Rodzice o swoich wyborach

19.03.04, 14:15
Jestem matką 7-letniego chłopca. Do wczoraj wydawało mi się, że wybór szkoły
podstawowej nie jest bardzo trudną decyzją. Mój synek jest bardzo żywym i
ruchliwym dzieckiem, jednak jak widać po doświadczeniach przedszkolnych i
zerówkowych potrafi świetnie funcjonować w grupie i chętnie i łatwo się uczy.
Lubi jednak być zauważany dlatego zdecydowaliśmy się na szkołę społeczną,
gdzie są mniejsze klasy. Wczoraj odwiedziliśmy taką szkołe STO w Warszawie i
mój syn miał rozmowę z Panią psycholog. Od samego początku owa Pani
zachowywała się bardzo dziwnie. Była poddenerwowana i potwierdzała u mnie
odpowiedzi mojego syna, kwestionując w ten sposób jego wiedzę i
prawdomówność. Była wyraźnie zestresowana i sprawiała wrażenie jakby nie
lubiła dzieci, mimo, że podkreśliła, że ta praca jest jej pasją. Cała rozmowa
i szkoła sprawiły na mnie bardzo złe wrażenie. Panował tam chaos i wyglądało
na to, że dzieci nikt nie pilnuje, albo robi to w sposób niewystarczający.
Nie uważam, że każda szkoła społeczna jest zła, ale na podstawie moich
obserwacji i opinii znajomych dochodzę do wniosku, że często szkoły prywatne
i społeczne szukają sobie takich dzieci, które będą grzeczne, mądre i
spokojne. Nie chcę, żeby mój syn chodził do takiej szkoły. Nie chcę, żeby
chodził do szkoły, w której pracuje taki psycholog, który po godzinnej
rozmowie z dzieckiem proponuje mi grupę wsparcia dla rodziców, bo musi mi być
ciężko z takim ruchliwym synem. Szukamy więc dalej, chociaż to prawdziwe
szaleństwo - rozmowy, sprawdzanie dojrzałości dziecka itd,itd. Czy prawdziwe,
mądre szkoły i nauczyciele z pasją to już przeszłość?
Pełna wersja