niezadowolenie
14.02.11, 12:13
"czekam na kolejne artykuły w ramach całej akcji. Natomiast bardzo złe wrażenie zrobiło na mnie określenie "lekcje seksu". Takich określeń po prostu nie należy używać, bo - wbrew temu, co lubią powtarzać konserwatyści - edukacja seksualna nie jest i nie może być "namawianiem do seksu". Wręcz przeciwnie - osobiście jestem gorąco za tym, by zapewniając jak najszerszą wiedzę, jednocześnie wprost zniechęcali do seksu. Po pierwsze dlatego, że nie wyobrażam sobie istnienia 15-latków psychicznie i społecznie przygotowanych do życia seksualnego wraz z jego możliwymi konsekwencjami. Szczerze mówiąc uważam, że większość ludzi jest gotowa nie wcześniej, niż w wieku 20 lat. Po drugie mam pewien dla niektórych bulwersujący pogląd: seks nie jest dobry sam w sobie, seks jest neutralny. To znaczy, że każdy akt seksualny podlega indywidualnej ocenie. Proste przykłady: dobry jest seks między kochającymi się osobami, zły jest seks pod presją. Zniechęcanie do ulegania modzie i nauka mówienia "nie" może choć trochę dać odpór popkulturowej propagandzie i być może sprawić, że choć jedna osoba niezainteresowana seksem będzie żyła w zgodzie ze sobą, a nie z modą.
Ja od zawsze miałam przekonanie, że odmienność jest wartościowa, głęboką wiarę w to, że można i warto żyć inaczej niż większość - to, co nazywam Objawieniem Buntu... Ale szkoła niestety zwykle uczy czegoś wręcz przeciwnego."
napisał ktoś a ja spamując powtarzam