Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wieszaka"

04.08.09, 13:20
Pracując ostatnio trochę dłużej, niż zazwyczaj, z drugiej strony wieszaka,
miałam okazję zaobserwować, jakiego rodzaju klientki przychodzą do sklepów z
bielizną.
Oczywiście, przychodzi cała masa pań po 75B, po 80D, po 85C. To jasne.
Przychodzi też masa pań, które przez ostatnie lata chodziły w jakiejś tam
marce, czują się w niej świetnie, i przychodzą wyłącznie po to, żeby
sprawdzić, jak leżą inne marki po to, żeby z najwyższą satysfakcją stwierdzić,
że jednak ta marka, którą nosiły dotąd, jest najlepsza - mimo, że na przykład
nie zapewnia takiego podtrzymania, jak któraś z nowo mierzonych.

Wśród pań kompletnie niezorientowanych, jaki rozmiar (około) powinny nosić, są
zarówno te, które za chińskiego boga nie zmienią noszonych marek i rozmiarów,
jak i te, które chętnie zobaczą, jakie są inne propozycje wciąż rozwijającego
się rynku i są skłonne zmienić rozmiar noszonych staników.

Tyle (w tym poście) o paniach, które przychodzą do sklepu z szeroką
rozmiarówką, pytając o swój "dotychczasowy standardowy rozmiar stanika".
Chcę raczej tutaj napisać o kobietach, które świetnie znają już teorię, a
nieraz praktyczną stronę "stanikologii stosowanej" i przychodzą w nieźle albo
i bardzo dobrze dobranych stanikach.

Wśród nich bowiem da się zauważyć podział na lobbystki oraz lobbówki.
Lobbystka to osoba, która przychodzi do sklepu, żeby rozejrzeć się w
rozmiarówce, w cenach, z ciekawością patrząc na personel, zagadując,
przymierzając jakieś staniki, które ją zaciekawiły, a w razie czego dyskutując
z personelem sklepu na różne tematy, o ile personel nie próbuje właśnie się
rozdwoić.
Z lobbystkami personel zresztą chętnie rozmawia, jak ze znakomitą większością
wszystkich klientek.

Lobbówka zachowuje się całkiem inaczej i widać ją często już prawie od progu.
Lobbówka rzadko się uśmiecha, przeważnie patrzy z olbrzymią uwagą na twarze i
ręce personelu, rejestrując najmniejsze potknięcie i pomyłkę.
Lobbówka nie mówi, co jej nie pasuje. W ogóle prawie się nie odzywa, bo
przecież nie przyszła po to, żeby "sobie zrobić dobrze", tylko po to, żeby
"komuś zrobić źle". Lobbówka wszystko wie lepiej, patrzy na głupi personel z góry.
Dziewczyny boją się lobbówek jak ognia i powiem szczerze, że wcale się im nie
dziwię! Sama po obsłużeniu kilku takich osób zaczęłam odczuwać dyskomfort
psychiczny, widząc kolejną taką osobę w drzwiach sklepu.

Podam przykład zachowania się lobbówki.
Jedna kiedyś szukała brytyjczyków w rozmiarze 70F-70FF. Jak jej zaproponowałam
przymierzenie Dalii 70F, względnie 70G, to dostałam głośny ochrzan pogardliwym
tonem (sugerującym, że na bieliźnie, to się, psze pani, trzeba ZNAĆ, jak się
chce ją sprzedawać, a lobbówka otóż po
prostu POSIADAŁA WIEDZĘ, w odróżnieniu ode mnie), że POLSKIE firmy, to szyją
staniki tak, że brytyjskiemu 32FF odpowiada polskie 70H, a ze względu na
rozciągliwość obwodu, to zapewne musiałaby szukać 65J albo i 60L (L!), którego
to w firmach polskich zwyczajnie być nie może i w ten deseń.
Próbowałam coś powiedzieć, ale lobbówka nie dała sobie przerwać, oczywiście.
Podałam jej jednak Daliowe 70F i 70G, które lobbówka przyjęła - z miną pełną
wyższości i ewidentnie celem wykazania mi, że jestem idiotką, a następnie
wystąpiły dwa zdarzenia jedno po drugim: primo - lobbówka się ledwo dopięła w
tej 70tce, secundo - miseczka w 70F była na nią za duża.
Jeśli myślicie, że powiedziała "przepraszam", to się mylicie.

Pamiętacie, jak narzekałyśmy na obcesowość pani Hani? Pamiętacie, jak
uważałyśmy, że podobne zachowania uwłaczają klientkom?
Dlaczego więc część dziewczyn zachowuje się identycznie w stosunku do
sprzedawców w sklepach?
Poniekąd rozumiem żal, złość i rozgoryczenie dziewczyn, które mają problem z
kupnem na siebie staników w sklepach stacjonarnych, które są traktowane "per
noga" przez sprzedawczynie w wielu sklepach.
Jednak traktowanie w ten sposób sprzedawców na pewno nie wzbudzi
zainteresowania tematem poszerzenia rozmiarówki, a raczej grubą niechęć do
osób, które są zainteresowane większą ilością rozmiarów - a nie o to chyba nam
chodzi?
Jeśli idziecie do sklepu - idźcie z faktycznym zamiarem kupna czegoś czy
przynajmniej z zamiarem zorientowania się w ofercie sklepu celem późniejszych
zakupów. Do szału może doprowadzić osoba, która przymierza dwadzieścia
staników i zajmuje na godzinę przymierzalnię oraz uwagę personelu wyłącznie po
to, żeby wiedzieć, jaki rozmiar zamówić przez internet - a wierzcie, że takie
się zdarzają, i to nierzadko.
Nie mówię o przymierzeniu dwóch staników. Nie mówię też o sytuacji, w której
po prostu żaden stanik nie pasuje. To tak, żeby być dobrze zrozumianą.
Myślę, że większość z Was zwyczajnie nie ma pojęcia, ile energii się zużywa na
dobranie stanika - to jest naprawdę bardzo wyczerpująca praca. Zarówno
psychicznie, jak i fizycznie. To NIE jest tak, że się rzuca okiem i stwierdza
"jest OK", albo "nie jest OK". Już nie wspomnę o tym, że mierzone staniki
także się zużywają.

Ileż ja już razy słyszałam te same uwagi i żale od RÓŻNYCH sklepów, w RÓŻNYCH
miastach - to NIE jest kwestia wyłącznie jednego sklepu w jednym mieście. Że
lobbówki nie szanują właśnie czyjejś pracy, wysiłku, pieniędzy.

Dobrze jest też pamiętać, że po drugiej stronie wieszaka jest też człowiek.
Mnie samej zdarzyło się już powiedzieć po kilku godzinach pracy, że np. 34 to
jest 70tka. Nazwy niektórych modeli też mi wypadają z pamięci, i wcale nie
uważam, żeby bezbłędna i na zawołanie znajomość nazw staników była mi tak
bardzo do szczęścia potrzebna (co nie znaczy, że wg mnie nie należy ich
poznawać wcale, rzecz jasna).
Czy to znaczy, że jestem idiotką i się nie znam na brafittingu?

Trzeba szanować innych, jeśli samemu wymaga się szacunku.
    • aksanti jeszcze inna sytuacja.. 04.08.09, 13:57
      Napiszę na swoim przykładzie- wiele modeli staników na mnie nie pasuje stąd 90% moich zakupów internetowych odsyłałam. Porzuciłam więc zakupy internetowe niemal definitywnie i jeśli tylko miałam okazję coś kupić to zaglądałam do sklepów stacjonarnych (głównie Kraków, Lublin, raz Warszawa, ale dawno). Jednak mimo świetnego zaopatrzenia i kilku/kilkunastu mierzonych modeli żaden nie jest idealny (zaznaczam, że nie szukam cudów na kiju tylko ładnego niegniotącego mnie nigdzie stanika, a o to drugie niełatwo).
      I po kilku takich wizytach- zazwyczaj po nowych dostawach- zniechęcam się, bo mam wrażenie, że może to wyglądać jakbym robiła sobie ze sklepu przymierzalnię, a kupowała to samo przez internet. Tak jednak nie jest. Nawet by mi się to nie opłacało- bo mój rozmiar zazwyczaj do wyprzedaży nie ma szans dotrwać. Cenię sobie zakupy stacjonarne, nawet przy wyższej cenie stanika (wybór na miejscu i brak dodatkowych kosztów-mam na myśli potencjalne odsyłanie).
      Zaznaczę jeszcze, że nigdy nikt w odwiedzanych sklepach nie dał mi odczuć czegoś takiego, to raczej kwestia tego, że biorę pod uwagę punkt widzenia sprzedawcy.
    • melamina Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 14:44
      Święte słowa Mahedo!
      Święte!

      Pozdrawiam i ja z "tej drugiej" strony wieszaka.
    • pierwszalitera Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:03
      Świetna historia z tą Dalią. Trochę zaczynam rozumieć skąd biorą się te tragicznie wielkie michy i za ciasne obwody uznane za dobrze dobrane, widoczne chociażby na Balkontece, gdy lobbówki stosują tylko dopasowanie teoretyczne. ;-)
    • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:12
      oj wszystko jak zwykle zależy od człowieka..
      równie dobrze można w podobny sposób określić ekspedientki w sklepach, jak i
      klientki ;)
      jak się wchodzi do sklepu, gdzie za ladą dziewczę ledwo po liceum krzywi się na
      sam nasz widok bo przeszkadzamy tipsy piłować, to się syndrom lobbówki załącza,
      z pewnością.. mi się bardziej załącza wtedy "w tył zwrot" czym pewnie bardziej
      szkodzę sobie, niż tymże ekspedientkom jednak, ale..


      myślę, że po prostu nie powinnyście ze swojej pracy robić na siłę misji i
      nawracać każdą potencjalną klientkę :) wtedy i Wy się nie wypalicie, i klientka
      będzie zadowolona :)


      • ja_joanna Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:27
        Ale na jaką siłę? Przecież _zawodem_, zadaniem bra-fitterki jest
        dobieranie staników. To tak jak byś mówiła lekarzowi, żeby nie robił
        ze swojej pracy na siłę misji i nie leczył ludzi, którzy przychodzą
        do niego się wyleczyć.

        Oczywiście, że wszystko zależy od człowieka. Ale tu Maheda napisała
        o konkretnym typie człowieka w konkretnej roli - klientce sklepu,
        która pozjadała wszystkie rozumy. Nie chodzi w tym poście o postawę
        ekspedientek, samantho-the-best. Nie mówimy o reakcjach na panie,
        które za ladą piłują tipsy. Mówimy o postawie klientek. O postawie
        ekspedientek jest w innych wątkach wystarczająco powiedziane.

        Zwróć więc może większą uwagę na to, o co chodzi w tym wątku.

        A chodzi o to, jak to zrobić, żeby lobbować tak, żeby osiągnąć cel,
        ale żeby nie krzywdzić przy tym ludzi po trupach tylko traktować się
        z [wzajemnym] szacunkiem. Jeśli nie będziemy szanować bra-fitterek
        czy ekspedientek, na których w końcu tak nam zależy, to nasza
        lobbowa praca będzie na marne. Nic się nie osiągnie, a tylko popsuje
        się humor sobie i innym.

        === === ===

        Dziękuję Mahedo za ten mądry tekst.
        • elodia Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:45
          Wiesz Mahedo, Ty masz rację. Nie jestem tylko pewna, czy to
          lobbystka i lobbówka. Mnie raczej wydaje się, że wszędzie (i wśród
          klientek, i sprzedawczyń i na przykład księży czy lekarzy itd) są
          ludzie, którzy ZAWSZE WIEDZĄ LEPIEJ i to na każdy temat, chodzą
          nasączeni jadem i mają za złe wszystkim wszystko.
          Ot, taki typ z... "kiokodylkowym podejściem" :P

          I niestety - na takich nic nie poradzisz, a oni właśnie robią opinię
          innym dobrym (klientkom, sprzedawczyniom, lekarzom, księżom itd), bo
          taką wredotę długo się pamięta.

          Toksyczni ludzie, jedyna metoda - unikać... jeśli się da, lub zrobić
          sobie tarczę z poczucia humoru - jeśli się nie da.
          Ale myślę, że mimo dużego poczucia humoru po kilku takich...
          zaczęłabym dusić. Stanikami:P
          • skrzydlasta Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:55
            O, tak! Tacy ludzie są po obu stronach barykady, a natknięcie się na nich może
            popsuć humor na cały dzień i często jest przyczyną budowania właśnie tych złych
            stereotypów.
          • pierwszalitera Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 16:10
            elodia napisała:


            > ludzie, którzy ZAWSZE WIEDZĄ LEPIEJ i to na każdy temat, chodzą
            > nasączeni jadem i mają za złe wszystkim wszystko.
            > Ot, taki typ z... "kiokodylkowym podejściem" :P

            O rany! Przyjęło się. :-D
    • glupia_ekspedientka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:16
      Dziękuję Ci za ten post, Mahedo! :)
    • ganbaja Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:18
      Mahedo, bardzo mądra wypowiedź.
    • agugabi Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:30
      powiem tak... mój sklep działa miesiąc. Właśnie mu dziś stuknął. I
      czasami dostaję takie maile, że szkoda gadać. Generalnie np. jestem
      przerażona jak bardzo dwie opinie na temat stanika potrafią
      wyznaczyć trend. I potem się okazuje, że świetny stanik przejdzie
      komuś koło nosa, bo jest lobbówką :)
      A szkoda.
      Dzięki za ten post maheda. Trafiłaś w sedno.
    • kasienka.b Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:38
      Samo życie :) Akurat ja póki co doświadczyłam niewiele takich przypadków, oby
      jak najmniej. I potwierdzam, że dobieranie stanika jest czasem tak ciężką
      fizyczną pracą, że po powrocie do domu pada się natychmiast z nóg :)
      Mahedo, badzo mądrze napisane.
      Pozdrawiam
    • myszka.xww Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 15:59
      Twoj post sklonil mnie do szybkiego rachunku sumienia.

      Uprzejmosc obowiazuje w obie strony. Ekspedientka - brafiterka nie
      jest na kazde zadanie klientki, klientce wcale nie "nalezysie" cala
      uwaga brafitterki. Wystarczy o tym pamietac. I traktowac z
      szacunkiem, jak czlowieka. Czlowiek ma prawo sie pomylic i byc
      zmeczonym.

    • inez69 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 16:11
      Ten post mnie też skłonił do szybkiego rachunku sumienia i chyba coś
      takiego mi się przytrafiało, mnie-klientce... Jestem z tych
      zołzowatych niestety, ale pojęłam to co Maheda starała się przekazać
      i obiecuje poprawę:)

      Co prawda w Polsce byłam tylko w trzech sklepach z rozmiarówka
      wykraczającą poza 80D i w jedym tak się zachowałam, ale Pani sama
      się o to prosiła mówiąc coś o tym, że każda kobieta wstydziłaby się
      takiego biustu czy cuś. Podobne, jak lobbówce, myśli chodziły mi po
      głowie w sklepach irlandzkich, gdzie na moje 30G, ekspedientak
      wciskała mi np. 34F ale dzięki nieznajmosci języka, nie dałam upustu
      emocjom:D
      • antyka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 16:17
        Bylam ostatnio w peachfield i chociaz duzo wiem natemat stanikow,
        to wcale sie nie wywyzszalam ;)
        Udzielilam jednej Pani porady, ze Tango swietnie trzyma duze piersi, z czym z
        reszta zgodzila sie ekspedientka.
        Za to chetnie wypytywalam o rozne modele, a juz szczegolnie interesowalam sie
        karmnikami - przemila ekspedientka miala b. duze doswiadczenie.

        Raz w zyciu bylam loobowa.
        Bylam w sklepie - nie do konca "naszym".
        Pani zaproponowala obwod o 10 cm szerszy i zasugerowala jego zwezenie.
        No to sie wk*** i poszedl niezbyt uprzejmy komentarz (ale nie obrazliwy).
        • maheda Re, a potem [OT] proponowanie złych rozmiarów 04.08.09, 16:24
          Ja też miewałam kiedyś tego typu zachowania, nie ma co świętej udawać, ale
          widzę, jak to wygląda z drugiej strony po prostu. O ile w wypadku osób
          napadających na mnie ("z TAKIM biustem...") zachowaniom lobbówkowym trudno się
          dziwić, o tyle dziwią one w wypadku sklepów, w których obsługa naprawdę chce być
          pomocna.

          antyka napisała:

          > Pani zaproponowala obwod o 10 cm szerszy i zasugerowala jego zwezenie.
          > No to sie wk*** i poszedl niezbyt uprzejmy komentarz (ale nie obrazliwy).

          Na ten temat też napiszę jeszcze post, ale to albo późno wieczorem, albo jutro...


    • everywoman-to-ja Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 16:28
      Na początek "dzień dobry", bo pomimo, że śledzę forum już od dawna, to jest to
      moja pierwsza wypowiedź. Muszę się wam przyznać, że nie dawniej niż w niedzielę,
      zachowałam się trochę jak lobbówka. Na swoje usprawiedliwienie, mogę tylko
      powiedzieć, że zostałam sprowokowana do tego przez sprzedawczynię. Kupowałyśmy
      kostium kąpielowy koleżance. Obwód stanika był ewidentnie za szeroki - swobodnie
      podjeżdżał na plecach. Na moją prośbę o stanik z mniejszym obwodem, Pani
      stwierdziła, że wystarczy podłużyć ramiączka, i tył nie będzie podjeżdżał.
      Normalnie, jak to mówi moja koleżanka, cytuję: "ręce i cycki opadają". Na moją
      uwagę, że wtedy stanik wogóle nie będzie trzymał biustu (koleżanka rozmiar 70G),
      sprzedawczyni stwierdziła, że duży biust musi opadać.
      Na co ja jej odpowiedziałam, że nie ma zielonego pojęcia o dobieraniu staników,
      a Pani odpłynęła obrażona. Wyszłam na lobbówkę, ale w sumie, prawdę mówiąc, nie
      mam nawet wyrzutów sumienia z tego powodu.
      Wiem, że post mahedy dotyczy trochę innej sytuacji, ale myślę, że dobrze będzie
      uzmysłowić sobie, że wraz z "normalnieniem" rynku bielizny dla biuściastych,
      wymagania klientek będą rosły.
      Rio Freyi, którego wygodą zachwycałam się rok temu, pomimo pewnej pustki w
      górnej części miski, w tym roku wydaje mi się już nie do zaakceptowania ;-).
      Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
      Everywoman-to-ja.
    • samanta-the-best Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 17:39
      Ja-Joanna, rozumiem, ze tem wątek służy pożaleniu się na wredne i
      zaciekło-głupie klientki przez dziewczyny, które w sklepach z bielizną pracują,
      spox.
      myślę, że jednak warto spojrzeć na sprawę także z drugiej strony.
      ja nie trawię, jak mi się kots naprzykrza w sklepie, choćby był przekochany i
      pomocny, jeśli szukam czegoś konkretnego i z danej pólki cenowej, to
      przyniesienie mi naręcza staników do przymierzalni celem pokazania że też dobrze
      leżą mija się z celem.. pomierzę, zajmę przyierzalnie na godzinę, wyjdzie na to
      że zajmuję czas ekspedientce (tak, jakby to nie był cel jej pracy na marginesie
      ;) ) i nie kupię.. nosz świnia nie klient po prostu ;)


      uważam, ze lobbowanie to nie to samo, co przekonywanie na siłę. jesli ktoś musi
      na sobie sam przetestować, że teoria z forum nie zawsze ma odzwierciedlenie w
      praktyce to chyba jego prawo :) bra fitting powinien docierać do tych, którzy
      przejawiają choćby cień zainteresowania tym, co noszą :) bo tych
      mądrzejszych-inaczej chyba się nie przekona w zaden sposób heh

      • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:40
        samanta-the-best napisała:

        > Ja-Joanna, rozumiem, ze tem wątek służy pożaleniu się na wredne i
        > zaciekło-głupie klientki przez dziewczyny, które w sklepach z bielizną pracują,

        Nie zrozumiałaś. Wątek o głupich klientkach już istnieje i jest całkiem gdzie
        indziej.
        Ten wątek założyła osoba, która NIE jest ekspedientką i NIE wyłożyła własnej
        kasy na sprzedawany towar.
        Ze względu na to, że szkolę dziewczyny w różnych sklepach po całej Polsce w
        zakresie brafittingu - widzę, jak się ma rzecz od strony właśnie sklepu.
        Wątek ten ma na celu uzmysłowienie dziewczynom, że taką czy inną postawą
        przynoszą więcej szkody, niż pożytku.
        Oraz, że lobbowanie jest cenne, ale że niedobrze byłoby, gdyby Lobby utożsamiane
        były z postawą reprezentowaną przez "lobbówki", jak te dziewczyny umownie nazwałam.

        > uważam, ze lobbowanie to nie to samo, co przekonywanie na siłę.

        Ależ ja mówię o dziewczynach, które usiłują lobbować w sklepach - a nie o
        ekspedientkach, bo te już NIE lobbują. Ekspedientki będące fachowymi
        brafitterkami nie lobbują, tylko przedstawiają różne propozycje.
        To jest całkowicie co innego.

        > bra fitting powinien docierać do tych, którzy
        > przejawiają choćby cień zainteresowania tym, co noszą :)

        Gdy kobieta wchodzi do sklepu, to nigdy nie wiadomo, czy przejawia choćby cień
        zainteresowania, czy nie przejawia. Po to właśnie jest potrzebna rozmowa z
        klientką i zaprezentowanie jej różnych możliwości.
    • alex_k Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 17:45
      Mahedo - racja świeta bardzo!
      Mogę jeszcze dodać coś od siebie pozycji obu końców wieszaka ;-)
      Jako klientka, chyba lobbystka :-P, byłam tylko w jednym sklepie
      brytyjczykami, niestety ekspedientki niezbyt uświadomione w kwestii
      dopasowania, ale bardzo miłe i uprzejme, udało mi się nawiązać
      sympatyczna pogawędkę :-)Poza tym wychodzę z założenia, że jeśli
      samemu chce się być szanowanym, wypada okazać szacunek.
      Pracowałam też pewien czas w maminym sklepie, i tu najczęściej
      zdarzały się panie z gatunku "75B tylko na gąbeczce poproszę",
      najczęściej z pozytywnym skutkiem ostanikowane, były też bardziej
      oporne, ok., to w końcu "ich tron", ale niestety zdarzały się też,
      klientki, które dając do zrozumienia, że to one wyświadczają
      przysługę, mierząc staniki, niewiele pozwoliły sobie wytłumaczyć i
      pokazać, a ja osobiście najgorzej znosiłam per "kochanieńka, co ty
      mi tu..." :-P
      Dopasowywanie biustonoszy to naprawdę ciężka praca, ale nawet jeśli
      nogi w ... wchodzą i człowiek pada na nos ze zmęczenia, zupełnie
      inaczej się pracuje, kiedy klientka jest zwyczajnie uśmiechnięta,
      (no i nie pomiata sprzedawcą;-).
      Jeśli chodzi o pooglądanie, zmierzenie ze zwyklej ciekawości jak coś
      leży, nie widzę problemu, ale jeśli się koło klientki tańczy przez
      godzinę starając się jej dopasować optymalnie dobry stanik, donosząc
      wodę/kawę do przymierzalni, a ona na końcu z triumfalnym
      okrzykiem "no, te leżą świetnie", wyjmuje notesik, zapisuje nazwę
      modeli i wychodzi. :-(
    • effuniak Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 18:04
      Święte słowa Mahedo !!!
    • after.midnight Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 19:11
      dlatego, gdy po raz pierwszy byłam w sklepie stacjonarnym kupiłam stanik,
      chociaż wiedziałam że mogłam go bez problemu przez internet zamówić w niższej
      cenie.
      Niektórzy nie zauważają, ile pracy potrzeba by założyć i prowadzić sklep, być
      uprzejmym dla tych, którzy zasługują na to by ich wyprosić.
      Jestem pełna podziwu dla takich osób, miłych, uśmiechniętych, pomocnych -
      chociaż nie zawsze im się odpłaca tym samym.
    • wild_orchid Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 20:21
      Kupowanie stanika to dosc intymna chwila-jak dla mnie od jakiegos
      czasu. Kiedys to bylo 75D pasujace-kupowalam, nie pasujace-nie
      kupowalam.
      Gdy w koncu zostalam stanikowo uswiadomiona, wybralam sie na zakupy
      na sklepow stacjonarnych we Wrocku. I co z tego, ze dostalam 20
      stanikow ( Feliny) do przymiarki, jak nie umialam ocenic, czy stanik
      dobry czy nie...skonczylo sie to zakupem kilku drogich stanikow,
      ktore w ostatecznym rozrachunku okazaly sie niewlasciwie dobrane.
      Potem nastala era zakupow przez internet. Ile sie nawysylalam-to
      chyba tylko pani na miejscowej poczcie wie, a skutek byl mizerny.
      Gdy trafilam do peachfieldu, w koncu zrozumialam, co to dobor
      stanika.
      A gdy odwiedzilam pierwszy raz Mille, mojemu zdumieniu nie bylo
      konca...
      Przy kupowaniu stanika pomiedzy brafiterka a klientka musi nawiazac
      sie nic porozumienia-tzn. klientka mowi, czego oczekuje, a
      brafitterka znajac asortyment sklepu przynosi modele...Pomaga ubrac,
      nie wyobrazam sobie sytuacji, bym oddala sie w rece kobiecie, ktorej
      nie zalezy na moim dobrym wygladzie( niezaleznie od tego, ze a
      priori zle wygladam). Moze jestem dziwna-ale nie wyobrazam sobie
      sytuacji, gdy juz w koncu znajde model uszyty wlasnie na moj biust,
      by wyjsc ze sklepu nie kupujac go. Bo do sklepu ide po to, by kupic.
      W tym momencie nie zalezy mi na tym, by potem drazyc internet w
      poszukiwaniu tego modelu, placic za przesylke i jeszcze drzec z
      niepokoju, czy aby poczta nie ukradnie przesylki.
      Zycie nauczylo mnie jednej rzeczy-chcac byc szanowana-musze szanowac
      innych, niezaleznie od sytuacji. I tego sie trzymam.
      • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:00
        I tu baaardzo dziękuję za opinię. Okres, w którym Panią obsługiwałam po raz
        pierwszy był tym, kiedy jeszcze łapki mi się trzęsły ze strachu:) Poszło nieźle,
        a może i całkiem dobrze, dostałyśmy ładną laurkę na forum, za którą jestem
        wdzięczna. Teraz "moje dziewczyny" są już chyba sto razy lepsze ode mnie i mam
        nadzieję, że też nie zawiodły:)
        Pozdrawiam Klientkę Pozytywną Ze Zdrowym Podejściem:)
        • wild_orchid Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 20:11
          Pani Magdo,
          pierwszy raz to bylo otwarcie sklepu, wiec bylo sporo emocji, a
          ostatnio-rzeczowe dobieranie stanikow, zarowno corka byla
          zadowolona, jak i ja-zakupiony stanik to moj jeden z najlepszych.
          Pracujac, nabiera sie wprawy, w kazdym zawodzie chyba.
          Zycze wszystkiego jak najlepszego i obiecuje do Pani zagladac od
          czasu do czasu :)
          • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 22:01
            Raz jeszcze dziękuję i serdecznie zapraszam:)
    • aadrianka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 20:29
      Bardzo mądry tekst, Mahedo, dotyka ważnego problemu: _jak_ lobbować.
      Naprawdę etykieta Nawiedzonej Biuściastej to ostatnie, czego
      lobbystki potrzebują. Opisane zachowanie "lobbówek" można przyrównać
      do dyskutowanego już szeroko nawracania metodą "nosisz 80D? to
      znaczy że jesteś gruba i z małym biustem!". Pożytku to przynosi
      niewiele, szkody może wyrządzić sporo.
    • kok.12 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:08
      Prawie ze wszystkim się z Tobą zgadzam Mahedo, lecz nad jednym
      punktem się zastanawiam. Uważasz, że do sklepu należy przychodzić z
      zamiarem zakupu czegoś, a nie po to, aby sobie po prostu
      poprzymierzać. Ostatnio jednak chciałam zrobić właśnie tą ostatnią
      rzecz. Dokładnie nie ja, lecz miałam zamiar pójść z koleżanką
      nieuświadomioną stanikowo do sklepu stacjonarnego, aby znaleźć dla
      nij odpowiedni biustonosz. Od początku jednka wiemy, że nic nie
      kupimy, ponieważ moja koleżanka ma bardzo mało pieniędzy (zazwyczaj
      kupuje staniki na rynku i dla niej wydanie 30 zł na stanik to już
      dużo) i mamy zamiar polować na odpowiedni stanik na allegro.
      Uważasz, że nasze podejście jest nieuczciwe i nie powinniśmy tak
      postępować?
      • kocio-kocio Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:19
        Z zastanów się, jakbyś się czuła gdyby to był Twój sklep? Twój czas?
        Twój towar?
        • carmela_soprano Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:41
          Za ten sam stanik w najdroższym ze brytyjskich sklepów internetowych płacę mniej
          niż w stacjonarnym. Jeśli w tym ostatnim nie jestem mile widziana - nie będę
          przychodzić. Bez łaski. Sobie kupię, przymierzę i odeślę, jeśli nie będzie
          pasowało.

          A polski sklep tylko na takim podejściu straci (bo co z tego, że trzy razy
          przyjdę i zajmę przymierzalnię i czas pani ekspedientki na godzinę, a następnie
          wyjdę bez kupowania, skoro za czwartym razem w efekcie impulsu "muszę to mieć
          już już już" wydam w tym sklepie 500zł). Sprzedawczynie w sklepach, które
          zwykłam odwiedzać, znają mnie już z widzenia i kłaniają się w pas, czy akurat
          coś kupię, czy nie. Gdybym jednak trafiła na kogoś wielce obrażonego, że śmiałam
          nic nie kupić - nigdy więcej nie zajrzałabym do takiego sklepu.
          • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:54
            Napisałam jasno:
            "Jeśli idziecie do sklepu - idźcie z faktycznym zamiarem kupna czegoś czy
            przynajmniej z zamiarem zorientowania się w ofercie sklepu celem późniejszych
            zakupów."

            NIE napisałam, że KONIECZNIE TRZEBA coś w danym momencie kupić.
            Nie piszę ani słowa o obrażaniu się - w ŻADNYM ze sklepów żadna z właścicielek
            czy ekspedientek NIGDY nie pokazała po sobie, że jest jakikolwiek problem. Są na
            to zbyt profesjonalne.

            Niemniej uważam za nieuczciwe pójście do sklepu celem przymierzenia dwudziestu
            staników i zajęcia kabiny na godzinę, jeśli z góry się wie, że gdy coś będzie
            pasowało, to kupi się to na allegro czy ebayu.

            I powtórzę - NIE prowadzę sklepu. Nie JA wykładam kasę na towar, który jest
            przymierzany.
            • kok.12 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:03
              Czy w takim razie Mahedo moja koleżanka powinna zostać bez stanika?
              Bo zamawianie w ciemno na allegro w jej przypadku nie wchodzi wogóle
              wgrę. I to nie dla tego, że to jest jej złą wola, ale jest bardzo
              ograniczona finansowo i to ja ją ciągle namawiam, abyśmy się wybrały
              do stacjonarnego sklepu i dobrały jej rozmiar i model.

              A co powiesz na przymierzanie staników, aby zorientować się, jak
              leży dany model, lecz ze świadomością, że tym sklepie za taką cenę
              się go nie kupi, ale może kiedyś, jak będzie gdzieś przecena, to tak?
              • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:07
                Jak już któraś ze sprzedawczyń powiedziała - zrozumiałym jest, że się chce
                dobrać rozmiar, nie posiadając kasy na zakup stanika. Ale dobrze jest uprzedzić
                o tym sprzedawcę, a nie stwarzać pozory, jakoby przyszło się wykupić pół sklepu.
                I chyba tyle wystarczy.
          • glupia_ekspedientka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 22:04
            W pas Ci się kłaniają, mówisz?... Dobrze je sobie wychowałaś! ;)
            • carmela_soprano Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:12
              To był skrót myślowy na cierpliwość, uśmiech i takt pozwalający ocenić, kiedy
              wkroczyć do przymierzalni, a kiedy ograniczyć się do podawania kolejnych sztuk.
              Czyli, krótko mówiąc, profesjonalizm. Rozwijania czerwonych dywanów się nie domagam.
        • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:21
          bez przesady. ja czasem mierzę staniki "na przyszłość", żeby
          sprawdzić dany krój lub obwód, niekoniecznie z zamiarem kupna.
          Ekspedientki rzadko poświęcają mi swój czas, nie są to dobre sklepy
          z brafittingiem. Ekspedientki ogranicza się tylko do podania towaru,
          praktycznie nie zaglądają do przymierzalni, jak wygląda klientka,
          najwyżej zapytają, czy podać inny rozmiar. Raz się tylko spotkałam z
          panią, która pokazała mi jak zakładać stanik.
          Kobiecie, która uważa za szczyt łaski i poświęcenia wyjęcie mi
          odpowiedniego rozmiaru z szuflady i uważa że przez to jestem
          zobligowana do kupna (bo jak mówię, że się na razie wstrzymam
          strzela taką minę, jakby mnie chciała zadźgać) nie jestem NIC WINNA.
          No i to przecież normalne, że się dużo mierzy zanim się coś kupi, do
          jasnej ciasnej, przecież w tych sklepach sprzedają też kobiety i
          pewnie postępują tak samo szukając bluzki, spódnicy, stanika, tzn
          mierzą sporo, zanim się na coś zdecydują. Dziwne, że jeśli chodzi o
          zwykłe sklepy odzieżowe mierzenie ciuchów i nie kupowanie nie mierzi
          dziewczyn tak, jak wychodzenie z pustymi rękami z bieliźniaka. Dla
          mnie żadna różnica w higienie, czy stanik zakłada się na piersi, czy
          spodnie na tyłek.
          A nawet jeśli sklep jest z profesjonalnym brafittingiem, to klientka
          ma prawo wyjść z niczym, bo akurat nic jej się nie spodobało.
          No i te dziewczyny, które nie mają pieniędzy - chyba też mają prawo
          zobaczyć, jeśli mają okazję, jak na nich leżałaby Freya, Panache
          itd. To że teraz nie kupią, nie znaczy, że nie wrócą z kasą za pół
          roku. A jak obsługa popatrzy na nie jak na wykorzystywaczki, to
          prawdopodobnie nie wrócą. Czy ja mam ochotę mierzyć coś jeszcze w
          tym sklepie, gdzie laska na mnie popatrzyła jak na śmiecia? chyba
          nie. i jak będę miała kasę to dam zarobić innemu sklepowi, może też
          internetowemu.
          • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:24
            poza tym chodzenie po sklepach i obczajanie rozmiarów i opisywanie
            modeli na lobby uważam za w pewnym sensie misję ;) ja nie kupię, ale
            jestem w okolicy, zajrzę, dam cynk dziewczynom, może inna coś kupi.
            • psuj-ka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:27
              Chyba zupełnie nie zrozumiałaś sensu tego wątku. Nikt nie zabrania oglądania staników samodzielnie albo planowania zakupów w przyszłości. Chodzi o to, żeby nie zajmować czasu i uwagi ekspedientki, gdy planuje się poprzymierzać tonę staników, a potem upolować je taniej w necie.

              I zupełnie nie widzę sensu porównywania bra-fittingu do zakupów w sklepie odzieżowym.
              • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:36
                umiem czytać ze zrozumieniem, odnosiłam się do wypowiedzi kok.12 i
                riposty kocio kocio na jej posta. kok.12 nie napisała, o jaki sklep
                chodzi, tyle że stacjonarny, co dla mnie jest szerokim pojęciem,
                równie dobrze to mógł być sklep bez brafittingu oferujący szeroką
                rozmiarówkę, w końcu samemu też można sobie znaleźć stanik. a takie
                sklepy są, np la vantil, gdzie jest w ofercie gorsenia przynajmniej
                od obwodu 65 z miskami do L i nikt nie oferuje doboru rozmiaru. a
                kocio kocio zripostowała tak, jakby w 100% chodziło o profesjonalny
                brafitting.
                poza tym nie dalej jak kilka dni temu jakaś dziewczyna na lobby
                radziła innej właśnie taką praktykę, tzn idź poprzymierzaj zamów na
                allegro ;) nie mówię, że to uczciwe, ale jak widać na lobby niektóre
                dziewczyny to praktykują.
      • melamina Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 08:42
        Myślę, że trzeba powiedzieć, że przyszłyście ustalić rozmiar, ale nic
        dzisiaj nie kupicie.
        Dlaczego?
        Ano dlatego, że jak trafia mi się taka klientka, to pomagam z
        rozmiarem.
        Podaję kilka staników w najczęściej występujących krojach, ale na
        przykład w jednym kolorze, a nie w całej gamie.
        Z góry wiem, że klientka nic nie kupi więc oszczędzam staniki (już
        ktoś wspomniał, że mierzenie też je niszczy) i swój czas. I to
        niekoniecznie ten poświęcony na doradztwo, tylko ten, który spędzam
        wyciągając czasem kilkadziesiąt staników i ten, który poświęcam potem
        na upchnięcie ich w szufladach.
        Klientka dostaje rozmiar i jaką taką wiedzę o tym co na niej leży, a
        ja nie muszę potem sprzątać przez 15 minut.
        Żeby nie było: jeśli poprosi o podanie konkretnego modelu - podam.
        Nigdy nikomu brafitingu nie odmówię.

    • wadera3 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:26
      Czytając to żałuję, że nie dane mi było spotkać się z Tobą podczas poszukiwania
      stanika;)
      I powtórzę za kimś, święte słowa.


    • bluebebe Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 21:58
      Maheda, a ja się Tobie dziwię, że się dziwisz:)
      Na profesjonalnych szkoleniach z doradztwa (wszystko jedno jakiego) uczą jak
      postępować z tzw."trudnymi klientami". Typów trudnych klientów jest całe mnóstwo.
      Mamy:
      - takich, którzy i taki wiedzą lepiej,
      - takich, którzy tylko nas przetestują a i tak kupią na allegro,
      - tacy, którzy zadają pytania i kompletnie nie słuchają odpowiedzi, wchodzą w
      słowo, sami mówią i sprawiają wrażenie jakbyś była przezroczysta (to mój
      najgorszy typ),
      - tacy, którzy tylko utwierdzają się w przekonaniu, że mają dookoła siebie tylko
      samych głupków i chwalą się jak to lepiej wiedzieli od lekarza/malarza/sąsiada/
      brafitterki/nauczycielki i sami sobie zdiagnozowali chorobę/konieczność
      nałożenia gipsówki/dobrali rozmiar stanika/wiedzieli lepiej gdzie są wyspy
      Zielonego Przylądka,
      - są tacy którzy są jak ściana. Mówisz a tu zero reakcji, zero uśmiechu, zero
      słowa, marzysz żeby choćby wrzasnął na ciebie, dał jakiś sygnał życia, ale masz
      do czynienia z pompowanym osobnikiem, który tylko dzień dobry i do widzenia.
      "Rozmowa" z takim powoduje, że czujesz się jak ostatnia kretynka:)
      - są wampiry energetyczne, które tak cię zamęczą pytaniami, przymilaniem się,
      gadaniem, szczebiotaniem, paplaniem że po jednym takim czujesz się jak po maratonie.

      Trzeba "jedynie" nauczyć się jak sobie poradzić z takim a jak z takim. Nie dać
      się zbić z pantałyku ani zjeść w kaszy i uczyć się i jeszcze raz uczyć z pokorą
      jakim zaskakującym obiektem jest pojedynczy człowiek.
      :)
      • maheda Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 04.08.09, 22:08
        Czyli powinnam przejść kurs doradztwa :-)
        • bluebebe Re: Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 04.08.09, 22:21
          "Słowem - brakuje mi kwalifikacji! "
          Obawiam się, że to jest never ending story:) Już się nauczysz jak postępować z
          takimi a tu następny wyskoczy z innymi "zdolnościami".
          Mnie to chyba jednak bardziej bawi niż denerwuje.
          • madziaost Re: Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 04.08.09, 22:49
            Blue, Ciebie bawi, bo to nie Twoje pieniądze/sklep/czas. Chyba, że czegoś nie
            zrozumiałam.
            • bluebebe Re: Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 05.08.09, 08:37
              madziaost napisała:

              > Blue, Ciebie bawi, bo to nie Twoje pieniądze/sklep/czas.

              No, Mahedy pieniądze/sklep/czas, to faktycznie nie moje pieniądze/sklep/czas,
              ale nie wiem Madziu, czy Ci wspominałam, że też pracuję w doradztwie.
              I swojego teoretycznie brzmiącego posta napisałam w oparciu o własne doświadczenie:/
              Z moim fachem wiąże się też sprzedaż fizycznych produktów, które mam w swojej
              ofercie. I to ja jako jedyna w swoim obszarze geograficznym potrafię się
              wyprodukować na ich temat wyczerpująco. Co też czynię. Kupić można u mnie, w
              kilku innych miejscach i oczywiście na Allegro. Też przechodzę przez sytuacje, w
              których się produkuję i potem na pytanie "czy już pani się zdecydowała?" słyszę
              odpowiedź "tak, ale już kupiłam w innym miejscu". Czasem sprowadzam coś na
              zamówienie. I to coś leży potem u mnie po wsze czasy.
              Cóż, taki lajf.
              Sens widzę, bo proporcja satysfakcjonujących do niesatysfakcjonujących przemawia
              cały czas na korzyść:)
              • lukrecjabo Re: Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 06.08.09, 10:22
                bluebebe napisała:


                >
                > "No, Mahedy pieniądze/sklep/czas, to faktycznie nie moje pieniądze/sklep/czas,"

                Pozwolę się wtrącić ze sprostowaniem: Maheda napisała kilka razy, że to nie Jej
                sklep i nie jej pieniądze na towar.
        • madziaost Re: Słowem - brakuje mi kwalifikacji! 04.08.09, 22:30
          Po pierwsze: Mahedo, dzięki wielkie za ten wątek! Wiedziałam, że będzie dym:)Ale coś się dzieje przynajmniej:)
          Po drugie: Żadna z nas, właścicielek/brafitterek/sprzedawczyń jak kto woli, nie wychyli się na Lobby z takim wątkiem, bo to niebezpieczne. Zawsze posypią się gromy, że "klient, nasz pan", "płacę, to wymagam", prawa konsumenta itd, itp. Znosimy obrazy i pomiatania jak kury nioski i w dodatku ze słodkim uśmiechem.
          Po trzecie: Nie, nie jesteś idiotką, świetnie znasz się na brafittingu i tylko w końcu nadszedł ten moment krytyczny, o którym i pisałam i mówiłam. Po kilkunastu Klientkach, które chcą tylko wylać na Ciebie swoje frustracje masz dość. Ale potem zjadasz tabliczkę czekolady i już jest lepiej:)
          Po czwarte: Bluebebe mnie też już kiedyś wylała kubeł zimnej wody na głowę i w pierwszej chwili byłam "wielce oburzona". Potem przemyślałam, przetrawiłam - miała rację. Ale też ona jedna pogratulowała/doceniła wkład mój w całe przedsięwzięcie i w zasadzie przeprosiła?:)
          Jaki morał?
          Raz jeszcze dziękuję. Jesteś tu autorytetem i tylko Ciebie stać na taki wątek.
          Pozdrawiam serdecznie
          Magda
    • magdalaena1977 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 22:10
      Zastanawiam się swoja drogą, czy (dobre) sklepy nie powinny wprowadzić jakieś
      opłaty za sam fitting ?
      Bo czasami ceny w sklepach stacjonarnych są zaporowe dla osób z chudszym
      portfelem, a wysupłanie powiedzmy 15 zł za ocenę rozmiaru i mierzenie było do
      przyjęcia.
      Ja byłam raz w LiPairie, przyszłam raczej się rozejrzeć niż kupować i dlatego
      tylko przymierzyłam jakieś nowe Cleo i nie dałam się fittować Mahedzie. Ale po
      tym rozejrzeniu się wyszłam z przekonaniem, że wybór jest duży, ale ceny jeszcze
      większe.
      I może zajrzę tam mimochodem, a nuż coś przecenią, ale konsekwentnie na zakupy
      przyjdę tylko w wyjątkowej potrzebie.
      • zania_uk oplaty za brafitting 04.08.09, 23:05
        > Zastanawiam się swoja drogą, czy (dobre) sklepy nie powinny wprowadzić jakieś
        > opłaty za sam fitting ?
        > Bo czasami ceny w sklepach stacjonarnych są zaporowe dla osób z chudszym
        > portfelem, a wysupłanie powiedzmy 15 zł za ocenę rozmiaru i mierzenie było do
        > przyjęcia.

        to jest calkiem dobry pomysl!!!
        ostatnio kupowalam buty do biegania (w uk) w takim specjalistycznym sklepie. w sklepie maja bieznie, kamery, i wyszkolonych doradcow. jak ktos chce 'shoe-fitting' to dostaje pelen serwis, trwa to ok. godziny. jesli sie kupi po tym buty, to serwis byl za darmo. jesli nie, to biora 20 funtow. i to jest normalne podejscie...

        w sklepach z bielizna tez mozna takie cos wprowadzic, brafitting jest za darmo jesli sie cos kupi, jesli nie, to jakas oplata (15-20zl?). oczywiscie nie podchodza pod to sytuacje gdzie ktos bierze do przymierzalni kilka stanikow, i sam mierzy. wtedy ekspedientka/brafitterka nie traci na to czasu.
        • moniach_1 Re: oplaty za brafitting 04.08.09, 23:10
          > w sklepach z bielizna tez mozna takie cos wprowadzic, brafitting jest za darmo
          > jesli sie cos kupi, jesli nie, to jakas oplata (15-20zl?).

          Może inaczej, raczej jeśli się coś dobierze, no bo przecież są sytuacje, że nic
          na ciebie w sklepie nie pasuje.
          • myszanka_88 Re: oplaty za brafitting 05.08.09, 08:28
            moniach_1 napisała:
            > Może inaczej, raczej jeśli się coś dobierze, no bo przecież są sytuacje, że nic
            > na ciebie w sklepie nie pasuje.

            Nie wydaje mi się to dobrym rozwiązaniem. Kto ma decydować o tym, czy coś ,,się
            dobrało"? Jeśli klientka nie decyduje się na zakup, to właśnie dlatego, że nic
            nie wybrała, więc nie będzie problemu z uargumentowaniem braku zapłaty za
            bra-fitting. Jeśli ekspedientka, z pewnością wynikną nieporozumienia:
            bra-fitterka powie: ,,Leży idealnie:, a klientka na to: ,,Nieprawda, wyłażą
            buły" i co wtedy? W wątkach sklepowych pojawiłyby się dyskusje o tym, komu
            kazano zapłacić za dobieranie stanika i dlaczego i prawdopodobnie skończyłoby
            się na tym, że popularne pozostałyby sklepy, które opłat nie pobierają. Bo po
            wizycie w nim nie ryzykujemy, że pozostanie niesmak.
        • psuj-ka Re: oplaty za brafitting 04.08.09, 23:14
          Również popieram, to jest całkiem rozsądny pomysł. Może lepiej by było, żeby na specjalny bra-fitting umawiać się wcześniej, wtedy ekspedientka miałaby czas wyłącznie dla danej klientki, taka usługa z pewnością mogłaby kosztować z 15zł. To jest niewielka kwota w porównaniu z cenami naszych staników, a dzięki takiej usłudze dużo łatwiej zamówić coś przez internet. Oczywiście mam tu na myśli sklepy ze względnie pełną rozmiarówką, bo co to za przyjemność przymierzyć parę przybliżonych rozmiarów, gdy tego właściwego nie ma.

          Bardzo dobrze, że założyłaś ten wątek Mahedo :) Trochę przerażały mnie niektóre posty w wątku LiParie i pomysły, żeby wybierać się tam i udawać nieuświadomioną, by sprawdzić jakość obsługi.
          Ja w ogóle nie chodzę do sklepów stacjonarnych, bo ceny w nich mnie przerażają, zresztą w ogóle nie lubię chodzić po sklepach ;) Czułabym się nie w porządku, bo dla mnie cena jest bardzo ważna i zawsze szukam okazji.
          • drzazga1 Re: oplaty za brafitting 05.08.09, 23:02
            psuj-ka napisała:

            > Bardzo dobrze, że założyłaś ten wątek Mahedo :) Trochę przerażały
            mnie niektóre posty w wątku LiParie i pomysły, żeby wybierać się tam
            i udawać nieuświadomioną, by sprawdzić jakość obsługi.

            Piszesz o moim poscie z watki o LiParie?
            To poprosze o wyjasnienie co konkretnie Cie w moim pomysle
            przerazalo.
            Wyjasnilam, w jaki sposob mialoby przebiegac testowanie - to nie
            mial byc klasyczny "mystery shopping" z udawaniem klientki z piekla
            rodem, tylko zwyczajne sprawdzenie, czy rzeczywiscie ktoras
            ekspedientka, delikatnie mowiac, doradza inaczej niz ja szkolono.
            Dlatego potrzebne bylo kilka doswiadczonych stanikowo dziewczyn -
            zeby sprawdzic, jak zachowuja sie wszystkie ekspedientki.

            Sporo wpisow w watku LiParie dotyczylo zastrzezen wobec kompetencji
            personelu - nie uwazasz, ze nalezaloby to sprawdzic? Co, jesli
            zastrzezenia dotyczyly np. tylko jednej ekspedientki (reszta jest
            dobra), uwazasz, ze w porzadku jest, zeby te kompetentne zbieraly
            negatywne opinie za niekompetentna?
            Wlascicielka chce miec dobry sklep, z kompetentnym personelem - po
            to wlasnie zainwestowala w sprowadzenie towaru i szkolenia personelu
            (bo rozumiem, ze Maheda prowadzi szkolenia jako zawodowa
            brafitterka), zeby taki sklep miec. A co, jesli jedna z pracownic,
            owszem, szkolenie przeszla, a w momencie, kiedy nikt jej nie stoi
            nad glowa i nie pilnuje - obsluguje klientki wg swojego widzimisie i
            doradza im tak samo?
            Podkreslam: jeszcze w tym sklepie nie bylam, ale taki
            wlasnie obraz wylonil mi sie z lektury postow. Nie uwazasz, ze
            znacznie lepszym rozwiazaniem byloby sprawdzenie, jak jest naprawde
            niz psucie opinii calego sklepu przez jedna osobe?

            Niby jak inaczej moznaby sprawdzic obsluge, jesli nie udawac
            nieuswiadomiona osobe? Wyslac tam nieuswiadomiona kolezanke (ktora
            chce byc uswiadomiona i kupic stanik) i ryzykowac, ze wroci z czyms,
            co sie dla niej nie nadaje? Czy tez pojsc, wziac z wieszaka (ew.
            poprosic o podanie) konkretnego modelu i rozmiaru, pomierzyc sobie w
            przymierzalnie, wybrac dobry, zaplacic i wyjsc? Co to da?

            Ja do LiParie pojde jak bede w poblizu. Bynajmniej nie dlatego, ze
            jestem taka spolecznica i bezinteresownie chce poswiecic swoj czas
            na testowanie sklepu. Pojde, bo potrzebuje stanika, wiem jakiego i
            jak ma wygladac na biuscie, nie wiem dokladnie, ktory model i jaki
            rozmiar bedzie lezal na mnie najlepiej (swoj rozmiar znam, zeby bylo
            jasne).
            Jesli znajde to czego szukam - kupie, jesli nie - wyjde z pustymi
            rekoma, chocby pani ekspedientka heksametrem slawila moja pieknosc w
            ktoryms staniczku;). Jestem spokojnym i uprzejmym klientem (chocby
            dlatego, ze sama pracowalam w tzw. obsludze klienta i dobrze
            pamietam jak bylo), nie wymagam stalej asysty calego personelu przez
            godzine - choc przymierzalnie moge zajac na tyle, jesli bedzie co
            mierzyc:). Wrazenia opisze na forum w odpowiednim watku.

            Acha, to, ze ktos jest dobra brafitterka nie znaczy automatycznie,
            ze bedzie rownie dobra sprzedawczynia bielizny. Do tego drugiego
            potrzeba dodatkowych warunkow - pewnego podejscia, ktore pozwoli na
            wlasciwe ocenienie zachowania i potrzeb klienta, odpornosc na
            prowokacje (ktos przyszedl do sklepu podminowany i usiluje spuscic
            pare - na bogu ducha winna ekspedientke trafilo), nie brania uwag na
            temat sklepu/asortymentu do siebie personalnie, stoicyzmu wrecz:)
            Nie kazdy ma do tego odpowiednio gruba skore;)



            > Ja w ogóle nie chodzę do sklepów stacjonarnych, bo ceny w nich
            mnie przerażają, zresztą w ogóle nie lubię chodzić po sklepach ;)
            Czułabym się nie w porządku, bo dla mnie cena jest bardzo ważna i
            zawsze szukam okazji.

            A ja owszem, chodze i jakos na moj widok personel nie ucieka w
            poplochu. Chodze ZEBY COS KUPIC, ale to nie znaczy, ze kupie cos, co
            mi nie odpowiada i nie znaczy, ze czuje sie zobowiazana, zeby ZAWSZE
            cos kupic. Nie ma tego, czego potrzebuje - nie kupuje. Jest - kupie,
            bede szczesliwa, nawet, jesli, o zgrozo, moglabym znalezc to gdzie
            indziej taniej;), skoro juz wiem, ze dobre.


            A co do calego watku - pare lat temu na LB bylo straszne narzekanie
            na Pania Hanie z Atuta, ktora nawet dorobila sie tu nawet
            przezwiska "rudej malpy".
            Dla mnie (i pisalam o tym), bylo to co najmniej dziwne, bo w Atucie
            bywalam - ze swoim biustem, z biustem kolezanki, z biustem mamy
            (biustow owych w celu bywania nie odcinalam od
            przynaleznych im cial;)) i za zadnym razem nie zostalam potraktowana
            niegrzecznie ani obcesowo, Pani Hania byla, owszem, rzeczowa i
            konkretna bardzo, nie "cwierkala" rozplywajac sie w zachwycie nad
            moim wygladem w staniku, ale w zadnym wypadku zadna z wlascicielek
            ubieranych biustow nie czula sie zle potraktowana. Poniewaz nie
            jestem prywatna znajoma ani osoba tzw. "znana", majatku na
            Grochowskiej tez nie zostawilam - to dlaczego ja akurat mialam
            pozytywne doswiadczenia z Atutem? Trafialam na "dobre dni"? Nie
            sadze.
            • kura17 Re: oplaty za brafitting 06.08.09, 10:25
              no mnie tez zdziwilo to oburzenie Twoja propozycja - po przeczytaniu watku.

              a przeciez, jak juz wspominalam, podobne akcje JUZ BYLY. "nasz" dziewczyny
              chodzily na brafitting ("brafitting"?) do specjalistek z chantel. pamietacie? i
              w dodatku od poczatku wiedzialy/zakladaly, ze zostana zle zbrafittowane...
              ... tamto zachowanie bylo ok? bo bylo wychwalane, opisywane na forum. i
              brafitting chantel byl wysmiewany...

              nie rozumiem roznicy, naprawde...
      • selvermane Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 22:09
        Mi by sie podobala mozliwosc zakupienia bonu prezentowego w postaci "sesja
        brafittingu". Wreczyc taki jubilatce czy innej solenizantce (ze wskazaniem gdzie
        i numerem telefonu), a ona sobie moze zrealizowac i potem kupic stanik wedle
        zyczenia albo nie kupic.
        Dopasowana zostanie, brafitterka/sklep ma przychod, nawet jezeli nic sie nie kupi...
        No i niektore kobity to sam fakt, ze ktoś już za to zapłacił może zdopingować do
        zebrania się na takie dopasowanie ;)
    • glupia_baba_z_bielizniaka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 22:33
      Dobrze, że ktoś wreszcie poruszył temat Lobbystek. "Z drugiej strony wieszaka"
      wszystko wygląda inaczej. Mnie nigdy nie przyszłoby do głowy, że ktoś jest w
      stanie zachować się w taki sposób, jaki miałam pecha oglądać. Jak można podczas
      przymierzania staników oznajmić ekspedientce, że "teraz wiadomo, jaki rozmiar
      zamówić"..? Ciekawe, co by owa pani zrobiła, gdybym zabrała wszystko, co
      mierzyła mówiąc "to proszę sobie zamówić i nie marnować mojego czasu"? Po czymś
      takim podejrzliwie podchodzi się do każdej osoby, która jest z Lobby, a traci na
      tym cała społeczność.

      Z resztą, nie tylko o mój czas chodzi, ale i innych klientek, które czekają
      godzinę-dwie na wolną przymierzalnię. Można przyjść, poprzymierzać, ale bez
      udawania, że w sklepie zostawi się mnóstwo kasy. Jeśli klientka przychodzi i
      mówi, że "chce poznać swój rozmiar, ale nic nie kupi", bo np. jest bez kasy, to
      zapewniam, że obsługę dostanie na takim samym poziomie, co reszta pań. Tylko że
      taka osoba zajmie max 10 minut, dopóki nie ustali się standardowego rozmiaru,
      potem słyszałam, że innych pani nie chce mierzyć, bo i tak nic nie weźmie. I to
      jest w porządku, bo gdzie indziej taka osoba pozna swój rozmiar? Tutaj sklepy
      stacjonarne są niezastąpione, ale liczy się uczciwość. Natomiast zajmowanie
      przymierzalni na 2 godziny, mówienie, że ten i ten model leży świetnie i jest
      tym poszukiwanym, a potem zostawianie wszystkiego na ladzie i spisywanie nazw
      modeli i rozmiarów jest wg mnie nieuczciwe. Zdarza się oczywiście, że po 2
      godzinach nie można nic dobrać, ale mam na myśli inne sytuacje.

      Dobre sklepy stacjonarne z bielizną nie oferują tego, co sieciówki w centrach
      handlowych. Oferują usługę, jaką jest dobranie rozmiaru. Dlatego stanowią
      odrębną kategorię sklepów.
      • selvermane Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 22:21
        Hm. Numer z zapisywaniam wykonałam same parę razy - np. w Intimo. Panie mnie już
        pewnie pamiętają - przychodzę z kartką ze spisem modeli, które chcę obejrzeć,
        notuję, co w jakim rozmiarze wyszło, że pasuje, kupuję JEDEN (najlepszy) stanik.
        Zdarzyło mi się w tygodniu po wizycie zamówić przez WWW następny z właśnie
        obmierzonych (Siennę 30K, ostatnia sztuka była).

        Czemu? Po to, żeby później nie zawracać już gitary. Jeżeli wiem, że dany model
        (np. Comexim Yvonne) nie pasuje mi w stopniu wysokim, to w następnym
        sklepie/przy następnej wizycie od razu proszę, żeby go nie dawać. Jeżeli czegoś
        nie kupiłam, ale pasowało i było wygodne, znajdzie się na liście do kupienia,
        najczęściej przez internet, a jeżeli tylko będzie ten rozmiar, to zwykle w
        sklepie, w którym dane coś mierzyłam. Jeżeli znajdzie się przybliżenie - przy
        następnej okazji wiem, od czego zaczynać. Oszczędność czasu mojego,
        ekspedientki, pań stojących w kolejce za mną.

        A, najczęściej, mimo stacjonowania w Warszawie, chodzę na staniki w Krakowie...
        Zwykle w towarzystwie (to też panie z Intimo będą nam pewnie pamiętać...)

        A jako introwertyk łatwy do zakrzyczenia zwykle wychodzę ze sklepu z czymś.
        Owszem, parę razy wyszłam z pustymi rękami (raz nie było nic na mnie, raz nic na
        koleżankę), zwykle jednak staram się wybrać coś z sensem.
        • selvermane Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 22:59
          Dla wyjasnienia - Siennę zamówiłam przez www w Intimo właśnie, dlatego, że była
          ostatnia już :)
    • justinehh Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 22:36
      Nie zawsze wchodzę do sklepu, żeby kupić coś konkretnego, czasem tylko się
      rozglądam, przymierzam. To co, mam się przy tym szczerzyć i zagadywać personel,
      żeby było wiadomo, po której jestem stronie? Mam nie przymierzyć, bo z góry
      wiem, że mnie nie stać? Poza tym, brafiterka może dopasować stanik, ale to ja
      muszę podjąć decyzję, czy stać mnie na ten czy inny wydatek i czy dobrze się
      czuję w tym staniku. A w ogóle, co wtedy, jeśli ja komuś okazuję szacunek, a ten
      ktoś tym szacunkiem zamiata chodnik...
      • kasica_k Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 22:53
        Jak ja lubię taki styl dyskutowania. Nie no, oczywiście masz kłaniać się w pas
        od progu ścielić się personelowi do stóp.

        Nikt nie wymaga od Ciebie szczerzenia się, chodzi o elementarną kulturę i
        życzliwość międzyludzką, której niektórym klientkom, jak się okazuje, czasem
        brak. Jak idziesz do kiosku kupić gazetę, to też nie warczysz na sprzedawcę i
        nie rzucasz pieniędzy władczym gestem na ladę, tylko mówisz "dzień dobry" i
        grzecznie artykułujesz swoje życzenie, nie wyrażając się z przekąsem o jego
        kwalifikacjach, gdy przez pomyłkę poda Ci co innego. Prawda?
        • madzioreck Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:08
          kasica_k napisała:

          Jak idziesz do kiosku kupić gazetę, to też nie warczysz na sprzedawcę i
          > nie rzucasz pieniędzy władczym gestem na ladę, tylko mówisz "dzień dobry" i
          > grzecznie artykułujesz swoje życzenie, nie wyrażając się z przekąsem o jego
          > kwalifikacjach, gdy przez pomyłkę poda Ci co innego. Prawda?

          Kasico, są i tacy, niestety :)
      • felisdomestica Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:18
        justinehh napisała:
        > Mam nie przymierzyć, bo z góry
        > wiem, że mnie nie stać? Poza tym, brafiterka może dopasować
        > stanik, ale to ja muszę podjąć decyzję, czy stać mnie na ten czy
        > inny wydatek i czy dobrze się
        > czuję w tym staniku.

        Tak. Jeśli cię nie stać, masz nie mierzyć. Po co? Dla zabawy? Może gdyby usługa brafittingu była płatna, nie zdarzałyby się takie sytuacje.
        • jul-kaa Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:30
          > Tak. Jeśli cię nie stać, masz nie mierzyć. Po co? Dla zabawy? Może gdyby usługa
          > brafittingu była płatna, nie zdarzałyby się takie sytuacje.

          Mam praktyczne pytanie:
          W sklepach są staniki w różnych cenach. Jeśli kogoś stać na stanik za 100-150zl,
          a braffiterka dopasuje jeden jedyny, ale za to kosztujący ok. 300zł, to co
          wtedy? Trzeba na początku zastrzec, że chce się mierzyć tylko tańsze?
          • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:37
            Ale klientki często z góry określają zakres cenowy! I my się do tego
            dostosowujemy. Oczywiście zanosimy do zmierzenia inne staniki (może droższe, ale
            naszym zdaniem idealne), ale to klientka decyduje, czy kupić, czy nie. Czasami
            efekt zachwyci ją tak, że wyda więcej, niż zamierzała. To co, mamy ograniczać
            zakres towaru danej klientce, bo takie miała na początku założenia? Czy to też
            nie podpadnie pod ograniczanie praw klienta?
            • jul-kaa Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:52
              madziaost napisała:

              > Ale klientki często z góry określają zakres cenowy! I my się do tego
              > dostosowujemy. Oczywiście zanosimy do zmierzenia inne staniki (może droższe, al
              > e
              > naszym zdaniem idealne), ale to klientka decyduje, czy kupić, czy nie. Czasami
              > efekt zachwyci ją tak, że wyda więcej, niż zamierzała. To co, mamy ograniczać
              > zakres towaru danej klientce, bo takie miała na początku założenia? Czy to też
              > nie podpadnie pod ograniczanie praw klienta?

              Oczywiście masz rację i właśnie o to mi chodziło. Odnosiłam się do wypowiedzi,
              że "jak cie nie stać, to nie mierz" :)
            • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:47
              W moim ulubionym sklepie stacjonarnym panie wręcz same pytają, czy interesuje
              mnie konkretny przedział cenowy, zaraz po kolorze ;) I to doskonale rozumiem,
              poczytuję to za uprzejmość i pójście na rękę, zamiast wciskanie mi najdroższych
              staników do przymierzalni.
          • epistilbit Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:45
            Chyba tak. Ale mi zawsze ciężko to przez usta przechodzi.
          • felisdomestica Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 02:30
            > trzeba na początku zastrzec, że chce się mierzyć tylko tańsze?

            A czemu nie?
        • a_girl Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 07.08.09, 13:00
          > Tak. Jeśli cię nie stać, masz nie mierzyć. Po co? Dla zabawy? Może gdyby usługa
          > brafittingu była płatna, nie zdarzałyby się takie sytuacje.

          Hmmm... Wydaje mi się, dziewczęta, że popadacie jednak w lekką przesadę... Ja
          wszystko rozumiem - klientki, które przymierzają tony staników, żeby potem kupić
          je w necie z pewnością są niczym wrzód na tyłku dla ekspedientek i brafiterek,
          ale nie przeginajmy w drugą stronę... :/. Klient przychodzący do sklepu ma prawo
          przymierzać rzeczy i ma prawo wyjść z niczym, jeżeli akurat taka wola.

          Mi często zdarza się pójść do sklepu po to, żeby po przymierzać. Nie robię tego
          w chytrym celu zakupienia tego samego w necie taniej ani po to, żeby komuś
          uprzykrzyć życie. Po prostu - chcę zorientować się w ofercie, wiedzieć, co
          wybrać przy następnej okazji itd. Jestem studentką, pracującą dorywczo w taki,
          czy inny sposób. Zdarza mi się opływać w gotówkę, są też okresy, kiedy żyję na
          chlebie z dżemem. Czasami zachodzę do sklepu z brafittingiem (bo mam po drodze,
          bo mam ochotę, bo może wkrótce przyjdzie stypendium) i przymierzam parę rzeczy,
          chociaż wiem, że W TEJ CHWILI nie stać mnie, żeby je kupić. Co nie oznacza, że
          nie wrócę do tego samego sklepu za 2-3 tygodnie z wypchanym portfelem i nie
          kupię bez większych ceregieli tego, co upatrzyłam sobie już wcześniej. W
          lobbowym sklepie stacjonarnym kupiłam już kilka staników, napędziłam też im dwie
          klientki (siostrę i koleżankę). Więc klient "tylko przymierzający", to nie
          zawsze strata dla sklepu ;).
          • luliluli Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 07.08.09, 13:32
            a_girl napisała:

            W
            > lobbowym sklepie stacjonarnym kupiłam już kilka staników, napędziłam też im dwi
            > e
            > klientki (siostrę i koleżankę). Więc klient "tylko przymierzający", to nie
            > zawsze strata dla sklepu ;)

            zdarzyło mi się kiedyś spędzić dłuższy czas w sklepie na mierzeniu strojów
            kąpielowych i przymierzyłam chyba wszystkie w moim rozmiarze, po kilku
            tygodniach wróciłam już z pieniędzmi(oczywiscie ponownie przymierzyłam;)) i
            dopiero wtedy kupiłam ten najodpowiedniejszy. Nie widzę w swoim postępowaniu
            niczego zdrożnego:P
            Przecież nie każdy kupuje kawałek szmatki za ciężką kasę w 5 minut!
    • zupa_grzybowa Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:42
      Sporo mądrych rzeczy już zostało powiedzianych - zwłaszcza o
      traktowaniu sklepu jak przymierzalni. Nic złego w tym, że ktoś chce
      przymierzyć konkretny model w konkretnym rozmiarze. Ani w tym, że
      ktoś chce znać swój rozmiar, ale zastrzega, że nic na razie nie
      kupi. Ok, dobieram rozmiar, mówię, jakie modele/kroje są najlepsze.
      Najgorsze jest zamykanie się w przymierzalni na półtorej godziny z
      pięcioma stanikami, w momencie gdy w kolejce jest 5 osób, a do
      zamknięcia godzina, i niekupienie niczego. Nie w porządku jest też
      przymierzanie wszystkiego, co jest w sklepie, i angażowanie
      brafitterki do oceniania, doradzania i donoszenia kolejnych
      staników, po to, żeby zamówić w internecie (i nie ukrywać tego).
      Kolejna rzecz - przychodzenie na dobranie stanika, trwające
      nierzadko godzinę-półtorej, 15 minut przed zamknięciem sklepu. Albo
      siedzenie godzinę po zamknięciu i niekupienie niczego.
      I jeszcze jedno - domaganie się staników, kiedy jeszcze stoi się w
      kolejce, a brafitterki zajęte są klientkami w przymierzalniach. A
      potem siedzenie godzinę z tymi stanikami w rękach, w momencie gdy
      osoby w przymierzalniach właśnie tych staników potrzebują...
      • epistilbit Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:49
        A to nie jest wina:
        -zbyt malej ilości przymierzalni,
        -zbyt malej ilości staników,
        -braków personalnych?
        • glupia_baba_z_bielizniaka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 04.08.09, 23:56
          epistilbit napisała:

          > A to nie jest wina:
          > -zbyt malej ilości przymierzalni

          Nawet w stacjonarnym Bravissimo, o ile dobrze pamiętam relacje forumek, na
          brafitting się czeka, i to długo.

          > -zbyt malej ilości staników

          I nie ma tam dostępnych wszystkich modeli/rozmiarów, które są na stronie. Niech
          mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę...
          • epistilbit Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:00
            Czyli - problem- rozwiązałoby imho umawianie się wcześniejsze na bra fitting i
            jakaś opłata za niego?
          • joannea Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:42
            glupia_baba_z_bielizniaka napisała:
            >
            > Nawet w stacjonarnym Bravissimo, o ile dobrze pamiętam relacje forumek, na
            > brafitting się czeka, i to długo.
            >
            > I nie ma tam dostępnych wszystkich modeli/rozmiarów, które są na stronie. Niech
            > mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę...

            W stacjonarnym Bravissimo (byłam w dwóch 3 tygodnie temu, dokładny opis na blogu
            z sygnaturki):

            -nie ma szans załapać się na pełen brafitting bez wcześniejszego umowienia (a
            próbowałam w sumie "z marszu" 3 razy); panie doniosą wskazaną palcem w katalogu
            bieliznę i rzucą okiem, ale nie przeprowadzą konkretnego doboru.
            -w poczekalni zdażyło mi się widzieć około 10 czekających kobiet, i nikt niczego
            nie popijał (mi w trakcie mierzenia miliona rzeczy też miczego nie podano).
            -brafitting nie jest przeprowadzany na wyprzedażowych modelach (!!!)
            -wybór modeli: tylko z ostatniego katalogu, i w moim rozmiarze (30GG,
            ewentualnie 32G) oznaczało to naprawdę niewiele.

            Byłam w Polsce raz w sklepie, w Poznaniu, i naprawdę zajęto się mną tam lepiej.
            • kura17 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:14
              ja mialam troche lepsze doswiadczenie w bravissimo w cambridge.
              owszem, na brafitting z pania trzeba sie bylo umowic (ale przyszlam w godzinach
              szczytu, nastepnego dnia moglabym zostac obsluzona od razu, akurat bylam znowu i
              zostalo mi to zaproponowane).
              ale przymierzalni bylo mnostwo i sama (bez brafitterki) moglam pomierzyc co
              tylko chcialam, jakkolwiek dlugo - nikt nie czekal w przymierzalni, wiele akurat
              stalo wolnych. moze dobrze trafilam :)

              bylo mnostwo stanikow w moim rozmiarze (i sasiednich), wystarczylo poprosic
              pania o przyniesienie z magazynu. wszystkie modele "z wieszaczkow" zostaly
              znalezione w moim rozmiarze.
              w czasie brafittingu pani poprzynosila mi sporo, wybierajac te (po kilku
              probach), ktore wg mnie beda mi najbardziej pasowac krojem (miala racje :).

              ale faktem jest, ze widzialam tam kolejke (nieduza) do brafittingu, ale nie do
              mierzenia.

              pewnie rozne sa sklepy i rozne pory - czasem trzeba zwyczajnie miec szczescie i
              dobrze trafic :)
          • tfu.tfu nie mylisz 05.08.09, 08:12
            czeka się, chyba że miało się szczęście wejść z ulicy i akurat trafić na lukę,
            wtedy to tylko 15 minut. co więcej, podejście pań w UK nie jest podejściem
            roszczeniowym, nie wybrzydza się, nie maltretuje bra-fitterki przez godzinę i
            jest tam prosta zasada: 30 minut przed zamknięciem przyjmuje się ostatnią osobę
            na bra-fitting!
            tam to normalne, u nas? jak widać nie.
          • selvermane Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 22:29
            I owszem. W dwoch Bravissimo w Londynie sprawdzałam, próbując kupić coś na moje
            32J. W jednym w ogóle 4 staniki, w drugim iles podejść do sportowego, bez
            wyników. Wyszłam z Harmony balkonetką, która po jakimś czasie się znarowiła w
            dodatku...
            Kolejka siedzi, panie zbierają "zamówienie" na to, co mają przynieść z magazynu.
            Owszem, wyraźnie dostosowują przynoszone rzeczy do ich realnych rozmiarów (tzn
            przyniosły mi ściśliwe 34 i jak większa micha to mniejszą literkę). Brafitting
            na umówione godziny. "Na sklepie" wisi po 4-5 sztuk na model.
        • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:01
          Odniosę się tylko do mojego salonu. Spotkałam się już z opiniami, że mam za DUŻO
          brafitterek albo, że klientki są kilkakrotnie pytane, ćzy nie potrzebują
          pomocy/kawy/herbaty. Tak samo często spotykam się z opiniami, że mam za MAŁO
          obsługi i trzeba czekać w kolejce. Niestety, nie da się dogodzić wszystkim.
          Mam trzy przymierzalnie i zazwyczaj trzy brafitterki (teraz okres urlopowy, więc
          są dni, kiedy są dwie) i czasami zdarza się kolejka. Niestety kolejka nie wynika
          z opieszałości obsługi a z czasu, jaki potrzbują na podjęcie decyzji o kupnie
          klientki. Często klientki oczekujące w kolejce pytają "jak długo to potrwa?". I
          jak im odpowiedzieć? Przecież nie spytam tych klientek w przymierzalniach, jak
          długo jeszcze mają zamiar zabawić:)
          A spisywanie cen/rozmiarów/modeli po godzinie lub więcej obsługi jest niestety
          jakby nie fair... No chyba, że wina leży po naszej stronie (nie mamy rozmiaru,
          nie możemy sprowadzić).
          • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:31
            czasem można zapisać model dlatego, że w danym momencie nie ma się
            kasy, ale np się wróci jutro z pieniędzmi aby kupić i chce się
            zapamiętać, który to był :>
            • glupia_baba_z_bielizniaka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:40
              Kuraiko - uwierz mi, jak się trochę popracuje w bieliźniaku, to można odróżnić
              te dwie grupy "zapisywaczy" :-) Próbujesz na siłę usprawiedliwić czyjeś
              zachowanie. Gdyby było tak, jak piszesz, to te klientki by wracały, a nie
              zawijały się na zawsze (lub do następnego mierzenia).
              • kuraiko Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:47
                wcale nie na siłę, pokazuję tylko pewną możliwość ;)
                samej mi się zdarzyło raz zapisać model stanika, nie wróciłam jednak
                do tego sklepu, nawet trudno powiedzieć czemu, bo nie pamiętam. i od
                razu możnaby założyć, że na pewno zrobiłam to w niecnych celach xD
                pewnie, że jak się zapisuje hurtową ilość modeli to coś jest na
                rzeczy...
              • drzazga1 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 21:05
                glupia_baba_z_bielizniaka napisała:

                > Kuraiko - uwierz mi, jak się trochę popracuje w bieliźniaku, to
                można odróżnić te dwie grupy "zapisywaczy" :-)

                Kurka, a ja zapisuje to co na mnie zle lezy. Po to, zeby za kilka
                tygodni/miesiecy nie tracic czasu an ponowne mierzenie - po 20-paru
                stanikach przymierzonych w czasie jednej sesji mozna potem
                wszystkich modeli i rozmiarow nie pamietac.

                Zdarzylo mi sie tez, w sklepie nie w Polsce, ze wszystkie mierzone
                byly zbyt male w miskach - o jeden rozmiar. Akurat na H konczyl sie
                asortyment sklepu (przy czym powyzej G to juz tylko staniory przasne
                sie nalezaly w trojcy niesmiertelnej kolorystycznej), a ja
                potrzebowalam HH.
                Jedyne co lezalo znosnie to jakies Fantasie, no ale przepraszam, 70
                euro nie dam za cos co lezy zaledwie znosnie, a urode ma trumniaka
                (na zasadzie do trumny moze bym wlozyla...). Wzrok pani ekspedientki
                (mocno sredni wiek, sporobiusciasta, a ten biust lezal sobie
                wygodnie na brzuchu tworzac cos na ksztalt ludzika Michelin) mowil
                wszystko...:D. Na szczescie glosno nie komentowala moje wybrednosci.
                A kupilam wtedy i tak - nijak niedopasowanego rozmiarowo Shock
                Absorbera (wtedy jeszcze wierzylam w ich sugestywna reklame),
                wkrotce potem trafil na allego:).
          • sbarazzina Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 00:12
            Odpowiem Madzia na Twój post, bo zakupy stacjonarne robiłam narazie
            tylko w Milli.

            Od razu przyznam się, że ja zapisuję wszystkie mierzone modele. Nie
            w przymierzalni, więc nie zajmuję jej niepotrzebnie, tylko w domu.
            Dodam, że zapisuję wszystkie staniki jakie przewinęły mi się przez
            ręce, kupione stacjonarnie i w necie, odesłane, trafione,
            nietrafione. Stworzyłam sobie specjalny plik w exelu :) I nie
            uważam, żeby to było coś złego, wręcz przeciwnie. Uczę się w ten
            sposób na jakie staniki zwracać uwagę i oszczędzam też czas
            następnej wizyty w sklepie, bo już wiem który rozmiar mierzyć czy
            jaki model w ogóle sobie odpuścić.

            Mam też takie pytanie. Zauważyłam, że w Milli każda klientka
            obsługiwana jest przez brafitterkę (3 brafitterki, 3
            przymierzalnie). Istnieje możliwość samodzielnego mierzenia czy nie
            jest to mile widziane. Zastanawiam się tak czysto teoretycznie, w
            związku z dyskusją w tym wątku, bo mi osobiście brafitterka nie
            przeszkadza, wręcz przeciwnie i chyba do tej pory zawsze na coś się
            decydowałam.

            Wiem, że jestem trudną klientką, więc za ewentualne zmęczenie moją
            osobą przepraszam. I doceniam trud, pracę i ciepliwość i dziękuję,
            że jest taki sklep we Wrocławiu. Pozdrawiam
            • madziaost Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 10:20
              Dziękuję:)
              Oczywiście, że można załatwić wizytę "samoobsługowo", pod warunkiem, że mamy
              wolna przymierzalnię:)
              A jeśli chodzi o zapisywanie modeli, to przecież absolutnie nie o takie
              zapisywanie chodzi w tym wątku.

              Pozdrawiam
              Magda
          • drzazga1 Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 06.08.09, 20:53
            madziaost napisała:

            > Odniosę się tylko do mojego salonu. Spotkałam się już z opiniami,
            że mam za DUŻO brafitterek albo, że klientki są kilkakrotnie pytane,
            ćzy nie potrzebują pomocy/kawy/herbaty

            Madziaost, a nie boisz sie, ze klientka ta kawa niechcacy zachlapie
            przymierzany stanik?
            Ja bym sie bala i na pewno nie pilabym nic w przymierzalni lub
            stojac kolo wieszakow - pisze to jako klient, wiec na propozycje
            poczestowania odpowiedzialbym "nie, dziekuje" lub "moze po zakupach".

            Kurde, na kawe to sie do kawiarni chodzi, w sklepie co najwyzej moze
            byc dystrybutorek z garaca i zimna woda - takie jest moje zdanie.

            Mam troche wyobrazni i rozumiem obawy sprzedawczyn przez
            zniszczeniem/zabrudzeniem towaru, nawet nieumyslnym.
            W przymierzalniach kilku sklepow odziezowych spotkalam sie nawet ze
            specjalnym chustkami, ktore maja chronic przymiezana odziez przez
            kontaktem z umakijazowana twarza/szyja klientki.

            Na szczescie stanikow nie wklada sie przez glowe:), ale ja np. po
            zdjeciu ciuchow staram sie pamietac o dokladnym wytarciu chusteczka
            pach - nie dlatego,ze tak bardzo sie poce, tylko dlatego, ze
            antyperspiranty niestety zostawiaja slady, szczegolnie na czarnym
            (niezaleznie od tego co w reklamie prawia), na zaplanowane wczesniej
            mierzenie przychodze prosto z domu po prysznicu, nie uzywam wtedy
            np. balsamu do ciala.

            Sama ostatnio dostalam ze sklepu wysylkowego stanik, ktory nosi
            lekkie slady przymierzania (to stanik, ktory byl sprowadzany z
            oddzialu stacjonarnego Bravissimo), na szczescie rozmiarowo i tak
            niedobry, wiec odesle bez wahania - zaznaczajac w formularzu, ze
            dostalam taki egzemplarz, bo gotowi pomyslec, ze to ja go tak
            intensywnie przymierzalam.
            • madziaost drzazgo1:) 06.08.09, 21:57
              Takiego pięknego posta wysmażyłam przed chwilą i mi się komp zawiesił. Nie wiem,
              czy dam radę powtórzyć:)
              Odnośnie chlapania kawą: nie boję się, bo kawę/herbatę/wodę proponujemy osobom
              oczekującym w kolejce (zazwyczaj siedzącym na sofie, choć czasami braknie
              miejsca) ufając, że nie będą z napojami biegać po salonie. Choć różnie bywa:)
              Zdarzyło mi się zaproponować panu czekającemu na żonę kawę. Poprosił o herbatę,
              a jak dostał, to wyjął kanapki i zasiadł do posiłku na sofie:) Mnie to bardziej
              bawi, niż denerwuje. Choć są przypadki, które wprawiają nas w osłupienie.
              Piszesz, że nie wkłada się stanika przez głowę. Może i racja, ale nierzadko
              bielizna wraca z przymierzalni uwalana pudrem, bronzantem do ciała a nawet krwią
              (raz pani wycisnęła sobie pryszcza na plecach, widocznie brakowało jej w domu
              dużego lustra). I nic to, że w przymierzalniach są chusteczki mokre i suche,
              szlafroczki.
              Ale tak właśnie wygląda praca z ludźmi. Są różni. A ja mimo to lubię tę pracę i
              nie "focham" się, ani nie skarżę, bo... bo są przesympatyczne klientki, które
              nam to rekompensują. Bo widzę jak rośnie ich samoocena w dobrym staniku, bo
              widzę ich uśmiech i słyszę miłe słowa na swój i moich brafitterek temat. I
              takich klientek jest większość.
              Pewnie, że sfrustrowana klientka, która akurat w naszym salonie musiała upuścić
              emocji, bo już nie mogła wytrzymać od np. miesiąca, może zepsuć humor na cały
              dzień. Ale na tym polega profesjonalne podejście do klienta, że nikt nie może
              tego zauważyć.
              Bardziej boli mnie np. postawa pt. "stoisz za ladą, jesteś głupia, nic nie
              wiesz" i postępowanie z wyrachowaniem na niekorzyść sklepu (vide opisane przeze
              mnie w innym poście o wycieczkach).

              I mam nadzieję, że nikt się teraz nie odezwie, że jak mi się nie podoba, to mogę
              zamknąć sklep, bo nikt mi nie kazał. Pewnie, że mi nikt nie kazał. Mało tego,
              nawet tu, na Lobby próbowano mnie ośmieszyć i oskarżano o lenistwo i brak mózgu.
              A jednak sklep istnieje i ma się dobrze:) I nawet nie musiałam sobie kupować
              różowego vana.

              Pozdrawiam serdecznie
              Magda
              • drzazga1 Rany kota... =:-O 07.08.09, 21:15
                madziaost napisała:

                > Zdarzyło mi się zaproponować panu czekającemu na żonę kawę.
                Poprosił o herbatę, a jak dostał, to wyjął kanapki i zasiadł do
                posiłku na sofie:) Mnie to bardziej bawi, niż denerwuje.

                No, akurat temu panu bym wybaczyla - moze biedak po pracy byl, o ile
                nie probowal zblizac sie do towaru z tymi kanapkami oczywiscie:)


                >Choć są przypadki, które wprawiają nas w osłupienie.
                > Piszesz, że nie wkłada się stanika przez głowę. Może i racja, ale
                nierzadko bielizna wraca z przymierzalni uwalana pudrem, bronzantem
                do ciała a nawet krwią (raz pani wycisnęła sobie pryszcza na
                plecach, widocznie brakowało jej w domu dużego lustra)


                No to ja juz wiem, ze na pewno nigdy w zyciu nie zaloze sklepu z
                bielizna - bo nie wytrzymalabym i kazala bezczelnemu babsku zaplacic
                za straty.
                Teraz juz rozumiem zastrzezenie na stronie sklepu internetowego
                Melissy - nie wysylamy wiecej niz dwoch rozmiarow w jednym modelu,
                bo bielizna zamawiana w celu dobrania rozmiaru najczesciej wraca do
                nas w stanie nienadajacym sie do ponownej sprzedazy... a ja
                myslalam, ze przesadzaja, bo jak mozna zwracac/oddawac w sklepie
                stacjonarnym bielizne, ktora sie ubrudzilo???

                To co wyzej, o zaciaganiu pierscionkiem - tez kazalabym placic,
                Mogla baba zdjac precjoza, przeciez to nawet dla neij niewygodnie
                przy ukladaniu piersi w staniku!

                Tylko nie wiem, jak z podstawa prawna, jest jakas, zeby klient
                musial placic za zniszczony przy mierzeniu towar?
            • marciasek Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 10.08.09, 14:38
              > Na szczescie stanikow nie wklada sie przez glowe:)

              Heh, moja teściowa akurat przez głowę właśnie zakłada - na zapinanie z przodu
              nie wpadła, a uraz kręgosłupa uniemożliwia zapięcie z tyłu. Nigdy nie wiadomo ;)
        • maheda Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:01
          epistilbit napisała:

          > A to nie jest wina:
          > -zbyt malej ilości przymierzalni,
          > -zbyt malej ilości staników,
          > -braków personalnych?

          Pozwolę sobie na zgryźliwość i zapewne za nią mi się dostanie, ale trudno.

          Na wszystko - na przymierzalnie, kasę oraz większą ilość staników, potrzebne są
          pieniądze.

          Pieniądze w takich sklepach zarabia się, sprzedając bieliznę. A nie - pozwalając
          na jej przymierzanie celem zakupów przez kobiety potem taniej w necie.

          Być może niektóre z Was to zdziwi, ale kobiety zakładające sklepy chcą na tych
          sklepach zarobić pieniądze na swoje utrzymanie; nie mają kasy na to, żeby
          dokładać do idei poprawnego ostanikowania kobiet.
          Bardzo chętnie pomogą za to wedle możliwości (choćby czasowych) w doborze
          poprawnego rozmiaru także i tym kobietom, które w danej chwili na zakup stanika
          nie stać - niemniej nie wolno wg mnie na nich bezwzględnie żerować nie dając im
          kompletnie i wcale możliwości zarobku, bo sklepy stacjonarne są nam zwyczajnie
          potrzebne.
          • epistilbit Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 00:22
            A ja tam złośliwości żadnej nie widzę.
            Pewnie, że nikt nie prowadzi, działalności charytatywnej.
            Tak się na głos zastanawiam...
            I doszłam do wniosku, że powodem może być zbyt mała ilość sklepów stąd jeden
            sklep bierze sobie wszystko co złe na klatę.
          • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:43
            A ceny w sklepach stacjonarnych, to napędzamy niestety my same, kupując taniej w
            necie - bo skoro mniejszy przerób, to trzeba podwyższać marże. Nie mówię
            oczywiście o tych klientach, którzy kupują wyłącznie okazje na allegro czy ebaju
            za 5 funtów, bo wiadomo, że w sklepach netowych też nie kupują.
            • melamina Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:45
              Pamiętaj, że część dystrybutorów, czy producentów narzuca ceny
              minimalne.
              Sprzedawcy grozi odmowa dalszej współpracy za sprzedaż po niższych
              cenach.
              • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 09:57
                Ale wiem to, oczywiście, to też składa się na wyższą cenę - ale czy cena
                minimalna dotyczy tylko sklepów stacjonarnych, czy netowych też? A co w
                przypadku, gdy ma się jednocześnie i taki i taki? Z ciekawości pytam, chyba że
                to tajemnica zawodowa ;)

                Wiem też, że na czymś trzeba zarabiać - zmniejszony obrót kompensuje marża, a za
                zmniejszony obrót odpowiadamy my, klientki sklepów netowych, no przynajmniej w
                części i przynajmniej w moim rozumowaniu. I bynajmniej nie chodzi mi o to, że
                mam o wyższe ceny jakiekolwiek pretensje - jakość obsługi też kosztuje.
                • melamina Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 10:07
                  Dotyczy każdego rodzaju sprzedaży.
                  Potrafią się przyczepić nawet wyprzedaży posezonowej.
                  • ganbaja Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 10:24
                    Czy to jest zgodne z przepisami? Narzucanie cen minimalnych?
                  • ko_kartka Re: Lobbystki i lobbówki - "z drugiej strony wies 05.08.09, 10:34
                    Serio, nawet wyprzedaży? To już kompletny idiotyzm, pomijając sam sens cen
                    minimalnych...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja