tibby
02.03.04, 23:40
mam przyjemność uczyć w szkole podstawowej języka polskiego i historii
(naprawdę mam przyjemność, bo lubię swój zawód i lubię moich uczniów).
Ostatnio jednak dostałam nieomalże piany na ustach; sprawdzałam ponad 20 prac
na temat wielkich odkryć naukowych. Czytam - ładnie, dobra praca. Następna -
niezła, ale chyba już to gdzieś widziałam. Po czym okazało się, że 80% prac
było skopiowanych żywcem z internetu. Kopiuj - wklej, kopiuj - wklej. Nawet
nie zadali sobie trudu, żeby przejrzeć wklejony tekst, w którym znalazło się
sporo błędów. Zadałam im pokutę - na podstawie książek (li i jedynie) mają
ręcznie napisać pracę jeszcze raz. Rety, jakie larum się podniosło, dlaczego
ręcznie, dlaczego nie z netu, co złego zrobiliśmy, skąd wziąć książki,
przecież nie będę kupować książki dla jednej pracy, nie chcę, mamoo ! Ręce mi
opadły. Nie wiem, jak walczyć z czymś takim. Nie wiem, co będzie dalej, jeśli
jedynym źródłem informacji jest dla takich jedenastolatków internet, a
ksiażka to nie tyle wróg, ile jakieś kuriozum, które można oglądać w muzeum,
ale żeby z niego korzystać? Jak to wyplenić ?
pozdr