lpiatek
14.12.05, 10:02
Witam.
Ostatnio spotkało mnie "ciekawe przeżycie" w sklepiku z akcesoriami RTV i
elektronicznymi (jest tam też kantor) na oś "D", ul. Dąbrowskiego, wieżowiec
vis-a-vis nowej poczty głównej, na dole od strony ulicy. Chciałem kupić
wzmacniacz dopuszkowy do anteny więc wchodzę i mówię o co chodzi. Pan wyciąga
dwa kładzie na ladzie i mówi że to wszystko co ma. Cechą charakterysztyczną
wzmacniacza jest wielkość wzmocnienia, zadałem więc pytanie jakie one mają
wzmocnienie. I okazało się że to był mój błąd. Nie wyobrażacie sobie jakie
było jego oburzenie, że śmiem o to pytać. Pan wykrzyczał "co ja sobie myślę że
on będzie teraz szukał odpowiedzi na moje pytania i że on ma tutaj tysiące
rzeczy i nie bedzie tego pamiętał". Stanąłem jak wryty, zamurowało mnie
kompletnie i pomyślałem że facet jest po prostu chory. Nawet się nie
odzywałem, bo jeszcze bym oberwał, zresztą wtórował owemu Panu jego kompan,
więc było ich dwóch. Oczywiście nie omieszkał wspomnieć o dyscyplinie w wojsku
i komunistach. Mam 27 lat więc na komunistę chyba nie wyglądam.
Ciekawe przeżycie, może ktoś z was tez to z nim przećwiczy i podzieli się
odczuciami?