Gość: retro
IP: *.anonymouse.org
06.01.10, 08:30
Gazeta "NIE" pisała tak.....artykuł z 2003r.
Prezydent jest klientem sądu. Wiceprezydent kłamie. Przetargi są
ustawiane. Gdy ktoś jest dla władzy niewygodny, można mu dom
przestawić. Urząd wierzy nieboszczykom, którzy piszą do niego listy.
Tarnobrzeg to miasto cudów.
Dziesięć lat temu pewnemu facetowi zezwolono na budowę kontenerowej
stacji paliw w miejscu, gdzie jej absolutnie być nie powinno. Sąsiad
faceta oburzył się i poskarżył w sądzie, ale sąd mu racji nie przyznał.
Dostał bowiem od miasta dokumenty, w tym mapki, z których wynikało, że
stacja paliw stać tam może, ponieważ odległość od domów jest
odpowiednia. Problem w tym, że urzędnicy zrobili z sędziów durniów
przenosząc na mapie dom faceta, któremu sąsiad wybudował tuż za płotem
stację paliw. Czyli dokonali cudu.
Stoi tam również stacja z gazem płynnym do samochodów. W jednym ze
swoich pism dotyczących stacji wiceprezydent Tarnobrzega Andrzej
Wójtowicz pisał, że widział na własne oczy akt własności 37 arów
gruntów, na których stoi stacja. Miały one należeć do człowieka, który
stację postawił. Okazuje się, że wiceprezydent miasta ma chyba dwa
komplety oczu. Mamy w łapach jego inne pismo; twierdzi w nim, że teren
ten należy całkowicie do miasta. Czyli facet postawił stację paliw i
stację z gazem nie dość, że łamiąc wszelkie prawa, to na dodatek
przywłaszczył sobie miejską ziemię.
Przez 10 lat sąsiad skarżył się na kolesia ze stacją paliw. Był w
prokuraturach, sądach, policjach, urzędach. Nikt nie dawał mu wiary,
bo w urzędowych kwitach stało jak byk, że jego dom stoi kilkanaście
metrów dalej niż w rzeczywistości. I nikt nie ruszył dupy, aby urzędowo
to stwierdzić. Ta z pozoru drobna sprawa jest jednak istotna, jeśli się
wie, że córka pana od stacji paliw zasiada w Samorządowym Kolegium
Odwoławczym. Z tym ciałem władza musi żyć dobrze.
* * *
Przetargi w Tarnobrzegu robi się tak. Dwa lata temu miasto ogłosiło
przetarg na wykończenie budynku szkół zawodowych. Startowało kilka
firm. Wygrał Skobud, firma miejscowych biznesmenów. Członkiem komisji
przetargowej była pani Zofia Janiec, prywatnie żona pana Jacka. Pan
Jacek prowadzi firmę BCJ. Ta ostatnia wykonała kosztorys budowy obiektu
za drobne 530 tys. zł, a następnie została podwykonawcą Skobudu. BCJ
skasowała za prace instalatorskie ponad milion. Takie praktyki wytknęła
NIK w swym raporcie jako niezgodne z prawem. Miasto zapłaciło za szkołę
3,5 mln zł.
* * *
Inny facet postanowił, że postawi stację z gazem do samochodów przy ul.
Warszawskiej. Dostał wszystkie zgody. Problem jednak w tym, że stacja
mogłaby poważnie zagrozić stojącej tuż obok stacji, której właścicielem
jest tata pani z Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Naczelnik
Wydziału Urbanistyki i Architektury UM Roman Bokwa mnożył trudności i
przedłużał terminy nie przejmując się kodeksem postępowania
administracyjnego. Konflikt trwał 10 miesięcy. Naczelnik w końcu
przeprosił i sprawa miała być załatwiona.
Wówczas do urzędu wpłynęła skarga pani, która nie żyje już od 17 lat.
Urząd uwierzył. Samorządowe Kolegium Odwoławcze cofnęło decyzję o
warunkach zabudowy. Stacja nie powstała. W "Tygodniku Nadwiślańskim"
pojawiło się natomiast ogłoszenie: Konia z rzędem temu, kto przebrnie
procedurę budowlaną we wskazanym urzędzie nie dostając zawału serca,
lub oddam sprawę uczciwemu prokuratorowi. Tel.
* * *
Kłopoty ma też prezydent miasta Jan Dziubiński. Staje przed sądami,
ponieważ gdy był prezesem miejscowego klubu piłki kopanej, nie był
uprzejmy płacić kasy na ZUS dla pracowników. Zaległości to jakieś 600
tys. zł. To za prezesury Dziubińskiego ze stadionu wydzielono pas ziemi
bez pytania, zgody radnych, planów zagospodarowania przestrzennego.
Obecnie miejscowi notable kończą tam budować domki z mieszkaniami na
górze i miejscem handelku na dole. Niedawno władza obmyśliła, że miasto
kupi stadion za 600 tys. zł. Radni uwalili ten pomysł i teraz może być
kłopot, bo ktoś w końcu weźmie się solidnie za kontrolę i stwierdzi,
jak to naprawdę było z tym wydzielaniem ziemi ze stadionu.