Duże piersi a karmienie piersią - o co im chodzi

11.01.08, 12:02

    • maith Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 12:04
      Za szybko enter.
      Tu znalazłam taki tekst. Czemu te kobiety wierzą, że duże piersi miałyby
      uniemożliwić karmienie piersią?
      Może karmiące i ex-karmiące mamy wiedzą, o co może chodzić?
      www.laktacja.pl/forum/viewtopic.php?p=5532
      • szalicja Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 12:25
        Dziene to trochę. Przecież wielkość brodawki i otoczki jest
        niezależna od wielkości piersi. Ja mam biust duży a brodawki i
        otoczki małe, za to często małe biusty mają odwrotnie. Ja miałam w
        okresie laktacji 115 cm w biuście, czyli całkiem, całkiem. U mnie to
        trochę była inna historia, bo młody był wcześniakiem, leżał w
        inkubatorze i do cyca dali mi go ok. 4 tyg po urodzeniu. A to już
        psińco, bo mu się nie chciało ssać. Przecież z sondy czy butli
        leciało bez problemu.
        Problem to może leżeć tylko po pierwsze w braku wytrwałości mamy w
        próbach przystawiania albo w krótkiej brodawce. Ja mam króciutką
        brodawkę i mojemu się nie chciało saać, umiał ale się wkurzał. Ja i
        tak "cycowałam" laktator od początku, więc nie chciałam męczyć jego
        i siebie. Natomiast wielkość moich piersi nie miała tu nic
        wspólnego. Pewnie tylko łatwiej jest nakarmić wtedy, gdy biust nie
        jest mocno "nabity", tylko bardziej miękki. No, ale to też nie
        zależy od wielkości.
        • maheda Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 12:36
          Sutki miałam wklęsłe, więc się moja Młoda musiała nauczyć ssać. Piersi miałam
          takich rozmiarów, że były prawie większe od dziecka.
          A jednak moja Młoda nauczyła się ssać - tyle, że zażyczyłam sobie kategorycznie,
          żeby pielęgniarki nie "dokarmiały" jej wodą z glukozą czy inną humaną, jak to
          czasem ma miejsce, o zgrozo!
          Wiecie, że gdy dziecko jest na naświetlaniach czy w nocy na oddziale
          neonatologicznym, to podawane są dziecku butle? A potem jedna z drugą się
          dziwią, że ssać nie chce :/
          Krótka brodawka nie ma nic do rzeczy - istotna na pewno jest wytrwałość mamy. I
          absolutnie nic poza tym.
          • kruszyzna A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 12:45
            maheda napisała:

            > A jednak moja Młoda nauczyła się ssać - tyle, że zażyczyłam sobie kategorycznie
            > ,
            > żeby pielęgniarki nie "dokarmiały" jej wodą z glukozą czy inną humaną, jak to
            > czasem ma miejsce, o zgrozo!

            No właśnie. W jaki sposób wymogłaś to na pielęgniarkach? Ja też nie chcę, żeby mi młodą dokarmiały, bo chcę karmic piersią i tylko piersią, póki się da. Co takim powiedzieć, żeby dotarło? Co prawda jeszcze niecałe dwa miesiące ciąży przede mną, ale chcę wiedzieć wszystko :)
            • szarsz Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 13:01
              A wiesz już, gdzie będziesz rodzić?

              W moim szpitalu dziecko było cały czas z matką, więc nie było
              problemu.
              • kruszyzna Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 13:11
                Tak, bo to będzie cesarka i będzie ją wykonywał lekarz, który mnie prowadzi. Wiem, że w tym szpitalu dzieci raczej nie leżą z matkami, ale coś mi świta, że szwagierka poprosiła i jej pozwolili, no nie wiem. Bardziej chodzi mi o to, jak im powiedzieć, żeby - jeśli dziecko będzie np. wymagało naświetlania - żeby mi je przynosiły, a nie dokarmiały nie wiadomo czym.
                • kocio-kocio Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 13:13
                  Może tak:
                  "Proszę dziecka nie dokarmiać, tylko przynosić mi do karmienia"?
                  :o)
                  • kruszyzna Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 13:20
                    I to wystarczy? :))) Nie trzeba argumentów siłowych? :)
                    • kocio-kocio Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 13:21
                      Myślę, że to zależy.
                      Ja musiałam błagać, żeby mi tego Staszka dokarmiły, mimo że on wył godzinami na
                      moich suchych cyckach.
                      • szarsz Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 14:04
                        Jeśli dziecko jest naświetlane, to chyba czasem nie wolno karmić, bo
                        żółtaczka nie schodzi - coś mi się kołacze. Ale wtedy trzeba
                        naciskać na pediatrę, żeby się wypowiedział, bo to nie jest reguła.
                        • bathilda Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 17:08
                          szarsz napisała:

                          > Jeśli dziecko jest naświetlane, to chyba czasem nie wolno karmić, bo
                          > żółtaczka nie schodzi - coś mi się kołacze. Ale wtedy trzeba
                          > naciskać na pediatrę, żeby się wypowiedział, bo to nie jest reguła.

                          To jest wielka ściema i szkodliwy mit. Nadmiar bilirubiny najlepiej wypłukuje
                          mleko matki. Pani Monika Staszewska, ekspert forum o karmieniu piersią (położna
                          i doradca laktacyjny) pisała o tym wiele razy.
                          • szarsz Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 12.01.08, 08:36
                            bathilda napisała:
                            > To jest wielka ściema i szkodliwy mit. Nadmiar bilirubiny
                            > najlepiej wypłukuje mleko matki.

                            no to niezłe jaja. Ze mną na sali leżała dziewczyna, której nie
                            pozwolili karmić piersią. Tzn. najpierw wyciągali jej córeczkę spod
                            lamp na karmienie, a po dwóch dniach, jak się okazało, że nic się
                            nie poprawia, zabronili. I ona ściągała mleko i wylewała.
                            • szarsz Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 12.01.08, 08:38
                              aha, to było 2.5 roku temu we wrocławskim szpitalu na Kamieńskiego
                              • mimi_p Aaaa! 13.01.08, 23:34
                                :-( słów mi brakuje. Wstyd!
                              • kruszyzna Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 14.01.08, 10:54
                                Uff, ja będę rodzić na Dyrekcyjnej :)
                                No dobra, zamierzam być grzeczna, ale stanowcza, ale nie wiem, co zrobić, jak mi równie grzecznie i stanowczo karmienia odmówią. A dostępu do forum nie będzie, oj nie :)
                                Dobra, nie marudzę, jakoś to będzie :)
                          • anna-pia Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 14.01.08, 00:05
                            bathilda napisała:

                            > szarsz napisała:
                            >
                            > > Jeśli dziecko jest naświetlane, to chyba czasem nie wolno karmić, bo
                            > > żółtaczka nie schodzi - coś mi się kołacze. Ale wtedy trzeba
                            > > naciskać na pediatrę, żeby się wypowiedział, bo to nie jest reguła.
                            >
                            > To jest wielka ściema i szkodliwy mit. Nadmiar bilirubiny najlepiej wypłukuje
                            > mleko matki. Pani Monika Staszewska, ekspert forum o karmieniu piersią (położna
                            > i doradca laktacyjny) pisała o tym wiele razy.

                            No cóż. Mojemu bilirubina spadła dopiero przy pojeniu glukozą. Koleżanka bawiła
                            się w ściąganie pokarmu i gotowanie go, potem schładzała i karmiła. Inna
                            przestawiła na kilka dni dziecko na butlę - wszystkie te sposoby działały, samo
                            karmienie piersią nie dawało NIC.
                            • basiak36 Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 18.01.08, 13:24
                              To w takim razie bilirubina spadla mimo tej glukozy:) Glukozy juz dawno nie
                              podaje sie w takich sytuacjach bo wrecz opoznia przejscie zoltaczki. Tylko mleko
                              moze w tym pomoc, bo zawiera tluszcz. A czeste karmienie piersia to w takiej
                              sytuacji podstawa.
                              • szarsz Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 18.01.08, 14:03
                                A może w takim razie to co działo się u mnie, to tylko pół prawdy?
                                Może faktycznie bilirubina nie spadała, ale przez samo wyciąganie
                                dziecka spod lamp, nie przez karmienia? Może powinni byli zrobić
                                tak, że mama odciąga i podają małej mleko mamy, ale z butli, żeby
                                nie przerywać naświetlania?
            • maheda Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 16:00
              W jaki sposób wymogłam? :D
              Byłam po pionowej cesarce, więc nie wolno mi było wstawać.
              Najpierw jak się dowiedziałam, że dostała glukozę, to spytałam, czy jest
              możliwe, żeby tego NIE robić.
              Pani powiedziała, że jest, ale że tego nie praktykują.
              Więc poprosiłam, żeby zaczęły praktykować.
              Pani na to, że Mała będzie w nocy głodna.
              Ja - żeby mi w takim układzie przynieść ją do mnie na noc.
              Pani - że tego się nie praktykuje u osób dwie doby po cesarce ;)
              Ja - że będę pierwszą, u której się zacznie :P
              No i faktycznie.
              A jak na początku nie chciały przynieść, to co któraś przechodziła korytarzem,
              to do nich wołałam, żeby mi dziecko przyniosły :D

              W końcu przyniosły, zdenerwowane, żeby lekarz nie widział (!).
              To były czasy...
              • edytaf5 Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 12.01.08, 22:13
                No dobra, nigdy nie rodzilam i jak narazie nie planuje wiec chyba moge nie
                wiedziec, wiec oswieccie mnie o co chodzi z ta glukoza? Po co sie ja podaje
                dziecku i dlaczego lepiej tego nie robic?
                • agastrusia Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 13.01.08, 11:03
                  Glukoza zamula żołądek malucha.
                  • edytaf5 Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 13.01.08, 19:36
                    Dzieki za oswiecenie :)
              • kruszyzna Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 14.01.08, 10:57
                maheda napisała:

                > W jaki sposób wymogłam? :D

                Dokładnie :) Chodziło mi o przedstawienie modelu perswazji :)
                Dzięki za odpowiedź, będę przygotowana :)
            • kruszynka301 Re: A propos tej glukozy nieszczęsnej... 11.01.08, 17:36
              kruszyzna napisała:

              > maheda napisała:
              >
              > > A jednak moja Młoda nauczyła się ssać - tyle, że zażyczyłam sobie kategor
              > ycznie
              > > ,
              > > żeby pielęgniarki nie "dokarmiały" jej wodą z glukozą czy inną humaną, ja
              > k to
              > > czasem ma miejsce, o zgrozo!
              >
              > No właśnie. W jaki sposób wymogłaś to na pielęgniarkach?


              Obecnie trzeba wymóc na pielęgniarkach, aby dokarmiły, a nie odwrotnie;). Dokarmiają niechętnie, twierdząc, że matki powinny karmić wyłącznie piersią.

        • szarsz IMO problemy z karmieniem nie zależą od wielkości 11.01.08, 12:56
          > wspólnego. Pewnie tylko łatwiej jest nakarmić wtedy, gdy biust nie
          > jest mocno "nabity", tylko bardziej miękki.

          o tak. czasem, po dłuższej przerwie, gdy piersi są pełne mleka,
          stają się bardzo twarde. Wtedy trzeba odciągnąć odrobinę i idzie
          znacznie lepiej.

          Co do braku wytrwałości też się zgadzam. Choć uważam, że równie
          ważne jest otoczenie, wspierające i nie krytykujące. Niektórym
          kobietom karmienie przychodzi bez kłopotu, inne mają pod górkę. Ja
          na przykład byłam mocno wewnętrznie przekonana, że chcę i będę
          karmić piersią. I mimo wielkich kłopotów z przeziębionym zastojem -
          udało się. Ale miałam wielką pomoc otoczenia, doskonałą położną z
          poradni laktacyjnej i męża, który wytrwale, mimo bólu, karmił małego
          z palca. I pediatrę, która podjęła dobre leczenie i ginekologa (też
          z poradni laktacyjnej), który regularnie i bardzo dokładnie badał
          moje zastoje na usg. Bez nich nie dałabym rady, Młody oduczyłby się
          ssania w mgnieniu oka i byłoby pozamiatane. Nie sądzę, aby w
          jakimkolwiek stopniu zależało to od wielkości piersi :)

          Prawdą okazało się też w moim przypadku, że udane karmienie siedzi w
          głowie. Ja miałam taki zastój, że laktatorem elektrycznym ściągałam
          dosłownie pojedyncze krople. Położna kazała mi wtedy usiąść
          wieczorkiem przed telewizorem, włączyć komedię (najlepiej
          romantyczną) i wypić dwie lampki wina. I naprawdę pomogło, po raz
          pierwszy ściągnęłam wówczas z tej chorej piersi całe 10 ml mleka :)


          > inkubatorze i do cyca dali mi go ok. 4 tyg po urodzeniu. A to już
          > psińco, bo mu się nie chciało ssać. Przecież z sondy czy butli
          > leciało bez problemu.

          no właśnie i mnie to wkurza strasznie. Bo niby wielce się propaguje
          karmienie piersią, a nikomu się nie chce przeprowadzić matki i
          dziecka przez ten pierwszy czas tak, aby ona faktycznie swoje
          dziecko mogła karmić.

          U mnie w szpitalu położnym to się nawet nie chciało pokazać, jak to
          robić, tylko łaziły i pokrzykiwały "karmić piersią, karmić piersią".
          Upartej babie, jak mnie, co ciągle do nich przyłaziła po pomoc, to
          niby pokazały jak to powinno wyglądać, ale jak wyszłam ze szpitala,
          to się okazało, że nie mam o tym bladego pojęcia. ech...
      • kruszyzna Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 12:42
        ... czytałam trochę o karmieniu, jak to robić itp., i wszędzie było napisane, że prawidłowe przystawienie ssaka do cyca polega na tym, żeby wziął w paszczę całą brodawkę, nie tylko sam sutek. Młode po to właśnie szeroko rozdziawia paszczę. Zresztą tak też mówili mi znajomi. Danie ssakowi samego sutka powoduje, że wypuszcza go z buzi, nie najada się, a sutki mogą być poranione i obolałe. Dziewczyna napisała, że - oprócz piersi - ma duże brodawki, i może tu leży problem - może dziecko nie jest w stanie chwycić całej, przez co źle mu się ssie, irytuje się, płacze itp.
        Nie sądzę, żeby problem leżal w wielkości samej piersi jako takiej i, jak napisano, małe piersi mogą mieć duże brodawki i odwrotnie.
        Poza tym wyczytałam, że w początkowym okresie karmienia raczej nie powinno się używać kapturków, bo młode samo dopiero uczy się ssać, a kapturek może mu w tym przeszkadzać i zniechęcać do tej czynności. Dziewczyna pewnie chciała ochronić kapturkami obolałe sutki (bo młode pewnie sam sutek brało, bo brodawka duża), ale chyba sobie jeszcze bardziej tym zaszkodziła.
        Nie wiem, niech ktoś kompetentny mnie poprawi :)
        • kocio-kocio Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 12:50
          Przy dużej brodawce nie musi brać jej całej do buzi (wiem, bo mam takie brodawki
          i karmiłam przez 7 miesięcy).
          Ale oczywiście nie bierze samego sutka, tylko tyle ile się z japce zmieści.
          U nas wystawało o 1 cm otoczki (na szerokość palca mniej więcej).
          Życzę Ci żebyś trafiła na dobrego doradcę laktacyjnego w szpitalu, żeby Ci
          pomógł przystawiać na początku.
          Ja też czytałam mnóstwo, a jak przyszło co do czego, byłam zielona, jak
          szczypiorek na wiosnę i nie wiedziałam co robić :o)
          • kruszyzna Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 13:19
            kocio-kocio napisała:


            > Życzę Ci żebyś trafiła na dobrego doradcę laktacyjnego w szpitalu, żeby Ci
            > pomógł przystawiać na początku.
            > Ja też czytałam mnóstwo, a jak przyszło co do czego, byłam zielona, jak
            > szczypiorek na wiosnę i nie wiedziałam co robić :o)
            >
            Ech, wiem, w teorii jestem mocna, ale im bliżej godziny zero, tym bardziej się boję, bo jeszcze TYLE nie wiem. A potem i tak, jak piszesz, trzeba się uczyć od początku. Chyba mam depresję przedporodową, chociaż lepiej chyba przed niż po :) Zdeterminowana jestem jak nie wiem co, że mi to karmienie wyjdzie. Twoje życzenia dobrego doradcy ślę pod niebiosa, może usłyszą :)
          • bathilda Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 17:21
            kocio-kocio napisała:

            > Przy dużej brodawce nie musi brać jej całej do buzi (wiem, bo mam takie brodawk
            > i
            > i karmiłam przez 7 miesięcy).

            A ja karmię 8,5 :) Chodzi o to żeby złapało jak największą część otoczki -
            noworodek nie ma szans złapania całej przy większej piersi.
            • kocio-kocio Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 17:27
              No dokładnie.
              I tak łapie niezły kawał mięcha :o)
          • anna-pia Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 14.01.08, 00:07
            kocio-kocio napisała:

            > Przy dużej brodawce nie musi brać jej całej do buzi (wiem, bo mam takie brodawk
            > i
            > i karmiłam przez 7 miesięcy).
            > Ale oczywiście nie bierze samego sutka, tylko tyle ile się z japce zmieści.

            Dokładnie tak. Potwierdzam :)))))
          • oshinka5 żadne tam kawałki! 20.01.08, 02:03
            kocio-kocio napisała:

            > Przy dużej brodawce nie musi brać jej całej do buzi (wiem, bo mam takie brodawk
            > i
            > i karmiłam przez 7 miesięcy).
            > Ale oczywiście nie bierze samego sutka, tylko tyle ile się z japce zmieści.
            > U nas wystawało o 1 cm otoczki (na szerokość palca mniej więcej).
            > Życzę Ci żebyś trafiła na dobrego doradcę laktacyjnego w szpitalu, żeby Ci
            > pomógł przystawiać na początku.
            > Ja też czytałam mnóstwo, a jak przyszło co do czego, byłam zielona, jak
            > szczypiorek na wiosnę i nie wiedziałam co robić :o)
            >
            To, że przeżyłaś, nie znaczy jeszcze, że było dobrze :) Dziecko powinno złapać
            cały "smok". Dlatego podaj mu się pierś do dołu, żeby szeroko otworzyło pysio.
            Inaczej mogą być problemy z piersiami - bolesność, pękające brodawki i takie
            tam. Jak dobrze złapie, to i dla matki ulga, szczególnie na początku.

            Wierz mi, wiem, co mówię - karmiłam ponad 2 lata.
        • maith Re: Dla mnie to jeszcze póki co teoria, ale... 11.01.08, 12:53
          No właśnie - skoro dziecko nie chwyta tylko końcówki a "nakłada się" na czubek
          piersi ;), to ani wielkość samej piersi ani tym bardziej wielkość otoczek nie
          powinno mieć znaczenia. Otoczki to tylko kolor, nie ma znaczenia, gdzie się
          kończą, a pierś niezależnie od rozmiaru ma końcówkę przecież dostosowaną do
          malucha :)
          A może te pielęgniarki oprócz dokarmiania jeszcze czasem matkom jakieś bzdury
          opowiadają?
      • kocio-kocio Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 12:46
        Jedyny kłopot jaki mi przychodzi do głowy to ewentualny nawał.
        Z wielkiego cycka robi się napęczniały gigantyczny balon, który ciężko do małego
        dzioba wepchnąć :o)
        No ale to problem trwający najwyżej kilka dni i dość łatwy do rozwiązania
        (wystarczy przed karmieniem odciągnąć trochę ręcznie, na przykład pod ciepłym
        prysznicem).
        A co do dokarmiania: to jest zawsze dyskusyjne. Gdyby Staszek nie był dokarmiany
        w szpitalu nie zjadłby nic przez pierwsze 5 dni.
        Bo mi się jakikolwiek pokarm pokazał dopiero ok. 12 godzin po powrocie do domu.
        Wcześniej były tylko dosłownie pojedyncze kropelki
        siary, a młody w dzień spał, a nocami wył z głodu (mimo, że łapał brodawkę
        bardzo ładnie i dzielnie ciągnął).
        Lekko nie było...
        A potem się udało bezproblemowo go karmić przez jakieś 7 miesięcy (sam się
        odstawił).
        Zaletą dużych piersi jest podobno mniejsza skłonność do nawałów, zastojów i
        innych problemów związanych z nadprodukcją mleka.
      • veev Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 15:30
        Nie otwiera mi sie ten watek z linka, więc mogę mówić tylko za siebie ;) Ja przy
        biuscie z rejestrow "gornych średnich" (teraz 34G/32GG) nie miałam z karmieniem
        żadnych problemów poza jednym - pozycją. Było mi wygodnie tylko na leżąco, co
        chyba ma związek właśnie z rozmiarem (przy mniejszych piersiach by się to
        wszystko "układało" jakoś inaczej i może byłoby ok także na siedząco). Ale głowy
        nie dam, nie miałam jak tego sprawdzić.

        Aha, ja mam naprawdę duże otoczki brodawek (z 8 czy 9 cm średnicy) i Młoda wcale
        nie musiała brać ich _w całości_ do buzi, to też jest jakiś mit (albo
        przynajmniej uproszczenie), że tak trzeba.

        v.
      • wielebnna Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 15:37
        aktualnie 85G melduje się - karmiłam 10 miesięcy niemałą piersią i spokojnie nam
        to szło, nie zauważyłam problemów związanych z rozmiarem biustu; poprawiłam
        sobie laktację leżąc 3 dni w łózku, nic nie robiąc i tylko przystawiając młodego
        - i z dokarmiania co karmienie doszłam do minimalnej porcji sztucznego raz
        dziennie (około 18 gdy poziom prolaktyny najmniejszy jest czasem brakowało pokarmu)
        Kruszyzna - w razie czego pisz do bluebebe - ona jest doradca laktacyjnym i
        czasem nawet tu zagląda a ja jako doswiadczona mama tez cos mogę podpowiedzieć (
        termin mam na 18 kwietnia)
        • kruszyzna Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 14.01.08, 11:02
          wielebnna napisała:

          > Kruszyzna - w razie czego pisz do bluebebe - ona jest doradca laktacyjnym i
          > czasem nawet tu zagląda a ja jako doswiadczona mama tez cos mogę podpowiedzieć
          > (
          > termin mam na 18 kwietnia)

          Zapisane :)
      • agastrusia Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 20:15
        Nie wiem czy wyżej któraś z dziewczyn to poruszała - nie przeczytałam wszystkich
        postów - ale chciałam poruszyć jeszcze jedną dość istotną kwestię. Mianowicie
        pozycja w jakiej sie karmi dziecko. Karmienie na siedząco może być
        kłopotliwe/niewygodne. Ja bardzo polecam karmienie leżąc. Dla mnie było to wręcz
        zbawienne. Nie bolał mnie kręgosłup ani ramiona no i mogłam sobie pospać.
        No i oczywiście wytrwałość, wytrwałość i jeszcze raz wytrwałość ;-P
      • oshinka5 to nie jest wymysł 20.01.08, 01:52
        maith napisała:

        > Za szybko enter.
        > Tu znalazłam taki tekst. Czemu te kobiety wierzą, że duże piersi miałyby
        > uniemożliwić karmienie piersią?
        > Może karmiące i ex-karmiące mamy wiedzą, o co może chodzić?
        > www.laktacja.pl/forum/viewtopic.php?p=5532

        Mój syn miał podobny problem. Mam dosyć duże brodawki i robiły się z nich duże
        (naprawdę duże) "smoczki". Młody jakoś nie chciał szeroko japy rozdziawić i nie
        umiał dobrze złapać. Ale do czasu. Po tygodniu odciągania mleka i karmienia ze
        strzykawki po palcu (żeby nie zaniknął odruch ssania) pojechałam do polecanej
        pani - doradcy laktacyjnego, w innym szpitalu, niż tym, gdzie urodziłam i ... już.

        Pani Małgosia (Warszawa, szpital przy Inflanckiej - POLECAM) złapała mój cycek i
        tak go podała młodemu, że ten od razu dobrze złapał.

        I wiecie co było śmieszne? W pięć minut wydoił szklankę mleka (ważyła go przed i
        po karmieniu). Spocił się, ale cały czas uśmiechał...
        Potem już nie było problemu. Wiedział, co musi zrobić :))

        Widocznie panie "specjalistki" w moim szpitalu miały zbyt małe doświadczenie.
    • agamara1 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 13:00
      ja mialam kiedys duze piersi :/ a pokarmu prawie wogole :( niestety
      czasmi tak sie dzieje ze jest bardzo malo gruczolu a duzo tkanki
      tluszczowej ktora mleka nie wytwaza :) i po tym jak malo nie
      zaglodzily sie moje dzieci przeszlismy na flache :)
      • szamponetka1 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 14:06
        Kruszyna, najgorsze jest to że położne nie nauczą Cię karmić (chyba że trafisz
        na jakąś OK)- mi szarpały pierś, gniotły i tak naprawdę doiero 3 tygodnie po
        porodzie doradca laktacyjna mnie nauczyla i potem juz poszło.
        Tez mialam plaskie brodawki - pomogły troche kapturki Aventu. Na początku było
        bardzo ciężko, ale potem OK
    • zuz-anka Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 14:16
      A ja wiem, o co chodzi.
      Moja młodsza córka łapała duży kawał otoczki, zasysała, a po chwili
      nie miała czym oddycghać, bo moja pierś zatykała jej nosek. Połozna
      z poradni laktacyjnej siedziała u mnie ze 2 godziny usiłując mi
      pomóc - podkładałyśmy zwijane pieluchy pod pierś, kombinowałyśmy...
      jeśli nawet udało się jako tako, to po 2-3 minutach wyłam z bólu
      kręgosłupa... w domu też. Skończyło się na akcji odciągnąć-nakarmić;
      4 miesiące bez dokarmiania. I bardzo dobrze, bo przez pierwsze 10
      dni życia mojej Oleńki prawie zwariowałam...
      • kocio-kocio Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 14:44
        A nie wystarczyło przytrzymać palcem?
        • blue_jean Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 16:03
          Też miałam kłopoty z prawidłowym przystawianiem. Co się namęczyłam
          przy okazji z nawałem i obolałymi sutkami to moje. Aż przypomniał mi
          się stary obraz z karmiącą Madonną i zastosowałam jej gest:
          chwyciłam brodawkę między dwa palce - wskazujący i środkowy - i
          takiego spłaszczonego "smoka" wepchnęłam córci do buźki (i tak
          trzymałam cały czas). Chwyciła i jak pociągnęła to aż mi ulżyło. I
          skończyły się obolałe sutki. :-))
          I też mi było wygodniej karmić leżąc.
          O rozmiarze biustu w owym czasię się nie wypowiem, bo go nie znam
          (ech te "tradycyjne" rozmiary...), ale zbliżony był do biustu
          Bridget Nielsen... ;-))
        • mika_p Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 18:52
          Kocio, to zalezy od pozycji. Jak się karmi na siedząco, a pierś jest duża, to
          trzeba ją podtrzymać ręką, i trzeciej ręki do odetkania noska może brakować.
          • effka454 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 12.01.08, 00:20
            mika_p napisała:

            > Kocio, to zalezy od pozycji. Jak się karmi na siedząco, a pierś jest duża, to
            > trzeba ją podtrzymać ręką, i trzeciej ręki do odetkania noska może brakować.
            >
            O przepraszam ale nie zgodzę się z Tobą. Mam duże piersi i miałam takie kiedy
            karmiłam i pierwszego i drugiego ssaka :), co prawda po pierwszym już mi trochę
            oklapły, a przy drugim odjechały (teraz je regeneruję dobrymi stanikami).
            Karmiłam oboje do 6 m-ca i karmiłam chyba w każdej możliwej pozycji: siedząc,
            leżąc, raz mi się nawet przydarzyło stojąc (no tu to już była wyższa szkoła
            jazdy ;)) i za każdym razem jednocześnie przytrzymywałam pierś i odchylałam ją
            od noska dziecka, bo inaczej rzeczywiście mogłabym przydusić. No może w pozycji
            leżącej był mniejszy kłopot, bo pierś się inaczej układa. Przy okazji -
            oczywiście kto może i ma taką potrzebę - spróbujcie leżenia nie na boku, a na
            plecach, brzuch do brzucha, tylko dzieciątko nie zupełnie poziomo na waszym
            brzuchu, ale jakby lekko z boku (w zależności którą piersią karmicie).
            • effka454 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 12.01.08, 00:37
              A i jeszcze mi się przypomniało... może jestem wyjątkiem (właściwie mój syn),
              ale jak mówią wyjątek potwierdza regułę :) syn prawie od początku był dokarmiany
              z butli (cesarka pionowa), a jednocześnie ssał cyca jak rasowy ssak ;), być może
              wyjaśnieniem jest to, że miałam dużo pokarmu i pewnie leciało mu jak z butli :)
            • ganbaja Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 12.01.08, 18:35
              Karmiłam dwa razy, pierwszy raz 1,5 roku, drugi raz 2 lata.
              Piersi raczej większe niż średnie :-)
              I też ręką, którą przytrzymywałam pierś i podawałam ją dziecku odchylałam palcem
              nadmiar by noska nie zatykał.
              Jak matka musi to i trzecia i piąta ręka wyrasta :-)
    • agmani Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 15:53
      Najprawdopodobniej chodzi o to, ze maly z cytowanego watku nauczyl sie juz, ze
      nan z butelki leci szybciej niz mleko mamy z jej piersi i mu sie nie chce
      wysilac po proznicy, skoro daja butle.
      A oprocz tego duzo jest bujd na ten temat: jak male piersi, to nie ma mleka, jak
      duze, to sie dziecko przydusi. Jak siara po porodzie zolta, to za tluste, jak
      mleko z czasem bielej, to za chude... siedzi ludzkosc i wymysla dyrdymaly.
      Rzeczywiscie moze sa jakies ekstremalne przypadki, ze maluch nie moze zlapac
      brodawki (na laktacji widze, ze odpisala dziewczyna z rozmiarem K-L, ale ile
      takich naprawde jest?????), natomiast problem pospolity to taka rownia pochyla:
      butelka->ziecku odechciewa sie ssac->placz, wiec podaje sie szybko znowu
      butelke-> dziecko nie ssie, wiec nie pobudza laktacji->ilosc mleka sie
      zmniejsza, bo organizm dostosowuje produkcje do potrzeb->mleka nie ma, wiec
      przechodzimy zupelnie na butle->dziekujemy, karmienie zakonczone zanim sie
      naprawde zaczelo.
    • kumakk jam weterank akarmienia piersia :) 11.01.08, 16:07
      Karmilam rok i przeszlam chyba wiekszosc mozliwych klopotow z
      karmieniem, niemal mieszkalam przez pewien czas w poradni
      laktacyjnej i wisialam w takowej internetowej, wiec czuje sie w
      miare kompetentna.
      Owszem, bardzo duza piers moze przeszkadzac w karmieniu - mnie prawa
      przeszkadzala, mojemu dziecku tez i postanowilo korzystac z
      mniejszej, lewej. Zeby raczyla jesc z drugiej musialam przed
      przystawieniem odciagnac sporo pokarmu, zeby piers troche sklesla.
      Dodatkowo ta wieksza piers byla zdecydowanie bardziej mleczna i
      dziecko sie wkurzalo, ze za duzo i za szybko lecialo, bo sie
      mlodziez krztusila. Aczkolwiek znam dzieci, ktore preferuja taki
      szybki wyplyw, bo sie mozna szybciej najesc :) Oczywiscie - to sa
      dwie rozne sprawy - wielkos piersi i ilosc mleka /predkosc wyplywu,
      ale u mnie sie to nalozylo i naprawde przeszkadzalo.
      Co do brodawek - generalnie technika polega na tym, ze dziecko
      powinno objac caly sutek i otoczke. To gwarantuje poprawna technike
      ssania i owocuje dlugim karmieniem. Jezeli dziecko chwyta plytko
      sama brodawke, to po pierwsze ssanie nie ejst dosc efektywne, a po
      drugie czesto sie konczy pekaniem brodawek - nawet do krwi. Nie
      twierdze, ze nie jest mozliwe prawidlowe plytkie ssanie, bo na pewno
      wyjatki sie zdarzaja, ale bardzo malo prawdopodobne. A krwawiace
      brodawki plus ryczace z glodu dziecko to fatalne zestawienie.
      Generalnie polecam forum dotyczace karmienia piersia
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=570
      REasumujac - nie ma zaleznosci pomiedzy iloscia mleka a wielkoscia
      piersi, duze piersi nie przeszkadzaja w karmieniu, baaaardzo duze
      moga troche przeszkadzac i trzeba sie wtedy bardziej
      nagimnastykowac. Ot, klopocik techniczny.
      Prawidlowo ssacy ssak powinien obejmowac brodawke z otoczka.
      Karmienie przez nakladki prowadzi bardzo czesto do powiklan przy
      karmieniu i w konsekwencji przestawia dziecko na butelke zamiast na
      piers i czesto uniemozliwia dlugie i efektywne karmienie.
      Powtarzam - nie zawsze, nie koniecznie, ale bardzo czesto.
      • maith Ale jak otoczka jest duża 11.01.08, 20:18
        Ale jak otoczka jest duża, to przecież dziecko jest prawidłowo na pierś nałożone
        nawet jak kawałek wystaje. To chyba nie jest tak, że dzieci mam z małymi
        otoczkami mogą mieć mniejsze pyszczki, a tych z większymi powinny mieć większe? :)
        • kumakk Re: Ale jak otoczka jest duża 12.01.08, 14:18
          ...to niech lapie ile da rade :)
    • bathilda Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 17:30
      8,5 m-ca już się liczy chyba za doświadczenie?

      Ogólnie prawdą jest to co pisały dziewczyny, że mleko produkowane jest w głowie,
      a piersiami tylko wypływa. I jak się ma w okół bandę niekompetentnych "wujków i
      cioć dobra rada" to nie jest lekko. A to że z małych piersi się nie wykarmi, a
      to że z dużych piersi się nie wykarmi, a to 100 innych. I to dosłownie - na
      Karmieniu Piersią jest taki wątek o największych głupotach i ma już ponad 100 postów

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=71686792

      Ja teraz mam 65H, po porodzie myślę że mogłoby być 75H. To już nie jest biuścik.
      Też trzymałam pierś między palcami jak "kanapkę", zresztą do dziś ja podtrzymuję
      bo siła grawitacji wyrywa ją juniorowi z pyszczka (a nie mówimy już o
      noworodku). W szpitalu pomocy było 0, tyle że był rooming-in więc junior leżał
      ze mną cały czas. W Warszawie chyba większość szpitali tak ma. Ale karmiłam
      wyłącznie piersią przez 5 miesięcy i karmię nadal (8,5 miesiąca). Więc się da :)
    • molowiak Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 17:58
      To jeden z wielu mitów laktacyjnych, ze niby kanaliki są (za)długie i dziecku
      ciężko ssać.
      Ja też miałam problemy z rozpoczęciem karmienia i gdyby nie moje wrodzone
      lenistwo też pewnie skończyłabym na laktatorze, no bo "duże piersi".
      Stwierdziłam, że skoro ja mogę ściągnąć mleko laktatorem to tym bardziej
      dziecko, które ma większa siłę ssania.
      Z mojego doświadczenia dużą ciężką pierś po prostu trzeba trzymać, żeby nie
      wypadała dziecku z ust i nie zatykała noska.
      Ja karmię tak, że kładę dziecko na poduszce trzymam pierś całą dłonią (prawa
      pierś prawą ręką, lewa - lewą) a główkę dziecka w drugiej ręce. Brodawkę
      spłaszczam lekko w palcach żeby dziecko mogło się przyssać. W trakcie karmienia
      kciukiem przyciskam lekko skórę przy nosku małego. Kiedy już dziecko nauczy się
      przysysać to można odkładać je na poduszkę a w uwolnionej ręce umieścić
      gazetę/książkę/pilot tv/telefon :)
      Dodam, że córkę dokarmiałam w szpitalu (miałam za mało pokarmu) a syn miał zakaz
      karmienia piersią przez 4 dni (ostra żółtaczka)mimo tego córkę karmiłam 15
      miesięcy i syna też zamierzam conajmniej tyle :)
      Myślę, że najważniejsze jest, żeby dziecko prawidłowo się przyssało zaraz po
      porodzie.
      • maith Próbowałam sobie wyobrazić to trzymanie 11.01.08, 20:21
        i w końcu stwierdziłam, że jakby co, to ja będę karmić w karmnikach ;)
        • molowiak Re: Próbowałam sobie wyobrazić to trzymanie 12.01.08, 12:34
          to zdecydowanie prostsze niż się wydaje - jakby co to mogę podesłać foto ;)
          a co do karmników to ja straciłam już nadzieję na kupno gotowego karmnika, w
          którym moje piersi nie będą wyglądały jak wał przeciwpowodziowy i obecnie nosze
          wyłącznie przerabiane ze zwykłych staników
    • mika_p Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 11.01.08, 18:59
      Wiesz, to może być problem.
      Ja mam piersi nieco nierówne - prawa jest większa. Urodziłam malutkie dziecko,
      2600g wagi urodzeniowej, obwód łebka 30 cm.
      To moje drugie dziecko, umiałam karmić. Ale przez kilka pierwszych tygodni z
      prawej karmiłam tylko po to, żeby podtrzymać laktację - ze dwa razy dziennie.
      Więcej się nie dało, bolało cholernie. Z drugą piersią nie miałam problemów. No
      a z prawą problemme był własnie rozmiar - nawet jak udało mi się córkę zmusić do
      porządnego złapania piersi, to ona zsuwała się o milimetr, i to był kluczowy
      milimetr, było za płytko. A jak było odpowiednio głęboko, to dla niej było za
      dużo. Każdy, kto by popatrzył, stwierdziłby, ze dziecko jest porządnie
      przystawione, a właśnie nie było, kwestia milimetra bieżącego, dosłownie.
      Dziecię podrosło, paszcza urosła i problem się skończył.

      Gdyby to było moje pierwsze dziecko, to pewnie skonczyłoby się na karmieniu
      tylko jedną piersią, bo nie umiałabym zdefiniować problemu.
      • maith Mika_p, a jaki miałaś wtedy rozmiar? n/t 11.01.08, 20:20
        A jaki miałaś wtedy rozmiar?
        • mika_p Re: Mika_p, a jaki miałaś wtedy rozmiar? n/t 12.01.08, 15:56
          Przed porodem z tabelek wyszło mi, że 85DD. Obwodów nie pamiętam... chyba 108 w
          biuście. O ile się nie mylę, tabelka wyglądała tak:
          www.biust.pl/pasaz/tabele_rozmiarow_dla_pan.htm
          No, ale to było w czasach przeduświadomieniowych rozmiarowo :)
          Podesłać ci zdjęcie tygodniowej Karoliny przy lewej piersi? ;-))
    • maith Czy ktoś jest tam zarejestrowany? Żeby dać info? 12.01.08, 00:48
      Przydałoby się wrzucić tam link do tego wątku. Może byłoby mniej stereotypów?
    • origami_21 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 12.01.08, 13:03
      Ja przy pierwszym dziecku usłyszałam, że nie będę karmić, bo mam za
      duże piersi, to było 10 lat temu, byłam mniejsza o jakieś trzy
      rozmiary (mniej więcej 75F). Trochę mnie to rąbnęło, a że dziecko
      wcześniak -1200g i przez sześć tygodni w inkubatorze, to faktycznie
      skończyło się na nenatalu. Teraz wiem, że to nie kwestia rozmiaru,
      tylko stres - młody był przez pierwsze tygodnie w bardzo ciężkim
      stanie, sugestia głupich położnych, no i niemożność przystawienia
      dziecka do piersi - kazali mi ściągać pokarm i karmili go przez
      sondę. Corkę za to karmiłam normalnie, pomimo większego rozmiaru
      (powiedziałabym 80H), w każdej możliwej pozycji, choć najwygodniej
      było na siedząco, młoda się nie udusiła, dziś ma 4,5 roku;)
      Nie miałam nigdy nawału ani zapalenia, pokarmu jednak wystarczało bo
      dziecko normalnie przybierało na wadze. Przyznać muszę, że wielką
      pomocą były dla mnie położne ze szpitala (Żeromski w Krakowie), w
      którym rodziłam, były na każde zawołanie i pilnowały, aby każda mama
      prawidłowo karmiła, uczyły, tłumaczyły, pokazywały, były zaj...
      uparte i równie skuteczne.
      Myślę, że są to skuteczne argumenty do obalenia tej idiotycznej
      tezy:)
    • wielebnna mit mi sie przypomniał 12.01.08, 16:38
      że w dużej piersi może być/zwykle bywa mało gruczołów mlecznych i matka taka
      bedzie niezdolna do wykarmienia dziecka
      • mika_p Re: mit mi sie przypomniał 12.01.08, 18:45
        Heh... Tak to jest, jak plotka wyolbrzymia jedno, pomija drugie...
        Poprawne twierdzenie brzmi: większe piersi mają więcej tkanki tłuszczowej niż
        mniejsze (bo gruczołowej z grubsza tyle samo).
        Albo tak:
        W dużych piersiach tkanka gruczołowa stanowi mniejszy procent objętości piersi
        niż w drobniejszych, bo jest jej z grubsza tyle samo, a w większych jest więcej
        tkanki tłuszczowej niż w mniejszych.
        Ale społeczeństwo się nie zna na prawie proporcji, bo w ogóle z matematyką jest
        na bakier.
    • annasi23 Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 12.01.08, 22:03
      Wydaje mi się, że ten durny stereotyp - duże piersi - mało mleka -
      wynika z jakiegoś pierwotnego zkojarzenia, że duży biust to płodność
      i kobieta mlekiem płynąca, a że kilku biuściastym nie udało się
      karmić (przy dokarmianiu w szpitalach i butelkowym szale 20 lat temu
      to nic dziwnego), to ktoś wysnuł wniosek, że jest odwrotnie.
      Ja mam duży biust, w stanie normalnym 70FF, przy karmieniu - nie
      wiem, bo jak karmiłam to nosiłam zły rozmiar, obecnie (6 miesiąc
      ciąży) - 70GG.
      Na początku miałam niewielkie problemy z popękanymi brodawkami, ale
      to była moja wina, bo źle małą przystawiałam, a nie rozmiaru piersi
      ani otoczki. Karmiłam dziecinę 15 miesięcy bez żadnych problemów.
      Teraz też zamierzam.
      Jeśli chodzi o problem żółtaczki i karmienia piersią - moja mała
      miała bardzo silną żółtaczkę (poziom bilirubiny 18 jednostek), była
      naświetlana w tym czasie ciągle karmiłam ją piersią. Ale pani doktor
      powiedziała, że jeśli bilirubina nie spadnie, to trzeba będzie
      odstawić. Na szczęście nie trzeba było. Słyszałam też o tym, że
      gotuje się odciągnięte mleko i przegotowane podaje maluchowi... Ale
      nie wiem, mam nadzieję że t zabobony.
      Odnośnie pozycji do karmienia - mi też najwygodniej było na leżąco,
      ale nie wiem czy to kwestia rozmiaru. Być może. Wtedy faktycznie
      więcej rąk jest wolnych i można przytrzymać palcem pierś, jeżeli
      zatyka nosek maluchowi. Ja tak musiałam robić.
      • wielebnna Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 13.01.08, 09:56
        pokarm kobiecy zawiera jakiś składnik, który spowalnia rozkład bilirubiny i
        datego dzieci z żółtaczką sa odstawiane; ale wiadomo też, że pokarm kobiecy ma
        funkcje ochronną przed nadmiarem bilirubiny w stosunku do układu nerwowego -
        natura to wszystko dobrze wymysliła
        dzieci sa odstawiane, żeby szybko spadł poziom biblirubiny i nie trzeba ich
        trzymac wtedy długo w szpitalu ale natura sobie z tym poradzi sama tylko, że
        dłużej to trwa
        no, to się wymądrzyłam :P
        • bathilda Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 13.01.08, 10:17
          Wielebnna, to zależy od poziomów bilirubiny, tutaj wypowiedzi Pani Moniki
          Staszewskiej, doradcy laktacyjnego "Dziecka"

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=70793554&a=70897051
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=63893970&a=63984815
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=570&w=59793940&a=59866388
          Mnie się wydaje, że większość lekarzy karze "rutynowo" odstawiać przy
          jakimkolwiek naświetlaniu. A to już na pewno nie jest z korzyścią dla dziecka. I
          może jeszcze cytat z Basiak36, która jest dyplomowanym "breastfeeding councelor"

          "Niestety to mit ze woda z glukoza wyplukuje bilirubine, jest dokladnie
          odwrotnie. Bilirubina jest wydalana z ogranizmu tylko z mlekiem nie z woda.
          Dzieci ktorym podawano wode z glukoza mialy zoltaczke dluzej niz te ktore byly
          wylacznie na piersi, karmione na zadanie. Tylko 2% bilirubiny eliminuje sie
          przez mocz, a 98% przez jelita, i kupke. Woda nie stymuluje pracy jelit, wrecz
          przeciwnie."

          Znam ją trochę i jej wierzę.
          • wielebnna Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 13.01.08, 11:02
            Bathilda, jasne, że przy poziomie 20 lepiej odstawić niż czekać na żółtaczkę
            jąder podkorowych; a panią Monikę znam i cenię bo jej wiedzą ratowała moją
            laktację:)
          • effka454 OT 13.01.08, 22:32
            Tak z ciekawości, czy ktoś wie jaki jest procent dzieci, które nie mają tej
            żółtaczki pokarmowej (podwyższonego poziomu bilirubiny)???
            Pytam, bo moje "oba dwa" dzieciaki ominęła ta wątpliwa przyjemność szerokim
            łukiem, zarówno syn, jak i córa nie mieli nawet o krztę podniesionego poziomu.
            Czy możliwe jest, że wraz z pokarmem przekazałam jakieś przeciwciała swoim
            dzieciom. Jako dodatkową informację dodam, że mnie samą w wieku przedszkolnym
            tylko raz próbowano zaszczepić gama-globuliną przeciw żółtaczce i nigdy więcej
            (obecnie stały wpis we wszystkich kartotekach), bo wywołała silną reakcję
            alergiczną.
            • wielebnna Re: OT 13.01.08, 22:38
              wg mojej skromnej wiedzy żółtaczka noworodków jest skutkiem rozpadu krwinek
              czerwonych zawierających hemoglobinę płodową a nie ma nic wspólnego z pokarmem
              (wzw A zwane jest żółtaczką pokarmową bo przenosi sie drogą pokarmową) - ale nie
              muszę mieć racji
              a reakcja alergiczna na gamma globulinę nie dziwi, w końcu podano ci obce
              białko, które zawsze jest silnym alergenem (czynnikiem uczulającym)
            • mika_p Re: OT 13.01.08, 23:49
              Wg tego co tu piszą:
              www.edziecko.pl/pierwszy_rok/1,79399,1399992.html
              40% donoszonych dzieci nie ma żółtaczki.
              I tak jak Wielebna zaznaczyła, to nie jest żółtaczka pokarmowa, tylko związana z
              faktem, że dziecko po tej stronie brzucha potrzebuje mniej czerwonych krwinek
              niż po tamtej.

              Z artykułu wynika ponadto potwierdzenie tego, co pisała Bathilda powołujac się
              na inna foremkę. Bilirubina rozpuszcza się w tłuszczach, więc mleko jest lepsze
              niż woda, z glukozą lub bez.
    • zuz-anka ja u siebie to bym nazwała zespołem 14.01.08, 14:07
      problemow z karmieniem piersią.
      Po pierwsze byłam po 2 cesarce, więc nie każda pozycja była wygodna
      po drugie mialam ogromne problemy z kręgosłupem, straszne bóle przy
      siedzeniu ze ssakiem na ręku
      po trzecie duża pierś, duży sutek i duża otoczka - sutków nie miałam
      pogryzuiinych, ale dziecko albo miało pierś na nosie, albo - przy
      nacisnieciu palcem piersi - mleko wylewające się z pyszczka. I tyle.
      wybrałam siebie.
    • ammma Re: Duże piersi a karmienie piersią - o co im cho 18.01.08, 14:04
      to jeszcze ja napisze z czego wynikly moje problemy z karmieniem. po
      pierwsze mala lezala pod lampami. moglam ja brac do karmienia co
      trzy godziny na pol godziny i ani dluzej. Wiec stres ze nie zdaze,
      ze musze ja juz odniesc itp. waga spadla jej ponad 10% i pediatra
      powiedziala dokarmiac, ze dziecko nie moze tak tracic na wadze,
      widocznie mam malo pokarmu. I tak oto potem dziecko przy kazdej
      probie przystawienia plakalo bo malo lecialo, a potem jak sie
      przyzwyczailo do butli, to tez plakalo. z butli leci szybciej wiec
      po co sie meczyc.
      zaznaczam ze rodzilam na zelaznej , szpitalu propagujacym karmienie
      piersia. Potem rozmawialam z p. Monika Staszewska ktora wytlumaczyla
      mi c oi jak, ale ja juz nie mialam sily i zostalysmy przy butli.
      gdybym od razu na nia trafila pewnie karmila bym do dzis.

      Niestety, to moje pierwsze dziecko, nie mialam pojecia co i jak z
      karmieniem. I to co lekarz powiedzial to uwazalam za swiete, jak
      powiedzial ze dziecko sie glodzi i waga nie moze tak spadac i trzeba
      dokarmiac to dokarmialam, nie majac pojecia ze w ten sposob moze
      zanikac laktacja. eh...
Pełna wersja