Czym sie kieruja przyszli radni?

24.10.06, 10:04
Przegladam listy wyborcze na radnych. Wielu znam, wielu nie. Ale sposrod tych
co znam jest garsc ludzi, ktorzy mnie zaskoczyli. Bo do tej pory nie
wiedzialem, ze staraja sie o stolek radnego. Do tej pory nie epatowali swoimi
pogladami, nie udzielali sie. Co wedlug was sklania ludzi do tej decyzji?
Pomijajac kwestie finansowe, bo przeciez wszystko co robimy nastawione jest na
zysk (bez ironi).
    • baszalotta Re: Czym sie kieruja przyszli radni? 24.10.06, 10:26
      no jak to co? misja i chęć służenia dla dobra ogółu! ;-)))
      • matams Re: Czym sie kieruja przyszli radni? 24.10.06, 10:30
        Tak, ale chodzi mi o ta druga grupe. Sposrod tych wszystkich z list sa ci,
        ktorzy cos zrobili dla spoleczenctwa albo maja dobre checi. Jest ta druga grupa,
        ktora...no wlasnie. Po co?
        • baszalotta Re: Czym sie kieruja przyszli radni? 24.10.06, 10:36
          ...która ma naprawdę dobre chęci, by społeczeństwo zrobiło coś dla niej :-)
          • baszalotta Re: Czym sie kieruja przyszli radni? 31.10.06, 22:28
            tak sobie właśnie przestudiowałam listy kandydatów: ot, widzę pana X. Znany mi
            skadinąd krzykacz, lubi być w centrum. Wszystko ok, niech sobie jest, ale
            pytanie brzmi: co robi poza tym?? Z mojej dotychczasowej wiedzy wynika, że
            próbował zmienić podręcznik do nauki jednego z przedmotów (nieważne jakiego)w
            klasie swojego dziecka (bynajmniej nie specjalista; branża zuuuuuupełnie inna),
            podkopać stołek pod dyrektorem nieustannymi donosami do kuratorium (miał inny -
            niekoniecznie dobry - pomysł na wykorzystanie szkolnych funduszy), tudzież
            jątrzeniem gdzie się da. Jednym słowem pospolity zadymiarz. Znajomość tego pana
            z zebrań rodziców (dzieci w jednej klasie) skutecznie zniechęca mnie do oddania
            nań głosu. Nie te metody...
            no, ale żeby nie było, widzę też nazwiska kompetentnych osób- znanych mi nie z
            pyskówek, działań "za plecami" i miałkich popisów, ale z konkretnych owoców
            działalności w swoim otoczeniu. I to napawa mnie otuchą- niech za rządy biorą
            się ludzie, którzy naprawdę się do tego nadają; może więc nie jest tak źle...?
            ;-)
            o kurcze, co ja robię!
            nakręcam się lokalno-politycznie i wyborczo robię sobie dobrze, wylewając tu
            wiadro czarnego PR na X-kandydata...
            nie wierzę własnemu monitorowi...
            I czyja to wina?
            :-)))
    • salo Re: Czym sie kieruja przyszli radni? 08.11.06, 15:21
      Politycy to altruiści, niczego nie chcą dla siebie, jak u poety: "Ja kocham
      cały naród! ... Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić, chcę nim cały świat zadziwić"

      Jednak póki co oni zadziwijają wyborców :(

    • luad "lanie" wyborczej "wody" 08.11.06, 16:11
      Wpadła mi ostatnio w rękę ulotka Pana B.T. z osiedla H.
      Przyznam szczerze, że tak uczciwej i merytorycznej ulotki dawno nie widziałem!
      Nie chodzi tu nawet o to czy się zgadzam z wszystkimi treściami w niej
      zawartymi, a także o to, że nie jest to nowa twarz na "rynku".
      Krew mnie zalewa jak czytam te wszystkie wyświechtane teksty osób, którzy piszą
      bzdury bez pokrycia typu: dokończenie szkół municypalnych, poprawa
      bezpieczeństwa, szybka kolej, budowa centrum!!! Ileż lat już musimy tego
      słuchać. Niestety często z ust osób, które podobne obietnice składały x
      kadencji temu.
      Podoba mi się to, że ktoś miał odwagę i pomysł żeby wyłożyć kawę na ławę i
      przedstawić swoją kandydaturę, moim zdaniem obiektywnie! Człowiek sprawia
      przynajmniej wrażenie (opis raczej skromnego stanu majątkowego), jakby
      rzeczywiście nie zależało mu wyłącznie na własnych korzyściach finansowych.

    • baszalotta do teresaborcz- odp. na post 08.11.06, 18:33
      powiem tak: nie mam pojęcia, czy pan o którym ja pisałam nie ma
      sukcesów w
      pracy, nie wiem też, czy w domu mu nie wychodzi. I nie obchodzi mnie
      to. To nie
      są moje sprawy i nie zajmuję sie nimi.
      Pochwalam zaangażowanie rodziców w pracę szkoły, sama patrzę
      nauczycielom na
      ręce: po pierwsze dlatego, że mam dziecko w wieku szkolnym, a po drugie
      dlatego, że wielu z moich studentów to przyszli nauczyciele.
      Powiadam wielu, bo
      zapewne nie wszyscy pójdą tą drogą, czemu się nawet nie dziwię.
      Nie znoszę jednak siejących bezzasadny zamęt krzykaczy. Opisany
      przeze mnie
      osobnik, jakiś czas temu prowadził paskudną agitację, podpytując
      nauczycieli na
      korytarzach szkolnych o pracę dyrektora i poziom ich zadowolenia z
      szefostwa,
      próbował manipulować opiniami rodziców, zjednywał sobie sojuszników
      w sposób
      bardzo niewybredny i mało elegancki. Dobrał się z inną panią
      "działaczką",
      która o wszystkim ma pojęcie jeszcze mniejsze, niż on sam, za to
      lubi pchać się
      na afisz i robić dużo szumu. Ludzie ci naprawdę odwalają paskudną
      robotę. Dać
      władzę w ich ręce to nic innego, jak rozbudowywać z uśmiechem krainę
      lepperiady
      i dziwić się potem, że owies rośnie tak wolno...
      Dyrektor szkoły z którym walczy pan X. (bo jego "działalność
      społeczna" opiera
      się głównie na tym) jest wg. mnie sprawnym zarządcą. To dobry ekonom.
      Dlatego podchody tego pana uważam za bardzo krzywdzące. Ale zdaję
      sobie sprawę,
      że nie każdy musi podzielać moje poglądy. Co nie znaczy, że będę patrzeć
      biernie, jak przeciwnik lansuje się na czyichś plecach. Nie ma we
      mnie zgody na
      to i basta!
      Jest jeszcze inny aspekt sprawy: nie znam się zbytnio na metodyce
      naczania
      matematyki. Czy wobec tego zasadnym jest, bym sugerowała
      nauczycielce zmianę
      ćwiczeń na inne wydawnictwo, roszcząc sobie do tego prawo tylko
      dlatego, że
      moja siostra jest nauczycielką, uczy kultury fizycznej, "więc się
      zna" i ten
      podręcznik odradza?
      Ludzie, nie dajmy się zwariować! Dzisiaj każdy jest ekspertem od
      oświaty,
      nieważne, czy pracownik banku, inżynier geodeta, czy handlarz mięsem...
      Nie tędy droga.

      no proszę, jaki nam się oświatowy wątek zrobił...
      a miało być o wyborach ;-))


Pełna wersja