12345maija
16.05.07, 12:09
Przedwczoraj miałam na mieście spotkanie, więc postanowiłam udać w pracy, że
będzie ono straaaaaaaasznie długie i ruszyłam na poszukiwanie bielizny.
Ponieważ sama nie wiem dokładnie co powinnam nosić, więc domyślałam się że
podróż będzie długa...;).
Ostał mi się już tylko jeden stanik, feliny, w rozmiarze 75G- conturelle, ale
zapinam go na ostatnią haftkę, a i kolor stracił, więc łaziłam po sklepach z
zamiarem przymierzenia 70H. Najpierw poszłam do sklepu na pl konstytucji.
Wcześniej zadzwoniłam by dowiedzieć się o rozmiary. Przez telefon- och
wszystko mamy, na miejscu- już dużo gorzej. Próbowałam 75 G- pod biustem za
dużo, miseczka jakaś pod szyję, z 70tek mieli tylko do F, dla świętego
spokoju przymierzyłam, ale wiadomo jak się to skończyło. Jedna miła kobitka,
jedna "blondi", która po godzinach pewnie żuje gumę by przywrócić sobie
naturalny wygląd buźki. Najpierw trafiłam na tę pierwszą, która na pytanie o
rozmiar 70 H, 70 G, 75 G itp, tylko prychała. Więc wzięłam się sama za
szukanie na wieszakach i przyszła ta druga- sensowniejsza, ale mimo pomocy
nie kupiłam nic. Zresztą z dostępnych rozmiarów był tylko jeden model.
Zabudowana siateczka w drobne kwiatuszki. Hm, nie do końca mój styl. Jeszcze
nie jestem w takim stresie, by wmówić sobie, że jak się nie ma co się lubi,
to się lubi co się ma..;) Potem śmignęłam do landu, pani w felinie miała
tylko jeden w moim rozmiarze, ale też cały zabudowany, a ja, na lato,
rozebrać się chcę!:) i jeszcze jeden, cielisty "pancerniak" jak sama
powiedziała, więc nawet nie przymierzałam.
Stamtąd myknęłam do sklepu co się zowie Victoria, bardzo miła pani, z wielkim
żalem powiedziała, że nic nie może mi dać. Z czasem zaczęło się robić krucho,
więc podjechałam na Sadybę do Gorseterii, ale nie było żadnego dużego
rozmiaru, ma być w nastęnym tygodniu. Po tej wyprawie, zgrzana i spocona (to
ten dzień z 30 stopniami na dworze) wróciłam do pracy, mając na sobie jeden
jedyny porządny stanik, który zaraz mi się rozleci:).
Swego czasu uzbierałam trochę kasy na zakupy przez int w bravissimo itp
sklepach zagramanicą;), ale oczywiście nieprzewidziane wydatki i kasy już nie
ma. Czas się kurczy i chciałabym kupić coś na miejscu, móc zmierzyć,
pomarudzić i mieć: biały, wydekoltowany do półprzezroczystych białych
koszulek na ramiączkach, "męskich", które latem kocham, i ze dwa jeszcze-
jeden czarny ozdobny- wydekoltowany (a co), drugi góra od kostiumu, do
bluzeczek i bluzek i innych.
Uf.
W tym tyg znów postaram się gdzieś pojechać, mam jeszcze parę miejsc do
sprawdzenia. Zobaczymy. Pewnie odwiedzę nieśmiertelny Atut, podobno na
puławskiej koło bramy miejsce fajne też jest i w pasażu smyczkowa, a, no i
zachwalany sklep w carrefour na bomowie.............................. słowem,
długa droga jeszcze przede mną:)
A jak Wy stoicie z zakupami na miejscu?
Serdecznie ściskam wszystkie biusty!:D:D:D:D:D
Maja