Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować?

29.08.08, 20:52
Będzie trochę przydługo i smędząco, wybaczcie, naszło mnie, bo przeczytałam wątek o nowych maskaradach i znów poczułam, że chciałabym błękitnego aragona ;).
Mam lekkie skłonności do nadmiernego kupowania. I nie podoba mi się to. Fakt, że po części dlatego ostatnio rzadziej bywam na LB, bo zbyt łatwo się nakręcam, z tej samej przyczyny stron stanikowych unikam jak ognia ;). Od niedawna jednak z różnych powodów, oczywiście finansowych, ale nie tylko, patrzę na te swoje zakupy bardzo krytycznie. Z dumą mogę oświadczyć, że z kosmetyków już się całkiem wyleczyłam, jadę na zapasach od początku roku, ale ze staników – nie całkiem. Stąd chciałabym zapytać, czy Wy również tak macie i jak sobie z tym radzicie. Bo na litość boską, staniki są oczywiście ładne, piękne, ja się cieszę, mąż się cieszy, ale na cholerę kupiłam aż 6 różnych Masquarade, o paru innych nie wspominając? Po co mi więcej niż, powiedzmy, pięć różnych dopasowanych staników na różne okazje? W pierwszej połowie roku było tak, że ustaliłam rozmiar, widziałam piękny stanik, kupowałam - i to kupowanie było trochę jak drink dla alkoholika, natychmiast zaspokajało potrzebę, ale na długo nie wystarczało. Jak już miałam, to dwa czy trzy dni później, może tydzień, widziałam następny i znowu to samo. Oszukiwałam siebie, że szukam stanika idealnego i jak znajdę odpowiednie, to przestanę kupować, ale to nie była prawda. Zawsze może być ładniejszy, no i można ten mniej ładny odsprzedać.
I w koło Macieju.
Ale do rzeczy - macie czasem pretensje do siebie o to kupowanie? Próbujecie z tym walczyć mniej lub bardziej radykalnie? Oczywiście pytam dziewczyny, które mają dopasowany rozmiar i spory wybór w tym rozmiarze, nie te poszukujące, które po prostu są zmuszone kupować i odsyłać.
Ja się powstrzymuję już od dwóch miesięcy, ale to nie znaczy, że nie mam ochoty na nowe maskarady chociażby – ale się trzymam ;). Tłumaczę sobie, że takie kupowanie, wydawanie, kupowanie, wydawanie to, przynajmniej w moim wypadku, niepotrzebne wywalanie kasy - mam już wystarczająco dużo ładnych i dopasowanych staników,w których dobrze się czuję. No i jakoś kompletnie nie pasuje do mojego zacięcia eko ;). Ale nie, spokojnie, nie doszłam jeszcze do tego, żeby uważać, że trąby powietrzne w Polsce to przez moje staniki, chociaż chyba jestem blisko ;).
    • konasana Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 20:58
      Marla, mogłaby się podpisać pod Twoim postem. Mam dokładnie to samo,
      tyle że jeszcze się nawet nie opanowałam:( Tym bardziej, że a. nie
      mam specjalnych ograniczeń finansowych, b. niedawno odkryłam e-bay,
      c. mam komu oddać trochę za małe i trochę za duże staniki (córka i
      siostra).
      Udalo mi się zapanować nad manią perfumową i kosmetykową (to
      podobnie, jak Ty), zostaja staniki, ale pocieszam się, że to też
      minie, a wychodzi taniej, niż perfumy przynajmniej... Też tego nie
      lubię w sobie, takiego ulegania nałogom.
      • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:22
        Konasana, perfumy opanowałam już półtora roku temu, Bogu dzięki :). Przypomniałam sobie, że zdarzył mi się jeszcze epizod z własnoręcznie robioną biżuterią, ehkem. Mechanizm jest zawsze ten sam, i to mnie martwi. Oczywiście za każdym razem tłumaczyłam sobie, że to takie hobby, chociaż to mało przekonujące nawet dla mnie samej - hobby, czyli kupowanie?
    • monika3411 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:17
      Nie mam żadnych wyrzutów.
      Nie mogę sobie pozwolić (niestety) na nałogowe kupowanie
      czegokolwiek. A chciałabym, oj chciała.
      Poza tym całe życie nosiłam tragicznie zły rozmiar stanika. A nawet
      tych w tragicznie złym rozmiarze nigdy nie miałam pod dostatkiem.
      Kupowałam wyłącznie Triumphy i miałam wielkie wyrzuty, że kupuję
      _tak ekskluzywną_ bieliznę...
      Dzięki LB zmieniłam podejście do staników oraz do siebie samej.
      Uważam, że zasługuję na to, żeby mieć piękną, dobrze dopasowaną
      bieliznę. Może moja kolekcja staników nie jest oszałamiająco wielka
      (ok. 10 sztuk), ale nigdy w życiu nie miałam tak wielu staników :-)
      No i naprawdę je lubię....
      • monikas27 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:35
        Wiesz Marla - mam to samo i to chyba powinno się leczyć :)
        Z tym, ze ja mam fazy na różne rzeczy. Kosmetyki to już od wielu
        lat - ostanio TROCHĘ mi przeszło na rzecz staników. Miałam fazy na
        ubrania dla córek (ach te dziecięce fatałaszki), zabawki i udało mi
        się je opanować.
        W moim przypadku ogranicza mnie brak własnej kasy - chwilowo nie
        zarabiam więc za wszystko płaci mąż.
        Staram się nie ułatwiać sobie dostępu do kolejnych źródeł zakupów
        tzn. nie aktywowałam swojej karty do zakupów w necie, nie
        zarejestrowałam się na e-bayu, ani też w żadnych sklepach
        zagranicznych. Jak już coś wpadnie mi w oko to z zakupem wstrzymuję
        się kilka dni - a może mi przejdzie, albo nie będzie juz mojego
        rozmiaru :)
        MonikaS.
        • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:57
          monikas27 napisała:

          Jak już coś wpadnie mi w oko to z zakupem wstrzymuję
          > się kilka dni - a może mi przejdzie, albo nie będzie juz mojego
          > rozmiaru :)
          > MonikaS.

          A to jest bardzo dobry sposób i dzięki niemu udało mi się nie kupić chyba z 10-ciu różnych rzeczy :). .
    • malen.ka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:26
      mam to samo...przed chwilą zamówiłam komplet masquerade, antośkę z szortami i
      ponad 260 zł mi wyszło za to... nie mam zbytnio ograniczonych funduszy ale
      cholera, czuje ze na te staniki wydaje za duzo...
    • daslicht Za dobrze wam! 29.08.08, 21:27
      Najlepiej nosić obwód 70- i miskę G+ i wszelkie tego typu problemy
      znikają. Mam 4 modele staników typu "worek", 0 kostiumów, 0
      kusidełek, 0 gorsetów i wciąż mogę o sobie powiedzieć, że najwięcej
      pieniedzy wydaję na kompakty :)
      Niech Ci zatem migruje radośnie i już nawet przy 65H czy 60J Twoim
      jedynym problemem będzie "jaki kolor Tanga wybrać" :P
      • monika3411 Re: Za dobrze wam! 29.08.08, 21:29
        daslicht, co za sygnaturka........
        Ja mam 70HH i też nie mogę mieć tych cudnych maskaradek :-(((((
        Moja wielka nadzieja w Effuniak...
      • marla30 Re: Za dobrze wam! 29.08.08, 21:36
        Daslicht, pewnie się postukasz w czoło, ale ja chyba wolałabym mieć taki rozmiar G+ (mam zaledwie 65FF/70E/F i wybór ogromny, niestety). Raz, że jako średniobiuściasta cieszyłabym się baaardzo z powiększenia, dwa, nie opieprzałabym się w duchu, że mając trzy aragony, w ogóle myślę o czwartym ;).
        Osiołkowi i tak dalej.
      • turzyca Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 01:29
        daslicht napisała:
        > Najlepiej nosić obwód 70- i miskę G+ i wszelkie tego typu problemy
        > znikają. Mam 4 modele staników typu "worek", 0 kostiumów, 0
        > kusidełek, 0 gorsetów i wciąż mogę o sobie powiedzieć, że najwięcej
        > pieniedzy wydaję na kompakty :)
        > Niech Ci zatem migruje radośnie i już nawet przy 65H czy 60J Twoim
        > jedynym problemem będzie "jaki kolor Tanga wybrać" :P

        65GG przeksztalcajace sie radosnie w 65H (zdecydowanie za dobrze gotuje ;])
        jakos nie podziela Twojej opinii. Jakbym chciala zbankrutowac to spokojnie bym
        zbankrutowala. Ale jak ktos chce narzekac, to fakt, ze ze na 60J na brastopie
        jest kragla kaska zarowno w turkusie jak i w czerni i do tego ten sliczny
        Panache w krateczke (widzialam na bathildzie, sliczny jest i ksztalt tez bardzo
        ladny daje), tez go od marudzenia, ze "na 60J nic nie ma" nie powstrzyma. A ze
        ten ktos publicznie klamie? Sam sobie wystawia swiadectwo.
        • kociatko_biusciaste Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 12:44
          Turzyco, ponieważ ja też marudzę na forum, muszę wziąć w obronę daslicht. A co,
          jeśli ona jest wąskofiszbinowa? Wtedy Panache jej nie leży (jak mnie - strasznie
          niewygodnie), a Curvy Kate mają jeszcze strasznie szeroko rozstawione ramiączka
          i ja tego nawet przymierzać nie mogę. W tym rozmiarze jest tylko: CK, 2 czy 3
          modele, tak samo szyte, i Tango, Fiesta i Harmony.
          • kociatko_biusciaste Re: Za dobrze wam! 31.08.08, 11:00
            Eee, daslicht ma 65 a nie 60, więc ma jednak większy wybór, niż napisałam.
            Możliwość edycji postów by się przydała.
        • daslicht Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 13:51
          Hehehe, wiedziałam, że zaraz się obrończynie worów znajdą, rzucą w
          kąt swoje kolekcje maskaradek, plungów i półmisek i zaciekle zaczną
          bronić wyłażących spod wszystkiego trzech modeli na krzyż. Aż sie
          zdziwiłam że dopiero dzisiaj, a nie jeszcze w nocy :)

          Oczywiście, że T2 czy inne pancerstaniory mogą być fajne i
          użyteczne, ale wtedy jak masz alternatywę. Trampki też są fajne, ale
          gdy są to jedyne dostępne dla ciebie buty, to juz nie jest tak
          fajnie :/ (nie, nie wrzucać mi teraz linków sklepów obuwniczych, bo
          to miało porównanie być!)

          Oczywiście że kłamię hehehe :) (szatański śmiech). Lubię sobie
          czasem wieczorami odwiedzić listki-figowe, wybrac 30JJ i gdy sobie
          oglądam takie staniory: tinyurl.com/5d7kje to tak się
          podniecam, ze strach! A najbardziej kręci mnie Cally i Belle, aż nie
          mogę w klawisze wcelować... a emocje takie, że czasem muszę pójść
          pobiegać naokoło bloku :) yyych, jednak w dzisiejszych czasach to
          się z żadna perwersją nie ukryjesz ;)
          • chinski.nowy.rok Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 15:33
            Absolutnie zgadzam się z daslicht, jest pewien wybór w "tych" rozmiarach ale
            niestety wszystkie modele są uzbrojone i zabudowane jak kaftany bezpieczeństwa
            (patrz eliza).
            Curvy Kate i wszystkie Panache wbijaja się pod pachy, Freye mają niemal golfy.
            ALE trzeba przyznać, że modelują, biust mi się ładnie kształtuje i rośnie.
            Zobaczymy jak to się skończy :)
            • sheena777 daslicht ma rację 07.09.08, 14:41
              bardzo lubię swoją freye rio, traktuje ją jako stanik "leczniczy"
              który ma mi pomóc w migracji. mam jeszcze kilka tego typu staników,
              bardzo wygodne ale niestety nie nadają sie do wszystkich dekoltów.
              i do zeszłego tygodnia BAAAARDZO zazdrościłam wszystkim posiadaczkom
              maskaradek, ze w ogole mają wybór!!!

              wyjaśnię teraz dlaczego zazdrościłam do zeszłego tygodnia. króregoś
              dnia odwiedziła mnie limonka i miała ze sobą kilka staników.
              oczywiście musiałam wykorzystać sytuację i pomierzyć, chociaż jej
              rozmiary to głównie 32G, więc na mnie zbyt szeroki obwód.
              przymierzyłam regency 32G, i zakochalam się w efekcie jaki on daje.
              oczywiście następnie byłam wsciekla, że nie produkuje się rozmiaru
              dla mnie. miska w 32G była idealna, tyle ze ten obwód... (dlatego m.
              in. pisałam w jednym watku jak to jest z tym skracaniem).

              kolejnym krokiem było kupienie polki 32G (była w promocji, wiec
              stwierdziłam ze warto spróbować). i powiem wam ze kocham i uwielbiam
              ten stanik. na razie zapinam na najciasniejsza haftkę i jest ok, jak
              się rozciągnie zaniosę do skrócenia. ale takiego efektu nie da wam
              żadne tango, rio czy polly, jakkolwiek wygodne mogą one być. dlatego
              rozumiem już dlaczego daslicht ma 3 aragony i chce 4-ty. bo ja tez
              chciałabym polke białą, polkę czarną, czerwoną i niebieską (o ile
              będą)do róznych ciuchów.

              i bardzo żałuję, ze dziewczyny z miseczkami G+ i wąskimi obwodami
              nie mogą na sobie sprawdzić jak spektakularny efekt dają maskaradki.
              a każda z nas chce przecież mieć biustonosz "na wyjście" do zadań
              specjalnych.

              w ogóle odkąd mam polkę, to uważam ze wszystkie rankingi
              na "kusidełko wszechczasów" gdzie generalnie wygrywała arabelka, nie
              są jasno sprecyzowane. arabelka moze kusic po zdjęciu bluzeczki, ale
              skoro doszło do tego momentu to facet i tak został już skuszony ;)
              natomiast polka to NAJWIĘKSZE kusidełko w bluzce/sukience z
              odpowiednim dekoltem. sprawdziłam na płci przeciwnej i uwierzcie, 9
              na 10 facetów obejrzy się za wami na ulicy. a ten 10-ty obejrzy sie
              za innym facetem :))))))
              • sheena777 Re: daslicht ma rację 07.09.08, 14:51
                sheena777 napisała:


                > rozumiem już dlaczego daslicht ma 3 aragony i chce 4-ty. bo ja tez
                > chciałabym polke białą, polkę czarną, czerwoną i niebieską (o ile
                > będą)do róznych ciuchów.

                oczywiście miałam na myśli marlę, szkoda ze tu się nie da edytować
                wpisów
          • kociatko_biusciaste Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 16:53
            Daslicht, jesteś boska;)
          • turzyca Re: Za dobrze wam! 30.08.08, 23:02
            daslicht napisała:

            > Hehehe, wiedziałam, że zaraz się obrończynie worów znajdą, rzucą w
            > kąt swoje kolekcje maskaradek, plungów i półmisek i zaciekle zaczną
            > bronić wyłażących spod wszystkiego trzech modeli na krzyż. Aż sie
            > zdziwiłam że dopiero dzisiaj, a nie jeszcze w nocy :)
            >
            > Oczywiście, że T2 czy inne pancerstaniory mogą być fajne i
            > użyteczne, ale wtedy jak masz alternatywę. Trampki też są fajne, ale
            > gdy są to jedyne dostępne dla ciebie buty, to juz nie jest tak
            > fajnie :/ (nie, nie wrzucać mi teraz linków sklepów obuwniczych, bo
            > to miało porównanie być!)
            >
            > Oczywiście że kłamię hehehe :) (szatański śmiech). Lubię sobie
            > czasem wieczorami odwiedzić listki-figowe, wybrac 30JJ i gdy sobie
            > oglądam takie staniory: tinyurl.com/5d7kje to tak się
            > podniecam, ze strach! A najbardziej kręci mnie Cally i Belle, aż nie
            > mogę w klawisze wcelować... a emocje takie, że czasem muszę pójść
            > pobiegać naokoło bloku :) yyych, jednak w dzisiejszych czasach to
            > się z żadna perwersją nie ukryjesz ;)


            Daslicht cytat: "Niech Ci zatem migruje radośnie i już nawet przy 65H czy 60J
            Twoim jedynym problemem będzie "jaki kolor Tanga wybrać" :P" I ja sie odnosze do
            tego tekstu, bo ten tekst jest klamstwem. Owszem w 65JJ wybor jest mizerny i
            jest wylacznie Panache. Ale 65H czy 60J wybor jest jednak o niebo wiekszy.
            Podsumowujac sytuacje: w 65H jest spory wybor, a Ty twierdzisz ze jest tylko
            tango. To jak nazwac to co robisz? Mijaniem sie z prawda? Podawaniem wybranych
            faktow? A moze prosto z mostu i bez owijania w bawelne?
            Wiesz co mnie wkurza? Ze siedzisz tu i marudzisz. Marnujesz swoja energie na
            zupelnie bezproduktywne czynnosci i zamieniasz lobby w sciek. Ile razy juz
            napisalas maila do wszystkich biusciastych producentow, ze chcialabys nosic ich
            staniki, ale rozmiarowka konczy sie na J, a Ty potrzebujesz JJ? A do ilu
            sklepow? Ile osob w podobnej sytuacji namowilas do tego samego dzialania? 5 lat
            temu nie dalo sie w Warszawie kupic miski powyzej polskiego G, 2 lata temu nie
            dalo sie kupic obwodu ponizej 70, teraz mamy kilka sklepow prowadzacych i 60 i
            miseczki dochodzace do brytyjskiego JJ. Myslisz ze to sie wzielo samo z siebie?
            Nagle komus do glowy taki pomysl przyszedl? To efekt wielu konstruktywnych
            dzialan wielu kobiet. Chcesz miec koronki w rozmiarze 65KK? To wez sie w koncu
            do jakiegos sensownego dzialania. Mi tez sie nie podoba pare rzeczy na
            stanikowym rynku, ale staram sie je zmienic i w zwiazku z tym moderuje lobby,
            wpolzalozylam niemieckie forum, tlumacze teksty, w dwoch jezykach odpowiadam na
            pytania rozmiarowe i ratunkowe. A Ty? Co TY zrobilas?
            • daslicht Re: Za dobrze wam! 31.08.08, 00:03
              Napisałam wyobraź sobie, ale "nie będzie więcej literek, bo
              producent nie przewiduje". Po angielsku też się naprodukowałam, tak
              się składa że potrafię, choć moze wrażenie totalnego młota
              sprawiam :/ Milenie podałam 20 adresów, dogadali sie z 7 sklepami -
              UWAGA - czysto charytatywnie, ale w tym dla ciebie - Milena na mnie
              nic nie robi (tak, wie o tym).

              Jak cię wkurza że siedzę i marudzę, to zrób sobie tę przyjemność i
              wlep mi bana, o! Choć juz niedługo zmieniam pomorskie na podlaskie i
              nie będę tyle siedzieć. Twojego niemieckojęzycznego forum w ściek
              nie zamienię, bo choć rozumiem treści, to piszę zbyt słabo (a
              widzisz! jednak jestem młot!) i zresztą to to samo co tu :/

              Rozmiarów nie wolno mi tu pisać, na żywo dobieram (nielegalnie!) bez
              kalkulatora i trafiam. Do vipowskich stref jak widzisz nie mam
              dostępu, ściekowego syfobloga nawet nie założyłam choć miałam
              zezwolenie :/

              Ty, weżże tu każdemu kartotekę załóż ile razy kto gdzie napisał, jak
              nie wyrobi normy, to fora ze dwora

              I nie wiem po kiego ja to piszę, z adminami się z zasady nie
              dyskutuje. Raz kozie śmierć, i tak niedługo wyjeżdżam :P

              ciąg dalszy nie nastąpi
              Cally, Belle i T2 są cudowne. I w ogóle to kocham Wielkiego Brata.
              Dobranoc :/
              • turzyca Re: Za dobrze wam! 31.08.08, 16:55
                daslicht napisała:

                > Napisałam wyobraź sobie, ale "nie będzie więcej literek, bo
                > producent nie przewiduje". Po angielsku też się naprodukowałam, tak
                > się składa że potrafię, choć moze wrażenie totalnego młota
                > sprawiam :/ Milenie podałam 20 adresów, dogadali sie z 7 sklepami -
                > UWAGA - czysto charytatywnie, ale w tym dla ciebie - Milena na mnie
                > nic nie robi (tak, wie o tym).

                Ja sie nie pytalam "czy". Ja sie pytalam "ile razy". Wiesz dlaczego? Bo od
                jednego listu malo co sie zmienia. Ale regularne pytania, szczegolnie wielu
                osob, daja pozadany efekt. Jesli za kazdym razem, gdy najdzie Cie ochota
                poobrazac ludzi mowiac o nich per mutanty ugryziesz sie w jezyk i zrobisz akcje
                mailingowa tudziez wyciagniesz na powierzchnie stara i spytasz sie, jakie
                przyszly odpowiedzi, to naprawde szybciej trafia do Ciebie staniki w rozmiarze
                65KK niz jak bedziesz dalej obrazac ludzi.
                Poza tym nie wiem, na jakiej podstawie twierdzisz, ze sprawiasz wrazenie mlota -
                moja jednoznacznie pozytywna opinie na temat swojej inteligencji i jakosci piora
                znasz. Nie wiem wiec do kogo pijesz z tym mlotem.
                Co do Mileny - super, mam nadzieje, ze skorzystaja. Choc nie wiem, czy ja
                osobiscie odniose z tego jakis pozytek, bo ja sie mijam z ich wzornictwem. No i
                chyba niemieckich adresow im nie podawalas, a jak mam przejechac 1000 km, zeby
                kupic stanik to ja dziekuje, wole poczte. Ale niezaleznie od braku moich
                osobistych korzysci, fajnie ze sie cos ruszy.

                > Jak cię wkurza że siedzę i marudzę, to zrób sobie tę przyjemność i
                > wlep mi bana, o! Choć juz niedługo zmieniam pomorskie na podlaskie i
                > nie będę tyle siedzieć. Twojego niemieckojęzycznego forum w ściek
                > nie zamienię, bo choć rozumiem treści, to piszę zbyt słabo (a
                > widzisz! jednak jestem młot!) i zresztą to to samo co tu :/

                Ja Ci bana wlepic nie moge. I nie o to chodzi. Bo masz do powiedzenia mnostwo
                fajnych, madrych rzeczy i spora czesc Twoich rad wielu osobom sie przydala, ale
                potem psujesz caly efekt wylewaniem pomyj. Mam jedno nieodmienne skojarzenie -
                jak mialam lat nascie to regularnie zdarzala mi sie sytuacja, w ktorej zrobilam
                cos extra, np pyszny obiad dla calej rodziny, a potem psulam caly efekt, robiac
                awanture o niewiele znaczacy drobiazg. I w pamieci zostawala ta koszmarna
                awantura, a nie wypracowane dzielo. I Ty robisz dokladnie to samo - mimo wielu
                uzytecznych postow niszczysz ogolne wrazenie koszmarnymi awanturami. Jestes
                rozchwiana hormonalnie nastolatka z ciezkim PMSem i trzytygodniowym cyklem?

                Swoja droga znajomosc okreslonego jezyka nie jest dowodem inteligencji czy jej
                braku.

                > Rozmiarów nie wolno mi tu pisać, na żywo dobieram (nielegalnie!) bez
                > kalkulatora i trafiam. Do vipowskich stref jak widzisz nie mam
                > dostępu, ściekowego syfobloga nawet nie założyłam choć miałam
                > zezwolenie :/

                Wcielas sie do watku rozmiarowego jakies trzy tygodnie po zawitaniu na forum.
                Rady ktorych udzielalas byly lagodnie mowiac chybione. Nie masz wrazenie ze
                sytuacja troche sie zmienila? Normalna forumka, ktora chce udzielac rad w watku
                rozmiarowym, a nie jest pewna, czy juz moze, odzywa sie do Maith i pyta sie, czy
                moze zaczac dzialac.
                Btw. dobieranie na zywo jest latwiejsze.
                Wciaz pozostaje przy zdaniu, ze taki blog w Twoim wykonaniu bylby fajny - te
                rady z meska koszula i paskiem byly bardzo fajne, te z rozrysowanymi trzema
                sylwetkami tez.

                > Ty, weżże tu każdemu kartotekę załóż ile razy kto gdzie napisał, jak
                > nie wyrobi normy, to fora ze dwora

                A czemu i po co? Nie umawialysmy sie na nic, na zadna ilosc postow, czy
                czestotliwosc bywania. Jedyne na co sie umawiamy i jest to warunek, ktory
                akceptujesz automatycznie, biorac udzial w zyciu lobby to szacunek - szacunek
                dla kazdej kobiety niezaleznie od jej gabarytow. Ale tez szacunek dla
                wspolczytajacych - uzywanie poprawnej polszczyzny i wyrazanie swoich pogladow w
                sposob nie sprawiajacy przykrosci innym.


                > I nie wiem po kiego ja to piszę, z adminami się z zasady nie
                > dyskutuje. Raz kozie śmierć, i tak niedługo wyjeżdżam :P

                A dlaczego nie? Ja to robie regularnie. I jak widzisz siedzac po drugiej stronie
                tez nie lapie za nozyczki tylko spokojnie i logicznie odpowiadam na Twoje
                histeryczne teksty pelne pieknych insynuacji.


                > ciąg dalszy nie nastąpi
                > Cally, Belle i T2 są cudowne. I w ogóle to kocham Wielkiego Brata.
                > Dobranoc :/

                Jesli Ci sie nie podoba to, co masz, to zmien to. Jesli wolisz wrocic poza
                matrix to triumphowe 95D czeka na Ciebie z radoscia. Ja wole matrix czyli
                wygodne staniki i zmienianie otaczajacej mnie rzeczywistosci. Jak sobie
                poscielisz tak sie wyspisz. Jak za 4 lata bede karmic to koronkowy kolorowy
                karmnik 65K kupie w sklepie na rogu.
      • kura17 Daslicht... 30.08.08, 11:27
        sprzedaje wlasnie na niemieckim ebay nietrafione (za duze) bardzo ladne cally,
        harmony rozmiar 30J (ale naprawde duze miski), nawet czarne tango 30jj sie
        znajdzie ;)
        moze jestes zainteresowana? ;) linkuje swoje aukcje ponizej

        cgi.ebay.co.uk/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&rd=1&item=220273809445&ssPageName=STRK:MESE:IT&ih=012
        cgi.ebay.co.uk/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&rd=1&item=220273812770&ssPageName=STRK:MESE:IT&ih=012
        cgi.ebay.co.uk/ws/eBayISAPI.dll?ViewItem&rd=1&item=220273818423&ssPageName=STRK:MESE:IT&ih=012
    • jud.yta Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:34
      Mam to samo :(
      Jeszcze niedawno narzekałam, że w moim rozmiarze 28G jest tak
      niewiele staników, a teraz się cieszę, bo chyba bym wszystkie
      kupiła, albo umarła, że nie mogę kupić.
      Właśnie dzisiaj rano, jak zobaczyłam wyprzedaż w Bravissimo, to
      kupiłam sobie dwa kompleciki, poszło tylko (czyt. aż) 300zł :(
      Jak dalej tak pójdzie to dzieciom na obiadek ugotuję Arabelkę :)
      • jud.yta Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:39
        Ja znam na siebie sposób. Bardzo prosty - odłączyć internet :(
        Będę miała więcej czasu i nie będę nic kupować przez internet :)
      • justinehh Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:44
        Maskaradek na mnie nie produkują, Freya Millie w moim rozmiarze nie istnieje,
        nie mogę się dogadać z Tangiem, i do tego mam całą szufladę staników nie w tym
        rozmiarze co trzeba i brak środków na właściwy rozmiar...
        • jaagna do justinehh 30.08.08, 13:22
          Mam podobne do Twoich wymiary i szykuję się na Maskaradkę. Poniewaz mają dosyć ścisłe obwody :-) to mozemy spróbować 75G. Ja przynajmniej zamierzam.
          Sprzedaj na Allegro niepasujace staniki i za tę kwotę kup coś pasujacego. Na szczęście Tango plunge na nie jest dobre (choc jestem Freyowa), ale z Freya masz kilka fajnych staników (Arabella, Maisie, Eleanor)! Czy nosisz rozmiar 32GG?
          • justinehh Re: do justinehh 30.08.08, 16:37
            To co napisałaś jest szalenie mądre, ale po pierwsze- chyba od dwóch miesięcy
            próbuję pozbyć się dwóch staników, zarówno na giełdzie jak i na Allegro i na
            razie mam tylko prowizję do zapłacenia. Dwa dalsze staniki poszły "do ludzi"
            tylko dlatego że były solidnie używane i w niskiej cenie. Za nie mogę sobie
            kupić pół Eleanor albo Arabelli, a bardzo bym chciała mieć te dwa staniki. Te
            dwa pozostałe w końcu sprzedam, ale pewnie za złotówkę i na tym się skończy. Po
            drugie- 32 GG to musi być ścisłe, częściej celuję w 30HH, ostatnio mierzyłam
            arabelkę 70G i od razu zapięłam ją na trzecią haftkę i jeszcze miałam sporo
            luzu. A 75G to przypuszczam że służyłoby mi jako stanik podnoszący pośladki.
            • monika_i Re: do justinehh 02.09.08, 23:42
              jaki rozmiar arabelli? 30h? za dwa tygodnie zaczyna sie wyprzedaz w
              debenhams i jezeli bedzie, to kupie i wystawie na allegro za
              normalna cene. ostatnio chyba nawet taka udalo mi sie znalezc....
    • boziaj Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:40
      mi szaleństwo zakupowe ograniczaja srodki ;)
      a serio to mi kupowanie (ładnych, nietanich, wielu, nie całkiem
      potrzebnych) staników chyba wyszło na (psychiczne) zdrowie
      mogę się troche porozpieszczac :)
      ba, zaczęłam kupować pasujace do bielizny inne części garderoby
      a nawet nabylam serum do biustu ;P
    • iw1978 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 29.08.08, 21:49
      Jak opanować nie wiem. U mnie wystarczyło podjąć decyzję o odchudzaniu. Utknęłam wskutk migracji pomiędzy 70G a GG i teraz marzę tylko o powrocie na G. Na razie idzie ku dobremu więc z zakupami jeszcze przez chwilę się wsztrzymam i poprzestanę na tych moich 5 sztukach (reszta nie pasuje). Ale po dojściu do wymarzonej wagi zaszaleję, to pewne.
    • roza_am Na serio (i długie) 29.08.08, 22:28
      Dziewczyny, zastanawiam się, czy to ma być kolejny wątek, w którym pośmiejemy
      się same z siebie, bądź po babsku poużalamy się nad swoim "ciężkim" losem (bo
      czymże jest zakupomania wobec kataklizmów, wojen czy chorób zagrażających życiu).

      Czy też na poważnie zastanowimy się nad uzależnieniem zakupowym - jak rozpoznać,
      jak opanować i jak z nim wygrać.

      Odczuwanie wyrzutów sumienia z powodu kolejnych zakupów, regulowanie swoich
      emocji za pomocą zakupów, przerzucanie się z jednej "manii" w drugą itp. to
      poważne sygnały świadczące o potencjalnym uzależnieniu.

      Powiecie, że zakupomania to miłe hobby, a nie poważne uzależnienie. Na początku
      KAŻDE uzależnienie wydaje się niewinne. Koszty, które z jego powodu ponosimy
      rosną z czasem. W przypadku nałogowych zakupów - wydajemy coraz więcej pieniędzy
      rujnując swój budżet, tracimy coraz więcej czasu na przeglądanie stron,
      śledzenie aukcji czy zwykłe marzenie o tym, co chciałybyśmy sobie kupić.
      Rodzina, praca, inne zobowiązania stopniowo schodzą na plan dalszy. Z biegiem
      czasu kolejne zakupy coraz mniej cieszą. Potrzebujemy kupować więcej, częściej,
      szukamy staników coraz bardziej niezwykłych, dostarczających coraz silniejszych
      emocji.

      Skutki mogą być podobne jak w przypadku innych uzależnień. Coś, co miało
      uprzyjemnić nam życie staje się naszą zmorą. Niszczy naszą psychikę, relacje z
      otoczeniem, wszelkie sfery życia.

      Uzależnienie to choroba samooszukiwania się, zamydlania sobie oczu. Osoba nią
      dotknięta robi wszystko, aby zapewnić sobie komfort uprawiania nałogu.
      Usprawiedliwia swoje zachowanie, lekceważy je, nie słucha niepokojów otoczenia.
      Próbuje udowodnić, że panuje nad sytuacją. Na jakiś czas powstrzymuje sie od
      zakupów, zmienia ich obiekt. Jednak zmiana zachowania nie zmienia tego, co
      siedzi w głowie.

      Właśnie dlatego przyjęłam ton serio i nie włączyłam się w "żaśmiewanie" problemu.

      BARDZO WAŻNE: najłatwiej poradzić sobie z uzależnieniem, gdy jest ono w
      początkowej fazie, bądź gdy straty są już poważne, rozległe i jest się na tzw.
      dnie. Nie warto czekać na osiągniecie dna. Jeżeli zauważyłyście, że możecie być
      uzależnione, budzi to wasz lęk i chcecie coś z tym zrobić - NIE ZWLEKAJCIE.
      Podejmijcie działania już teraz, bo następną szansą może być dopiero moment
      bycia na dnie.

      Czy kupowanie staników zawsze prowadzi do uzależnienia - NIE. Czy cieszenie sie
      zakupami zawsze jest groźne - także NIE. Ale jeśli któraś z nas na serio się
      niepokoi - NIECH TEGO NIE LEKCEWAŻY.
      • marla30 Re: Na serio (i długie) 29.08.08, 22:55
        Roza_am, nie masz pojęcia, jak mnie cieszy Twój post. Bo ja się na serio niepokoję tymi moimi "zrywami". Trochę się bałam pisać o niepotrzebnym kupowaniu, żeby, przeciwnie do moich intencji, nie zostało to odebrane jako zaglądanie innym do portfela (czego nienawidzę). Ja jestem chyba w początkowej fazie, panuję nad tym w miarę, ale nie podoba mi się sam mechanizm u mnie. Otrzeźwiło mnie, kiedy tłumaczyłam dziecku, że nie może dostać nowych klocków, bo jak się za często kupuje różne rzeczy, to człowiek przestaje doceniać, co ma, ciągle chce jeszcze i jeszcze, no i poza tym szkoda pieniędzy - a właśnie wtedy nosiłam się z zamiarem kupienia sobie kolejnego stanika :(.
        Nie pogniewajcie się, ale to "odbijanie sobie, bo całe życie nosiłam zły rozmiar" nie przemawia do mnie za bardzo - w sensie, że teraz sobie sprawię kolekcję 30-40 staników, bo mi się należy za wszystkie złe czasy, i teraz będzie inaczej, lepiej, ciekawiej. Mówię tylko za siebie, oczywiście - ja się po prostu źle czuję, jak mam za dużo, a czasem kupuję/kupowałam bezmyślnie.
        • roza_am Re: Na serio (i długie) 29.08.08, 23:53
          Marla, mam wrażenie, ze masz dużo samoświadomości i motywacji - to dobrze wróży. Właśnie rozpoznanie i zrozumienie sytuacji jest kluczowe.

          Myślę, że dzięki swojemu dziecku możesz łatwo zauważać, które Twoje myśli i zachowania są dziecięce. Tzn. odróżniać kiedy stanika faktycznie potrzebuje dorosła kobieta, a kiedy marzysz o nim jako mała dziewczynka. I tak jak stawiasz zdrowe granice swojemu dziecku, tak możesz to robić wobec małej dziewczynki ukrytej w Tobie.

          Mam wrażenie, że bardzo często na forum nakręcamy sie na nasze dziecięce potrzeby. Chyba po prostu są one w nas powszechne i bardzo silne. Myślę, że to dobrze że dla równowagi pojawił sie Twój trzeźwy głos. Przypomniałaś, że oprócz rozpieszczania siebie, ważne jest też stawianie granic.
          • marla30 Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 07:41
            Roza_am, dzięki za krzepiące słowa. Powiedz mi, co właściwie ma robić ktoś, kto widzi taki problem w sobie? Może nie w wielkim stopniu (tym groźniej, bo nikt mnie nie opieprzy i nie otrzeźwi, jeśli sama tego nie zrobię), ale to się przecież może zmienić. Bo unikanie stron stanikowych to metoda na krótką metę, za jakiś czas pojawi się zapewne coś innego, co trzeba będzie koniecznie kupić, inne "hobby". Nie mam wielkiego doświadczenia w walce z nałogami, miałam jeden, papierosy, ale rzuciłam tuż po studiach, bez wielkiego problemu, i do dziś nie palę ani o tym nie myślę.
            • kociatko_biusciaste MARLA 30.08.08, 12:49
              Marla, idź na terapię. Może być tak, że masz niezaspokojone potrzeby z
              dzieciństwa, i próbujesz je teraz zaspokoić czymś innym, a to się nie uda.
              Poczytaj Alice Miller, np. "Zniewolone dzieciństwo", tam jest m.in. o
              narkomanii, a branie narkotyków to tak samo kompulsywne zachowania, jak nałogowe
              kupowanie.
            • roza_am Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 17:54
              Marla, to, że zauważyłaś problem to już połowa sukcesu. To jest zazwyczaj
              najtrudniejsze do wykonania.

              Co więcej, wykonałaś tez krok drugi - czyli powstrzymałaś się od "uprawiania"
              nałogu.
              Dziewczyny w wątku podają kilka sposobów jak sobie radzić w tym zakresie. Pewnie
              pojawi sie ich więcej.
              Ja mam dodatkowo taki pomysł: spróbuj znaleźć (przynajmniej na ten
              najtrudniejszy okres) jakąś osobę, która pomoże ci oceniać sensowność
              planowanych zakupów. Bo przecież czasami naprawdę trzeba coś kupić. Osoba z
              zewnątrz pomoże odróżnić czy jest to zakup nałogowy czy faktycznie potrzebny.

              Krok trzeci - czyli rozpoznanie przyczyn. Jak sama zauważyłaś powstrzymanie sie
              od zakupów to tylko likwidacja objawów, a nie przyczyn. Aby zmiana była trwała
              trzeba sięgnąć głębiej. Jak to zrobić?

              Po pierwsze polecam samoobserwację. Spróbuj zadać sobie pytania: Kiedy pojawia
              się u Ciebie chęć na zakupy? W jakich sytuacjach? Co wtedy czujesz? Co byś
              czuła, gdybyś nie myślała o zakupach? itp. Możesz w ten sposób nauczyć się
              wyłapywać pierwsze sygnały nadchodzącego "napadu", a także odkryć jaki głębszy
              problem za tymi napadami stoi.

              Pomocą na pewno będzie psychoterapia, grupy wsparcia czy rozmowa z
              zaprzyjaźnioną uświadomioną osobą (np. z kimś kto sam jest "po przejściach" i
              rozumie pewne mechanizmy).
              Dobrze jest też włączyć do pracy, a przynajmniej spróbować uświadomić rodzinę,
              coby mogła cię wspierać i pomagać.

              Polecam Ci książkę Katarzyny Miller "Chcę być kochana tak jak chcę", która
              będzie dodatkiem do październikowego Zwierciadła. W przystępny sposób są opisane
              psychologiczne mechanizmy leżące u źródła różnych problemów oraz sposoby
              radzenia sobie ze sobą. Polecam.

              Co do terapii, to IMO raczej "zwykła" niż typowo odwykowa. Dlaczego - po
              pierwsze trudno będzie znależć w Polsce program terapeutyczny dla tego rodzaju
              uzależnienia, jeśli jest taki, to zapewne pełnopłatny, no i z tego co wiem, tego
              typu terapie są zwykle adresowane do osób w dalszych fazach uzależnienia, z
              poważnymi szkodami w życiu spowodowanymi przez nałóg.

              Ale, polecam skorzystanie z bezpłatnej konsultacji w placówce odwykowej. Powinni
              udzielić porad i wskazówek, zarówno co do mechanizmów uzależnienia, jak i
              możliwości terapii. Oto baza adresów:
              www.odwyk.pl/index.php?dz=strony&op=spis&id=167

              Tutaj link do księgarni on-line specjalizującej się w tematyce uzależnień:
              www.akuracik.com/show.csv.php?o=499
              Myślę, że mogą polecić ci pozycje o tematyce, którą będziesz zainteresowana.
              Może coś z Ewy Woydyłło?

              No i staraj się bardziej siebie ZROZUMIEĆ, a NIE OCENIAĆ. Każde zachowanie ma
              swoją przyczynę i czemuś służy. Jeśli zrozumiesz przyczynę będziesz mogła
              zastąpić działanie destrukcyjne pozytywnym. Jeśli będziesz się tylko obwiniać i
              potępiać za jakieś zachowanie, ono będzie powracać.
              • marla30 Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 20:14
                Roza_am, ponownie wielkie, wielkie dzięki. Na pewno zainteresuję się tą książką Katarzyny Miller i paroma innymi, przejrzę tę księgarnię. Trochę się obawiam, że jeśli pójdę do specjalisty i powiem, że mam poważny problem z powodu posiadania 12 staników, z czego większość kupiłam na sale'ach, to się postuka w czoło;). Nieee, na serio to wcale nie sądzę, żeby jakiś specjalista tak się zachował,ale jednak na początek spróbuję rzeczywiście sama poszukać przyczyn takiego zachowania i nakręcania się. Bardzo, bardzo dobrą radą wydaje mi się właśnie rada dotycząca zastanowienia się, co jest rzeczywistą potrzebą dorosłej kobiety, a co pragnieniami małej dziewczynki. I ta, żeby zaobserwować, kiedy się pojawiają - ja np. dotąd nie skojarzyłam, że nasiliło mi się, kiedy na wiele miesięcy zachorowałam.
                W odróżnieniu: mam takie wieloletnie i prawdziwe hobby - bardzo lubię gotować i co pewien czas, raz na kilka miesięcy, sprowadzam sobie (przez EMPiK albo z Amazona) jakieś egzotyczne książki kucharskie (jestem wegetarianką i lubię rózne dziwaczne, nowe, a przy okazji zdrowe rzeczy robić). Z tego powodu nie mam żadnych wyrzutów, bo te książki naprawdę wykorzystuję z pożytkiem dla całej rodziny, gotuję z dzieciakami, lubię to bardzo i nie wpadam przy tej okazji w zakupowe ciągi.
                Dziewczyny, ja sobie zdaję sprawę, że dla wielu z Was to, ze się niepokoję stosunkowo niewielką liczbą staników, jest mało, hm, poważne, i pewnie kojarzy się z wyszukiwaniem na siłę problemów, ale jak już kilka razy pisałam, ja się martwię tą "potrzebą konsumenta" w sobie, a nie tym, ile ona szkód narobiła, bo fakt, JESZCZE nie narobiła żadnych poważnych. Dobrze też jest wiedzieć, że stosunkowo sporo osób też miewa takie fazy i radzi sobie z nimi.

                Kociątko, dzięki za przypomnienie Alice Miller. Najzabawniejsze, że wiele lat temu czytałam bodaj dwie jej książki, i nawet powinnam je nadal mieć - całkowicie o tym zapomniałam. Z dzieciństwa mam sporo niepozałatwianych spraw, tu się nie mylisz. I całkowicie się z Tobą zgadzam, że nierozsądne kupowanie to jest to samo co alkoholizm, narkomania i rozmaite inne -izmy.
      • villanden Re: Na serio (i długie) 29.08.08, 23:12
        roza_am, ja tez Ci dziekuje za powazna odpowiedz. Mnie osobiscie
        czasami niepokoi kwestia Z JAKIEGO POWODU kupuje kolejny stanik...
        Bo odpowiedzia na to nie jest bynajmniej "bo go potrzebuje", ani nie
        do konca to, ze tyle lat nosilam kiepskie (mimo, ze jest prawda) ale
        w sumie to, ze poprawia mi to humor. Tu i teraz. Niekoniecznie na
        dlugo...
        Nie wydalam na staniki jakiejs kosmicznej kwoty, ani nie mam ich
        pelnej szuflady, ale ich zakupy, tudziez samo planowanie stanowczo
        dzialaja jak natychmiastowy poprawiacz humoru... zwlaszcza, kiedy
        wszystko wokol nie uklada sie tak jak powinno.
        • roza_am Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 00:25
          To ja Wam dziękuję dziewczyny za Wasze posty. Dobrze wiedzieć, że te słowa były
          potrzebne. Bałam się, ze wyjdę na zabawo-psuja.
          Dobranoc :)


      • alexxx Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 10:01
        Nie demonizowalabym tego az tak bardzo:) Wiekszosc z nas ma
        jakiegos "bzika". U jednej to beda buty, u innej torebki, u jeszcze
        innej kosmetyki albo telefony. Ja biustonosze kupuje "nalogowo"
        (nowy kolor, nowy model, nowe cos tam i MUSI byc moje:), ale nie
        wydaje mi sie zeby nosilo to znamiona silnego uzaleznienia. Nie
        wydam na nie ostatnich pieniedzy, moge spokojnie zasnac bez nowego
        zakupu i nie odczywam syndromu "odstawienia" kiedy przez kilka
        tygodni nic nie kupie:) Fakt - przy zakupie poprawa nastroju
        natychmiastowa i ten dreszczyk emocji kiedy czeka sie na
        paczke..hmmm...bezcenne:):):)
        • roza_am Re: Na serio (i długie) 30.08.08, 18:09
          Nie pisałam, ze wszystkie jesteśmy poważnie chore i potrzebujemy terapii. Statystycznie rzecz biorąc większość z nas pozostanie na poziomie miłego hobby czy lekkiego "bzika".

          Jeśli jednak pojawiają sie sygnały ostrzegawcze w postaci np. utraty kontroli na zakupami, czy zaniedbywania przez staniko-manię innych sfer życia, to moim zdaniem nie warto tego lekceważyć. Tym bardziej jeśli sytuacja powtarza się z kolejnymi obiektami fascynacji (kosmetyki, torebki itp.).
          Lepiej przejść się na konsultację do specjalisty niż pozwolić rozwinąć się poważnemu uzależnieniu.

          Nawet jeśli problem dotyczy tylko kilku z nas, uważam, że warto go potraktować poważnie. Gdyby chodziło o jakiś objaw somatyczny, na pewno od razu skierowałybyśmy taka dziewczynę do lekarza, chociażby dla wykluczenia poważnych chorób.
    • aadrianka Znalazłam sposób. 29.08.08, 22:34
      Niestety, obawiam się, że tylko na jakiś czas. Po prostu czekam na
      Effuniaki:D
      • amilos Re: Znalazłam sposób. 30.08.08, 00:06
        właśnie to samo chciałam napisać:-), już nie przeglądam allegro 8 razy
        codziennie, ani sklepów internetowych, tylko tłumaczę sobie, ze zaoszczędzone w
        ten sposób pieniądze wydam na Effuniaka, który i tak nie jest mi niezbędny, bo
        mam 5 dobrych staników...
    • magdalaena1977 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 00:44
      marla30 - na szczęście problem z "uzależnieniem od zakupów" to tylko
      psychologiczna potrzeba sprawienia przyjemności. Owszem tracisz pieniądze, ale
      nie tyjesz.

      Dla mnie jedynym sensownym poprawiaczem humoru jest dobre jedzenie i każdy stres
      odbija się na mojej figurze.
    • joana.mz Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 01:08
      chyba masz za dużo czasu :)
      ja mam od ok pół roku dobrany rozmiar i "aż" 3szt staników
      właściwych. Z chęcią bym coś kupiła, ale nie mam za bardzo czasu
      szukać w necie - pewnie niedługo się wybiorę do nowego sklepu w
      Poznaniu i coś nabędę.
      Chyba znalezienie sobie innego zajęcia - wypełnienie czasu i myśli
      czymś innym odwiodłoby Ciebie od nałogu. Ale z drugiej strony, jeśli
      nie uderza to nadto w budżet domowy to po co się ograniczać?
      • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 07:30
        No właśnie wolnego czasu nie mam wcale, ani trochę - kupa roboty w pracy,do tego dom i rodzina. Ale faktem jest, że wiele razy zdarzało mi się odrywać od pracy (w domu, przy kompie, więc nad głową nikt nie stoi) i zamiast zrobić coś pożytecznego, zaglądałam np. do Figleavesa i się bez sensu podniecałam nowym kostiumem kąpielowym (dodam, że jest kompletnie mi po nic, bo się nie opalam z zasady, a na basen też nie chodzę, zresztą kostium mam - a jakże, kupiony z pół roku temu Kalyani. Nadal ma metki.). Teraz tego nie robię, ale to jest świadome ograniczanie się, nie tak, żeby przychodziło mi naturalnie. Dziś zresztą zaczęłam pracę przed kompem od odpalenia netu i zajrzenia do tej dyskusji - no, ale to co innego niż łażenie niepotrzebne po stronach sklepów stanikowych :))).
    • ekler.ka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 01:29
      wiem,o czym piszesz...ja tez mam takie sklonnosci, od zawsze mialam. mama sie
      czasem smieje,ze sie zachowuje jak dziecko, kiedy chcialam miec wszystkie
      notesiki itd. i moze rzeczywiscie. wlasnie zobaczylam na dopasowanej,ze pojawily
      sie maskerady w moim rozmiarze.i chcialabym. tyle ze 4 modele. co daje ponad 600
      zl za 4 staniki. bez dolow! ale chyba jednak nie jest ze mna tak zle,bo w koncu
      nic nie zamowilam. poczekam,moze cos pojawi sie na figleaves? 30 funtow to
      jednak teraz znacznie mniej niz 160 zl...i chyba jednak zdecyduje sie na jeden
      model.za reszte kasy chyba wole kupic buty ;) no i jeszcze sie nie
      zapozyczam,wiec nie jest zle...
      mysle,ze to forum troche niestety dziala toksycznie na takie typy jak ja :) bo
      tak, dzieki wam odkrylam masquerade i jestem wam wdzieczna oczywiscie. bo
      rzeczywiscie tylko one potrafia robic z biustem to cos ;) ale tez same sie tu
      nawzajem nakrecamy. gdzies sie pojawilo, szybko znika, cos jest super, malo
      dostepne no i kazda chce to miec. taki to marketing. w sumie moznaby nawet jakas
      prace o tym napisac pewnie...ot,takie nocne przemyslenia.
    • mmm-mm Lekarstwo-odciecie od kasy na zbyteczne rzeczy. 30.08.08, 04:42
      Oj za dobrze wam:) Ja tez bym chciala nie miec specjalnych oganiczen na
      kupowanie drogich perfum i stanikow. Tylko zebyscie nie smialy isc do jakiegos
      psychoterapeuty! Kiedy wyleczy was z nalogu zakupow nie bedziecie mialy kasy
      nawet na artykuly spozywcze. Proponuje odkladac pieniadze, ktore
      przeznaczylybyscie na 20 stanik i uzbierac na cos, co nie jest, np. superdrogim
      ciuchem jakiejs luksusowej marki. Bo to bledne kolo.
    • konasana Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 06:46
      Dziewczyny, dzięki za dyskusję:)
      Wasze posty dały mi dużo do myslenia... Rzeczywiście, to też sprawa
      czasu - ostatnio mam sporo wolnego w pracy (taki okres), i co robię?
      Oczywiście stronki stanikowe....
    • kociatko_biusciaste Niech Cię ubezwłasnowolnią;) 30.08.08, 12:39
      A tak serio, to jeśli piszesz poważnie, a nie żartem, to jest to niepokojące.
      Takie kupowanie pod wpływem niezapokajalnej potrzeby to taka sama czynność
      kompulsywna, jak picie alkoholu, branie narkotyków czy objadanie się. Myślę, że
      mogłabyś iść na psychoterapię.
    • kantaberka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 13:36
      marla30, wiem o czym mówisz, miałam podobnie w ramach różnych faz (kosmetyki,
      perfumy, bluzki itp). Takie niemalże obsesyjne myślenie, że "chcę coś", bo "to
      będzie w końcu dla mnie idealne", zapewni mi spokój, bo nie mam jeszcze
      wystarczająco "dużo" lub wystarczająco "dobrego". Ciągłe dążenie do ideału,
      który zapewni spokój psychiczny i naprawi jakiś wyimaginowany "brak" czy
      "niewygodę".

      U mnie najlepszym sposobem było dosłownie zawalenie sobie czasu wszystkim innym,
      co nie zawiera w sobie motywu "kupowania i wyboru". Cokolwiek manualnego, co
      zmęczy i odwróci myśli. Odmalować mieszkanie, przetestować wszystkie przepisy na
      naleśniki z ostrymi farszami, jakie mi w ręce wpadną, basen/siłownia. Pomóc może
      nawet zaangażowanie się społecznie, nawet w przedszkolu/szkole dziecka. Uwierz
      mi, głupie pomysły z radością z kasy mijają, a zastępuje je coś, z czego jesteś
      po prostu dumna. :)

      Dobrym, chociaż trochę "oszukańskim" sposobem, jest też ustawienie sobie limitu
      na wydatki miesięczne na karcie płatniczej. Takie, jakie się przykładowo czasem
      robi dorastającym dzieciom, szczególnie w Stanach. Przekroczysz ten poziom i już
      wiesz, że zapala się "czerwona lampka". Takie otrzeźwiające.

      Pozdrawiam! :)
    • dziwna_dziewczyna Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 17:23
      Zauważyłaś problem, spójrz na siebie teraz krytycznym okiem. Szafy większej jeszcze pewnie na staniki nie kupiłaś, ale dużo ich, prawda? I zdążysz je wszystkie 'zużyć'? Jeden pod niebieską sukienkę, drugi pod czerwoną, ale jak często akurat w tej części garderoby chodzisz? Proponuje potraktować to troche praktycznie, ja miałam hopla na punkcie ubrań, bo staników na mnie nie niet wcale. Ale po zajrzeniu we wnętrze szafy po prostu unikam ciuchowych sklepów. Są setki różnych rzeczy które fajnie by było mieć, ale nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go ;) Powzdychać do obiektu pożądania też jest całkiem przyjemnie, prawda? I czasmi tak chyba lepiej by uniknąć rozczarowania że tu będzie uwierało, tam wystawało, siam się marszczyło.
      Skoro faktycznie nie potrzebujesz kolejnych, ugotuj sobie coś dobrego, zmień fryzurę, ubierz się ładnie, kup dziecku lizaka, wyjdź do kina, przeczytaj książkę, obejrzyj film czy poświęć się pracy. Jest wiele przyjemności i przy wszelkich uzależnieniach trzeba się nauczyć odkrywać je na nowo ;)
    • wild_orchid Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 20:02
      Marlo,
      dopiero teraz przeczytalam cala dyskusje.
      Ja mam bardzo podobne przemyslenia odnosnie zakupow i to nie tylko
      stanikow, ale perfum, kosmetykow kolorowych, rekawiczek, torebek itd.
      I co jakis czas pojawia sie cos nowego, nowe "hobby"...albo chec
      zapelnienia jakies pustki wewnetrznej,albo uczynienia z siebie osoby
      szczesliwej, bo wlasnie zakup tej rzeczy upragnionej ma uczynic mnie
      osoba spelniona.
      Oczywiscie-setki razy juz przekonalam sie, ze ani nowy kosmetyk, ani
      stanik, torebka, perfumy nie uczynily mnie wyjatkowa, szczesliwa,
      spelniona....A poglebily pustke wewnetrzna.
      Niedawno chorowalam, lezalam meczac sie dniami i nocami w bolu-
      zweryfikowalam mocno swoje poglady na bycie szczesliwa, ustalilam
      priorytety-
      przejrzalam zawartosc mojej szafy-mam w zasadzie staniki na kazda
      okazje. Nie bede kupowac nic wiecej, chyba, ze stanie sie
      jakies"nieszczescie" typu schudniecie-przytycie lub zniszczenie tego
      co mam. Nie zagladam na strony sklepow, wywalilam z ulubionych. Nie
      otwieram watkow na LB zatytulowanych-nowosci w....nowe
      masqueradki...Nie rpzegladam allegro ani ebaya. Wypisalam sie ze
      wszystkich newsletterow sklepow z bielizna.
      Splacilam karte kredytowa( bylam juz na skraju wyczerpania limitu)
      tak solidnie, ze mam teraz nadplate, nie wiem, jak to zrobilam, no
      ale jest.
      Jesli chodzi o perfumy-sprzedalam cala swoja kolekcje-zostalo mi
      moze 4-5 flakonow, jesli cos mi sie podoba w perfumerii-o ile do
      niej w ogole wchodze- prosze o probke i w domu okazuje sie, ze wcale
      nie sa takie ladne jak mi sie wydawaly w sklepie....
      Marlo, ja po porstu rozpoznalam swoj problem i zaczelam aktywnie
      walczyc...Co prawda to "cos" we mnie, co powoduje, ze bezmyslnie
      kupuje rozne rzeczy, nadal pozostalo, ale gdzies stlamszone-moze i
      przydalaby mi sie terapia, na ktorej okazalo by sie, ze czasy i
      system, w ktorych wychowalysmy sie, sa winne, ze rodzina jest winna
      itd itd..
      By nie wydawac bezmyslnie pieniedzy w sklepie, przelewam zarobione
      pieniadze na konto, do ktorego nie mam karty platniczej.
      Na koncie glownym zostawiam tyle, by nie okazalo sie, ze na chleb
      nie mam.
      Mysle o tym, by zaczac prowadzic swoj budzet w jakims programie
      komputerowym, albo w exelu chocby, ale kto mi taka tabelke stworzy?
      Mysle, ze unaocznienie wydatkow na rzeczy nieniezbedne, zsumowanie
      ich na przestrzeni tygodnia, miesiaca, roku mogloby pomoc w
      madrzejszym wydawaniu pieniedzy.
      sama mam misz masz w glowie, czego dowodem jest ten post bez ladu i
      skladu.
      mozemy stworzyc grupe wsparcia pt-zanim wydasz pieniadze, zapytaj
      czy mozesz, czy warto, czy potrzebujesz kogos obcego....
      • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 20:50
        Wild_Orchid, ja z chęcią się przyłączę do grupy wsparcia :). Naprawdę dobrze wiedzieć, że nie tylko ja z tym walczę.

        Co do innych hobby - ja je mam, to nie tak, że zakupy są w centrum moich zainteresowań. Tyle że czasem gdzieś z tyłu glowy ten nieznośny głosik wciąż się rozlega - "kup, kup, bo Ci wykupią, a to takie piękne i na pewno się przyda". A ja bym chciała, żeby się w ogóle nie rozlegał.
        • wild_orchid Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 21:39
          marla30 napisała:

          > Wild_Orchid, ja z chęcią się przyłączę do grupy wsparcia :).
          Naprawdę dobrze wi
          > edzieć, że nie tylko ja z tym walczę.

          To jestesmy dwie :)
          >
          > Co do innych hobby - ja je mam, to nie tak, że zakupy są w centrum
          moich zainte
          > resowań. Tyle że czasem gdzieś z tyłu glowy ten nieznośny głosik
          wciąż się rozl
          > ega - "kup, kup, bo Ci wykupią, a to takie piękne i na pewno się
          przyda". A ja
          > bym chciała, żeby się w ogóle nie rozlegał.

          No i z tym postaramy sie powalczyc. By glosik sie nie rozlegal. Mi
          sie juz nie rozlega, gdy patrze na perfumy, kolorowke, torebki...
          Problem, by nie szeptal kup-gdy staniki ogladamy, czy moze inne
          rzeczy.Bo co z tego, ze wykupia? Nie ten to inny. A czy w ogole
          potrzebny?
          • monikas27 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 21:51
            Moją grupą wsparcia jest mąż :)
            Kiedy uważa, że przeginam pyta czy aby na pewno jest mi to potrzene
            lub zwyczajnie czy aby nie przesadzam.
      • lavaenn Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 30.08.08, 22:30
        > Mysle o tym, by zaczac prowadzic swoj budzet w jakims programie
        > komputerowym, albo w exelu chocby, ale kto mi taka tabelke
        stworzy?
        > Mysle, ze unaocznienie wydatkow na rzeczy nieniezbedne, zsumowanie
        > ich na przestrzeni tygodnia, miesiaca, roku mogloby pomoc w
        > madrzejszym wydawaniu pieniedzy.

        to może pomogę:
        dobreprogramy.pl/index.php?dz=1&t=120&Organizery+finansowe
        (ja używam Twój Budżet, idealny nie jest ale przyzwoity)


        też mi się czasem wydaje że mam taki problem (np. przy okazji
        figleavesclerarance) - na szczęście studencki budżet jest skromny, w
        dodatku w całości z kredytu, to trochę otrzeźwia...
        • vesper_lynd Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 31.08.08, 00:34
          Zgadzam się z przedmówczynią, "codzienne" staniki mam AŻ trzy i to wszystkie
          kupione nowe na allegro. Jedynymi moimi rozpustami było freyowe tankini i gorset
          Antoinette (na brastopie w dodatku...) - po prostu, jeśli ma się budżet to można
          się lekko nie pohamować ;) I trochę tego zazdroszczę, przyznam.
          Nie wiem mówiąc szczerze gdzie jest granica miedzy szałem zakupów a
          zakupoholizmem. Chyba wtedy, kiedy się wpada w spiralę zadłużenia. Jeśli nie
          kupisz dziecku prezentu, ale sobie tak - kolejny stanik.
          A zapełnianie pustki wewnętrznej nowym gorsetem maskaradkowym, perfumami,
          pomadką Diora czy tortem czekoladowym - to (wydaje mnie się ;) to znane
          przykłady odwiecznych, kobiecych poprawiaczy humoru. Jeśli jednak zaczniesz mieć
          problem z nadwagą czy nie jesteś w stanie spłacić zadłużenia za "dobra
          luksusowe" to masz problem.
          Przesiaduję na stronach Bravissimo i nałogowo przeczesuję stanikowe sajty ;) nie
          stac mnie co prawda na dzikie zakupy, ale wiem, że jakby tak było, to bym się
          pewnie przez jakiś czas opamiętać nie umiała.
          Nie usprawiedliwiam i nie twierdzę, że zaawansowana stanikomania jest dobra (ave
          Kasica! bo jej jest najlepsza :) ale nie wiem czy jest sens, aby dyskusja ta
          ewoluowała bardzo serio w rejony uzależnień. Nie znam Was na tyle, ale chyba
          żadna z nas tu nie zbankrutowała jeszcze przez kupno bardzo kolejnego stanika ;)
          Bo to się kwalifikuje pod uzależnienia, leczenie i poważny, było nie było,
          problem psychiczny.
          • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 31.08.08, 09:12
            Wiesz, pewnie masz rację, że do klasycznego zakupoholizmu to albo nam wszystkim, albo znakomitej większości baaardzo daleko, ale ja jednak tę granicę, która mnie uwiera i jest niebezpieczna, widzę znacznie bliżej niż zadłużenie czy robienie zakupów kosztem członków rodziny. Ja po prostu chcę z siebie wykorzenić zwyczaj niepotrzebnych, wręcz głupich czasem zakupów, bo jednak, gdyby tak podliczyć pieniądze wydane na rozmaite pierdoły, to wyszłaby niezła suma na to, na co rzekomo mnie nie stać. Chcę się pozbyć impulsu (lub przynajmniej go okiełznać), który mnie pcha do kupowania niebieskiego stanika czy czerwonego gorsetu, naprawdę niepotrzebnych mi już do niczego poza zachwytem i satysfakcją na pięć minut. Identyczny mechanizm prezentuje moja znajoma, która z kolei musi mieć wszystkie Limited Edition pudrów, cieni i te pe, tak na nią działa świadomość, że to coś ekskluzywnego, niepowtarzalnego i zaraz wykupią. W rezultacie ma chyba ze sto przewalających się po szufladach pudełeczek, skarży się, ale reaguje agresją na próby poważniejszej rozmowy - fakt, nie zadłużyła się, zarabia dużo, więc o co mi chodzi?
            • friday133 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 31.08.08, 12:38
              Ja po prostu przestałam tu zaglądać. Uswiadomiłam sobie, że mam
              szuflady pełne nowych, niepasujących staników, kupionych na forum
              (czyli oddać nie można), figleaveclearance (też bezzwrotne),
              allegro, ebay.
              Mąż już miał nerwicę na widok przesyłek.
              Zrobiłam czystki, większość sprzedałam ze stratą, byle się ich
              szybko pozbyć i żeby mnie nie uwierały w sumienie. Zostawiłam kilka
              w miarę przyzwoicie leżących. Ideału nie mam do tej pory i już się w
              to nie bawię. Za dużo mnie kosztowało (czasu i pieniędzy, a
              zwłaszcza pieniędzy).
          • roza_am Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 31.08.08, 18:22
            To nie jest tak, że osoba uzależniona to tylko ta, która ma długi, rozbitą rodzinę i generalnie życie w rozsypce. O takich przypadkach najczęściej się słyszy, bo są najbardziej medialne, wyraziste, a jednocześnie trudno nam się z nimi utożsamić, więc czujemy się bezpieczni, bo nam taka sytuacja nie grozi.

            Tylko, że zanim dojdzie do tak poważnego stanu, choroba rozwija się powoli i podstępnie. Jeśli nie wyłapie się w porę pierwszych niepokojących sygnałów, można zauważyć dopiero tę fazę krytyczną. A wtedy droga do zdrowia jest trudna i mozolna, często zakończona porażką.

            To jest podobnie jak z chorobami somatycznymi, lepiej badać się profilaktycznie aby wykryć pierwsze objawy, niż dopuścić do rozwoju zaawansowanej choroby. Ponieważ nie da się określić momentu, w którym rozpoczyna się uzależnienie, sygnałem ostrzegawczym może być przekroczenie jakiejś subiektywnej granicy (każdy może mieć ja ustawioną w innym miejscu).

            Czy każdy, kto zauważy u siebie taki niepokojący sygnał wymaga poważnego leczenia? Nie koniecznie. Czasem wystarczy samoświadomość i autoanaliza jak u Wild_orchid. Psychoterapia może pomóc gdy sobie z tą autoanaliza nie radzimy, albo gdy dzięki samoobserwacji odkryjemy w sobie sprawy do przepracowania.

            Może straszę nadmiernie, ale dbam w ten sposób o swoje czyste sumienie. Nie chciałabym za jakiś czas przeczytać, że ogólne lekceważenie problemu uśpiło czyjąś czujność i doprowadziło do poważnych tarapatów.
            • wild_orchid Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 01.09.08, 15:59
              roza_am napisała:

              > To nie jest tak, że osoba uzależniona to tylko ta, która ma długi,
              rozbitą rodz
              > inę i generalnie życie w rozsypce. O takich przypadkach
              najczęściej się słyszy,
              > bo są najbardziej medialne, wyraziste, a jednocześnie trudno nam
              się z nimi ut
              > ożsamić, więc czujemy się bezpieczni, bo nam taka sytuacja nie
              grozi.

              Ano wlasnie,
              ja nie robie zakupow kosztem mojej rodziny,nie mam dlugow( choc
              przyznaje sie, ze kiedys mialam zadluzona karte kredytowa, splacalam
              minimalna kwote a odsetki rosly, kiedys wzielam kredyt na to, by
              splacic karte, bo w kredycie byly mniejsze odsetki)

              >
              > Tylko, że zanim dojdzie do tak poważnego stanu, choroba rozwija
              się powoli i po
              > dstępnie. Jeśli nie wyłapie się w porę pierwszych niepokojących
              sygnałów, można
              > zauważyć dopiero tę fazę krytyczną. A wtedy droga do zdrowia jest
              trudna i moz
              > olna, często zakończona porażką.

              Najgorsze jest to, ze kupujac przez internet czy placac w sklepie
              karta kredytowa lub platnicza, nie mam poczucia wydawanych pieniedzy-
              choc mam w portfelu wystarczjaaca kwote, place plastikiem- bo nie
              zauwazam, ze pieniedzy mi ubylo.

              >
              > Czy każdy, kto zauważy u siebie taki niepokojący sygnał wymaga
              poważnego leczen
              > ia? Nie koniecznie. Czasem wystarczy samoświadomość i autoanaliza
              jak u Wild_o
              > rchid. Psychoterapia może pomóc gdy sobie z tą autoanaliza nie
              radzimy, albo gd
              > y dzięki samoobserwacji odkryjemy w sobie sprawy do przepracowania.

              Nabralam "madrosci" po tym, jak zaczelam popadac w tarapaty, karta
              kredytowa zadluzona, wydawalam wszystkie pieniadze, jakie zarobilam,
              a nie bylo widac tego, co kupilam, bo zakupy chowalam....
              Do dzis mam pare rzeczy z metkami, ktorcyh nigdy nie zalozylam...

              Gdy zdolalam juz opanowac swoje zakupy kosmetykow, perfum,
              rekawiczek, torebek, nagle przyszedl czas na staniki. A ja kiedys
              kupowalam sobi staniki, ale nie czesciej nie 2x do roku. Co
              wyczytalam o nowym modelu, wyprzedazy juz siedzialam z nosem w
              sklepie internetowym i plstikiem w reku...w koncu, w czasie wakacji
              przemyslalam sprawe, przeanalizowalam wszystko i podjelam srodki
              zapobiegawcze-splata karty kredytowej do zera, niesledzenie nowosci,
              nie czytanie newsletterow, unikanie watkow pt-nowosci. Ciezko jest,
              ale staram sie.Nie chce slyszec tego szeptu zlosliwego chochlika-
              kup, nie drogo, to jedyna okazja.
              Tak jak kiedys perfum, dzis mam wystarczjaca ilosc stanikow, by
              ubierac kazdego dnia inny. Wystarczy.
              W tym watku nie chodzi tylko o zakupy stanikowe...tak mysle, ale
              ogolenie o problem zakupoholizmu, w ktorym staniki to tylko czesc
              problemu.


              • roza_am Wild_orchid 01.09.08, 17:09
                Dziękuję Ci za szczerość i odwagę, w tym poście i poprzednim. Myślę, że Twoje słowa mogą być bardzo przydatne, a na pewno są poruszające.

                Co do Chochlika - ja bym raczej poszła w konsekwentne odpowiadanie mu: "postanowiłam nie kupować więcej i trzymam się swojej decyzji". Przynajmniej tak dzisiaj robię ze swoim (w ulubionym sklepie ciuchowym nowa jesienna kolekcja, a szafa wystarczająco zaopatrzona).
                Do mnie przemawia metafora z kapryśnym dzieckiem, któremu trzeba konsekwentnie stawiać granice. Można też pewnie skojarzyć to ze swędzącym strupem, który prosi "podrap mnie", a my zamiast tego smarujemy go okropną maścią. W każdym razie chodzi o to, żeby nie ulegać, ale też nie uciekać przed nim, bo będzie gonił ze zdwojoną siłą.
                • wild_orchid dziekuje za wsparcie 02.09.08, 12:52

                  Od 2 dni dzieje sie mala rewolucja w moim zyciu, jesli chodzi o
                  pieniadze, przemyslalam wiele spraw i postanowilam cos zmienic.
                  1. dziekuje lavaenn za linki do programikow, ulatwia mi one
                  planowanie
                  2. po raz pierwszy w moim 40-letnim zyciu zrobic cos, co sie nazywa
                  budzet, moze to smieszne, ale nigdy nie zastanawaialam sie nad tym,
                  ile i na co przeznaczac pieniadzy, jak ich nie mialam wcale, problem
                  nie istnial, jak bylo troche, wydawalam za szybko i znow nie
                  mialam.Jak mam teraz wiecej, kompletnie nie kontroluje wydatkow.
                  3.byc moze to, co uda mi sie zaoszczedzic, zainwestuje jakos, nie
                  wiem jak, nie mam pomyslu i nie znam sie, ale poszukam.
                  4.czuje, ze robie duzy krok, by wyzwolic sie od tego cholernego
                  przymusu kupowania bez zastanowienia sie, czy mi to potrzebne.
                  Przeanalizowalam rozne testy psychologiczne dotyczace zakupoholizmu
                  i wiele staiwerdzen pasowalo do mnie.
                  Wypadaloby zalozyc wlasny klub AZ-anonimowych zakupoholikow.Smieje
                  sie, ze dostrzeglam w koncu problem i teraz zaczne walczyc swiadomie.
                  Mam nadzieje, ze mi sie to uda.
                  Dzieki Ci roza_am za wsparcie I Marlo za naswietlenie problemu, tak
                  naprawde nie o staniki tu chodzi, choc one padly ofiara, ale o
                  problem kupowania bez sensu.
    • ptysiowa_7 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 01.09.08, 18:38
      Zupełnie jakbym czytała o sobie - zwłaszcza niektóre posty... Też
      mam manię kupowania - nie tylko staników, ale ubrań, niektórych
      kosmetyków (np. kolorówka mnie nie interesuje, za to mam w szafce po
      dziesięć żeli pod prysznic i balsamów, perfumy mam jedne). Do tego
      mam manię kupowania rzeczy bardzo podobnych, ale coraz
      doskonalszych - np. chcę kremowy sweter, kupuję go, a za miesiąc
      widzę podobny, ale doskonalszy - z ładniejszymi guzikami, lepiej
      leżący i tak dalej. A kupić muszę - nie wyobrażam sobie, że czegoś
      nie kupię. Do tego karta kredytowa, dzięki której nie czuję, że
      wydaję, poza tym nie wyobrażam sobie bez niej życia - właściwie to
      żyję jakby o jeden miesiąc do przodu, wydaję pensję, kiedy jeszcze
      jej nie ma.
      Ze stanikami na razie się wstrzymuję, bo właśnie jestem w okresie
      chudnięcia - ale przychodzi mi to z wielkim trudem. Najbardziej
      fikuśne staniki - Antoinette czy Lottie na przykład - leżą w
      szufladzie odłogiem, a ja noszę czarne i cieliste Tango plunge -
      które mi się nie podoba - bo te najładniejsze są niepraktyczne, bo
      przebijają albo mają różowe ramiączka.
      Nie chodzi o to, że mi się nudzi albo nie mam innych hobby, tylko o
      to, że jak już się czymś zajmę, to bez reszty - jak czytam książkę,
      to się w niej kompletnie zatapiam, a jak się zajmuję stanikami - to
      chcę mieć je wszystkie...
      A, i jeszcze jest jedna wielka sprzeczność - oprócz potrzeby
      kupowania mam też wielką potrzebę pozbywania się - wyrzucania albo
      oddawania niepotrzebnych ubrań, kosmetyków, książek, bibelotów. Co
      jakiś czas po prostu muszę zorganizować taką akcję wyrzucania, a
      wtedy bezlitośnie pozbywam się wszystkiego, co nie jest mi
      niezbędne...
    • ederlezi1981 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 01.09.08, 23:55
      wylądowałam dziś w chińczyku w poszukiwani dzbanka na herbatę. Dzbanka nie bylo, ale nir mogłam się powstrzymać, i poszłam ogladać staniki.
      Rozmiarówka standardowa- miseczki do C, w porywach D, na obwody nie patrzyłam. Ale...
      1. staniki są coraz lepiej wykonane- przynajmniej w sensie urody; jest sporo będących naśladownictwem/nawiązaniem do Maskaradek i innych brytyjczyków
      2. wyadje mi się, że nawet nominalnie małe miski produkują coraz wieksze (pare lat temu, jak naprawde w miarę na mnie leżało 80D, takich dużych misek nie było powszechnie dostepnych)
      ale przechodze do rzeczy:
      podejrzewam, ze gdybym nosiła staniki z zakjresu 70-80 B/C, wydaałabym na nie kupę kasy, bo tanie. Bezrefleksyjnie bym kupowała zielony za 15 zł i jeszcze czerwony za 10 i jeszcze jakiś....
      policzyłam- od wiosny kupiłam 11 staników, najtańszy za 6 zł (dobry), najdrozszy za 94(taki se), z których noszę 5,kolejne 5 znalazło inne domy, a jeden szuka nadal.
      Chyba trudniej mi wydać kilkadziesiąt złotych, niż kilka/kilkanaście.
    • ocisza Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 13:35
      Padło tu parę słów o tym, że LB wpływa na zakupomaniaczki toksycznie, bo nakręca
      na coraz to nowe, piękne choć niepotrzebne staniki. W ramach równowagi dodam coś
      od siebie. Jestem przedstawicielką zahamowanych. Chodzi o to, że marzę sobie,
      żeby mieć Arabelkę, Zetę, Aragona czy Rubie. Ale jedyne na co sobie pozwoliłam
      to dwa staniki po około 70 zł. I noszę te dwa staniki na zmianę. Każdy zakup dla
      siebie okupiony jest długim namysłem i wyrzutami sumienia, że wydaję na siebie
      zamiast wydać na dziecko, dom albo zaoszczędzić. I to nie tylko zakup staników
      wywołuje takie reakcje. Zawsze jak mam wydać na siebie, przychodzi mi do głowy,
      że jest dużo innych rzeczy ważniejszych. Zresztą pewnie niedługo przestanę
      karmić piersią to mi biust zmaleje :-( A jak zmaleje, to powiem, że zaraz
      przytyję i mi biust urośnie :-/ W tym sensie LB nakręca mnie pozytywnie, bo
      obiektywnie patrząc, to dwa staniki to naprawdę jest bardzo mało.
      • roza_am Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 14:58
        Mam wrażenie, że piszesz o drugiej stronie tego samego medalu. Głodzenie się
        jest równie niezdrowe jak nadmierne objadanie.

        A dowartościowujący wpływ Lobby jest nie do przecenienia!
    • yaga7 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 14:09
      Dołączam do stanikomaniaczek zakupoholiczek.
      Przy czym mój zakupoholizm rozciąga się jeszcze na parę innych rzeczy: kosmetyki
      (kolorówka, perfumy), książki, fajne gotyckie ciuchy i buty, i w sumie dużo
      można by wymieniać.

      Ale wychodzę z założenia, że skoro oprócz moich zachciewajek mam kasę na dom,
      oszczędzanie, podróże itp, itd, wszystko jest ok. Może się mylę ;)))

      Niemniej jednak do grupy wsparcia chętnie się dopiszę - może mi się to przyda :)
      • roza_am Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 14:53
        Yaga, nie chodzi o same ilości zakupów czy wydawanych pieniędzy. Ważne co jest w głowie. Czy odczuwasz jakiś przymus kupowania? Czy zaspokajasz w ten sposób jakieś ważne psychologiczne potrzeby? Czy uciekasz przed czymś w kupowanie? Czy potrzebujesz kupować coraz więcej, aby uzyskać ten sam stopień zadowolenia? Czy mogłabyś bez problemu zrezygnować z kupowania na dłuższy czas? Czy przekroczyłaś kiedyś jakąś swoją granicę w tym kupowaniu? Czy miałaś kiedyś poczucie, że się w tym pogubiłaś?

        Jeśli nic takiego się nie dzieje, to jest OK :)
        Ale wiesz, zrobić taki bilans raz do roku nie zaszkodzi, jak ze wszystkim :)

        Problem chyba w tym, że często w języku potocznym mówimy o nałogach czy -holizmach mając na myśli zwykłe pasje i upodobania.
        • ederlezi1981 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 23:02
          Z tym odczuciem przymusu kupowania to jest chyba bardziej skomplikowane. Ja tak mam z masa rzeczy w promocji i okazjami- bo jak nie kupic czegooś, co jest rzadkie i w dobrej cenie? Skąd mam wiedzieć, kiedy trafi mi siękolejna okazja? Dlatego czasem wolę je omijać szerokim łukiem
          "Zachorowałam" na freyę tigerlily- i nie mam odwagi iśc do Szóstego Zmysłu, bo wiem, ze jeśli przymierzę i bedzie dobra, to kupię, nie patrzac na cenę
    • charissa Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 02.09.08, 15:10
      ja właściwie też nie wpadałm w wir. Może dlatego, że po pierwsze teraz na coś
      innego potrzebne były duże pieniądze. Poza tym jakoś dalej ten mój biust mnie
      nie zadowala. Poprzymierzałam sporo staników, mam w domu 4, jeden właśnie na
      allegro, bo go miałam ze dwa razy i to nie mój typ, a piękny, że hej. Ja uda mi
      się go sprzedać to zakupię anoinette czarną, bo widziałam, że już jest w
      bravissimo.
      Ograniczone środki finansowe i rozmiar 65H, który na dodatek woli wąskie
      fiszbiny rozwiązują poniekąd chętkę obkupienia się w staniki.
      • nathd Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 03.09.08, 09:53
        Ojej, dobrze wiedzieć, że nie tylko ja tak mam z tym kupowaniem. Ze stanikami to
        mam różnie (tzn. codziennie po kilka razy sprawdzam Lobby, Allegro), bo
        ograniczają mnie finanse i rozmiar :) No, w tej chwili powstrzymuję się, bo ma
        być ten sklep we Wrocławiu, więc ciułam każdy grosz:) Ale jak zobaczyłam
        przecenę sukienek z 80zł na 25zł to gdyby nie to, że mam za szeroki biust
        wykupiłabym każdy model... i potem po nocach mi się śni... że trzeba było jednak
        kupić... Najlepsze lekarstwo - przeczekać, albo znaleźć sobie takie coś, że
        muszę oszczędzać na ...(wpisz dowolne słowo, ja mam sklep we Wrocławiu),
        ewentulanie kupić rzecz 1 z 10 wybranych:)
    • k_linka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 04.09.08, 00:11
      Przeczytalam caly przerazliwie dlugi watek i chcialabym troszke Was
      zastopowac. Posty o tym ze stanikomania moze przybierac formy
      obsesji pojawialy sie juz wczesniej ale zawsze w formie zartu:) Tu
      po raz pierwszy taka przygnebiajaca analiza, z ktorej wynika ze
      wiekszosc z nas ma problem psychologiczny. Nie chce tu bagatelizowac
      problemu uzaleznien i zakupoholizmu oczywiscie, ale chyba nie jest
      tak zle?

      Marlo30, czy nie masz wrazenia, ze po trosze Twoj problem to
      taki "syndrom Matki Polki"?

      Piszesz:

      "W odróżnieniu: mam takie wieloletnie i prawdziwe hobby - bardzo
      lubię gotować i co pewien czas, raz na kilka miesięcy, sprowadzam
      sobie (przez EMPiK albo z Amazona) jakieś egzotyczne książki
      kucharskie (jestem wegetarianką i lubię rózne dziwaczne, nowe, a
      przy okazji zdrowe rzeczy robić). Z tego powodu nie mam żadnych
      wyrzutów, bo te książki naprawdę wykorzystuję z pożytkiem dla całej
      rodziny, gotuję z dzieciakami, lubię to bardzo i nie wpadam przy tej
      okazji w zakupowe ciągi."

      Czyli jak cos sprawia radosc rodzinie, to jest w porzadku, a jak
      stanik kupuje sie tylko dla siebie to to nie jest ok? W tej
      wypowiedzi widac tez inna sprawe - sztuka kulinarna to dla autorki
      pelnoprawne hobby, mania stanikowa - to rzecz raczej wstydliwa. A
      przeciez dla wielu z tu obecnych milosc do bielizny oznacza nie
      tylko KUPOWANIE, ale oprocz tego dzialalnosc edukacyjna i spoleczna
      (od udzielania sie na forum po organizowanie eventow takich jak np
      zloty), poglebianie wiedzy (przy czym wiem ze wiedza stanikowa
      raczej nie pochwalimy sie w cv, a i na imieninach u cioci nikt nie
      padnie z zachwytu, gdy omowimy szczegolowo kolekcje panache od 2002
      roku)...

      Kolejna sprawa:
      "Po co mi więcej niż, powiedzmy, pięć różnych dopasowanych staników
      na różne okazje?"

      Wydaje mi sie ze mozna zyc z 1 dopasowanym stanikiem. Sama tak
      wytrzymalam przez kilka tygodni. Mozna tez wlasciwie zyc w ogole bez
      stanika... 2 to juz duzy komfort - nie trzeba prac co wieczor. Przy
      3 mozna miec do kazdego typu dekoldow - strapless, halfcup, plunge.
      Mozna sie tak zastaniawiac dalej, jaka ilosc stanikow jest potrzebna
      do zycia - ale generalnie jest tak, ze zadna ilosc nie jest
      nadmierna dopoki wszystkich uzywamy...

      Sama nie martwilabym sie tak bardzo na miejscu autorki watku.
      Czlowiek nieustannie bombardowany jest sprzecznymi przekazami - z
      jednej strony agresywny marketing namawiajacy do kupna, z drugiej np
      zdrowy rozsadek, organizacje ekologiczne czy chocby nauka kosciola
      pietnuja zachlannosc w nabywaniu dobr doczesnych i wywoluja w nas
      wyrzuty sumienia. Granica miedzy norma a patologia nie jest na pewno
      jasno rozgraniczona, ale na pewno nie uznalabym za nia sporadycznych
      zakupow "na pocieszenie" badz radosci i emocji towarzyszacych
      upolowaniu nowego stanika, zwlaszcza jesli jest to stanik
      ladny/atrakcyjny cenowo/z limitowanej serii.
      Najbardziej przemowila do mniej wypowiedz vesper_lynd:

      "Nie wiem mówiąc szczerze gdzie jest granica miedzy szałem zakupów a
      zakupoholizmem. Chyba wtedy, kiedy się wpada w spiralę zadłużenia.
      Jeśli nie
      kupisz dziecku prezentu, ale sobie tak - kolejny stanik."
      Zastaniawia mnie tez, czy te z Was, ktore czuja ze przesadzily z
      iloscia stanikow, maja wyrzuty sumienia zwiazane ze zbyt duza
      iloscia koszul/bluzeczek/zakietow? Czy to jest troche tak, ze skoro
      biustonosza nie widac, to po co sie na niego wykosztowywac?

      A poza tym wszystkim, jak sama, Marlo, piszesz - zgodnie z regula -
      juz niedlugo kupowanie stanikow Ci sie znudzi. Na stanikowe strony
      zajrzysz za kilka lat, jak stare staniki przestana byc zdatne do
      uzytku, a do tego czasu bedziesz korzystac z zapasow...


      • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 05.09.08, 00:34
        > Marlo30, czy nie masz wrazenia, ze po trosze Twoj problem to
        > taki "syndrom Matki Polki"?
        >
        > Piszesz:
        >
        > "W odróżnieniu: mam takie wieloletnie i prawdziwe hobby - bardzo
        > lubię gotować i co pewien czas, raz na kilka miesięcy, sprowadzam
        > sobie (przez EMPiK albo z Amazona) jakieś egzotyczne książki
        > kucharskie (jestem wegetarianką i lubię rózne dziwaczne, nowe, a
        > przy okazji zdrowe rzeczy robić). Z tego powodu nie mam żadnych
        > wyrzutów, bo te książki naprawdę wykorzystuję z pożytkiem dla całej
        > rodziny, gotuję z dzieciakami, lubię to bardzo i nie wpadam przy tej
        > okazji w zakupowe ciągi."
        >
        > Czyli jak cos sprawia radosc rodzinie, to jest w porzadku, a jak
        > stanik kupuje sie tylko dla siebie to to nie jest ok? W tej
        > wypowiedzi widac tez inna sprawe - sztuka kulinarna to dla autorki
        > pelnoprawne hobby, mania stanikowa - to rzecz raczej wstydliwa. A
        > przeciez dla wielu z tu obecnych milosc do bielizny oznacza nie
        > tylko KUPOWANIE, ale oprocz tego dzialalnosc edukacyjna i spoleczna
        > (od udzielania sie na forum po organizowanie eventow takich jak np
        > zloty), poglebianie wiedzy (przy czym wiem ze wiedza stanikowa
        > raczej nie pochwalimy sie w cv, a i na imieninach u cioci nikt nie
        > padnie z zachwytu, gdy omowimy szczegolowo kolekcje panache od 2002
        > roku)...


        O kurcze, ale Ty krzewisz stereotypy, aż się uśmiechnęłam - nie pogniewaj się, ale pierwszy raz widzę w tym wątku taką, hm, pop-psychologię rodem z porannych programów telewizyjnych(tak, czasem włączam ;)). Nie poniewaj się, ale naprawdę przeczytałaś cały wątek? Mam wrażenie, że nie, ale mogę się mylić. W takim razie kompletnie nie zrozumiałyśmy...

        Nie bardzo wiem, czy jest sens odpowiadać, tłumaczyć się, że nie chwalę się gotowaniem u cioci na imieninach (zwłaszcza że hipotetyczna ciocia <nie, mam, naprawdę, wujów też nie> zapewne ani trochę nie byłaby zachwycona wegetariańskimi jabalaymami, miso i te pe. Przecież wegetarianie są nie tego ;)).
        Ani że noszę na zmianę dwa, trzy staniki, reszta leży w szlufadzie, cholera wie, po co. I mnie wkurza.
        Tu w ogóle nie o to chodzi, nie widzisz tego? Szkoda. Uważasz niepokój z powodu zbędnych zakupów - jedna z dziewczyn pisała tu o kupowaniu ciuszków dla córek, czyżby również syndrom matki-Polki? - Byłaby bardziej przekonująca, gdyby kupowała ciuchy dla siebie? - za niepokój związany z rzekomo egoistycznym zaspokajaniem własnych potrzeb. Ja nie mam wyrzutów z tego powodu, że robię coś dla siebie, wierz mi - ale kupowanie entego stanika nie jest dla siebie, jest IMHO, w moim przypadku, głupie i niepotrzebne, jest przejawem czegoś niepokojącego. Podobne objawy miałam przy Lego dla dzieci, ale wtedy tłumaczyłam sobie, że muszą mieć, to, czego ja nie miałam, skoro mnie stać - tym łatwiej było mi sobie wytłumaczyć, że nic złego się nie dzieje. A działo się. Podobnie jak przy butach, camperach twinach dla mnie.

        Nie wykluczam, że się niejasno wyraziłam, ale wierz mi, mój problem nie dotyczy chłostania siebie za sprawiane sobie przyjemności, tylko za przymus.

        • marla30 Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 05.09.08, 07:43
          Jeszcze jedno, zapomniałam wcześniej - wiesz, zanim wpadłam w szał kupowania ideału stanikowego, miałam wyrzuty z powodu zakupienia zbyt wielkiej liczby ekologicznych proszków do prania. No ale były w promocji, mogli mi wykupić, do tego róznych firm, więc do porównania, no i zdrowo...

          K_linka, tu nie chodzi o mnie - nie znamy się, możesz uważać, że mam syndrom matki-Polki, wszystko mi jedno. Szczerze mówiąc, naprawdę chciałabym, żeby to o to chodziło, byłoby prościej. Boję się jednak, że te dziewczyny, które zobaczą u siebie podobne symptomy jak ja(również nie uważam, że to dotyczy nas wszystkich, pewnie tylko niektórych), a będą jeszcze na etapie nieuświadamiania sobie, że to coś poważniejszego, a nie miły bzik, zobaczą takie, hm, IMHO średnio przemyślane argumenty, ucieszą się, że niepotrzebnie się niepokoiły i że im się w końcu należy 12-ty czy 65-ty stanik, a potem wyrzuty wrócą ze zdwojoną siłą, a portfel będzie coraz bardziej pusty (tak naprawdę piszę o sobie sprzed paru miesięcy, dlatego się przejęłam).

          I jeszcze raz przepraszam wszystkie miłośniczki pięknych staników bez przymusu kupowania, za ten sieriożny i wieszczący ton. Jednocześnie wielkie, wielkie dzięki wielu z Wam, bo wreszcie zaczęłam na poważnie coś z tym robić, jak Wild_Orchid :).
          • k_linka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 05.09.08, 23:17
            Hmmm, dzieki za opinie o mojej domoroslej pop-psychologii. Nie chcialam urazic Cie porownaniem do matki-Polki, tym bardziej ze, jakby na to nie patrzec, nie jest to obrazliwy epitet.

            Ja w dalszym ciagu nie widze u Ciebie problemu jako takiego z kupowaniem, raczej z wyrzutami sumienia. Przyznaj - wyrzucilas te ekologiczne proszki, dzieci nie bawia sie klockami? Bo o tym ze z 12 stanikow nosisz 3 piszesz tu pierwszy raz (tak, przeczytalam caly watek; tak, mimo Twojego powiatpiewania potrafie czytac ze zrozumieniem) i to jest jakis problem.

            Przeraza mnie tylko kaliber latwo postawionej przez kolezanki z forum diagnozy - uzalenienie. Twoje zakupy nie sa odczuwalnym finansowym obciazeniem dla rodziny (tak piszesz w odniesieniu i do stanikow, i zabawek dla dzieci), nie wplatuja Cie w siec klamstw, nie czynia spustoszen emocjonalnych, nie stanowia dla Ciebie sensu zycia... I po poczatkowym szale emocje wygasaja - jak bylo dotad za kazdym razem, tak i teraz zapal neofity powoli mija. A ze masz ochote na nowego Aragona? Kto nie ma? Tylko ze jak wiekszosc poogladasz go w Bravissimo i nie kupisz.

            Z nizin mojej domoroslej psychologii chcialabym jeszcze zaproponowac Ci zaintresowanie sie - chocby pobieznie - psychologia sprzedazy. To nie jest tak, ze robiac zakupy nabywasz dobra, ktora sa Ci niezbedne
            do przezycia. Sprzedawcy i marketingowcy wiedza jak odwolac sie do Twoich emocji i potrzeb. Klienci (zwlaszcza robiac zakupy impulsywne i to nie tylko w hipermarkecie, ale rowniez na przyklad w aptece) nie tylko kupuja towary ale w duzej mierze zaspokajaja potrzeby emocjonalne. Znajac mechanizmy mozesz swiadomie z nimi walczyc.

            Oczywiscie jesli uwazasz ze masz powazny problem, a ja go bagatelizuje - niezmiernie przepraszam. Zycze powodzenia w odnaleznieniu rownowagi miedzy rozbuchanym konsumpcjonizmem a postawa Sokratesa, ktory uwielbial przechadzac sie po targu, a zapytany, co tam robi, odpowiadal:
            "Uwielbiam odkrywać, bez ilu rzeczy, jestem doskonale szczęśliwy".
      • wild_orchid Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 05.09.08, 09:37
        Widze, ze jednak nie zrozumialas, o co chodzi Marli

        Tu
        > po raz pierwszy taka przygnebiajaca analiza, z ktorej wynika ze
        > wiekszosc z nas ma problem psychologiczny. Nie chce tu
        bagatelizowac
        > problemu uzaleznien i zakupoholizmu oczywiscie, ale chyba nie jest
        > tak zle?

        A skad wiesz, ze nie jest zle? Kupilas juz 10 Aragon w kolejnym
        nietypowym kolorze? Antoinette z najnowszej kolekcji, choc masz
        wszystkie z poprzednich? I nie nosisz ich na codzien, bo: 1. szkoda
        ich na codzienne wycieranie.2.musisz miec stanik na super okazje, na
        randke, do doktora.3. wygodniejsza jest Polyanna, ktora masz we
        wszystkich kolorach. Niektore z nich maja jeszcze metki. Kupione, by
        zaspokoic cos w srodku, potrzebe kupienia, a nie potrzebe uzywania.
        Mialas juz tak zadluzona karte kredytowa, ze musialas brac inny
        kredyt, nizej oprocentowany, by splacic ja i odsetki? Dostawalas juz
        listy od firm windykacyjnych, biegalas po znajomych, by zebrac
        potrzebna sume i zapalcic od razu? Za to szuflady pelne pieknej
        bielizny, ubran( wiele z metkami w torbie ze sklepu), kosmetykow z
        najwyzszej polki, perfum ze 30 butelek, niektore tez nieodpakowane?
        Jesli nie, to nie zrozumiesz problemu osoby, ktora odczuwa przymus
        kupowania.

        >
        > Marlo30, czy nie masz wrazenia, ze po trosze Twoj problem to
        > taki "syndrom Matki Polki"?
        > Piszesz:
        >
        > "W odróżnieniu: mam takie wieloletnie i prawdziwe hobby - bardzo
        > lubię gotować i co pewien czas, raz na kilka miesięcy, sprowadzam
        > sobie (przez EMPiK albo z Amazona) jakieś egzotyczne książki
        > kucharskie (jestem wegetarianką i lubię rózne dziwaczne, nowe, a
        > przy okazji zdrowe rzeczy robić). Z tego powodu nie mam żadnych
        > wyrzutów, bo te książki naprawdę wykorzystuję z pożytkiem dla
        całej
        > rodziny, gotuję z dzieciakami, lubię to bardzo i nie wpadam przy
        tej
        > okazji w zakupowe ciągi."
        >
        > Czyli jak cos sprawia radosc rodzinie, to jest w porzadku, a jak
        > stanik kupuje sie tylko dla siebie to to nie jest ok? W tej
        > wypowiedzi widac tez inna sprawe - sztuka kulinarna to dla autorki
        > pelnoprawne hobby, mania stanikowa - to rzecz raczej wstydliwa.

        Problem w tym, gdy kupujemy 20-ty stanik, bo nowa kolekcja, bo jest
        wyprzedaz, bo mam rozmiar taki a nie inny, jak teraz nie kupie, to
        juz nie bede miala...kolejny stanik w kwiatki, ktorym maz i owszem
        bedzie sie zachwycal, bo nie wstydze sie tego,ze lubie ladna
        bielizne..
        Problem nie w zakupie czegos dla mnie, pudru, perfum, szminki-rzecz
        w tym, ze mam juz pudrow na jakies 20 lat codziennego stosowania,
        perfum tyle, ze moge sie w nich kapac itd itd.
        To nie sa wyrzuty sumienia, ze kupilam cos dla siebie-ale wyrzuty,
        bo wydalam kase niepotrzebnie, na kolejna rzecz, ktorej nie bede
        uzywac lub uzyje jeden raz.

        A
        > przeciez dla wielu z tu obecnych milosc do bielizny oznacza nie
        > tylko KUPOWANIE, ale oprocz tego dzialalnosc edukacyjna i
        spoleczna
        > (od udzielania sie na forum po organizowanie eventow takich jak np
        > zloty), poglebianie wiedzy (przy czym wiem ze wiedza stanikowa
        > raczej nie pochwalimy sie w cv, a i na imieninach u cioci nikt nie
        > padnie z zachwytu, gdy omowimy szczegolowo kolekcje panache od
        2002
        > roku)...

        Dzialalnosc edukacyjna to zupelnie inna para kaloszy, sama taka
        prowadze na szeroka skale-nie ma ona kompletnie zwiazku z problemem,
        o ktorym jest mowa w tym watku.

        >
        > Kolejna sprawa:
        > "Po co mi więcej niż, powiedzmy, pięć różnych dopasowanych
        staników
        > na różne okazje?"
        >
        > Wydaje mi sie ze mozna zyc z 1 dopasowanym stanikiem. Sama tak
        > wytrzymalam przez kilka tygodni. Mozna tez wlasciwie zyc w ogole
        bez
        > stanika... 2 to juz duzy komfort - nie trzeba prac co wieczor.
        Przy
        > 3 mozna miec do kazdego typu dekoldow - strapless, halfcup,
        plunge.
        > Mozna sie tak zastaniawiac dalej, jaka ilosc stanikow jest
        potrzebna
        > do zycia - ale generalnie jest tak, ze zadna ilosc nie jest
        > nadmierna dopoki wszystkich uzywamy...

        No wlasnie-DOPOKI WSZYSTKICH UZYWAMY-problem w tym, ze nie
        uzywamy.\Pisze tu o sobie-kupuje dla samego kupowania, bo jest w
        sklepie, bo jak nie kupie teraz, to nie bede miala, po czym stanik
        laduje w szafie, nawet metki ma niezdjete.
        Uwazasz, ze to jest w porzadku? Ze nie ma problemu?


        > Sama nie martwilabym sie tak bardzo na miejscu autorki watku.
        > Czlowiek nieustannie bombardowany jest sprzecznymi przekazami - z
        > jednej strony agresywny marketing namawiajacy do kupna, z drugiej
        np
        > zdrowy rozsadek, organizacje ekologiczne czy chocby nauka kosciola
        > pietnuja zachlannosc w nabywaniu dobr doczesnych i wywoluja w nas
        > wyrzuty sumienia. Granica miedzy norma a patologia nie jest na
        pewno
        > jasno rozgraniczona, ale na pewno nie uznalabym za nia
        sporadycznych
        > zakupow "na pocieszenie" badz radosci i emocji towarzyszacych
        > upolowaniu nowego stanika, zwlaszcza jesli jest to stanik
        > ladny/atrakcyjny cenowo/z limitowanej serii.

        Wiesz, ja nie chodze do kosciola, nie ogladam reklam, nikt mnie nie
        bombarduje medialnie, bo sama na to nie pozwalam.
        Napisalas SPORADYCZNYCH ZAKUPOW "NA POCIESZENIE"-a co powiesz na 3
        staniki tygodniowo? Tez na pocieszenie?
        Emocje mi towarzysza, gdy kupuje, place, czekam na przesylke, potem
        trace zainteresowanie. Do nastepnego razu.
        Widze, ze nie rozumiesz problemu i niepotrzebnie podsumowalas Marle
        bagatelizujac problem, Ty go nie masz, maja go inni.

        > Zastaniawia mnie tez, czy te z Was, ktore czuja ze przesadzily z
        > iloscia stanikow, maja wyrzuty sumienia zwiazane ze zbyt duza
        > iloscia koszul/bluzeczek/zakietow? Czy to jest troche tak, ze
        skoro
        > biustonosza nie widac, to po co sie na niego wykosztowywac?

        To dotyczy nie tylko stanikow, bluzek, spodni, perfum, pudrow,
        blyszczykow( ostatnio robilam porzadek w torebce, naliczylam ich 20)
        Staniki to tylko jeden z elementow zakupoholizmu-a caly problem
        polega na tym, ze zaczyna sie prowadzic 2 zycie-najpierw oszukuje
        sama siebie, ze dana rzecz mi jest potrzebna, potem oszukuje meza,
        nie pokazujac mu zakupow, lub podajac mu absurdalnie niska
        cene,ktora zaplacilam, bo byla wyprzedaz, promocja itd, potem
        wrzucam zakupy do szafy nie uzywajac i mam wyrzuty sumienia, ze
        wydalam kase niepotrzebnie. Co nie zapobiega kolejnej spirali, gdy
        cos w srodku podpowie-kup, MUSISZ to miec.

        • k_linka Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 05.09.08, 23:29
          Wydaje mi sie ze zrozumialam. Wspolczuje Ci bardzo problemow, ale zauwac,
          prosze, ze autorka watku z opisanych przez Ciebie problemow ma tylko jedem -
          wyrzuty sumienia z powodu niepotrzebnie wydanej kasy.
          • roza_am Do K_linki 06.09.08, 15:55
            Nie pisałam, że WIĘKSZOŚĆ z nas ma lub może mieć problem z uzależnieniem od zakupów. Przeciwnie, większości z nas to NIE GROZI (dlaczego miałybyśmy jakoś drastycznie odbiegać pod tym względem od ogólnej populacji?).

            To naturalne, że cieszymy się z zakupów, to naturalne, że zdarza nam się kupować "na pocieszenie", "dla rozrywki", "bo jest okazja". Samo kierowanie się innymi niż pragmatyczne potrzebami w kupowaniu nie jest problemem. Problem pojawia się, gdy tracimy kontrolę nad takim kupowaniem, gdy staje się ono głównym "dostarczycielem bodźców" lub "uspokajaczem" w naszym życiu, gdy kupujemy, choć wcale tego nie chcemy (nie piszę o uleganiu reklamie ale o przymusie opisanym przez dziewczyny).

            Co mnie zaniepokoiło w poście Marli?
            Po pierwsze nie przyłączyła się do żadnego z wątków żartobliwych, ale założyła własny i pisała serio. Po drugie pisała o wyrzutach sumienia z powodu kupowania oraz o tym, że odczuwa potrzebę ograniczenia kupowania. Gdyby chodziło o alkohol, to zgodnie z testem przesiewowym CAGE takie dwa sygnały byłyby już "czerwonym światełkiem" czyli dużym prawdopodobieństwem istnienia uzależnienia (zalążku uzależnienia?). Kolejny argument to powtarzanie się niepokojących objawów przy kolejnych "obiektach zainteresowań".

            To oczywiście za mało żeby postawić diagnozę, zwłaszcza na odległość. Są od tego specjaliści, podałam wcześniej link z odpowiednimi namiarami.

            Ale moim zdaniem to za dużo, aby sprawę zlekceważyć, zbagatelizować.
            Można powiedzieć osobie z wątpliwościami: "Wiesz, nie wiem czy to problem. Nie przejmuj się, rób swoje, jak zobaczę ewidentne objawy poważnego problemu to ci powiem." Tylko, że ewidentnymi objawami są poważne życiowe tarapaty, zagubienie się w chorym myśleniu, totalny brak kontroli nad własnym życiem. Ja wolę powiedzieć, że teraz widzę "czerwoną lampkę" niż czekać, aż poważne powikłania udowodnią istnienie problemu.

          • wild_orchid Re: Kupować, wydawać, kupować - jak to opanować? 07.09.08, 11:16
            k_linka napisała:

            > Wydaje mi sie ze zrozumialam. Wspolczuje Ci bardzo problemow, ale
            zauwac,
            > prosze, ze autorka watku z opisanych przez Ciebie problemow ma
            tylko jedem -
            > wyrzuty sumienia z powodu niepotrzebnie wydanej kasy.

            Nie musisz wspolczuc- ja juz dawno zrozumialam, gdzie tkwi problem i
            czynnie staram sie walczyc. Tak jak alkoholicy z alkoholem, czy
            palacze z tytoniem-tylko nie zawsze wychodzi i zdarzaja sie wpadki.

            A wyrzuty sumienia u Marli to jeden z elementow swiadczacych o
            uzaleznieniu, albo przynajmniej o problemie z kupowaniem rzeczy
            niepotrzebnych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja