosowny zapis w załączniku
nr 3 do Rozporządzenia RM z 1997 roku:
"§ 3. (...)
2. Treningi w terenach górskich, poza trasami narciarskimi i turystycznymi,
powinny odbywać się z udziałem górskiego przewodnika turystycznego."
Zajęcia prowadzone przez Szumnego nie odbywały się poza trasą turystyczną,
więc przewodnik był tu zbędny. I właśnie na tym polega problem prokuratora i
jego błędnej interpretacji przepisu na niekorzyść oskarżonego. Z godnie z
kodeksem postępowania karnego wszelkie wątpliwości muszą być rozstrzygane na
korzyść oskarżonego. Koniec, kropka. Prokurator może chce dobrze, ale
niestety wykazuje brak znajomości przepisów, ba nawet kodeksu postępowania
karnego, a może przede wszystkim wyobraźni o górach.