maheda
04.08.09, 13:20
Pracując ostatnio trochę dłużej, niż zazwyczaj, z drugiej strony wieszaka,
miałam okazję zaobserwować, jakiego rodzaju klientki przychodzą do sklepów z
bielizną.
Oczywiście, przychodzi cała masa pań po 75B, po 80D, po 85C. To jasne.
Przychodzi też masa pań, które przez ostatnie lata chodziły w jakiejś tam
marce, czują się w niej świetnie, i przychodzą wyłącznie po to, żeby
sprawdzić, jak leżą inne marki po to, żeby z najwyższą satysfakcją stwierdzić,
że jednak ta marka, którą nosiły dotąd, jest najlepsza - mimo, że na przykład
nie zapewnia takiego podtrzymania, jak któraś z nowo mierzonych.
Wśród pań kompletnie niezorientowanych, jaki rozmiar (około) powinny nosić, są
zarówno te, które za chińskiego boga nie zmienią noszonych marek i rozmiarów,
jak i te, które chętnie zobaczą, jakie są inne propozycje wciąż rozwijającego
się rynku i są skłonne zmienić rozmiar noszonych staników.
Tyle (w tym poście) o paniach, które przychodzą do sklepu z szeroką
rozmiarówką, pytając o swój "dotychczasowy standardowy rozmiar stanika".
Chcę raczej tutaj napisać o kobietach, które świetnie znają już teorię, a
nieraz praktyczną stronę "stanikologii stosowanej" i przychodzą w nieźle albo
i bardzo dobrze dobranych stanikach.
Wśród nich bowiem da się zauważyć podział na lobbystki oraz lobbówki.
Lobbystka to osoba, która przychodzi do sklepu, żeby rozejrzeć się w
rozmiarówce, w cenach, z ciekawością patrząc na personel, zagadując,
przymierzając jakieś staniki, które ją zaciekawiły, a w razie czego dyskutując
z personelem sklepu na różne tematy, o ile personel nie próbuje właśnie się
rozdwoić.
Z lobbystkami personel zresztą chętnie rozmawia, jak ze znakomitą większością
wszystkich klientek.
Lobbówka zachowuje się całkiem inaczej i widać ją często już prawie od progu.
Lobbówka rzadko się uśmiecha, przeważnie patrzy z olbrzymią uwagą na twarze i
ręce personelu, rejestrując najmniejsze potknięcie i pomyłkę.
Lobbówka nie mówi, co jej nie pasuje. W ogóle prawie się nie odzywa, bo
przecież nie przyszła po to, żeby "sobie zrobić dobrze", tylko po to, żeby
"komuś zrobić źle". Lobbówka wszystko wie lepiej, patrzy na głupi personel z góry.
Dziewczyny boją się lobbówek jak ognia i powiem szczerze, że wcale się im nie
dziwię! Sama po obsłużeniu kilku takich osób zaczęłam odczuwać dyskomfort
psychiczny, widząc kolejną taką osobę w drzwiach sklepu.
Podam przykład zachowania się lobbówki.
Jedna kiedyś szukała brytyjczyków w rozmiarze 70F-70FF. Jak jej zaproponowałam
przymierzenie Dalii 70F, względnie 70G, to dostałam głośny ochrzan pogardliwym
tonem (sugerującym, że na bieliźnie, to się, psze pani, trzeba ZNAĆ, jak się
chce ją sprzedawać, a lobbówka otóż po
prostu POSIADAŁA WIEDZĘ, w odróżnieniu ode mnie), że POLSKIE firmy, to szyją
staniki tak, że brytyjskiemu 32FF odpowiada polskie 70H, a ze względu na
rozciągliwość obwodu, to zapewne musiałaby szukać 65J albo i 60L (L!), którego
to w firmach polskich zwyczajnie być nie może i w ten deseń.
Próbowałam coś powiedzieć, ale lobbówka nie dała sobie przerwać, oczywiście.
Podałam jej jednak Daliowe 70F i 70G, które lobbówka przyjęła - z miną pełną
wyższości i ewidentnie celem wykazania mi, że jestem idiotką, a następnie
wystąpiły dwa zdarzenia jedno po drugim: primo - lobbówka się ledwo dopięła w
tej 70tce, secundo - miseczka w 70F była na nią za duża.
Jeśli myślicie, że powiedziała "przepraszam", to się mylicie.
Pamiętacie, jak narzekałyśmy na obcesowość pani Hani? Pamiętacie, jak
uważałyśmy, że podobne zachowania uwłaczają klientkom?
Dlaczego więc część dziewczyn zachowuje się identycznie w stosunku do
sprzedawców w sklepach?
Poniekąd rozumiem żal, złość i rozgoryczenie dziewczyn, które mają problem z
kupnem na siebie staników w sklepach stacjonarnych, które są traktowane "per
noga" przez sprzedawczynie w wielu sklepach.
Jednak traktowanie w ten sposób sprzedawców na pewno nie wzbudzi
zainteresowania tematem poszerzenia rozmiarówki, a raczej grubą niechęć do
osób, które są zainteresowane większą ilością rozmiarów - a nie o to chyba nam
chodzi?
Jeśli idziecie do sklepu - idźcie z faktycznym zamiarem kupna czegoś czy
przynajmniej z zamiarem zorientowania się w ofercie sklepu celem późniejszych
zakupów. Do szału może doprowadzić osoba, która przymierza dwadzieścia
staników i zajmuje na godzinę przymierzalnię oraz uwagę personelu wyłącznie po
to, żeby wiedzieć, jaki rozmiar zamówić przez internet - a wierzcie, że takie
się zdarzają, i to nierzadko.
Nie mówię o przymierzeniu dwóch staników. Nie mówię też o sytuacji, w której
po prostu żaden stanik nie pasuje. To tak, żeby być dobrze zrozumianą.
Myślę, że większość z Was zwyczajnie nie ma pojęcia, ile energii się zużywa na
dobranie stanika - to jest naprawdę bardzo wyczerpująca praca. Zarówno
psychicznie, jak i fizycznie. To NIE jest tak, że się rzuca okiem i stwierdza
"jest OK", albo "nie jest OK". Już nie wspomnę o tym, że mierzone staniki
także się zużywają.
Ileż ja już razy słyszałam te same uwagi i żale od RÓŻNYCH sklepów, w RÓŻNYCH
miastach - to NIE jest kwestia wyłącznie jednego sklepu w jednym mieście. Że
lobbówki nie szanują właśnie czyjejś pracy, wysiłku, pieniędzy.
Dobrze jest też pamiętać, że po drugiej stronie wieszaka jest też człowiek.
Mnie samej zdarzyło się już powiedzieć po kilku godzinach pracy, że np. 34 to
jest 70tka. Nazwy niektórych modeli też mi wypadają z pamięci, i wcale nie
uważam, żeby bezbłędna i na zawołanie znajomość nazw staników była mi tak
bardzo do szczęścia potrzebna (co nie znaczy, że wg mnie nie należy ich
poznawać wcale, rzecz jasna).
Czy to znaczy, że jestem idiotką i się nie znam na brafittingu?
Trzeba szanować innych, jeśli samemu wymaga się szacunku.