Gość: były uczeń
IP: *.icpnet.pl
08.03.04, 18:30
Czytam sobie te wszystkie posty, wątki, wypowiedzi o szkolnych perypetiach. I
pomyślałem, że podzielę się z Państwem swoją historią, która miała miejsce
jeszcze w liceum. Nie było to szczególnie dawno,bo jakieś 10 lat temu...
Pierwszy dzień w nowej szkole, klasa I, nowi ludzie, wszystko nowe. Czułem
niepewność wszystkiego, zagubienie. Jedna z pierwszych lekcji : PO
(czyli "przysposobienie obronne") skończyła się dla całej naszej klasy
tragicznie, zniechęciła nas na zawsze do szkoły jako instytucji i stanowi
traumę do dziś - jak gwałt jakiś czy coś w tym rodzaju.
A było tak.
Gdy tylko weszliśmy do klasy, nauczyciel (jak się później okazało -
prymitywny, wulgarny w-f-ista) rozkazał nam "wyciągać karteczki" i pisać
pierwszy licealny sprawdzian. Nie wiedzieliśmy z czego. Wszyscy byli
przerażeni, każdy bał się, że dostanie 1, bo przeciez nikt nam nie zapowiadał
żadnej klasówki na pierwszej lekcji...
Pyt. 1 : imię i nazwisko
Pyt. 2 : wyznanie
Pyt. 3 : narodowość
Pyt. 4 : zawody rodziców
Pyt. 5 : jakiej muzyki słuchasz
itd...
etc...
Możecie mi Państwo nie wierzyć. To jednak nie jest bajka. Szkoła znajduje się
na pograniczu kulturowym, wyznaniowym w naszym kraju.
A teraz napiszę, co się działo po napisaniu "klasówki"...
Nauczyciel zebrał nasze "sprawdziany", usiadł sobie przy biurku i po kolei
brał po jednym "sprawdzianie", wyczytywał głośno nazwisko osoby, która pisała
daną "pracę"... Osoba wyczytana musiała wstać i odpowiadać na pytania
nauczyciela. A pytania były retoryczno-ironiczne (mówiąc łagodnie i
eufemistycznie). Nauczyciel wyśmiewał się z nas. Połowa klasy została
ośmieszona przed resztą uczniów (tylko połowę klasy udało mu się przepytać).
Śmiał się z uczniów, którzy wpisali narodowość inną niż polska, a nazwisko
posiadali polskie (tj. brzmiące po polsku). Wyśmiewał się z naszych wyznań
religijnych, z muzyki, jakiej słuchaliśmy... To był, proszę Państwa, horror,
gwał na naszej psychice.
Jedna z uczennic została nazwana "SZMATĄ" (!!!!!!). Nauczyciel tak do niej
wykrzyknął, gdy próbowała wyjaśnić, o co chodzi w tym "sprawdzianie".
Pomimo, że minęło już prawie 10 lat od tamtej lekcji, ciągle czuję w sobie
żal i ból, związany z gwałtem na moim światopoglądzie.
Rodzice interweniowali u dyrekcji po tym, co się stało. Dyrekcja nie kiwnęła
palcem. Nauczyciel - prymityw uczy tam do dziś. mało tego - otrzymuje nawet
nagrody za to, że tak wspaniale przygotowuje uczniów do zawodów sportowych.
Jak myślicie, jak mam się uporać z traumą szkoły, tamtej lekcji?
Co się robi w takich sytuacjach, jak ta, która spotkała kiedyś moją klasę?
Dziś jestem właściwie szczęśliwym człowiekiem, mam cudowną żonę, planujemy
dziecko. Nie chcę, żeby moje dziecko kiedyś trafiło na takiego muła-
nauczyciela. Praca wymaga ode mnie podróży - własciwie po całej Europie.
Byłem w różnych miejscach i nigdzie nie spotkałem się z takim chamstwem, jak
wtedy w moim liceum. Ale boję się, że osiedlimy się znów w miejscu, gdzie
ktoś głupi będzie się śmiał z inności mojej, czy - w przyszłości- mojego
dziecka.
Ciekaw jestem, co można zrobic, będąc rodzicem czy uczniem... w takiej
sytuacji..?? Co Wy, zrobilibyście na moim miejscu wtedy? Czy warto jest
sprawę jeszcze dzisiaj nagłasniać, żeby pokazać prawdę o tym nauczycielu?