rodowiczmaryla
05.08.06, 20:04
Chorzowscy Przyrodnicy
O PRZYRODNIKACH ZWIĄZANYCH Z TERENEM CHORZOWA
Mirosław Syniawa
Z racji budowy geologicznej podłoża obszaru, jaki zajmuje dziś Chorzów, nie
należy się specjalnie dziwić, że to przede wszystkim miejscowe kopaliny, jako
pierwsze, wzbudziły zainteresowanie przyrodników, zaś pierwszymi,
bezimiennymi przyrodnikami byli tu argenti fossores, tj. kopacze srebra.
Historia wydobycia tutejszych podziemnych skarbów nie jest może aż tak długa,
jak chcieliby ci, którzy ów średniowieczny Zuersow z bulli papieża
Innocentego II z jego kopaczami srebra utożsamiają z Chorzowem, jednak wiemy
z całą pewnością, że w wieku XVI szukano tu rud srebra i przynajmniej na
niewielką skalę je również wydobywano . Ślady tego górnictwa widoczne były
jeszcze pod koniec XVIII w., gdy zaczęli pojawiać się na obszarze
dzisiejszego Chorzowa pierwsi badacze przyrody z prawdziwego zdarzenia,
skoncentrowane zaś były w dzisiejszej Dolinie Górnika i na obszarze pomiędzy
Chorzowem Starym i Maciejkowicami. Tam właśnie występowały dolomity
kruszconośne obfitujące w rudy rozmaitych metali.
Już wtedy zawód górnika wymagał specjalnych predyspozycji: trzeba było
przezwyciężyć lęk przed ciemnością, lęk przed zamknięciem w ciasnej
przestrzeni, lęk przed podziemnymi duchami, w które powszechnie wierzono.
Trzeba też było sporo doświadczenia i spostrzegawczości, by znaleźć kruszec
rozrzucony kapryśnie przez przyrodę wśród ławic dolomitów. Dzięki owej
spostrzegawczości dawni kopacze srebra zwracali uwagę nie tylko na rudy, ale
i inne twory przyrody występujące w eksploatowanych przez nich skałach. To
wśród nich właśnie narodziła się legenda o spotykanych w dolomitach
paciorkach z różańca świętego Jacka. Za paciorki te uznali oni występujące
niekiedy masowo w utworach wapienia muszlowego człony łodyżek liliowców –
rzędu zwierząt, które wraz z rozgwiazdami, jeżowcami i strzykwami należą do
gromady szkarłupni. Tak zatem mamy zrodzoną w naszych stronach legendę, która
wpisuje się w całą grupę legend o rozmaitych „diabelskich
kamieniach”, „czarcich pazurach”, „wężach św. Hildy”, „kamiennych
językach”, „piorunowych strzałkach” i innnych skamieniałościach.
Wspomniani wyżej badacze z końca XVIII w. nie interesowali się już srebrem –
bardziej interesowały ich wapienie i węgiel kamienny, a że obu tych surowców
na terenie obecnego miasta Chorzowa, na owym obszarze leżącym na pograniczu
trzech dużych struktur geologicznych – niecki bytomskiej, siodła głównego i
niecki centralnej – było pod dostatkiem, zapadła decyzja by właśnie tutaj
wybudować jedną z dwóch dużych państwowych hut. Tak powstała huta „Królewska”.
Z badaczy, którzy przewinęli się przez obszar dzisiejszego Chorzowa w tym
pierwszym okresie, należełoby wymienić przede wszystkim Friedricha Georga
Kapfa i młodego Leopolda Christiana von Buch .
Kapf pochodził z Wittichen w Szwabii, gdzie przyszedł na świat 15 maja 1759
roku. Niezbyt wiodło mu się w życiu aż do chwili, gdy poznał barona von
Heinitz, który w 1786 r. zatrudnił go w śląskim przemyśle państwowym. Na
Górny Śląsk trafił z początkiem lat 90-tych XVIII w., by nadzorować
poszukiwania złóż węgla. W tym samym mniej więcej czasie trafił tu też
sprowadzony przez hrabiego Redena z Brabantu Izaak Salomon. Ponieważ
wiercenia były w owym czasie zbyt kosztowną metodą poszukiwawczą, stosowano
je tylko do szukania złóż soli, węgla zaś szukano przede wszystkim tam, gdzie
utwory węglonośne występują na powierzcni terenu. Dlatego też poszukiwania
Kapfa i Izaaka Salomona dały w rezultacie odkrycie płytkich złóż w centrum
dzisiejszego Chorzowa i w Zabrzu. W tych dwóch miejscach powstały też dwie
duże kopalnie państwowe – „Król” i „Królowa Luiza”. Ubocznym odkryciem
dokonanym przez Kapfa podczas tych prac poszukiwawczych było prawidłowe
rozpoznanie głównego ciągu pokładów – „Hauptflözzug” – struktury
geologicznej, która dziś znana jest lepiej pod nazwą „siodła głównego”.
Friedrich Georg Kapf zmarł nagle we Wrocławiu 19 stycznia 1797 roku, w wieku
niespełna 38 lat.
Młody Leopold von Buch, który został później jednym z twórców nowoczesnej
geologii, pracował na Śląsku w latach 1796-97. Poza opublikowanymi
rezultatami swojej pracy pozostawił też rękopiśmienne sprawozdania z
prowadzonych badań, w tym również mapę geologiczną Górnego Śląska, na której
po raz pierwszy przedstawiona została budowa geologiczna terenów zajmowanych
przez Chorzów. Brak nam danych, czy Buch odwiedzał ten teren, ale gdy weźmie
się pod uwagę, że istniała tu już wtedy szybko rozwijająca się kopalnia
państwowa „Król” jest nieprawdopodobieństwem, by Buch pominął ją w tracie
swoich podróży.
Tego rodzaju wątpliwości nie ma, jeśli chodzi o wizytę na terenach Chorzowa
młodego Aleksandra von Humboldt w roku 1793 , choć miała ona charakter
bardziej okazjonalny. Chociaż Humboldt był w tym czasie, podobnie jak Buch,
związany z pruskim górnictwem, interesował się na Śląsku niemal wyłącznie
grzybami występującymi w podziemnych wyrobiskach. W jego wczesnym
dziele „Flora Fribergensis” natykamy się na wzmiankę o występowaniu grzybów
Boletus botryeoides w „fodina anthracina, zu Haiduck, in Silesia” , tj. „w
kopalni węgla, w Hajdukach, na Śląsku”. Nie ulega wątpliwości, że chodzi tu o
Chorzów.
Kolejną ciekawą postacią, jaka pojawiła się w Chorzowie, był Karl von
Oeynhausen . Urodził się, tak jak i jego brat-bliźniak Friedrich, 4 lutego
1795 roku w Grevensburgu w Westfalii. Po rocznej praktyce w Brzegu w roku
1817 rozpoczął pracę w urzędzie górniczym w Tarnowskich Górach, gdzie spędził
trzy lata. Owocem tych lat był m.in. plan kopalni „Król”, mapa geologiczna
Górnego Śląska” oraz obszerny „Zarys geognostycznego opisu Górnego Śląska”. W
pracy tej dla wypiętrzonego ciągu wychodni karbonu między Zabrzem i
Mysłowicami – tych samych którym Kapf nadał nazwę „głównego ciągu pokładów” –
po raz pierwszy użył określenia „siodło główne” (Hauptsattel). Warto też
dodać, że w „Zarysie”, wydanym w tym samym roku, w którym angielski lekarz i
przyrodnik Gideon Mantell znalazł pierwsze szczątki iguanodona, zamieszczona
została najstarsza wzmianka o kościach występujących w wapieniach w
Chorzowie, Łagiewnikach, Tarnowicach i Opatowicach. Ponieważ nie wiedziano
wówczas jeszcze niczego o gadach żyjących w odległych epokach, Oeynhausen,
kierując się wskazówkami Ernsta Friedricha von Schlotheima, uznał te kości za
szczątki fok i wielorybów.
Jednym z pierwszych zbieraczy towarzyszących pokładom węgla szczątków roślin
był królewskohucki doktor Bannerth, ten sam, który przyczynił się do
powstania w Królewskiej Hucie domu zdrojowego. Wiemy o tym ze wzmianki, jaką
poświęcił mu Heinrich Robert Goeppert w artykule „O dążeniu Ślązaków do
poznania pradawnej flory” . Niewiele jednak zachowało się o nim poza tym
informacji – bardziej znany jest jego młodszy brat, Florian , długoletni
lekarz zdrojowy w Lądku. Z materiałów na temat jego brata wiemy, że nasz
Bannerth pochodził ze wsi Stodoły koło Rud Raciborskich, zmarł zaś w roku
1835 w Królewskiej Hucie.
W latach 40-tych XIX w. pracował jako sztygar w kopalni „Król” jest z
najciekawszych górnośląskich przyrodników – urodzony 21 stycznia 1822 roku w
Gliwicach Wilhelm von Blandowski . Jego losy byłyby z pewnością świetnym
materiałem do powieści. Zwolniony dyscyplinarnie z posady państwowej był w
roku 1848 wcielony do armii i wziął udział w wojnie Prus z Danią o Schleswig-
Holstein. Rok później znalazł się w Australii, gdzie spędził kolejnych 10 lat
jako poszukiwacz złota, malarz, fotograf,