Koniec kompleksów!

02.02.09, 19:12
Masz kompleksy z powodu swojego biustu?

Przeczytaj ten wątek, a dowiesz się, że niektóre problemy da się łatwo
zniwelować, a inne tak naprawdę wcale nie istnieją :)

Dziewczyny - tu piszemy, jak pozbyłyśmy się kompleksów, przeklejamy te
wszystkie mądre, przydatne wypowiedzi, które nasze forumki pisały nowym,
jeszcze zakompleksionym osobom w odpowiedzi na ich pytania i smutki i wrzucamy
przydatne linki.

I ten wątek będziemy mogły w całości podlinkowywać potrzebującym :)
    • kk345 Re: Koniec kompleksów! 02.02.09, 19:50
      Maith, koniecznie przeklej tu wypowiedź semele2:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32203&w=90683514&a=90692446
    • maith Ile widziałaś prawdziwych biustów? 02.02.09, 19:52
      Jak wszyscy naoglądałaś się efektów fotoszopa. Musisz przejść detoks;) Oto galeria prawdziwych biustów:
      www.007b.com/breast_gallery.php
    • madzioreck Przeklejony post Mahedy 02.02.09, 19:52
      Czytałam go w kółko, kiedy nie mogłam uwierzyć, że coś może się poprawić :)

      ZAMIAST WSTĘPU
      ~~~~~~~~~~~~~~
      Jak sobie pomyślę, że - gdy byłam młodym 23letnim dziewczęciem - na luźno
      mierzoną skórę pod biustem 82 cm kupowałam 80tki... to mnie szlag trafia.
      Oczywiście wszystko mi podjeżdżało, 80E było największym wtedy rozmiarem w
      salonach (i tak za małym na moje 102 w biuście), a 85 wiedziałam, że już musowo
      będzie za luźne.
      Już wtedy czułam się gruba i nieatrakcyjna.

      PRZEDTEM
      ~~~~~~~~
      Przed "oświeceniem" miałam 87 cm pod biustem, 120 w biuście, panie w Triumphie
      proponowały mi 90E, ew. 95E...
      Pani w BOŚu w Krakowie zaproponowała mi 85F, bo akurat miała większe miski. Nie
      muszę mówić chyba, jak w tym wszystkim wyglądałam. Obwody 90 i 95 po pewnym
      czasie zaczęłam zawiązywać na węzełki, żeby chociaż trochę mnie trzymały. Każde
      podbiegnięcie gdziekolwiek nie obywało się bez koniecznego trzymania biustu, bo
      bez trzymania bujał się luźno i radośnie na wszelkie możliwe strony. Gładką
      linię ramion zaburzały dwa rooowy, które pod koniec dnia były bardzo czerwone i
      bardzo obolałe. O bolącym non-stop kręgosłupie nawet wspominać nie będę -
      KOSZMAR. Powoli zaczynałam marzyć o wycięciu sobie połowy w ogóle wszystkiego,
      od byłego przerośniętego biustu poczynając.
      Byłego - bo to, co nosiłam na klatce piersiowej, nie przypominało biustu, może
      tylko w ogólnym zarysie.
      Miałam na klatce piersiowej dwa lejące się, płaskie wory, zaczynające się -
      owszem, w okolicach mostka, blisko siebie, idące w dół w miarę łukiem do
      brodawek, które "celowały" pionowo w dół, a następnie linią prostą kończące się
      gdzieś w okolicach łopatek, w miejscu bliżej nieokreślonym. Naprawdę wyglądałam
      wstrętnie, nie mogłam się na siebie patrzeć, wydawało mi się, że jestem czymś w
      rodzaju potwora.

      TERAZ
      ~~~~~
      Od około roku noszę nieźle dobrane staniki.
      Wrażenie pierwsze - od pierwszego nieźle dobranego stanika - ale wysoko mam
      biust w tym staniku!
      Wrażenie drugie - KURCZAKI! Mogę BIEGAĆ!
      Opinie osób z zewnątrz "Rany boskie, jak Ty schudłaś!!! Ty... przepraszam, że
      pytam.. ale lifting piersi robiłaś?"
      Dołączyłam do stanika od czasu do czasu masaże - ale darowałam sobie je, bo mam
      wrażenie, że mi się naciąga skóra, mimo kremu nawilżającego. Może masaż w
      pozycji leżącej miałby więcej sensu? Robiony przez osobę drugą? Nie wiem.
      Robię sobie prysznic zimną wodą, noszę od kilku tygodni jakiś stanik non-stop,
      również do spania.
      Generalnie - mój biust przypomina w końcu biust.
      Brodawki "patrzą" do przodu, biust mam _znacznie_ wyżej, jest jędrniejszy,
      bardziej zwarty, jeszcze trochę, a będę sobie mogła pozwolić na staniki
      niskozabudowane ;)
      Aha - i co śmieszniejsze - mój biust wygląda na MNIEJSZY, niż w tych
      źledobranych stanikach.
      • maheda To ja dodam jeszcze tylko 03.02.09, 14:56
        że mogę sobie już pozwolić na half-cupy.
        Obwód w biuście cały czas ten sam, ale biust całkowicie inny.
        :D
    • maith Wspaniały tekst Semele2 o wychodzeniu z kompleksów 02.02.09, 19:55
      Wspaniały tekst Semele2 o wychodzeniu z kompleksów:

      Jestem mniej więcej w Twoim wieku (mam 21 lat) i jestem bardzo biuściasta. Te
      cyferki na górze sygnatury to wymiary - powinnam prawidłowo nosić nieistniejące
      65L brytyjskie. Też swoje się komentarzy okołobiustowych nasłuchałam, znam uroki
      bycia "największym biustem w klasie", w zasadzie tego typu cyrki skończyły się
      dopiero na studiach. Miałam o tyle lepiej, że moje mama jest biuściasta i nie
      dziwiło jej, że też mam duże piersi (chociaż jak w wieku kilkunastu lat zaczęłam
      mieć większe od niej, to miałam na tym tle potężny kompleks - nie z jej winy, po
      prostu sama sobie gdzieś ubzdurałam, że powyżej mamy to już "za duże"). Nie
      znaczy to, że umiała mi dobrać stanik. Chodziłam w rozmiarach koszmarnych i
      niepodtrzymujących, mam rozstępy na biuście mniej więcej od 12-13 roku życia
      (pamiętam, że mniej więcej w tym wieku jakaś "życzliwa" pielęgniarka na
      szczepieniu mi podszepnęła, że jak się odchudzę, to mi to zniknie). Grawitacja
      też zrobiła swoje.

      Rok temu trafiłam na lobby z naprawdę niefajną kondycją biustu. Ale ten rozmiar,
      który mi dziewczyny dobrały, to jest akurat jedna z pomniejszych rzeczy, jakie
      zyskałam. Najważniejsze jest to, co lobbystki wbiły mi do głowy. Że piersi nie
      dzielą się na ładne i brzydkie, tylko na dobrze i źle ubrane. Zaczęło się
      skromnie, na początku dobre staniki kupiły mnie przede wszystkim tym, że nic mi
      nie będzie górą wypadać (nie cierpię tego jak zarazy) i że będę mogła dobiec do
      autobusu, trzymając w jednej ręce torebkę, a drugiej parasol.

      Gdzieś tak po 8-10 miesiącach nagle się okazało, że piersi mi się "zbiły w
      sobie". Pewnie, że nie wyglądają jak silikony. Ale są dużo bardziej jędrne, już
      się nie da ich upchnąć do złego stanika, bo są mniej plastyczne i po prostu
      sobie na to nie pozwolą. A tylko zmieniłam rozmiar, nie bawiłam się w żadne
      ćwiczenia, masaże, kremy i tym podobne cuda.

      Piszę to, żeby Ci pokazać, że się da. Że masz młodą skórę, która stosunkowo
      szybko dojdzie do niezłej kondycji i Twój biust będzie wyglądał lepiej nie tylko
      w staniku, ale też nago.

      Z drugiej strony - Twój problem nie jest w biuście tylko w głowie. Zmiana
      rozmiaru i nowe ciuchy mogą być dla Ciebie bodźcem, takim dobrym pretekstem,
      żeby zacząć zmieniać myślenie. Albo sobie wbijesz do głowy, że sama z siebie
      jesteś piękna i seksowna, a ubrania służą co najwyżej podkreśleniu Twoich
      największych zalet, albo żaden stanik Ci nie pomoże.

      Jesteś dorosła. Kiedy chodziłaś do szkoły, pojawienie się biustu było swego
      rodzaju sensacją dla otaczających Cię szczeniaków, bo Twoja figura różniła się
      od figur rówieśniczek. W Twoim wieku fakt samego posiadania biustu nie jest już
      żadną sensacją. Uwierz, nikt, absolutnie nikt nie zauważa, że masz nie taki
      biust, jak powinnaś. Ewentualnie mogłaby to wychwycić bra-fitterka albo mocno
      zaangażowana lobbystka, ale to wynika z tego, że one po prostu mają już pewne
      odruchy i wślepieją się w biusty kobiet, z którymi rozmawiają ;). 99% ludzi, z
      którymi się stykasz, nie wie, jaki masz biust, bo w ogóle Ci nie patrzą na
      klatkę piersiową. Oni widzą dwie rzeczy: że nie czujesz się atrakcyjna i że masz
      trochę "szerszą" sylwetkę, niż realnie. Jeszcze się nie spotkałam z przypadkiem,
      żeby po zmianie rozmiaru stanika jakaś kobieta usłyszała, że jej się biust
      uniósł czy poprawił. Wszystkie w czambuł słyszą: "schudłaś". Kształt sylwetki
      można poprawić stanikiem, ale jeśli nie zmienisz myślenia, to jestem gotowa się
      założyć o duże pieniądze, że bardzo szybko znajdziesz sobie inną część ciała,
      którą równie serdecznie znienawidzisz.
    • madzioreck Re: Koniec kompleksów! 02.02.09, 20:07
      Mój rozmiar to 32JJ. Przed "uświadomieniem", zanim znalazłam Lobby, nosiłam 85F.
      W kompleksy wpędzały mnie panie z bieliźniaków, tekstami, taaakich rozmiarów jak
      mój się nie produkuje, głupie hasła kolegów i całkiem obcych chłopaków w szkole
      podstawowej i średniej, kiedy na cały korytarz wykrzykiwali takie różne... W
      końcu byłam załamana, bo w wieku 17 lat mój biust w żaden sposób nie chciał
      stać, tylko zwisał smętnie, a koleżanki miały jędrne, zgrabne piersi i mogły
      biegać bez staników.
      Kilka lat się pozałamywałam, że mój biust jest taki be, ale słyszałam też
      komplementy, i od facetów, i od kobiet. Aż w końcu, któregoś dnia doszłam do
      wniosku, a raczej sama skutecznie zaczęłam się pocieszać, że nie można
      najwyraźniej mieć wszystkiego: jedne mają piękny mały jędrny biust, inne piękny
      jedni mało jędrny, ale za to lżejszy od dużego biust, a jeszcze inne jak ja mają
      piękny, duży, ale obwisający biust.
      A potem znalazłam Lobby i okazało się, że mój biust jest normalny, że praw
      fizyki się nie zmieni, ale że mogę kupić sobie stanik w prawidłowym rozmiarze i
      w ten sposób sprawić, aby mój biust był jeszcze piękniejszy :)
    • agafka88 Przeklejony - efka454 02.02.09, 22:00
      przepraszam za prostotę wypowiedzi, ale głupie jesteście. Młode i głupie, bo nie
      macie większych zmartwień niż 5kg nadwagi :P
      Ja jestem prosta kobita ;) studiów nie kończyłam, prosto po maturze poszłam do
      pracy jako "biurwa", przepraszam teraz to się sekretarka nazywa. I jak już tak
      się tu porównujecie, to proszę bardzo: mam 158cm wzrostu i ważę coś koło 85kg
      (nie wiem dokładnie ile, bo ostatnio to się ważyłam chyba z 10 lat temu). Noszę
      ubrania w rozmiarze 46/48 - dół i 48/50 - góra.
      Tak wyglądam:
      fotoforum.gazeta.pl/3,0,1545759,2,1.html
      Jestem piękną, dojrzałą kobietą, świadomą niedoskonałości swojego ciała i
      świadomą, że nigdy nie będę wyższa, gładsza i bez cellulitu (cokolwiek to jest,
      bo jak dla mnie to chwyt reklamowy producentów mazideł do wszystkiego). 55kg to
      ja ważyłam w 2 klasie liceum i to tylko dzięki temu, że najpierw spędziłam 2
      tygodnie na zimowisku w Czechosłowacji (oj dawno to było), gdzie codziennie na
      obiad podawali knedliki, których nie znoszę i nie jadam. A krótko potem miałam
      operację wyrostka, po której też jest się przez jakiś czas na lekkiej diecie.
      I żeby było jasne, nie obżeram się, nie napycham słodyczami i czipsami, w pewnym
      stopniu utrzymuję dietę, bo w ciąży przyplątała mi się cukrzyca ciążowa, którą
      na szczęście udało się opanować bez insuliny, a za pomocą diety właśnie. Moim
      jedynym grzechem jest brak ruchu. Chociaż ostatnio mogę się pochwalić chodzeniem
      na basen. Latem dochodzi rower.
      I jak już tak jesteśmy przy narzekaniu, to jedyne na co mogłabym narzekać to mój
      brzuch: rozciągnięty przez dwie ciąże, przeorany dwoma pionowymi bliznami
      (wyrostek + cesarka), smętnie zwisający, poznaczony rozstępami. I wiecie co mówi
      mój mąż na propozycję operacji plastycznej tego niezbyt pięknego fragmentu
      mojego ciała: chyba żartujesz, to najpiękniejszy brzuch na świecie. Brzuch
      prawdziwej kobiety.

      A teraz pozdrawiam cieplutko i proszę o szeroki uśmiech na twarzach, a sama idę
      zaparzyć sobie dobrej herbatki, właśnie nabyłam czarną fusiastą, z łuskami
      kakaowca, czerwonym pieprzem, cynamonem i chyba bławatkiem. Nazywa się
      "czekolada na gorąco" i pachnie obłędnie, ciekawe jak smakuje... ale to już
      rozważania na stanikowe OT :D
      • siamese67 Re: Przeklejony - efka454 02.02.09, 23:34
        Cudowna wypowiedź.
        Ja mam podobny wzrost i wagę, jestem tylko troszkę mniejsza, o 2 cm i 5 kg. I naprawdę nie przejmuję się tym, jak wyglądam.
        No owszem, chciałabym schudnąć, bo się boję trochę o serce i ryzyko zawału, nowotworów, cukrzycy itp. Zwłaszcza, że w mojej rodzinie pełno tego było, więc geny mam jakie mam.
        Na szczęście gdzieś przeczytałam wyniki badań, że nawet osoby otyłe, ale sprawne i aktywne ruchowo mają lepsze rokowania, niż chudzielcy, którzy wcale się nie ruszają.

        A na razie jestem względnie zdrowa (też podobno miałam mieć cukrzycę, ale jakoś minęła z dietą, oraz astmę i nadciśnienie, które przeszły po rozwodzie), moje 42-letnie ciało mi służy nie najgorzej i kocham je, bo jest moje. Na przykład za to, że mogę bez większego zmęczenia przejść 10-kilometrowy spacerek, dam radę wejść na wysoooooką górę, albo przepłynąć 20 basenów.

        Tak jak effka wiem, że nie będę wyższa, bez cellulitu itp. A za kilkanaście lat to może i uroda mi przejdzie ;-)
        Ale nie przeszkadza mi to czuć się dobrze ze sobą. Lubić siebie za wiele innych rzeczy, niekoniecznie za wygląd. Być osobą szczęśliwą, mimo, że nie mam męża i dzieci.

        A że biust wisi? No to wisi, trudno, będzie wisiał i już, bo taką mam skórę, cienką, wiotką, delikatną, z rozstępami - one się nie zejdą z powrotem, bo część z nich mam już od ponad 30 lat, od samego początku. Taką samą ma mama, miała babcia.

        Ale życie jest naprawdę tak piękne, że nie warto się zamartwiać tym. O wiele ważniejsze jest mieć wokół siebie bliskich ludzi, rodzinę, przyjaciół, znajomych, być dla nich. Mieć pasje, zainteresowania, żyć twórczo. Niekoniecznie musicie pisać wiersze i malować akwarele - można też twórczo piec ciasta i robić przetwory na zimę. Cieszyć się życiem, bo macie tylko jedno. Powtórki nie będzie.
      • maith Re: Przeklejony - efka454 03.02.09, 14:51
        Przypadkiem wypadły 2 odpowiedzi na tekst Efki454, które nie mogą tak sobie
        zniknąć. Zatem Efko :)

        Od La_parisiene:
        "Wiele wzruszających słów już czytałam na naszym forum, ale tak pięknie, prosto
        z serca napisałaś, aż mi się oczy zaszkliły.

        Przepięknie powiedziane :)
        Dziękuję Ci :)***"

        Od Effuniak:
        "Przepiękny wzruszajacy tekst
        Masz super faceta i sama jesteś the best
        :)))"
    • turzyca Stary watek "duzy brzuch? wiszacy biust?... 03.02.09, 16:29
      ... dobre cialo!"

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32203&w=78224949&v=2&s=0
      • kasica_k O tym, że zewsząd słyszymy narzekania na ciało 03.02.09, 17:12
        Z wątku zalinkowanego wyżej przez turzycę fragment wypowiedzi pitupitu10 (o tym, jak jej mama powiedziała o sobie, że ma fajny biust i jak ona sama poczuła się zadowolona z tego powodu):

        -----------------
        Każdy pisze 'akceptuj siebie, uwierz, że jesteś piękna' ale jak często ludzie GŁOŚNO mówią, że kochają swoje ciało? A jak często głośno mówią, że coś im się nie podoba? No właśnie! Narzekamy, narzekamy, a nasze siostry / córki / koleżanki zaczynają (podświadomie) myśleć, że tak trzeba.

        ZADANIE NA DZISIAJ DLA MAM (I NIE TYLKO):

        Zróbcie tak jak moja mama: pozachwycajcie się przy kimś jakąś częścią własnego ciała, bądź nawet jego całością. :)
        -----------------

        A teraz moje zadanie dla tych, którym trudno coś u siebie zaakceptować: Pomyślcie, czy nie jest tak, że ten sposób myślenia w ogromnym stopniu przejmujemy od innych? Że brakuje nam wzorców osób, które same siebie akceptują?

        Gdy sobie to uświadomimy, zobaczymy problem w innym świetle. Bo może się okazać, że myślimy o sobie źle, bo mama, ciocia, siostra i koleżanka też myślą o sobie źle oraz, co gorsza, mówią o sobie źle. A my to słyszymy i nie pomaga nam to w nabraniu przekonania, że można być zadowolonym ze swojego wyglądu, nawet jeśli nie przypominamy lalki Barbie (a żadna z nas nie jest, proszę Pań, z plastiku :).
        • turzyca A to jeszcze mala zabawa ;) 03.02.09, 19:08
          sprobujcie sie nastawic, ze powiecie kazdego dnia trzy komplementy. Moze byc
          wiecej, ale te trzy to koniecznie. Komukolwiek i na jakikolwiek temat, ale wazne
          zeby byly szczere. Nawet obcym osobom. Jak zobaczycie, ze kumpel ma nowa, ladna
          fryzure, to powiedzcie mu to, jak pani w kiosku ma ladna broszke, to powiedzcie
          jej, jesli kolezanka wyglada dzisiaj znakomicie, to niech to uslyszy.
          Wyznaczcie sobie jakis okres probny i jazda!
          Czasem to jest strasznie trudne, szczegolnie jak ma sie podly dzien i chcialoby
          sie wszystkich pozabijac, ale wlasnie o to chodzi, zeby sie postarac i troche
          przemoc.
          Ta zabawa ma dwa cele. Z jednej strony sprawicie wielu osobom mnostwo
          przyjemnosci. I to juz jest mila swiadomosc. Ale drugim celem jest nauczenie sie
          dostrzegania pozytywnych stron roznych zjawisk. Cwiczac na obcych dostrzeganie
          ich dobrych stron, bedzie nam latwiej dostrzec dobre strony w nas samych.
          Jesli drugi cel do Was nie przemawia to skupcie sie na pierwszym, trzy dobre
          uczynki dziennie to calkiem niezly cel. :)
    • turzyca Moja ukochana Kim 03.02.09, 19:11
      Juz gdzies pisalam, ze jak mam czarne mysli i nie moge sama na siebie w lustrze
      patrzec, to ide popatrzec na Kim i staram sie przejac jej filozofie.
      Oto Kim. :)


      PS zwroccie uwage na barierke. :)
    • hipciorra Re: Koniec kompleksów! 04.02.09, 11:17
      Coś zdecydowanie antykompleksowego :-)
      img10.imageshack.us/img10/796/lalkasn1.png
Inne wątki na temat:
Pełna wersja