ciociazlarada
05.06.10, 14:28
Mieszkam za granicą, ale chciałabym, z patriotycznych powodów na przykład,
wesprzeć czasem swoim portfelem polską inicjatywę. Chociażby kupując w
polskich sklepach internetowych.
I tutaj zaczynają się schody. Przykłady:
- znany polski producent ekskluzywnych staników. Na stronie od kilku lat brak
tabeli rozmiarów, ale co tam, zapytam, może odpowiedzą. Odpowiadają. Na
stronie informacje o sposobie zamówienia dla klientów zagranicznych, jak się
okazuje nieaktualne. Nic to, próbuję dalej, najwyżej zadzwonię do karty i
anuluję transakcję. Płacę z sukcesem. Czekam trzy tygodnie. Paczka wciąż nie
przychodzi. Kurtyna.
- w wiely sklepach koszty przesyłek dla klientów spoza Polski są ściśle tajne.
Wyślij maila, to Ci odpowiemy. Sklep albo odpowiada, albo nie. Peachfield mi
do tej pory nie odpowiedział na maila wysłanego w lutym. Kurtyna.
- sklepy wysyłające przesyłki za granice, które nie posiadają jakiejkolwiek
możliwości przyjęcia płatności w walucie innej niż PLN, z ambitnym założeniem,
że posiadanie konta w Polsce to święty obowiązek każdego Polaka. Klient chce
zapłacić, klient musi kombinować, robić przelewy SEPA, biegać do banku i takie
tam. W końcu stanik to dobro ekskluzywne, niech się więc postara taki leń
jeden z drugim! Płacę więc i liczę, że może w rezultacie dostanę stanik, bo
cała transakcja musi się odbyć poza stroną internetową, więc potwierdzenia
tudzież numeru zamówienia brak. Kurtyna.
Sporo było wątków, w których czytałam różne podteksty, że klientki są złe, bo
kupują taniej w UK. Kupuję w UK dlatego, że zakup stanika _nie_jest_ dla mnie
czynnością rozłożoną na dwa dni, spiskiem tajnym/poufnym, wymienianiem maili z
uprzejmościami. Kupuję w UK, bo jedyne czego chcę to obejrzeć zdjęcie, wybrać
rozmiar, zamieszać zupę, zaparzyć herbatę, wklepać numer karty, przycisnąć
wyślij, i wyjąć paczkę ze skrzynki po dwóch dniach wracając z pracy. Za dużo
wymagam?
Nie przepadam również za udzielaniem nieznajomym nieoprocentowanych pożyczek.
Cieszę się niezmiernie, że mogłam pożyczyć (jak na razie bezterminowo:/)
prawie 100 euro ekskluzywnemu producentowi (zapewne na R&D, to się chwali),
niemniej raczej preferuje sklepy, które obciążają kartę w momencie, gdy paczka
jest gotowa do wysłania. To kolejny argument za kupowaniem w UK.
Czy naprawdę nie da się zakupów internetowych rozwiązać w cywilizowany sposób?
Tak jak w sklepie Effuniak czy w Ebras?
Zazdroszczę Wam w Polsce, które możecie sobie pójść do sklepu stacjonarnego,
wypić kawkę, podziwiać wnętrza, przymierzać godzinę i czuć się maksymalnie
dopieszczoną. W moich doświadczeniach kupowania bielizny w ojczyźnie
ekskluzywna jest tylko cena, nawet francuskie koronki kupuje się jak szynkę
przed świętami 25 lat temu:) Może jestem odosobniona w moich odczuciach, ale
Polaków poza Polską chyba nie brakuje - ciekawe, czy innym te "drobne
niedogodności" nie przeszkadzają.
No to się rozpisałam.