Dodaj do ulubionych

A moze powspominamy nauczycieli?

03.10.05, 13:26
Z podstawowki pamietam polonistkę Niedbalska. Byla swietna. Dzieki niej pisze
gramatycznie - mam nadzieje.W-f mialam ze Skizynska (z meza Szczepkowska).
Wychowawczyni nazywala sie Meller. O rany, przypomnialo mi sie: Fizyka Kozuch
i chemia jego zona. Biologia - Piotrowska i jej Liga Ochrony Przyrody, miala
bardzo fajnego syna , takiego zgrywusa.
No, a ogólniak to juz inna calkiem historia. Dyrektorem byl Wierzchowski -
"Harry". Mielismy zeszyt z jego powiedzeniami, bo mial z nami propedeutyke.
Np. "Co tu daleko szukac, wezmy taka Japonie!" albo "Europa lacinska".
c.d.n.
Obserwuj wątek
    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 03.10.05, 17:03
      Witaj Kseniu. I wyglada na to, ze jedynie my obydwoje tutaj zagladamy. Niewiele
      mi mowia nazwiska nauczycieli, chociaz Szczepkowskiego - byc moze to maz Pani
      Szczepkowskiej, spotkalem przed kilku laty. Wydaje mi sie, ze obydwoje wraz z
      corka osiedlili sie w Kanadzie. Panstwa Mellerow znalem tylko tych co mieszkali
      za mleczarnia (rozlewnia mleka), przy takiej polnej uliczce. Z Basia Meller
      chodzilem do liceum. Wiem, ze miala dwoje braci, jednego starszego a drugiego
      duzo mlodszego. Nazwisko Piotrowska, jest raczej mi obce. A kierownikiem
      wlasnie jedynki byl kiedys Wierzchowski, z pewnoscia juz nie zyjacy, bo to byly
      dawne lata. Uczyl on mnie rowniez i historii i byl bardzo wymagajacy. Jednak
      zawsze mile go wspomninam, no i zawdzeczam, ze znam wiele historycznych dat jak
      np. Bitwa pod Grunwaldem. Pokoj Torunski, Wprowadzenie Krzyzakow do Polski
      przez Conrada Mazowieckiego, i wiele innych. Ale chyba najbardziej pamietam
      Pana Wierzchowskiego z tego, ze staral sie uczyc nas koncepcyjnego myslenia.
      Byly to czasy ideologicznego marksizmu, no ale staral sie jak mogl, aby nie
      narazac sie twardoglowym a i sam dosyc mocno wierzyl w ten system bo byl
      przekonany, ze system ten byl oparty na przeslankach sprawiedliwosci. Jednak
      nie wygladal mi wcale na podlizujacego sie karierowicza. Tak go wtedy
      odbieralem, moim szczeniecym rozumem. Pozdrawiam. Ifinity.
      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 03.10.05, 17:33
        Jeszcze mi sie przypomnialo, ze byl taki Pan Piotrowski, pracownik Powiatowej
        Rady w wydziale chyba edukacji, ktory mial zamilowanie archeologa. On to byl
        wlasnie czynnie zaangazowany w odkrycie a raczej zabezpieczenie skarbow
        skrwilenskich, jak rowniez dochodzil zakamarkow historii Rypina. Pamietam go
        jako szczuplego, niewielkiego i sympatycznego czlowieka oddanego niezwykle
        rypinskim odkryciom archeologicznym.


        Ififinity napisał:

        > Witaj Kseniu. I wyglada na to, ze jedynie my obydwoje tutaj zagladamy.
        Niewiele
        >
        > mi mowia nazwiska nauczycieli, chociaz Szczepkowskiego - byc moze to maz Pani
        > Szczepkowskiej, spotkalem przed kilku laty. Wydaje mi sie, ze obydwoje wraz z
        > corka osiedlili sie w Kanadzie. Panstwa Mellerow znalem tylko tych co
        mieszkali
        >
        > za mleczarnia (rozlewnia mleka), przy takiej polnej uliczce. Z Basia Meller
        > chodzilem do liceum. Wiem, ze miala dwoje braci, jednego starszego a drugiego
        > duzo mlodszego. Nazwisko Piotrowska, jest raczej mi obce. A kierownikiem
        > wlasnie jedynki byl kiedys Wierzchowski, z pewnoscia juz nie zyjacy, bo to
        byly
        >
        > dawne lata. Uczyl on mnie rowniez i historii i byl bardzo wymagajacy. Jednak
        > zawsze mile go wspomninam, no i zawdzeczam, ze znam wiele historycznych dat
        jak
        >
        > np. Bitwa pod Grunwaldem. Pokoj Torunski, Wprowadzenie Krzyzakow do Polski
        > przez Conrada Mazowieckiego, i wiele innych. Ale chyba najbardziej pamietam
        > Pana Wierzchowskiego z tego, ze staral sie uczyc nas koncepcyjnego myslenia.
        > Byly to czasy ideologicznego marksizmu, no ale staral sie jak mogl, aby nie
        > narazac sie twardoglowym a i sam dosyc mocno wierzyl w ten system bo byl
        > przekonany, ze system ten byl oparty na przeslankach sprawiedliwosci. Jednak
        > nie wygladal mi wcale na podlizujacego sie karierowicza. Tak go wtedy
        > odbieralem, moim szczeniecym rozumem. Pozdrawiam. Ifinity.
          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 04.10.05, 14:58
            Nigdy nie przypuszczalbym wtedy, z pan Wierzchowski z kierownika podstawowki
            zostanie dyrektorem liceum. Wiem tylko, ze ozeniony byl z taka dosyc duza pania
            o bardzo czarnych wlosach. Tez uczyla czegos chyba w jedynce. Pozniej
            wybudowano druga podstawowke, za cmentarzem tuz przed wejscie na stadion
            sportowy chyba Lecha. Ja jeszcze pamietam nauczyciela od matematyki z jedynki
            Pana Zommera, ktorego syn walczyl i zginal pod Monte Cassino a drugi syn
            walczyl w powstaniu warszawskim gdzie chyba tez zginal. Pan Zommer czy Sommer
            mial dom i ogrod niedaleko liceum naprzeciwko drogi od ulicy Kosciuszki do
            fabryki rozlewni mleka (mleczarni) niedaleko gdzie mieszkala rodzina panstwa
            Swiniarskich. Andrzej Swiniarski jest znanym hirurgiem w Szczecienie, bodajze
            dyrektorem szpitala, a Wieslaw (Roman) Swiniarski jest profesorem i naukowcem
            na uniwersytecie w San Diego (USA) i jest autorem wielu prac naukowych z
            dziedziny robotow jak i pojazdow kosmicznych ( w jez. angielskim). Do milego
            nastepnego wiec Kseniu.
            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 04.10.05, 17:50
              Jeszcze przypomniala mi sie Pani Gieletowa, nauczycielka od biologii, ktora
              miala corke, a ktora juz wtedy w 6 tej bodajze klasie uczyla nas, ze trawienie
              pokarmu zaczyna sie juz w jamie ustnej jako, ze slina posiada enzymy ptyaline i
              mucyne. Pan sp. Cezary Kosmalski. Pani Kosinska od matematyki, zona prof.
              Kosinskigo, matematyka z liceum. Pani Ciuchta od harcerstwa. Pani Putowska od
              jezyka francuskiego. Pan Glowczeski od geografii w liceum. Pan Glowacki
              dyrektor i jego zona od nauki rosyjskiego. sp. Pan Suszynski matematyk. Ewa
              Decowna - aktorka uczeszczala do jedynki. Ukonczyla liceum rypinskie jeszcze
              jedna aktorka, ktora probowala rowniez i sil jako piosenkarka, pamietam jej
              sylwetke i twarz ale niepamietan nazwiska ani imienia (moze Brun?)
                • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 24.10.05, 17:21
                  Dzieki Krysia za korekte. Masz racje ona sie nazywala Kretowna. Byc moze, ze
                  wyszla za maz i zmienila nazwisko, Chociaz Ewa Decowna wciaz przy tym samym,
                  bez wzgledu na stany cywilne, czy moze koscielne. Brunowie to juz byla inna
                  rodzina. Pomietam, ze Pan Brun mial sklep na nie daleko ksiegarni kolo rynku.
                  Wlasciwie to byl chyba panstwowy sklep, natomiast obok niedaleko byl prywatny
                  sklep Pani Grapczyk, a moze znow pomylilem nazwiska ale chyba nie. Zapewne przy
                  Armii Czerwonej, teraz Pilsudzkiego, istnial jeszcze jeden sklep prywatny z
                  roznosciami, sklep panstwa Kurzatkowskich i nie pamietam czy sie pisze przez o
                  z kreska czy przez u. Syn Bruna mieszka bodajze w Nowym Jorku, chyba ze wrocil
                  juz na stare smieci. Kretowne widzialem kiedys w telewizyjnym kabarecie jak
                  spiewala z Lazuka. Widzialem ja tez w kabarecie w takim lokalu na Nowym Swiecie
                  w Warszawie. Nie pamietam jak miala na imie ale doskonale pamietam jak
                  wygladala w pelnej wtedy okazalosci. Byla to niezwykle ambitna dziewczyna i
                  jak slyszalem to sie b.dobrze uczyla w liceum rypinskim. Ktos sie pytal tutaj
                  o kosciol ewangielicki. Dzisiaj rozmawialem ze starsza osoba, ktora wiele wie o
                  Rypinie i ich mieszkancach i kategorycznie stwierdzila, ze ten kosciol to
                  Augsburski. Zwiazana z tym kosciolem byla rodzina doktora Muszynskiego, jako ze
                  wlasnie zona Pana Muszynskiego byla pochodzenia niemieckiego i zaangazowana w
                  dzialanosc niemieckich autoktonow,ktorych trzymal razem wlasnie ten kosciol.
                  Podobno Pani Muszynska zmarla niedawno i pochowano ja na cmentarzu niemieckim
                  gdzies po drugiej stronie drogi od starego cmentarza, niedaleko gdzie kiedys
                  byl basen i muszla koncertowa. Teraz sie pewnie wszystko pozmienialo, ale
                  przypuszczam, ze Malpi Gaj wciaz atrakcja dla zakochanych i moze teraz juz nie
                  wisza sie na uschnietych galazkach spore ilosci kondonow, jak to bywalo
                  onegdaj. Chociaz podobno te kondony to zawieszali faceci, ktorzy mieli problem
                  z podrywaniem dziewczyn jako wypenienie pustki i pewien rodzaj zaspokojenia
                  psychicznego, bo ilez to mozna sobie tylko i wylacznie masturbowac wyobraznie?
                  Z Pozdrowieniami. Ifinity.
                  • krysia161 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 25.10.05, 12:57
                    Kretówna ma na imie Renata. Decówna gra ostatnio w tasiemcu polsatowskim "Samo
                    zycie". Suszyński natomiast (syn n-la)w kolejnym polsatowskim "Pierwsza
                    milość", dubbinguje też często kreskówki. Z moich zapisków wynikać może,że
                    jestem nałogowcem serialowym. Haha. Nieprawda, poprostu jak gdzieś zobaczę
                    Rypiniaka, to zapamiętuję, bo jest to zawsze miłe. Z młodszego pokolenia syn
                    kolejnej n-lki (z "Jedynki") - Piotr Gogol pracuje w warszawskiej Romie,
                    opracowuje też muzycznie kreskówki, brał udział w Szansie na sukces, debiutach
                    opolskich. Sklep na Piłsudskiego mieli Graczykowie a nie Grapczykowie.
                    Pozdrawiam.
                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 25.10.05, 14:48
                      Dzieki Krysiu, ale ja myslalem o sklepie panstwa Kurzatkowskich naprzeciwko
                      Znicza kolo speluny, przy ulicy dawnej Armii Czerwonej, a teraz chyba
                      Pilsudzkiego (ulica biegnaca w kierunku Brodnicy). Sklepik miescil sie w
                      drewniany, malym domku, ktory to domek byc moze juz nie istnieje. Rzeczywiscie,
                      tak, Kretowna miala na imie Renata. Rowniez doczytalem sie gdzies, ze
                      producentami lekkiego filmu-dreszczowca Jarka Zamojdy pt. RH(+), sa mlodzi
                      ludzie z Rypina, czy raczej, ktorzy przyjezdzaja do Rypina na wakacje do
                      bliskiej rodziny. A Ewa Decowna, zawsze bedzie Ewa. Jej starszy brat mial na
                      imie Adam a mlodszy podobno zmarl niedawno. Ani Adama ani Ewy nigdy nie
                      widywalem nago, za to Ewa zawsze siegala wysoko, czesto po zakazany owoc.
                  • mbrun Re: A moze powspominamy nauczycieli? 22.06.07, 07:19
                    Nie wrocil,,,na stare smieci chociaz teskni,,,,,,mowie o synu Bruna, ktory
                    pisze te slowa. Mieszkam nadal w Nowym Yorku. Kretowna to ,,,,,,Renata. Nie
                    przybierala nazwisk mezow. To jej rodowe nazwisko. Pierwszym jej mezem byl
                    Janusz Strobel znany gitarzysta,,,Alber & Strobel,,,,,,,Ja sie w Renacie tez
                    kochalem nieraz. I gralem jej na gitarze,,,,Komety,,, pierwszy sklad Komet:
                    Chodorowski,Dziegielewski,Jaszczuk i Brun. Spiewaly: Kretowna,Wisniewska i
                    Radominska. To moj pierwszy dzien z Wami,,,,,na tym forum. Juz pozno jutro znow
                    wpadne poczytac o mojm Rypinie,,,,,,,pozdrawiam,,,,,,
                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 14.10.14, 02:56
                      Minelo juz tyle lat. Zbyszek Brun niezyje. Ja tez, kiedys nastolat obecnie osiagam mlodzienczy wciaz wiek 71 lat, pamietajac Marka Jaroslawskiego, Andrzeja Bednarskiego, Pania Ciuchte charcerke, Wiesia Swiniarskiego, Wojtka Tuchalskiego, Dzidzie, Romka i Hasie Baranska, Kino Baltyk, Mordownie tj. Knajpe przy Drwecy tj. Rypsinicy, ktora wcale wtedy nie wygladala na Mordownie jak jeno na w stylu Bawarskim o dobrych daniach restauracje.
                      Gdzie czlowiek czul sie wtedy Sam Sobie Sterem, Zeglarzem, Okretem w otoczeniu tych niesamowitych Rypinian, gdzie nikt wtedy nikomu ani do kielicha z winem ani do kufla z piwem nie zagladal. Gdzie suwerennosc osobista byla Rypinska Zgoda badz to w Centrum miasta, kolo Znicza jak i na Odleglych Wlosciach. Infinity
                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 24.12.14, 06:25
                      I chyba jam ten ostatni, moze nie ostateczny wpis, na tym niesamowitym forum Rypina.
                      I co by tu dodac jak jeno ze lata leta, znaczy przybywa nam lat, chociaz nie zawsze sie starzejemy, dbajac o zdrowie odzywiajac sie zgodnie z owocowo warzywna dieta niejakej chyba Dr. Ewy Dabrowskiej, czyzby www.ewadabrowska.pl a moze sie myle.. I o moj Boze przecie to juz koniec roku 2014 nastego roku, a mi sie wciaz wydaje ze ja wciaz w Pigule, w Kinie Baltyk, w Kawiarni Katolika, w Kosciele Katolickim polozonym nad Rypsinska "Drweca", w towarzystwie harcerki Ciuchty, Majstra Goslickiego, Wojtka Tuchalskiego, Ewy Decowny, Poety Bogdana Balcerowicza, Adama Deca Harmonisty tudziez w obrebie artystycznych wartosci niejakiej, tej wspanialej zawsze Lali Kretownej. Czyzby zycie sie zmienia ze wzgledu na nasze polozenie geograficzne? Nie sadze. O ile posiada sie te same wartosci, albo zdobywa sie te lepsze, udoskonalone na
                      Arystotelewskich Zasadach Przyczyny i Skutku. Rypinski MarkR
    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 26.10.05, 17:53
      Krysia, gdzie jestes? Pewnie Krysia obawia sie meza zazdrosnego. A moze Krysia
      wybrala sie na zakupy do Znicza albo do do domu Zgody? Chociaz podobno wiecej
      wszystkiego jest w Brodnicy. Tak zawsze bywalo. Jezdzilo sie do Brodnicy z
      Rypina albo autobusem albo wloklo sie pociagiem. Autobusem przejezdzalo sie
      przez wioske Strzygi, ale dalszych wiosek to juz nie pamietam. Moze Krysia by
      przypomniala? A w Brodnicy to autobos chyba przystawal na trojkatnym rynku. W
      Brodnicy byly rowniez i ruiny krzyzackiego zamku. Jezdzilo sie w okolice
      Brodnicy nad jezioro Bachotek i Zbiczno - raj dla turystow, jak onegdaj pisala
      prl-wska prasa. Ale co tam Zbiczno i Bachotek. Ja tam wolalem nasze Urszulewo i
      Sitnice (Hute Nadroska). Lubilem rowniez zagladac do nadlesnictwa
      urszulewskiego, gdzie mijalo sie po drodze stare i opasle deby pamietajace
      czasy krola Mieszka Pierwszego. Musze kiedy wpasc do Rypina na dluzej,
      zamieszkac w jakims motelu i robic wypady do okolicznych wiosek, miejsc
      zabytkowych, do miejsc rekreacyjnych, zeby w koncu miec pojecie co sie w
      Rypsinie na lepsze, czy na gorsze zmienilo. Wprawdzie ogladalem ostatnie
      fotografie z Rypina, jednak to nie to samo co doswiadczanie Rypina namacalnie.
      Pogadalbym z mlodymi, ze srednimi i ze starymi. Obaczylbym jakie maja zdanie na
      swiat i wszechswiat, na polityke, na gospodarke, na lokalnych urzednikow.
      Poszedlbym do fryzjera, bo od fryzjerow najlepiej sie dowiedziec nowosci jak i
      historii miasta. I koniecznie zajrzalbym do dawnej Piguly, podobno tera to tam
      mordownia u Toniego. Ja tam sie niczego nie boje, bo zawsze przygadam sobie
      jakas bratnia dusze, kopalnie lokalnych wiadomosci. Napewno kiedys zajrze do
      Rypina i od razu rozpoznam Krysie, rozpoznam Fobie i z tej okazji moze
      zorganizujemy jakis ogolnorypsinski festywal, jakies opoznione dorzynki, czy
      zbiory jesiennych lisci i kasztanow. Rozdzwonim, roztrabim festiwal po miescie
      i przez internet po caaaaalej Polsce. I niech sie zjezdzaja, niech otwieraja
      stragany, niech sie piwo, wino i miod tegi leje, niech orkiestry dete i
      gitarowe wala w muszli koncertowej, nie sie ludziska ciesza.... Bo co te zycie
      je w koncu warte bez naleznych mu uciech.???? Hurrrraaaa. Nie zyje, niech
      zyje.... Jedyne w swym rodzaju Riooooooooo))))))))))))))
      • krysia161 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 28.10.05, 13:27
        A dlaczego Krysia miałaby bac sie "męża zazdrosnego"? Nic złego przecież nie
        robi:-))) Co do domku drewnianego na Piłsudskiego to istnieje, a zmarły brat
        Decówny to Piotr. Zakupy w Zniczu albo Zgodzie - pomysł nie najlepszy. Nadal
        najlepiej wyjeżdzac gdzieś poza Rio, tu zaopatrzenie nieciekawe, mały wybór, a
        jeżeli cos ciekawego, to zaraz wszyscy to mają.......
        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 28.10.05, 14:50
          A to dlatego Krysiu, ze rypsinscy mezowie byli zawsze podejrzliwi i nieufni. A
          moze li tylko zapobiegawczy? Bez wzgledu to Rio pod wzgledem mody i ubierania
          sie nie zmienilo. Wtedy tez, jak jeden mial trampko (prl-owskie obowie
          sportowe) to cale miasto chodzilo w trampkach. Jak jeden pepegi(starsza odmiana
          sportowego) to wiekszosc w pepegach. No ale wtedy nie bylo wyboru. I jeszcze
          nie bylo addidasow tudziez bermudow. Najmodniej chodzily ubrane Rypsinianki i
          Rypsiniacy ubierajacy sie w ciuchy z paczek. A polegalo to na tym, ze ludziska
          na wioskach dostawali paczki od rodziny z USA, czy z Niemiec. Lokalne,
          nielegalne handlarki mialy przekupionego listonosza, ktory im donosil kto i
          gdzie otrzymywal paczke. Handlarki owe mialy tych ludzi uprzednio w kieszeni bo
          dawaly im pieniadze a konto, czyli pozyczaly im na zycie. Jak paczki
          przychodzily to handlarki juz na pieszo lecialy do otrzymujacych paczke i nic
          sie tutaj nie dalo ukryc. Lecialy i dyktowaly ceny, czesto za psi grosz. A
          pozniej w domach, tez nielegalnie sprzedawaly uzywane towary hamerykanskie po
          pieciokrotnych cenach. W dobie calkowitej szarzyzny w ubiorach to zagraniczne
          ciuchy byly wtedy na wage zlota. Wiec Rio, jak na tamte czasy to bylo juz
          nowoczesnym zachodnim miastem, no bo mlodziez chodzila juz w dzinsach,
          koszulkach T-shirt czy polo. A Laski ubieraly sie w modne i wyrozniajace sie
          sukienki, obowie, czy futerka. Sex nowoczesny tez juz w Rio byl bardziej
          importowany i uprawiany niz w reszcie kraju gdzie ludziska nie wiedzieli jak,
          jak tylko po bozemu z Jagna pod piezyna, zeby bron boze ciala nie obaczyc i
          niewykoslawic wizerunku owczesnej przyzwoitosci. Rio onegdaj roznilo sie
          postepowym Oswieceniem od reszty kraju, dotego stopnia, ze nawet i ksieza na
          przechodzace panienki i chlopcow jezykiem glosno mlaskali.
      • piwcun Re: A moze powspominamy nauczycieli? 28.12.12, 20:34
        Witam
        Jestem "tu" po raz pierwszy i nie bardzo wiem, Kto z Kim rozmawia. W każdym bądź razie Ktoś zapytał o moją rodzinę - odpowiadam więc: my liczne rodzeństwo Serwatków żyjemy wszyscy, mamy się bardzo dobrze, a najstarsza z nas mieszka w Rypinie.
        Z kolei ja mam pytanie do wszystkich, którzy wiedzą cokolwiek o nauczycielach WF z Ekonomika. Bardzo proszę o informacje - chodzi o lata 1962 - 1999. A może Ktoś ma zdjęcia z imprez sportowych z tamtych lat. Proszę, bardzo proszę o informacje i z góry dziękuję piwcun
    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 30.10.05, 16:55
      Ksenie, Krysia, Zenta, Fobia, Carrisimus, Krzys Jankowski, co sie z Wami
      dzieje? Czyz byscie juz calkowicie olewali Riooooo? Jak nie Wy to ta strona
      umrze smiercia naturalna. Ludnosc Rio bedzie wozami, karawanami i na grzbietach
      wielbladow miasto ouszczac. Ostanie nic jak ino gola Pustynia i Zgliszcza. Nie
      dopuscie do nastepnej Wedrowki Ludow, bo po Waszej swietnosci rypsinskiej moze
      nastapic potop muzulmanskiej wiary. Gdzie Wolodyjowski, gdzie Skrzetuski? Imci
      Panie Zagloba... A ratujze Pan Rio od rychlej zaglady. Z Zyczeniami ozywionej
      patriotyczna troska o Herbarz Rio Niedzieli. Ifinity.
      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 30.10.05, 22:20
        Eeee tam... Widocznie maz szepcze ciegiem Krysi na ucho "daj mi te noc",i
        dlatego pewnie dziewczyna nie moze sie wyroboc. Dobre i to, bo co niektorzy to
        licza na cuda szeptajac "daj mi te moc". Ale bez mocy to co to za robota....
        • krysia161 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.11.05, 11:46
          Krysia żyje, ale nie ma ostatnio czasu. Jesień, jesień... choróbska wszędzie
          czyhają. Rio zapadane liscmi. A dzis 1 listopada, na cmentarzu pewnie sporo
          dawno niewidzianych twarzy, a mnie tam nie ma, bo patrz wyżej - "jesień..."
          Pozdrawiam ze słonecznego dzis Rio.............
          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 03.11.05, 22:54
            Dziekuje Krysiu za pozdrowienia. A i nawzajem. Ciekawe czy duzo ludzi zjechalo
            sie na Zaduszki do Rio. Zapewne przyjechali ludzie z roznych stron Polski jak i
            z zagranicy. Pewnie samochody zaparkowane byly od kosciola ewangielickiego az
            pod Piekielko i to po obydwu stronach ulicy. Zawsze na zaduszkach spotykalo sie
            wielu kolegow i kolezanek z liceum rypsinskiego. A ciekawe, czy wciaz chowa sie
            zmarlych na starym cmentarzu? Gdzie sie tam wszyscy moga pomiescic? Juz w
            latach 80 tych brakowalo tam miejsca, chyba, ze cmentarz poszerzyl sie o
            przylegle pola i ogrody, a byc moze, ze i o piaskownie za kosciolem
            ewangielickim. Mizernie wyglada Katolik, budynek u zbiegu Kosciuszki i drogi na
            Lipno, naprzeciwko niemieckiego kosciola. Taki szary i ponury.
            Kiedys pamietam wyszabrowalismy gdzies petardy wojskowe. W Dzien Zmarlych
            zachcialo nam sie zbytkow. W czasie gdy wieczorem wszystkie groby sie swiecily,
            ludzie przechadzali sie stloczeni pod drogach cmentarnych, to my zaczelismy za
            niezaludnione groby rzucac petardy ktore glosno wybuchaly jak granaty blyskajac
            wybuchami ognia i dymow. Ludziska popadali w panike a my jedne i nastepne
            petardy, az nas policja zaczela scigac. Nikt sie jednak nie dowiedzial kto to
            robil. Zapewny byly to niesmaczne wybryki, ale takie nam wtedy dzikie pomysly
            do glowy przychodzily. A w liceum to nawet pisalo sie wypracowanie pt. Twoj
            stosunek do huliganskich wybrykow na cmentarzu w Dzien Swieta Zmarlych. Z tego
            wypracowania dostalem wtedy piatke. Mialo sie wtedy sporo polotu tak do
            pisania, fabrykowania faktow jak i do roznych zbytkow. Czy sie ustatkowalem?
            Czy ja wiem. Zawsze mi jakies szalone pomysly do glowy wpadaja, tylko, ze teraz
            to takie ktore przynosza byznesowe zyski ha ha ha. Wiec moze nie ma tego
            zlego, co by na dobre nie wyszlo????? Podobno nawet i Mickiewicz w mlodosci byl
            nielada psotnikiem. A moze ja nastepny wieszcz Polski??? Musze napisac jaka
            Epopeje Narodowa, opublikowac i zrobic na patriotycznych uczuciach kochanych
            rodakow duuuuzy szmal. Ale to by byla hecaaaaa. Chlopak z Rio wstrzasnal
            Narodem Polskim !!!!!!, brukowe srodki masowego przekazu by bebnily na caly
            kraj....A jak nie ja, to moze kto inny???? Z Serdecznymi Pozdrowieniami dla
            mieszkancow Rio a zwlaszcza dla Szanownej Krysi. Ifinity.
    • krzyjank Re: A moze powspominamy nauczycieli? 05.11.05, 18:40
      ja zas pamietam prof. Gontarka od fizyki ... ten dawał nam popalić ....prof
      Ambroży Bogucki - historyk czlowiek o wielkim sercu , prof Franciszek Ołdakowski
      łacinnik ..wspaniały człowiek ..z wielka kultura , bardzo lubiany ...prof teresa
      Mazurowska ..matematyczka -
        • grazyna_s5 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 05.11.05, 20:59
          Witam ... igła nazywa się Głowacka, ja jeszcze pamiętam od w-f prof. Zdrojewską
          i Wojciechowską, od bilologii prof. Forczmańska "zygota" , rosyjski prof.
          Mirecki, chemia prof. Fabczak, pewnie jeszcze bym sobie coś przypomniałam, ale
          muszę się zmywać.Będę tu zaglądać.Na razie.Pozdrawiam
          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 05.11.05, 22:46
            Pan Glowczewski od geografii well Pufacz. No i przeciez prof. Szatkowski, ktory
            zginal pod kolami samochoud kilka lat temu. Byl przystojnym facetem, dobrym
            czlowiekie, polonista i sie wogole nie zmienial, wygladal ciagle jakby mial 30
            lat. Podobno sie ozenil ze swoja uczennica, ale nie wiem dokladnie. Z
            zyczeniami spedzenia przyjemnego weekendu. Ifinity
          • krzyjank Re: A moze powspominamy nauczycieli? 06.11.05, 09:31
            dzięki Grażynko za przypomnienie ... najbardziej Prof. Głowackiej ,, tak z prof
            Fabczak miałem zajęcia ... ta sławna zygota ... jeszcze miałem polski z prof.
            Kirseinstein /// chyba tak się pisało to nazwisko/// no i Pufcio ... ta sławna
            postać w za ciasnym mundurki LWP .. który wprowadzał "dyscyplinę wojskowa" ...
            ..przyponima sobie też matematyka , z którym nie miałem lekcji , a który był
            bardzo humorzasty i lekceważący klasę a czyli moją , która w większości
            pochodziła ze wsi ,, liczył się tylko dla niego Jurek Kuczmarski ... nasz
            klasowy prymus .. a reszta to tło ... fajne czasy ...
          • krzyjank Re: A moze powspominamy nauczycieli? 06.11.05, 09:36
            infinity napisał ,że ta strona może zginąć .. to faktycznie problem ,,zrobiłe 2
            miesiące temu taką sondę na dużych forach poszukując ludzi z Rypina i okolic ...
            odezwał się 1 człowiek ..i to z zagranicy ... moze faktycznie wstydzimy się
            pochodzenia ... ja zapewniam ,że nie ...cześciej jestem w Brodnicy .. tam
            mieszka mója brat , babcia ... rodzice nadal mieszkają na wsi ... zapewniam ,że
            mimo wielu zajęć wpierać będę tę stronę ... może dojdzie do jakiegoś spotkania
            ludzi z tego forum ...byłby to pewnie jakis poczatek .. pzdr wszystkich i dzięki
            za odzew...pzdr serdecznie wszystkich
            • krysia161 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 08.11.05, 07:55
              Mnie uczyli: polskiego - Ewa Świtalska, matematyki - Maria Linkner, geografii -
              Bogusława Hoch, rosyjskiego - Andrzej Mirecki, niemieckiego - Barbara Rowińska,
              w-f - Janina Wojciechowska, historii - Jerzy Błaszkiewicz, chemii - Barbara
              Walczuk (obecnie dyrektorka liceum), fizyki - RyszardKatarzyński (wspaniały
              nauczyciel i człowiek), biologii - Stanisław Świdziński, PO - Bożena
              Korzeniewska.
              • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 09.11.05, 06:48
                A wiecie co? Mnie tez uczyl historii Jerzy Blaszkiewicz. Lubilem go. Ale czy on
                nauczal nas wyciagania wlasciwych wnioskow z historii? Uczenia sie na bledach
                histori. A ja mysle, ze tak. Prawie kazdy z naszych licealnych profesorow uczyl
                nas wnioskowania na zasadzie przyczynowosci wszelakich skutkow, badz to w
                matematyce, historii, chemi, biologii, fizyce jezykach a nawet i w wychowaniu
                fizycznym, gdzie rozsadnym byla maksyma, iz w "zdrowym ciele, zdrowy duch". I
                wydaje mi sie, ze rowniez i w stosunkach miedzyludzkich, nie wylaczajac
                milosci. A ile wysilku dawala Profesor Zdrojewska, czy profesor Wazon, aby w
                nas wdrazac nalogi aktywnosci ruchu, ktore przecie sa nasza pierwsza natura, i
                instynktem zachowawczym, zanim rozwinely sie nauki scisle. Kazdy z nas prawo
                przyczynowosci i skutku uprawia i bierze pod uwage codziennie, chociazby przy
                przechodzeniu przez ulice, rozgladajac sie w lewo i w prawo, aby nie byc
                przejechanym. Wiec, wydaje nam sie czasami, ze "rypsinska gimaja (gimnazjum)"
                to zlo konieczne, i ta malomiasteczkowa, czy narodowa kurtuazja, szpan. A ja
                mysle i przekazuje slowami Winstona Churchilla, "ze takim kilku, zawdzieczamy
                tak wiele".
                • ksenia13 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 09.11.05, 12:32
                  Noo, Od polskiego to byla Kalksztajn - straszna kobieta. Nawet po polsku mowic
                  nie umiala. Jej stale odzywki to np.: przyszles, latarg. Mielismy z niej
                  swietny ubaw.Hochowa byla zupelnie nieszkodliwa. Prowadzila lekcje tylko dla
                  pierwszej lawki. Reszta robila co chciala.Zygota to prawdziwa zygota. Nikt jej
                  nie podskoczyl.Rusycystow przeszlismy chyba wszystkich bo i Mireckiego i
                  Karczewskiego (ksywa Charczewski)i kobitke - chyba Smolinska sie nazywala.
                  No, a Gontarek to byl gosc - tylko powinien wykladac na wyzszej uczelni, a nie
                  takim glabom jak my. Pamietam, ze zapisywal cale tablice wzorami, a my nic z
                  tego nie wiedzielismy. Cale szczęście, ze nie sprawdzal klasowek tylko wstawial
                  oceny jak mu sie podobalo.
                  • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 09.11.05, 14:11
                    Pewnie ksenia..... Zycie nie je idealne. Nauczyciele tez ludzie, a nie idealy
                    chodzace. Mozna by cale litanie skarg na nich powypisywac. Jednak natura ludzka
                    lubi sie skupiac wylacznie i tylko na samych negatywach, pod warunkiem, ze nie
                    swoich. I wcale nie mowie, ze nie nalezy krytykowac. Mnie tez denerwowaly,
                    dydaktyczne zachowania niektorych belfrow, tak samo jak teraz, z perspektywy
                    czasu, patrze krytycznie na wlasne zachowania. Nie patrze na nie ze smiertelna
                    powaga, jednak takie spojrzenie pozwala na osobisty rozwoj, rowniez pozwala na
                    wieksza tolerancje zachowan mlodszego pokolenia, ktore nas samych z kolei
                    lepiej moga lepiej tolerowac. Oczywiscie nie ma tu miejsca na tolerowanie
                    pospolitego chamstwa jak tylko na tolerowania wybrykow mlodzienczego wieku. I
                    chcialoby sie przyjechac do Rypsina, usiasc gdzies w kaciku zaciemnionej sali,
                    w jakiejs dawnej Pigule, zamowic kawe z lodami sultanskimi i poszeptac troche,
                    jak i powyglupiac sie wybuchami smiechu, z licealna kolezanka... sluchajac slow
                    piosenki Szczepanika..."chcialbym jeszcze..., tak po latach......" I(n)finity
                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 11.11.05, 20:20
                      Ksenia, fobia, krysia, grazyna, krzyjniak carrissimus, gdzie sie podziewacie?
                      Czyzbyscie po zaduszkach w jakie depresje powpadali albo co? To prawda, ze w
                      tym roku nie bylo grzybow w lasach. Jak nie w tym roku, to beda w nastepnym. A
                      byc moze, jest to okres poboznosci religjnej i nie na rozrywki jak tylko na
                      przebywanie w kosciele czas. I tak moza tez. Trzeba pamietac o duchu ale trzeba
                      tez pamietac o ciele, nie zaniedbywac go bo to podobno najciezszy grzech. A kto
                      by tam chcial Pana Boga obrazac. Nawet ten poganski bog, grecki nakazywal rozne
                      igrzyska. I sie ludziska nie wstydzili tylko na nago dyskami i oszczepami
                      ciskali. Zreszta nagosc to niczyja sprawa jak tylko troje ludzi zaangazowanych
                      tj. zony, meza i kochanka. A kiedys to byly rozne chece w Rypinie. Zakrad sie
                      jeden zamozny i respektowany Rypsinianin do kochanki i tam na pietrze z nia
                      dokazywal, az tu idzie po schodach do gory maz. Respektowany Rypsinianin sie
                      przelakl i zaczynal sie spuszczac z okna na przescieradle, ale przescieradlo
                      sie odwiazalo i respektowny Rypsinianin spadl na cement, ze az po niego
                      pogotowie przyjechalo no i sie wszystko wydalo. Zona dostala manto od meza, ale
                      malzenstwo dalej trwalo. Respektowany Rypsiniani z zalu po zawodzie milosnym
                      oddal sie Bahusowi tzn. zaczal pic. Nie bede operowal nazwiskami, bo to nie
                      wypada. Ale juz wtedy Rypsinianie mieli okropne checi do seksualnego
                      harcowania. A historia mowi, ze w starym, sredniowiecznym grodzie starorypnskim
                      mieszkal rycerz o nazwisku Rypajlo. Jak kroniki i zapiski sakralne mowia, to
                      imie owemu rycerzowi takie nadano bo byl znany wsrod Starorypsinianek z
                      technicznie dobrego i glebokiego rypania. Teraz to sie mowi "kochania", a
                      kiedys to sie mowilo Rypania. Rypanie zawsze bylo Rypiniakow wyrozniajaca sie
                      cecha. Wiec rypanie nie tylko tera w Malpim Gaju modne, ale i onegdaj rypanie
                      po stodolach, przydroznych rowach w zytach i na klepisku bylo uprawiane.
                      Przyczyn owego bylo to, ze Starorypin stawal sie za ciasny, tak do zycia jak i
                      do rypania. Wiec rozrzastajaca sie w trybie do potegi populacja zmuszona byla
                      do emigracji do rejonu obecnego Rypsina.
                      • krzyjank Re: A moze powspominamy nauczycieli? 12.11.05, 18:36
                        no infinity ..felieton super ...masz talent ... wywiedzenie nazwy Rypin od
                        rypania to chyba najnowsze odkrycie w historii tego miasta .... kto wie czy nie
                        jest to odkrycie epokowe ... ale w tym cos jest ..znajac wielu rypiniakow
                        przychylam sie do tej teorii ... pzdr serdecznie ...
      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 12.11.05, 19:48
        Moze jednak ostawimy jurnych Rypiniakow w pokoju. Po prostu maja juz takie
        geny. We mnie one takie same, jako zem i ja potomkiem rycerza Rypajly.. I tylko
        obawiam sie, ze jak sie wiesc rozniesie to najprzerozniejsze panie; starsze
        srednie i te mlode z calej Zjednoczonej Europy beda chcialy osiedlac sie w
        Rypsinie. Wniosek z tego, ze w takim przypadku ceny na nieruchomosci w Rypinie
        jak i w powiecie pojda gwaltownie do gory. Wiec nic jak tylko trzeba brac
        pozyczki i inwestowac w rypsinska ziemie, w budynki i w poloznictwo, slowem w
        osobisty interes finansowy co zapewne wplynie rowniez i na lepsza ekonomicznie
        i psychicznie, rypsinska przyszlosc. Moze wlasnie Rypsin bedzie rowniez
        zrodlem i kolebka lepszych, madrzejszych, bardziej o kapitalistycznej
        orientacji prezydentow Polski. Jak sie dobre ziarno sieje to i dobre zboze z
        niego wyrasta - jak mawiala profesor od biologi rypsienskiego liceum.
          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 14.11.05, 21:41
            Witam Kalboi i Kalbojki z Rio. Troche to nie pasuje, ale tak slyszalem na
            filmie jak mowia na kal boi i kalbojki. Tylko, ze po ichniemu kal to znaczy
            krowa, a po naszemu to to, co krowie z pod ogona wychodzi. No ale coz, co kraj
            to obyczaj, a lepszego jezyka od polskiego nie ma na swiecie, tak mi wmawiano w
            rypsinskich szkolach. Zapewne i mlodzi obywatele miasta Rio, swiadomosc teraz
            maja inna, bo staja sie czescia Wspolnoty Europejskiej, zapewne i jezykami
            wladaja, nie to co my, to starsze od nich pokolenie. A zreszta komu tam w Rio,
            potrzebny drugi jezyk czy trzeci. Chociaz nie powiem, przecie Telewizje
            swiatowa przez satelite odbieraja, a tam goruje jezyk angielski, niemiecki
            albo francuski. Niemiecki tez sie przydaje bo mozna pojechac do naszych bylych
            wrogow i cos zachandlowac, czy popracowac. Duzo lekarzy ucieka z kraju do
            Angli. Z pewnoscia tam maja lepsze warunki pracy i placy, przypuszczam. Chociaz
            i u nas lekarze sobie radza, ale czy do zdrowia doprowadzaja? Ja tam unikam
            farmakologi jak diabel swieconej wody. Latam codziennie po 5 kim, no i cwicze w
            domu na swojej minisilowni. Wiec zdrowie mi sluzy i do doktorow nie chadzam.
            Farmakologia wiadomo, podreperuje jeden organ a kilka innych organow uszkodzi i
            znowu trzeba do doktorow leczyc co innego. Czlowiek jest tym co je. I wlasnie
            trzeba uwazac na to co sie zjada. Zawsze sprawdzam na etyketce produktu ze
            sklepu skladniki. Jezeli widze jakies trudne do wymowienia benzonaty,farmazaty
            czy inna jaka konserwujaca chemia to takiego produktu nie kupuje. Unikam
            rowniez i mleka homogenizowanego, a nawet i pasteryzowanego. Jak sie uda to
            kupuje swieze mleko od krowy. Jednak place nie krowie jak tylko gospodarzowi za
            to mleko. Generalnie to jem malo weglowodanow, cukrow unikam jak i bialych
            pieczywek, bo to tez cukier, tylko, ze zlozony, czyli weglowodan. Czasami
            dostane nieoczyszczany cukier z trzciny cukrowej tzw. surowy, nie rafinowany,
            ktory ma bardzo duzo mikroelementow i jest mniej slodki. Albo miod z dobrej
            pasieki, taki nieoszukiwany. Zestaw witamin i mineralow tylko, ze z jakiejs
            dobrej firmy. "Centrum", moze byc. Warzywa organiczne, jak i mieso ze zwierzat
            paszone nie sztuczna pasza ale takie zerujace na pastwiskach bez pomagania im
            hormonami wzrostu i innymi swinstwami do szybkiego wzrostu i wagi. Najgorsze i
            najbardziej tuszace sa te tzw. dietetyczne dania, czy cocacole ze sztucznymi
            slodzikami. Jest to chemia, ktora robi istny balagan w organizmie, powoduje
            zawezanie zyl, a wiec choroby serca, nadcisnienia, cukrzyce, nowotwory itp.
            Czyli najbardziej niebezpiecznym dla czlowieka jest samo zycie. No moze i tak.
            Wiec trzeba sie dobrze odzywiac i nie zapominac o tranie rybnym. Najlepszy jest
            z norweskich, czy skandynawskich firm. Tran rybi posiada zbawienne kwasy
            tluszczowe Omega 3, ktore wplywaja zdrowotnie na caly uklad krazenia, na
            elastycznosc skory, na produkcje spermy u mezszczyzn, na oliwienie wszelakich
            zawiasow w kolanach, na dyski kregoslupa, a zwlaszcza na jakosc myslenia, no bo
            mozg to przeciez w wiekszosci sklada sie z tluszczu, z tluszczu dobrej jakosci
            jak np. tran z ryb zimnokrwistych. Zamiast tranu mozna jesc sardynki bo w
            sardynkach jest wiele innych zdrowotnych elementow. Tylko trzeba uwazac, bo
            teraz kazda mala rybe, ktora wpakuja do malej puszki nazywaja sardynka. Trzeba
            kupowac sardynki z Morza Srodziemnego, zapewne duzo eksportuje ich sama
            sardynia. To tyle na dzisiejszy wieczor. Z Pozdrowieniami dla Cowboyi i
            Cowboyjek z Rio i z zyczeniami tryskania zdrowiem. I(n)finity.
            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 16.11.05, 18:59
              Obawiam sie o Rio, bo byc moze iz go juz zpelnie sniegiem zasypalo, albo jakie
              tornado nad nim przeszlo i tylko dwa koscioly oparly sie groznej naturze. A byc
              moze Rypsienica zalala miasto tudziez przedmiescia? W Rypsienie jesienia zawsze
              bylo jakos tak ponuro, ludziska z grabkami i kubelkami we zmarznietych rekach
              chadzali na cmentarz aby resztki bratkow podlewac i grabic groby z pozolklych
              lisci. Koscie moich potomkow rowniez tam spoczywaja. Kilka lat temu zmarl taki
              mily i zyczliwy czlowiek, Pan Jan Smolinski, ktory mieszkal poza ulica
              Warszawska, przy drodze, ktora jechalo sie do Sierpca, a dalej do Warszawy. I
              juz nie pamietam, czy Pan Smolinski zajmowal sie sadownictwem, czy tez sztuka
              malowania i rzezbienia? No coz, dobrzy ludzie odchodza, inni sie rodza z czysta
              tabliczka, jak mawial profesor Atystoteles, a jak sobie posciela tak sie beda
              wysypiali. Zapewne wazne jest otoczenie, jednak czlowiek rodzi sie z
              najwiekszym skarbem, ktorym to skarbem go Tworca obdarzyl. Jego tylko i nikogo
              innego. Dal mu Pan ten Skarb, jednak nie pokazal mu jak nim sie poslugiwac, jak
              zyc, dal mu narzedzie a wiedze do zycia ma sobie czlowiek zdobywac sam. I
              zdobywa sobie czlowiek wiedze, przewaznie na dobre, ale czesto tez i na
              zle..... Bardzo mile wspominam sobie Pana Bogdana Balcerowicza z Rypina, do
              ktorego jednak mialem czesto wewnetrzna pretensje, ze w poezjach pisanych przez
              niego przedstawia czlowieka smutnego, tetmajerowskiego, i ze pisal o otoczeniu
              czlowieka ponurym... jakies widelce drapakow, groby, wichury, o samych
              nieszczasciach. A przeciez czlowiek nie jest skazany li tylko na podla
              egzystencje, a poezja powinna sluzyc czlowiekowi i pomagac w osiaganiu
              szczescia a nie skazywac go na mannowski, sartrowski, czy heidegerowski padol?
              Wrawdzie sztuka jest selektywnym odtwarzaniem rzeczywistosci zgodnie z z
              artysty metafizyczna ocena wartosci. Czlowiek potrzebuje sztuki przez fakt, ze
              jest on zwierzeciem kognitywnym i koncyjnycm, zdobywajacym wiedze za pomoca
              abstracji i potrzebuje mocy, aby wprowadzic jego najszersze metafizyczne
              abstrakcje do jego natychmiastowej, percepcyjnej swiadomosci. Wlasnie sztuka
              (rowniez Panstwa Bednarskich) wypelnia te potrzeby, poprzez selektywne
              odtworzanie rzeczywistosci. Kontkretyzuje ona fundamentalne spojrzenie na
              czlowieka i na jego zycie czyli na rzeczywistosc. Sztuka podpowie czlowiekowi
              w samej rzeczy, ktory aspekty jego osobistych doswiadczen maja byc
              szczegolnymi, zasadniczymi i waznymi. W takim wlasnie sensie, sztuka powinna
              uczyc jak czlowiek ma korzystac z wlasnej swiadomosci. Powinna warunkowac lub
              stylizowac swiadomosc ludzka poprze sugerowanie pewnego sposobu postrzegania
              rzeczywistosci - zgodnie ze slowami wspolczesnej filozofki Ayn Rand. Zegnam
              Jesiennie Rio i udaje sie na spacer Po Slonecznej Stronie Ulicy. I(n)finity.
              • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 21.11.05, 19:37
                A moze ktos mi powie, czy wciaz istnieje w Rio kino Baltyk. Czy moze i ta
                instytucja kulturowa zniknela bez sladu ze wzgledu na brak popytu? I nie ma jak
                to byly te kroniki prl-wskie przed filmem. Wtedy najlepiej sie trzymalo
                dziewczyne za reke. A ile to informacji takie dwie dloni naprzesylaly, szybciej
                i lepiej niz teraz komputerem. No i te hormony sie wtedy gotowaly a czasami to
                i wybuchaly. Stare dzieje, dawne czasy, w kosciele ewangielickim sie czasami
                jakas szybe z procy wybilo. Nie specjalnie, ale jak sie celowalo w cos innego i
                jak sie chybilo. Wciaz stoi ten ewangielicki monument. Pamietam, ze jak sie
                jesienia szlo ulica Kosciuszki do "gimai" to za parkanem na terenie kosciola
                ewangielickiego bylo mnostwo drzew z ktorych spadywaly przepiekne kasztany.
                Tylko, ze tego diabelstwa nie dalo sie jesc. Mozna z nich bylo budowac rozne
                stwory, zwierzaki przy uzyciu zapalek. Na przeciwko byl Sw. Duch a wyzej na
                terenie Sw. Ducha bylo przedszkole. Ifinity.
                  • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 22.11.05, 18:53
                    To jednak kino Baltyk przetrwalo i to jeszcze z przed II wojny swiatowej kiey
                    to podobno puszczano tam amerykanskie z Charlie Chaplinem. Jakos z prl-owskich
                    kronik najbardziej mi utkwily obrazy z pruskiego Krolewca, gdzie pokazywano
                    pozostalosci po slawnym filozofie Emanuelu Kancie,ktory bylonegdaj profesorema
                    krolewieckim uniwersytecie. Dodawano do tego jakas pozagrobowa muzyke powazna i
                    strasznie powaznie o tym profesorze narrator opowiadal. Ciagle mnie ten filozof
                    trapil i ciekawil. Jednak nie mozna bylo dostac o nim zadnym materialow, bo
                    ksiegi jego byly dostepne li tylko na niedostepnych dla mnie uniwersytetach.
                    Zawsze lubilem jednak zaglebiac sie po roznych antykwariatach gdzie
                    odnajdywalem biale kruki, literature niedostepna w prl-owskich ksiegarniach.
                    Tam znalazlem rowniez stare w skore obite dziela Emanuela Kanta. Jednak
                    czytalem go, czytalem, i nic nie moglem zrozumiec. Rozmawialem z absolwentami
                    wydzialu filozofi z roznych uniwerkow krajowych, ale oni tak blednie mowili, ze
                    widzialem, ze nie wiele rozumieli Kanta jak tylko wyklepali to co bylo
                    potrzebne do egzaminow, a i to pozapominali szybko. Kiedys wybralem sie na
                    wczasy i mialem przyjemnosc mieszkac po sasiedzku z profesorem filozofii. Ale
                    ten to byl zupelnie porabany i tez nie kapowal sedna filozofi kantowskiej, jak
                    tylko gadal cos, ze czlowiek nie ma indywidualnej swiadomosci jak tylko
                    swiadomosc grupowa, zbiorowa, kolektywna i ze zycie dla siebie samego to
                    najwiekszy grzech. I tak po prawdzie to mial racje, bo to Kant wlasnie glosil,
                    czyli nie indywidualny subiektywizm ale subiektywizm kolektywny i dlatego
                    komunisci sie chetnie Kantem poslugiwali, azeby "naukowo" sankcjonowac
                    komunistyczny tj,. kolektywistyczny system polityczny zycia w stadzie. Inaczej,
                    Kant zaatakowal czlowieka racjonalny fakultet tj. zmysly i rozum, ze czlowiek
                    tymi zmyslami odbiera swiat nie taki jaki w rzeczywistosci jest ale zupelnie
                    bledny i takie bledne wrazenia przerabia blednie przez swoj procesor czyli
                    rozum. Tak wiec czlowiek przez to nie jest rzekomo w stanie odbierac tego co
                    dookola niego rzeczywiste. Po jakims czasie doszedlem,po rozgryzaniu
                    niezrozumialych wydawaloby sie zdan,do jednego wniosku, ze Kant to neomistyk i
                    bez wzgledu na jego wyrafinowane dziela to jednak ta jego filozofia w gruncie
                    rzeczy to dostyc prymitywny sposob myslenia. Calkowicie na Kancie oparli sie
                    pozniejsi pragmatycy, logiczni pozytywisci, i inne wspoczesne stwory
                    neomistykow jaki mistycy muskol, ktorzy wrzeszczeli, ze czlwiek nie moze
                    udowodnic, ze istnieje, ze sam indywidualnie nie przetrwa, ze moze przetrwac w
                    stadzie, ze jest glupi, nieracjonalny i nieodpowiedzialny, dlatego nalezy mu
                    nakladac kajdany w formie rezimowych ustrojow. Chadzalem na rozne prelekcje i
                    juz przez ta moja duza buziebym ze studiow omalo przez to nie wylecial a
                    podkapowali mnie koledzy, ktorzy pozniej porobili partyjne kariery, a ktorym to
                    czasami przypominam e-mailami o wydarzeniach z tamtych lat. Jednak oni sie
                    zaslaniaja, ze nie pamietaja, ze a co tam.... itd, ha ha ha.....A niech sobie.
                    Nie mam specjalnie do nich zalu. Takie byly czasy, jak to oni lubia sie
                    zaslaniac, tak wlasciwie to niczym...
                    A poza tym to sie jakos zyje. Zdrowie wciaz sluzy. Bieg po zdrowie codzienny
                    wraz z treningiem na domowej silowni. Zwiedzanie, wycieczki, literatura,
                    zagladanie do wirtualnego Rio, a nawet i do Skrwilna. Co to sie porobilo, nawet
                    i na wsiach pod strzechami zapanowala cybernetyka. Tak sie kiedys mowilo o
                    ewentualnym internecie. Byly nawet i w Rypinie rozne spotkania w Katoliku, na
                    ktore przyjezdzaly rozne, naukowe osobistosci z Warszawy i mowiono tam wlasnie
                    na temat cybernetyki. Jednak nikt wtedy nie wyobrazal sobie do czego to moze
                    dojsc w przyszlosci pod tym wzgledem. A to dopiero poczatek rozwoju
                    cywilizacyjnego. Teraz np.warto inwestowac w firmy zajmujace sie
                    nanotechnologia, bo jest nowa dziedzina rozwojowa taka jak kiedys byl internet
                    i komputery. No ale o tym moze innym razem. Z zyczeniami nie tylko przertwania,
                    ale przede wszystkim z zyczeniami pelnego rozwoju dla wszystkich z Rio i
                    zagladajach na strone RIO FORUM.
                    Ps. Pionierem cybernetyki, a wlasciwie to informatyki byl Roman, Wieslaw
                    Swiniarski, absolwent rypinskiego ogolniaka, wykladowca na politechnice
                    warszawskiej, obecny profesor na uniwersytecie w San Diego -USA.
                      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 29.11.05, 19:50
                        Oh Grazyno, Grazyno, gdzie jestes? Objecalas, ze w weekend....Czy wszystkie
                        Rypinianki tak slowne jak Grazyna? Moze to tylko brak czasu a Grazyna jak
                        zlapie chwile to z pewnoscia podzieli sie z nami co nowego w Rio slychac. A
                        poki co to mniejmy nadzieje. Z Pozdrowieniami. Infinity.

                        Ps.I widze to juz u siebie, ze tesknie za Rio jak za ta Litwa Ojczyzna..... A
                        moze pod wplywem uniesien patriotycznych ruszym nawala na Moskala znowu? Tylko
                        tera to uzbrojeni w gitary i glosne wzmacniacze, ze skomputeryzowanym centrum
                        dowodzenia, ma sie rozumiec, a Grazyna bedzie tym naszym niezawodnym CIA.
                        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 14.02.06, 02:09
                          Grazyno,Grazyno, to ja Brzoza. Czy mnie slyszysz? Nie slyszy mnie, ani mnie nie
                          widzi Grazyna. Widocznie latosc, za zimno jest, jak by powiedzial dawny
                          organista ze sredniowiecznego kosciola nad Rypienica. Bez wzgledu jednak
                          pozdrawiam wszystkich Rypinian w kraju jak i za granicami, rowniez i tych na
                          morzach i na oceanach, bo i tacy majtkowie z Rypina pewnie istnieja. A poki co
                          to spadam.Ifinity
                        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 27.04.06, 06:09
                          Na prozno tu wolac, na prozno lzy wylewac. Rypinianie olewaja patriotyczne
                          uniesienia. Wola sobie wsciasc do Volswagena i pojechac do Brodnicy na piwo. A
                          ja tam wybralbym inny kierunek, bo do Zalego, do Bozymina, Szczutowa,
                          Swiedziebni, czy do Ostrowitego. A jak sie znudzi to do Watpielska, do Rypalk,
                          Starorypina, do Strzyg, na Sumsiory, do Sadlowa, do Skrwilna, Rusinowa,
                          Glowinska i gdzieby nie jeszczeee..... W Rypsinie nie mozna sie zanudzic, bo
                          jest gdzie wypadac, jest z kim pogadac, a i lasencje dostepne, kulturalne,
                          swiatowe przez satelitarna telewizje. A corki zamoznych gospodarzy przy dojeniu
                          krow to posluguja sie juz wyrafinowanym jezykiem angielskim: "Dady? Take that
                          fucked up cow, off this fucking driveway, please" Tatus? Prosze Cie... Usun ta
                          po...pierdolona krowe z tego pier...dolonego podjazdu do drogi. Takie
                          slownictwo i styl bycia, z pewnoscia toruje droge do unijnej kariery w
                          Brukseli, a jezeli nie to przynajmniej do kariery kartoflanych wykopek w
                          Irlandii. Nie na prozno przecie Katolik na Dom Kultury zamieniono. Bylo w tej
                          przemianie u Rypinian sporo sensu. A ze odebrano dekretem wlasnosc prywatna
                          kosciolowi.... To przecie pro publico bono - dla dobra spolecznosci. Nie licza
                          sie prawa parszywej jednostki do jej praw do wlasnosci. Liczy sie wyzsza
                          koniecznosc, spoleczna koniecznosc. Do diabla z zarozumiala i egoistyczna
                          jednostka.
                          Wziac takiego Tadka Ratkowskiego. Oddany kiedys i aktywny czlonek partii,
                          zero posiadajacy, teraz tez spolecznie udzielajacy sie, pilnujacy interesow
                          spolecznych, a nie jakiegos tam wlasciciela budynku, byznesu, banku, stacji
                          benzynowej - wyrzutkow spoleczenstwa. Tadek wie, ze Dobro, jest tylko
                          spoleczne, a nie to prywatne i dzielnie z prywata Tadek walczy. Szkoda tylko,
                          ze ojciec Tadka mial zupelnie inne o komunalach zdanie. No ale rodzice to
                          czesto resztki sanacyjnej przeszlosci. Tadek wie, komu i czemu sluzy. On weszy
                          prywatne Zlo posiadania z daleka. A ulica Piaski, powinna byc zmieniona na
                          Aleje Tadeusza Ratkowskiego. Tak nam dopomoz Bog. Infinity.
                          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 27.04.06, 06:35
                            Sila by gadac o Rypsinie. Mozna gadac o parkach, o stadionach, o antenach
                            telewizyjnych.. I slusznie.. Jednak nie ma to jak ta rypinska fizyko-kultura,
                            czyli po prostu uprawianie cwiczen. Przypadkowo moj przyjaciel Daniel znalazl
                            sie na dwutygodniowej delegacji w miescie Rypinie. Jako solidny i wyrafinowany
                            specjalista od komputerow, a jednoczesnie wysportowany chlopak, urozmaical
                            sobie pobyt w Rypinie joggingiem po przepieknych, jak twierdzil, okolicach
                            Rypina. Po czasie, napisal do mnie e-mail, ze odnalazl w Rypsinie "Wyspe
                            Skarbow". Od razu sie podniecilem i czekalem na dalsze od niego wiadomosci.
                            Otoz biegajac gdzies od domu Zgody, parkiem w strone stadionu i starej
                            Elektrowni, natknal sie przypadkowo na silownie kulturystyczna o ciekawych
                            zalozeniach. Wlascicielem owej silowni, byl bodajze, niejaki Maciej
                            Tuchalski,lokalny kulturysta. Niesmialy i kulturalny z natury ten moj koles
                            otrzymal w silowni u Tuchalskiego, niezwykle mile potraktowanie.. Maszyn bylo
                            wiele i ciekawych. Obsluga fachowa, a i ceny dostepne... Nie wiem jak jego
                            sprawy sluzbowo-kulturystyczne potoczyly sie dalej, ale wiem, ze tam po
                            godzinach intensywnie cwiczyl, pod fachowym nadzorem. I powiedzial mi, ze ten
                            nadzor to za cene nie byl nadzorem jak kulturystycznym rezimem. Nie spodziewal
                            sie takiego ograniczenia wolnosci, ale rezultatem bylo zeszczuplenie sylwetki i
                            nabranie miesni. Bez wzgledu, to nie uwierze jak sie nie przekonam. A poki co
                            to jade do Radzynka. Infinity.
                            • wwwww Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.05.06, 23:59
                              oj joj joj wreszcie udało mi się zalogować! Prawie sie wzruszyłam czytając
                              wspomnienia o Rypinku. Ja kończylam tam ekonomik i miło to wspominam .Może ktoś
                              wie co dzieje się z panią Kraszewską i innymi nauczycielami z tej szkoły.
                              Serdecznie pozdrawiam
      • marylar Re: A moze powspominamy nauczycieli? 22.05.06, 18:15
        Cześć wszystkim! Zwłaszcza tym, którzy ukończyli LO w Rypinie. Miło mi czytać
        nazwiska znajomych mi nauczycieli. Ktoś z Was przypomniał rewelacyjne
        powiedzenie dyrektora Wierzchowskiego: "Nie szukajmy daleko, weźmy taką
        Japonię." Od razu mi się na sercu ciepło zrobiło.Pani profesor Kalksztejn- brr.
        Żałuję, niestety miałam z nią polski.Była również moją wychowawczynią, brr,
        brr. Pani Fabczak, to prawdziwa babka z klasą- widziałam ją, gdy po latach
        poszłam zwiedzić LO. Miło wspominam profesor Biały od francuskiego, a także
        profesora Świdzińskiego. Nie jestem z Rypina, ale, jak ktoś napisał z okolic.
        Teraz pozdrawiam ze Szczecina.
        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 27.05.06, 15:54
          Witaj Maryla R (Rodowicz). Ja tez kiedys mieszkalem w Szczecinie przez dluuugie
          lata. Uwielbiam Szczecin i lubie do niego wracac, przewaznie w myslach; Waly
          Chrobrego, Podzamcze, Zamek Piastow, U Wyszaka, Wojska Polskiego, Przecudne i
          zielone Pogodno, Niesamowite Jezioro Globokie za Pogodnem, Lasek Arkonski,
          Dziewoklicz, Pomorzany i wiele, wiele innych ciekawych miesc, a zwlaszcza
          malownicza krajobrazowo trasa ze Szczecina do Swinoujscia. Nie moge pominac
          jednak portu szczecinskiego, jeziora Dabie, zalew Szczecinski Kanal Piastowski
          gdzi lowilo sie miara wieksza od dloni po lokiec taaaaaakie ogromne plocie jak
          rekiny (z biegiem lat wyobraznia olbrzymieje ha ha ha).Ze Szczecina niedaleko
          do zabytkowego Kamienia Pomorskiego, Miedzyzdrojow i nadmorskiego Pobierowa.
          Ale najmilej bylo jak czlowiek znalazl czas, wsiadl do pociagu byle jakiego i
          pognal trasa na Bydgoszcz i Torun, a stamtad juz autobusem do Rypinka. To
          jeszcze w studenckich czasach. Pozniej jezdzilo sie samochodem gorszym czy
          lepszym, bo tak wypadalo. Mijalo sie po lewej dawny licealny internat, przed
          pagorkiem, gdzie na szczycie po prawej park i liceum. I ostry skret w prawo na
          ulice Kosciuszki i z gorki do Katolika. Na przeciwko kosciol ewangielicki, most
          na Rypinicy, pozniej Kosciuszki sie rozdwajala, w prawo na ulice Tylna gdzie
          stacja benzynowa, a po lewej stary, sredniowieczny kosciol.
          I gdzie sie czlowiek nie obejrza w Rio tam najpiekniejsze i najpowabniejsze
          Laski Nebeske.
          • marylar Re: A moze powspominamy nauczycieli? 27.05.06, 20:14
            Nie każda Maryla musi być od razu Rodowicz. Jeśli chodzi o trasę Szczecin-
            Rypin, to czuję się, jak w domu od Bydgoszczy. Oczywiście im bliżej Rypina tym
            cieplej robi się na sercu. Ja do samego Rypina nie dojeżdżam, jestem z okolic,
            ale odwiedzam go przy okazji odwiedzin u znajomych lub zakupów. Miło mi się
            robi na sercu, gdy tam jestem. Polecam jednak wszystkim wizytę w Sanktuarium w
            Oborach. Czy LO w Rypinie uczy pani Woronowska, z męża Kusztal? Uczyła kiedyś
            zajęć praktycznych. A co się dzieje z panią Urszulą Zdrojewską? Pozdrawiam-
            Maryla.
            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 29.05.06, 16:33
              Znam Maryla to uczecie. Przezywalem te momenty wiele razy kiedys. No a teraz
              jest internet i bywam w Rypinie cyfrowo, ze tak sie wyraze. Jest to nawet i
              bezpieczniejsze niz jazda samochodem ze Szczecina, przez Bydgosz i Torun,
              Szafarnie i kiedys po drodze mijalo sie taki ladny, bialy chyba palacyk. I nie
              pamietam, gdzie to bylo. Czy nie przypdkiem w Watpielsku? Myla juz mi sie nazwy
              i skojarzenia. A nazwisko Kusztal to slyszalo sie. Chyba jest to rodzina
              prawnikow, obecnie rezydujaca chyba w Brodnicy. Tak. Pan Marek Kusztal
              praktykuje prawo w Brodnicy i jego mlodsza siostra rowniez, ale w innym
              miescie. Ojciec Kusztala byl prawnikiem w Rypinie za czasow prl-
              owskich.Slyszalem, ze Pan Kusztal senior, to byl bardzo porzadny czlowiek. O
              dzialalnosci juniora Kusztala jako prawnika nic nie wiem. Widocznie w Rypinie
              trudno byloby mu sie utrzymac, wiec wybral o wiele prezniejsza gospodarczo
              Brodnice. W Szczecinie, dyrektorem Szpitala na Pogodnie byl kiedys doktor
              Andrzej Swiniarski, tez pochodzacy z Rypina, ktorego rodzina mieszkala od
              wejscia z ulicy Kosciuszki, niedaleko liceum, do Rozlewni Mleka (mleczarni).
              Jego mlodsza siostra tez jest lekarzem chyba wlasnie w Szczecinie, a sredni
              brat Wieslaw (Roman) profesorem na uczelni San Diego w Kaliforni. Pozdrawiam
              nie mniej serdecznie. Ifinity
    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 14.06.06, 05:39
      A powiedz prosze ksenia co to za przedmiot ta "propedeutyka"? Nie mam pojecia,
      nic nie rozumiem. Czyzby to byla nauka napedzie parowym do nauki? czy do naped
      do odpowiednie nauki.Tyle tera roznych prope i deuk, ze nie kapuje zupelnie.
      Chyba przespaceruje sie po ulicy Warszawskiej z lekkim tchnieciem ulicy
      Kosciuszli, Mlawska, nie Tylna i nie Malpim Gajem o tej porze.
      A propos, czy w Rypsinie wciaz ta stara, tradycyjna ksiegarnia, na szczycie
      Rynku? Czy tez Placu Wolnosci chyba.Trzeba chyba organizowac nastepny zjazd
      absolwentow rypsinskiego liceum. Z Serdecznymi Pozdrowieniami Affinity.
      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.09.06, 07:26
        A to ciekawe tak powspominac nauczycieli. Jeden z najciekawszych to byl chyba
        profesor Sztkowski. Podobal sie on rypsinskim kobietom, zakonnicom, partyjnej
        nomenklaturze takze. Dobrym byl On Polonista, w rypsinskiem liceum. Jednak byl
        to czlek zupelnie niezalezny, nie poddajacy sie lokalnym, tym partyjnym
        sugestiom. Wiec nauczal on ten Szatkowski wtedy to co mu Rozum dyktowal, a nie
        to co rozpita podlym bimbrem wtedy Partia....
    • moja.du Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.09.06, 13:28
      Witam wszystkich odwiedziających to forum.Natrafiłam na nie przypadkowo i
      przyszła mi myśl spróbowania odnalezienia dzieki wam kogos z Rypina.Konkretnie
      chodzi mi o faceta, teraz pewnie męża i ojca,ale nie byłam w Rypinie od....
      może 94 roku i nawet nie wiem co sie tam dzieje.Jak czytam co piszecie to
      czasami myślę ,ze mogłoby mi sie to udac.Problem jest tylko taki, ze ja jestem
      z rocznika 70 i kończyłam ekonomik.Jeżeli macie może rodzeństwo w moim wieku to
      możliwe ze sie możemy znac.Mieszkałam przez 4 lata w internacie i naprawde
      dzieki osobie która teraz szukam poznałam wielu ludzi z Rypina.Moje rewiry w
      których czesto, bywałam i skad znałam najwięcej ludzi to bloki naprzeciw
      t.zwanego kiedyś blaszaka( taki sklep).To tyle na razie, pozdrawam, hej
      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.09.06, 15:12
        Wiecej szczegolow moja.du o tym facecie, to moze ktos zareaguje; kolor oczu,
        wzrost, poczucie humory, a moze jest muzykalny, czy moze znany byl z tego, ze
        malowal, czy blondyn szatyn i jakie upodobania mial w seksie. Niski wysoki,
        sniady czy bialy, wlosy krecone proste, czy na lysa palke. Czy zmienial
        skarpetki majtki i obowie czesto. Czy sie dobrze uczyl i jak czesto wagarowal.
        Czy dobry byl w pisaniu listow plomiennych, czy wyjechal na studia i czy
        popieral teorie Darwina. Czy interesowal sie Platonem, czy raczej
        Arystotelesem? Czy z polskiego lubil Odrodzenie, Oswiecenie czy Romantyzm i
        Prace u Podstaw. Jakie zdanie mial o komunizmie, Stalinizmie, Kapitalizmie,
        Socjaldemokracjach, Romantyzmie, czy dobrze cytowal wiersze Mickiewicza,
        Kochanowskiego i Slowackiego. Czy potrafil kochac od pieszczot slodkich i czy
        doprowadzal do orgazmow dlugich i konczyl w ramionach. Czy wiedzial gdzie zaby
        zimuja i czy z niejednego pieca chleb jadl... Czy wspoldzialal razem z
        detektywem Rutkowskim i jakie wina pijal. Co jadal na sniadanie, na obiad i
        kolacje. I juz nie bede sie pytal do jakiego przedszkola chadza......
        Pomyslnosci w poszukiwaniach. Infinity
        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 04.09.06, 06:50
          Moze z tym wszystkim przesadzilem. Moze za duzo napisalem, moze zle
          oszacowalem, moze nie myslalem. A moze zartowalem, moze trywialnie podchodzilem.
          Moze sie przeliczylem, moze po prostu sie upilem. Moze uwazalem ze podejscie
          nalezy miec inne, powazne i Rypinne. Moze nalezy isc na cmentarz, do kosciola,
          a po kosciele na uczte biesiadna do pobliskiej gospody....
          Moze nalezy przypatrzec sie edukacji, promocji i igrzyskom...
          A moze przespacerowac sie po Mlawskiej, po Kosciuszki i Warszawskiej...
          Moze jedna noga tu na Czarownicy, a druga w Drwecy i Sitnicy...
          A moze lepiej przejsc sie kolo Znicza i zakonczyc marzenia o Rypsinie w
          Balinie... Pozdrawiam Serdecznie Infinity...
          • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 11.09.06, 07:23
            Zaczelas Ksenia, wiec dokoncz. A wogole to gdzie sie podziewasz Ksenia, gdzie
            Kseni mysli, romantyzmy, rodzina, dzieci, a moze nawet i te rypsinskie
            wnuczeta. A moze Ty Rady Powiatowej Ksenia, juz powazna Matrona-Zona, jak ta
            Szanowna "ski", czy "ewicz" tzn. mrozowicz, sienkiewicz,mickiewicz, ec(tak jak
            Ewa Dec), albo owicz, tak jak "Balcerowicz". Czy moze, "awski" jak Jaroslawski,
            czy "elski" jak Jaruzelski, jak Tomasz Rygielski, czy moze koncowka "arski" jak
            Bednarski, Konarski, (elewski) jak Chmielewski, Paderewski. Jak Okonski, jak
            Dabrowski. Tak jak Kolczynski, Dobrzynski, Baranski, Goslicki, Sobocinski i
            caaaaly ten rypsinski zgielk. A reszta to juz kwestia wyobrazni, a moze tylko
            kwestia sprawdzenia w parafialnych ksiegach. Infinity
            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 17.09.06, 05:32
              A wlasciwie to co te Araby chca od papieza Benedyktyna? W koncu nie owija
              rzeczywistosci w bawelne i wygarnal im prawde. I dlaczego Araby protestuja? A
              to dlatego, ze papiez stwierdza fakty, ze od zarania tj. od 14 stego wieku
              religia mahometanska nie szuka pokoju, jak tylko nawracania na ich wiare
              mieczem, bagnetem, a teraz nowoczesna bronia, ktora ci zacofancy sredniowieczni
              nigdy nie byli w stanie wymyslic.
              Islam to kultura smierci, nie zycia i niedaj Boze jak Iran dostanie bron
              nuklearna w lapy - na co sie zanosi, to najbardziej od nich bedzie narazona
              Europa. Ale czy Europa sie tym martwi? Wcale nieeee, tak jak w 1930 stych
              latach. Europa pusta, pragmatyczna, beztroska, bezpryncypialna. Odchodzi od
              religii, ktora Europe kiedys spajala w walce z Islamem i z faszyzmem rowniez.
              Europa teraz to "duchowa pustynia", jak podkreslaja konserwatywni dziennikarze.
              I gdyby Europa odchodzila od moralnych drogowskazow religijnych to wcale bym
              nie protestowal, jedynie gdyby podazala logicznymi drogowskazami moralnymi.
              Niestety ani jedno ani druge, jak tylko moralny relatywizm, czy sceptycyzm,
              wymiennie i dopelniajaco.
              Ten papiez nie jest glupi i posluguje sie niezwykle postepowa filozofia
              tomizmu (swietego Tomasz z Aquinu), ktora stara sie polaczyc w jedna,
              harmonicza calos tak wiare, jak i rozumowanie. Zycze mu powodzenia, dla dobra
              nas wszystkich i oby w wierze bylo wiecej Rozumu, niz wiary. I takim wydaje sie
              byc ten nowy, niemiecki papiez. I zastanawiam sie, czy stac by bylo na taka
              odwage naszego, polskiego papieza. Nie zaprzeczam jego dorobku, jedna wydaje mi
              sie, ze odwolywal by sie raczej do lagodniejszych srodkow, co w tak naglacej
              sytuacji, wyjatkowego scierania sie kultur, mogloby miec symboliczne znaczenie
              przykladania listka bobkowego na na mocno krwawiaca juz rane. No ale kim ja
              jestem, aby takie autorytety osadzac?
              Mimo wszystko, to bezwgledna krytyka Islamu przez papieza, moze byc kublem
              lodowatej wody na islamskie emocje, chociaz watpie czy na Iran. Na Iran
              koniecznosc Silnej Reki. Tylko gdzie znalezc Silna Reke w Europie? Militarnie
              na taka ja niestety niestac. Koncepcyjnie i moralnie rowniez.... Wiec co
              dalej??? Czyzby sie znowu spuszczac (liczyc) na Hameryke???? I gdzie ta polska
              husaria przed zagrazajacym teraz nie tylko Europie, ale i swiatu, potopem?
              Gdzie nowy Sobieski? I czy widac go gdziez chociaz na europejskim horyzoncie.
              Nihilistyczni optymisci wierza, ze to francuski Czyrak bedzie tym nowym,
              europejskim Sobieskim hi hi hi hi.....
                • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 07.10.06, 17:23
                  Witam Rypin, Rypinianki i Rypinian. Juz dawno tutaj nie bylem, a tu po lecie
                  juz piekna jesien. Zreszta piekna, czy nie to zalezy od geograficznego miejsca
                  polozenia. Protesty, protesty, niezadowolenie z wladzy. Czy tak piowinno byc?
                  Pewnie tak skoro u nas pelna demokracja. Protesty przebiegaly jednak w
                  nalezytym porzadku, bez wybrykow i takie kulturalne ekspresje swoich pogladow
                  polityczny chwali sie. Ale jak demokracja to demokracja, wszystkie polityczne
                  ugrupowania maja prawo do protestu. Oczywiscie do pokojowego pochodu, bez
                  huliganskich wybrykow, bo wtedy to juz zaklocenie porzadku publiczne i tutaj
                  sluzby porzadkowe maja obowiazek przywracania ladu.
                  A ciekawe jak reakcja byla w miescie Rypinie? Czy pochod przeszedl z
                  choragwiamy od ulicy warszawskiej przez Rynek do Katolika, a tam droga na Lipno
                  do stadionow? Przypomnialy mi sie dawne prl-wskie czasy kiedy to pochodow bylo
                  sporo, od kazdej komunistycznej okazji.
                  Najbardziej intensywne byly ochody Swieta Pracy 1-wszego Maja. I nic by w tym
                  gorszacego chyba nie bylo, gdyby to byly swieta czczace szacunek do pracy, do
                  obowiazku i do zasad etycznych. Jednak 1-Maja nie mialo nic wspolnego z
                  szacunkiem do etyki pracy. 1 Maja to bylo narodowe rozpasanie, podziw i
                  poparcie dla ideologii grupizmu, czyli kolektywizmu, czyli podziw dla
                  pospolitego smrodu, co to doprowadzil kraj do kompletnej ruiny moralno-
                  polityczno-gospodarczej.... I pamietam te idiotyczne euforie przeciwko
                  ludziom,co sie czegos ciezka praca podorabiali jak np. przeciwko co
                  zaradniejszym i pracowitrzym gospodarzom, co ich kulakami ta czerwona banda
                  nazywala. I wydawaloby sie, ze przykladem do nasladowania mialy byc centralne,
                  czy lokalne wladze partyjne. Jednak w tych wladzach to byla jedna kupa
                  nalogowych pijakow, moczymordow, co to by bezmyslnie kazde odgorne, czy
                  sowieckie rozkazy wypelniali. Zdolni byli do najgorszych swinstw, a to
                  wszystko "Pro Publico Bono", czyli Dla Dobra Spoleczenstwa. I im sie wydawalo,
                  ze spoleczenstwo to jakich namacalny stwor na szesciu, czy dziesieciu lapach,
                  na oltarzu ktorego zdolni byli poswiecac niezgadzajace sie z nimi, przewaznie
                  wartosciowe jednostki.
                  No ale niepotrzebnie o tym pisze. Przeciez teraz mamy prawdziwa Wolnosc.....
                  Tylko czy tak na prawde to wiemy co z ta Wolnoscia poczac? I jak widac
                  historycznie to dla Wolnosci najlatwiej nam bylo zawsze umierac. Najtrudniej
                  jest jednak nam dla niej zyc - zreszta tak samo jak i dla ukochanej kobiety.
                  Zabieram sie w koncu za czyszczenie grzybow. Nawet nieprzypuszczalem, ze sie
                  tyle tego wszystkiego uzbiera. Nawet znalazlem i sporo dorodnych prawdziwkow.
                  Reszta to podgrzybki - zlotawe, brunatne,podgrzybki-zajaczki za ktorymi
                  przepadam. Wbrew ogolnie przyjetej opini narodowej, grzyby maja sporo roznych,
                  latwo przyswajalnych mikroelementow, wplywajacych pozytywnie na stan zdrowia,
                  na odpornosc immunologiczna, ale o tym moze innym razem.
                  Opowiedzcie o Waszych sukcesach w grzybobraniu, prosze. Jakie grzyby w tym
                  roku w okolicach Rypina sie zbiera, w jakich lasach, a moze jakies ciekawe
                  przepisy? Pamietam, ze moja babcia zawsze robila grzyby na patelni w smietanie
                  z pieprzem. Niestety niezdazylem od niej nauczyc sie przepisu. Czy grzyby
                  koniecznie trzeba gotowac przed smazeniem? Czy tylko niektore....? Do Zakrocza,
                  do Lasow Skrwilenskich, Okalewa i moze Dylewa. Juz nie bardzo pamietam gdzie.
                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 25.11.06, 06:52
                      No wlasnie. A moze tak powspominamy nauczycieli. I gdzie ten Pan Serwatko, Pan
                      Kosmalski, Pani Ciuchta, Pani Gieletowa, Pan.. juz nie pamietam jak sie nazywal
                      Pani Putowska, ta od francuskiego, Pani Zdrojewska od kultury
                      fizycznej.Zlosliwy Kranc od matmy, tudziez ludzki profesor Buras, Pan fizyk,
                      Pan Geograf Pufacz, Pan Derektor, Pan Wozny, I My Panstwo Wyborow Osobistych,
                      bez wzgledu na edukacje. Pozdrawiam Serdecznie.ifninity.
                      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 30.11.06, 18:17
                        Smutne to, ze nikt nie zaglada tutaj na te strony. Spoleczenstwo Rypsina widac
                        sie starzeeeeje, stagnacja obrasta, a bylym marynarzom rypsinskim, kule
                        przyrodzone jak widac muszlami ze starosci poobrastaly. Korzenie starosci u
                        nich wyraznie chyba juz widoczne. No bo jak facet ma juz te 50 lat, to co mu
                        tam w tem Rypsinie pozostaje? Ano nic jak tylko zone bic, siwuche pic i przy
                        Malpim Galu sobie pofantazjowac, ze niby ma taki kochanke do obracania.
                        Niektorzy tak cale zycie przebebnia, a w tych marzeniach, ani kobity nie
                        stlucze jak i kochanki ustami tudziez korzeniem nie zasmakuje.
                        Co innego taki rypsinski ksiezulo. Ten nie ma zadnych odpowiedzialnosci, tak
                        przed zona, kochanka, czy przed dziecmi. Taki przepeka zycie beztrosko, a jak
                        mu sie trafi jaka lasencja pod noz, to i tak jak splawi, a jak bedzie robila mu
                        awanture, to zagarnie z tacy koscielnej wiecej po to aby kochanke namietna
                        zaspokoic. A moze sie zupelnie myle. Moze rypsinscy ksieza prowadza zycie jak
                        Pan Bog nakazal..
    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 11.12.06, 05:11
      Wyobrazam sobie ksenia te Twoje wspomnienia...A ktoz by ich nie mial.....?
      Wierzchowski byl chyba na poczatku dyrektorem podstawowki nr.1, naprzeciwko
      szpitala. Byl nieustepliwy jezeli chodzilo o daty z historii Polski, ale
      niestety bez zadnego tej historii kontekstu. Lubilem go i powazalem, ale mam
      zal ze nie przedstawial histori we wlasciwym kontekscie, jak tylko wedlug
      istniejacego wtedy, komunistycznego,kierunku...
      • sauber1 Re: A moze powspominamy nauczycieli? 12.12.06, 01:41
        ifinity napisał:

        Lubilem go i powazalem, ale mam
        > zal ze nie przedstawial histori we wlasciwym kontekscie, jak tylko wedlug
        > istniejacego wtedy, komunistycznego,kierunku...

        A miał inne wyjście, Nasz Rypin to też oaza komunizmu była, chyba???
        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 04.02.07, 21:12
          Sokalski byl dziwakiem. Ubieral sie w wojskowa palatke, mial dluga brode,
          druciane okularki i teraz to wzieto by go z wygladu za islamskiego terroryste.
          Byl przesadnie uprzejmy, klanial sie kobietom no i mial ten charakterystyczny
          chod, gdzie choc stale byl pochylony to stopy byly zawsze daleko przed reszta
          ciala. Mieszkal w zapadlej, rozpadajacej sie drewnianej budzie, gdzie byl syf i
          malaria, jako, ze Tadeusz Sochalski w zalu po matce nie chcial tracic zadnej
          pamiatki po niej. No i wszystko tak juz pozostalo; niedokonczone jedzenie,
          nieumyte garnki..... Sochalski potrafil byc tez okrutnym, gdy ktos sie zblizal
          do jego posiadlosci, to gonil a nawet i przywalil dragiem przewaznie nastolata.
          Przesiadywal czesto w mordowniach rypinskich. Jedna taka mordowna byla przy
          bylej ulicy Armii Czerwonej naprzeciwko obecnego Znicza, u zbiegu ulicy
          Mlawskiej i wlasnie Armii Czerwonej, teraz chyba nazwa zmieniona na ulice
          Pilsudzkiego. I nie wiem dlaczego, czyzby z sentymenu do socjalizmu??? Nie
          wiele sie mowi o tym, ale niestety Pilsudzki byl nieprzejednanym socjalista, a
          taki nigdy gospodarki do poprzadku nie doprowadzi, co moze najwyzej zaszkodzic,
          jak historia ciagle pokazuje. No tak. Pogonil bolszewikow. I tutaj jego
          zasluga. Ale czy nie moglaby byc w Rypinie ulica Pulkownika Kuklinskiego? No
          tak ale, czytalem gdzies, ze polowa Polakow uwaza wprowadzenie stanu wojennego
          za sluszne posuniecie. Wiec moralnie to kazden z nich uwaza Jaruzelskiego za
          bohatera, a Kuklinskiego za zdrajce. Wiec moze jaki nastepny, mlodszy komunista
          typu Jaruzelskiego bedzie mial szanse do wyborow na prezydenta.
          No tak, ale mielismy mowic o Sochalskim. Sochalski nie chadzal do mordowni,a
          by sie upijac. Uwazany byl w Rypinie za wielkiego filozofa po uczelniach, nawet
          mowilo sie, ze w tej dziedzinie wiedzy zdobyl doktorat. Wiec opowiadal
          Sochalski chlopom wracajacym z targow i zatrzumujam sie w mordowniach rozne
          historie o powiewie filozoficznym. Czasem i mnie udalo sie wslizgnac tam aby
          posluchac Sochalskiego. Jednak bylem mocno wtedy nieletni. Zreszta nie zwracano
          az tak duzo uwagi wtedy na nieletnich w knajpach. Niesprzedawano im tylko
          alkoholu. Wiec opowiadal Sochalski, chlopy nic nie rozumieli, ale przy medrcu
          dobrze im sie upijalo. Pisal im rowniez jakies podania, za co go czestowano
          jedzeniem, czy nawet dostawal jakies pieniadze. Po czasie wyjechalem z Rypina i
          nie wiem co sie z Sochalskim dzialo. Musial byc ta swoja filozofia zupelnie nie
          szkodliwy, skoro wladze miasta, policja i tajniaki zostawiali Sochalskigo w
          spokoju. Uwazano go za nieszkodliwego pomylenca.
          Pamietam, ze blizej znal owego dziwaka Pan Bogdan Balcerowicz, ktory kiedys
          mieszkal w Rypinie. W dlugie dyskusje filozoficzne wdawal sie wowczas z
          filozofem niejaki Pan Bogdan Manelski i wtedy bedac jeszcze nastolatem to sie z
          uwaga przysluchiwalem wywodom filozoficznym Pana Manelskiego i Pana Tedeusza
          Sokalskiego. Operowali dziwna i zupelnie nieznana mi wtedy terminologia
          filozoficzna. Slyszalo sie takie slowa jak epistemologia, swiadomosc,
          przyczynowosc, tozsamosc, metafizyka, materia, wszechswiat, dychotomia duszy i
          ciala, przestrzen, subiektywizm, kontekst, sprzecznosci, umyslowa integracja,
          psycho-epistemologia, motywacja, sens zycia, tabula rasa, Kant,logiczny
          pozytywizm, lingwistyczna analiza, egzystencjonalizm..... I wiele roznych
          terminologii, ktorych juz nie pamietam. Slyszalem jednak, ze Pan Sochalski mial
          ogromny wplyw na dojrzewanie poetyckie Pana Bogdana Balcerowicza. Nie...,
          nieee. Nie tego Balcerowicza od finansow. Balcerowicz od finansow byl
          filozoficznie, czy moze psychologicznie, a pewnie i tymi obydwoma racze
          optymista. Natomiast poezja Pana Balcerowicza oparta byla raczej na wewnetrznej
          rozterce, moze nawet i sprzecznosciach (dychotomi) duszy i ciala wiec podloze
          ta poezja miala raczej egzystencjonalne, pesymistyczne, cos w rodzaju
          Tetmajera, Sartra, czy moze nawet i Tomasza Manna. Zreszta poeci sie zmieniaja,
          dojrzewaja, albo pozostaja w egzystencjonalnym stanie ducha, co sie wiaze z
          rowniez i z nabytymi filozofiami zycia swiadomie lub tez podswiadomie poprzez
          literature, poprzez, sztuki teatralne, malarstwo, czy tez przez inne dziedziny
          sztuki.
          Niezbyt czesto poeta, czy autor ksiazek, a nawet i publicysta programuje
          swoja podswiadomosc swiadomie, poprzez studiowanie dziel filozoficznych.
          Przewaznie filozofie zycia dostaje on poprzez etyke, wlasnie poprzez
          nasladowanie glownych postaci powiesci, badz to naturalnych, badz to tych
          fikcyjnych. Silny wplyw na filozoficzne ksztaltowanie sie spojrzenia na swiat,
          wszechswiat, na zycie i na czlowieka mialy w owczesnych czasach sztuki
          teatralne. Rowniez duzy wplyw ma rodzina, czy generalnie otoczenie, na dobre
          lub na zle. Zapewne i studia rowniez. Jednak obecnie najwiekszy wplyw na
          ksztaltowanie sie charakteru mlodego czlowieka maja filmy, i to przewaznie
          dosyc negatywny wplyw, gdzie nie ma wyraznego odroznienia Zla od Dobra. Czesto
          rezyserzy staraja sie uwypuklac pospolita szarzyzne tj. kompromis Dobra ze
          Zlem, na czym tylko Zlo korzysta. I jak powiedziala kiedys slawna filozofka "na
          kompromisie jadla z trucizna tylko smierc zwyciezy". A stosujac ta maksyme do
          zycia politycznego, to mozna sobie wyobrazic ile zla moze sprytny polityk
          narobic, jezeli umiejetnie podejdzie sofizmatami (polprawdami) nieswiadomy zla
          elektorat wyborczy. I tutaj polecam niezwykle dobre tlumaczenie wspanialej
          powiesci fikcyjnej Ayn Rand pt. Atlas Zbuntowany. Autorka piszac ta powiesc
          kierowala sie arystotelowska zasada iz fikcja jest wazniejsza od powiesci
          naturalnej, bo powiesc naturalna pokazuje czlowieka jakim byl, a fikcja pokaze
          czlowieka jakiego nie bylo, a jaki moglby byc i jaki powinien byc. Pozdrawiam
          wszystkich Rypsinakow czy zagladajacych tutaj Zyczac Im Samych li tylko
          Sukcesow w 2007. I(n)finity
          • jkwa Re: A moze powspominamy nauczycieli? 05.02.07, 22:28
            Brawo "ifinity" trafiles w 10-e opisujac p.S.Dodam jeszcze ze mial On w swoim
            zyciu moment kiedy zblizyl sie do rodziny lek.Nieliwodzkiego.Pamietam ich
            wspolne harce na Hucie.Byli pierwszymy "naturystami"w R.W"Marylce" ktora
            miescila sie w kamienicy mojego wuja przesiadywal p.S siedzac solo przy stoliku
            i udawal ze czyta "Gazete Pomorska" jednoczesnie obserwowal sale przez dziure w
            papierze.W ten sposob polowal na tzw."jeleni" ,ktorzy od czasu do czasu cos mu
            fundowali.Dr.Nieliwodzki postac raczej negatywna -poklocony i wiecznie sie
            prawujacy min.z mieszkancami Huty Nadroz i innymi rypiniakami wart jest Twojej
            wzmianki jako ze mieszkal w tym samym rejonie koscila Ewangelickiego.Pozdro jak48
            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 07.02.07, 03:41
              Witaj jkwa. Juz gdzies tam opisywalem i dr. Nielewodzkiego, sliczna Pania
              doktorowa no i T. Sochalskiego. Bylo to w czasie ich "nudnych" lat, znaczy sie
              w czasie lata, kiedy to owa trojka wlasnie przy ich domku letniskowym na
              Sitnicy uprawiala nude, czyli lubili chadzac, opalac sie bez odzienia. Wiec ta
              nuda to wcale nie byla taka nuda. I nie mialo to nic z sexu wcale, jak tylko po
              prostu byli oni nudystami.
              Na gorce, czy na skarpie jeziora Huty Nadroskiem rozbijalismy z kolegami
              jakies tam palatkowe namioty no i posiadalismy stara poniemiecka lornetke. Wiec
              krajobraz wtedy dla nas byl niezwykle barwny kuszacy. I nie chodzi o tych dwoch
              zwisowcow, jak tylko o piekna Helene, ktora byla nie tylko piekna kobieta, ale
              zgrabna i niezwykle sexxxxxyyyyy.
              A dr. Nielewodzki to wogole interesowal sie psychoanalitykiem Sigmuntem
              Freudem i opowiadal niezwykle historie o psychoanalizie. Jakos to mnie draznilo
              i denerwowalo. Jednak nie moglem sobie wytlumaczyc dlaczego. A doktor N. byl
              nieprzejednanym obronca Freuda. Z czasem, kiedy dojrzalem, kiedy zdolny bylem
              sam do wyciagania wlasnych wnioskow po przeczytaniu literatury Freuda, to wiem
              dlaczego wewnetrznie sprzeciwialem sie wywodom dr. Nielwodzkiego. Freud mial
              wyjatkowo niskie mniemanie o czlowieku i uwazal go niemalze za bydlaka, ktory
              tylko czycha aby zwalcic matke i zabic ojca..... Wiec nie bede tu juz wiecej
              opisywal nic o zawartosci charakteru doktora, ale skoro dzielil freudowskie
              spojrzenie na czlowieka, to zapewne patrzyl na innych ludzi jako na cos
              wyjatkowo niskiego. I o ile pamietam, to dr. Nielewodzki nie mial sukcesow
              zawodowych w rypinskim szpitalu. Spod jego noza operacyjnego przewaznie szlo
              sie na drugi swiat. A przeprowadzal wtedy stosunkowo niezbyt skomplikowane
              operacje wyrostka robaczkowego. Niestety widocznie wiedze fachowa dr.
              Nielewodzki nie mial zbyt opanowana. I mowilo sie wtedy, ze kto pojdzie pod noz
              Nielewodzkiego, ten juz zywy spod niego nie wyjdzie. No ale staral sie chlop
              jak tylko mogl. A byc moze to medycyna wtedy byla wlasnie na takim poziomie,
              chociaz watpie, bo inni lekarze dobrze sobie z operacjami w Rypinie radzili.
              Slyszalem, ze pozniej odsunieto Nielewodzkiego od przeprowadzania operacji,
              zeby nie bylo "aberracji" czyli wypaczenia w medycznej profesji.
              • jkwa Re: A moze powspominamy nauczycieli? 07.02.07, 21:52
                Skoro jestesmy na kapielisku Huta wartoby przypomiec "mlodzierzy",gdzie kapali
                sie rypiniacy gdy wyjazdy nad Hute,Urszulewo ,etc byly utrudnione z powodu braku
                jakiejkolwiek komunikacji.Jako 7-letni chlopak wyjechalem pierwszy raz nad
                Urszulewo wycieczka GS-u -para koni ,woz.Wozakiem byl p.Bartel (mieszkal w domu
                Pastora.Jedyna po wojnie prywatna firma transportowa w R.posadala kilka -chyba 6
                ciezkich ciezarowek amerykanskich z demobilu.Wlascicielami byli
                min.St.Rupinski,Domanski i dwie osoby z poza R.W upalne dni mozna sie bylo z
                nimi zabrac nie tylko na Hute,ale i do Tomkowa nad Drwece.Jest to ta sama
                firma,ktorej samochod zarekwirowala milicja z R. udajac sie na "akcje" do
                Okalewa,gdzie w zasadce zorganizowanej przez "anty-czerwonych" zgineli wszyscy
                ,oprocz kierowcy-ktory krotko wczesniej wrocil od g.Andersa z Angli.W R.bylo
                kilka miejsc gdzie mozna bylo sie wykapac.Ul.W-ska i okolice kapaly sie w
                "torwniaku" zwanym Brumira blisko wsi Kowalki.Kosciuszki mialy Kolaske -staw
                p.Kolasinskich na Lawach.N.Osiedle mialo staw na Wygnancu.Byl jeszcze staw za
                torami .Wiele lat pozniej uporzadkowano park miejski-gdzie wybudowano 2 baseny
                jeden zwany "Kaczak",ktore nie konserwowane poprawnie ulegly zniszczeniu.Moze
                wiesz cos "ifinity" o stawie za mleczarnia tzw.oczko,gdzie lowilem ryby,a
                pozniej polowalismy jesienia na dzikie kaczki.
                • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 08.02.07, 19:26
                  Dzieki jkwa. Ciekawa historia Rypina. Nie wszystko pamietam, czy moze to juz
                  bylo za innych czasow. To oczko pod laskiem rusinowskim bylo zasilane
                  rypienica. Rzeczywiscie tam sie chadzalo na ryby, a jesienia slyszalo sie
                  odglosy strzalow z dubeltowek. Tam sporo bylo dzikich kaczek. To oczko szybko
                  zarastalo i przypuszczam, ze po nim nic juz nie pozostalo. Moze jakies
                  mokradla, a moze osuszono ten teren i zagospodarowano. To samo stalo sie z
                  jeziorem, ktore bylo zasilane Rypinica jak sie idzie z Kosciuszki do mostu, od
                  mostu po prawej. Jezioro istnialo chyba gdzies do 1800 tnego roku, a pozniej z
                  tego powstala laka. rozscielajaca sie az pod owczesny basen.
                  Powyzej oczka pod laskiem rusinowskim miescilo sie gospodarstwo panstwa
                  Rutkowskich. Syn ich byl zapalonym muzykiem utworow powaznych. Uczyl sie gry na
                  skrzypcach u pana Kurzatkowskiego, ktory z zona prowadzil sklepik z roznosciami
                  na przeciwko obecnego Znicza w drewnianym domu, przy ulicy kiedys Armii
                  Czerwonej, gdzie po prawej stronie od domku miescila sie ta mordownia, o ktorej
                  wspominalem. Pozniej pan Rutkowski studiowal w konserwatorium, chyba w
                  Warszawie. Tam go widywalem grajacego pierwsze skrzypce na koncertach. Pamietam
                  rowniez ta krwawa historie z Okalewa, ta zasadzke na czerwonych, gdzie chyba
                  pojechaly tam dwa samochody i wszystkich wybito. To bylo idealne miejsce na
                  zasadzke. Oprocz Domanskiego i Rupinskiego dosyc dlugo prosperowal jeszcze
                  jeden gosc, nie pamietam jak sie nazywal, ale ktory wybudowal dom przy ul.
                  Kosciuszki. Ten sie zajmowal wozeniem roznych mazidel, czy smarow. Ten tez mial
                  starego chyba Lublina, ciezarowke. Nie Jeszcze jeden byl, a moze to jeden z
                  ktorych wymieniles, ktory posiadal wielka stosunkowo ciezarowke, gdzies w
                  okolicach za Zniczem przy Armii Czerwonej. Taki duzy facet. Jego syn skonczyl
                  prawo w Toruniu.
                  Jak Cie interesuje historia Rypina jkwa, to ktos na stronie brodnickiego
                  Forum opisywal niestworzone historie o Rypinie. Teraz tych stron forumowych tam
                  nie ma, ale ja jeszcze zdazylem skopiowac niektore wpisy, wiec ewentualnie
                  tutaj moge wstawic.
                  • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 08.02.07, 19:40
                    A oto objecywana hisoria, oposywana na brodnickim forum przed gdzies chyba
                    dwoma laty. Facet o nicku Izotop. Jest to jeden fragment z duzego ciagu
                    opowiadan o Rypinie. I nie pamietam czy wszystko udalo mi sie skopiowac, ale z
                    pewnoscia z 10 siec odcinkow mam gdzies w moim PC:

                    Na drugim koncu jeziora Sitnica, Huty Nadroskiej,posrod bialych kaczencow i
                    wodorostow, odkrylismy z ksiedzem Edwardem istne krolestwo linow i dorodnych
                    karasi. Dno tutaj bylo juz muliste a woda juz nie taka przejrzysta jak tam
                    gdzie sie dojezdzalo od strony drogi na Lipno i Rypin. Do polowu linow
                    uzywalismy sztywniejszych koncowek leszczynowych, grubszych, mocniejszych zylek
                    jak i wiekszych haczykow, na ktore to zakladalismy grube, dlugie dzdzownice
                    albo i cale peczki mniejszych robakow. Splawki na liny robilismy sobie z kory
                    debowej, dlugie i pomalowane czerwona, wodoodporna farba z bialymi, dobrze
                    widocznymi paskami dookola. Liny nie braly tak szybko i gwaltownie jak plocie
                    leszcze, czy okonie. Liny "bawily" sie dlugo z przyneta bo a to kladly splawik
                    na wode albo go prowadzily w jedna lub w druga strone. Jednak gdy lin polknal w
                    koncu przynete to zaglebial wyraznie i stopniowo splawik, ktory odplywal od
                    wedkarza i ginal gleboko w wodzie. Trzeba bylo jeszcze odczekac chwile a
                    nastepnie dopiero zaciac, podrywajac gwaltownie ale z odpowiednim wyczuciem
                    wedke. Pierwszego, sredniej wielkosci lina, zacialem wierzgajacego sie na
                    leszczynowce w pozne i parne, sobotnie popoludnie kiedy to w lipcu wybralismy
                    sie na nastepna eskapade wedkarska z ksiedzem Edwardem tam wlasnie na Sitnice.
                    Ksiadz stal ode mnie dalej, po pas w kaczencach i dlugo nie mial zadnego
                    brania, wiec sie w wodzie powoli przesuwal wzdluz lini wodorostow. Gdzies po
                    godzinie chyba, widzialem jak zacial i zaczal walczyc z duza ryba. Leszczynowe
                    wedzisko wyginalo sie do granic wytrzymalosci, ale wtedy wlasnie ksiadz
                    popuszczal zylke z kolowrotka aby za chwile znowu ja nawijac na szpule.
                    Ryba nie dawala za wygrana i wydawalo sie, ze mijaja godziny, jednak w napieciu
                    obserwowalem zmagajaca sie faune z przewielebnym, ktory to w takich
                    okolicznosciach wydawal sie byc nieustepliwym homo sapiensem. I juz widac bylo,
                    gdy rybe wydostawal na powierzchnie, ze byl to okazalej wielkosci lin, ktory
                    znowu znikal w glebinie jeziora, jednak coraz bardziej slabl....W koncu ksiadz
                    Edward, wyczerpanego zupelnie lina wiodl leszczynowka na plycizny do brzegu i
                    tam wciaz sie trzepoczacego wyciagnal na brzeg....
                    Liny jak i karasie braly tego popoludnia wspaniale, wiec mielismy z ksiedzem
                    sporo wtedy zabawy. On zlowil cztery spore liny i kilkanascie garbatych karasi
                    a moja wedkarska siatka tez wypelniona byla tlustymi linami jak i karasiami.
                    Zwinelismy wedki przed zmrokiem i udalismy sie wzdluz brzegu jeziora, a pozniej
                    wspinajac sie po piaszczystej skarpie do gory spod podnoza lasu gdzie bylo
                    nasze obozowisko. Ksiadz Edward byl mistrzem w przygotowawaniu posilkow. Liny i
                    karasie wypatroszylismy, karasie z luski oskrobalismy a ja sie zabralem do
                    skrobania linow, jednak ksiadz mnie powstrzymal wyjasniajac, ze nie trzeba bo
                    luska na patelni sie przypiecze i skurszeje nadajac skorce lina chrupiacego
                    smaku. Pod czterema polnymi kamieniami palilo sie juz ognisko a na kamieniach
                    lezala druciana siatka na ktora ksadz polozyl patelnie z podgrzewajacym sie
                    olejem do ktorego dodal sporo wiejskiego masla. Liny umyl w wodzie,
                    posolil,obtoczyl w mace kadac je na goracy i pryskajacy tluszcz patelni. Obok,
                    tuz przy patelni gotowala sie woda w niewielkim czajniku na herbate. Zapach
                    smazacych sie ryb wywolywal istne soki z zoladka a przewielebny kucharz
                    przekladal widelcem kawaki pokrojonych ryb a to na jedna a to na druga strona a
                    ja kroilem juz swiezutki pachnacy bochenek chleba naleczowskiego z rypsinskiej
                    piekarni rodziny Kowalskich. W koncu doczekalem sie chrupiacych kawalkow lina i
                    karasi, ktore to ksiadz widelcem nalozyl mi na plaski, polowy talez.... I
                    powiem wam, ze nawet teraz po latach, czuje te nie do opisania kulinarne
                    zapachy polowej kuchni na lonie natury - istne Niebo w gebie!!!!!
                    Ksiadz Edward jednak niczego nie zaniedbywal ani niczego nie marnowal.
                    Wczesniej, zaraz po rozbiciu biwaku, znikal mi w lesie a jak wrocil to mial w
                    torbie troche bialawych grzybow jak i roznych ziol lesnych. Grzyby od razu
                    wymyl, pokroil, ugotowal i odcedzil z wody. Niespotykane to byl grzybobranie w
                    Lipcu no ale ksiadz zawsze potrafil cos tam w starych mchach odnalezc.
                    Pokrojona cebule wrzucil na olej w patelni po smazonych rybach, dodal ziol,
                    soli, pieprzu i dodal ugotowanych grzybow. Tak smazyl kilkanascie minut a
                    poznie dusil to wszystko pod pokrywa. Na koniec dodal kwasnej smietany i
                    wymieszal. Obok w garnku gotwal wywar z rybich glow tez z dodatkiem lesnych
                    ziol jak i przypraw. Po godzinie gotowania wrzucil do wywaru umyte i pokrojone
                    ziemniaki. Jak ziemniaki bylu juz miekkie to ksiadz zalal wywar rowniez kwasna
                    smietana..... I co to byla za rozkosz ucztowania na lonie natury gdzie ogarnial
                    nas dym z tlacego sie ogniska, gdzie w dole blyszczala znikajaca poznym
                    wieczorem, tafla jeziora Sitnicy Nadroskiej, przy akompaniamiencie kumkajacych
                    zab i pohukiwaniu nocnych sow. Jeszcze klepnalem kilka kasajacych komarow,
                    zanim nie zmorzyl mnie sen, a ja, jak pod wplywem jakiegos narkotyku, rzucilem
                    sie bezwladnie na materaz w namiocie i zapadlem w glebooooki sen.

                    • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 08.02.07, 20:32
                      A oto nastepny fragment Opowiesci Izotopa z brodnickiego Forum:

                      Bylo to w Boze Cialo, kiedy to spotkalem ksiedza Edwarda na przykoscielnym
                      dziedzincu, gdzie bylo juz z ranka sporo ludzi odswietnie ubranych a i
                      motocyklami sie co zamozniejs gospodarze z okolicznych wiosek na ta uroczystosc
                      pozjezdzali. Zgielk i tlok zaczal sie robic, jakas muzyka odpustowa jak i
                      jarmarkowa bo po lewej stronie, przy wejsciu do bramy dziedzinca koscielnego
                      dziad Cokalski w wyswiechtanej kapocie, z dluga prawie do ziemi siwa broda
                      rzepolil cus religijnego na skrzypcach i liczyl na jalmuzne do jego niepranej
                      od 30 lat czapki. Rypinianie dobrzy ludzie i Cokalskiemu grosze dawali z czego
                      uzbierala sie w capce spora tego grosiwa kupka. Po drugiej stronie bramy
                      natomiast, mial stanowisko inny zawodowy zebrak, tyz z capka na ziemi i broda
                      nieco krotsza ale pozlepianu z braku higieny. Ten jednak juz muzyke oferowal
                      jak i slowo spiewane. Byl to chyba mieszkanic z dalszych okolic Rypina bo go
                      nie
                      znalem a i niezawsze sie na rypsinskich odpustach pokazywal. Ten mial stara,
                      cyganska gitare ale tylko z trzema strunami i rytmicznie na tej rozstrojonej
                      gitarze rzepolil tango:
                      Taaa, ta tam ta taaa, taaa, ta tam tam ta taaaa, i mocnym przepitym glosem
                      zaczal spiewac:
                      Z Rypsinskich lak, taaa tam ta taaa
                      Prylecial bak, ta tam ta taaa
                      Z poniedzialku na wtorek, ta tam ta taaa
                      Ugryzl mnie w sam worek, ta tam ta ta
                      Azem sie zlakl, ta tam ta taaa....itp, itd

                      W zgielku nikt nie zwracal uwagi na slowa nedzarza, ktory to byl swoimi slowami
                      coraz to bardziej rozochocony i widac, ze za pazucha wojskowego szynela mial
                      butelke wodki i sie co jakis czas do muru bramy odwracal i z tej butelczyny
                      pociagal, a twarz mu sie robila coraz bardziej podobna do buraka cukrowego. A
                      dobrzy Rypsinianie traktowali groszami gitarzyste a nawet i calymi banknotami
                      bo i muzyka zebraka jakos im mila sercu byla, a i liczyli tez i na odpusty
                      grzechow po smierci przed ich ewentualnym wniebowstapieniem.

                      Ksiadz Edward skinal na mnie a ja podazylem za nim w kierunku plebani.
                      Siedlismy sobie tam na lawce i zaczal mi mowic, ze ma powazna sprawe i ze
                      chcialby abym sie z nim wybral na wyprawe na Gory Starorypinskie i zebym
                      przygotowal kilof na ta wyprawe jak i dwie lopaty. Wiec sie umowilismy wczesnie
                      rano w sobote przy mostku strumyka przy szosie na Brodnice i drodze na
                      Swiedziebnie.Juz z daleka dojrzalem ksiedza,jego dluga sylwetke w dresie i
                      tramkach z plecakiem wojskowym na ramionach. Szybko zniknelismy w szuwarach
                      podazajac wzdluz strumyka. Stamtad zaczelismy sie wspinac na starorypinska gore
                      i zatrzymalismy sie na jej wierzcholku. Nikogo w okolicy nie bylo. Ksiadz
                      Edward wyciagna ten swoj zeszyt z notatkami i szkicami i zaczal cos porownywac.
                      Wyciagnal miare, kazal mi trzymac jeden jej koniec, cos zapisywal, pozniej juz
                      sam robil dalsze pomiary schodzoc z wierzcholka gory. I slysze jak mowi do
                      mnie tutaj...,, tutaj, chodz i przynies kilof i lopaty do kopania. Ziemia tam
                      juz byla dosyc wyschnieta i dobrze, ze wzialem siekerke z soba bo trzeba bylo
                      powycinac troche krzakow. Kopanie mi nie szlo wiec ksiadz Edward uchwycil w
                      swoje mocne rece kilof i zaczal tym kilofem ziemie traktowac. Kopalismy a to
                      kilofem a to szpadami na zmiane az w pewny momencie natchenelismy sie na cus
                      twardszego, cegly jak gdyby. Ksiadz zaczal te zmurszale wiekami cegly muru
                      odsypywac lopata delikatnie, zeby czego za mocno nie uszkodzic......


                    • jkwa Re: A moze powspominamy nauczycieli? 08.02.07, 20:47
                      Pan od smarow nazywal sie Dudra .Prowadzil handel obwozny art.smary+paliwa
                      ,ktore dostarczal bogatym chlopom.Jego wyprawy handlowe trwaly czesto dluzej niz
                      tydzien,arejon dzialania to do 150 km od R.Wiem to z jego opowiadan przy
                      "kieliszku" z moim ojcem ,ktorego znasz.Ciekawym miejscem spotkan rypinskich
                      "kowboi"byl lokal -oberza Lutobarskiego na W-skiej w gore za domem "kazni".Lala
                      sie tam wodka jak na westernach.Barman p.L byl bez jednej nogi o lasce ,ktora
                      uzywal aby zaprowadzic porzadek.Firma splajtowala gdyz wlasciciel ciagnal rowno
                      razem z goscmi.Za laskiem rusinowskim mieszkal orginalny czlowiek nazwiska nie
                      pamietam ktory w swojm domku chodowal rozne zwierzaki,a zima ubieral swojego psa
                      w futerko gdy przychodzil po zakupy do sklepu "Zgody".Wiem ze byl z
                      wyksztalcenia weteryniarzem ,a za cara pracowal min.w Mongoli.
                      • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 09.02.07, 07:40
                        A tego to juz nie pamietam. Nic z tego co opisujesz jkwa nie kojarze Widocznie
                        to juz wczesniejsze czasy.Slyszalem o Domu Kazni. .Pamietam nauczyciela
                        Kosmalskiego,ale jako mniej niz nastolaat. Dudra...Nie mam pojecia o czym
                        mowisz jkwa. Ale ciekaaawa historia. Dzieki.
                        • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 09.02.07, 15:16
                          Ten Pan od smarow nazywal sie inaczej. Mial typowo, polskie nazwisko. Panstwo
                          Ci mieli jedna corke i mieszkali przy ulicy Kosciuszki powyzej kuzni Pana
                          Goslickiego, ale po lewej stronie ulicy Kosciuszki. Kuznia byla po prawej, jak
                          sie szlo od Domu Katolika pod gorke w strone Liceum Ogolnoksztalcacego (Gimai-
                          Gimnazjum) Dudra, czlowiek od smarow jak piszesz Jkwa, widocznie mieszkal w
                          innej czesci miasta. Wiec przypuszczam, ze juz wtedy, za PRL-u kwitla prywatna
                          inicjatywa, namiastka Wolnego jak gdyby rynku pozwolona jakims tam rzekomo
                          odpadom spolecznym. Bo ludzie w marginesie spolecznym mieli sie zajmowac praca
                          o zorganizowanym porzadku przez wladze panstwowe. A ludziom z poza marginesu
                          spolecznego, jako moralnie i psychicznie gorszym, czy nieudolnym, pozwolono na
                          prywatna inicjatywe.... Wiem, ze Ci ludzie podorabiali sie sporych pieniedzy
                          jak nie milionow, ale z wiadomych przyczyn udawali, ze sa ledwie egzystujacymi
                          nedzarzami. Pzdr. Ifinity
                          • jkwa Re: A moze powspominamy nauczycieli? 10.02.07, 19:11
                            Dudra -chodzi o tego samego czlowieka ktorego opisujesz z
                            ul.kosciuszki.Niski,krepy,b.mocny-sam ladowal beczki z paliwem na konska
                            przyczepe.Samochodu nie prowadzil sam gdyz byl b.mocnym krotkowidzem.Dziwiono
                            sie jak sobie dawal rade w terenie.Ja mysle ze zakladal swoje b,mocne okulary
                            gdy byl sam.Coz ludzie byli dawniej dziwni.Wszystkich tego typu "orginalow"
                            mozna bylo w latach powojennych - az do lat 60 tych spotkac w skepie
                            Wyczalkowskiego na pl.Sienkiewicza tuz obok Zgody.Mowiono popularni "U
                            Wyczalka"-owoce+wloszczyza.Pozatym skupiala sie tam cala rypinska "kontrabanda"
                            dawni wojenni szmuglerzy,karciarze,handlarze konmi i bydlem ,handlujacy
                            art.amerykanskimi tj.penicylina i dolarami,ludzi trudniacy sie lichwa.Doborowe
                            towarzystwo zyjace na pograniczu "owczesnego prawa" 100m od domu gdzie mieszkali
                            wszyscy zarzadzajacy owczesnym R. 1-sek PZPR Radomski szef UB Gozdzik
                            Kom.milicji Rogalski i reszta.Mimo tego ze tepiono tzw."nierobow" dawali sobie
                            nasi dzielni rypiniacy doskonale rade zyjac wg.zasady "pic,perd.. nie pracowac
                            -zycie mosi pofolgowac" Interesy robiono w "kaciapie na zapleczu,tam tez
                            zapijano je.Stalymi klijentami byli tam dzis juz nie zyjacy podaje
                            ksywy:Dziany,Koziol,Plapa,Wiktor,Resor,Smul,Brytan,i inni.Plapa mieszkal
                            naprzeciwko w domu z ktorego do ameryki wyjechala b.porzadna rodzina Sz. i ich
                            syn a moj kol. Wiesiek Sz.Ciekawe co robi w Stanach.Jesli go znasz to go pozdrow
                            ,pracowalismy razem jako ratownicy na nowo utworzonym wowczas kapilisku na
                            jez.Urszulewo -kamping.
                            • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 23.02.07, 08:43
                              Hmmm. Ciekawa historia podziemnego Rypina. Tego to nie znalem. Moze nie
                              podziemnego, ale pozaplecznego tj. wolna wymiana handlowa, ktorej sie w koncu
                              Polska doczekala.
                              Ostatnio jak odwiedzilem Rypin kilka razy z Francji, to Wyczalka juz nie
                              bylo. Pomiedzy zgoda a chyba Bankiem Rolnym, Wyczalka juz nie ma, jak tylko
                              jakis rodzinny byzness handlu czesciami samochodowymi. Uprzednio prosperowal
                              tam dobrze niedrogi bar spozywczy. Nie wiem co sie z nim stalo.
                              I przyznac musze, ze wole Brodnice od Rypina, chyba wypadalo by zajrzec do
                              Urszulewa, bo Hute juz zaliczyliem. Zaliczylem Rusinowo, Starorypin i Rypalki,
                              Swiedziebnie i Szczutowo, jak i Skrwilno. Ostrowite ma sie rozumiec, Sitnice,
                              Zale, Kleszczyn i zakon w Oborach. Wszystko to mile sercu, ale jednak najepsza
                              ta ojczyzna, ktora daje najwiecej okazji do samodzielnosci.
                                • ifinity Re: A moze powspominamy nauczycieli? 01.03.07, 06:56
                                  No tak. To prawda, ze Brodnica prezniejsza gospodarczo, ale i Rypsin nie
                                  zagrzewa gruszek w popiele. Przecie rozwija sie, ma chetnych inwestorow i
                                  wykonawcow. Przeciez i Rypsin sie rozbudowywuje i chyba nie jest to rzadowe
                                  samotrzec, jak nigdy nie bywalo dotychczas w Rypsinie, jak tylko pomysly,
                                  inwestycje Rypsinian. Czyz neeeee?
                                  Nie kazdy ma sporo grosza na poczatek, ale, powiadam Wam, ze wiekszy grosz w
                                  pomyslach, niz w starych skladach pieniedzy. I nie mowie, ze nieeee. Stare
                                  sklady podpora miasta, rejonu jak i panstwa....Ale przede wszystkim osobistej
                                  kazdego obywatela kieszeni. Bo jak kieszen obywatela pelna to i Brodnicy,
                                  Rypsina jak i Panstwa...Pozdrawiam Serdecznie tak Brodnice jak i Rypsin. Ifinity
                                  • ifinity Re: Tarcza antyrakietowa w Zalym? 04.03.07, 17:05
                                    W Pentagonie tocza sie rozwazania i rozmowy nad rozstawieniem tarcz
                                    antyrakietowych w Polsce. Dochodza sluchy, ze jedna taka tarcza bedzie
                                    usytuowana w okolicach Bozymina i Zalego. Dokladnie nie wiadomo, ale sie w
                                    rypinskim zanosi na duze zmiany.Rypin moze sie stac waznym osrodkiem i terenem
                                    do szpiegowania agentow ze swiatowych mocarstw. Wiec czy sie cieszyc, czy
                                    protestowac?
                                    • ifinity Re: Tarcza antyrakietowa w Zalym? 14.03.07, 03:48
                                      No tak... Ale czy po zestrzeleniu iranskiej rakiety nuklernej nie spadnie na
                                      Zale i byc moze na Rypsin deszcz nuklearny? A co na to Zachrystia rypsinskiego
                                      kosciola? Czy w przypadku inwazji rakiet nuklearnych z Iranu na Zale i Rypsin
                                      modlitwy w kosciele pomoga? A jezeli modlitwy rakiety nuklearne powstrzymaja,
                                      to po co nam w Rypsinie i w Zalem jakies tam tarcze amerykanskie? Powinno sie
                                      brac wiec pod uwage nie tylko mistycyzmy, ale tez i to co nam ewentualnie od
                                      agresora w Rypsinie zagraza. A zagrozeniem moze byc tez i skazona odpadami
                                      nuklearnymi ta niewinna butelczyna piwa w gospodzie kolo kiosku, czy te pol
                                      litra w monopolowym na ulicy warszawskiej, kosciuszki, czy mlawskiej. Co by
                                      tutaj nie powypisywac, to jednak do Zgody wszystkim nie tylko blisko, ale i
                                      milo, nie wspominajac o Malpim Gaju. Ifinity.
                                      • ifinity A moze tak powspominamy Rypin i jego zakatki? 25.03.07, 04:43
                                        Ulica Mlawska do Szpitala. Ulica Warszawska, kolo kina Baltyk, do Urszulewa i
                                        do Sierpca. Ulica Kosciuszki do Liceum, a dalej szosa na Torun.
                                        Kolo budynku Zgody do Malpiego Gaju, do starej elektrowni, gdzie silownia
                                        najlepiej umiesnionego Macka Tuchalskiego. Cos ten Katolik mizernie wyglada. A
                                        i ulica Kosciuszki podupadla, rowniez i Pan Witkowski w swoim fryzjerskim
                                        zakladzie przy Rypienicy juz nie strzyze tak jak za dawnych lat. Huta
                                        Nadrowska, Gory Starorypinskie, na grzyby do Zakrocza, na ryby i na bimber do
                                        Zalego. Na biwaki do Urszulewa, na kwiatowke wiosna do Ostrowitego. Na liny
                                        siatka gdzie torfniaki u Brumiry, na leszcze do Jeziora Kleszczynskiego. Na
                                        odpust do Studzianki, na modly i na cudowne ratowanie zycia do klasztoru w
                                        Oborach. Na piwo do Mordowni, na wodke do Kotlowni. A gdzie zachodni turysta
                                        moze zalapac sie w Rypsinie na sex gwarancje ???? Podpowiedzcie prosze. I chyba
                                        ne na plebani. Czy na Hucie Nadrowskiej, Sitnica zwanej, czy gdzies na
                                        przystanku autobusowym, czy moze w budce z piwem u Baby Jagi, czy moze u
                                        kulawego Kujawy? Bez wzgledu Rypin wart turystycznej uwagi, gdzie hedonizm, byc
                                        moze bez rozwagi. No ale kto z kura wojuje, u skurnika sie ewentualnie kuruje. I
                                        (n)finity