Nie tylko staniki są w Polsce droższe

25.09.08, 23:31
Od jakiegoś czasu irytuje nas, że ten sam stanik w Polsce sprzedawany jest na
tyle drożej niż w UK, że często bardziej opłaca nam się je indywidualnie
sprowadzać. Sugerowałyśmy, że ceny zostały chyba przeliczone po kursie sprzed
paru lat. Teraz funty i euro są tańsze, więc możemy taniej kupować np.
brytyjskie staniki. Niestety nie w Polsce.

Ten sam problem w odniesieniu do ubrań podjęło Metro. Wykorzystując podawanie
"przeliczonych" cen w różnych walutach w niektórych sieciach, jak Smyk czy
H&M. Okazało się, że na jednej kartce mamy niższą cenę w euro i wyższą w złotych.

www.emetro.pl/emetro/1,85651,5726971,Biedny_placi_wiecej.html
    • evolet Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 25.09.08, 23:42
      Jakiś czas temu (tydzień? dwa?) chyba w Wyborczej (ale głowy nie dam, mój dom
      wygląda jak Empik) był artykuł o cenach kosmetyków i ubrań. Nie wiem, czy
      jeszcze znajdę, czytałam w wersji papierowej. W każdym razie okazało się, że to
      wina dystrybutorów zagranicznych. Skoro Polacy są w stanie płacić więcej, to nie
      widzą oni powodu obniżania cen. Mowa była o sieciówkach, chyba Zara, H&M
      właśnie. Wypowiadał się też ktoś z dyrekcji/zarządu Sephory, że Sephora walczy o
      wprowadzenie cen odpowiadających cenom w innych europejskich sklepach sieci, ale
      właśnie dystrybutorzy (chyba L'Oreal odpowiada za większość marek, tych
      luksusowych też) się nie zgadzają. Spróbuję jutro znaleźć ten artykuł.
      • evolet artykuł - link 25.09.08, 23:46
        pomyłka, to był Newsweek.
        link do atykułu:
        www.bs.net.pl/?miesiac=07&rok=2008&archiwum=00011&news=17091
      • satia2004 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 25.09.08, 23:47
        evolet napisała:
        > wina dystrybutorów zagranicznych. Skoro Polacy są w stanie płacić
        więcej, to nie
        > widzą oni powodu obniżania cen

        Dodatkowo dochodzi pozycjonowanie marek co najmniej półkę wyżej niż
        na zachodzie. Niestety wśród Polek pokutuje
        stereotyp 'drogie=markowe i dobrej jakości' więc dystrybutorzy widzą
        szansę na dodatkowy zarobek.

        --
        72/94
        • agastrusia Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 27.09.08, 09:26
          satia2004 napisała:


          > Dodatkowo dochodzi pozycjonowanie marek co najmniej półkę wyżej niż
          > na zachodzie. Niestety wśród Polek pokutuje
          > stereotyp 'drogie=markowe i dobrej jakości' więc dystrybutorzy widzą
          > szansę na dodatkowy zarobek.

          No i trzeba dodać, że jakość tychże ciuchów na naszym rynku jest znacznie niższa
          niż tych samych za granicą ;-(
          >
          > --
          > 72/94
      • pierwszalitera Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 25.09.08, 23:55
        Ja czytałam w poniedziałek artykuł w niemieckim Spieglu o niemieckich firmach sprzedających ciuchy we wschodniej Europie. Przedstawiciel firmy produkującej jakieś męskie garnitury chwalił się, że w Polsce może sprzedać swoje produkty dwa razy drożej. Za to samo ubranie Niemcy płacą około 200 euro, Polacy muszą bulić już 400. Tłumaczył to małą konkurencją na wschodnim rynku i że ludzie gotowi są tu po prostu tyle płacić. Przedstawiciel innej firmy odzieżowej mówił jeszcze o innych gustowych preferencjach na wschodnih rynkach, ale to już szczegół. Podobno rzeczy sprzedawane w Polsce i Rosji muszą być dla kobiet bardziej damskie, tzn. mieć więcej haftów, ozdóbek i wyrafinowane kroje. Rzeczy proste, jakie preferowane są na zachodzie sprzedają się w Polsce podobno gorzej.
        • maith Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję elektro 26.09.08, 00:02
          Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję elektroniczną, to wrzuć link i
          skrótowe tłumaczenie, o co chodzi.
          • pierwszalitera Re: Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję el 26.09.08, 00:35
            Czytałam w wersji papierowej. W numerze 38 na stronie 92. Tytuł: MODE: Deutsche Textilindustrie feiert überraschende Exporterfolge in Osteuropa und Asien czyli Niemiecki przemysł odzieżowy świętuje niespodziewane sukcesy eksportowe w Europie Wschodniej i w Azji.
            Niestety ten artykuł dostępny jest tylko jako płatny e-paper i mogłam znaleść go tylko w spisie treści. Nie mam numeru w domu, bo bym przetłumaczyła, a z pamięci zostały mi tylko skrawki. Sorry. :-)



            • pierwszalitera Re: Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję el 26.09.08, 00:39
              A to cholerka jak się okazuje nawet nie aktualny numer, tylko z
              zeszłego tygodnia i pewnie leży już tylko w bibliotekach, bo nawet u
              lekarzy co tydzień prasę wymieniają.
              • evolet Re: Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję el 26.09.08, 00:43
                zaraz wrzucę, ale tłumaczenia się nie podejmuję, nie szprecham ani trochę:)
                (na necie jest wszystko...)
                • pierwszalitera Re: Pliiiiz, wskanuj to, albo może mają wersję el 26.09.08, 00:46
                  No jak wrzucisz, to przetłumaczę. Pora wprawdzie późna i oczy mam
                  królika, ale może dam jeszcze radę. ;-)
                  • evolet link do artykulu ze spiegla 26.09.08, 01:08
                    bosz, milion problemów od razu, ftp padł i nie miałam czym obrobić pdfa.
                    www.speedyshare.com/149687305.html
                    • pierwszalitera Re: link do artykulu ze spiegla 26.09.08, 11:28
                      U mnie ten link nie funkcjonuje :-(
                      • evolet link do artykulu ze spiegla - poprawka 26.09.08, 12:05
                        www.zinner.pl/zet/MODE.doc
                        ftp wstał. speedshare pewnie miał limit ściągnięć:/
                        • maith Pierwszalitero, odbierz mail n/t 27.09.08, 00:34

                          • pierwszalitera Re: Pierwszalitero, odbierz mail n/t 27.09.08, 00:43
                            O dzięki, bo ten link od evolet mi nie działał. Przetłumaczę zaraz
                            odpowiednie pasaże. :-)
                            • pierwszalitera Artykuł z niemieckiego Spiegla 27.09.08, 01:44
                              Początek tekstu "Na wschodzie więcej błyskotek" przetłumaczyła już niżej zosiula89. Dalej jest trochę bla, bla o Rosji, Chinach, aż dochodzi do pasażu o Polsce:

                              (.....) Niemieccy producenci mody profitują z rosnącego bogacenia się tych regionów świata, w które przeniesli swoje punkty produkcji. W Europie wschodniej i w Azji powstają chętnie kupujące grupy konsumenckie średniej klasy szukające zachodnich marek. Dla firmy Ahlers z Herford rozwinęła się szczególnie Polska z miejsca prodkucji do bardzo silnego rynku zbytu. "Garniturami Pierre Cardin staliśmy się prowadzącą marką na polskim rynku", mówi szefowa Stella Ahlers. Nazwa francuskiego projektanta mody, pod licencją którego Ahlers sprzedaje męskie ubrania, są w Europie wschodniej niesłychanie rozchwytywane. Garnitury marki Cardin kosztujące u nas (w Niemczech) najwyżej 400 euro, sprzedają się w Polsce o 100 euro drożej. Ahlers ciągle posiada jeszcze w kraju sąsiadów (w Polsce) trzy miejsca produkcji. Z powodu jednak wzrastających kosztów płac, firma myśli już o przeniesieniu się w stronę wschodnią, na Ukrainę, do Wietnamu, albo Chin, gdzie także już produkuje. Europa Wschodnia i Rosja stały się dla firmy Ahlers AG eksportowym Eldorado. Obroty w tym rejonie wzrosły o jedną trzecią, przy czym w Niemczech tylko o maleńkie 1,6 procent.

                              (dalej jest o firmie Baldessarini sprzedającej drogie garnitury kosztujące około 1000 euro w Rosji. Sens w skrócie: Rosjanie kupują chętnie drogie ciuchy. Potencjał rynku zbytu jest ogromny.)

                              Na końcu artykułu coś o gustach wchodnich kupców:
                              Przedsiębiorca Gerhard Weber dopasował swoją międzynarodową kolekcję do gustów swoich nowych kupców. Jego credo brzmi "Na wschodzie więcej błyskotek". Hafty, ozdoby, kobiece formy są na liście życzeń. Albo marki prestiżowe. Niekiedy w osiągnięciu potrzebnego czaru pomaga niewielka pomyłka. Średnioklasowa firma Eugen Klein z heskiego Dillenburg sprzedaje damską modę tylko w Moskwie aż w 16 sklepach. Markus Klein, który przejął firmę po ojcu wierzy, że Rosjanie cenią sobie niemieckie cechy jak punktualność i zamiłowanie do porządku. Ekspert branżowy Doepfer przypuszcza coś innego: "Eugen Klein - to jest dla Rosjan mały brat Calvina Kleina.


                              • maith Re: Artykuł z niemieckiego Spiegla 28.09.08, 01:47
                                Dzięki ogromne. Oni uważają nas za idiotów.
                                "Garnitury marki Cardin kosztujące u nas (w Niemczech) najwyżej 400 euro,
                                sprzedają się w Polsce o 100 euro drożej."

                                Inna sprawa, że mamy w Polsce idiotów, którzy faktycznie snobują się na "Pierre
                                Cardin" tego całego Ahlersa.
                                • pierwszalitera Re: Artykuł z niemieckiego Spiegla 28.09.08, 12:35
                                  maith napisała:

                                  > Dzięki ogromne. Oni uważają nas za idiotów.
                                  > "Garnitury marki Cardin kosztujące u nas (w Niemczech) najwyżej 400 euro,
                                  > sprzedają się w Polsce o 100 euro drożej."
                                  >
                                  > Inna sprawa, że mamy w Polsce idiotów, którzy faktycznie snobują się na "Pierre
                                  > Cardin" tego całego Ahlersa.
                                  >

                                  Mnie o wiele gorszą sprawą niż (przejściowe pewnie) snobowanie Polaków, wydaje się zachowanie tych zagranicznych firm. Najpierw otwierają u nas zakłady, w których produkują te ciuchy, bo na zachodzie im za drogo, skarżą się, że Niemcy, którzy tracą w ten sposób pracę, zaczynają oszczędzać i nie kupują, a potem powtarzają schemat w Polsce. Gdy płace zaczynają rosnąć, przenoszą zakłady do innych krajów na wschód, tańszych produkcyjnie. A przy okazji nabijają sobie kieszenie wykorzystując szczególną przejściową sytuację rynkową w Polsce i odrobinę naszej naiwności. Zupełnie jak szarańcza. Takie nastawienie tylko na krótkotrwałe zyski. I jeszcze chwalą się taką postawą w prasie, jakby niemieckiej gospodarce przez to robiło się dobrze. A tak naprawdę, to profituje przez to tylko rodzina Ahlers i ani jeden niemiecki robotnik. A wkrótce też, żaden polski. To właśnie między innymi dlatego ciuchy na zachodzie Europy są ostatnio stosunkowo tanie i ciągle gdzieś jakieś promocje, bo normalni ludzie powoli ubożeją i nikt by drożyzny już nie kupił. Gdzie niemiecka szwaczka z Ahlersa ma dzisiaj pracę? A pieniądze, to mają tacy Ahlersi, ale założę się, że oni nie noszą swoich własnych garniturów, tylko od razu jakieś Walentino, czy inne Versace. :-/ No cóż, globalizacja.
                              • lukrecjabo Artykuł mocno mnie zniesmaczył... 30.09.08, 11:20
                                Nie mogę pogodzić się z myślą, że Zachód ma Wschód za ciemnogród totalny, a
                                niestety tak wygląda rzeczywistość.
                                Moją uwagę przykuły przede wszystkim "błyskotki". Czyli co? Nie mamy stylu, nie
                                mamy klasy i za grosz elegancji? Ubranie im bardziej odpustowe, tym lepsze? Im
                                więcej niepasującej odzieży na siebie założymy tym lepiej?
                                Smutno mi się jakoś zrobiło po przeczytaniu tego artykułu. W końcu każdego dnia
                                obserwuję Polki na ulicach i sytuacja wcale tragicznie się nie przedstawia,
                                wręcz przeciwnie. Polki mają klasę i potrafią ubrać się ze smakiem.
                                Ech.......
                                • lukrecjabo P.S. 30.09.08, 11:22
                                  Jeśli chodzi o moją sygnaturkę, błąd (brak spacji)poprawiałam już kilka razy,
                                  ale gazeta.pl nie raczy zareagować:(
                                • pierwszalitera Re: Artykuł mocno mnie zniesmaczył... 30.09.08, 11:40
                                  No, ja też często obserwuję Polki na ulicy, bo w Niemczech jest ich całkiem sporo. I Rosjanek zresztą też. Nie przeczę, że wiele kobiet na Wschodzie ma klasę, ale wiele rzuca się właśnie w oczy przez "udziwniony" styl i bardzo kolorowy makijaż. Polki preferują też, nie wiem dlaczego, zimną, nietwarzową różową szminkę, u Rosjanek spotyka się częściej mocną, teatralną czerwień. Do biegania po sklepach zakładają szpilki na wysokich obcasach i do pracy noszą ciuchy mocno eksponujące wdzięki. Nosimy też zdecydowanie więcej biżuterii od przeciętnej Niemki czy Angielki. A, zapomniałam o kolorach włosów. Jak widzę kobietem z ostrym balejażem, to często to właśnie Polka. Wybaczcie, ale często wygląda to okropnie tanio. Nie chcę jednak oceniać tego negatywnie, to sprawa indywidualnego gustu i styl przeciętnej Niemki też nie jest zachwycający, jest jednak niezaprzeczalne, że ubieramy się inaczej niż kobiety na Zachodzie Europy.
                                  • lukrecjabo Jest w tym pewna racja, 30.09.08, 12:13
                                    Same sobie na taką opinię zasłużyłyśmy. Tylko, czy producenci od razu muszą
                                    myśleć szablonowo i stwierdzać, że wszystkie Polki kochają błyskotki? Każda z
                                    nas ma inny gust i różnorodne ubrania powinny znajdować się w sklepach: i te z
                                    cekinami i te całkiem gładkie.
                                    A jeśli chodzi o styl przeciętnej Niemki, faktycznie, nie jest zachwycający.
                                    Tylko pewnie tak, jak w przypadku Polek, nie można generalizować. I to
                                    producenci powinni wziąć pod uwagę.
                                • turzyca PROSTOTA Niemek? Czy BRAK KOBIECOSCI? 30.09.08, 12:52
                                  Specjalnie na potrzeby tej dyskusji sfotografowalam katalog adresowany do wyzszej klasy sredniej, fotografowalam u pani psychoterapeutki, trafia pewnie rowniez np do lekarek, nauczycielek (one w Niemczech dobrze zarabiaja). Ciuchy kosztuja 100-200 euro Popatrzcie same czy bylybyscie sklonne ubrac sie z taka prostota.
                                  Niemki1
                                  Niemki2
                                  Niemki3

                                  Ja nosze spodnice (i bardzo czesto jestem jedyna osoba w duzym zespole), dopasowane ciuchy, lekki obcas (rowniez czesto jestem jedyna), bo szpilki to dla mnie zabojstwo. Jest mi wygodnie, a jednoczesnie wygladam kobieco. Mialabym to zamienic na te chalaty, ktore trzeba by obwiazywac przed wsiadnieciem na rower, zeby sie gdzies nie wplataly? W ktorych wiatr hula do woli? Za taka kase?
                                  • maith Re: PROSTOTA Niemek? Czy BRAK KOBIECOSCI? 30.09.08, 14:30
                                    Wygląda na jakieś w najlepszym razie stroje ciążowe :) Faktycznie w rower
                                    wkręciłoby się momentalnie. Do Holandii tego na pewno nie wyeksportują ;) Ale
                                    może Niemki nie używają rowerów? I nie boją się wkręcenia w schody ruchome? ;)
                                    Ani zaczepienia o nic? Ani przytrzaśnięcia drzwiami samochodu? ;)
                                    • pierwszalitera Re: PROSTOTA Niemek? Czy BRAK KOBIECOSCI? 30.09.08, 17:05
                                      No nie rozśmieszajcie mnie. Zdjęcia podane przez turzycę pochodzą z jakiegoś idiotycznego czasopisma dla kobiet i nie przedstawiają niemieckich trendów. Zajrzyjcie do niemieckiego wydania Elle, albo chociażby popularnego czasopisma Brigitte. Nie powiedziałam zresztą, że Niemki są szczytem stylu i piękna, ale odbieranie im kobiecości to durny stereotyp, wynikający tylko z naszego subjektywnego punktu widzenia mocno tradycyjnego kraju. To nieprawda też, że Niemki postrzegane są na całym świecie jako toporne baby. Niemki mają swoją Heidi Klum, Claudię Schiffer i Nadję Auermann. To są piekne kobiety i nazwiska znane na całym świecie. W Niemczech mówi się na przykład też o bezguściu Anglików i to pewnie też tylko stereotyp wynikający z historycznych antypatii. Poza tym na Zachodzie kobiecość definuje się szerzej i jej odzwierciedleniem nie jest tylko spódniczka i buciki na obcasach. Coś takiego nazywa się tu nawet "weibchen", jest trochę negatywne i oznacza samiczkę, kogoś, kto stara się spełniać tradycyjną, seksualnie atrakcyjną rolę. Ja po 20 tu latach życia poza Polską też czasem jestem zdania, że kobietom należy się więcej. I na niemieckiej ulicy, po prostu odróżniamy się. Dla nas to normalka i kobiecość, dla Niemców błyskotki. I obie strony mają swoją rację.
                                      • turzyca Re: PROSTOTA Niemek? Czy BRAK KOBIECOSCI? 30.09.08, 19:08
                                        (Nie pisalam nic o kobietach jako takich, o figurze czy urodzie, pisalam tylko o opakowaniu.)

                                        To jest waschbär czy jak go tam, drogi upiornie. Dostalam go pozyczonego pod haslem "moze sobie cos zamowisz, takie fajne rzeczy tam sa." Dla kontrastu moge zrobic zdjecia gazetki sklepowej typu penny.
                                        Dla chcacych zobaczyc wlasnym okiem, co pisze sie w pismach niemieckich o modzie Birgitte, Für Sie, Freundin.
                                        Ja nie mowie, ze to co pokazalam jest jedynym wariantem mody. Ale jesli jest dosc silnym trendem (mam cyknac sklepy na rogu? bedzie powtorka) i o czyms to swiadczy.
                                        Ja nosze sie w skromnym wariancie kobiecosci. Bez stalego makijazu, bo mi sie nie chce. Bez niebotycznych szpilek, bo biegam po miescie i jezdze na rowerze, obcasik jest wygodniejszy. Bez mini i glebokich dekoltow na co dzien, bo nie w takim zawodzie pracuje, gdzie by to byl stroj pasujacy do okazji. Ale dopiero w Niemczech odkrylam, ze nosze sie tradycyjnie i kobieco. Mimo ze pokazanie kobiecosci nie jest moim celem, ona jest mimochodem.
                                        Co do wygody - leje dzis u mnie okropnie. Szlam pod parasolem w plaszczu, kapeluszu i kozakach do spodnicy i czulam sie zdecydowanie lepiej niz te wszystkie istoty, ktore mialy przemoczone dzinsy oblepiajace nogi do pol uda i wygladaly spod kaptura, czy nie jedzie autobus. Mi bylo sucho i cieplo. Komu bylo wygodniej?
                                  • lukrecjabo Turzyco, 30.09.08, 14:30
                                    dziękuję Ci za te fotografie.
                                    Nie chciałam być dosadna opisując wygląd większości Niemek, tym bardziej, że nie
                                    mam okazji oglądać ich codziennie na ulicach, korzystam tylko z cudzych
                                    doświadczeń, jeśli chodzi o ich wygląd. Znajoma, która mieszka w Niemczech,
                                    określa ich styl (ortalionowa kurtka, spodnie, nigdy spódnica, brak makijażu)
                                    najczęściej sformułowaniem "niemiecka turystka".
                                    Zaznaczam, nie generalizuję, tylko boli mnie fakt, że wiadomo na zachodzie, że
                                    Polski "są pstrokate", a nie wiadomo, że Niemki są mało kobiece.
                                    • maith Lukrecjabo 30.09.08, 15:43
                                      Lukrecjabo, czego nie wiadomo? Że Niemki są mało kobiece? To Ci powiedzą nawet
                                      ludzie, którzy nie potrafią wskazać Niemiec na mapie. Ten stereotyp występuje
                                      nawet w filmach dla amerykańskich widzów, których inteligencji twórcy starają
                                      się nie przeceniać.
                                      • lukrecjabo Maith, 30.09.08, 16:25
                                        Może jestem przewrażliwiona na punkcie traktowania Polaków przez kraje
                                        zachodnie:) I to w każdej płaszczyźnie, niestety. Dlatego innych rzeczy nieraz
                                        nie zauważam
                                        • pierwszalitera Re: Maith, 30.09.08, 17:08
                                          Zamiast się przewrażliwiać warto czasem spojrzeć na własny brak tolerancji. Wymagamy czegoś od innych, a sami jako naród mamy z tym ogromne problemy. ;-)
        • blondyneczka_ola Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:05
          a ja się dziwię, dlaczego nie mogę sobie w polskich sklepach nic kupić :( Bo jak
          nie wielki pstry wzór na przodzie koszulki, to jakieś cekiny, albo inne
          pierdzielniki (przepraszam za wyrażenie, jeśli kogoś uraziło). A zwykłych,
          prostych ubrań nie ma. Dlatego kupuję w lumpeksach, z odzieżą zagraniczną, też
          markowe za parę złotych.

          Parę lat temu był w TV na Clubie (obecnie kanał Zone Club) program z cyklu "jak
          się ubrać", prowadzony przez taką blondynkę z różową walizeczką, tytułu nie
          pamiętam. Jedną z jej głównych zasad było to, że kobieta powinna mieć kilka
          gładkich prostych bluzeczek, w różnych kolorach, pasujących i do dżinsów i do
          marynarki. Był nawet pokazany sklep z mnóstwem takich bluzeczek. Tyle, że to UK
          było, w Polsce nie do kupienia :((

          A ceny w Polsce są naprawdę wyższe, chyba już wszystkiego. Benzyny, ubrań, usług
          fryzjerskich. Tylko zarobki niższe.
    • mauzonka I dlatego musimy ich bojkotować! 26.09.08, 01:19
      I dlatego właśnie musimy pokazać, że wiemy, jak i gdzie kupować taniej. Zamawiać z UK a na cwanych importerów się wypiąć. Przykre, bo mogą na tym ucierpieć inicjatywy jak Peachfield, Intimo, Dopasowana... smutne, ale niestety - cenami rządzi klient, a nie dystrybutor, który uważa, że na naszym rynku opchnie swój produkt dwa razy drożej.
      • kociatko_biusciaste Re: I dlatego musimy ich bojkotować! 26.09.08, 12:09
        Jeśli o mnie chodzi, to masz to jak w banku:) Ja i moje skąpstwo ani myślimy
        przepłacać;) Nie potrzebuje dowartościowywać się tym, że kupuję sobie drogie
        cichy w megatrendysklepie (które zwykle maja jakość szmaty do podłogi).
    • evolet dla odmiany - co tańsze 26.09.08, 01:23
      Siedzę i wcinam wielką brzoskwinię z dalekiego południa, bo u nas to na pewno
      nie wyrosło, 5zł/kg. Rodzice wrócili tydzień temu z wakacji (Chorwacja) i
      przywieźli skrzynkę takich samych, 12zł/kg. Rosną na miejscu i są droższe, niż
      te, które trzeba do nas przetransportować przez pół Europy.
      • zosiula89 nie mogłam zasnąć - here we go 26.09.08, 03:41
        "Na Wschodzie trzeba więcej błyskotek"
        Niemiecki przemysł tekstylny odnosi sukcesy na rynkach zagranicznych - przy czym
        przedsiębiorcy opanowali sztuczkę, jak swoje produkty sprzedawać w Chinach czy w
        Polsce nawet 3 razy drożej.

        Kiedy delegacja z Mongolii przbyli ostatnio do Herford, globalizacja tamtejszej
        prowincji pokazała swoją najbardziej przyjacielską twarz: odzież niemiecka
        zyskała dużą popularność w Mongolii, poinformowała posiadaczka domu towarowego…
        ze stolicy, Ułan Bator.
        Klausowi Brinkmannowi miło to słyszeć. Szef herfordzkiej Brinkamm Gruppe
        zaprezentował delegacji mongołskiej swoje spodnie i płaszcze i ucieszył się z
        udanego interesu: od marca odzież męska marki Bugatii znajdzie się w ofercie
        luksusowego domu towarowego (centrum handl.)w Ułan Bator. „Mongołowie nie myślą
        już dziś stricte po mongolsku, jako że mogą dotrzeć samolotem w każdy zakątek
        świata; myślą globalnie na temat zakupów i dystrybucji”. Fakt, że kierowane na
        wschodni rynek garnitury zostaną niebawem ozdobione przez sprzedawców z UB
        wydaje się przedsiębiorcy doprawdy „dość egoztyczny“.

        Eksport na rynki światowe osiągnął dla rodzimych przedsiębiorstw poważne
        rozmiary: około połowę obrotu Brinkamm osiąga teraz na rynkach zagranicznych.
        Sklepy marki Bugatti herfordczycy otwierają nawet w Pekinie i Omanie. Hugo Boss
        już od dawna nie jest jedyną niemiecką marką odzieżową, która odniosła
        międzynarodowe sukcesy. I nie są to tylko marki luksusowe jak Joop! czy Escada,
        ale także marki ze średniej półki czy nawet mniejsze, częściowo prowadzone przez
        rodziny przedsiębiorstwa. Firmy jak S.Oliver czy Tom Tailor są obecne w
        dzielnicach handlowych od Dublina aż po New Delhi, Gerry Weber z westfalskiego
        rynku (chyba o to chodzi...)otworzył niedawno w Kairze sklep o 650 metrach
        kwadrat. powierzchni.
        Sam jeden producent garniturów z Lüneburga, Roy Robson, prowadzi w Rosji 40
        własnych sklepów. "Niemiecka odzież jest popularna na całym świecie", mówi T.
        Rasch, kierownik głównego domu handlowego pod szyldem German Fashion.
        Pomimo że w handlu na rodzimym rynku panuje pewna stagnacja, obroty niemieckich
        producentów odzieży mają się nieźle: w pierwszej połowie 2008r. odnotowali
        5,1-procentowy wzrost w stosunku do tego samego okresu czasu w roku ubiegłym.
        "Skoro w Niemczech nie powodzi nam się najlepiej, zdobywamy zyski we Wloszech
        czy też Rosji", mówi Brinkann. Branża odnotowuje rekordowy wzrost sprzedaży. W
        2007r. obroty na rynkach zagranicą wzrosły do prawie 8 miliardów euro. Poza
        Włochami żaden kraj nie eksportuje więcej odzieży niż Niemcy. To, że owe sukcesy
        do niedawna pozostawały opowiastą z ekonomicznej mitologii, może mieć swoje
        uzasadnienie w wyrafinowaniu, z jakim producenci nazywają swoje marki: kto by
        przypuszczał, że marka jak Luisa Cerano pochodzi ze szwabskiej Alb? (nie bardzo
        wiem, o co chodzi). W. Luthe w 1998, dał swojej pierwszej współczesnej kolekcji
        damskiej, którą dla jego Hauber-Gruppe zaprojektowała młoda projektantka ze
        Stuttgartu, równie fantastyczne nazwy. Z topmodelką Nadją Auermann jako twarzą
        linii odzieżowej, Luthe wyszedł ze swoją kolekcją poza Szwabię 130 lat po
        założeniu rodzinnego interesu. "Trzeba zacząć myśleć golobalnie". Wcześniej
        kolekcje Haubera były przeznaczone dla starszych kobiet.

        Uff, senność mnie morzy. Pozostawiam resztę innej tłumaczce/tłumaczkom. Następne
        zdanie artykułu to: Mit Handbandagen der Marke Sporlastic waren die Nürtinger
        gar zum Marktführer in Orthopädiefachgeschäften aufgestiegen, bevor Luisa
        Cerano die modische Wende brachte.
        • pierwszalitera Re: nie mogłam zasnąć - here we go 26.09.08, 11:35
          Szkoda, że nie wstawiłaś gdzieś niemieckiego oryginału. O ile pamiętam trochę więcej o Polsce, garniturach za 400 euro i o ozdóbkach na ciuchach było prawie na samym końcu tekstu.
    • plica Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 07:32
      jak klientki zaczna uciekac moze pacną się w glowe w koncu.
      ja ostatnio odkrywam ceny kosmetykow na strawberrnet.com
      kremy i podklady tansze o ponad polowe, ulubione perfumki za mniej niz stowke. wszystko oryginalne z darmowa przesylka z hongkongu, strona po polsku, płacenie banalne, dla stylych klientow 10% rabacik.
      -------------------------------
      • plica tfu! 26.09.08, 07:37
        zle wpisalam. chodzi o truskawke czyli strawberrynet.com
      • yaga7 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 07:38
        Co do perfum (i kosmetyków też) polecam jeszcze FragranceX - wysyłka generalnie
        jest płatna, ale robią co jakiś czas (np. teraz) darmową wysyłkę na cały świat i
        wtedy warto. Niektóre ceny są niższe niż na truskawie.
        Minus taki, że wysyłają zwykłą przesyłką (a truskawa rejestrowaną), ale z kolei
        plus taki, że przesyłki nie lądują w celnym i nie są naliczane dodatkowe opłaty
        (a ja mam pecha, bo od kilku miesięcy w celnym ląduje mi każda paczka z truskawy
        i muszę płacić - na szczęście tru i tak zwraca).
        • plica Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 23:32
          kurcze a wlasnie nam z truskawki tak do kwoty 200 zł nic jeszcze w celnym nie wyladowalo. i zawsze przesylka za darmo :)od miasta to zalezy czy co.
          • yaga7 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 27.09.08, 08:55
            niestety do miasta, od UC, od widzimisię celnika itp. To całkowicie losowo
            generowane ;)
      • carmella Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:17
        uważaj na cło !
        ja juz dwa razy płaciłam (co prawda truskawka zwraca potem)
        • yaga7 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:25
          W celu uściślenia - płaci się vat, a nie cło jako takie.
    • end.of.world11 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 08:13
      i nie tylko ubrania, perfumy czy ogólnie kosmetyki ale również produkty spożywcze. Mam porównanie z cenami ot na przykład w brytyjskim i polskim Tesco. Za niektóre produkty trzeba w polskim sklepie wydać dużo więcej.
      • schaetzchen Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 08:28
        Tak, najlepiej to widać w sieciówkach, które na metce mają podaną
        cenę w różnych walutach. Kurs euro - 4 złote... Chciałabym tyle
        dostać w kantorze za euro ;)
        "Luksusowe" kosmetyki miały stanieć po zniesieniu akcyzy - nie
        zauważyłam.
        A jak się na to nałoży wysokość zarobków w Polsce i na zachodzie, to
        przestaje dziwić nabożny stosunek Polek do różnych Cliniqów i
        Chanelów...
    • lawrence3 Hmm.. 26.09.08, 08:36
      Chętnie "podchwycę" temat i mogę umieścić spostrzerzenia na swojej
      stronie. Szkoda, że nigdzie nie ma jeszcze sformuowanego "bojkotu",
      ale pracuje nad artykułem sponsorowanym, który zamieszczę na portalu
      polonijnym w UK. Napewno wspomnę o tych "przelicznikach"
      • agata.ni Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 09:06
        no niestety. ja zwykle kosmetyki kupuje przy okazji pobytu zagranicą. Ostatnio
        za perfumy dla mamy zamiast 450 zl w douglasie w Wawie zaplacilam 85 euro. łatwo
        policzyć jaka róznica... najbardziej wkurzają mnie różnice cen w sieciówkach
        odzieżowych bo to chyba dawno temu 50euro stanowilo 199zl a nadal tak się
        przelicza :(
    • ekler.ka Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 09:09
      heh,a ja wlasnie wczoraj wrocilam z hiszpanii i dokladnie to samo mnie
      uderzylo:tam naprawde jest taniej!i nie chodzi tylko o hiszpanskie sieciowki
      typu zara,bo to jeszcze zrozumiale,ale taki h&m tez, jak najbardziej.
    • joannea Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 09:59
      Przelicznik cen jest masakrycznie niekorzystny dla Polski. Obserwuje to od lat,
      i mam wrazenie, ze robi sie coraz gorzej. Dokladnie tak, jak dziewczyny pisza:
      sieciowki i perfumerie sa na pierwszym miejscu. A od kiedy euro stoi na tak
      niskim poziomie, roznica jest wrecz powalajaca.
      Mieszkam w Holandii, i za kazdym razem gdy jade do PL, wioze ze soba pol walizki
      kosmetykow i perfum dla rodziny i znajomych. Pomijajac to, ze ceny sa tu duzo
      nizsze, non-stop jest na cos promocja. No, bo skoro ceny sa "w miare", to na
      markowe kosmetyki stac nawet studentki, tym samym napedza sie popyt. A skoro
      jest wiecej klientow, to trzeba o nich zawalczyc, stad ciagle dodatkowe 20%
      znizki na okreslone produkty. Nie przypominam sobie, zebym kiedykolwiek placila
      za markowy tusz wiecej, niz 20 euro, a zwykle jest to nieco ponizej.
    • anna.lucyna Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:17
      I dlatego bardzo sie cieszę, że np. w Poznaiu powstał sklep ze stanikami we
      wszystkich rozmiarach. Bo mogę sobie do niego pójść, spokojnie poprzymierzać
      wszystkie interesujace mnie modele sprawdzając jakie rozmary z nich na mnie pasują.
      A potem kupić je za pół ceny sklepowej (juz z wliczona przesyłką) na ebayu albo
      sklepie internetowym za granicą.....

      Dzięki dziewczyny
      :)
      • plecionka Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:28
        Tylko, ze jak wszyscy tak beda robic to sklep padnie. A tego bysmy raczej nie chcialy...
      • joankb Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 11:42
        Sklep to nie przymierzalnia :)). Takiego podejścia absolutnie nie rozumiem. Nie
        wchodzę do sklepu z zamiarem NIC-NIE-KUPIENIA.
        To nie fair.
        Jedno co możemy zrobić to pisać, pisać, pisać. Ktoś o tych cenach w Polsce
        decyduje - na pewno nie sklepy.
        • magdalaena1977 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 27.09.08, 11:12
          joankb napisała:
          > Sklep to nie przymierzalnia :)).
          > Takiego podejścia absolutnie nie rozumiem.
          > Nie wchodzę do sklepu z zamiarem NIC-NIE-KUPIENIA. To nie fair.
          Ja nie widzę w tym nic złego i uważam, że każda klientka zainteresowana
          produktami, która wchodzi do sklepu, to bezcenny skarb dla sprzedawcy (tj. dla
          przedsiębiorcy nie dla ekspedientki). Nawet jeśli wchodzi tylko z zamiarem
          obejrzenia. No bo może coś ją tak urzecze, że jednak kupi (i przez miesiąc
          będzie jadła chleb z serkiem topionym) ? a może wróci później, jak zaoszczędzi ?
          skusi się na coś z przeceny ? może przyzwyczai się do sklepu i będzie kupować
          jak jej sytuacja finansowa się poprawi (np. skończy studia i pójdzie do pracy ?)
          część kupi drożej, bo będzie im zależało na czasie.
          Wiele sklepów organizuje promocje, które mają zachęcić klienta choćby do samego
          przyjścia do sklepu (porady ekspertów, rozdawanie gratisów).

          Ale jeśli ceny w sklepie są takie, że za połowę można kupić towar przez
          internet, to jest niestety problem sklepu - jego marży, zaopatrzenia itp. To
          zadaniem sklepu jest wybranie takiego modelu biznesowego, który da mu klientki i
          zysk.
          Np. takiemu undercoverexperience opłaca się wysyłanie na cały świat za darmo,
          nawet po kilka razy.
      • rennya nie rozumiem jednej rzeczy... 29.09.08, 19:30
        przecież sklep to sklep - a nie przymierzalnia...
        jak idę do sklepu to po to żeby kupić chyba...
    • nieco8 Było o tym w TV 26.09.08, 14:58
      chyba w porannym programie TVN. Podobno nawet ciuchy marek ekskluzywnych typu
      Chanel itp. są u nas znacznie droższe i co gorsze, często bywają ze starych
      kolekcji.
      Ja ostatnio doznałam rozczarowania w Kappahlu, gdzie okazało się, że koszula
      kupiona z 25% zniżką, w Euro jest właśnie o te zaoszczędzone 25% niższa bez
      jakiejkolwiek promocji:(
    • yoshitoshi Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 26.09.08, 23:45
      Wypowiem się jako sprzedawca tych "droższych" u nas biustonoszy.

      Sprawa wygląda następująco: producenci brytyjscy narzucają nam -
      sprzedawcom ceny minialne, które musimy obliczać według ustalonego
      przez nich schematu. Nie będę tu zdradzać szczegółów.

      Niestety jako detalista nie mogę nic z tym zrobić, aczkolwiek
      zaczynają się już powoli ruchy w tą stronę, bo np. Panache obniżyło
      ceny minimalne na Polskę.

      Pozdrawiam i zapraszam przy okazji do odwiedzenia Poznania i Yoshi -
      staramy się nie windować cen :o)
      • maith Yoshitoshi 27.09.08, 00:47
        Wykorzystaj te wszystkie podawane tu artykuły. Wykorzystaj tę dyskusję.
        Nieważne, że to jest po polsku, przetłumacz skrótowo, w paru zdaniach, co w
        artykułach i na forum zirytowani Polacy (i Polki) piszą. Że zamiast rozwoju
        grozi Wam bojkot, że gazety powykrywały oszukiwanie na kursach walut (stosowanie
        kursów sprzed trzech lat) w brytyjskich firmach działających w Polsce i zrobiły
        aferę. Przedstaw wyliczenia dot. staników. Weź porównanie przeciętnych zarobków
        angielskich i polskich i porównanie cen. Pokaż im, jakim procentem pensji
        przeciętnej Polki jest teraz 1 brytyjski stanik. Efekt? Kupujemy ich mniej niż
        byśmy kupowały bez cen zaporowych sztucznie hamujących popyt. A Polska to
        ogromny kraj. A oni się tu praktyce wcale nie reklamują i bez sensu zawyżają
        ceny. Jeśli sklepy, które na nich postawiły zobaczą, że to się nie opłaca, to
        się dogadają z polskimi firmami, które powoli zaczynają się budzić w kwestiach
        rozmiarówki. A jeśli wcześniej upadnie chociaż jeden sklep, który na nich
        postawił, to nikt im tu więcej nie zaufa, bo wśród osób zainteresowanych
        brytyjczykami i w branży taka informacja rozniesie się lotem błyskawicy. I
        prześlij to wszystko Brytyjczykom i polskim dystrybutorom. Może zaczną wreszcie
        myśleć.
        • maith I jeszcze 27.09.08, 00:50
          Ja tu podałam link bezpośredni do Metra, ale ich artykuł był potem
          przedrukowywany wszędzie. Wystarczy wpisać tytuł w googlu, a będziesz mogła
          dorzucić jeszcze parę linków do różnych portali (że odbiło się szerokim echem w
          polskich mediach)
        • joankb Re: Yoshitoshi 27.09.08, 10:16
          My też możemy pisać... Adres Bellissimy jest znany, przedstawiciela Freyi też.
          Większość z nas kupuje tego trochę :DDD - mam zamiar napisać co kupiłam w
          brytyjskich sklepach w ostatnim roku - nie kupiłam w polskich, bo za drogo.
          Myślę, że gdyby takich listów było dużo to ktoś zacząłby może myśleć. Stanik to
          nie płaszcz zimowy, nie kostium czy garnitur. Przesyłka niedroga, mała, naprawdę
          łatwo go ściągnąć.
        • pierwszalitera Re: Yoshitoshi 28.09.08, 14:01
          maith napisała:

          > Wykorzystaj te wszystkie podawane tu artykuły. Wykorzystaj tę dyskusję.
          > Nieważne, że to jest po polsku, przetłumacz skrótowo, w paru zdaniach, co w
          > artykułach i na forum zirytowani Polacy (i Polki) piszą. Że zamiast rozwoju
          > grozi Wam bojkot,


          Jakaś mnie taka deprecha naszła i doszłam do wniosku, że będąc producentem zagranicznych staników, też nie sprzedawałabym ich taniej w Polsce. Piszesz maith, że mamy milionowy potencjał i kupowałabyśmy więcej, ale ja nie wiem czy to się (producentom) opłaca. Powiedzmy, że sprzedaję ileś tam sztuk w Polsce po dość wysokiej cenie. Gdbym ceny obniżyła musiałabym, by mieć ten sam zysk, sprzedawać więcej. Sprzedając staniki, które nawet na Wyspach są raczej niszowe, bo większość babek i tak będzie kupowała do końca życia 75B, musiałabym moje produkty bardziej promować. To kosztuje kupę pieniędzy. Nawet na Wyspach reklama trzyma się w granicach, a w innych krajach Europy, bogatszych niż Polska, przeciętna konsumentka nie wie nawet, że coś takiego jak Eveden istnieje. Więcej sprzedaży oznaczy też więcej produkcji. Jej koszty, to też sprawa nie do zbagatelizownia. Już teraz produkuję w tanich krajach azjatyckich (metki na Freyi), a pracownicy zaczynają nawet tam domagać się większych płac i koszty rosną. Poza tym transport, koordynacja itp. To gdzie mam jeszcze taniej produkować? Lepiej chyba sprzedawać mniej, a drożej, niż więcej a taniej. To bardziej opłaca mi się stawiać na razie w krajch Europy wschodniej na ekskluzywność. Niech wygłodzone zachodnich produktów Polki myślą, że moje drogie staniki są lepsze niż polskie i kupują. Gdybym zniżyła ceny straciłabym może odrobinę właśnie tego napędzacza, zagranicznego splendoru. Bo przecież wiadomo - tanie to chłam. Psychologia sprzedaży. A kogo obchodzi pensja przeciętnej Polki? To przecież kapitalizm, a nie towarzystwo dobroczynne. A jak w Polsce przestaną mnie kupować, bo sklepy upadną, będą mnie bojkotować, albo po prostu nie będzie ich stać, to otworzę sklep na Ukrainie, albo w Rosji, tam też ludzi zaczynają się bogacić.
          Ja mam wrażenie, że Brytyjczycy tak myślą i kalkulują, a nasz punkt widzenia nie jest dla nich specjalnie interesujący. :-( A to , że momentalnie sprzedają przez nasze forum trochę więcej, to ich cieszy. Sprzedają u nas to, co nie idzie w Anglii, bo mamy odrobinę inny gust i szukamy trochę innych (szczuplejszych) rozmiarów.
          • evolet Re: Yoshitoshi 28.09.08, 15:22
            Tak jak najbardziej w skrócie podsumowując 5 lat moich studiów: bardziej opłaca
            się sprzedawać taniej, a więcej niż drożej, a mniej.
            A co do przekonywania do obniżenia cen: warto przekonywać nie tyle producentów
            ile dystrybutorów na Polskę. To im by wzrosły zyski ze zwiększenia sprzedaży w
            Polsce. Jakby policzyć ile same lobbystki kupiły staników Panache za granicą to
            by był mocno przekonujący argument. Jak kupujemy Panache w UK to Bellissima jako
            dystrybutor jest pomijana.
            • pierwszalitera Re: Yoshitoshi 28.09.08, 19:52
              evolet napisała:

              > Tak jak najbardziej w skrócie podsumowując 5 lat moich studiów: bardziej opłaca
              > się sprzedawać taniej, a więcej niż drożej, a mniej.

              O, najlepiej to chyba sprzedawać dużo i drogo. ;-) Ale tak na serio, owszem są firmy, które sprzedają przez cenę i na ilość, jednak nie słyszałam, by luksusowe marki ostatnio bankrutowały. Wręcz przeciwnie, ekskluzywność zaczęła się znowu liczyć i jest cała masa ludzi, którzy chętnie wydają grube pieniądze by kupić coś, co ich zdaniem ma jakąś większą wartość, niekoniecznie materialną. I są nawet firmy, które sztucznie trzymają wysokie ceny, by nie stracić pewnego image´u. Snobizm tak szybko nie wyginie. ;-)
              • evolet Re: Yoshitoshi 28.09.08, 20:17
                pierwszalitera napisała:
                > O, najlepiej to chyba sprzedawać dużo i drogo. ;-)

                o tak, zdecydowanie;)

                >Ale tak na serio, owszem są
                > firmy, które sprzedają przez cenę i na ilość, jednak nie słyszałam, by luksusow
                > e marki ostatnio bankrutowały. Wręcz przeciwnie, ekskluzywność zaczęła się znow
                > u liczyć i jest cała masa ludzi, którzy chętnie wydają grube pieniądze by kupi
                > ć coś, co ich zdaniem ma jakąś większą wartość, niekoniecznie materialną. I są
                > nawet firmy, które sztucznie trzymają wysokie ceny, by nie stracić pewnego imag
                > e´u. Snobizm tak szybko nie wyginie. ;-)

                Mimo wszystko osób, które stać na luksus z najwyższej półki jest niewiele.
                A marki luksusowe zarabiają na ilości i na produktach najtańszych w swojej ofercie - Chanel, Dior i cała reszta coraz częściej kojarzone są z kosmetykami, a nie z ciuchami. Pokazy mody, zwłaszcza haute-couture to ich najbardziej niedochodowa działalność, którą rekompensują sobie właśnie sprzedażą perfum i kosmetyków.
              • maith Ekskluzywne na niby ;) 28.09.08, 22:08
                To "ekskluzywne" robione jest często w tych samych dusznych azjatyckich
                fabryczkach, co rzeczy z supermarketu ;)

                Z fabryczki wychodzą 2 rzeczy warte po 5 zł. Tylko jednej producent daje cenę 40
                zł a drugiej 240.
                Ale masz rację - głupków snobujących się na badziewie z doczepioną wyższą ceną
                na razie nie brakuje.

                No i co innego powiedzmy Versace, a co innego supermarket Marks&Spencer, udający
                w Polsce markę luksusową. Na wyspach kupuje się tam wszystko, od marchewki przez
                soki, mrożonki do ubrań. Jak w Tesco. Tylko te ubrania są tam naprawdę w sporym
                wyborze.
                • pierwszalitera Re: Ekskluzywne na niby ;) 28.09.08, 23:55
                  maith napisała:

                  > No i co innego powiedzmy Versace, a co innego supermarket
                  Marks&Spencer, udając
                  > y
                  > w Polsce markę luksusową. Na wyspach kupuje się tam wszystko, od
                  marchewki prze
                  > z
                  > soki, mrożonki do ubrań. Jak w Tesco. Tylko te ubrania są tam
                  naprawdę w sporym
                  > wyborze.
                  >

                  I to przesunięcie w Polsce jest smutne. Świadczy jednak tylko o
                  finansowych możliwościach normalnych Polaków. Bo takie sklepy jak
                  H&M, Zara, Mango itp. to są w reszcie Europie po prostu tanie
                  sieciówki i nawet nie traktowane nawet jako marka. Wszyscy tam
                  naturalnie kupują na kilogramy, ale jak ktoś uważa się za fashion
                  victim, to odpruwa starannie tanie metki i kupuje do tego
                  przynajmniej torebkę, albo buty z Prady. ;-) Nie wszystko jednak z
                  wyższą ceną, to badziewie. Drogie sandały na obcasach szwajcarskiej
                  firmy Bally noszę już od kilku lat i ciągle wyglądają jak nowe, a
                  balerinki od Deichmanna za 15 euro rozpadły mi się po dwóch
                  tygodniach urlopu. Z drugiej strony do ślubu kupiłam sobie białą
                  lnianą sukienkę wiązaną na szyi za głupie 30 euro i nikt nie
                  zauważył. ;-) I przysięgam, że wyglądałam lepiej niż dziewczyna,
                  które w urzędzie była zaraz po mnie i miała na sobie jakieś
                  falbankowe paskudztwo wyglądające na kupę forsy. ;-)
                  • plica Re: Ekskluzywne na niby ;) 29.09.08, 22:09
                    pierwszalitera napisała:
                    Z drugiej strony do ślubu kupiłam sobie białą
                    > lnianą sukienkę wiązaną na szyi za głupie 30 euro i nikt nie
                    > zauważył. ;-)

                    moja slubna z przeceny - ponizej 90 zł chyba. buty 29 zł. wygrałam !
                    jedynie stanik effuniakowy za troche wiecej :)
                    • maith Re: Ekskluzywne na niby ;) 29.09.08, 23:47
                      To ja Was chyba przebijam ;)
                      Po przejściu się po wszelkich "ależmyjesteśmyekskluzywni" sklepach w Warszawie,
                      gdzie nie było niczego, absolutnie niczego, co by uwzględniało miejsce na
                      większy biust, a dopasowywanie biustu do talii wymagałoby kupienia sukni o
                      przynajmniej 2 rozmiary za dużej (jeszcze nie zwariowałam), zatem po tych
                      przeżyciach pojechałam na stadion, gdzie kupiłam prosto od producenta absolutnie
                      przecudną, białą suknię o fajnym, prostym kroju, idealnym do mojej ówczesnej
                      figury, z naddającej się gdzie trzeba koronki, w której wyglądałam po prostu
                      zabójczo :) Niestety nie przypomnę sobie ceny, ale to było chyba jakieś 80 zł ;)))
                      • pierwszalitera Re: Ekskluzywne na niby ;) 29.09.08, 23:53
                        Ha, ha, ha. :-D Czy mu tu przypadkiem nie bojkotujemy przemysłu matrymonialnego? ;-)
                        • maith Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 00:04
                          pierwszalitera napisała:

                          > Ha, ha, ha. :-D Czy mu tu przypadkiem nie bojkotujemy przemysłu
                          > matrymonialnego? ;-)

                          Ależ skąd. Ja jestem najlepszym dowodem, że próbowałam dać im szansę, ale oni
                          ode mnie wymagali, żebym nie miała większej różnicy talia-biust niż nie wiem...
                          10-15 cm? Są granice tolerowania niekompetencji. Po prostu jakaś rodzinna firma
                          sprzedająca swoje suknie na stadionie okazała się bić na głowę poziomem
                          nibyeksluzywnych "istnieje tylko 1 typ figury, dopasuj się, kropka". No i nie
                          muszę chyba dodawać, że ekskluzywnie to suknia ma wyglądać na pannie młodej, a
                          nie na wieszaku w sklepie. Ta wyglądała :) Tamtych po przeróbkach wolałam sobie
                          nawet nie wyobrażać (przed ślubem nie wolno się przecież denerwować ;).
                          • pierwszalitera Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 00:32
                            O, ja też chciałam im dać szansę, ale ubzdurałam sobie sukienkę do kolan, bo nogi mam super. Ale co zrobisz, jak w odpowiednich sklepach wisiały tylko szaty do ziemi, a wiele to miało nawet ogony. Nogi to chyba najlepsze co mam, to w taki dzień nie miałam zamiaru zasłaniać. ;-) I do tego nie chciałam plastyku na ciele, tylko coś prostego, naturalnego, jakiś kremowy jedwab mi się marzył. No i wyszedł len, ale i tak elegancko. Jak nie chcesz wyglądać jak bezowe ciasteczko, to też masz problemy. ;-)
                            • yaga7 Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 07:52
                              Heh, to chyba ja miałam jakiegoś fuksa.
                              Po firmowych salonach chodziłam, ale szybko przestałam, jak się okazało, że
                              wszędzie wisi 38, a ja w taki rozmiar nie wejdę z żadnej strony.
                              Poszłam do jakiegoś salonu polskiej firmy, gdzie mieli na wieszakach przekroj
                              rozmiarówki - wybrałam dół od jednej sukni, górę od drugiej, zmodyfikowałam
                              jedno i drugie, wybrałam materiał na dół, na górę, szyłam na zamówienie, gorset
                              dopasowany do talii i do biustu. Super :)

                              Zresztą z butami miałam podobnie - połaziłam po salonach, nic mi się nie
                              podobało, więc wylądowałam w pracowni, gdzie szyją buty taneczne, wybrałam
                              fason, materiał i miałam na zamówienie wymarzone bordowo-fioletowe buty (ślubne
                              żeby nie było) :)
                              • pierwszalitera Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 11:21
                                yaga7 napisała:

                                > Poszłam do jakiegoś salonu polskiej firmy, gdzie mieli na wieszakach przekroj
                                > rozmiarówki - wybrałam dół od jednej sukni, górę od drugiej, zmodyfikowałam
                                > jedno i drugie, wybrałam materiał na dół, na górę, szyłam na zamówienie, gorset
                                > dopasowany do talii i do biustu.

                                Wybacz proszę, ale coś takiego się nie liczy. ;-) Wybieranie dołu, góry, szycie na zamówienie i jakieś tam gorsety. Spróbuj dostać PROSTĄ sukienkę na ślub od razu. Nie długą. Bez gorsetów, udziwniaczy, ozdóbek, nie ważącą 100kg, o całkiem prostym kroju, aż nudną i z naturalnego włókna, chociażby wiskozy. I do tego wejść, zobaczyć, przymierzyć, kupić i nic nie zmieniać. A ja mam biust średni, mieści się w standardowych ciuchach i mogę chodzić nawet bez stanika, o brak rozmiarów i niedopasowanie więc wcale tu nie chodzi. I chciałam sukienkę w konwencjonalnych kolorach, żadnych modnych ostatnio bordów i czerwieni. Przeszłam wiele sklepów i żadna, absolutnie żadna sukienka mi się nie podobała. Bolały mnie tylko zęby od kiczu, a ceny wołały o pomstę do nieba. Chyba mam zawsze zbyt konkretne wyobrażenie, o tym co mnie uszczęśliwia. ;-)

                                • yaga7 Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 11:36
                                  Wybacz, ale nie uważam, aby moja sukienka ważyła 100 kg i miała stado ozdóbek i
                                  udziwniaczy :P

                                  A wtedy gdy brałam ślub, salony na info o tym, że chcę kolorową suknię, chwytały
                                  się za głowę, bo wtedy była moda na biel, cappuccino i inne takie.

                                  I też mam bardzo konkretne wyobrażenia o tym, co mnie uszczęśliwia. Dlatego
                                  wiem, że wielu rzeczy nie znajdę w typowych polskich sklepach, bo wiem, że jest
                                  mało osób, które lubią to, co ja. Tylko mnie to nie przeszkadza - w erze
                                  internetu, kart kredytowych mogę sobie sprowadzić praktycznie wszystko, co mi
                                  się podoba, z zagranicy - tylko kwestia ceny.
                                  • pierwszalitera Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 11:47
                                    A wiesz? Ja nie pisałam o typowych polskich sklepach, bo ja mieszkam zagranicą i wydawałoby się, że mam tu wszystko. Zachód Europy, milionowe miasto, sklepów od zarąbania, cała kupa konsumentów, ludzie z forsą i wymaganiami, a ja czuję się jak z kosmosu, bo ekspedientki na moje pytania wzruszają ramionami. Chyba muszę zastanowić się nad moim gustem, bo chyba ze mną jest coś nie w porządku. ;-)
                                    • yaga7 Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 11:57
                                      To nie z Tobą jest coś nie w porządku - widać należysz do mniejszości i tyle.
                                      Przecież nie oznacza to od razu, że to źle ;) A każda mniejszość ubraniowa
                                      będzie mieć problemy z zakupem tego, co jej się podoba, niezależnie od miejsca
                                      pobytu.

                                      Ja nie mówię, że w moim przypadku za granicą jest tych sklepów zatrzęsienie -
                                      ale w ogóle są. W Polsce sklepów z odzieżą gotycką i pokrewną praktycznie nie
                                      ma. Ale wystarczy jechać za granicę (nawet do czeskiej Pragi) i problem z głowy.
                                    • plica Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 15:05
                                      pierwszalitera napisała:
                                      Chyba mu
                                      > szę zastanowić się nad moim gustem, bo chyba ze mną jest coś nie w
                                      porządku. ;-
                                      > )


                                      tu nie ma nic do zastanawiania. polowa znanych kobiet tak mysli. to
                                      nie my jestesmy wybredne tylko rynek beznadziejny :)
                                      jak ja zazdroszcze tym kobietom, ktore widza na siebie fure ubran,
                                      tylko brak kasy zeby wszystkie kupic. mi najczesciej ta kasa sie
                                      znajdzie, ale zadowalajacych ubran brak :)
                              • turzyca OT buty [strasznie WAZNE dla mnie] 30.09.08, 13:03
                                yaga7 napisała:


                                > Zresztą z butami miałam podobnie - połaziłam po salonach, nic mi się nie
                                > podobało, więc wylądowałam w pracowni, gdzie szyją buty taneczne, wybrałam
                                > fason, materiał i miałam na zamówienie wymarzone bordowo-fioletowe buty (ślubne
                                > żeby nie było) :)

                                Gdzie to bylo? W jakiej cenie? (rzad wielkosci, nie musi byc co do przecinka.)
                                Moglabys sie ich spytac czy nie zrobiliby butow dla osoby o dwoch roznych
                                wielkosciach stop? Mam znajoma, ktora ma wlasnie taka przypadlosc (roznica jest
                                znaczna, mniej wiecej jak 38 i 40), do tego plaskostopie; trudno jej dobre buty
                                znalezc i zawsze musi kupic dwie pary. Chetnie przyjedzie do Polski, do
                                dowolnego miasta, ale brakuje dobrych adresow. W Warszawie za czolenka zadaja
                                800 zl...
                                • yaga7 Re: OT buty [strasznie WAZNE dla mnie] 30.09.08, 13:08
                                  Tylko od razu mówię, że to firma szyjąca buty taneczne i sceniczne :) Ja
                                  chciałam taneczne - miałam do tanga ;)

                                  Tu jest strona i namiary:
                                  www.akces.biz/
                                  Podejrzewam, że powinni uszyć buty o dwóch wielkościach stop, bo i tak szyją na
                                  miarę - moja noga (a nawet dwie ;) ) zostala wymierzona porządnie wzdłuż i wszerz.
                                  • kwiatek04 Re: OT buty [strasznie WAZNE dla mnie] 01.10.08, 12:33
                                    Dzieki ci Yaga za ten link do tej pracowni :) Szesc lat mieszkalam w Krakowie i
                                    o jej istnieniu nie mialam zielonego pojecia, a marza mi sie czolenka
                                    jednoczesciowe. Nawet buty Rylko w rozmiarze 33 spadaja mi z piety :( Trzeba sie
                                    bedzie do nich usmiechnac :))
                        • plica Re: Ekskluzywne na niby ;) 30.09.08, 07:17
                          taaaaaaaaaaaaak! ja swiadomie zbojkotowałam. na suknie skorupy mam uczulenie mentalne. tak samo mam z butami na obcasach z czubkiem w kolorze białym.
                • monika_i Re: Ekskluzywne na niby ;) 01.10.08, 00:19
                  wczoraj zabralam moja mame, ktora jest teraz na urlopie u mnie w
                  Sheffield, na zakupy do centrum handlowego. weszlysmy do m&s, mama
                  zobaczyla co tam sprzedaja i powiedziala ze juz teraz nie bedzie
                  zazdroscic siostrze butow i plaszcza , bo co to za firma co jedzenie
                  i plaszcze produkuje :)


                  ja staniki na sprzedaz , swoje osobiste rowniez, kupuje wylacznie na
                  wyprzedazach. nie usmiecha mi sie placic 29 funtow za np arabelle
                  czy rio. skoro sklepy sa w stanie tak obnizyc ceny, to pewnie kupuja
                  je duzo taniej. tylko jak taniej??
              • maith Re: Yoshitoshi 30.09.08, 16:00
                pierwszalitera napisała:

                > O, najlepiej to chyba sprzedawać dużo i drogo. ;-)

                Tylko najpierw trzeba wymordować konkurencję ;)
                Bo na razie w kraju cały czas inna marka może przejąć klientów.
          • maith Re: Yoshitoshi 28.09.08, 16:12
            Pierwszalitero, jeśli coś jest niszowe, to dba się o wszystkie rynki zbytu.
            Pamiętaj, że my nie narzekamy na ceny brytyjczyków, tylko na sztuczne
            zwiększanie cen brytyjczyków na Polskę. Oni je szyją dla nas w tej samej cenie
            co na Anglię.

            W tej chwili sprzedaż i tak im wzrasta, bo ta nisza w praktyce oznacza większość
            kobiet, a zamiast reklam wystarcza im, że kobiety same się informują o
            rozmiarach. Oni na tym (teraz!) zyskują, bo są jedyni.

            Ale przez idiotyczne ceny polskiej konkurencji będzie o wieeeele łatwiej ich
            pobić i utrzymać lepszą pozycję na rynku.
            Na razie są w powijakach, ale powoli się rozwijają. Część najwyraźniej nie umie
            czytać. Ale pojawiła się też Ewa, której jedynym problemem jest, jak nadążyć za
            lawinowo rosnącym popytem na jej staniki. Jak już uruchomi masową produkcję, to
            nie tylko tu, ale i na tej Ukrainie czy innej Rosji nikt ich nie kupi. Bo oni
            też nie są idiotami i też potrafią się doczytać do tego, jak zachodnie firmy
            traktują naszą część Europy.
            • pierwszalitera Re: Yoshitoshi 28.09.08, 19:43
              Ależ ja ci przyznają rację, tylko czasem mam wrażenie, że gospodarka
              kieruje się niekoniecznie logicznymi regułami. I wydaje mi się, że
              to, czy te firmy traktują naszą część Europy jako idiotów nie ma
              największego znaczenia. Bo konsumenci kierują się często sami
              idiotycznymi impulsami. Na Zachodzie ludzie się cieszą, że wszystko
              takie tanie, nie zdając sobie sprawy, że wszystko ma swoją cenę. Już
              teraz prawie niczego nie produkuje się w Europie, a jeżeli coś tam
              jeszcze zostało, to jest to zwykle bardzo drogie. Kupując jednak
              masowo produkty z Azji, cenowo konkurencyjne, podcinamy sobie sami
              gałąź na której siedzimy, bo przez to tracimy miejsca pracy u nas.
              Na pewno sytuacja nie dotyczy jeszcze Polski, ale w Niemczech gdzie
              mieszkam, zamyka się jeden zakład produkcyjny za drugim. Na razie
              społeczeństwo daje sobie jeszcze z tym radę, bo to kraj bogaty, ale
              Polski ten rozwój na pewno też nie ominie. Już w tym artykule ze
              Spiegla wspomina się o wycofaniu fabryk z Polski z powodu rosnących
              kosztów. Tak samo będzie z innymi inwestorami. To może trochę nie
              na temat, co piszę, ale martwię się trochę bezkrytycznym podejściem
              do staników ( i innych produktów) made in Asia.
    • mary_lu Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 27.09.08, 09:39
      Mój mąż wrócił ostatnio z delegacji z Niemiec obładowany jak za
      komuny... Potem polecieliśmy do naszego centrum handlowego i
      bawiliśmy się jak dzieci porównujac ceny ubrań (np. w Zarze),
      kosmetyków, zegarków, zabawek Fisher Price. Wszystko jest u nas
      droższe o jakieś 20%, do tego w Niemczech non-stop są atrakcyjne
      promocje, a po sezonie gigantyczne wyprzedaże. A u nas?

      Kuzynka mieszkająca w Londynie po raz pierwszy będąc na wakacjach w
      Polsce nie kupiła sobie tutaj absolutnie nic. Też ceny ją powaliły.
      Teraz przywozi nam wiele rzeczy z Londynu. A jeszcze dwa lata temu
      ciagnęła wielkie walizy z Polski, bo w UK wszystko było droższe...
      • yaza0701 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 27.09.08, 10:47
        A propos Londynu - uderzyło mnie to samo, gdy byłam tam rok temu. Wchodząc do polskiego h&m'u czuję się jak w wielkim, drogim wybieraku. W niedużym centrum handlowym na wimbledonie h&m jest dwa/trzy razy większy niż w polskiej arkadii, ciuchy naprawdę wyglądające jak ubrania a nie jak szmatki do podłogi wiszą na wieszakach, posegregowane kolorami, a ceny - ceny to po prostu bajka. W polsce wypacykowane laseczki szpanują ciuchami z h&m, zary, river island, w Londynie obkupiłam się w kiliogramy (!) tych ubrań za śmieszne grosze, adekwatne do ich jakości - chociaż i tak londyńska jakość jest nieporównywalnie wyższa, niż ta polska.

        Szukając sukienki na półmetek, z ciekawości zajrzałam na jakąś polską stronę z kolekcjami River Island - boże, nijaka kiecka za 300-400 zł?! Na brytyjskiej stronie jej cena nie przekraczała 30Ł ==' Stanowczo stwierdziłam, że bardziej odpowiada mi sprowadzanie ubrań z zagranicy przez rodzinę albo znajomych.
        • mauzonka River Island to się w PL w ogóle jakoś przedziwnie 28.09.08, 12:44
          River Island to się w PL w ogóle jakoś przedziwnie pozycjonuje na rynku. Ceny z odległego kosmosu, duuużo wyższe niż w Zarze, nie schodzą z niczym praktycznie poniżej stówki.

          Ale np. weźmy takie Mango, które w PL uchodzi za raczej wyższą średnią półkę, a w moim odczuciu ciut lepiej niż reszta marek z centrów handlowych wykańcza swoje ciuchy - ogólnie IMO mniej się prują niż cała reszta, mają szeresze zakładki materiału. Za to w Holandii, przy ciut niżyszych cenach Mango sprzedaje po prostu super chłam i uchodzi za markę dla imigrantek albo "klientek ekonomicznych".
    • sineira Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 28.09.08, 19:55
      Ciekawe, czy w polskiej sieciówce można płacić w Euro? Skoro na metce jest
      podana cena w tej walucie, powinno to być możliwe. A więc nie pozostaje nam nic
      innego, jak utrzeć nosa oszustom, płacąc w Euro i już!
      Czy jest na sali prawnik?????? Można tak?

      A co do błyskotek - ciekawe, skąd to przeświadczenie, że Polki lubią jaskrawe
      maziaje i tandetne błyskotki? Zapewne taką "renomę" wyrabiają nam bazarowe
      panie, przywożące swój towar zza granicy. Zgodnie ze swym bazarowym gustem,
      niestety:(
      Wśród moich znajomych powszechne jest narzekanie, że nigdzie nie można kupić
      prostej bluzki, prostych, klasycznych spodni, zwykłych, eleganckich butów.
      Wszędzie kiczowate ozdóbki. Ale cóż, przyczyna leży zapewne w tym, że osoby,
      które cenią sobie rzeczy klasyczne i eleganckie, kupują po prostu ciuchy lepsze
      jakościowo, które wystarczają na dłużej - a więc kupują mniej. A tzw.
      "tipsiary", zaopatrujące się w byle co, byle błyszczące, kupują więcej, bo
      tandeta po dwóch-trzech praniach nadaje się do wyrzucenia. Ot, taka moja teoryjka.
      Od pewnego czasu zaprzestałam bezskutecznych poszukiwań w poznańskich sklepikach
      i butikach. Proste, gładkie, dobre jakościowo bluzki prosto z GB kupuję w
      lumpeksie. Trafiają się nowiutkie, jeszcze z papierową metką. Jakość o niebo
      lepsza, a cena wprost śmieszna.
      A nasi handlowcy niech się pocałują w odwłok.
      • evolet płacenie w euro 28.09.08, 20:28
        W moim supermarkecie można, w sieciówkach chyba nie. Za to już zdążyłam
        posprawdzać, które z interesujących mnie marek prowadzą sprzedaż internetową i
        wysyłają do Polski.
        • maith To podziel się tą wiedzą :) 28.09.08, 22:24
          evolet napisała:

          > Za to już zdążyłam posprawdzać, które z interesujących mnie marek
          > prowadzą sprzedaż internetową i wysyłają do Polski.

          To podziel się tą wiedzą :)
      • agastrusia Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 28.09.08, 20:46
        Szczerze wątpię.
      • ansil Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 11:07
        na bank mozna karta placic w euro, bo za kazdym razem jak placilam
        karta (belgijska) w H&M to mnie pytano, czy chce zaplacic w zl, czy
        w euro..
        • turzyca Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 16:50
          Ja tylko nie jestem pewna, czy haczyk nie polega na tym, ze placisz POLSKA cene
          przeliczona na euro wg kursu z aktualnego dnia. Czyli np zamiast 70 euro 280 zl
          przeliczone na euro, co daje 82 €...
          • ansil Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.09.08, 12:00
            dokładnie turzyca.. nie chcialam snuc teorii spiskowych, bo jednak zawsze
            placilam w zlotowkach..
            niemniej jesli robia cos takiego, to to oszustwo, nie?
      • nancy_callahan Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 19:34
        Czytałam kiedyś na jakimś forum ( może moda??) w podobnym wątku, że
        owszem w części sieciówek w euro można zapłacić, ale to wcale nie
        oznacza przeliczenia ceny z metki uwidocznionej w euro po aktualnym
        kursie tylko po jakimś wyimaginowym kursie danego sklepu
        (wynikającym z regulaminu czy diabli wiedzą czego ) i jednak
        wychodzi na to samo..
        Nie pytajcie o zgodność z prawem takiego działania, bo tematu nie
        zgłębiałam ale ponoć jest faktem i testowane na przykładzie bodajże
        h&m lub reserved:(((
    • plecha1 Maile ze skanami zagranicznych paragonów 28.09.08, 23:40
      Tak sobie pomyślałam, że skoro i tak planuję w okolicy października zakupić
      perfumy w strawberrynet.com, to chyba warto wysłać do polskiego oddziału Sephory
      czy Douglasa skan paragonu czy faktury, zależnie co dostanę ze sklepu. A w
      treści maila napisać, że w związku z zawyżaniem cen tracą klientkę, ponieważ
      wolę zamówić towar za granicą niż przepłacać. Może jak dostaną więcej takich
      maili, to coś się zmieni, bo zorientują się, że im klienci uciekają.
    • dunajka Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 19:27
      To pięknie.
      Mogę sobie teraz usiąść w swoim sklepiku wśród setek brytyjczyków...
      i... płakać... nie! płakać nie będę... lepiej postukam sobie w
      czoło, że dałam się tak nabrać, że jest luka na rynku, że to jest
      potrzebne, że trzeba mieć misję... że trzeba pomagać... naiwna kr...
      Jestem rozczarowana. Dystrybutorzy już zarobili, bo ja kupiłam... a
      teraz dostanę "po łapkach"...
      • turzyca Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 21:13
        Wiesz, a ja zaluje, ze nie ma Twojego sklepu w Warszawie. Dlaczego? Bo mam
        mnostwo osob w okolicy z moja matka na czele, ktore pojda do sklepu
        stacjonarnego, wybiora co im sie podoba, jesli obsluga bedzie kompetentna, to
        sie jej posluchaja i kupia bez mrugniecia okiem. Nie ma szans, zebym przekonala
        moja matke do zakupow netowych. Bilety lotnicze, owszem. Ale stanik - nigdy w
        zyciu. Dla niej pojscie na poczte i odebranie przesylki awizowanej, a potem
        odeslanie niepasujacego stanika, i to do tego jeszcze w obrebie jakiegos
        okreslonego czasu, jest zajeciem zdecydowanie nie do wpisania w plan dnia.
        Polgodzinna, szczegolnie spontaniczna (spotkanie sie wczesniej skonczylo, sklep
        jest po drodze), wizyta w sklepie, po ktorej wyjdzie z dopasowanym stanikiem,
        jest jak najbardziej w porzadku. Ostatnio wykopalam ja do Avocado, ale co z tego
        jesli Avocado sie po kilku miesiacach uzywania rozciagnelo?
        To jedna kategoria osob - te ktore zaplaca za parking, bo nie chce im sie/nie
        maja czasu jezdzic w poszukiwaniu bezplatnego wolnego miejsca.

        Druga kategoria osob, to te, ktore nie kupuja przez internet, bo nie, ale na
        dobra rzecz pieniadze wydadza. Patrz moja Babcia, ktora sponsorowala mi pierwsze
        staniki po zmianie - bo ona wie, ze dobry biust trzeba dobrze podtrzymac. Gdyby
        byl w Warszawie dobry sklep stacjonarny, do ktorego daloby sie wstapic "po
        drodze" zabralabym ja tam bez namyslu. Ide o zaklad, ze potem sama by jezdzila.
        I namowila przyjaciolki. Szczegolnie jak sklep bylby z przyjazna obsluga.

        Dla tych dwoch kategorii obecny Peachfield sie nie nadaje. Musi byc normalny,
        tradycyjny sklep.

        Trzecia kategoria to ja sama. Gdyby moj sklep pod nosem zadalby za freye rio
        tyle, ile Marysia, czyli ok. 40-45 euro, to ja bym u nich kupowala. Moze w tej
        chwili nie impulsywnie, bo z kasa krucho, ale wydaje mi sie, ze te 10-15 euro to
        jest sensowna cena za oszczedzenie mi odsylania i czekania. Ale moje sklepy
        zadaja ponad 50 euro, wiec kupuje w necie i korzystam z przecen poprzednich
        kolekcji. A jeszcze gdyby ten sklep mial jakis system nagradzania wiernych
        klientow, to dla mnie to bylby czytelny sygnal, zeby sie do sklepu przywiazac. I
        tez lubie przyjazna obsluge. No ja sie moge przejechac do peachfield, wiec tu
        jestem rozna od tych dwoch kategorii. A dokladniej moglabym gdyby nie fakt, ze
        moje ostatnie pobyty w Warszawie sa wpadaniem jak po ogien. Tez wolalabym
        normalny sklep.



        A to ze z cenami trzeba cos zrobic to inna sprawa. Bo dlaczego Ty i ja mamy tracic?
      • maheda Nic z tego :) 29.09.08, 21:21
        Są i ZAWSZE będą kobiety, które przez net nie kupią - co więcej - jest takich
        naprawdę cała masa.
        Nie załamuj łapek, absolutnie! :)
      • maith Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 21:43
        Dunajko, Twój sklep nie upadnie, bo jest jednym z kilku najlepszych w kraju.
        Co nie zmienia faktu, że bez zrównania cen Polski z Anglią dystrybutorzy nie
        tylko zarobią ledwie minimalną część tego, co by mogli, nie tylko nie rozwiną na
        poważnie sieci dystrybucji, ale zacznie im się sypać cała siatka.
        • dunajka Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 21:56
          Same rozumiecie... przychodzi taki dzień jak dzisiaj... gdy do
          sklepu zajrzą tylko dwie babcie w drodze na ryneczek... i na dodatek
          wychodzą narzekając, że "nie ma tu nic przyzwoitego"... a na
          dokładkę przychodzi "krzykliwa" Pani, z biustem w okolicy 75G... w
          biustonoszu w rozm. 90E... i krzyczy, że ona to tylko usztywniane...
          bo miękkich to ma dużo i wszystkie do niczego (oczywiście wszystkie
          w rozm. 90E)... i za nic nie daje się przekonać... aż w gardle
          zasycha.
          Na koniec zaglądam na forum... a tu BOJKOT SKLEPÓW POLSKICH to co ja
          mam robić... tylko "łapki załamywać". Zapominam, że "jutro będzie
          lepiej"
          • ciemnogrodzianka Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 22:23
            Jak chce tylko uszytwniane to (o ile się zmieści w rozmiarówce) Polka albo Freya Retro. Może później przekona się i do miękkich
          • maith Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 29.09.08, 23:52
            Rozumiemy, ale jutro na pewno będzie lepiej :)
            Pomyśl też może o rozruszaniu lobbystek w Twoim mieście :)
          • tfu.tfu Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.10.08, 19:34
            nie załamuj się :) LB działa, uświadomionych coraz więcej, wiem, że czasem wyć
            się chce, ale serio, ja też wolałam w PL kupować stacjonarnie!
      • magdalaena1977 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.09.08, 01:38
        dunajka napisała:

        > To pięknie.
        > Mogę sobie teraz usiąść w swoim sklepiku wśród setek brytyjczyków...
        > i... płakać... nie! płakać nie będę... lepiej postukam sobie w
        > czoło, że dałam się tak nabrać, że jest luka na rynku, że to jest
        > potrzebne, że trzeba mieć misję... że trzeba pomagać... naiwna kr...
        > Jestem rozczarowana. Dystrybutorzy już zarobili, bo ja kupiłam... a
        > teraz dostanę "po łapkach"...

        Zastanów się nad tym, czy założyłaś sklep z bielizną , bo
        1. popierasz misję doboru dobrych staników ?
        2. znalazłaś niszę rynkową, na której chcesz zarobić ?

        Może oderwij się od punktu pierwszego i zacznij myśleć o zysku, a nie o misji.
        Na pewno masz jakiś biznesplan i przewiduje on także dni posuchy. A jeśli
        planuje ich mniej niż masz, musisz się zastanowić tak biznesowo, co jest nie tak
        jak zaplanowałaś. Może za mało wydałaś na promocję ? Za dużo kapitału wrzuciłaś
        w kupno wielu modeli staników ? może lepiej powinnaś szerzyć wiedzę stanikową -
        np. urządzić jakąś akcję ? może powinnaś poszukać także mileny czy innych
        tańszych biuściastych firm ?
        Przecież klientki nie będą kupować u Ciebie, żeby Cię wesprzeć psychicznie, ale
        dlatego, że tu znajdą ładne staniki w dobrych cenach do kupienia od ręki.
        • dorianne.gray Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.09.08, 14:33
          Myślę, że Dunajce nie chodzi o to, że miała w sklepie gorszy dzień, ale o to, że
          stworzyła swój sklep m.in. przez nawoływania lobbystek, które teraz dla odmiany
          nawołują do bojkotowania jej sklepu. Czy to jest uczciwe?...
          • maith Problem w tym 30.09.08, 16:40
            Większość lobbystek jest przeciw bojkotowaniu "naszych" sklepów, bo to by było
            bez sensu. Natomiast prawda jest taka, że kupowałybyśmy w Polsce znacznie
            więcej, a wiele osób w ogóle kupowałoby w Polsce (zamiast tylko sprowadzać z
            zagranicy), gdyby dystrybutorzy nie ustawiali nam cen zaporowych.
            Przecież to absurd, żeby bardziej opłacało się sprowadzanie "zza morza". Absurd,
            błąd, podcinanie gałęzi, na której się siedzi.

            Problem w tym, kiedy to dotrze do dystrybutorów. Kiedy? Dopiero jak stracą
            większość swojej sieci dystrybucji, której już potem nie odzyskają?

            Bo już teraz problem odczuwają dobre sklepy, którym sztucznie zablokowano
            możliwość rozwoju. Jak sklep Dunajki.
          • magdalaena1977 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.09.08, 23:47
            dorianne.gray napisała:

            > Myślę, że Dunajce nie chodzi o to, że miała w sklepie gorszy dzień,
            > ale o to, że stworzyła swój sklep m.in. przez nawoływania lobbystek,
            > które teraz dla odmiany nawołują do bojkotowania jej sklepu.
            > Czy to jest uczciwe?...
            Ale chyba nikt nie proponuje świadomego zdecydowanego bojkotu ?
            To jest raczej kwestia tego, że dla wielu kobiet sklep stacjonarny będzie za drogi.
            Owszem są takie, które kupią tylko stacjonarnie, są takie które przyjdą do
            sklepu dla brafittingu, czy dla szybkości. Ale jeśli Freye będą kosztować w
            takim sklepie powyżej 200 zł, to chyba żadna z nas nie dopłaci, tylko w tej
            cenie zamówi z UK stanik z figami.
            Takie są fakty i właścicielka sklepu nie może załamywać rąk, tylko powinna
            szukać sama wyjścia z sytuacji - może powinna faktycznie naciskać na
            dystrybutora ? może obejść go i skontaktować się bezpośrednio z firmą matką ?
            może tak ustawić model biznesowy, że drogie Freye ma w sklepie na przynętę i dla
            bogatych desperatek, a prawdziwą kasę robi na tańszych stanikach czy piżamkach,
            które kupią na otarcie łez dziewczyny znęcone możliwością przymierzenia Frei ?

            Ale może ja mam zbyt liberalne (w sensie liberalizmu ekonomicznego) podejście do
            handlu ?
            bo skoro można dotować kopalnie czy stocznie, to może na początek należałoby
            wprowadzić preferencyjne warunki (obniżka podatków) dla sklepów z pełną
            rozmiarówką, bo zaspokajają ważne potrzeby połowy społeczeństwa i trzeba im
            pomóc na starcie ?
            • maith Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 00:31
              Magdaleno, nie ma potrzeby nikogo dotować.
              Ten sam stanik może w sklepie polskim kosztować tyle samo, co w angielskim, a
              ostatecznie, w sklepie stacjonarnym może kosztować tyle, co w angielskim z
              indywidualną przesyłką. Jeśli ktoś odgórnie sztucznie zawyża ceny na cały nowy
              kraj, to podcina gałąź, na której próbuje się usadowić. Wielką, grubą gałąź,
              której powinno mu być szkoda.

              Bo wchodząc do nowego kraju należałoby zachęcić, zareklamować, żeby przyciągnąć
              nowe klientki i rozbudować sieć dystrybucji. Tego wszystkiego nie ma.

              Zamiast tego jest bezsensowne odgórne zawyżanie cen.
            • dorianne.gray Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 11:30
              Odnoszę wrażenie, że nie zadałaś sobie trudu, żeby wejść na stronę karoline.pl i
              sprawdzić, jaka jest oferta sklepu Dunajki. A świadome, zdecydowane nawoływanie
              do bojkotu masz gdzieś na początku tego nieszczęsnego wątku.
              • joankb Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 11:57
                No i co strasznego widzisz w tym poście o bojkocie?? Sądząc z wpisów na forum
                większość z nas po prostu to robi. Świadomie podejmuje decyzje gdzie wydać swoje
                własne pieniądze. I na ogół wydaje je w brytyjskich sklepach. Mamy multum
                adresów, piszemy o przesyłkach i warunkach, odbieramy te przesyłki prawie
                codziennie, narzekamy na pocztę, skrzykujemy się kiedy gdzies pojawi się coś
                atrakcyjnego, mamy watek o tanich zakupach.
                Rzeczą PRZEDSIĘBIORCY jest zauważenie tego. Mógłbym zarabiać więcej, zarabiam
                mniej...
                My możemy mu tylko pomóc - i tak robimy. Codzienny, "gorący" kontakt z
                POTENCJALNYM klientem to mało kto ma taki jak te sklepy.
                Kupuję od czasu do czasu w polskich sklepach, z różnych jednostkowych powodów,
                mogłabym więcej. Ale wspomaganie, wspieranie, dopieszczanie wbrew własnym
                interesom - coś tu nie tak.
                Codziennie pytasz panią w lokalnym spożywczym czy odzieżowym czy nie brakuje jej
                kasy i nie powinnaś coś kupić???
                • dorianne.gray Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 12:15
                  Ech... nie piszę o dopieszczaniu i głaskaniu, piszę o otwartym nawoływaniu do
                  bojkotowania polskich sklepów z brytyjską bielizną na popularnym, opiniotwórczym
                  ogólnopolskim forum o bieliźnie (które się takich sklepów zresztą domaga).
                  Dobra, nieważne, chyba tylko ja tu widzę sprzeczność.
                  • joankb Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 12:57
                    Ważne. Tyle, że w tym wątku padło tylko stwierdzenie podsumowujące obiektywnie
                    istniejąca sytuację. Ten bojkot to właściwie fakt.
                    My się nie domagamy sklepów z bielizną w ogóle - my się domagamy lepszych
                    warunków zakupu tej bielizny. W tym zakupów stacjonarnych. Ale wybacz - nie
                    domagamy się 20-30% wyższych cen.
                    Gdyby któraś z właścicielek sklepu napisała tu, że NIE BĘDZIE sprowadzać tych
                    czy innych staników, bo uważa, że ceny, które jej narzucono nie pozwolą na ich
                    sprzedaż na satysfakcjonującym poziomie - nikt by się nie zdziwił.
                    Możemy im pomóc pisząc indywidualnie, jako klientki do głównych dystrybutorów,
                    przedstawicieli, nawet producentów.
                    Ale mamy prawo do nie kupowania w takich cenach. I do wskazywania innym tańszych
                    źródeł zakupu. I czy nazwiemy to po imieniu bojkotem czy nie, sytuacja faktyczna
                    jest właśnie taka.
                    • kasica_k Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 13:47
                      Forum LB nie powstało w celu wspierania biznesu, tylko wspierania klienta. Jeśli jakimiś swoimi działaniami wspieramy biznes, to dzieje się tak dlatego, że jest to korzystne dla nas jako klientek. Równie dobrze można by napisać, że zajmujemy się tu bojkotem Triumpha i sklepów, które go sprzedają. Nie, nie zajmujemy się bojkotem czegokolwiek ani kogokolwiek, a próbami wywalczenia jak najlepszych warunków dla nas, klientek. Nie przestaniemy przecież informować się nawzajem o wyprzedażach czy źródłach tańszej bielizny z tego powodu, że komuś to popsuje interesy. Codziennie "psujemy interesy" mnóstwu firm i sklepów przez samo istnienie tego forum. Na tym właśnie polega ta (nieistniejąca) "sprzeczność".

                      A co do konkurowania naszych sklepów z brytyjskimi: osoby skarżące się na bojkot powinny pamiętać, że oprócz ceny można konkurować innymi rzeczami: warunkami dostawy, mniejszym ryzykiem związanym z zagubieniem przesyłki (przecież niedawno przewaliły się tu sążniste wątki o kradzieżach, które dotyczą głównie przesyłek zagranicznych), kosztami tejże przesyłki, wreszcie - możliwością przymierzenia na miejscu i uniknięcia odsyłania bielizny po kilka razy. No i, last but not least, obsługą _po polsku_! Przecież co chwila ktoś tutaj marudzi, że za granicą to nigdy nie kupi, bo nie ma karty, albo nie wie, że może ją mieć, bo nie zna języka, bo się boi, bo tysiąc innych głupich powodów :) Ta grupa cały czas jest bardzo, bardzo liczna, to jest główny target polskich sklepów i do niego w pierwszym rzędzie powinny one starać się dotrzeć. Zresztą zalety kupowania na miejscu są oczywiste dla każdego. Ale wszystkie indywidualnie kalkulujemy ryzyko i opłacalność swoich zakupów. JA nie kupię w PL stanika, który w UK jest tańszy o kilkadziesiąt złotych, chyba że sam stanik kosztowałby tysiąc - wtedy opłaca się ubezpieczyć od ryzyka kradzieży nawet takim kosztem. Osób podobnych do mnie jest coraz więcej i jeśli nasi dystrybutorzy bielizny z UK chcą utrzymać się na polskim rynku, w końcu będą musieli zawalczyć o lepsze ceny dla polskich sklepów. Albo przestać rozprowadzać angielskie marki. Taki lajf.
                      • maith Dokładnie - jesteśmy forum KONSUMENCKIM 30.10.08, 20:24
                        To że przedsiębiorcy korzystają na tym, że konsumentki dzielą się wiedzą o
                        lepszych firmach, nie znaczy jeszcze, że dla idei będziemy wszystkie kupować
                        staniki o ŹLE skalkulowanych cenach. A ponieważ ceny są tak kalkulowane
                        odgórnie, to możemy np. pisać do brytyjskich producentów i polskich
                        dystrybutorów z pytaniami, czemu sprzedaż w Polsce jest blokowana?

                        Tu systemu nietrudno się domyślić. Pomijając chwilowe wahania walut w związku z
                        obecnym kryzysem, wcześniej brytyjskie 25-30 funtów dawało jakieś 105-130 zł, a
                        w Polsce ceny były ustalane na poziomie 150-170 zł, czyli tak, jakby ktoś
                        kierował się kursami walut sprzed kilku lat. Ja rozumiem, że Brytyjczycy boją
                        się wtórnego importu, ale w ten sposób blokując na siłę normalną sieć
                        dystrybucji wywołują zupełnie absurdalny indywidualny eksport.

                        Wychodzi na to, że to konsumentki zmuszają angielskie firmy do wejścia na polski
                        rynek, a ci, żeby nas zniechęcić wprowadzają ceny zaporowe. A potem prowadzący
                        sklepy mają pretensje do konsumentek, które przecież nie kłamią, że chciałyby
                        kupić. I kupują. Ale sytuacja jest tak chora, że taniej wychodzi indywidualny
                        transport pojedynczego stanika z Anglii niż zakup w polskim sklepie.

                        Ja już pomijam, że wchodząc na nowy rynek wypadałoby najpierw zapoznać ludzi z
                        produktem, wprowadzić jakieś promocje cenowe i tak zachęcić ludzi do spróbowania.

                        I pomijam, że nigdy nie widziałam w Polsce reklamy brytyjczyków, a taki Triumph
                        ciągle wisi w całej Polsce na billboardach. To oznacza, że ktoś tu dodatkowo
                        oszczędza na reklamie. Utrzymując ceny na absurdalnym poziomie.
                  • sineira Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 20:59
                    Dorianne, ale o jakim bojkocie tu mowa? Co my niby bojkotujemy? Polskie sklepy?
                    A ile ich niby jest?
                    Weźmy taki Poznań. Z moim biustem ledwie się załapuję na LB (co to jest marne
                    32FF), a po kilkukrotnym zwiedzeniu niemal całego Poznania stwierdziłam, że
                    jeśli chcę coś więcej niż "trzy kolory" (czarny-biały-beżowy), to mam do
                    dyspozycji właściwie tylko dwa sklepy. Przy czym tego, co chciałam, akurat nie
                    było. Raz, drugi, trzeci... Ja nie mam czasu na chodzenie w nieskończoność po
                    sklepach!
                    A na ebay-u fantazja. Upolowałam sobie i czerwony, i niebieski, i zielony, i
                    fioletowy (no, to akurat przypadek był) - taki, sraki, owaki, ceny wyprzedażowe,
                    dostawa wprost do domu.
                    To co, w imię idei miałam nie kupować?

                    Twierdzenie, że ktoś tu namawia do bojkotu, wynika IMHO z tego, że na LB
                    obserwator otrzymuje mocno zafałszowany obraz klientki. Zauważ, że tutaj siedzi
                    sobie spora grupa jędz wymagających, rozpuszczonych jak dziadowskie bicze, żeby
                    nie powiedzieć zblazowanych;) A prawdziwy target naszych "kochanych" handlowców
                    wygląda trochę inaczej. Prawdziwy target nie ma dziesięciu i więcej staników we
                    wszystkich barwach tęczy. Prawdziwy target nawet nie wie, że mógłby takowe mieć!
                    Bo w sklepach ich nie ma!
                    A jak są, to w cenach takich, jakie widać.
                    Żeby się przekonać, że WARTO wydać na stanik przysłowiową stówę, trzeba najpierw
                    taki stanik mieć i wypróbować. Wątki o forsie już były, nie ma co powtarzać
                    oczywistości. I naprawdę niepojęte jest dla mnie to, że handlowcy nie rozumieją,
                    że klientkę, tak jak rybkę, trzeba czymś przynęcić. W kraju, w którym większość
                    kobiet zaopatruje się w bieliznę na bazarkach, takim robaczkiem na haczyku
                    będzie przede wszystkim cena. Kto się łatwo i szybko zdecyduje na przejście ze
                    stanika za 20 zł na stanik za 200 zł? No kto?
                    A przecież wystarczy pomyśleć. Przecież te same firmy, które tutaj narzucają
                    ceny z sufitu, urządzają w GB wyprzedaże, na których można ułowić cudeńko za 2
                    funty. To nie można przysłać takiej wyprzedażowej partii do Polski? Klientka
                    kupi, stwierdzi, że dobry biustonosz to jest to i wróci po następny. I jak na
                    własnym biuście się przekona, że warto, to będzie gotowa wydać więcej.

                    Ale niechże nas nie uważają za dojne krowy, które ślepo kupią model sprzed
                    trzech sezonów za potrójną cenę.
                  • magdalaena1977 Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 22:06
                    Według wikipedii
                    pl.wikipedia.org/wiki/Bojkot
                    > Bojkot (ang. boycott) jest to częściowe lub całkowite zerwanie
                    > kontaktów (handlowych) lub stosunków dyplomatycznych z firmą,
                    > organizacją, państwem. Bojkot stosuje się w celu wyrażenia
                    > protestu lub wywarcia presji (wymuszenia ustępstw). Bojkot tzn.
                    > lekceważyć kogoś czy coś podważać jego rację lub poglądy.

                    I dla mnie w instytucji bojkotu jest coś ideologicznego - np. nie będę pić coli,
                    bo sponsoruje olimpiadę w Chinach.
                    Nie jest dla mnie bojkotem postawa: dopóki Freye w polskich sklepach
                    stacjonarnych będą kosztować prawie 200 zł, będę sprowadzać taniej z UK.
                    Przecież jest w tym tylko element ekonomiczny, żadnej ideologii.
                    Jak stanieją, albo zrobią przecenę, to kupię od nich bez żadnych fochów.

                    W ten sam sposób "bojkotuję" też Galerię Centrum - IMHO ich ceny są
                    nieproporcjonalne do jakości. Kupuję tylko na wyprzedaży , ewentualnie w trakcie
                    megaweekendów.
                    • dorianne.gray Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 01.10.08, 22:15
                      Nie chce mi się już w ten temat wgłębiać, generalnie żadna z Was nie
                      zrozumiała, o co mi chodzi - ja przecież też kupuję przez net w
                      Anglii, nikomu tego nie wytykam i nie zabraniam. Mnie chodzi tylko i
                      wyłącznie o to, że niesprawiedliwe jest pisanie "musimy ich
                      bojkotować" w odniesieniu do polskich sklepów, które chcą dobrze -
                      tym bardziej, że to nie sklepy, ale dystrybutorzy dyktują ceny. O
                      jedno słowo za daleko, takie wbijanie noża w plecy. Nic to.
    • thorrey Jeszcze jedna uwaga 30.09.08, 19:21
      Od jakiegoś czasu dzielnie kibicuję rozwojowi pewnego sklepu
      stacjonarnego, gdzie właściciel nawiązał współpracę z Freyą i
      Panache.
      I strasznie zastanowiły mnie ceny. Mało modeli było w sklepie, ale
      co widziałam
      Arabella Black - 153 PLN
      Olivia (Fantasie) Gold - 189 PLN
      Arabella 15 PLN niżej niż w dowolnym sklepie internetowym a Olivia -
      nowość! - w Intimo jest za 230 PLN.

      Dodam też, że w sklepie nie było oszałamiającej ilości sztuk
      staników, ot, po kilka na wieszaczku, bo można by się tłumaczyć, że
      jak zamawia się hurtem, to ceny niższe.
      Więc może jednak można wynegocjować z dystrybutorem niższe ceny?

      POza tym, potwierdzam to co mówiła Turzyca. Zawsze będa osoby, które
      będą kupować w sklepach stacjonarnych, a są też takie osoby jak ja,
      które za nic w świece nie kupią za granicą, bo mam uraz do używania
      kart kredytowych a założyć sobie karty w inteligo do płatności
      internetowych po prostu mi się nie chce. A jak paczka zginie? To ja
      już wolę za przedpłatą w polskim sklepie internetowy, mimo iż wiem,
      że za granicą może bym miała taniej. A jeszcze lepiej pomierzyć i
      kupić w sklepie stacjonarnym, bo ja mój wymarzony stanik chcę mieć
      już, teraz, zaraz i cieszyć się jak dziecko.
      • paskudek1 Re: Jeszcze jedna uwaga 30.10.08, 18:23
        proszę napisz gdzie ten sklep??
        • thorrey Re: Jeszcze jedna uwaga- OT 30.10.08, 18:37
          Butik Juliette, w Olsztynie w centrum handlowym Alfa (jest opisany w
          wątku o sklepach)
          Jak byłam ostatnio, ostanikowałam mamę w Cassie 70GG- też taniej o
          ok. 15 PLN od sklepów internetowych.
          Z nowej dostawy mieli też Hestię kość słoniowa i Polkę chocolate,
          Darcy czarne, Elizę ivory i czarną i Siennę Ruby, i oczywiście
          nieśmiertelne tango i tango plunge w kolorze cielistym.
    • tfu.tfu Re: Nie tylko staniki są w Polsce droższe 30.10.08, 17:46
      maith ;) ale ziemniaki i owoce w UK droższe ;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja