misior1976
07.03.09, 00:15
"Mister Tychów" - wieżowiec przy ulicy Dąbrowskiego 5, oddany do użytku w 1970
roku. Pierwotnie zadbany obiekt, posiadający kiosk i automat telefoniczny.
Ponieważ kioskarka zwracała uwagę przebywającej na parterze chuliganerii,
kiosk na początku lat osiemdziesiątych spłonął. Oczywistością jest, że
chemikalia i inne środki znajdujące się w kiosku mogłyby ułatwić
rozprzestrzenienie się ognia i jego dotarcie do przewodów gazowych lub
elektrycznych. Na szczęście do tego nie doszło. Innym razem zwracającemu uwagę
chuliganom podłożono ogień pod drzwi. Pozostałe wydarzenia to śmiertelny
wypadek związany z wypadnięciem 2ch osób przez okno i zamordowanie przez
głuchoniemego ojca własnej małżonki z córką. Syn został uratowany dzięki akcji
policyjnej. Obecnie w bloku zamieszkują lokatorzy posiadający dzieci wywodzące
się z nienajlepszych kręgów, które są odwiedzane przez swoich kryminalnych
kolegów. Miejscem spotkań jest najczęściej parter budynku lub klatka schodowa.
Skutkiem tego są nadpalone ściany, wyłamane skrzynki pocztowe, zdewastowane
windy. Wyjście awaryjne w obiekcie spełnia w zimie rolę noclegowni i toalety
dla osób bezdomnych. Nie jest ono ogólnodostępne, ponieważ drzwi do wejścia z
przyczyn bezpieczeństwa są metalowe, zaś lokatorzy na niektórych kondygnacjach
ze strachu przed wejściem bezdomnych zablokowali je. TSM Oskard - właściciel
obiektu - nie zainteresował się dotychczas ostatecznym rozwiązaniem kwestii
utrzymania porządku w wieżowcu. Zebrania mieszkańców organizowane są co prawda
raz w roku, lecz nie są one podzielone na zebrania dla mieszkańców jednego
obiektu, lecz np. całego rejonu. Na omówienie problemu budynku, w którym
mieszka ponad 160 rodzin, po prostu brakuje czasu lub już zgłaszający problem
są zbywani przez prowadzących, którzy odpowiadają, że "nie na temat". Można
zatem przypuszczać, że wypłacane odszkodowania z tytułu remontów wskutek
dewastacji są dla spółdzielni bardziej opłacalne, niż bezpieczeństwo lokatorów.
Skutecznymi sposobami podratowania obiektu byłyby następujące działania:
1. Montaż domofonu bezszyfrowego (rodziny patologiczne mogłyby udostępnić kody
swoim znajomym)w drzwiach od strony ulicy. Drzwi od strony podwórka byłyby
otwierane od zewnątrz na klucz oraz klucz elektroniczny. Wbrew irracjonalnym
kontrargumentom dot. pogorszenia warunków ewakuacji ucieczka w przypadku
pożaru odbywałaby się "bezkolizyjnie", ponieważ drzwi domofonowe oraz
otwierane z zewnątrz byłyby od wewnątrz otwierane klamką, zaś udrożnione
wyjście awaryjne ułatwiłoby ewakuację.
2. Równoczesne zamontowanie kamery na ścianie od strony podwórka.
3. Przeznaczenie jednego z pomieszczeń dla policji lub zatrudnienie portiera.
W lokalu pod numerem 1 znajdowała się pierwotnie melina. Obecnie mieszkanie
jest puste. Podobno zostało sprzedane.
4. Zabezpieczenie wyjścia awaryjnego alarmem. Przy każdych drzwiach szybka z
kluczem również zabezpieczeona alarmem.
Wątek ten stworzyłem tego powodu, że dotychczas nie natrafiłam na zdemolowany
w tym stopniu obiekt z aż tak bogatą historią patologii. Należy nadmienić, że
nie tylko przedstawiciele dna społecznego są jego mieszkańcami, lecz również i
ludzie zasłużeni dla miasta. Mam nadzieję, że moją wypowiedź dopełnią
zamieszczone pod poniższym linkiem zdjęcia:
fotoforum.gazeta.pl/u/misior1976.html