Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawskim

IP: *.chem.Arizona.EDU 25.03.04, 21:48
Czy na pewno USA jest tyle ostrzejsza od Polski? Jestem sobie na University of Arizona w
Tucson i tutaj za zlapanie na sciaganiu (przynajmniej za pierwszym razem) dostaje sie
automatyczna ocene niedostateczna i tyle. Ewentualne dalsze udowodnione proby sciagnia
moga przyniesc powazniejsze problemy...
    • Gość: myslacy student Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawskim IP: 130.191.118.* 25.03.04, 21:50
      Piekna sprawa, tylko ze na amrykanskich uczelniach (a na takiej wlasnie
      studiuje) nie trzeba na egzamin zakuwac tylu bzdur, ktore czesto w 90%
      obejmuja material na polskich przedmiotach wykladowych (w Polsce tez
      studiowalam wiec mam porownanie). Od tego nie przybedzie rozumu, ale polscy
      profesorowie - o zgrozo - chyba nie do konca o tym wiedza. Po co mi
      wiedza 'recytatorska' z czegos co w ciagu kilku sekund znajde w ksiazce czy
      internecie. Czy nie lepiej zainwestowac w kreatywne i krytyczne myslenie?
      Drodzy Polscy Profesorowie: Zero tolerancji dla sciagania i jeszcze mniej dla
      mechanicznego zakuwania!!!
      • Gość: 3x TAK 3x TAK IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.03.04, 23:49
        Dokladnie tak - mniej bezsensownej wiedzy do zakucia = mniej chetnych do sciagania. Kreatywnego myslenia po prostu nie mozna sciagnac, a podstawy wiedzy trzeba do niego i tak miec.
        • Gość: titt Re: 3x TAK IP: *.botany.gu.se 26.03.04, 11:15
          Kreatywna wiedza? Niestety obawiam sie ze wiekszosc studentow by nie zdalo
          takiego egzaminu. Tyle razy spotkalam sie z opinia, ze "teorie" daje sie z
          litosci nad studentami. A wielu moich kolegow (studentow) niestety to
          potwierdzalo. Tu powinien sie zmienic caly system.
          Ale - i tak, my Polacy, jestesmy znacznie lepiej wyksztalceni niz ludzie na
          zachodzie. Inna sprawa czy umiemy z tej wiedzy korzystac.

          W powszechnej pladze sciagania jest jednak cos wiecej niz przeciwstawienie
          sie "idiotycznym" wymagania na egzaminach. Cale podejscie, ze na studiach
          najwazniejsze sa oceny. Ze czeba zdac, zeby miec stypendium, itp. Wiedza
          niepotrzebna (no i znow pytanie o przydatnosc tego czego sie uczy). A takze
          dobrze zakorzeniona tradycja "walki" profesor-uczen. Ile razy na pytanie "jaki
          byl egzamin ?" uslyszalam, ze latwy bo dalo sie sciagac. Pytajac o asystenta -
          padala odpowiec "rowny gosc, daje sciagac", albo przeciwna. A moim najwiekszym
          szokiem, tutaj w Szwecji, bylo to, ze przez 5 godzin egzaminu bylam jedyna
          osoba poza studentami na sali.
          • nocna.mara Re: 3x TAK no i czeba, czeba... 26.03.04, 14:38
            w USA profesura inaczej uczy. Jak powyzej powiedziano, mowia najpotrzebniejsze
            bo nikt do nich na wyklady nie przyjdzie.

            W Polsce kadra akademicka jest w wiekszosci zalosna i sadystyczna. Ale uwazam
            ze kadra uniwersytetow polskich jest na tym samym poziomie jak np. amerykanska.
            Oby tylko te kmioty z politechnik polskich mogly sie tego nauczyc od swoich
            kolegow na uniwersytetach. Niech juz nawet sciagi nosza ze soba zeby sie naczyc
            jak sie to robi. Rektor wniosl odwolanie... czy ten rektor jest tak strasznie
            glupi czy tylko udaje? Pewnie jakis kmiot z prowincji, widac od razu.
          • Gość: Myczactwo Re: 3x TAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 16:17
            Nie zgadzam sie. Jestem na ostatnim roku studiow i moj program mial czesc
            przedmiotow "do zakucia" i z tego byly zamkniete egzaminy pisemne sprawdzajce
            wiedze, a takze przedmioty na kreatywne myslenie tzn open book. Mozna byla na
            nie przyniesc podrecznik, ktory jest zalecany do kursy, materialy przygotowane
            przez wykladowce, notatki, w sumie wszystko co sie chcialo i korzystac z tego
            na egzaminie. A pytania byly owszem trudniejsze pod tym wzgledem ze ci co
            zakuli nie zdawali czasami, ale to kwestia przystosowania do tegp trybu nauki.
            Egzaminy sprawdzaly umiejetnosc zaproponowania zastosowania wiedzy
            podrecznikowej na konkretnym przykladzie. I to jest moim zdaniem dobre, o ile
            szkola przygotuje wczesniej studentow, tzn nauczy ich jak sie uczyc takich
            przedmiotow. Wtedy nie ma problemow.
        • Gość: MZ Re: 3x TAK IP: *.cpe.ga.charter.com 26.03.04, 16:50
          Gorzej, jak ludzie sciagaja wlasnie owe podstawy, o ktorych piszesz... A to sie
          wbrew pozorom wcale nie zdaza tak rzadko...
      • Gość: Zenon Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 09:35
        Gdyby na dodatek owe wyklady, majace byc "krynica wiedzy", byly prowadzone w
        sposob pasjonujacy, porywajacy i profesjonalny! Sam bedac wykladowca - z
        ciekawosci - sluchalem moich wykladajacyh kolegow. Wielu z nich to urodzeni
        dydaktycy na ktorych wykladach sale sa pelne a sluchacze zasluchani. Wiekszosc
        to jednak najzwyklejsi chalturnicy nie posiadajacy nie tylko wiedzy lecz co
        gorsza jakichkolwiek umiejetnosci przekazywania wiedzy. U takich sale sa puste,
        zas ci ze studentow ktorzy uczestnicza w ich wykladach maja okazje sie
        przekonac czym jest tzw.belkot naukowy i w efekcie podlegaja syndromowi
        Morfeusza.
        • Gość: muleb Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.ds7.univ.gda.pl 26.03.04, 10:21
          ha! samo prowadzenie pasjonujących wykładów nie musi oznaczać 'dobrego'
          egzaminu. po wymianie prof. od makroekonomi dostalismy fantastycznego
          wykładowcę, ciekawie przedstawiał problemy, często odwoływał się do obrazowego
          porównywania - co uatrakcyjniało wykłady i w znacznym stopniu ułatwiało
          zrozumieć przerabiany egzamin... ale co z tego - jeśli na egzamin nie wykuło
          się całego samuelsonka i beggerka na blachę, to można było zapomnieć o wysokiej
          ocenie :(
          • Gość: Zenon Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 10:38
            To dziwne i wielce zastanawiajace. Skad ta roznica miedzy forma wykladu i
            egzaminu? Czyzby wykladowcy zabraklo checi i "pary" do skonstruowania
            sensownego egzaminu? A moze w gre wchodza wzgledy pozamerytoryczne, czyli
            nacisk na wykladowce by "oblal" jak najwiecej studentow, jako ze za egzaminy
            poprawkowe na wiekszosci uczelni sie placi?
            Pozdrawiam i zycze powodzenia.
            • Gość: MZ Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.cpe.ga.charter.com 26.03.04, 16:55
              Zapewniam Cie, ze fakt placenia za egzaminy poprawkowe nie ma absolutnie zadnego
              wplywu na ilosc "oblewanych" studentow, o zadnym nacisku tym bardziej nie ma
              mowy. Duzo oblanych = duzo wiecej problemow dla samych prowadzacych (czysta
              strata czasu).
      • Gość: szok Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.chello.pl 26.03.04, 12:41
        Rowniez mam porownanie i zgadzam sie z toba w 100%!!
      • Gość: belfer Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.03.04, 12:54
        Znakomity pomysł z tym myśleniem na egzaminie. Gdyby nie to, że sam pomysł
        takiego egzaminu jest dla większości studentów szokiem niewyobrażalnym. To jest
        do zrobienia tylko w naprawdę elitarnej uczelni, jeśli taka kiedyś powstanie,
        a nie w masowej wytwórni magistrów. Wystarczy na wykładzie odejść od schematu i
        już widać przerażenie w oczach.
      • Gość: swiety Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: 205.142.197.* 26.03.04, 17:01
        Ja bym sie na waszym miejscu nie chwalil ze studiujecie w Ameryce bo poziom na
        wiekszosci Amerykanskich uczelni jest przerazajaco niski, wiec o ty kreatywnym
        mysleniu lepiej zapomniec, oczywiscie wylaczajac kilka rzeczywiscie dobrych
        uczelni. Jakos tak to sie dzieje ze wiekszosc naukowcow w Ameryce to osoby z
        Indii, Rosji, Polski itp.
        • Gość: student Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.cs.UMBC.EDU 26.03.04, 17:39
          A skad ty wiesz, jak jest naprawde z tym poziomem na amerykanskich uczelniach i
          naukowcach w Stanach? Wlasnie studiuje na amerykanskiej uczelni (robie tam
          doktorat) po studiach magisterskich na polskiej uczelni i sie absolutnie z toba
          nie zgodze. Fakt - jest sporo naukowcow nie-Amerykanow, ale ciagle duza grupa to
          jednak Amerykanie (nb. bardzo dobrzy w tym co robia), stanowiacy praktycznie
          zawsze powyzej 50% kadry (nawet w zawodach technicznych, gdzie ilosc osob z
          zewnatrz jest najwieksza)

          Co do poziomu, to jest wysoki - uczylem amerykanskich studentow i wiem, ile
          musza umiec, aby dostac swoj dyplom B.S. Niski poziom maja natomiast studenci
          przychodzacy po panstwowych szkolach srednich (high-school) i ci, ktorzy dostali
          sie na uniwersytet po "akcji afirmacyjnej". Jednakze w ciagu pierwszych 2 lat
          musza albo nadrobic braki (naprawde katorznicza praca) lub odejsc. Osoba
          konczaca uczelnie ma wysoki poziom w swojej dziedzinie (ale tylko w swojej -
          wiedza ogolna niestety lezy), szczegolnie jesli chodzi o jej praktyczne
          zastosowanie.
    • yawokim wisnieski ma 3 pjeski 25.03.04, 21:50
      chory impotencki pierdolniecki
    • Gość: docent_pa Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.choszczno.sdi.tpnet.pl 25.03.04, 22:00
      Skoro została uniewinniona, to jak może byćukarana oceną niedostateczną z
      egzaminu za ściaganie. Powinno się sprawdzić uczciwe jej prace i ocenić. A
      piprzenie, że skoro nie można ściagać, to rozumie sięże nie można posiadaćściąg
      jesty absurdalne. Gwałcićteż nie wolno, a przecież narzędzie zbrodni mamy przy
      sobie, możę zabronić posuiadania organów płciowych w takim razie ...
      • bodek Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski 26.03.04, 10:18
        Ściąganie, jako takie potępiam, trzeba karać, to nie ulega watpliwości.
        Rozróżniam jednak kilka rodzajów ściagania. W zależności od tego powinna byc
        wymerzona kara:

        - ściąganie od kolegi/koleżanki;
        - ściąganie ze ściągi otrzymanej od kolegi/koleżanki;
        - ściąganie z własnej ściągi.

        Za ściąganie od kolegi "kara śmierci" (rozumiem przez to dwóję z wykrzyknikiem).
        Za ściąganie ze ściągi pożyczonej od kolegi "dożywocie" (zwykła dwója dla
        ściągającego i obniżenie oceny autorowi ściągi).
        Za posiadanie i ewentualne korzystanie z własnej ściągi "10 lat" (obniżenie
        oceny i chwatit).

        Ja przed trudniejszymi egzaminami zawsze robiłem i zabierałem ze sobą ściągi.
        Nigdy nie korzystałem z nich na samym egzaminie, ale w trudnych chwilach, gdy
        miałem wątpliwości próbowałem sobie przypomnieć, w którym miejscu kartki i
        jakim kolorem to zagadnienie było napisane. To wystarczało, automatycznie
        przypominała mi się definicja, twierdzenie czy też dowód.

        O wiele trudniej było mi przypomniec sobie takie rzeczy, gdy ściągi nie
        przygotowałem.
      • Gość: janek Masz rację, IP: *.umcs.lublin.pl 26.03.04, 10:23
        ale pod warunkiem, że ci ŚCIĄGAWKA Z KROCZA WYRASTA.
      • Gość: titt Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.botany.gu.se 26.03.04, 11:20
        Obnoszenie "na wierzchu", publicznie, wspomnianego organu tez jest zabronione:-)
    • Gość: abajcar Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.intra / *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.04, 22:06
      no i bardzo dobrze, że robią taką akcję. jak student ma się zamienić w dobrego
      magistra, skoro niczego sie nie nauczył? Jak taki inżynier ma budować mosty,
      lekarze leczyć chorych, a nawet ekonomista podejmować odpowiednie decyzje...

      Panie Dziekanie, wierzę, że będzie Pan walczył do końca i studenci przkonają
      się, że nie można sobie bezkarnie "przynosić" ściąg na egzamin...

      • Gość: x Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.04, 22:25
        pieprzenie o szopenie. czasem trzeba cos sciagnac i tyle . Kuc wszystkiego na
        blache nie ma poprostu sensu... jak tam ktos wyzej napisal lepiej uczyc sie tak
        by rozumiec a nie tak by na egzamsie pisac z pamieci co wiele osob robi :>
      • Gość: Myszactwo Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 16:22
        W pelni sie zgadzam. Pozniej we wszystkich dziedzinach siedza tacy pracownicy z
        dyplomikami mgr i nic im sie nie chce, bo sie przyzwyczaili ze sciagna z
        czegos, od kogos itd, ze ktos inny za nich zrobi. Zgadzams ie ze program na
        polskich uczelniach jest chory ale sciaganie jest przestepstwem. Jak kradziez.
        To samo z plagiatami. Czy jakikolwiek student z dostepem do Internetu moze z
        reka na sercu powiedziec ze nie sciagnal chociaz czesci jakiejkolwiek pracy do
        oddania stamtad? A to przeciez karalna kradziez cudzych pomyslow i pracy.
    • Gość: M Brawo dla WNE!!! IP: 134.113.4.* 25.03.04, 22:07
      Brawo dla WNE, mojego starego wydzialu!!! Nareszcie ktos wzial sie za walke ze
      sciaganiem.

      Argument o tym ze studenci musza sie uczyc wielu bzdur na studiach
      ekonomicznych moze byc wazny w przypadku wykladu 'historia mysli ekonomicznej'
      (ktory i tak jest dosc ciekawym kursem), ale nie mikroekonomii.
      • Gość: Marek W Re: Brawo dla WNE!!! IP: *.chello.pl 26.03.04, 17:24
        Ja z kolei jestem na I roku na WNE i popieram akcję "Zero tolerancji dla
        ściągania". Przypominam, że to był pomysł władz dziekańskich jak i ogółu
        studentów(samorząd gorąco te akcje popierał i nadal popiera). Brawo!!!
    • Gość: maruda Bez sensu IP: *.gdynia.mm.pl 25.03.04, 22:23

      Z hałasu związanego z akcją można wyciągnąć wniosek, że na UW ściąganie było
      normą (może absolwenci coś powiedzą na ten temat). Na innych uczelniach
      ściąganie było zabronione zawsze. Restrykcją była lufa i powtórka egzaminu.
      O co więc tyle krzyku?

      Brakuje teraz Pawki Morozowa i bojówek antyściągawkowych.

      A jaki jest cel tej akcji poza ćwiczeniem prawniczym i policyjnym? Bardzo
      wątpię by przyczyniła się ona do podniesienia poziomu pracy dyplomowych.

      A poza tym i tak można ściągać. Dam przykład: kompletny tuman zdał matematykę,
      bo nauczył się na pamięć 100 możliwych zadań z analizy (wykładowca był
      mistrzem w wyłapywaniu ściągających).
      Ktoś powie: tuman nauczył się - jest efekt. Jednak nie. Zwyczajnie cały
      miesiąc wbijał sobie do łba rozwiązania. I do tej pory nie potrafi rozwiązywać
      dodawania ułamków o różnych mianownikach.


      O co tyle krzyku?


      • Gość: http://pamietamy.t Re:takie bajki opowiadac mozesz sobie IP: 216.223.169.* 25.03.04, 22:46
        pamietamy.tripod.com
        a tak na marginesie 0 tolerancji dla niechlujstwa akcji
        bo nie podano ze nie wolno bylo niczego wnies na egzamin
        procz wiedzy i to bez pomocy dodatkowych
        lub co bardziej prawdopodobne
        sad nie byl niezawisly i pytanie zasadnicze brzmi
        kim byl tatus mamusia
        lub ciocia studntki
        albo tatus mamusia ciocia obroncy :-))))))

        a sciaganie uzdrowi jakwszedzie wybor wykladow przez studentow

        egzamin staje sie wtedy sprawdzianem samego siebie
        i wyzwaniem nowego pokolenia postawionym starym autorytetom
        • Gość: maruda Re:takie bajki opowiadac mozesz sobie IP: *.gdynia.mm.pl 26.03.04, 08:41
          Gość portalu: pamietamy.t napisał(a):

          > pamietamy.tripod.com
          > a tak na marginesie 0 tolerancji dla niechlujstwa akcji
          > bo nie podano ze nie wolno bylo niczego wnies na egzamin
          > procz wiedzy i to bez pomocy dodatkowych
          > lub co bardziej prawdopodobne
          > sad nie byl niezawisly i pytanie zasadnicze brzmi
          > kim byl tatus mamusia
          > lub ciocia studntki
          > albo tatus mamusia ciocia obroncy :-))))))
          >
          > a sciaganie uzdrowi jakwszedzie wybor wykladow przez studentow
          >
          > egzamin staje sie wtedy sprawdzianem samego siebie
          > i wyzwaniem nowego pokolenia postawionym starym autorytetom


          **********************

          Jeżeli jesteś studentem, to daruj sobie dalszą naukę.

          • Gość: http://pamietamy.t Re:takie bajki opowiadac mozesz sobie IP: *.ok.shawcable.net 04.04.04, 19:37
            mamy przyjemnosc z mistrzem wsrod uczniow mistrza tumanow
            gratuluje
    • Gość: ściągawkaaa Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.03.04, 23:23
      jezusie kochany, na glowy upadli? :) dajcie nam sciagac, dajcie nam
      sciagac!!! :)
    • Gość: Anonim Sciaganie w stanach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 00:05
      W Polsce ludzie sciagaja bo zagadnienia są dużo, dużo trudniejsze niż u naszych
      kolegów w USA. Jeżeli w klasach maturalnych w USA ludzie nie wiedzą co to jest
      pochodna funkcji to o czym my tu mówimy. Ich poziom jest duzo nizszy dla tego
      nie sciagaja bo są w stanie sie tego nauczyąć. U nas czasem sie tewgo
      zwyczajnie nie da nauczyć, dlatego sie ściaga.
      • Gość: tw-sosnowica Polak potrafi IP: *.wnoz.us.edu.pl 26.03.04, 08:55
        ściąga się, bo jest generalne przyzwolenie dla cwaniactwa, podziw dla tych, co
        sobie załatwili - niech ta walka ze ściąganiem będzie częścią większej kampanii
        o uczciwość w każdym miejscu tego Kraju...
        nie da się nauczyć? da się, da, ale trzeba się przyłożyć, może nawet w
        przedszkolu trzeba zacząć, Kolego!
        pozdrawiam!
        tw
        • Gość: eof Re: Polak potrafi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 09:18
          > ściąga się, bo jest generalne przyzwolenie dla cwaniactwa, podziw dla tych, co
          > sobie załatwili - niech ta walka ze ściąganiem będzie częścią większej kampanii
          > o uczciwość w każdym miejscu tego Kraju...

          - otóż to, problem leży w naszej słabości do cwaniactwa. ściągał, znaczy się zaradny jest ;)

          > nie da się nauczyć? da się, da, ale trzeba się przyłożyć, może nawet w
          > przedszkolu trzeba zacząć, Kolego!

          - jasne, że się da. jest tylko jeden drobiazg. bardzo często mówi się o rzekomo wysokim poziomie polskich uczelni, najchętniej w zestawieniu z amerykańskimi (post wyżej tego przykładem). jak to się wobec tego dzieje, że polska uczelnia ekonomiczna wypuszcza studentów, którzy nie potrafią napisać oferty, bo jedynym miejscem gdzie mogli się tego nauczyć były wykłady z angielskiego? to nie przykład teoretyczny niestety. cóż z tego, że nabijacie sobie głowy tonami wiedzy encyklopedycznej, skoro nikt nie uczy metod rozwiązywania problemów...

          może i stany to kraj ograniczonych zjadaczy hamburgerasów, ale tam uczy sie indywidualizmu i myślenia, a nie nabija głowy wiedzą przy pomocy panów profesorów w wieku emerytalnym, którzy wiedzą tylko jak wygląda dana kwestia w teorii, a z praktyką zastosowania swej wiedzy nie mają kompletnie nic wspólnego...
      • Gość: Alessandra Re: Sciaganie w stanach IP: 217.153.88.* 26.03.04, 09:21
        Otóż to! I w ogóle dlaczego wszyscy porównują Uniwerek do uczelni w USA? To są
        zupełnie inne realia! Jak najbardziej popieram ściąganie, sama używam, bo nie
        mam ochoty zaśmiecać sobie twardego dysku wiadomosciami, które bez problemu i
        błyskawicznie znajdę w ustawach, czy kodeksach.
        I po co ta cała afera? Przecież nie od dziś studenci ściągają i stosują różne
        wybiegi żeby zdać egzaminy. Ściągali, ściągają i BĘDĄ ŚCIĄGAĆ!
        • Gość: titt Re: Sciaganie w stanach IP: *.botany.gu.se 26.03.04, 11:28
          Tak, a potem brac lapowki - bo brali i zawsze brac beda, (no i pensja niska, a
          poco sie przemeczac), krasc - bo kradli i zawsze beda (jak powyzej) itd.
          Moze czas na zmiane myslenia?
        • Gość: Myszactwo Re: Sciaganie w stanach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 16:31
          Nie od dzis ale w Polsce. DLaczego Polska ma byc wyjatkiem w Europie? Czy
          Polacy sa mnie zdolni? Jakie jest usprawiedliwienie tego? Bo nie rozumiem.
          Jedynie to ze material jest przeladowany. To zmienic go! I tak 80% nie przydaje
          sie pozniej w praktyce. I zgadzam sie z przedmowca, student po programie
          skonczonym 20% tego co w Polsce ale znajacy zastosowanie tych minimalnych
          podstaw w praktyce jest lepszym pracownikiem niz Polak, ktory sciagnal 100%
          materialu i w efekcie nie umie nic a nawet jesli zakul czesc to do niczego sie
          to ni przyda. Mialam przyjemnosc porownywac tak banalna rzecz do napisania jak
          CV i listow motywacyjnych. Sam sposob zaprezentowania siebie wypadl w moich
          oczach najgorzej wlasnie swiezo upieczonym magistrom ekonomii, nauk
          politycznych uw, bodajze tez uniwersytetu z gdanska i jeszcze jednej panstwowej
          uczelni podobnego pokroju oraz sgh. Bardziej profesjonalne pisma przedstawiali
          studenci prywatnych uczelni oraz tacy ktorzy jakis czas spedzili za granica,
          przynajmniej na wymianie na jakis czas, albo pracujacy za granica.
    • Gość: joanka Do KK IP: 165.200.84.* 26.03.04, 00:15
      Hej, a ja jestem w Phoenix. Co studiujesz?
    • create bzdura 26.03.04, 00:29
      problem leży w bezpłatności studiów, gdyby za studia, trzeba było płacić gruby
      szmal, to i by się je odpowiednio ceniło i problem ze ściaganiem sam by się
      rozwiązał. Każdy byłby odpowiedzialny za siebie iwłasne wyniki. Ściaganie to
      brak szacunku dla nauki i studiów i dla siebie a akcje jak wyżej tego nie
      zmienia
      • Gość: mister doctor Re: bzdura IP: 213.199.197.* 26.03.04, 08:32
        Niestety ale bzdurą w znacznej mierze jest to co piszesz. Ja pracuję na
        prowincjonalnej uczelni prawie 15 lat i w tym czasie miałem wiele do czynienia
        nie tylko z "bezpłatnymi" studentami dziennym ale i płatnymi zaocznymi.
        Zapewniam cię, że jeśli chodzi o skłonności do ściągania (lub uzyskania
        zwolnienia z egzaminu/zaliczenia) to między oboma grupami nie dostrzegam żadnej
        różnicy. Co więcej, w przypadku zaocznych spotykałem się z wypowiedziami, które
        można sprowadzić do "płacę, to JA wymagam od was, a nie wy czegokolwiek ode mnie".
        A co do tolerancji na ściąganie. Na zajęciach, za których treść ja jestem w 100%
        odpowiedzialny, ściągania nie toleruję. Natomiast na egzaminach do przedmiotów
        mojego szefa, na ściąganie pozwalam, a nawet czasami podpowiadam studentom.
        Dlaczego? Ano dlatego, że szefunio ma w d...ie to, czego studenci na danym
        kierunku z ich poziomem zdolności i dotychczasową wiedzą mają szansę się ZE
        ZROZUMIENIEM nauczyć a nie tylko zakuć "na małpę". Wszelkie argumenty, że to, co
        wykłada jest dla zdecydowanej większości studentów zwyczajnie za trudne, zbywa
        tym, że podaje im wiedzę nowoczesną zamiast tej sprzed 40-50 lat (która akurat
        jest w tym temacie podstawą). Mój kolega ze studiów, który razem ze mną
        przepracował rok w tym cyrku, określił poglądy szefa na dydaktykę jako
        "budowanie wieżowca od 18 piętra". Podsumowując, jak to już było wspomniane w
        tym wątku - ściąganie to niekiedy naprawdę konieczność i sposób na przetrwanie a
        nie rezultat lenistwa.
        PS.Sam też ściągałem na studiach w sytuacjach przymusowych jak wyżej przeze mnie
        opisane, ale niewiele, bo bałem się, że mnie złapią. Co prawda nikt by mnie z
        uczelni nie wylał (jak sądzę), tylko poprostu wlepił gałę, ale średnią (i co za
        tym stypendium) to by mi mocno obniżyło.
      • Gość: Alessandra Re: bzdura IP: 217.153.88.* 26.03.04, 09:36
        Chyba od tego zakuwania na pamięć mózg ci się zlasował! Wiesz co to znaczy
        płacić za studia??!! Nie, bo pewnie nadziany tatuś ci płaci, co? A pod wydział
        bryką podjeżdżasz, nie?
        Jakbyś musiał charowac 8 godzin dziennie, żeby się utrzymać, potem lecieć na
        zajęcia (studia wieczorowe) i jeszcze znajdować dorywcze fuchy to byś nie
        pieprzył takich głupot.
        A jeżeli gdzieś tu jest brak szacunku, to jest to brak szacunku dla studentów,
        którzy muszą zarabiać na życie. Trochę to bez sensu, że ludzie którzych nie
        stać są zmuszeni płacić za studia a ci których utrzymują rodzice uczą się za
        darmo, prawda?
        • Gość: Biedny student Re: bzdura IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 11:37
          Irytują mnie to ze niektórzy ciaglae uważają że na studia dzienne chodzą tylko
          bogaci.
        • Gość: M Re: bzdura IP: *.teagasc.ie 26.03.04, 13:45
          Zadna bzdura, bo prawda jest taka ze sa osoby takie ja ty, ktore rzeczywiscie
          pracuja ciezko zeby zaplacic studia i podziwiam za wytrwalosc. Czesto nistety
          tak to wlasnie jest na studiach zaocznych ze studenci sie nie przejmuja, chodz
          na zajecia albo nie, nie ucza sie bo rodzice placa, nie wiem po co studiuja w
          ogoole chyba tylko po to zeby sobie moc sobie napisac mgr przed nazwiskiem. Nie
          zgadzam sie jestdnak z zadnym generalizowaniem.
    • martini_very_bianco Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski 26.03.04, 00:48
      Jak komuś się nie chce uczciwie uczyć, to niech nie idzie na studia, a jak mu
      się nie podoba polski system, faktycznie, nie jest doskonały, to niech jedzie
      studiować za granicę. Wilk syty i owca też.
      • Gość: Alessandra Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: 217.153.88.* 26.03.04, 09:42
        Mam nadzieję, że też się wybierasz za granicę bo na Polskich uczelniach jest
        dośc takich nadętych głupków...A system jest po to, żeby go zmieniać! tego ci
        jeszcze na twoich studiach nie powiedzieli?
    • Gość: Woda Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.ljcrf.edu 26.03.04, 00:51
      Sam nie jestem bez winy i nie jeden egzamin zerżnąłem w 100%, ale popieram
      akcje! Natomiast tworzenie całej biurokracji, sądów, sądów apelacyjnych, zeby
      uwalic 3 pechowców, ktorzy na 100 pozostałych dali sie zlapac, to moim zdaniem
      lekkie przegiecie.

      Nic sie nie zmieni, dopóki w Polsce nie bedzie istniela zaleznosc miedzy wiedzą
      a przyszłymi zarobkami... wiedzą - nie papierkiem ze średnią ocen! Dopóki
      kariera zależy bardziej od układów niż faktycznych umiejętności, studenci nie
      będą mieli zadnego interesu w tym, żeby siebie pilnować nawzajem, a to jedyna
      droga do osiągnięcia celu.
    • Gość: Ryszard Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.wi.rr.com 26.03.04, 02:42
      Powolywanie sie na przyklad amerykanski jest bzdura.90% amerykanskich
      uniwersytetow to uczelnie gorsze od najslabszej wyzszej szkoly w
      Polscw.Sciaganie jest mniej efektywne poniewaz egzaminy maja forme testow.Do
      rozwiazywania zadan z przedmiotow innych niz matematyka mozna poslugiwac sie
      literatura w ilosci jaka zdola sie udzwignac.To tyle, dziekuje za uwage.
      • Gość: myslacy student Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.nas77.los-angeles2.ca.us.da.qwest.net 26.03.04, 07:21
        Kolega robil badania porownawcze miedzy amerykanskimi a polskimi uczelniami jak
        mniemam?! Bo ja jakos nie zauwazylam tej relacji ktora kolega opisal!
        Skonczylam studia magisterskie z wyroznieniem na UAM w Poznaniu (raczej nie
        mozna powiedziec, ze nalezy do najgorszych w Polsce), teraz robie doktorat na
        raczej srednio dobrym uniwersytecie w Stanach. I musze przyznac ze chociaz
        idzie mi bardzo dobrze jest duzo trudniej. I to nie z powodu jezyka, ktory znam
        doskonale! Tutaj wymaga sie po prostu myslenia. Fakt, czesto mozna miec pomoce
        naukowe, tyle ze zadania do wykoniania sa czesto autorskie - odpowiedzi nie
        znjadziesz w ksiazkach! I tu wychodza braki jakie wynosi sie z polskiego
        systemu edukacji. Bo na mojej polskiej uczelni lepiej bylo wyryc 3 podzialy
        klasyfikacyjne niz zastanowic sie krytycznie nad jednym, ale to wymagaloby od
        wykladowcy duzo wiekszego wysilku i na tym wlasnie polega roznica! Jesli ktos
        chce zdobyc wiedze MUSI NAUCZYC SIE MYSLEC! System amerykanski nie jest
        doskonaly ale zdecydowanie bardziej stawia na myslenie niz odtwrzanie wykutej
        dzien przed egzaminem wiedzy
        • rootol Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski 26.03.04, 08:50
          Myślę, że trafiłaś w sedno. Niestety cała sprawa ze ściąganiem zaczyna się już
          wcześniej i na studiach jest już za późno żeby próbować wykorzenić ten wstrętny
          zwyczaj. Jestem wielkim przeciwnikiem ściągania, ale ostatnio, kiedy siostra,
          która chodzi do drugiej klasy gimnazjum musiała wykuć na blachę materiał z
          biologii na poziomie matury (dokładnie była to ogromna tabela z makro i
          mikroelementami, ich charakterystyką i wpływem na organizmy roślinne i
          zwierzęce) nie dała rady się wszystkiego nauczyć i zrobiła ściągę to nawet tego
          nie skomentowałem. Jeśli ona ma takich sprawdzianów czasem 4-5 w tygodniu, to
          jest fizyczną niemożliwością wykuć się wszystkiego na pamięć, bo do tego to się
          sprowadza. Od tylu lat słyszy się, że szkoła ma uczyć myślenia, a nie
          encyklopedycznej wiedzy, ale ja jakoś tego nie zauważam. Sądzę wręcz, że obecnie
          dzieciaki mają dużo więcej "wkuwania tabelek" niż ja, kiedy byłem w ich wieku.
          Jeśli od najmłodszych lat sytuacja w Polsce wygląda w ten sposób to trudno się
          dziwić, że na studiach panuje plaga ściągania.

          Pozdrawiam,

          Rootol

          PS moja siostra jest 11 lat ode mnie młodsza.

        • Gość: maruda Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.gdynia.mm.pl 26.03.04, 08:52
          Gość portalu: myslacy student napisał(a):

          Tutaj wymaga sie po prostu myslenia.
          ************************

          Czyżbyś UAM skończył bezmyślnie? Twoje dowodzenie jest dosyć dziwne. Samodzielne
          myślenie bez solidnej podbudowy teoretycznej w 90% wypadków daje w efekcie
          wynajdywanie od nowa roweru.

          • Gość: student Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.cs.UMBC.EDU 26.03.04, 17:56
            "Nie wymaga myslenia", nie oznacza, ze wszyscy koncza studia bezmyslnie.
            Niektorzy (a nawet wiekszosc) sie wysila ponad minimum wymagane przez uczelnie.
            Problemem jest 30-40% tych, ktorym sie nie chcialo i ktorzy zanizaja wartosc
            posiadania dyplomu (papier powinien byc potwierdzeniem/gwarancja umiejetnosci -
            a tak niestety nie jest).
    • Gość: zorro Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.esp.ee.saga-u.ac.jp 26.03.04, 03:18
      Na mojej bylej Alma Mater byl lepszy numer. Sciagac bylo ciezko bo pilnowali.
      Ja nie maialem szans, jestem pietruszka. Jedna ze studentek nie bawila sie w
      robienie sciagawek. Wchodzila na egzamin z plikem papierow kancelaryjnych z
      gotowcami. Kazde pytanko na oddzielnej stronie. Wykladowcy do glowy nie
      przyszlo ze moze byc tak bezczelna gdyz wszyscy uwazali ja za dziewcze dobre i
      wybitnie uzdolnione (glosu nie zabiera ale te prace pisemne!). Twarda z niej
      byla pokerzystka. Slizgala sie tak 5 lat robiac dobra mine i biorac stypendium
      naukowe ;). Gdy tylko ktos zazartowal ze jej metody oburzala sie ze przeciez
      ona nigdy nie sciaga a to tylko takie talizmany ;))) Zgadnijcie gdzie teraz
      jest? Zostala na uczelni. Nie mama pojecia czego moze nauczyc ale za sciaganie
      podobno mocno sciga ;)Zapomnial wol jak cieleciem byl ;)))))
    • Gość: maciej A jak ja studiowałem, to wolno było ściągać IP: *.client.comcast.net 26.03.04, 04:09
      Jak ja studiowałem UW (to było już kilka dobrych lat temu), to na większości
      egzaminów można było przynosić dowolne ściągi, notatki, zeszyty, książki, i -
      oczywiście - można było z nich korzystać. Poziom zadań był taki, że i z całą
      biblioteką niełatwo było je rozwiązać. (Gdyby ktoś myślał, że to raczej
      świadczyłoby o niskim poziomie studentów, to podpowiem, że była to informatyka,
      z kilkoma kandydatami na jedno miejsce.)
      • Gość: wolfgang casus holandia IP: *.net.autocom.pl 26.03.04, 04:18
        No dokladnie. Mialem przyjemnosc byc na stypendium w Holandii.
        Na jeden egzamin musialem sobie wybrac rozdzial z wykladu i go zaprezentowac.
        Na drugi musialem miec pojecie o polowie wykladu (wg zalecen wykladowcy!)
        Na trzecim mozna bylo miec kartke A4 zapisana wlasna tworczoscia.
        Czwarty przedmiot konczy sie 4 homerworkami w excelu, ktore moge sobie wyslac
        mailem, bo jestem juz w Polsce. Pozwolili mi.
        Co do trzecziego egzaminu. Oblalem. Kartka A4 nie pomogla, choc bylo na niej
        wszystko co trzeba.
        Poziom tamtego uniwerku jest bardzo sredni, ale za to maja tam zmysl praktyczny,
        a z wykladu naprawde mozna cos wyniesc.
    • Gość: naam to zależy od władz uczelni IP: 62.233.192.* 26.03.04, 05:53
      Niestety to jest normalne bo na wykłądach jest zaledwie 5-15% studentów a
      notatki robi 5% więc skąd mają wiedzieć co było na wykładzie ze ścągawek .
      Projekt prezydencki ustawy tego nie przewiduje. Na niektórych uczelniach
      symbolem jest uczenie studenta na egzaminie jak twierdzą osoby pełniące funkcje
      dziekana. Wymagająxcy wykłądowca to hańba dla Wydziału katedry a szczególnie na
      uczelniach prywatnych. Z wzorców amerykańskich potrafimy czerpać tylko wyjątki
      ale nigdy nie uderzające w swój prywatny interes.
    • Gość: jazg Student ma rozwiązywać zadania, a nie wkuwać IP: *.zwnet.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 26.03.04, 06:36
      DLatego podczas egzaminiów powinien móc legalnie korzystać z podręczników.
      Niech kadra tak formułuje pytania egzaminacyjne, aby podręcznik nie dawał
      wprost odpowiedzi.
      • Gość: Zbyszek Re: Student ma rozwiązywać zadania, a nie wkuwać IP: *.energetyka.czest.pl 26.03.04, 08:12
        Ja miałem taki przypadek, iż na zaliczeniu pan doktor przedyktował zadanie z
        książki. Wynik podany na końcu książki był inny niż ten , który nam wyszedł.
        Oczywiście bańka, ale chcieliśmy się dowiedzieć dlaczego. Rezultat. Po godzinie
        tłumaczenia pan doktor stwierdził ( obecnie prof ) "panowie mówią dobrze i w
        książce jest dobrze i ja nie wiem co mam wybrać - macie po 4."
        Wniosek: Nie zawsze najlepsi zostają na uczelni, często przedyktowują książki
        na wykładach i chełpią się swoją "wiedzą"
    • orys100 Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski 26.03.04, 07:04
      Trochę nie na temat ..... Wg wielu wyrazonych tu opinii na uczelniach w Stanach
      panuje poziom o wiele niższy niż na uczelniach polskich.

      To dlaczego .... jest tak jak jest????
      • Gość: Zenek Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.03.04, 08:00
        Bo mało kto che się przyznać,że polskie uczelnie są g.. warte.
        Studiuję zaocznie na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i wiem co mówie.
        Poziom naucznia jest po prostu denny.
        • Gość: maruda Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.gdynia.mm.pl 26.03.04, 09:00
          Gość portalu: Zenek napisał(a):

          > Bo mało kto che się przyznać,że polskie uczelnie są g.. warte.
          > Studiuję zaocznie na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu i wiem co mówie.
          > Poziom naucznia jest po prostu denny.
          **********************

          To idź do wojska, jeżeli chcesz, żeby ktoś za Ciebie myślał. Studiując pracujesz
          na własną przyszłość. Jak sie nie sprawdzisz w pracy zawodowej to do będziesz
          miał całe życie pretensje do uczelni?



    • Gość: jankop Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: 5.2.* / *.chello.pl 26.03.04, 08:04
      cale studia rżnąłem ze sciągawek i od kolegów,zaoszczędziłem kupę czasu na
      chlanie w baryle i dziewczyny.Pozdrawiam ŁH (kto to pamięta?)
      • michalfront a tak naprawdę, co to jest ściągawka? 26.03.04, 08:29
        przecież to notatki, tylko zminimalizowane.
        jeśli pytanie było inne niż zakres ściągawki (czyli de facto nie została użyta)
        to za co karać?
        to tak jakby karać kierowcę który jedzie 60 km/h za przekroczenie prędkości
        tylko dlatego że ma pod maską 250KM i mógłby jechać 180 km/h (ale nie jechał)

        dopóki nie udowodni się że student korzystał ze ściągawki nie można mu nic
        zrobić (posiadanie zapisanej kartki papieru nie jest w naszym kraju nielegalne)
        dopiero porównanie treści karteczki z treścią pracy daje podstawy do
        ukarania...
    • Gość: Bikeboy Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.unimaas.nl 26.03.04, 08:36
      Zero tolerancji dla sciagania jest na uniwersytecie w Maastricht- jak cie dupna
      na sciaganiu, to wylatujesz z egzaminu z lufa i dostajesz "zolta kartke"... za
      drugim razem dostaje sie wilczy bilet- mocno dziala na wyobraznie...
    • Gość: Seba_PoliLodzka Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 08:55
      Tak sie zastatnawiam i stwierdzam ze chyba szkoly wyzsze nie maja zadnych probelmow ze zajmuja sie takimi bzdurami. U mnie na Politechnice Lodzkiej, jest kilku takich wyczynowcow, ze pomimo tego ze wszyscy wiedza ze sie sciaga, to i na sciagach ciezko zaliczyc... Egzamin zazwyczaj trwa 1,5 godziny, sa 4 pytania. Odpowiedziec trzeba tak jak bylo zapisane na wykladzie. wiec to jest fizycznie nie mozliwe zeby sie tego nauczyc. po 14 tygodniach wykladu bylo zapisane ok 80 A4 gdzie bylo od zajebania wzorow. Niech mi szanowny Pan profesor jeden czy drugi powie jak sie tego nauczyc ? (nie napiesze przedmiotu, ale zagadnieni-termodynamka w maszynach - bardzo ogolne napisane). Co do sprawdzania, pomimo tego ze czlowiek sciaga 14 stron, i tak dostaje max 3...
      Dziekan mojego wydzialu rok temu mowi ze bedzie rozmawial z wykladowcami na temat zeby nie robili wykladow gdzie jest 1,5 mln wzorow i tylko jedna strona tekstu... Przeciez wiekszosc wykladowcow sama prowadzi zajecia z kartek, foli, komputera. Oni tez tego nie wiedza wszytskiego...
      Wykladowcy sami popychaja studentow w sciganie. NIe mowie o lamerach ktorzy sa goscmi na wykladach, tylko o normalnych studentach. czasami naprawde nie ma szans zeby sie nauczyc wszytskiego...
    • Gość: kasia_blond Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: 5.2.* / *.chello.pl 26.03.04, 08:56
      to prawda, że polskie uczelnie są, jakie są. i programy też. jednak najgorsza
      jest mentalność zdecydowanej większości tzw. studentów. oni po prostu sądzą, że
      oszustwo to rzecz normalna, ba - godna pochwały jako wyraz życiowego "sprytu".
      w gruncie rzeczy nie jest to nic dziwnego, ich po prostu wychowali rodzice -
      oszuści, wokół kradną "byznesmeni", w telewizorze patrzą na politykow -
      hochsztaplerów. potem wyedukowani na kupionych ściągach internetowi magistrzy
      zaczynają pracę, rodzą się dzieci, zaczynają je "wychowywać" po swojemu i -
      kółko się zamyka. dlaczegóż to niemcy, amerykanie, francuzi uwazają, że
      polaczki to naród złodziei i drobnych oszustów? :)
    • blanc Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski 26.03.04, 08:57
      Zgadzam się z tekstami myślącego studenta i podobnych. Tam nikomu nie każą
      wkuwać wszystkiego. Sam pamiętam egzamin z teorii prawa, który po prostu trzeba
      było ściągnąć, bo ani nie było sensu się tego uczyć, ani czasu.
      Co do tego „procesu” to jakiś absurd. Ktoś powinien jasno zdefiniować najpierw
      zasady, bo tylko było wiadomo że nie można ściągać, ale nie posiadać ściag (a
      własciwie upuszczać ich na podłogę). I jakiś tuman ze stopniem naukowym stosuje
      wykładnię rozszerzającą, a to nie jest dopuszczalne. To trochę jakby policja
      zatrzymała kogoś, a potem ten ktoś został aresztowany i sądzony za to, że w
      nocy przechodził koło mięsnego – bo przecież mógł zbić szybę i ukraść jakieś
      mięso, a że był wegeterianinem? Hehe. Nie udowodnili jej, że ściągała, więc
      dlaczego jeszcze karać dziewczynę pałą? Właśnie w Stanach, gdy student nie
      zgadza się z wynikiem egzaminu może (i tak się dzieje) iść do normalnego sądu.
      I nikogo to nie dziwi, nikt się nie mści. U nas kadra naukowa jest bezkarna, bo
      niby można sprawę oddać do sądu administracyjnego, ale kto się odważy? Inni
      egzaminatorzy w ramach profesorskiej solidarności go zgnoją, nie mówiąc o
      przewlekłości postępowania (dodatkowo więc może stracić rok). Student w Polsce
      jest traktowany jak przeciwnik, czasami wróg, a to chyba nie o to chodzi.
      Egzaminatorzy „leczą” swoje kompleksy gnębiąc studentów, myśląc że im więcej
      obleją tym więcej zyskają szacunku kolegów. To takie sowieckie myślenie:
      szacunek poprzez strach. W Stanach gdy ktoś obleje zbyt wiele osób to znaczy że
      z nim jest coś nie tak i inna osoba wyjaśnia sprawę, bo przecież nie jest tak
      że wszyscy przystępują do egzaminu nieprzygotowani. U mnie niczym dziwnym nie
      był egzamin, który w pierwszym terminie zdawało 10% przystępujących, żeby potem
      egzaminatorzy mogli się radośnie licytować idąc korytarzem ilu to u nich zdało
      (fakt autentyczny).
      Jedynym plusem to ćwiczenie dla studentów prawa, bo to studia to właściwie
      tylko teoria, a całej reszty uczymy się po studiach, bądź zupełnie we własnym
      zakresie.
      Konkludując: chodzi mi o jasne zasady przed, a nie o jakąś żonglerkę po. Wszak
      lex retro non agit.
      • Gość: gość Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 26.03.04, 11:49
        Ponieważ zdarzyło mi się uczyć na uniwerku w Stanach, to mogę powiedzieć, jak
        to wygląda z drugiej strony. Otóż przed rozpoczęciem zajęć przeszedłem
        odpowiednie szkolenie prawne i zapoznano mnie z paroma autentycznymi
        przypadkami "z życia", z których jedyny wniosek płynął taki: zamykać oczy, to
        studenci nie będą ściągać. Oczywiście jawnie nikt tego powiedzieć nie mógł,
        oficjalnie ściąganie jest naganne i karalne. Tylko że w praktyce uczelni nie
        stać na procesy sądowe i wszyscy są zainteresowani zamiataniem sprawy pod dywan.
        Jedynie najlepsze uczelnie mogą sobie pozwolić w tej kwestii na stanowczość,
        ale i one muszą nierzadko ugiąć się przed bezczelnym szantażem (idealnym
        środkiem są np. oskarżenia o dyskryminację).

        Trochę przypomina mi to sytuację, gdy amerykańska firma ogłosiła nowy system
        kodowania. Na konferencji, na której go reklamowali, rosyjski programista
        pokazał, jak łatwo można owe zabezpieczenia złamać i zaraz zwinęło go FBI
        (bo jest prawo zakazujące łamania zabezpieczeń). Teraz firmy amerykańskie mogą
        bez obaw reklamować swoje produkty jako niezawodne, a nikt im kłamu (bez
        łamania prawa i groźby aresztowania) zadać nie może. Dokładnie taka sama
        hipokryzja panuje wokół kwestii ściągania.
        • Gość: gość Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl 26.03.04, 16:12
          Ponieważ mnóstwo tu uwag o wspaniałej etyce amerykańskich studentów, to może
          jeszcze inny przykład, tym razem z jednego z najlepszych amerykańskich
          uniwersytetów. Byłem tam akurat w okresie ichniej sesji egzaminacyjnej i
          musiałem skorzystać z biblioteki. Tam spostrzegłem zdumiewające zjawisko -
          tłumy studentów pożyczały do domu wielkie stosy książek, na ogół standardowych
          podręczników. Zastanowiło mnie, jak ktoś mógłby choćby pobieżnie przejrzeć taką
          ilość materiału w krótkim czasie, który pozostał do egzaminu i jak to jest, że
          wszystkich nagrało na pożyczanie w tej samej chwili. Dopiero jeden z lokalnych
          naukowców uświadomił mi, co się dzieje. Otóż w interesie studentów jest
          pożyczyć podręczniki, by INNI nie mogli z nich skorzystać. Egzaminy są bowiem
          oceniane "wg krzywej", co oznacza, iż określony odsetek studentów dostaje ocenę
          A, określony odsetek B itd. - im bardziej utrudnisz więc życie konkurencji, tym
          lepszą sam dostaniesz ocenę. Władze uczelni (a może rzecz dotyczyła jednego
          wydziału, trudno powiedzieć) zdawały sobie sprawę z tej sytuacji, bo
          podręczniki, teoretycznie dostępne w bibliotece w olbrzymich ilościach,
          praktycznie były w niej nieobecne i studenci skarżyli się z tego powodu.
          Ograniczono więc możliwość wypożyczania do domu podręczników wprowadzając
          odpowiednie limity czasowe i ilościowe. Podręczniki wróciły do biblioteki,
          gdzie leżały prawie nie używane, aż do chwili, gdy na początku sesji
          egzaminacyjnej przywrócono możliwość wypożyczania ich do domu, jako że studenci
          właśnie poczuli gwałtowną potrzebę uczenia się (pod tym względem wszędzie na
          świecie jest chyba podobnie). Trafiłem właśnie na chwilę, gdy limity przestały
          obowiązywać...

          Co zaś do ściągania na uniwerku, na którym uczyłem, przyznać trzeba, że
          ściągali (i to całkiem bezczelnie) wyłącznie co marniejsi studenci (plus
          oczywiście ci, których nie przyuważyłem :). Lepsi zdawali sobie sprawę, że
          jeśli naprawdę się czegoś nie nauczą, to sami na tym stracą. Myślę, że pod tym
          względem w Polsce jest dość podobnie.
    • Gość: j Re: Sąd nad ściągawką na Uniwersytecie Warszawski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.03.04, 09:02
      Gość portalu: kk napisał(a):

      > Czy na pewno USA jest tyle ostrzejsza od Polski? Jestem sobie na University of
      > Arizona w
      > Tucson i tutaj za zlapanie na sciaganiu (przynajmniej za pierwszym razem) dosta
      > je sie
      > automatyczna ocene niedostateczna i tyle. Ewentualne dalsze udowodnione proby s
      > ciagnia
      > moga przyniesc powazniejsze problemy...

      I wlasnie dlatego siedzisz w jakiejs dziurze w Arizonie a nie w NY, Bostonie, LA
      czy Chicago.
Pełna wersja