Praca a dom

22.03.04, 23:39
Czy zgadzacie się ze mną, że nasza praca jest specyficzna jeśli chodzi o czas
poświęcony przygotowaniu się do zajęć, zawodowemu doskonaleniu się?

I tak wracasz z pracy i przygotowujesz się do pracy.
Na zakupach zaglądasz do księgarni - myślisz o pracy, oglądasz czasopisma -
artykuły powiązane z tematem pracy też przykuwają twoją uwagę, nawet tu w
internecie buszujesz szukając coś do pracy, idziesz ulicą i przyglądasz się
ciekawym dekoracją -bo pomysły innych mogą się przydać.
Myślami wciąż wracasz do pracy.
A dom -pranie,sprzątanie,gotowanie - też potrzebują czasu.
A jeszcze dziecko- jak masz swoje to często albo przesadnie się od niego
wymaga i trenuje się na nim wszystkie metody wychowawcze albo tak jak
znajoma mi powiedziała: Zobacz jakie to dziwne, ty zajmujesz się obcymi
dziećmi, a ktoś obcy (nianie,przedszkolanki,nauczycielki)twoim dzieckiem.
Z jednej strony może być nam łatwiej bo nasze dziecko lepiej uczy się tego co
my uczymy inne dzieci(np. piosenki,wierszyki)a z drugiej strony mama też ma
prawo być zmęczona i nie mieć czsu czy ochoty na zajęcia dydaktyczne dla
swojej pociechy.
A mąż? -dla niego też trzeba znaleźć czas.
No a przyjaciele, rodzina, zwierzątka.
Naprawdę można dostać zawrotu głowy od tych wszystkich spraw.
Jak sobie z tym radzicie?
    • maolga Re: Praca a dom 22.03.04, 23:44
      Znacie to powiedzenie "Nie da się złapać kilka srok za ogon".
      A wygląda na to,
      że w życiu nic innego nam nie pozostaje jak je właśnie łapać ;)))
    • benia30 Re: Praca a dom 23.03.04, 17:41
      Świetnie to wszystko ujęłaś...
      Ale jakoś radzić sobie trzeba, choć powiem szczerze, że gdyby nie moi rodzice,
      którzy czasem zaproszą na obiad czy zajmą się dzieckiem, to kiepsko by było.
      Niekiedy żal mi mojego własnego dziecka, bo nadmiar obowiązków (kursy,
      zebrania, szkolenia, studia, warsztaty), bo dużo pracy, bo mama nie ma czasu,
      bo mamę boli głowa, nie teraz, potem... ech, życie...

      • na.elka Re: Praca a dom 27.03.04, 21:58
        Szczerze mówiąc,nie poradziłabym sobie z tym wszystkim,gdyby nie pomoc mojej
        mamy. Kiedy studiowałam - zostawała z moimi dziećmi, dzięki temu miałam
        spokojną głowę i mogłam poświęcić czas na naukę. Właściwie nawet teraz, kiedy
        dzieci są już prawie "odchowane", też często zostawiam młodszą córkę u babci.
        Mąż pracuje do późna, więc inaczej nie mogłabym zostawać na zebraniach, radach,
        kursach itp. A faktycznie jest tego dużo.
Pełna wersja