fyrlok
26.03.06, 23:53
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3237881.html
Cała Polska wymienia tramwaje
Po polskich torowiskach jeżdżą przede wszystki wagony z Konstalu liczące
nawet po 20-30 lat
Lech Bojarski, Przemysław Poznański, Poznań 26-03-2006 , ostatnia
aktualizacja 26-03-2006 20:06
Nawet kilkaset milionów złotych może dostać Polska od Unii na nowe tramwaje.
Szykuje się bitwa o rynek
Jest o co się bić, bo tramwaje to od lat podstawowy środek komunikacji w
dużych miastach. Jednak przez lata nie inwestowano w tabor i dziś po
kiepskich torowiskach jeżdżą wagony z Konstalu liczące po 20-30 lat, a nawet
40-letnie niemieckie maszyny z demobilu.
Dostęp do unijnych funduszy spowodował ogromne ożywienie wśród dotowanych
przez samorządy firm przewozowych. Unia chętnie daje pieniądze na inwestycje
w transport zbiorowy, więc miasta ubiegają się o miliony euro. Warszawa
dostała blisko 100 mln zł na remont torów w Al. Jerozolimskich i zakup 15
tramwajów. Do Trójmiasta trafi 80 mln zł na budowę nowych linii i kupno
trzech tramwajów. Za unijne pieniądze tabor kupują Wrocław i Kraków, a Poznań
buduje nową trasę.
W ciągu najbliższych dwóch lat polskie miasta kupią kilkadziesiąt nowych
tramwajów. Wszystkie będą zgodnie z europejskim standardem niskopodłogowe. -
Polskie przedsiębiorstwa transportowe należą do największych w Europie,
zapotrzebowanie na nowy tabor będzie wciąż rosło - uważa dr Andrzej Krych z
poznańskiego Biura Inżynierii Transportu. - Zachodni producenci dostrzegli to
już dawno, krajowi dopiero się budzą - dodaje.
Do tej pory polskie firmy nie budowały niskopodłogowych tramwajów własnej
konstrukcji, jedynie składały zagraniczne. Teraz mają szansę na rozwój,
której nie chcą przegapić. Ich atutem ma być cena. Najtańszy tramwaj
sprowadzony z Zachodu kosztuje 8 mln zł, a produkowany w Polsce niecałe 6. -
Rozwiązania technicznie wszędzie stosuje się podobne - mówi Jerzy Korycki,
szef marketingu w bydgoskiej Pesie, która już w lipcu będzie testować
prototyp swojego niskopodłogowca. Być może wcześniej światło dzienne ujrzy
konkurencyjna konstrukcja z Fabryki Pojazdów Szynowych przy Zakładach
Cegielskiego w Poznaniu. To pomiędzy tymi firmami rozegra się bitwa o polski
rynek tramwajowy. Niedawno walczyły w przetargu, który ogłosiły Tramwaje
Warszawskie. Zwyciężyła Pesa.
Niewykluczone jednak, że niedługo zamiast walczyć, rywale połączą siły.
Pierwsze rozmowy w sprawie przejęcia spółki należącej do Cegielskiego przez
Pesę już się odbyły. Po takiej fuzji polska firma byłaby bardzo poważnym
graczem na europejskim rynku.
Jeśli skonstruowane w Bydgoszczy i Poznaniu tramwaje pomyślnie przejdą testy
na torach, to zachodnim producentom trudno będzie konkurować na polskim
rynku. We wspomnianym przetargu w Warszawie niemiecki Siemens swój najnowszy
tramwaj wycenił na ponad 11 mln zł. Nie bez znaczenia jest także wcześniejsza
wpadka tej firmy, która sprzedała Poznaniowi 14 niskopodłogowców Combino z
ukrytą wadą konstrukcyjną.
Poważnym rywalem naszych fabryk jest czeska Skoda, której udało się sprzedać
17 niskopodłogowych tramwajów Wrocławiowi. Czesi oferują konkurencyjną cenę -
ok. 6,8 mln zł za jeden tramwaj. Jednak zdaniem dr. Krycha z BIT polskich
producentów stać na pobicie południowych sąsiadów, bo produkowane w Polsce
tramwaje mogą być dużo tańsze.
Za produkcję tramwajów bierze się nawet... poznański producent autobusów
Solaris Bus & Coach. Wszedł do konsorcjum, które dostarczy tramwaje do
Krakowa. Solaris będzie je budował z kanadyjskim Bombardierem i niemieckim
Vossloh Kiepe. Konsorcjum zbuduje dla Krakowa 24 niskopodłogowe tramwaje, a
kontrakt opiewa na ponad 42 mln euro. Pierwsze tramwaje pojawią się w
Krakowie we wrześniu 2007 r., a ostatnie - wiosną 2008 r. Po krakowskich
ulicach jeździ obecnie już 26 podobnych niskopodłogowych tramwajów
Bombardiera. Jaka będzie w tym konsorcjum rola Solarisa znanego dotąd z
produkcji autobusów? Zmontuje pojazdy, do których Bombardier dostarczy
karoserie, a Vossloh Kiepe - osprzęt elektryczny.