aislinn
15.07.07, 12:14
Moja nowa firma wysyla mnie co jakiśczas do Genewy. Stanikowo Genewa to
porażka, w dużych sklepach "wszystko do D", małych nie widziałam z większymi
rozmiarami. Ale w ubiegłym tygodniu z braku hotelowych miejsc w samej Genewie
mieszkałam tuż za granicą, we francuskim Annemasse. Niewielkie, senne
miasteczko, gdzie sklepy zamykają o 18.30 a knajpy o 22. Byłam tam tylko 3
dni. Ostatniego wieczora zrobiłam sobie spacerek i znalazłam sklep -
niewielki, ale dla mnie jawił się jak bajkowe marzenie... z biuściastymi
markami biustonoszy li i jedynie! Na wystawie Arabelka i Phoebe, na manekinach
chyba robionych na zamówienie, bo takich jak my :) Reklamy na witrynie
podawały Freyę, Fantasie, Panache i kilka innych marek których nie zauważyłam,
bo ogarnęła mnie wściekłość - sklep zamknęli pół godziny temu... Cały wieczór
miałam zepsuty, bo pierwszy raz miałabym okazję pomierzyć te wszyskie
piękności, powybierać i pozachwycać się. A tu doooopa blada :(
Chyba przy następnej okazji zrobię sobie wycieczkę z Genewy specjalnie do tego
sklepu.
I tylko się zastanawiam - można w małym miasteczku gdzie nawet turystyka jest
tylko zimą, a nie można w polskich dużych miastach? Bo tak sobie myślę, że
skoro taki sklep jest w, przepraszam za wyrażenie, zadupiastym Annemasse, to
jest wielce prawdopodobne że inne francuskie miasta mają je na porządku
dziennym. A u nas jakieś 3-4 stacjonarne sklepy z tymi markami na cały kraj :(