Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem?

06.10.08, 20:41
Nawiązując do wątku o różnych miejscach/możliwościach stanikowego lobbowania,
chciałabym Was zapytać, czy Waszym zdaniem warto zrobić taki mały smrodek
dydaktyczny, oprawiony w żartobliwą nieco scenerię, w książce, którą teraz piszę?

Plusy (według mnie):
- dowiedzą się o tym osoby, które nie czytają tego forum i są np. oporne na
formę - jak to nazwać? - wykładu,
- zawsze ileś osób więcej się dowie.

Minusy:
- to nie jest książka z gatunku "powieść dla kobiet", tylko komediowa
political fiction, więc trochę się zawęża target. A może nie, może się mylę?

Ma sens umieszczenie takiej sceny przemycającej biuściastą wiedzę? Dla mnie to
nie problem, ale czy uważacie to za pomysł, który się sprawdzi, czy lepiej
odpuścić i pozostać przy metodach tradycyjnych :)?
    • paskudek1 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 20:47
      zależy jak to zrobisz, ale jak sprytnie i wytbitnie:) tak żeby się target nie połapał że jest lobbowany to jak najbrdziej, w miłości i na wojnie wszystkie chwyty dozwolone a to wszak jest wojna o lepsze staniki czyż nie?:)
      zdradź jaką książkę piszesz?
    • mimet Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 20:54
      Jak to bywa z literaturą - zależy od kontekstu, a w konkretnym
      przypadku od wykonania. Jeśli to jest political fiction, lobbing
      wydaje mi się złym pomysłem:
      1) jak już sama wskazałaś, reklama może się rozminąć z targetem
      2) scenariusz moim zdaniem najbardziej prawdopodobny: może to zostać
      odebrane jako jeszcze jeden element fikcji właśnie - tzn. wątpię,
      czy czytelnik tak zaprojektowanej powieści pomyślałby, że coś
      takiego jak Lobby Biuściastych ma odpowiednik w świecie
      rzeczywistym - tym bardziej, że nazwa brzmi dość egzotycznie
      3) jeśli w tej powieści są wycieczki satyryczne pod adresem
      współczesnej polityki, mediów i Bóg wie kogo jeszcze, wzmianka o
      Lobby może być niedźwiedzią przysługą i zostać potraktowana jako
      satyra właśnie
      4) propaganda nawet słusznej sprawy nie sprawdza się w literaturze ;)

      Hm, co do potencjalnych plusów - czy naprawdę aż tyyle osób się
      dowie o Lobby? Nie czarujmy się, czytelnictwo w Polsce jest sprawą
      elitarną, a zgaduję, że szanowna Autorka nie ma wypromowanego
      nazwiska, wtyk w prasie i nagród literackich w kieszeni? A jaki
      procent czytelników będą stanowić biuściaste kobiety? To i plusy
      jakieś mizerne, niestety. :)

      Ale oczywiście nie przesądzam, że to nie zadziała. :) Może najlepiej
      eksperymentalnie wsadzić wzmiankę do tekstu, a przy kolejnym
      czytaniu sprawdzić, jak to funkcjonuje?

      Ot, tyle mojego wymądrzania. :)
      • joankb Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:01
        A moim zdaniem - takie coś zostaje. Jakieś Lobby? Jakichś Biuściastych? "I wiesz
        dziewczyny tam założyły takie Lobby..."
        Pod warunkiem, że to nie będzie typowo "męska" literatura, bo wtedy adminki Cię
        zlinczują...
        • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:12
          Chyba się trochę nieprecyzyjnie wyraziłam - bardziej interesowało mnie
          przemycenie wiedzy o doborze biustonosza. I raczej w kontekście, że główny
          bohater chce swojej ukochanej sprawić jakiś boski prezent na jej boski biust -
          nie bardzo wiedząc, z czym to się je (w pierwszej części to była straszna ciapa,
          dopiero teraz się wyrabia; a political fiction, bo rzecz dzieje się w sferach
          polityki, bohater jest posłem), zagląda do sklepu, gdzie chce nabyć utensylium
          wzorowane na modelach z filmów erotycznych, rozmiar "C... takie większe C", no a
          sprzedawczyni akurat stanikowo uświadomiona i bierze nieszczęśnika w obroty. Tak
          to raczej widziałam. Mogę ewentualnie podesłać za dzień-dwa próbkę sceny. Tylko
          prosiłabym o prawo wykorzystania cytatu z "zajebiście wielkim A" :), rzecz jasna
          - ze wskazaniem w przypisie autorki.
          • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:14
            Ale, rzecz jasna, dzięki za opinie i proszę o więcej. Tak mi przyszło do głowy
            przy okazji czegoś zupełnie innego i nie upieram się, że to sensowny pomysł.
          • mauzonka IMO pomysł super 06.10.08, 22:55
            Wsyztko zależy od wykonania, ale zasadniczo pomysł jest świetny! Btw, już dawno się zastanawiałam, czemu różni spece od reklamy nie wykorzystują chodliwych czytadeł do product placementu:)

            Nomina, zdradź się i powiedz, co Twojego już można gdzieś poczytać:)
            • kasica_k Re: IMO pomysł super 06.10.08, 23:28
              mauzonka napisała:

              > Wsyztko zależy od wykonania, ale zasadniczo pomysł jest świetny! Btw, już dawno
              > się zastanawiałam, czemu różni spece od reklamy nie wykorzystują chodliwych cz
              > ytadeł do product placementu:)

              A skąd wiesz, że nie wykorzystują? Może już to robią od dawna (nie jestem w
              kursie jeśli chodzi o chodliwe czytadła, więc nie wiem :)

              > Nomina, zdradź się i powiedz, co Twojego już można gdzieś poczytać:)

              O, właśnie :)
              • roza_am Re: IMO pomysł super 07.10.08, 18:25
                > > Nomina, zdradź się i powiedz, co Twojego już można gdzieś poczytać:)
                >
                > O, właśnie :)

                Zerknijcie do sygnaturki Nominy...
          • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 01:24
            Jako wątek, nie reklamę LB, to oczywiste.
            Ale może zamiast uświadomionej sprzedawczyni (rzadkość, jeszcze się zakoduje
            "słuchaj się sprzedawczyni" co chwilowo nie jest dobrym pomysłem) może spróbuj z
            drugiej strony - kiedy cudna dziewczyna w sklepie z bielizną zaczyna wyglądać,
            jak własna karykatura, a sprzedawczyni się rozpływa w zachwytach - to że takie
            sceny mogą być zabawne, to już sprawdziłyśmy.
            Wtedy facet nawet sam może dojść do tego, co jest nie tak, a twardą wiedzę w
            razie czego może dorzucić dziewczyna, która kupuje swój właściwy rozmiar i
            chociaż jest nie wiem... starsza, to biust ma wyżej, grubsza, to bierze węższy
            obwód i wygląda lepiej, małobiuściasta, to bierze G i pasuje... W ostateczności
            zamiast gadać dziewczyna może uśmiechnąć się z politowaniem i oddać mu swoją
            kartkę z podstawami, stąd może pochodzić 1, może 2 zdania wspierające
            samodzielne myślenie.
            Kiedy bohater sam do czegoś dochodzi, to chyba jest naturalniej przyjmowane...
            • ganbaja Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 12:27
              Myślę, że pomysł jest przedni.
              Ale aby się nie daj Boże nie utrwaliło czytelnikom, że ekspedientce należy
              wierzyć, można by tę sprzedawczynię z książki jakoś wyróżnić od innych
              pierwszych lepszych bab z bieliźniaka.
              • sheena777 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 09.10.08, 10:29
                hahaha, dać jej na imię hanna? :D:D:D
    • ptysiowa_7 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:13
      A może nie trzeba od razu wspominać o Lobby, może wystarczy
      wzmianka, na przykład: "Miała średniej wielkości biust, ot 60G.":)
      • dziudziulek Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 22:02
        nieuświadomiona/y czytelnik może potraktować 60G jako żarcik
    • h4szi Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:15
      Hmm mi się to wydaje najgorszym pomysłem. Byle nie wypadło sztucznie.
      Kobiety czytają naprawdę różniaste rzeczy.
      No i nawet jeśli grupą docelową jest płeć brzydka to faceci lubią wszystko co
      związane z kobiecym biustem ;)a możliwość załapania trochę "zakazanej wiedzy"
      może ich bawić. No a potem może kupią żonie jej pierwszy dobry biustonosz :)albo
      wspomną chociaż "kochanie a mi się wydaje, że ty ty masz miseczkę H"
      • velika Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:37
        Mnie się pomysł podoba. Pamiętam, jak czytałam "Ogród letni(?)" (ostania część
        trylogii o Tatianie o Aleksandrze)i od razu rzuciło mi sie w oczy, jak autorka
        napisała, że głównej bohaterce biust falował, bo miała za luźny obwód stanika.
        Poczułam wtedy ogromną satysfakcję i myślę, że to była taka ukryta forma
        lobbowania, skądinąd bardzo fajnie zawoalowana. Jeśli tobie uda się osiągnąć
        podobny efekt-tzn. będzie to zgrabnie wkomponowane w tekst, przypuszczam, że
        wyjdzie to ciekawie. Twój pomysł bardzo mi się podoba i myślę, że powinno to się
        udać, o ile wyjdzie to jakoś naturalnie;)
    • plica Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:31
      jestem za. zawsze czepiają mnie sie takie pierdoły poza glownym watkiem z ksiazek :) (panie, ale napisz pan co w koncu stalo sie z tym kotkiem)
      • karo_ka1 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 22:01
        Niektórym, to 60G skojarzy się głównie z sience fiction... ;)
      • maith Mam to samo :) 07.10.08, 01:28
        plica napisała:

        > jestem za. zawsze czepiają mnie sie takie pierdoły poza glownym
        > watkiem z ksiazek :) (panie, ale napisz pan co w koncu stalo sie z
        > tym kotkiem)

        Mam to samo :)
    • fraylla Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 21:58
      Moim zdaniem to bardzo dobry pomysł, pod warunkiem, że będzie zgrabnie wprowadzone (cokolwiek ma to oznaczać w przypadku Twojej książki ;)).
      Nad odbiorcą chyba nie ma co się zastanawiać; kobieta być może przemyśli kwestię własnego rozmiaru, facet - zastanowi się, zanim kupi bieliźniany prezent. W obu wypadkach cel zostałby osiągnięty.
      PS Tylko nie wysyłaj go do sex shopu, bo wydaje mi się, że tam mają koszmarnie ograniczoną rozmiarówkę (przynajmniej tak twierdzi mój znajomy, prowadzący taki sklep: najmniejszy obwód: 70, największa miska: D).
      Ale sama nie sprawdzałam, więc mogę się mylić.
    • helenka333 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 23:00
      w lobbowaniu chyba kazdy sposob jest dobry ;) chetnie przeczytam to dzielo :) a moze juz cos Twojego mozna dostac?
    • kasica_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 06.10.08, 23:27
      Pomysł doskonały, jeśli tylko da się zgrabnie wpleść w akcje i wydźwięk nie
      będzie prześmiewczy (65Ha? Hahaha! :), to nie widzę przeciwwskazań :-) Takie
      szczegóły przesączają się do czytelniczej podświadomości. Wizja świata
      większości społeczeństwa nie obejmuje biustowego alfabetu powyżej D, więc im
      więcej miejsc, gdzie owe egzotyczne literki się pojawią, tym lepiej.
    • kuraiko Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 00:12
      nie wiedząc jeszcze jak to wygląda (bohater kupujący lubej bieliznę)
      ja sobie od razu pomyślałam, że to mogłaby być cyniczna bohaterka,
      która z lubością się znęca nad ekspedientkami próbując zakupić
      stanik np 65J, czym obnaża oczywiście niekompetencję i niski poziom
      obsługi w polskich sklepach, coś w stylu "w tym kraju to nawet
      biustonosza nie da się kupić"

      ale w przypadku opisanej sceny, to nie wiem czy to ma sens...
      uświadamiany ma być mężczyzna... moim zdaniem powinno się przemycić
      więcej treści za pomocą takiej sceny. dla mnie właśnie problemy ze
      stanikami mają takie znaczenie - to państwo "sucks" ;P
      no a co mężczyzna jest winien? mężczyźni zazwyczaj mają zero pojęcia
      na temat bielizny. no i nie biorą tak do siebie uwag jak kobiety "Ja
      noszę B i mi wystarczy" "nie masz tak dużego biustu więc jak możesz
      nosić D" "hahahahaha nie szyją takich staników" "paaaaniiiiiii? pani
      to ma najwyżej 75 C" "mnie nie potrzeba stanika bo jestem
      płaska" "jesteś idiotką skoro uważasz biust D za mały" i tym podobne
      ofensywne prześmiewcze stwierdzenia.


      aha ogólnie chodzi mi o to - jaki sens dla całej powieści ma scena
      że ekspedientka uświadamia biednego bohatera, dla którego duży biust
      = C? bo w powieści dla kobiet - spoko, scena mogłaby zrobić z niego
      idiotę, o np wysłać takiego Marka Darcy'ego bo stanik dla Bridget i
      jeśli ekspedientka go uświadomi to Mark poczuje się głupio (być
      może) i dostanie bubek za swoje za bycie ślepym na zaloty Rebeki, to
      tak przykładowo ;)

      nomina - wyślij do sklepu kobietę albo przynajmniej każ mu kupić
      jakieś 75C i niech mu jego kobieta zmyje głowę w domu. moim zdaniem
      tak byłoby lepiej ;)
      • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 01:34
        Myślę, że to jest bardziej nasze spojrzenie, a tam trzeba pokazać rzecz
        wychodząc od całkiem niezorientowanego faceta. I unikałabym agresji słownej.
        Opis, jak co wygląda (wyobraźnia pracuje) i myśli w głowie. Czytelnik i tak je
        przeczyta. Raczej nie powinien stawać się świadkiem żadnej awantury.
        • kuraiko Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 02:02
          no to już zależy jaki jest koncept ;)
          nic nie poradzę, że widzę to w taki, a nie inny sposób.
          a jeśli to political fiction to wydaje mi się, że tam z założenia
          będzie agresja słowna, cynizm i szydera ;) no i powieść komediowa.

          no właśnie ja sobie nie wyobrażam takiej sceny w książce... tzn
          akcja się toczy toczy, gość idzie do sklepu i tam dostaje wykład, bo
          jak rozumiem pojedyncza uwaga, że na takie wymiary to powinien wziąć
          to i to, to jednak jest za mało, trzeba byłoby wsadzić stanikologię
          w pigułce, a przynajmniej wyjaśnienie czemu zaniżać obwód i jak to
          jest z miskami, etc. no jakoś mi to nie pasuje, ta scena musiałaby
          mieć większy lub mniejszy związek z fabułą czy ogólnym charakterem
          książki.
          dla mnie to pasuje w sytuacjach/opowieściach typu "dziwne przypadki
          Krzysztofa D.", powieściach pokazujących polską rzeczywistość w
          krzywym zwierciadle, powieści pisanej z punktu widzenia kobiety
          młodej lub starszej, gdzie tego typu scena ładnie się się wpisuje np
          w ogólne szydzenie z rzeczywistości, w problematykę kobiecą typu "w
          co się ubrać, aby się podobać sobie/facetowi" lub "jak pokonać
          kompleks małego/dużego biustu", w jeden z wielu problemów jakie
          dotykają mężczyznę w wieku ok. 30 lat - wtedy podane z humorem i
          opisaniem faceta w tej sytuacji jako kompletnego ciemniaka
          • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 02:07
            No właśnie nie dostaje wykładu, tylko sam do wszystkiego dochodzi, widząc, co z
            jego cudem robią kiepskie staniki.
            To spokojnie można wstawić z lekkością.
    • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 01:11
      To będą Cię czytać panowie, których wiedza ogranicza się do "dwójeczka, trójeczka"?
      Moim zdaniem warto dodać. Jeśli zrobisz to zgrabnie, to kolejne osoby gdzieś
      sobie w głowie zakodują właściwe powiązania. Nawet gdyby Cię czytali faceci, to
      mogą się zainteresować stanikami swoich pań. A kobiety niezależnie od tematu
      książki biusty mają, więc mogą przy okazji czegoś się o sobie dowiedzieć.
    • ocisza Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 09:13
      Uważam, że pomysł super! Wiele się uczę z książek, nawet z literatury
      popularnej, całkiem mimochodem. Więc jestem przekonana, że to może zadziałać.
      Czytam tu wiele zabawnych tekstów i opisów sytuacji i aż się prosi, żeby coś z
      tego wybrać i wykorzystać w książce lub filmie. Patrząc od tej strony, forum
      jest prawdziwą skarbnicą pomysłów na fajne, ciekawe scenki. I nie wiem, czy
      pozostałe forumki się ze mną zgodzą, ale ja jestem za tym, żeby autorki książek
      czy scenariuszy mogły spokojnie inspirować się naszymi rozmowami. Zwłaszcza,
      jeśli ma to przynieść coś dobrego Sprawie ;-)

      A co do scenki. Skoro bohater ma kupić swojej pani bieliznę, to niech idzie do
      fikuśnego bieliźniaka, ale faktycznie lepiej, żeby to nie ekspedientka była
      guru, ale jakaś przygodna kupująca z charyzmą. Wtedy ta ekspertka wzięłaby w
      obroty i ekspedientkę, i naszego bohatera tłumacząc im o co chodzi. Tylko
      koniecznie musisz uniknąć pokusy pisania elaboratu stanikologicznego. Lepiej
      przemycić mniej wiedzy niż przegiąć w drugą stronę i z lekkiej i zabawnej sceny
      zrobić wykład bieliźniany. Taka jest moja opinia.
    • ptaszyna12 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 10:00
      Pomysł ciekawy, czekamy na próbki :)
    • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 10:25
      Dzięki za wszystkie (p)odpowiedzi, znacznie rozszerzyłyście mi światopogląd.
      To może coś takiego: wchodzi ów bohater, coś tam mamrocze o seksownej bieliźnie
      (mówię seksowna, myślę - sex-shop ;P), sprzedawczyni wyciąga jakieś "cudne 75
      duże D", a obok stoi jakaś wcześniej obsługiwana uświadomiona klientka?

      Tylko rzeczywiście obawiam się, że satyryczny wydźwięk powieści może powodować,
      że niektórzy odbiorą to jak, za przeproszeniem, jajcarską scenę...
      • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 13:32
        Nomina, to napisz jajcarską scenę, ale niech zabawne będzie to, co z cudnej
        dziewczyny robi stanik i zachowanie wciskającej rzecz ekspedientki. Niech facet
        myśli sobie w głowie składa, a na końcu albo sam dotrze, co jest nie tak, albo
        niech go natchnie przechodząca nie wiem... małobiuściasta kupująca miseczkę F,
        czy G, ale za to o całkiem innym podbiuściu.
        Zrób jajcarską scenę, ale z tego, z czego i my się śmiejemy.
        Żadnych wykładów i jak najmniej uświadamiania z zewnątrz. Niech ten facet sam do
        tego "dochodzi". W ten sposób tekst o wiele lepiej dotrze do czytelników.
        • smallfemme Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 17:52
          Może o sklepie będzie się kręciło właśnie kilka kobiet i porówna biust żony do
          którejś z nich? Np. że ma chyba 75C, ale na pewno ciut większy od pani, która
          nosi takie 70F? ;) I mimo rad sprzedawczyni wyciągającej z radosną miną
          kolorowy sznurek [takie mam skojarzenie na widok 75 C :P ) za poleceniem pani
          wybierze 70FF/G ? ;)
          • roza_am Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 18:24
            Ja mam jeszcze inny pomysł. Męska rozmowa. Bohater zwierza się innemu facetowi z
            niemożności trafienia w gust swojej kobiety. Prosi tego drugiego (jako znanego w
            tych sprawach eksperta) o radę. "Ekspert" w krótkich męskich słowach wyjaśnia o
            co chodzi i np. poleca zakupy internetowe.

    • h4szi Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 19:22
      Można też iść w trochę innym kierunku. Nieświadomy, niewinny facet wchodzi do
      sklepu gdzie napastliwa sprzedawczyni wciska mu nieśmiertelne 75 B mimo jego
      nieśmiałych sprzeciwów . Idzie z tym cudeńkiem do kobiety a ta jest uświadomiona
      i stwierdza, że jest za szczupła na 75 a B to może sobie ubrać na skarby ale
      swoje :P
      No i scena przymierzania ( kobitka chce mu jednak zrobić tą przyjemność). Hmmm
      chyba forum pomyliłam :P To na pewno nie forum początkujących grafomanów?
    • alex_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 19:55
      :-))))
      Też pracuję nad powieścią dla kobiet, tylko że u mnie to raczej
      Lobby pomogło mi rozwinąć wątek bardzo zbuntowanej, pyskatej, ale
      jednocześnie inteligentnej i bardzo oświeconej szczególnie w
      dziedzinie wlasnego dorastania nastolatki, która robi karczemną
      awanturę w sklepie własnej matce i po drodze sprzedawczyni, które
      chcą jej wetknąć 70A, bezceremonialnie wytykając obecnym paniom
      defekty ich biustu (związane oczywiście bezpośrednio z defektem
      intelektu oraz zupełnym zacofaniem), wynikające z karygodnie
      dobranego stanika.
      • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 20:46
        Alex, to może lepiej Ty zrealizuj misję :)?

        Rety, ale mnie zasypałyście pomysłami, muszę je teraz przetrawić. Za kilka dni
        postaram się podrzucić jakąś wstępną propozycję szanownemu gremium :).
        • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 21:16
          Czekaj czekaj, poseł, gruba ryba, na pewno ma asystenta (Kowalski)? No to może
          coś w ten deseń:

          Bielizna! Oczywiście, seksowna bielizna! To było to, pomysł był genialny, to
          oczywiste, w końcu to JEGO pomysł, ale rozmiar? Szlag by to trafił, jak te baby
          to robią? Obiło mu się coś o uszy, wiedział, że w grę wchodzą jakieś kombinacje
          cyfr i liter. Szyfry sobie powymyślały, a niech to... Do diabła, po co on sobie
          łamie głowę, od czego ma asystenta? Niech się Kowalski wykaże, poszuka w tym
          całym internecie, za co mu w końcu płacą?
          - Młody, choć no tutaj! Zadanie bojowe masz, takie ekstra.
          Kowalski stłumił jęk. Na myśl o kolejnym "zadaniu bojowym" zrobiło mu się słabo.
          Pomysły szefa bywały - delikatnie mówiąc - osobliwe.
          - Siadaj mi tu zara na internet i szukaj, jak kupić kobicie dobry cyckonosz. I
          za godzinę notatka na moim biurku. Tylko morda w kubeł i nikomu ani mru mru.
          Kowalski przełknął cisnący się na usta komentarz i posłusznie pomaszerował w
          stronę biurka. Bardzo szybko znalazł potrzebne informacje, ba, został nimi
          zasypany. Utonął.
          Jezusiemaryjo, ile tego było! Blogi o biustonoszach. Zdjęcia. Sklepy
          internetowe. Jakieś lobby, gdzie baby doradzały sobie nawzajem i opowiadały o
          nowych stanikach, jakby to były nie wiadomo jakie cuda.
          Dane. Mnóstwo danych, które należało jakoś usystematyzować.

          Godzinę później zameldował się w gabinecie posła.
          - No i co tam? - przełożony oszczędnym gestem zachęcił go do zajęcia miejsca.
          Kowalski przycupnął nieśmiało na rzeźbionym mahoniu. Twarda krawędź wbiła mu się
          boleśnie w uda.
          - Panie pośle, tego się nie da zwięźle! To jest tak:........
          • evolet Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 21:27
            haha sineira boskie:D pisujesz do szuflady?:)

            a pomysł nominy i alex popieram jak najbardziej:)
          • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 21:54
            Zapłodniłyście mnie i teraz nie mogę się powstrzymać, już mam ciąg dalszy:

            - To jest tak. Trzeba znać dwa wymiary - w biuście i pod biustem. I od tego
            wymiaru pod biustem odejmujemy 5 cm. Albo 10, ale to zależy.
            To wtedy otrzymujemy obwód biustonosza, na przykład...
            - Wiem! - przerwał poseł - Siedemdziesiątpięćbe!
            - No właśnie nie. To znaczy tak, ale nie. Bo to "be" to jest rozmiar miseczki. I
            on się zmienia razem z obwodem. I jedno "be" jest inne niż drugie "be". A w
            ogóle to "be" to jest mały biust.
            - Kowalski, co ty mi tu pieprzysz, jaki mały? Wszystkie baby to mają!
            - To mają źle.
            Poseł podrapał się po karku i rozluźnił krawat. Sprawa wyglądała na bardziej
            skomplikowaną, niż się spodziewał.
            - No dobra, wal dalej. O co idzie z tym odejmowaniem?
            Kowalski zajrzał do notatek i odchrząknął.
            - Obwód musi być ciasny, bo podtrzymuje biust. Nie może się przesuwać. Zapięcie
            musi być pod linią łopatek. Jak się przesuwa, to znaczy, że obwód za luźny. Do
            wyliczonego obwodu stanika dobiera się miseczkę. Nie może być za mała. Jak się
            coś wylewa, to źle. Jak się gdzieś robią te, no... - nerwowo przekartkował notes
            - o, mam, bułki Jak się robią, to w ogóle tragedia. O, ta tutaj - wskazał
            długopisem na cycatą modelkę, wyginającą się kusząco na ściennym kalendarzu - ma
            za mały biustonosz!
            Poseł spojrzał na modelkę z niedowierzaniem.
            - Za mały?
            - Za mały - potwierdził asystent stanowczo. - Bułki się jej robią.
            Przez chwilę w milczeniu kontemplowali zdjęcie.
            - Może i za mały, ale niezła sztuka - zarechotał poseł, odrywając wzrok od
            kalendarza. - Ja tam nie mam nic przeciwko takim bułkom.
            Kowalski zamachał rękami.
            - Ale to tragedia! Od tego się straszne rzeczy robią! I biust obwisa!
            Wizja wymarzonej kobiety z obwisłym biustem przemówiła posłowi do wyobraźni.
            Skrzywił się z niesmakiem i pochylił się w stronę asystenta.
            - Nie będę tolerował żadnych obwisłych cycków w moim otoczeniu - syknął przez
            zaciśnięte zęby - Mów mi tu zaraz, jak się dobiera ten dobry rozmiar.
            - Bardzo łatwo! - rozpromienił się Kowalski - Znalazłem w sieci elektroniczny
            bra-fitter!
            - Co?
            - No wpisuje się wymiary i wyskakuje rozmiar. Nawet sprawdziłem, wpisałem swoje
            i mi wyszło 80A.
            Poseł przez chwilę wpatrywał się w niego w osłupieniu, po czym ryknął śmiechem.
            - A pani Halinka z sekretariatu nosi 80D, a powinna 70I - szepnął
            konfidencjonalnie Kowalski, kiedy jego chlebodawca się uspokoił.
            - Jakie I? Przecież wcale nie ma takich wielkich buforów, co ty mi tu wciskasz
            za ciemnotę? Przecież takiego czegoś nie produkują!
            - Produkują. A co do rozmiarów, to wydrukowałem dla pana zdjęcia różnych
            biustów. Z podpisami. Wszystkie rozmiary tam mam pan podane, jak na tacy.
            Polskie, angielskie i cholera wie jakie.
            Poseł sięgnął po gruby plik kartek i odprawił asystenta jednym zmarszczeniem brwi.
            Musiał się teraz zagłębić w temat.
            • evolet Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 21:59
              leżę i kwiczę:D
              ale panie pisarz co się stało z tym kotkiem?? znaczy co w końcu kupił, sineira
              gadaj:D
            • dziudziulek Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 22:10
              boskie :P
            • brethil4 Wow:) 07.10.08, 22:29
              Sineira, świetny tekst:) Bardzo mi się podoba, masz talent:)
            • kuraiko Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 23:05
              "Siedemdziesiątpięćbe!" - mnie rozwaliło :DDD

              a po co w ogóle poseł chciał kupować bieliznę?
            • dorak8 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 23:19
              świetne! Dwóch facetó nie znających się na rzeczy dyskutuje! Strasznie komiczne. I to "Be" to jak małe nawiązanie do Zemsty Fredry!
            • didulina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 23:48
              Autor, autor!!!!!
              Brawo!!!!!!!!!!!!!

              .
            • maith Sineira, albo wrzuć to do zestawu opowiadań 08.10.08, 03:53
              Bo na pewno masz też inne. Powinnaś się wydać :)
              Napisanie tego tekstu tak, żeby uwzględnić największą durnotę i prymitywizm,
              łącznie nawet z niezrozumieniem, czemu bułki są złe, to absolutne mistrzostwo :)
              • roza_am Albo sprzedaj (drogo!) np. Bluszczowi 08.10.08, 16:08
                Chodzi mi o tego Bluszcza: www.bluszcz.com.pl/
                Pismo literackie z ambicjami itd.
                No, chyba, że ktoś więcej zapłaci i nakład większy zapewni. Niech się o Ciebie
                biją, a co!
            • kasica_k To jest Ge-nial-ne!!! n/t 08.10.08, 06:02

              • effuniak Re: To jest Ge-nial-ne!!! n/t 08.10.08, 07:09
                Dołączam się kwicząc ze śmiechu hihihiiiii

                Już widzę ten perlisty pot na czole szanownego posła i panikę w oczach młodego
                gdy wlazł na odpowiednie stronki w necie hiiiiii

                ....i jeszcze to "siedemdziesiątpięćbeeeeeee"

                no po prostu majstersztyk

                Chylę czoła i uprzejmie acz stanowczo życzę sobie ciąg dalszy perypetii obu panów
                :D
                • anna.michal Re: To jest Ge-nial-ne!!! n/t 08.10.08, 08:45
                  Wow, spadłam z krzesła. Super. Proszę o ciąg dalszy.
                  I powinnaś opublikować.
            • plica Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 07:19
              no to teraz dopisz jeszcze poczatek i koniec i wydaj :)
            • alex_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 07:55
              To jest genialne!!! Grochola niech się pod stól schowa ;-)
              Może gdyby się tu więcej takich pisatych kobitek zebrało, można by
              wydać cały cykl prozy babskiej dla kobiet twórczych, kreatywnych i
              oświeconych, firmowanej przez Lobby :-)
            • ganbaja Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 09:11
              Sineira, genialne!
              Wplecenie w to informacji o Lobby, internecie itd. świetne.
            • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 10:10
              Kobieto, chylę czoła i wycofuję się chyłkiem - nie mam tu już nic do roboty :D.

              (Poseł chciał kupić bieliznę, bo podrywa jedno dziewczę, które chce być jego
              asystentką. Bo praca u posła fajna rzecz, a dziewczę ponętne).
              • roza_am Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 16:59
                Nie poddawaj się!
                Przecież możesz pociągnąć fabułę w inny, też ciekawy sposób. Np. dziewczę zostaje podkupione przez głównego wroga twojego bohatera (szelmy z przeciwnej partii). Urażona męska duma każe posłowi poznać tajemnicę skuteczności konkurenta. W związku z tym zasięga wiedzy a) w internecie lub b) u znajomej kobiety (siostry?) znającej się na rzeczy.
              • maith Nomina, żadne tam wycofanie 08.10.08, 18:24
                Pisz swoją wersję do książki.
                Swoją drogą może kiedyś wydamy "Zbiór biuściastych opowiadań"? celem już
                totalnego uświadomienia :)
                • alex_k Re: Nomina, żadne tam wycofanie 08.10.08, 19:48
                  Super pomysł, ja tam mogę jedno napisać, nawet więcej niz jedbo. Na
                  Lobby jest dużo utalentowanych dziewczyn, myslę, że zbiorek
                  wyszedłby z pewnością dość pokaźny.
            • nancy_callahan Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 10:36
              Sineira - Twoja próbka tekstu to majstersztyk!!
              Właśnie takie lobbowanie ma sens, lekko, z polotem, nic na siłę, a
              jednak jak wiele danych (i to jak istotnych) udało się przemycić w
              tej scenie. I napisana została w sposób, który na pewno nie zmęczy
              potencjalnego czytelnika i pozwoli przeczytać w całości.
              A co przeczyta, z tego na pewno coś pozostanie.
              Brwao, gratuluję, prosimy więcej - może faktycznie jeśli nie powieśc
              to wyjdzie z tego choćby opowiadanie o przygodach mało rozgarnietego
              posła na niwie damskiej bielizny - mogłoby być nawet w konkwencji
              postmodernictycznego absurdu:)
            • martvica Sineira... 08.10.08, 10:37
              mogę prosić o autograf? W sumie chyba by na dekolcie wypadało ;)
            • ocisza Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 10:53
              Bardzo fajne! Podoba mi się. No i powtarzam pytanie, które tu już padło... I co
              w końcu kupił tej pannie?
              • alex_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 11:29
                Może by opisać próby zakupu wykalkulowanego rozmiaru w sklepach
                stacjonarnych i furię posła wobec niemożności uzyskania ani
                upragnionej rozmiarówki, ani też porady kompetentnej sprzedawczyni
                (wciskającej mu oczywiście skorupkę siedemdziesiątpięćbeee), wobec
                czego w oczach posła problem urasta do rangi politycznej i zaczyna
                być wart rozpoczęcia poważnego dyskursu w wyższym gronie.
                • kasica_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 16:29
                  Otóż to. "Kowalski! Co to k... jest za namiot??? Niedoczekanie, żeby moja
                  Dziuńka miała chodzić w takim bohomazie. Jak to nie było Gie? Cały ten kraj to
                  jedno wielkie Gie jest!" :)
                  • kwiatek04 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 22:25
                    Kasico: super! az monitor oplulam ;)
                • maith Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 08.10.08, 18:26
                  Tak tak, dyskurs przeniesiony do ław sejmowych :)
                  A potem trzeba będzie tylko "przypadkiem" zostawić parę egzemplarzy podczas
                  wycieczki do sejmu, posłowie się utożsamią i naprawdę wywołamy ogólnopolską
                  awanturę ;))
            • sheena777 asystent kowalski 09.10.08, 10:41
              umarłam ze śmiechu:)
              ale...
              asystent kowalski jest niestety postacią niewiarygodną, dziewczyny
              spędzaja dni, tygodnie, niektóre nawet miesiace żeby ogarnąc i pojąc
              wiedzę z LB, stanikomanii, balkonetki itd. nie ma bata, żeby jakis
              facet pojął to w 2-4 godziny i tak przystępnie strescił to szefowi.
              a moze poseł miał uswiadomioną systentke, która na przykładowych
              fotografiach wyjasniła mu, ze 80D i 60D to zypełnie inne
              gabaryty "kulek"?
              • nomina asystentka kowalska 09.10.08, 10:53
                Ale asystentka kowalska już nie będzie taka śmieszna. Poza tym z babskiej
                zazdrości i obawy o wygryzienie powinna podsunąć coś złego ;).
                Myślę, że asystent jest wiarygodniejszy. W końcu, żeby parzyć kawę posłowi
                trzeba mieć 2 fakultety i 3 języki obce - może chłopina być lotny. A przecież
                to, że się orientuje, nie znaczy, że "czuje" problem, i w tym też zabawność sceny.
                Jestem za męskim asystentem :)
                • smallfemme Re: asystentka kowalska 09.10.08, 11:10
                  Dajmy mu na to dzień. Niech stawi się na dywaniku z samego rana, niewyspany i
                  blady ze zmęczenia po całonocej lekturze internetu :D i nich wzdycha, że te baby
                  takie produktywne :D
                • sheena777 Re: asystentka kowalska 09.10.08, 11:33
                  oczywiście, ze facet jest zabawniejszy w tej roli, ale moze niech mu
                  szef da choc 1 dzien na zglebienie tematu. zawsze mozna opisac jak
                  asystent kowalski zarywa noc, siedzi z przekrwionymi oczyma przed
                  laptopem, lapie sie za głowę, jęczy z rezygnacją, spogląda w sufit a
                  w głowie klębią się tysiące myśli: "tu trzeba co najmniej dwóch
                  fakultetów żeby toto pojąć....zaraz zaraz, jak to... piszą ze de nic
                  nie znaczy? przeciez kazdy wie ze de to Duży Cyc. weźmy taką sonnet,
                  w ostatnim CKM-ie dobrze sie jej przyjrzał. piękna rozkładówka. i
                  postawiłby swoją pensję, że ona nosi de, a tu piszą ze...."
                  i cały biuściasty swiatopogląd asystenta kowalskiego legł w gruzach.
                • kasica_k Re: asystentka kowalska 09.10.08, 13:20
                  Też jestem za asystentem. Lotny asystent - tępy poseł, świetny duet.
              • aadrianka Re: asystent kowalski 09.10.08, 13:28
                Dziewczynom czesto w ogarnieciu przeszkadza przyzwyczajenie do
                noszonego latami niewlasciwego rozmiaru. Latwiej czasami nauczyc
                swiezynke od podstaw, niz przelamywac opory zbudowane na zlych
                przyzwyczajeniach:)
                Poza tym nie wierze, by taki posel pozwolil sobie na lotna
                asystentke, bo nie lotnoscia jego zdaniem kobieta powinna sie
                odznaczac. Asystent jest wiarygodniejszy ;)
              • ganbaja Re: asystent kowalski 09.10.08, 13:54
                Etam, asystent jest zarąbiasty :-)
                Jakbym przeczytała coś takiego na pewno bym zaczęła poszukiwania w necie tego
                czego się dowiedział Kowalski :-)
          • maith Sineira, no trudno, teraz dopisz do tego książkę:) 08.10.08, 03:48
            Piszesz świetnie i z lekkością :)
            • fiamma75 Re: Sineira, no trudno, teraz dopisz do tego ksią 08.10.08, 11:11
              To jest cudne.
              Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy!
              • sineira Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowiadam 08.10.08, 20:09
                Nie spodziewałam się aż takiego zalewu... Zaszokowana jestem i rumienię się
                niczym dziewica;)
                A zejdźcie ze mnie, babyjędze! Przecież tylko podrzuciłam pomysł jednej jedynej
                sceny! Pomysł do wykorzystania dla Nominy!!!
                Żadnej powieści nie napiszę, bo po pierwsze nie mam czasu, a po drugie jestem na
                to za leniwa. Pisanie powieści, zwłaszcza jeśli ma to być political-fiction,
                wymaga konkretnej wiedzy na dany temat oraz cholernie dużej dyscypliny.
                Czytelnicy fantastyki to wymagający ludek, znajdą każde niedociągnięcie. Dlatego
                napisanie choćby "banalnego" opowiadanka fantasy wiąże się (przynajmniej dla
                mnie) z wyszukiwaniem różnych informacji - np. kiedyś przeczytałam "Medycynę
                Sądową" żeby sensownie opisać faceta podrzynającego babie gardło. A i tak,
                cholera, nie przyjęli tekstu do druku:(
                Dlatego mogę podrzucać komuś pomysły, mogę nawet robić za co-writera (szkoda, że
                to w Polsce mało rozpowszechnione), ale samodzielnie porwać się na pisanie
                powieści? O nie! Albo dopiero na emeryturze;)

                Co do ciągu dalszego, mam jeszcze pomysł na jedną czy dwie scenki...
                • nomina Re: Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowia 09.10.08, 10:16
                  Sineira i Kasica, mogę wykorzystać Wasze pomysły w próbce? Bo widzę, że fajnie
                  ciągniecie wątek. Nie mój poseł, ale inny - już wiem, kogo wprowadzić :D.
                  Sineira, podaj mi maila, chcę się z Tobą skontaktować.

                  Dajcie mi, kochane, czas do weekendu - mam w pracy deadline z przewagą dead i do
                  weekendu nie napiszę ani zdania :(.

                  Sineiro, bardzo dobrze zrobiłaś! "Medycyna sądowa" zacna rzecz, a jak się
                  wydawca nie poznał - jego strata. Wiesz, że podcięcie gardła to w sumie dość
                  szybka śmierć, bo się ofiara szybko wykrwawia?
                  Ja do torturowania moich bohaterów, tzn. do konsultowania pomysłów, zagoniłam
                  grono zaprzyjaźnionych lekarzy. Na początku byli ciut zestresowani, ale tak ich
                  wychowałam, że teraz jeden lekarz sam mi co okrutniejsze pomysły podsuwa :D.
                  • kasica_k Re: Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowia 09.10.08, 13:22
                    Mój pomysł w postaci jednego zdania - bardzo proszę :)

                    Swoją drogą, nomina - zajmujesz się wydawaniem książek? To może jakiś porządny
                    poradnik stanikologiczny byś wydała? (jakby co - mogę pisać ;)
                    • nomina Re: Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowia 09.10.08, 18:51
                      Jak uporam się z mafijną dystrybucją i złapię oddech finansowy (czytaj: odzyskam
                      pieniądze włożone w poprzednie książki) - nie ma sprawy :)
                  • sineira Re: Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowia 10.10.08, 22:18
                    Nomina, po to je tutaj umieściłam, żebyś wykorzystała. Masz moje pełne
                    błogosławieństwo, a jakby co, pisz na gazetowy, ewentualnie znajdziesz mój drugi
                    adres w sygnaturkowej "Twierdzy". Nie miałabym nic przeciwko ujrzeniu Twojego
                    brudnopisu, może spłynie na mnie natchnienie i jeszcze coś wymyślę <szatański
                    chichot>;)
                • maith Sineira, piszesz fantastycznie 11.10.08, 03:53
                  Ty się w ogóle nie potrafisz docenić ;D
                  • sineira Re: Sineira, piszesz fantastycznie 11.10.08, 19:53
                    I chwała Bogom, bo gdybym popadła w samozachwyt, to nie różniłabym się niczym od
                    "aŁtoreczek" z onetowych blogów. W końcu jak ktoś pisze dla przyjemności i z
                    przyjemnością, bez potu na czole i bez pochylania się z troską nad kondycją
                    ludzkości - to grafoman;)
                    A poza tym, jak się łatwo można przekonać wchodząc w linkę w sygnaturce, moje
                    opowiadanka to banalne historyjki fantasy.
                    • nomina Fantasy 11.10.08, 20:11
                      Do niedawna znalezienie dobrego stanika to też była historyjka fantasy,
                      rozumiem więc, skąd masz tak opanowany temat ;P
                • tfu.tfu Re: Kobiety, jesteście bossskie! - hurtem odpowia 27.11.08, 18:18
                  pisz pisz! a medycyna sądowa to boska lektura ;) respekt! ;) ja wymiękłam ;)
    • blondyneczka_ola Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 07.10.08, 21:16
      Myślę, że warto, w jakiś w miarę dyskretny sposób.
      Chciałam podać tylko przykład negatywny, jaki spotkałam w jednej z książek z
      cyklu "literatura w spódnicy". Mianowicie czytadło opowiada o tym, że pewne
      drobne, śliczne dziewczę wynajmuje pokój w mieszkaniu dwóch mężczyzn. Jeden z
      nich jest owym dziewczęciem zaintrygowany i podczas jej nieobecności przeszukuje
      pokój. Między innymi znajduje jakżeby inaczej biustonosz dziewczyny w czarownym
      rozmiarze 85D, zachwycony rozmiarem jej biustu, który wcześniej nie rzucił mu
      się tak w oczy. Dalej przymierza swoją pięść do miseczek stanika itd. Jedno, co
      mnie zraziło w podanej scenie, to podanie rozmiaru biustonosza, oczywiście
      tragicznie dopasowanego do rozmiarów dziewczyny. Wróciłam się wtedy nawet kilka
      kartek wcześniej, aby upewnić się, czy to dziewczę aby na pewno drobne... (ale
      to już zboczenie przez Lobby :P)
      Książka prawdopodobnie jest amerykańskiej autorki, nazwiska nie pamiętam, tytuł
      to "Impreza u Ralpha", za 9,90zł.
      • dziudziulek OT 07.10.08, 22:12
        czytałam imprezę u ralpha przed uświadomieniem stanikowym, teraz
        pewnie bym zauważyła :))
        a książka mi się podobała
        dobre lekkie babskie czytadło na dwa wieczory
        • plecionka Re: OT 07.10.08, 22:51
          Ksiazki nie czytalam, ale mysle, ze nawet przed uswiadomieniem zwrocilabym uwage na rozmiar. Moje stare staniki byly wlasnie w rozmiarze 85D, a do drobnych zdecydowanie sie nie zaliczam:)
          • kuraiko Re: OT 07.10.08, 23:07
            omg to jakaś patologia O_o ja nawet jak drobna nie byłam (nigdy nie
            byłam?) to największy rozmiar jaki nosiłam to było 80C...
            • plecionka Re: OT 07.10.08, 23:11
              Przepraszam, bo chyba nie rozumiem. Co konkretnie jest patologia? Moje stare "przeduswiadomienowe" staniki, czy przypisywanie rozmiaru 85D do drobnej osoby w ksiazce?
              • kuraiko Re: OT 08.10.08, 23:06
                "przypisywanie rozmiaru 85D do drobnej osoby w ksiazce"
                oczywiście :DDD
                ale mi przyszło do głowy, że skoro to amerykańska powieść i może
                ktoś coś pokręcił z przekładem, tzn chciałabym zobaczyć w oryginale
                ten rozmiar...
                • kuraiko Re: OT 08.10.08, 23:07
                  no bo jak nie-drobna osoba nieuświadomiona nosi 85D to jest w sumie
                  normalne....
                  • nikusz Re: OT 29.11.08, 18:50
                    gdyby to jeszcze była francuska powieść (albo francuzka - bohaterka), to lepiej
                    by pasowało, w końcu wtedy to 70D ;)
    • sharteel oczywiście że warto! 07.10.08, 23:00
      To doskonale działa. Wyobraźnia osób czytających jest kształtowana przez książki
      daleko silniej, niż im się to wydaje. I zawsze coś, jakiś przebłysk, znajomość
      nazwy, znajomość problemu - tli im się na peryferiach świadomości. Potem, w
      razie potrzeby, co prawda "wiedzą że gdzieś dzwoni, ale nie wiedzą w którym
      kościele" - tyle, że za tym dzwonieniem można pójść i poszukać więcej wiedzy.
      Ewentualnością niewcelowania w target nie martw się! Nie jesteś marketingowcem,
      a pisarzem. Nigdy do końca nie wiesz, kto czyta Twoje książki, i które z Twoich
      słów zostawią najtrwalsze ślady.
      Powodzenia!
    • nomina Nagrody za pomysły ;) 09.10.08, 18:53
      Co tak cicho się zrobiło ;)? Czekam na dalsze pomysły. Najciekawsze zostaną
      umieszczone (wraz z nazwiskami autorek) w książce (pierwsze laureatki już mamy
      :), a Autorki dostaną książki :).
      • masza.s Re: Nagrody za pomysły ;) 09.10.08, 19:09
        Skrępowane ponętne dziewczę w sytuacji sam na sam? Wszystkie chyba kiedyś
        kręciłyśmy się, podciągałyśmy stanik, wkładałyśmy bułki, to siamto, owamto z
        cyckami robiłyśmy, miast ich zwyczajnie nie ruszać ( jak się nie rusza w dobrym
        staniku). Mężczyźni potrafią zauważać takie rzeczy. :>
      • sineira Re: Nagrody za pomysły ;) 10.10.08, 22:21
        Mam dość ryzykowny pomysł na scenę z wręczaniem owego frywolnego daru, ale nie
        wiem, czy byłaby zgodna z charakterami głównych bohaterów.
        Poza tym sceny erotyczne są cholernie trudne do pisania.
        • maith Re: Nagrody za pomysły ;) 11.10.08, 04:00
          Sineira, wszystko co napiszesz, przeczytamy z ochotą :)
    • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:08
      IV

      W sejmie wrzało. Powaga i niebywałość sytuacji sprawiły, że posłowie nie
      wiedzieli, jak się zachować. Rozwiązać sejm, wprowadzić stan wyjątkowy,
      przegłosować jakieś oświadczenie? Owszem, zdarzało się w historii, że zabijano
      prezydenta, premiera czy strzelano do kościelnego przywódcy – ale zawsze
      wiedziano, kto zginął i czy na pewno tylko jeden z filarów władzy. Tu nawet nie
      wiedziano, kogo chować: prezydenta czy premiera? A może jednak kardynała?
      Wszystkie trzy kancelarie – prezydenta, premiera i episkopatu nabrały wody w
      usta, przekazując tylko skąpe wiadomości, że reprezentowany przez nie członek
      władz jest cały i zdrowy i nie zamierza zmienić rozkładu swoich obowiązków. Ale
      przecież wszyscy, absolutnie wszyscy wiedzieli, że któryś zginął. Może ten
      sobowtór, o którym pisał „News”? Gdyby jednak zginął ktoś, kto podszywał się pod
      władze, oficjalne komunikaty nie byłyby takie lakoniczne. A może zginęli
      wszyscy, a ster rządów świeckich i kościelnych przejął sobowtór? Które podpisane
      dokumenty i podjęte decyzje są teraz ważne w świetle prawa? I wreszcie – co to
      za szopka z tymi sobowtórami? Najpierw Potocki… czy Potoccy, chociaż czort wie,
      czy Jędrzej istnieje naprawdę; teraz Twin Power, czyli rządzący bliźniacy,
      hybryda z trzecią głową, jak się okazuje.
      Nic więc dziwnego, że posłowie wpadli w panikę.
      Wszyscy – z wyjątkiem jednego.
      Andrzej Jędrzej Potocki siedział z rozmarzonym wzrokiem, uśmiechając się, choć
      nieco cielęco, do swoich myśli.
      Bo miał powód.
      Powód nazywał się Ewa Adamczyk, miał długie blond włosy i Najpiękniejszy Biust
      na Świecie.
      Ewa.
      Ewunia…
      Ewuśka!
      I powodowi należało zrobić jakiś wyjątkowy prezent. A co może być dla kobiety
      wyjątkowym prezentem? Pierścionek z brylantem albo luksusowa bielizna.
      Pierścionek z brylantem to może nie, jeszcze Ewuśka gotowa pomyśleć, że nasz
      bohater jej się oświadcza. Zatem - bielizna!
      Oczywiście! Seksowna bielizna! To był strzał w dziesiątkę, pomysł genialny, co
      oczywiste, w końcu to JEGO pomysł. Ale rozmiar? Szlag by to trafił, jak te baby
      to robią? Obiło mu się co nieco o uszy, wiedział, że w grę wchodzą jakieś
      kombinacje cyfr i liter. Zmobilizował szare komórki. Szyfry sobie powymyślały,
      psiamać! A potem jęczą, zeźlił się, że tyle mają na głowie, same komplikują
      życie. A życie jest proste. Mężczyznę interesuje tylko jeden rozmiar. Bardzo
      ważny rozmiar, bo jak mężczyzna pokręci z rozmiarem, to później płaci alimenty.
      Wiadomo - XXL, rzecz jasna. No, ewentualnie jeszcze rozmiar kołnierzyka, ale
      niekoniecznie. Kołnierzyka nie trzeba zapinać. Reszta to zbędne dane. Jak z
      tyłka nie spada, znaczy – rozmiar dobry, i co tu kombinować.
      No, dobra, trzeba wrócić do babskich, pokomplikowanych rozmiarów. Do diabła, po
      co on sobie łamie głowę, od czego ma asystenta? Niech się Kowalski wykaże,
      poszuka w tym całym Internecie, za co mu w końcu płaci ze swoich pieniędzy?
      Dobra, nie ze swoich („Replika” załapała się na państwowe dofinansowanie), ale
      zawsze pieniądz to pieniądz. Trzeba go szanować, jak i pracę, która go daje. O!
      - Młody, choć no tutaj! – ryknął w otwarte drzwi Andrzej Jędrzej Potocki dla
      dodania sobie powagi i szacunku. – Zadanie bojowe masz! Takie ekstra – dorzucił
      z lekką chrypką.
      Kowalski stłumił jęk. Na myśl o kolejnym "zadaniu bojowym" zrobiło mu się słabo.
      Pomysły szefa bywały, delikatnie mówiąc, osobliwe. A najgorzej, jak szefowie się
      zmieniali (bo Kowalski miał nieszczęście terminować niby u lidera, ale
      faktycznie obsługiwał i Andrzeja, i Jędrzeja; każdy z nich zaś miał odmienne
      poglądy na każdy temat, jakby chcieli zadać kłam tezie, że bliźniacy są identyczni).
      Asystent dopił ostatni łyk kawy (niech zgadnie, że to ostatnie, co zdoła dziś
      przełknąć) i bezszelestnie zjawił się w gabinecie naszego bohatera.
      - Siadaj mi tu zara na Internet i szukaj, jak kupić kobicie dobry cyckonosz –
      polecił ten ostatni, siląc się na nonszalancję (młody musi znać mores) i
      starając się nie okazać przerażenia tematem. – I za godzinę notatka na moim
      biurku. Tylko morda w kubeł i nikomu ani mru-mru! Tajne przez poufne, rozumiesz,
      młody?! – huknął.
      Kowalski przełknął cisnący się na usta komentarz i posłusznie pomaszerował w
      stronę biurka. Bardzo szybko znalazł potrzebne informacje, ba, został nimi
      zasypany. Utonął. Jezusiemaryjo, ile tego było! Blogi o biustonoszach. Zdjęcia.
      Sklepy internetowe. Jakieś lobby, gdzie baby doradzały sobie nawzajem i
      opowiadały o nowych stanikach, jakby to były nie wiadomo jakie cuda. Dane.
      Mnóstwo danych, które należało jakoś usystematyzować.
      Westchnął ciężko. Taa… Noc ma z głowy.
      - Szefie! – krzyknął przez ściśnięte gardło. – Się nie da za godzinę!
      - Co się nie da! – Andrzej Potocki wyrósł znienacka przed asystentem, ciskając z
      oczu pioruny. – Baby nigdy nie ubierałeś?
      - Tak po prawdzie, to zawsze rozbierałem – bronił się Kowalski („Pyskacz z tego
      młodego - pomyślał nasz bohater - trzeba mu będzie pokazać miejsce w szeregu!”).
      - Ale nie w tym rzecz. Szef spojrzy, ile tego jest – machnął ręką na stertę
      wydrukowanych notatek. Coś wygląda, że albo baby nie chcą nosić staników i tak
      kombinują, żeby zrobić z tego jak najtrudniejszą rzecz, albo to jest jakaś
      wyższa szkoła jazdy…
      - Dobra – poddał się nasz bohater po dłuższej chwili kontemplowania tabel,
      obliczeń i wykresów. – Ale jutro widzę cię z raportem! I… może spływaj już do
      domu, to pewnie potrwa – dodał nieco cieplej, wiedziony męską solidarnością i
      współczuciem dla młodego, którego czekała Syzyfowa praca.
      Kowalskiemu nie trzeba było dwa razy powtarzać. Trzasnął drzwiami w gabinecie,
      powtórzył gest w domu, siorbnął dwa łyki zupy, ryknął do żony, że ma mu zrobić
      dużo kawy, i to mocnej, po chwili, widząc groźną minę małżonki, powtórzył prośbę
      przymilniej – i zamknął się w gabinecie, którego rolę w dwupokojowym mieszkanku
      pełniła małżeńska sypialnia.
      - Miśku, co się dzieje? – zapytała sennie żona, gdy zegar wybił północ, a ślubny
      nie zamierzał kłaść się spać.
      - A, szef mi dał takie kretyńskie zlecenie – mruknął Kowalski, bazgroląc
      ołówkiem stosowne obliczenia, które za nic nie chciały wyjść poprawnie i
      jednoznacznie. Cholera, złamanie szyfru Enigmy to była przy tym pestka!
      - Kochanie – miauknęła kusząco żona – mogę ci jakoś pomóc? Skończ już, bo wiesz…
      - zakończyła zmysłowym szeptem.
      Kowalski podniósł półprzytomny wzrok i nagle do niego dotarło. Toż ma kobietę
      pod nosem! Żoncia będzie wiedziała, jak kupić biustonosz.
      „Tajne przez poufne, rozumiesz, młody?!” – obiło się w pamięci asystenta, a w
      oczach zaszkliły mu się łzy.
      - Nie mogę powiedzieć – nieomal załkał. – To sprawa wagi państwowej. Ale wierz
      mi, że o niczym tak bardzo nie chciałem ci powiedzieć, jak o tym – zapewnił
      żarliwie i szczerze.
      - To sprawy wagi państwowej są kretyńskie? – powątpiła żona.
      Kowalski kiwnął głową ze zbolałą miną. Nagle coś przyszło mu do głowy.
      - Baśka, rozbieraj się! – zakomendrował. Żona aż pokraśniała:
      - Miśkuuu!
      - Gdzie masz miarkę? – krzyknął misiek.
      - Co?!
      - No, takie, o – Kowalski uczynił gest pomiaru obwodu pod biustem.
      - Zwiążesz mnie? – wyszeptała z radosnym przejęciem Baśka, jednym ruchem zdarła
      z siebie workowatą bawełnianą koszulę w owieczki i cisnąwszy ją w kąt sypialni,
      drugą ręką wyciągnęła nie wiadomo skąd – niby iluzjonista królika z kapelusza –
      kajdanki obszyte różowym futerkiem.
      - Co to jest? – Kowalski zamarł.
      - Do wią-za-nia – zaćwierkała żona.
      - Baśka! Miarkę! Centymetr! Metr! Cholera, jakkolwiek to się nazywa!
      - A kajdanki niedobre? – zaniepokoiła się małżonka. – Za różowe?
      - Baśka!!!
      - No już dobrze, miśku, dobrze – żona pogrzebała w szufladzie szafki nocnej i
      wyciągnęła centymetr krawieck
      • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:09
        Ciąg dalszy próbki:

        Nazajutrz Kowalski z podkrążonymi oczami zameldował się w gabinecie posła.
        - No i co tam? - przełożony oszczędnym gestem zachęcił go do zajęcia miejsca.
        Asystent przycupnął nieśmiało na rzeźbionym mahoniu. Twarda krawędź wbiła mu się
        boleśnie w uda.
        - Panie pośle, tego się nie da zwięźle! To jest tak. Trzeba znać dwa wymiary –
        w biuście i pod biustem, ciasno mierzone. I od tego pod biustem odejmujemy pięć
        centymetrów. Albo nawet dziesięć, to zależy…
        - Ciasno i jeszcze odjąć? – zaniepokoił się Andrzej Potocki.
        - Tak, bo materiał się rozciąga, a ma ciasno obejmować – Kowalski urwał, widząc
        po cielęcej minie szefa, że ciasne objęcie kojarzy mu się z jednym. – Ja może
        wytłumaczę przez analogię. Niech sobie szef wyobrazi gumę… znaczy się
        prezerwatywę rozmiaru flaka z krakowskiej suchej…
        Andrzej Jędrzej Potocki uniósł brwi ze zdumienia, ale po chwili przypomniał
        sobie rozmiar flaka z krakowskiej suchej i pokiwał z zadowoleniem głową.
        - … ale w środku dalej ogórek – dokończył szybciutko Kowalski, chowając się za
        mahoniowe krzesło. – Oj, szefie, to przecież tylko taki przykład.
        - Kowalski, bez takich sugestii!
        - Szefie, chodzi o to, że za duże i stąd problem. Ale ja może wrócę do tematu.
        Odejmujemy, bo materiał się rozciąga. Jak mocno, to odejmujemy więcej. I to, co
        nam zostaje po odjęciu, to obwód biustonosza, czyli liczba, na przykład…
        - Wiem! – przerwał poseł i wypalił – Siedemdziesiątpięćbe!
        - No właśnie nie! – zniecierpliwił się Kowalski. – „Be” to jest rozmiar miski.
        No, tego, co okrywa biust – asystent wymownym gestem pokazał, o co mu chodzi.
        - Niektóre to mają miednice, a inne zaledwie kubeczki – wtrącił refleksyjnie
        poseł. Kowalski przewrócił oczami, po czym ostrożnie podjął wątek:
        - Rozmiar się zmienia razem z obwodem. Zmniejsza się obwód – zwiększa miska, i
        vice versa. A w ogóle „be” to jest bardzo mały biust.
        - Kowalski, co ty mi tu pieprzysz, jaki mały? Wszystkie baby taki mają!
        - Jak szef tak się zna, to po co mi szef każe noce zarywać? – odciął się asystent.
        - Dobra, młody, nie pyskuj, tylko nawijaj. Co z tym „be”?
        - „Be” jest be – wyłuszczył Kowalski. – Tylko naprawdę niewiele kobiet nosi
        prawdziwe „be”. Cała reszta nosi źle.
        Poseł podrapał się po karku i rozluźnił krawat. Sprawa wyglądała na bardziej
        skomplikowaną, niż się spodziewał.
        - I co dalej?
        Kowalski zajrzał do notatek, odchrząknął i wyrecytował na jednym wdechu:
        - Obwód ma być ciasny, bo podtrzymuje biust. Nie może się przesuwać. Zapięcie
        musi być pod linią łopatek. Jak się przesuwa, to znaczy, że obwód za luźny. Do
        wyliczonego obwodu stanika dobiera się miseczkę. Nie może być za mała. Jak się
        coś wylewa, to źle. Jak się gdzieś robią te, no... – zaciął się i nerwowo
        przekartkował notes - o, mam, bułki Jak się robią, to w ogóle tragedia. O, ta
        tutaj - wskazał
        długopisem na cycatą modelkę, wyginającą się kusząco na ściennym kalendarzu – ma
        za mały biustonosz.
        Poseł spojrzał na modelkę z niedowierzaniem.
        - Za mały?
        - Za mały – potwierdził asystent. – Bułki jej się robią.
        Przez chwilę w milczeniu kontemplowali zdjęcie.
        - Może i za mały, ale niezła sztuka – zarechotał poseł, odrywając wzrok od
        kalendarza. – Ja tam nie mam nic przeciwko takim bułkom.
        Kowalski zamachał rękami.
        - Ale to tragedia! Od tego się straszne rzeczy robią! I biust obwisa!
        Wizja wymarzonej kobiety z obwisłym biustem przemówiła posłowi do wyobraźni.
        Skrzywił się z niesmakiem i pochylił się w stronę asystenta.
        - Nie będę tolerował żadnych obwisłych cycków w swoim otoczeniu! – syknął przez
        zaciśnięte zęby. – Mów mi tu zaraz, jak wyliczyć ten cały rozmiar.
        - To akurat proste! – rozpromienił się Kowalski. – Kobietom też ciężko liczyć i
        wykombinowały sobie taki kalkulator. To się nazywa bra-fitter.
        Poseł pokiwał z dezaprobatą głową:
        - We łbach im ta emancypacja przewróciła. Niedługo kalkulator będzie im
        wyliczał, kiedy mogą zajść w ciążę.
        - Już wylicza – mruknął Kowalski, pomny wysiłków, jakie czynili z Basieńką w
        kierunku powołania na świat dziedzica.
        Andrzej Potocki machnął ręką.
        - Wpisuje się te wymiary i wyskakuje rozmiar – ciągnął asystent. – Nawet
        sprawdziłem, czy działa, wpisałem swoje i wyszło mi 80A.
        Poseł przez chwilę wpatrywał się w niego w osłupieniu, po czym ryknął śmiechem.
        - A pani Halinka z sekretariatu nosi 80D, a powinna 70I - szepnął
        konfidencjonalnie Kowalski, kiedy jego chlebodawca się uspokoił.
        - Jakie I? Przecież wcale nie ma takich wielkich buforów, co ty mi tu wciskasz
        za ciemnotę? Przecież takiego czegoś nie produkują!
        - Produkują. A co do rozmiarów, to wydrukowałem dla pana zdjęcia różnych
        biustów. Z podpisami. Wszystkie rozmiary tam mam pan podane, jak na tacy. Polskie,
        angielskie i cholera wie jakie.
        Poseł sięgnął po gruby plik kartek. Musiał się teraz zagłębić w temat.
        - A swoją żonę mierzyłeś? – zainteresował się.
        - No! – potwierdził dumnie Kowalski z głębi sekretariatu.
        - I co?
        - Ha Ha!
        - Ty mi się tak nie naśmiewaj – pogroził Andrzej Potocki. – Ale skąd ja mam
        wiedzieć, jakie wymiary ma Ewuśka? – natarł na asystenta.
        - Zapytać? – podsunął niewinnie Kowalski.
        - Przecież nie zadzwonię i nie zapytam tak wprost.
        - E, szef coś wymyśli – wykręcał się asystent, chcąc już zamknąć problem „stanik
        a sprawa polska”. Nie wykręcił się.
        - Młody, bądź człowiekiem, ty masz żonę, wiesz, jak ściemniać baby…
        Kowalski wziął głęboki oddech i szeptem podpowiedział rozwiązanie.
        - Ewunia? – zagaił po chwili Andrzej Jędrzej Potocki. – Jedna posłanka chwali
        się, że ma największy biust. Ja jej mówię, że moja narzeczona – podkreślił,
        chcąc udobruchać obiekt westchnień – ma najpiękniejsze piersi na świecie, nie
        gniewaj się, Ewuniu, jak człowiek zakochany, to nie patrzy, z kim rozmawia… a
        ona – jak na mnie naskoczy, że głupoty gadam, że byle gruszeczki chcę uznać
        za... no, też się oburzyłem, kochanie… Ewuś, czy ty mogłabyś się zmierzyć, ja
        zaraz powiem ci jak… utrzemy babsztylowi nosa…
        - Uff, mamy – po dłuższej chwili nasz bohater otarł pot z czoła. – Młody! –
        ryknął. – Ty się nie pomyliłeś? Wychodzi mi sześćdziesiątgie – wypalił.
        - Bardzo dobrze wychodzi, szefie! – Kowalski łykał pospiesznie kawę, wiedząc, co
        dalej nastąpi. Jak zwykle – nie omylił się.
        - Kowalski, powierzam ci zadanie wagi państwowej – po chwili odbierał od posła
        zlecenie. – Ty idź i kup coś ładnego.
        Pod wieczór asystent stanął w drzwiach z rozwianym włosem… wzrok dziki, suknia
        plugawa, chciałoby się rzecz, a minę miał zranionej łani.
        - Kowalski, ja cię wysłałem po jeden stanik… - wysyczał rozeźlony poseł.
        - Nie ma – wychrypiał asystent. – Wszędzie mnie wyśmiali. Znalazłem tylko to –
        podał Andrzejowi Potockiemu paczuszkę. Nasz bohater wyszarpał z torebki nabytek,
        rozłożył go, poczerwieniał, potem zsiniał i wyksztusił:
        - Kowalski! Co to, kurwa, jest za bury namiot??? Niedoczekanie, żeby moja
        Ewuśka miała chodzić w takim worku na kapcie. Coś ty wziął za rozmiar? Miało być
        Gie, a tu stoi jak wół – E. E! Się-dem-dzie-siąt-pięć-e – wyskandował poseł. –
        To chyba jest różnica?!
        - Nie było Gie! Nigdzie nie było Gie!
        - Jak to – nie było Gie! Cały ten kraj to jest jedno wielkie Gie!
        • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:11
          - No nie było. Wszędzie sprzedawczynie mówiły, że nie ma Gie, bo takie są za
          duże na większość klientek, że żona na pewno nosi mniejszy rozmiar, najwyżej
          duże De… że niby De jak duży cyc – roześmiał się asystent nieco nerwowo. – Ja
          się dzielnie stawiałem, ale w tym ostatnim sklepie nerwy mi puściły. Znowu
          usłyszałem gadkę o dużym De, a wtedy jakaś młoda kobieta, która też szukała Gie…
          nawet ucieszyłem się, że nie będę sam… więc ta kobieta odcięła się tej
          sprzedawczyni: „Duże De? To tym samym można powiedzieć, że ma bardzo duże Ce,
          ogromne Be albo zajebiście wielkie A!”. Żeby szef widział, jak na nią skoczyła
          ta sprzedawczyni! Mało sobie oczu nie wydrapały! Ekspedientka wrzeszczała, że to
          ona jest fachowcem, a dziewczyna, że chyba ona wie lepiej, jakie ma wymiary, i
          chciałaby wreszcie kupić stanik, który nie będzie miał za szerokiego obwodu i za
          małych misek. Bo w tym, co wciskają jej w sklepach, jak biegnie, to biust ją
          uderza w czoło. Ale zadyma się zrobiła, szefie! Nie wiedziałem, co robić, więc
          chwyciłem ten, jak to szef powiedział, namiot i wyleciałem ze sklepu. Po
          prawdzie to nawet nie pamiętam, czy zapłaciłem. Niech mnie szef zwolni, ale ja
          już więcej nie chcę kupować biustonoszy! – załkał Kowalski, patrząc błagalnie na
          posła.
          Andrzej Jędrzej Potocki zadumał się.
          - I co teraz? – zapytał bezradnie. – Przecież nie dam Ewie tej konfekcyjnej
          kompromitacji. Że też z kupnem głupiego stanika tyle problemów!
          - A biedne kobitki tak mają zawsze – westchnął ze współczuciem asystent. – No,
          ale chyba zostają nam zakupy w Internecie. Mam spis dobrych sklepów…
          - W Internecie… – skrzywił się nasz bohater. – Ja tam wolę najpierw pomacać,
          zanim się na coś zdecyduję.
          - Ja też, ale nie mamy innego wyjścia. Szefie, jak już coś znajdę, mogę mojej
          Basieńce też coś zamówić?
          - Jasne, jasne, partia stawia – zgodził się poseł Potocki.
          - Szefie, jeszcze jedno – zawahał się asystent. – A czy… poseł Jędrzej też ma
          taki… problem z partnerką?
          - Co? – zdziwił się nasz bohater i dopiero po chwili zrozumiał. – A! Nie, nie…
          Jędrzej nie ma partnerki. Wiesz, choroba i ta cała trauma… On mieszka z
          chomikiem. Belik się wabi. Nazywa. No, wiesz, o co chodzi, młody...

          ============================================================
          Oto próbka. Scena w rozdziale IV, stąd początek trochę niejasny.
          Jeżeli Autorka Wiekopomnego "Zajebiście wielkiego A" nie zgodzi się na
          wykorzystanie - wyrzucę cytat :).
          • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:17
            Tekst na żywo, bez korekty, więc proszę o wyrozumiałość :).
            • limotini Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 17:00
              Jesteś nie-sa-mo-wi-ta!

              To ja dodam fragment ze środka, który żyje w mojej wyobraźni po tym jak
              obmierzyłam mojego męża.

              Kowalski spojrzał jeszcze raz na ekran. Wszedł na palcach do sypialni, starając
              się nie budzić żony. Wymacał w szufladzie komody jeden z jej najnowszych
              nabytków - taki ładny kolorowy, z mięciutkiej gąbeczki. Cichuteńko wrócił przed
              komputer i spojrzał na metkę. Jezus Mario! 85B? Jego żona? W środku głębiło mu
              się jakieś takie uczucie, którego nie umiał za bardzo nazwać, a które zmusiło go
              by popędzić do łazienki i wyszukać miarkę.
              Jak to było? Ciasno pod biustem - 87. W biuście (w klacie, znaczy sie, już mu
              się wszystko mąci) - 92. Niepewnie sięgnął po kolorową szmatkę. Cholera, jak to
              się zapina? Jeszcze trudniejsze niż rozpinanie! W szoku przeglądał się w
              lustrze. Wszystko się zgadza. Obwód za luźny. Miseczki, po zgarnięciu jego nie
              kulturystycznych przecież mięśni rzeczywiście wyglądały na przymałe... Spojrzał
              jeszcze raz i dopiero w tym momencie uświadomił sobie co robi. Gwałtownym ruchem
              zerwał z siebie bieliznę (ups, chyba to trzeba jednak delikatniej zdejmować) i
              niepewnie rozejrzał się dokoła. Nikt nie mógł go widzieć, nawet przy uchylonych
              drzwiach, prawda?

              Popędził do sypialni, tym razem już zbyt rozgorączkowany by przejmować się
              śpiącą żoną. Nie obrdziła się jednak, tylko z cichutkim westchnięciem zwinęła
              swoje szczupłe ciało pod kołdrą. Kowalski wyjmował jej staniki jeden po drugim,
              czytał metki i kolejno rzucał bieliznę na podłogę. Bardzo szybko szuflada
              zrobiła się pusta. Niewiele myśląc astystent posła zwinął wszystkie fatałaszki w
              miękką kulę, popędził do kuchni i wrzucił je wszystkie do kosza. Trochę mu
              ulżyło. Otarł pot z czoła i wrócił do swojego raportu, po drodze gasząc światło
              w pokoju, gdzie spała błogo jego niczego nieświadoma żona...

              • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 17:08
                Tekst fajny, ale primo: ja piszę krótko i nie może mi jeden wątek zdominować
                rozdziału ani książki :), secundo zaś - rozpędzamy się, ale żebyśmy nie
                przedobrzyły z uświadamianiem.
                Proponuję już nie rozwijać wątku, chyba że jeszcze jakaś krótka uwaga - jedna
                czy druga... Co o tym sądzicie?

                A odpowiadając na wcześniejsze: książka ma być gotowa (zn. wydrukowana) na
                01.12., więc kopcie mnie w tyłek, żebym zdążyła :).
                • maith Pod choinkę? 13.10.08, 22:35
                  nomina napisał(a):

                  > książka ma być gotowa (zn. wydrukowana) na 01.12.

                  Pod choinkę?
                  Będziemy miały czego sobie życzyć w prezencie. Poza stanikami rzecz jasna :)
                  • nomina Re: Pod choinkę? 13.10.08, 23:07
                    Mały OT: trzymaj kciuki, jak mi się uda, to Replika będzie - w pewnym nakładzie
                    - dołączana w prezencie :).
          • the_mariska Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:22
            Łojezusmaria... siedzę i płaczę ze śmiechu :) Genialnie połączyłaś w całość
            wszystkie pomysły, które tu padły. Styl świetny - lekki i dowciapny, mnóstwo
            przemyconej wiedzy. I jeszcze ten chomik na koniec... Leżę u stóp i składam
            pokłony :)
            • effuniak Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 11:50
              Swietne lekkie i edukacyjne :)
              Gratuluję
          • charm Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 12:05
            Świetne... leżę i kwiczę, i omal nie oplułam monitora barszczem (a zapewne
            paskudnie by się to zmywało...) ;)

            Nie mogę się doczekać całej książki ;)
            • swierszczowa1 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 12:08
              Boskie!!!
          • lady_t Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 12:22
            Jak dla mnie boskie! :))))

            Choć przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie tego w political fiction, raczej
            może w jakimś pamiętniku autorstwa polskiego "Bridget Jonesa". ;)

            (Po chwili refleksji) Kurde, to chyba jednak nie jest zabawne. Za każdym razem
            jak wchodzę do jakiegoś "zwykłego" bieliźnianego przybytku, to wciskają mi
            właśnie "zajebiście wielkie A" ewentualnie "ogromne B".

            Kończę marudzić i kwiczę dalej ;)))
          • fiamma75 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 12:38
            Cudne!
          • maith Tekst 13.10.08, 15:12
            Ok, a możesz wyrzucić to "cały kraj to wielkie Gie"? Żeby nie tworzyć skojarzeń
            w rodzaju "miseczka Gie jak..."?
            I przy awanturze ze sprzedawczynią może dałoby się zmienić odrobinkę na
            "Żeby szef widział, jak na nią skoczyła ta sprzedawczyni! Mało JEJ oczu nie
            wydrapałA!".
            • maith Re: Tekst 13.10.08, 15:13
              A! I chomik świetny :)
            • nomina Re: Tekst 13.10.08, 16:29
              Ok, poprawki ze sprzedawczynią wchodzą. Ale gie - mnie się to gie Kasicy podobało...
              • ucayali Re: Tekst 13.10.08, 17:06
                ...moja sugestia: może warto dodać krótki dialog odnośnie "Ha ha", bo
                niezorientowane osoby mogą stwierdzić, że asystent rzeczywiście się naśmiewa ;)
                - napisała ucayali, jednocześnie wycierając rękawem łzy śmiechu po przeczytaniu
                całości.
                • velika Re: Tekst 13.10.08, 18:19
                  Super, bardzo mi się podoba:) Popłakałam się ze śmiechu;D Nie tak to sobie
                  wyobrażałam, ale wyszło naprawdę fantastycznie:D
          • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 20:06
            Nomina, prawie się posikałam! Flak z krakowskiej w ogórkiem w środku zwalił mnie
            z krzesła, a chomik to jest po prostu wisienka!!!!
            Masz Ty aby dobrego redaktora? Pewnie masz.
            Wywal to "nasz bohater", bo zgrzyta.

            A Kowalski, jak Baśka zajrzy do szuflady, będzie miał prze-rą-ba-ne:D
            • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 20:38
              A widzisz, Sineiro, nie mogę wywalić "naszego bohatera". Tak (zawsze w
              ironicznym lub ośmieszającym kontekście) nazywał go narrator w pierwszej części,
              tzn. w "Plagiacie" (druga to "Replika") i teraz dla żartu trzymam się tej
              konwencji. To jest jedna z rzeczy, która pozostanie niejasna, jeśli nie zna się
              pierwszej części cyklu :).
              A z chomikiem - cóż, czytelnicy nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Chomika
              wymyśliłam w ostatniej chwili przed wklejeniem tekstu tutaj i do głowy by mi
              przyszło, że zostanie ulubioną postacią :P.
            • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 20:42
              Jeszcze mi się nasuwa jeden kawałek. Niekoniecznie stanikowy. No, może dwa.
              Króciutkie.
              Pisałaś, że Ewa chce się wkręcić na asystentkę, a że poseł ma już asystenta,
              tedy być może jestestwem jego targają jednakowoż wątpliwości?
              Takie na przykład:

              Coś tam jej mgliście obiecał, nie mógł przecież odmówić, nie jej, nie takiej
              kobiecie! Ale sprawa nie była taka prosta. Miał już przecież asystenta.
              Protegowany braciszka, kurnasz jego mać. Fakt, szczyl był bystry, pracowity jak
              mrówka i ogólnie bardzo przydatny, ale... Mało reprezentacyjny. Ani szczególnie
              przystojny, ani umięśniony, ani groźny z gęby. Zwykły taki. No i to nazwisko! Aż
              wstyd było go przedstawiać w lepszym towarzystwie.

              No a dokonanie zakupu wymaga jego wręczenia. Nie wiem, czy scenka miałaby
              dotyczyć posła i Ewy, czy Kowalskiego i Baśki, ale widzę coś takiego:

              Zasłonięcie oczu opaską wywołało falę pisków i nieszczerych protestów. Próbowała
              podglądać, ale był nieugięty. Niespodzianka to niespodzianka! Kiedy odwijał
              cudeńko z cienkiej, wściekle szeleszczącej bibułki, podskakiwała z podniecenia
              jak mała dziewczynka.
              - A teraz się nachyl - polecił, mając świeżo w pamięci internetowe porady na
              temat zakładania biustonosza.
              - O ty świntuszku! Co ci przyszło do głowy, prosiaczku paskudny?
              - Ciicho! - syknął, może trochę za ostro, ale akurat walczył z oporną haftką. Co
              za kretyn pakował to cholerstwo? Musiał koniecznie to zapinać? Wreszcie pokonał
              opór materii i wsunął gumki na wyciągnięte ramiona zniecierpliwionej kobiety.
              - Będziesz mnie wiązać? - zakwiliła pytająco, ale zaraz zorientowała się, w czym
              rzecz i próbowała przejąć inicjatywę, sięgając wyrobionym gestem za plecy.
              - Ła... Tfu, rączki przy sobie, JA to zrobię PRAWIDŁOWO! - dumnie rzucił Pan i
              Władca, po czym wziął się za wygarnianie piersi do miseczek. - Wyprostuj się -
              polecił wreszcie, czując, jak zaciska mu się gardło. Nadchodziła chwila prawdy.
              Trafił? Nie trafił? Będą bułki czy nie?
              Przez dłuższą chwilę napawał się efektem. To było genialne. ON był genialny! Ten
              stanik był genialny. Ten BIUST był genialny!
              • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 21:01
                A, nie, koncepcja trochę się zmieniła. Odkąd jest Kowalski, Ewa to córka
                koleżanki ze szkoły (której nasz bohater ;) wprawdzie wcale nie pamięta, ale
                odegra ona potem istotną rolę). Córka poznana na spotkaniu zorganizowanym przez
                dawnego przewodniczącego klasy (z podstawówki), zbierającego dawnych kolegów na
                portalu Stara Buda.

                Drugi tekst: ta sama refleksja - tekst ok, ale wątek zacznie dominować mi
                rozdział i sprawiać wrażenie reklamy czy wykładu. Ja bym poprzestała na tym, co
                jest, tym bardziej że robimy przeskok do pewnej sytuacji, której jeszcze nie
                opisałam, a która będzie działa się w sejmie (też zmiana koncepcji).
                • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 21:43
                  Znaczy się córka nie będzie asystentką?
                  Ech, to ja już nic nie wymyślam:(
                  Co do dominowania wątku - przecież wcale nie musisz wtykać tego wszystkiego do
                  jednego rozdziału! Wydaje mi się, że poszukiwanie informacji o stanikach powinno
                  być jak najbardziej oddalone od robienia zakupów. No wiesz, Kowalski przecież
                  nic nie kupił! Zanim się wezmą za zakupu internetowe, nastąpi jakieś małe
                  trzęsienie ziemi i cycki wylecą im z głowy. Potem chwila uspokojenia i powrót do
                  tematu. Zakup dokonany i znowu trzęsienie ziemi. I wściekłość, że trzeba
                  załatwiać, jeździć i knuć politycznie, a nie ma czasu się zająć "naprawdę ważną"
                  sprawą. W międzyczasie może się wiele wydarzyć, a zakładanie stanika może mieć
                  miejsce w kolejnej chwili pozornego spokoju, między jednym "bum" a drugim.

                  Oczywiście, to tylko takie moje luźne propozycje;)
                  • kasica_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 22:53
                    Bardzo mi się podobają sugestie sineiry :) Tzn. żeby nie robić jednego długiego,
                    stanikowego bloku. Bo powiem szczerze, że mnie ten fragment stanikologiczny
                    wydał się za długi na to, by podtrzymać zainteresowanie czytelnika tematem i nie
                    budzić przy tym zdziwienia (politikal fikszyn, a tu o stanikach bite trzy
                    strony, co to jest?).

                    I jeszcze mała uwaga redaktorska: moim zdaniem za dużo nawiasów.
                    • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 13.10.08, 23:17
                      No nie wiem - dla mnie to daje właśnie efekt (nie trzy strony, "troszku więcej"
                      :) - taki wpleciony wątek, raz a dobrze.
                      Może inaczej - za jakiś czas wkleję jakiś jeden czy drugi "pozastanikowy"
                      fragment, żebyście zobaczyły, o co mi chodzi. Bo książka w zamyśle jest o czymś
                      innym, ale pomyślałam o tym "dydaktycznym smrodku", jak zobaczyłam w jakiejś
                      babskiej gazecie wywiad ze Starowieyskim, który narzekał, że nie wiadomo
                      dlaczego, ale większość kobiet, nawet szczupłych i zgrabnych, ma nieapetyczne
                      wałki tłuszczu pod pachami(!), a jak się rozbiorą do naga, to są piękne i
                      zgrabne. No, skoro znawca kobiecego ciała nie wie, skąd te bułki, to jest źle,
                      nie? I jeszcze mówi o tym w babskiej gazecie, a dziennikarka - kobieta i
                      pracownica kobiecej prasy - przytakuje jak cielątko.
                      I stąd wziął się pomysł na wtręt. Ale nie mogę zasypać wtrętami całości, bo - z
                      całym szacunkiem dla MISJI - to nie ten tekst. I tak cieszę się, że nie
                      uznałyście tego za parodię, która nie chwyci.

                      Kasico, nawiasów i zdań pokrętnie złożonych będę broniła jak niepodległości!
                      Abstrakcyjnych metafor takoż. To jest parodia i styl językowy jest dostosowany
                      do klimatu. Czyli pokręcony.
                      • czarnaa_iness 3 małe uwagi które mi się nasunęły:) 14.10.08, 10:50
                        1) na początku piszesz "w sejmie wrzało" - wtedy oczyma wyobraźni byłam na sali sejmowej i tam widziałam siedzącego bohatera. potem nagle okazuje się, że poseł siedzi w swoim gabinecie. dla mnie to był przeskok, zgrzyt. może warto by na początku zaznaczyć że wrzało "na korytarzach sejmu" czy "w sejmowych gabinetach"?
                        2) "szukaj, jak kupić kobicie dobry cyckonosz – polecił ten ostatni, siląc się na nonszalancję" - wychodzi na to że cyckonosz ożył;)
                        3) a propos tego "Ha Ha!" - może by to zapisać inaczej, np. HH? H-H? tak żeby potencjalny czytelnik domyślił się że to rozmiar (chyba nic o podwójnych literkach wcześniej nie wspominałaś..?). A fonetycznie
                        nadal będzie to samo.
                        • nomina Re: 3 małe uwagi które mi się nasunęły:) 14.10.08, 16:40
                          Ad. 1 - tak, tam jest jeszcze niedopracowane, będzie lepiej :).

                          Ad. 2 - raczej nie - uważam, że to jest odniesienie do poprzedniego zdania z
                          narracji, tj. asystent pojawia się u "naszego bohatera". Sformułowanie o
                          cyckonoszu to fragment dialogu, dialog nie jest na jednym poziomie
                          składniowo-semantycznym z narracją. Tak sądzę :).

                          Ad. 3 - i tak było, ale pomyślałam, że dla niewtajemniczonych może to być
                          niejasne (ktoś może przeczytać "hy, hy" :) zamiast "ha, ha" i efekt
                          dwuznaczności zaniknie), więc zmieniłam. Ale mogę przywrócić. O tym wyjaśnieniu
                          też myślałam, wtrącę.

                          Dzięki :).
                          • ganbaja Re: 3 małe uwagi które mi się nasunęły:) 14.10.08, 17:09
                            To ja bym w ogóle zrezygnowała z podwójnej literki bo wprowadza to zamieszanie
                            dla nieznających się na brytyjskiej rozmiarówce. Lepiej podac jakiś niespotykany
                            w polskich sklepach rozmiar, np. J albo K.
                            • nomina Re: 3 małe uwagi które mi się nasunęły:) 14.10.08, 17:17
                              Ale wtedy przepadnie gra słów :(
                              • alanta1 Re: 3 małe uwagi które mi się nasunęły:) 14.10.08, 19:36
                                To moze tak:

                                "- A swoją żonę mierzyłeś? – zainteresował się.
                                - No! – potwierdził dumnie Kowalski z głębi sekretariatu.
                                - I jaki rozmiar ?
                                - Ha-Ha!"

                                I nie wyrzucaj "Gie", jest świetne :) Nie kojarzy się z rozmiarem, ale odwraca
                                uwagę od staników i kieruje chwilowo na politykę :)
                      • kasica_k Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 14.10.08, 18:42
                        nomina napisał(a):
                        > Kasico, nawiasów i zdań pokrętnie złożonych będę broniła jak niepodległości!
                        > Abstrakcyjnych metafor takoż. To jest parodia i styl językowy jest dostosowany
                        > do klimatu. Czyli pokręcony.

                        Nadmiar nawiasów tnie tekst i źle się czyta. Każdy redaktor Ci to powie :) I nie
                        osiągniesz w ten sposób efektu złożoności, tylko, hm, pewnej nieudolności
                        stylistycznej raczej, chyba że zamierzasz w ten sposób parodiować zły styl. Nie
                        mam natomiast nic przeciwko zdaniom złożonym, nawet bardzo wielokrotnie :)
                        • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 14.10.08, 19:54
                          Kiedy to właśnie nawias porządkuje zdania bardzo złożone. Tak przynajmniej
                          twierdziły stare szkoły gramatyczne :).

                          A co do redaktorów - zaczynam się obawiać, że wymierają osoby, które miały
                          odmiany stylowe na zajęciach. Jak patrzę na perypetie z redaktorkami znajomych
                          pisarek (o, tę składnie też by mi zjechały ;P), aż mi żal... Z jednej strony
                          kładzie się nacisk na puszczanie rzeczy zbyt błahych stylistycznie, z drugiej -
                          każda zabawa stylem zostaje zmasakrowana :(. Sama tego doświadczyłam, choć nie
                          od redaktorek, tylko czytelniczki, na przykładzie powieści historycznej, która
                          jest parodią - i jako parodia sarmatyzmu ;) jest pisana makaronizowaną,
                          przesadnie "barokową" składnią, co na pierwszy rzut oka jest szokiem. A przecież
                          inaczej "makaronizuje" się w powieści szlacheckiej, inaczej zapisuje słowotokową
                          (o)powieść koleżanki, inaczej pseudonaukowy bełkot. Ej, Szczypiorski z "Bramami
                          raju" przepadłby dzisiaj :P.
                          • sineira Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 14.10.08, 21:55
                            > A co do redaktorów - zaczynam się obawiać, że wymierają osoby,
                            > które miały odmiany stylowe na zajęciach.
                            Brutalnie powiem, że te żyjące pewnie i miały, ale tylko w teorii. Żeby naprawdę
                            czuć ten temat trzeba być - tak po prostu - mocno oczytanym. I to nie tylko w
                            rozmaitych Grocholach czy innych Masłowskich. Brzydko generalizując, humaniści
                            przeważnie ograniczają się do tzw. głównego nurtu, napawając się tym, co akurat
                            modne i co "autorytety" uznały za lekturę obowiązkową. Od kogoś, kto na co dzień
                            czyta bełkotliwe strumienie świadomości, natchnione monologi części intymnych i
                            pijackie wynurzenia, trudno oczekiwać wyczucia stylu.
                            Ty się ciesz, że w ogóle MASZ redaktora. Sądząc z jakości wydawanych teraz
                            pozycji, jest to zawód na wymarciu i zbędny wydatek dla wydawnictwa. Jak, do
                            cholery jasnej, można w powieści "puścić" błędy ortograficzne? No jak?
                            To mówię ja, inżynier;)
                            • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 14.10.08, 22:40
                              Biję się w piersi - we własnej książce puściłam ortografa, i to tak debilnego,
                              że do dziś płonę ze wstydu.
                              Natomiast zgadzam się z Tobą w kwestii oczytania. I powiem więcej: zauważam
                              ostatnio, że tak zwani ścisłowcy wcale nie gorzej radzą sobie z ortografią (niż
                              korektorzy po polonistyce).
                              • turzyca Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 27.11.08, 19:15
                                Wez Ty nic nie mow o poziomie na polonistyce - poszlam na zajecia na
                                polonistyke, bo te ktore byly przeznaczone dla mojego kierunku nie pasowaly mi
                                do planu. Bardzo sie postaralam, zeby mi nie pasowaly do planu, odkad podczas
                                proby zaliczenia ich ze starszym rokiem odkrylam, ze wg pana prowadzacego
                                istnieje cos takiego jak "szezląg" - odjal mi punkt za moj "szezlong", bo sie
                                bezmyslnie przyznalam, ze nie sprawdzilam w slowniku. Na polonistyce
                                przynajmniej prowadzaca byla sensowna, ale fakt, ze przyszlam z zewnatrz, nie
                                uczylam sie za bardzo, bo mi nie po drodze bylo, i dostalam jedyny celujacy w
                                grupie, o czyms swiadczy.
                                Powinnismy wrocic do elitarnosci wyksztalcenia...
                                • nomina Poloniści - OT 27.11.08, 19:58
                                  Moja koleżanka załamała się, gdy jej studentka, będąca na IV roku, oddała pracę,
                                  w której napisała słowo "krulewna".

                                  Innym problemem jest pseudoangielska ortografia i interpunkcja. Nawet korektorzy
                                  (a tłumacze to już nagminnie) mieszają polski zapis z angielskim.
                            • tfu.tfu Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 27.11.08, 20:00
                              ta, kiedyś do wydawnictwa, dla którego tłumaczyłam, napisała "redaktorka" mejla
                              i w 1 zdaniu walnęła: "ktury"
                              napisałam do właściciela, że jak owa "redaktorka" ma potem zepsuć to, co ja
                              robię, to ja dziękuję bardzo i idę precz i won ;)
                          • klymenystra Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 27.11.08, 18:54
                            Andrzejewski...
    • nomina Sineira, jestem zazdrosna! 27.11.08, 17:18
      Piszę tutaj, żeby wszyscy wiedzieli, jak wielką autorką jest Sineira. Mój
      korektor - zaznaczam: MĘŻCZYZNA! i znam go prawie piętnaście lat , był moim
      promotorem, co chyba do czegoś zobowiązuje :P - uznał scenę z biustonoszem za
      najlepszą z całej książki. Poczułam się zazdrosna ;).
      • tfu.tfu Dziewczyny! 27.11.08, 20:02
        jesteście BOSKIE!!
      • maith Re: Sineira 28.11.08, 23:39
        Sineira, czytasz to?
        Pamiętaj, że do wydania tego co piszesz potrzebny jest tylko 1 sensowny
        redaktor. A jeden się na pewno znajdzie :)
    • malagracja Ja bym byla za poradnikiem :D 27.11.08, 20:27
      • nomina Re: Ja bym byla za poradnikiem :D 28.11.08, 20:47
        Za późno :D. Tekst beletrystyczny lada dzień idzie do druku. Uwzględnimy uwagi
        koleżanki w następnych edycjach ;).
    • lillyannee Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 27.11.08, 20:48
      przywędrowałam z siostrzanego lobby małobiuściastych, przejrzałam
      wątek, przeczytałam fragmenty książki - genialne!!
      jednak nie znalazłam informacji o nazwisku autorki i tytule
      powieści:> a bez nich dotarcie do książki może być ciężkie. będę
      wdzięczna za informację:)
      • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 28.11.08, 20:48
        Napisz do mnie na priv (tylko nie na gazeta.pl), nie chcę zostać posądzona o
        reklamę, na którą nie mam (jeszcze?) zgody.
        • evaherzigova Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 00:00
          Wystarczy zajrzeć na stronę wydawnictwa :) W zakładce "autorzy" jest twórca, sztuk jeden ;)
          • nisiaczek28 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 00:28
            Naprawdę fajnie to wyszło :) Już nie mogę doczekać się książki, chyba w
            poniedziałek pognam do księgarni po część pierwszą...
            • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 15:03
              Dzięki :).
              Nie gnaj do księgarni, bo przepłacisz. Ja tu pracuję nad promocją, coby do
              części pierwszej dokładać tę biuściastą w prezencie...
              • nikusz Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 19:04
                o, to by było genialnie, ale jak się nie da, to i tak zamówię przez waszą
                stronkę. nomina, znasz już cykl wydawniczy? da się wycelować z zamówieniem jakoś
                tak, żeby przesyłka dotarła przed Sylwestrem? a jak nie, to czy da się zamówić
                za granicę?????
                • nikusz Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 19:07
                  a jeśli ci się uda z tą promocją, to zamówie dwa komplety i jeden zaniosę tu do
                  biblioteki, o!
                  i dawno się tak nie uśmiałam, jak podczas czytania tego wątku
                • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 29.11.08, 19:48
                  Jak to zwykle bywa - mam dwa tygodnie poślizgu :(. Książka miała być gotowa na
                  poniedziałek, będzie chyba na połowę grudnia. Ja wysyłam zawsze priorytetem, ale
                  w połowie grudnia nie liczyłabym chyba na sprawność przedświąteczną poczty.
                  Chyba że jakieś zbiorowe zamówienie i kurier ;).
                  • nikusz Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 30.11.08, 11:56
                    a wysłałabyś za granicę w takim razie? bo jak nie dojdzie, póki będę w PL, to
                    się przecież zapłaczę... a na stronie nie ma takiej opcji :(
                    • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 30.11.08, 12:26
                      Nie ma sprawy.
                      • eve729 Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 25.12.08, 14:26
                        Według mnie to jest świetny pomysł. Na pewno wiele kobiet przez to się "nawróci" :D
                        • nomina Re: Lobbowanie w książce - warto, Waszym zdaniem? 25.12.08, 21:18
                          Dzięki, Eve, ciąg dalszy, czyli gotowa książka, jest tu:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32203&w=88183839
Inne wątki na temat:
Pełna wersja